Samotna kobieta ze światem u jej stóp

Samotna kobieta ze światem u jej stóp

Przed rewolucjami społecznymi ostatnich kilkudziesięciu lat, role mężczyzn i kobiet były ściśle określone. Mężczyźni wiedzieli, że mają być zaradni, silni i odpowiedzialni. Kobiety wiedziały, że jeśli chcą mieć szanse na przyzwoitego faceta powinny traktować swoje dziewictwo jak świętego Graala, swoją buzię jak cudowny obraz, a przy okazji nauczyć się gotować, być wierne i wyrozumiałe.

Bardzo często problemem nie było nawet poszukiwanie partnera, bo załatwiali to rodzice. Jedni z moich dziadków poznali się w trakcie negocjacji handlowych. Już nie pamiętam ile dziadek zaoferował świń i worków pszenicy, ale po trzech spotkaniach ustalili datę ślubu. Mówi się, że wtedy rzeczy się naprawiało, a nie wyrzucało, a ludzie byli ze sobą na dobre i na złe. Na dobre i na złe dosłownie, bo nawet jeśli trafiło się na wyjątkowego chama lub sukę to ewentualne rozstanie oznaczało, że ksiądz powiedziałby z ambony, że ona jest ladacznicą, ojciec by ją wydziedziczył, a dzieci prawdopodobnie byłyby wytykane palcami.

Różnica między wczoraj a dzisiaj jest taka, że każde słowo „musisz” zastąpiło słowo „możesz”. Oczywiście w przypadku kobiet, bo role przypisane mężczyznom praktycznie się nie zmieniły. On wciąż ma być silny, mieć zarost i być największą, a przynajmniej dużą rybą w stawie. Za to kobieta już nie musi być dziewicą, nie musi być grzeczna i właściwie lepiej żeby nie była, gotować może tylko to co przed chwilą było w proszku, a zamiast tego może wspinać się po szczeblach kariery i zdobywać wykształcenie, co zresztą zwykle robi i robi to bardzo dobrze. Statystycznie kobiety lepiej się uczą, lepiej pracują, są atrakcyjniejsze i widziałem gdzieś statystyki, które mówią o tym, że od 2007 roku wśród osób, które straciły pracę 80% to mężczyźni.

Ma to swoje minusy, bo jedna kobieta, która zostaje dyrektorem banku oznacza jednego mężczyznę, który już tym dyrektorem nie będzie, a to sprawia, że wypada on z puli potencjalnych partnerów, bo wysoki status jest jedną z cech idealnego faceta i zawsze będziecie tęsknić za mężczyznami, którzy nie chodzą w fartuszkach z różą w zębach, bo taki jest biologiczny imperatyw. Skutek jest taki, że ilość ogarniętych mężczyzn maleje, a ilość pajaców, którzy z miną władców świata mówią: „Ruchałbym”, chociaż nie mają odwagi powiedzieć: „Cześć!” stale rośnie. I to doskonale widać…

Zaobserwowano, że w społecznościach, w których jest niewielu mężczyzn, kobiety są bardziej rozwiązłe, a mężczyźni mniej wierni. Obecnie widać oba te zjawiska. Po pierwsze, jeszcze nie tak dawno statystyczny mężczyzna uprawiał w ciągu swojego życia seks z siedmioma kobietami. Dzisiaj ciężko jest spotkać dwudziestopięciolatka, który ma tylko statystyczne wyniki, a jeszcze szmat czasu przed nim. Na wierność raczej to nie wskazuje. Po drugie, jeszcze czterdzieści lat temu rozsądnym powodem orzeczenia rozwodu było żądanie przez mężczyznę seksu oralnego. Dzisiaj nie trzeba go żądać – trzeba zrobić wielkie oczy, kiedy dziewczyna mimo trzech randek mówi: „Nie”.

Mniejsza ilość ogarniętych facetów to dopiero początek problemów. Popatrz, dawniej kobiety były mniej więcej takie same i miały to samo do zaoferowania. Mężczyzna mógł ocenić ich wygląd, zamożność i sprawdzić czy nikt w rodzinie potencjalnej partnerki nie wylewał na siebie pomarańczowej farby i nie udawał marchewki. Później był ślub z wyrokiem dożywocia i brakiem możliwości złożenia reklamacji. W praktyce układ był taki jak u dużej liczby gatunków – szare, jednolite samiczki i rywalizujące ze sobą samce wystrojone w kolorowe piórka. Teraz każdy walczy o każdego.

