Audyt życia. W kwadrans!

Audyt życia. W kwadrans!

– To ta chwila kiedy trzeba zrobić test – mówi.
– Ok – zgadzasz się, bo co innego możesz powiedzieć?

Wychodzicie do apteki i czujesz się tak jakbyś miał piętnaście lat i po raz pierwszy kupował gumki. Później ona wychodzi i zamyka się w łazience, a twój mózg pracuje na rzadko doświadczanych obrotach. Podobno w chwili niebezpieczeństwa całe przeszłe życie przelatuje przed oczami. W tym wypadku przelatuje przed nimi planowane życie i seria pytań: Ona w ogóle nadaje się na matkę? Jakim będę ojcem? Za co będziemy żyli? Czy będę musiał z czegoś zrezygnować? Czy to zniszczy nasze życia? Czy chce z nią być? Czy powinienem się cieszyć? Jakie mam opcje? Ślub, alimenty, aborcja?

Każda minuta dłuży się jak godziny, a ty po raz pierwszy od bardzo dawna trzeźwo patrzysz na nią, jej wady i zalety. Patrzysz też na siebie i nie ma pewności, że ocenisz siebie dobrze. Siedzisz i w przerwach na myślenie o wymiotowaniu intuicyjnie robisz rachunek zysków i strat. Możesz wyjść w nim na plus. Możesz wyjść na minus, ale nic nie zapewni ci tak szybkiej, obiektywnej i skutecznej oceny tego w jakim punkcie życia jesteś i co w nim poprawić, żeby nie obudzić się – dosłownie – z ręką w nocniku. Albo, żeby taką ewentualność przywitać w najgorszym wypadku z pogodną neutralnością.

Na przykład ja z reakcji: „Ja pierdolę!” awansowałem na reakcję: „O kurwa!”, a obecnie zatrzymałem się na: „Cholera!”. Czeka mnie jeszcze tylko: „Ech” i „To nic” – później już zostaje tylko radość.

Wtedy otwierają się drzwi łazienki. Podnosisz wzrok, a ona mówi tym swoim radosnym głosem z nutą czułości:
– Nie martw się tak, głupku. Wszystko w porządku.

Oddychasz z ulgą, ale piętnastominutowy audyt jaki zrobiłeś nie mija. Zostaje w tobie i myślisz: „To warte więcej niż spotkanie z coachem za 2 000 złotych”.

Wiesz, że przez chwilę zobaczyłeś żółte światło. Pozostaje pytanie czy poczekasz na zielone, zmienisz trasę czy nie zmienisz nic?

Print Friendly, PDF & Email

9
Dodaj komentarz

avatar
100000
6 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
renfri929VolantwisznuMichał JanotaDawid Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aurora
Gość
Aurora

Każdemu przyda się taka lekcja życiowa ;)

Bartek
Gość
Bartek

Miałem taką sytuację 2 razy i dokładnie tak to wygląda. Nadal nie jestem ojcem (lub przynajmniej nic o tym nie wiem), ale taki audyt wiele mi dał. Pozdr.

Michał
Gość
Michał

W „Piątym elemencie” polecasz książkę Mantaka Chia i mimo to nie masz opanowanej kontroli wytrysku?

Michał Janota
Gość
Michał Janota

Wow, nie wiedziałem Volant, że grałeś w „Piątym elemencie”. Nigdy się nie chwaliłeś, że znasz Bruce’a Willisa. :D

Dawid
Gość
Dawid

O ironio. Miałem tak wczoraj. I faktycznie ma się takie myśli. Mimo że mam 27 lat i teoretycznie najwyższy czas na ustatkowanie się. Kocham ją, ok ale i tak człowieka dopadają takie myśli. Moja kobieta zobaczyła moje przerażenie i od razu pretensje, że się nie cieszę, że może być w ciąży i czy w ogóle powinniśmy być razem, i czy to ma sens. A myślę, że takiego myślenia nie da się uniknąć. Nawet jak byśmy byli po ślubie.

wisznu
Gość
wisznu

taki audyt to dopada człowieka w sumie 2 razy. Za pierwszym razem to jakby ktoś Cię w brzuch walnął młotem kowalskim, za drugim razem – już jest słabiej, dostajesz tylko gumowym młotem. Wszystko jest spokojniej, bardziej na luzie. Zwłaszcza jak za pierwszym podejściem podszedłeś do sprawy serio, jeśli upewniłeś się, że w ostateczności (;)) dacie sobie jakoś radę. I jak przypomniało ci się, że w sumie to jednak jesteś dorosły i jeśli Cie sytuacja zmusi – weźmiesz odpowiedzialność za swoje dzieło :)

I rację ma tez Dawid – w głębi duszy to nawet po ślubie, nawet jak macie wszystko obgadane iw sumie chcecie dziecko, to z każdego odroczenia wyroku się cieszysz – że masz jeszcze miesiąc wolności ;)
(oczywiście bywają wyjątki, że to facetowi bardziej na dziecku zależy niż kobiecie, ale to juz zupełnie inna historia)

renfri929
Gość
renfri929

I jakoś tak smutno mi się zrobiło. Zwłaszcza, jak pomyślę ile w tym prawdy :(
Naprawdę Wam się nie zdarza cieszyć na tą myśl?