Czy kiedykolwiek przestajemy chcieć seksu?

Woodym Allenem zachłysnąłem się wtedy co każda nastolatka, a więc kiedy w kinach pojawiła się „Vicky Cristina Barcelona”. Dzięki temu obejrzałem jego późniejsze filmy, a w tym „Poznasz przystojnego bruneta”. Pojawia się w nim jedna z najpiękniejszych scen jakie kiedykolwiek widziałem. Występuje w niej:
– pisarz, autor jednego przeboju oczekujący na natchnienie
– jego żona, której on już nie kocha, a i ona woli flirtować ze swoim szefem
– sąsiadka z naprzeciwka. Oczywiście w czerwonej sukience, bo kto kiedyś nie kochał się w dziewczynie w czerwonej sukience? Ona co wieczór staje w oknie i obserwowana przez niego rozbiera się przed snem, ścigana przez krążącą w jego głowie myśl: „Jak by było z nią?”.

W końcu sytuacja całkowicie się zmienia. Jego żona idzie na całość z szefem, a on ze swoją sąsiadką. Jest idealnie, dzięki czemu teraz to on stoi w mieszkaniu kochanki w czerwonej sukience, patrzy przez okno i widzi swoją żonę, która jak zawsze po pracy zsuwa z siebie ubranie i zostaje w samej czarnej bieliźnie. Ma to w sobie magię. Magię, której nie zauważał będąc w sypialni razem z nią.

Jednym z moich życiowych fartów jest możliwość obejrzenia cudzych związków od środka. Widzę pary nie tylko podczas piątkowego wieczoru przy piwie i kręglach, ale też ją i jego osobno, kiedy mogą być całkowicie szczerzy. Regularnie przypomina mi się wtedy scena z „Poznasz przystojnego bruneta”.

On mówi: „Niby jest z nią w porządku, ale nie ma tych emocji, a ja lubię poznawać inne. Nawet nie po to, żeby ją zdradzać, ale wiesz, żeby coś poczuć. Ja mam fantazje, a ona jest taka spokojna. Może stać mnie na lepszą?”

Ona mówi: „Ja się nim opiekuję, ale nie chcę być jak siostra. Kurde! Mam swoje potrzeby. Ty wiesz, że czasem włączam porno jak jestem sama i sobie wyobrażam? Podwójną penetrację, gangbang, raz nawet podniecił mnie pornos z dostawcą pizzy.”

On mówi: „Ostatnio poznałem dupę… na ulicy… zabrałem ją na kawę, a później się całowaliśmy i ty wiesz, że po raz pierwszy czułem, że żyłem?”

Ona mówi: „W mojej pracy pojawił się taki Piotrek i przypomniałam sobie motylki w brzuchu.”

On mówi: „Kurwa! Ja potrzebuję zobaczyć laskę w pończochach, przycisnąć ją do ściany, zedrzeć z niej majtki i patrzeć jak jęczy. Żeby czuć się samcem!”

Ona mówi: „Ja nie chcę być z kimś komu składam tylko gacie, piorę skarpety i smażę kotlety. Z nim można się pośmiać i połaskotać jak dzieciaki, tylko że po co mam ze swoim starszym bratem? A wiesz, ten Piotrek z pracy na pewno taki nie jest…”

On mówi: „Czas spierdala, a ja nie chcę żyć w taki sposób już przez następne 20 lat”.

Ona mówi: „Każde urodziny witam z płaczem.”

Oboje chcą tego samego, ale problemy zaczynają się kiedy zakładają, że tak nie jest. Mówi się, że ludzie dorastają do związku, a małżeństwo to nowa droga życia, tylko że to tak nie działa. Ludzie nie dojrzewają. Ludzie brzydną, tyją, starzeją się i wolniej biegają, ale wciąż są tymi samymi osobami. Marzenia o podróży do Kenii, seksie w oceanie i dzikich imprezach nie giną. Są tylko przysypane kurzem codzienności. Bez względu na wiek, każdy woli orgazmy niż kwiatki. Tam gdzie nie ma się orgazmów tam zaczyna się ich szukać i nie zmieni tego kilka gramów złota na serdecznym palcu, dzieci ani mówienie: „Jestem dojrzałą kobietą”. Każdy chce się pieprzyć i każdy chce emocji, a osoby o których myślimy, że tego nie potrzebują, chcą ich dziesięć razy bardziej.

Na drzwiach zamiast K+M+B powinno pisać się: K+S+P. Kasa, Seks, Przygody. Krzycz, że to nieprawda, ale jak posypie ci się życie to zawsze będziesz naprawiał którąś z tych trzech rzeczy. Reszta to dodatki. Gadżeciarstwo dla hipsterów.

Kiedy zaczyna się z kimś być, gdzieś po drodze gubi się pytanie: „Jaka ta osoba jest?”, a zastępuje je stwierdzenie: „Ja wiem jaka ona jest”. Tylko że nigdy tego nie wiemy. Kończy się to tym, że żyjemy obok siebie traktując się jak kruche laleczki, które wystarczy lekko potrącić, a one rozpadną się na kawałki. Chodzimy wokół siebie na paluszkach, żeby siebie nie urazić, nie ryzykując, nie wnosząc nic nowego, a nie widzimy tego, że najbardziej na świecie chcemy, żeby ktoś przestał nas w taki sposób traktować. Patrzymy na siebie nawzajem i nie widzimy całego swojego potencjału. Widzimy tylko kogoś kto jest uzależniony od nas nie zauważając, że w tym układzie jesteśmy naprawdę marnymi dilerami. Ty chcesz być na haju, ona chce być sponiewierana, a jedyne co sobie podsuwacie to oregano, ale zawinięte jakby było pierwszej klasy marihuaną.

To dlatego obecnie tak bardzo premiowane są krótkie relacje. Wyrzucanie tych lekko zużytych do kosza i sięganie po nowe, bo „tym razem będzie inaczej”. To łatwe. Wspiera nas brawura po kilku drinkach, szpilki z Kazara, unoszący się w powietrzu zapach wolności i łatwy wybór jak w Tinderze: buszowanie w katalogu osobowości i przerzucanie jednych osób na prawo, a drugich na lewo.

Tylko, że wciąż sztuką jest rozpoznanie, kiedy nieudane relacje spowodowane są nieodpowiednimi osobami, które się spotyka, a kiedy tym kim sami jesteśmy i tym co robimy ze związkiem.

Dopóki tego się nie wie, można zmienić dziewczynę i można zmienić faceta, ale to wciąż niczego nie zmieni.

Sprawia to tylko, że stajemy na miejscu bohatera filmu Woody’ego Allena i patrzymy w kolejne okna, w których stoi obietnica otrzymania tego czego nam brakuje. Tylko że nigdy jej nie dotykamy.

Ona zawsze jest w następnym oknie.