Wynika to z tego, że kobietom nie narzuca się już sztywnych ram zachowania, końcem ich kariery nie jest już nauczenie się smażenia kotletów, a do znalezienia męża nie wystarczy bycie śliczną. Może by wystarczyło gdyby związki nie kończyły się w 50% przypadków rozwodem. Nie musimy z nikim być – możemy, a skoro możemy to musimy mieć powód, żeby to robić.

Współczesny książę różni się od wcześniejszych tym, że ma wybór. Obecnego księcia nic nie ogranicza. Na jedną kobietę, która jest tylko ładna, przypadną dwie, które oprócz tego otworzą mu drzwi przy wtórze „Angel” Massive Attack ubrane wyłącznie w gorset i pończochy, a później kołysząc biodrami pójdą do kuchni po butelkę prosecco i najlepsze tagliatelle jakie kiedykolwiek jadł. Mając do wyboru dziewczynę, lepiej mieć tą z nic nie znaczącym dyplomem niż bez niego. Tą, która ma jakiekolwiek zainteresowania niż tą, która tylko dobiera kolor szminki do koloru bielizny. Tą, z którą czuje się dobrze nawet jak po dwóch latach hormony przestaną buzować niż z tą, której jesienna chandra trwa okrągły rok.

W praktyce oznacza to jedno – świat biernych kobiet minął. Posiadanie ładnej buzi przypomina mówienie: „Oto moje CV. Jest całkowicie puste, więc powinnam dostać swoją wymarzoną pracę.” Ostatnie księżniczki wzdychają w swoich wieżach. Kobiety mogą czuć się jak królowe tylko tak długo jak nie spotkają nikogo godnego zachodu. Dopóki to się nie stanie, będą otoczone tabunami mężczyzn, którzy nie podejmą decyzji, nie dadzą klapsa, a później tylko przeproszą, bo nigdy wcześniej im się to nie zdarzyło – normalnie to mogli prawie dwie godziny, a nie niecałe dwie minuty.

Prawdopodobnie jeszcze nigdy nie było tylu kobiet narzekających na mężczyzn. Zdziwionych, że związki są piękne przez trzy miesiące, a późnej nagle się kończą, zaskoczonych ilością maminsynków bez prezerwatyw w portfelu, z których i tak by nie skorzystali. Przestraszonych, że ich życie osobiste zależy w pełni od nich i tego jakimi są osobami. Nie ma się co dziwić, bo nigdy też nie było tak dużo samotnych kobiet i tak mało atrakcyjnych mężczyzn.

Im jesteście lepsze, tym mniej macie mężczyzn do wyboru. Im jest ich mniej, tym bardziej są wybredni, a poprzeczkę wieszają wyżej. W praktyce – im lepiej sobie radzicie tym częściej okazuje się, że to wciąż za mało. To koszty zwycięstwa w wojnie płci. 

Nieważne czy celem jest dla was kariera czy rodzina, bo droga do obu tych celów i tak wiedzie przez szklane biurowce, a wy przejdziecie ją w szpilkach i koronkowej bieliźnie ukrytej pod korporacyjnymi marynarkami.

Symbolem tej dekady powinna być samotna kobieta, stojąca w oknie wieżowca, która ma u swoich stóp całe miasto, ale obok siebie nie ma nikogo. 

Symbolem tej dekady powinien być mężczyzna, który dał sobie powyrywać zęby, wyhodował brzuszek i nigdy nie wyprowadził się od mamy. 

Print Friendly, PDF & Email

61
Dodaj komentarz

avatar
100000
23 Comment threads
38 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
49 Comment authors
ProstyChłopMajaV.dudeJustyna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paulina
Gość
Paulina

Wow, dawno żaden tekst mnie tak nie poruszył, nie dotyczył mnie tak bardzo.

