Łoooooooooo! Odkryłem nowy świat. Świat, w którym posiadanie dzieci to nie twój wybór, ale też obowiązek i jedyny powód, który może usprawiedliwić twoje istnienie.

Taki jest świat świeżo upieczonych matek.

Tak, wiem że się czepiam, ale wciąż mniej niż inni, bo mi akurat nie przeszkadza to, że młodzi rodzice uważają swoje dzieci za najpiękniejsze i napastują wszystkich ich fotkami. Serio, jak bardzo smutnym człowiekiem trzeba być, żeby na to pomstować? To tylko o krok od zapuszczenia wąsów i kupieniem sobie crocksów.

Jestem też świadomy tego, że z matkami jest jak ze wszystkimi innymi ludźmi. Jedne zostają nimi, bo chcą, inne dlatego, że „tak wyszło”, a inne dlatego, że nie wiedzą co ze sobą zrobić. Część z nich przed i po ciąży jest takimi samymi osobami, z którymi można pożartować i poprzybijać piąteczki w międzyczasie patrząc jak karmią córeczkę łyżeczką pełną zmielonego paskudztwa – aż chce się obok nich być. Jednak mam wrażenie, że zdecydowanie częściej młode matki zachowują się tak, jakby w przeciągu kilku miesiąca stały się zombie, które zamiast pożerania cudzych mózgów, wolą napełniać je opowieściami o wspaniałościach macierzyństwa.

Spotykają się i opowiadają o tym jak cudownie było odkryć w sobie matkę. Siedzą w kaszkach, przecierach i pieluchach, a ich życiową misją staje się przekonywanie innych, że powinni zrobić to samo, bo nic i nigdy nie da im takiej frajdy, a wszystko to z poczuciem, że wiedzą lepiej co jest dobre dla wszystkich dookoła. Wojny, głód, prostytucja, Putin, disco-polo? Lekarstwo na każdą z tych plag jest to samo – dziecko.

Dlatego świeżo upieczonych matek unikam jak tylko mogę, bo wiem, że w końcu nadejdzie moment kiedy powiedzą z pewnością siebie, którą można byłoby kroić, pakować w pudełka i sprzedawać:
– Jeszcze kiedyś dojrzejesz do tego cudu życia.
Naprawdę. Raz nawet zdarzyło mi się usłyszeć ten komunikat dokładnie tymi słowami!

Jednak to jak ja się czuję to podejrzewam, że to pryszcz w stosunku do tego jak przy nich mogą czuć się inne kobiety, bo jeśli zajdą w ciążę to usłyszą: „Nareszcie do nas dołączyłaś” – co oznacza tyle co: „Byłaś idiotką, ale może coś z ciebie będzie”. W pozostałych przypadkach usłyszą tylko: „Kiedyś będziesz tego chciała i… obyś wtedy mogła” – co oznacza: „Najwidoczniej jesteś lekko niedorozwinięta, ale za kilka lat to do ciebie dotrze. Tylko wiesz, lepiej się pospiesz, bo tyle par chce mieć dzieci, a nie może. Zgroza!”

I najczęściej powiedzą to akurat te matki, których decyzja ograniczała się do tego czy pójść na całość nie używając prezerwatywy czy nie łykając tabletek, dzięki czemu teraz z każdego wypowiadanego przez nie zdania przebija: „Jestem lepsza od ciebie, bo mam dzieci, a ty nie, tfu! karierowiczko! Jak nie masz swojego słodkiego maleństwa to nic ci po twoim wykształceniu, wyrzeźbionych pośladkach i facecie, który by na mnie nawet nie spojrzał!”.

Jakby jedynym sensem istnienia było machnięcie sobie dziecka. Tylko że tak nie jest. To kwestia wyboru, a nie odgórnego planu. Jeśli jesteście zadowolone ze swojej decyzji to super – cieszę się, ale jeśli mówicie, że to wspaniała decyzja dla każdego, zawsze i w każdej sytuacji, to nie dość, że za kogoś tych dzieci nie wychowacie to jeszcze pachnie mi to stylem myślenia, który miał gość ze śmiesznym wąsikiem w Niemczech pięćdziesiąt lat temu. Też chciał dla innych dobrze i o ile pamiętam z lekcji historii nie skończyło się to najlepiej.

Prawda jest taka, że bez waszych ocen, zachęt i poczucia wyższości większość osób i tak w końcu zechce mieć i będzie miała dzieci. Twoja siostra, przyjaciółka, twój eks, ja, a nawet ta zołza, której najchętniej powyrywałabyś włosy.

Tylko że zechcą podjąć taką decyzję po swojemu, kiedy poczują, że to dobry moment, a nie kiedy będą musieli dokonać wyboru między posiadaniem dziecka, a śmiercią z nudów spowodowaną wysłuchiwaniem dlaczego bycie rodzicem jest ekstra i jak bardzo życie bez dzieci jest pozbawione sensu.

I to brzmi rozsądnie, bo jeśli nikt nie chce, żeby ktoś nieproszony meblował mu mieszkanie to tym bardziej nie chce, żeby ktoś układał mu życie – bez względu na to czy będzie to życie z dziećmi czy bez.