Jestem młodą kobietą, w wieku 21 lat wyszłam za mąż, za człowieka, który absolutnie mi pasował. Ja pasowałam jemu, byliśmy 4 lata parą, myśleliśmy, że będzie tak zawsze. W pewnym momencie, po 1.5 roku małżeństwa ja zaczęłam chcieć więcej. Większego miasta, większych możliwości, większych pieniędzy, lepszego standardu życia, lepszego mężczyzny. W pewnym momencie ja stałam się tą, której on nie mógł dogonić, a on zamiast próbować nadążyć za mną usiadł sobie w fotelu. I tak się zasiedział. Przyszedł taki moment, że go zdradziłam. Myślałam wtedy, że nie będę umiała z tym żyć, że spalę się ze wstydu, wypadną mi włosy ze stresu i się powieszę. Nic się jednak nie stało. Nie było mi przykro, głupio, nie lamentowałam, nie chciałam mu wyznać swoich grzechów. To był znak, że w tym związku trwać nie mogę. Więc odeszłam, bo mogę.
Przeprowadziłam się do stolicy, wynajęłam kawalerkę, zaczęłam pracę w mordorze. Mając 23 lata mam na koncie 6 letni związek, i rozwód. Mam na koncie byłego męża, który siedzi w fotelu i sobie gra, albo pracuje, nie wiem. Miałam tak bardzo dużo, tak bardzo ułożone życie, że gdyby nie pęd świata byłabym teraz szczęśliwą kobietą.
Jednak ja chciałam więcej, inaczej, mocniej.
Siedzę sobie teraz na tym 6piętrze, wracam wieczorami do pustego mieszkania, ubieram luźną koszulkę, w bosych nogach stoję w kuchni i mieszam makaron z bakłażanem. Nie maluję rzęs, bo mam wystarczająco długie, podkreślam usta szminką za 150zł (dla jednych dużo dla innych nie). Raz, dwa razy w tygodniu umówię się z facetem na piwo czy herbatę, ale zawsze wracam do siebie. Nikt mi nie odpowiada, ja nie odpowiadam nikomu. I tak jestem sobie, trwam, pędzę do przodu. Zastanawiam się czasami nad tym czy mi lepiej nie wiem, jest mi inaczej, nic mnie nie ogranicza, jest mi lepiej. Chyba. Z nim byłoby trudniej. A ja podejmowałam walkę wcześniej, nie odpuściłam nagle. Walczyłam, ale on ciągle siedział w tym fotelu.
Tak więc chciałabym już innych ramion, które by mnie trochę osłoniły przed tym deszczem jesiennym. Póki co jednak się nie zanosi. (na ramiona, bo na deszcz i owszem).

Ale nie, nie mogłam z nim zostać.

Anna
Gość
Anna

Musisz byc niezwykla kobieta ))) fajnie to napisalas… Jestes wolna ))

Justyna
Gość
Justyna

Czytając Twój wpis czułam się jakby ktoś opisał moje życie… Wszystko, moje rozterki, uczucia, przemyślenia, a także to jak teraz wygląda moje życie. Nawet jesteśmy w podobnym wieku. I muszę przyznać, że w końcu mam poczucie, że jest ktoś, kto zrozumiałby mój wybór. Bo dla wszystkich wokół mój związek był idealny, on był idealny… I według wszystkich wokół niepotrzebnie skomplikowałam sobie życie. Tak, bo lepiej udawać, że wszystko jest jak w bajce i cieszyć się, że mam komu gotować obiadki. Aha, i nie wymagać od życia zbyt wiele bo to niezdrowo.

Paula
Gość
Paula

Parafrazując Twój komentarz:
Mam 26 lat. Siedzę sobie teraz na tym 3 piętrze, wracam wieczorami do pustego mieszkania, ubieram luźną koszulkę, w bosych nogach stoję w kuchni i mieszam makaron z brokułami. Regularnie odwiedzam kosmetyczkę więc rzęsy mam odpowiednio długie, otulam się zapachem za 300 zł. Raz, dwa razy w tygodniu umówię się z facetem na piwo czy herbatę, ale zawsze wracam do siebie. Nikt mi nie odpowiada, ja nie odpowiadam nikomu. I tak jestem sobie, trwam, pędzę do przodu.

Czasem przykro, tak zwyczajnie i po ludzku. Ale jeszcze nadal nie umiem się zgodzić na „bylejakość”. Wymagam dużo od siebie, więc i dużo od innych. A jakimś cudem (choć nie wiem: jak?!) wielu mężczyzn w moim wieku, a i starszych, ma w życiu mniej niż ja.

Słowianin
Gość
Słowianin

Mogę nawet powiedzieć, że Cię podziwiam, ale uważam Twoje zwierzenie za dość gorzko-słodkie. Z przewagą gorzkiego. Dlatego wstawiam tu poniższy filmik. Przyznam, że ciekawi mnie Twoja reakcja.
https://www.youtube.com/watch?v=jz_Jqdk6bKg

Króliczek Doświadczalny
Gość
Króliczek Doświadczalny

Nie jestem tą osobą, do której kierowałeś linka, ale dziękuję za podzielenie się znaleziskiem. Bardzo otwiera oczy. Niby to takie oczywiste, niby gdzieś na skraju świadomości znam te wszystkie prawidła, ale jednak było trzeba żeby ktoś powiedział to na głos.

Wojtek
Gość
Wojtek

a ile dasz z siebie by zostać przytulona do męskich ramon jak pisałaś ? Ile dasz od siebie a ile chcesz juz mieć na wejściu ?
To pierwsze to miara dla mnie charakteru i starania sie o to co chcesz
To drugie to oczekiwanie, ze to dostanę bo chcce i nic więcej

Radek
Gość
Radek

W tych rozważaniach dotyczących Kobiet, Mężczyzna ( bardzo ciekawych i słusznych) mam wrażenie, że umyka coś bardzo uniwersalnego. Co uderza w obie płcie a co mam wrażenie, że dotyka Ciebie Paulino. Jest taka stara zasada rozwoju świadomości człowieka, że czym bardziej się rozwijamy tym bardziej stajemy się… samotni. Czym mocniej rozszerza nam się świadomość własnego istnienia tym mocniej czujemy się samotni. Innymi słowy, czym bardziej stajemy się wolni duchowo, intelektualnie, fizycznie tym bardziej stajemy się samotni. To jest niestety cena jaką płaci się za wolność. Wcześniej, kobiety rzadko kiedy doświadczały tego uczucia. Ich rola społeczno-kulturowa była tak precyzyjnie określona, że nie było tu miejsca na żadną wolność. Teraz, doświadczacie tego znacznie częściej gdyż jak świetnie to napisał Volant – lepiej się uczycie pracujecie itp… Po prostu rozwijacie się. I tej samotności ( jakby to ujął filozof – egzystencjalny ból istnienia…) przykro mi, ale nie przegoni i stu partnerów i tysiąc znajomych w realu i sto tysięcy na fb. Bo źródłem tej samotności nie jest brak ludzi/partnerów wokół nas ale świadomość tego, że jesteśmy odrębną istotą. Witamy w klubie :-)

Natalia
Gość
Natalia

oświeciłeś mnie! dzięki :)

Daria
Gość
Daria

Radek wreszcie ktoś odpowiedział mi na pytanie, które mnie nurtowało jakiś czas, a nigdy go nie zadałam nikomu na głos. „Dlaczego czuję się teraz tak a nie inaczej”. Dzięki!

Justyna
Gość
Justyna

Najprawdziwsza prawda ;)

V.
Gość
V.

być może ci, którzy nie zadowalają się namiastkami muszą być sami.
mam to samo i doskonale wiem, co czujesz.
wolę być sama sobą niż kimś innym z kimś.
i dobrze mi z tą świadomością.
witaj w klubie.

żbz
Gość
żbz

,,Tą, z którą czuje się dobrze nawet jak po dwóch latach hormony przestaną buzować niż z tą, której jesienna chandra trwa okrągły rok

Ten przekaz powinien być zawsze jednym z kryterium wyboru kobiety, bo na dłuższą metę jest to straszna męczarnia. Ona traktuje to jak swój styl życia. Ciągle narzeka, niczego nie jest pewna i jak jest dobrze to płacze, że nie lepiej, a jak źle to, że gorzej już być nie może.

Pozdrawiam

Aurora
Gość
Aurora

Ciekawe czy ona prędzej się z tej wieży rzuci, czy on zapije się na tej kanapie… :/

SensifyMe*
Gość
SensifyMe*

Violant siedzi nadal w fotelu z miską popcornu i pepsi z boku obserwując ciągłe zmiany ewolucyjno-psychoczno-fizyczne obydwu płci i w przerwie między popijaniem notuje swoje spostrzeżenia po czym wrzuca je już po edycji tekstu na blog ;).
A teraz rzeczowo czujesz, że te zmiany idą na minus dla obu płci bo takie miałem odczucie czytając ten tekst odniosłem też wrażenie, że wkraczamy w erę (o ile już nie wkroczyliśmy) przewartościowania priorytetów czy to u mężczyzn czy u kobiet Więc to możliwe żeby tak stłamsić pierwotne instynkty, odrzucić w kąt zamieść ich się nie da ot tak po prostu zmienić też nie, czy to stojąc na szesnastym piętrze szklanego wieżowca czy rozmawiając przez telefon w świeżo upieczonym aucie z salonu przypieczeni nieustającą chęcią sukcesu będziemy sycić się tym aż w pewnym momencie tak jak napisałeś zorientujemy się, że z boku nie mamy nikogo niektórzy z nas wtedy zaczną się zastanawiać a niektórzy to zastanawianie się nad tym faktem po prostu wyłączą eh wracam do mojej miski z popcornem…..

Łukasz
Gość
Łukasz

O, Violant, to dopiero zajebisty nick :D

SensifyMe*
Gość
SensifyMe*

Racja mam nadzieję, że „Volant” nie będzie się gniewał za te przekręcenie a w razie czego będzie miał drugą ksywkę na dobry podryw ;)

Łukasz
Gość
Łukasz

Nie wytknąłem tego złośliwie, po prostu mi się spodobał ;D

anonim
Gość
anonim

„Statystycznie kobiety lepiej się uczą, lepiej pracują, są atrakcyjniejsze i widziałem gdzieś statystyki, które mówią o tym, że od 2007 roku wśród osób, które straciły pracę 80% to mężczyźni.”

Dziewczyny zawsze się lepiej uczyły ale wynalazcami czy naukowcami na światowym poziomie są w przeważającej części faceci. Kobiety może i lepiej pracują ale przedsiębiorcami zostają głównie faceci. W zarządach też siedzą głównie faceci. Kluczowe kierunki studiów są oblegane przez facetów. Dominacja kobiet to zwykła bzdura co widać z resztą po działaniach feministek, które tworzą specjalne parytety czy programy faworyzujące kobiety np. w informatyce. Kobiety stanowią tylko 5.8% osób, które otrzymały nagrodę nobla.

Fundamentalna różnica pomiędzy facetami i kobietami jest tylko jedna tak na prawdę; faceci są bardziej zróżnicowani. Jest więcej głupich ale i mądrych, wrażliwych ale i twardych etc. Dlatego mówienie, że kiedyś faceci to byli zaradni twardziele to zwykłe mijanie się z prawdą. Kwestią kluczową jest słowo „kiedyś” – w przeszłości były rożne cywilizacje i epoki, które akceptowały różne zachowania. I tak mieliśmy twardych wikingów, wrażliwych romantyków piszących wiersze o miłości i popełniając z jej powodu samobójstwa, zniewieściałą szlachtę francuską etc. Przez to zróżnicowanie nawet w świecie mody najsłynniejszymi personami są przeważnie faceci.

Zmiany występują, ale wynikają one ze zwykłej degeneracji społeczeństwa zachodniego spowodowane zbyt wysokim dobrobytem http://www.physicsoflife.pl/dict/eksperyment_calhouna.html . Stajemy się wszyscy bardziej egoistyczni, egocentryczni i hedonistyczni. W historii nieraz takie rzeczy się działy i prowadziły one do zagłady społeczeństw. Nie bez powodu straszono ludzi sodomą i gomorą. Zjawisko to widać było jednak zazwyczaj w wyższych warstwach społecznych, teraz obejmuje wszystkich.

Ratio
Gość
Ratio

Tyle tylko, że ta „zniewieściała szlachta francuska” oprócz pindrzenia się wygrała dużo wojen, dzięki którym Francja stała się militarną potęgą w Europie. A nasza szlachta w wersji „macho z wąsem”, która szydziła z „fircyków w perukach” była taka męska i wojownicza, że w tym samym czasie Polskę bijał, kto chciał :P

ProstyChłop
Gość
ProstyChłop

No i?

gacek
Gość
gacek

Obawiam się, że najpierw on się zapije. Eksperyment Calhoun’a zdaje się na to wskazywać.

n
Gość
n

masakra… przeczytałam i nie mogę teraz przestać o tym rozmyślać ani przestać zastanawiać się nad sobą, właśnie dlatego uwielbiam Twoje pisanie :) dzięki za to :)

stiopa
Gość
stiopa

Forma „tą kobietę” – choć zgodna z normą użytkową, jest niezgodna z normą polszczyzny wzorcowej, w tym przypadku – „tę kobietę”.

prezes
Gość
prezes

Uwierz mi, że zdarzyło mi się poznać już nie jedną kobietę która się uważała za „korpo bicz” a w rzeczywistości było jej daleko do tego jak stąd do Japonii. Sekretarka, czy asystentka albo menedżer który ma nad głową pięciu przełożonych to nie jest żadne stanowisko kierownicze ani relatywnie w większej skali żaden sukces, czy samorealizacja. Ty w 90 % masz absolutną rację, ale zawsze ze stawianiem mężczyzn jako odludków, którzy nie potrafią zadbać o swoje potrzeby po prostu przesadzasz. Kiedy piszę się lub mówi o wykształconych, niezależnych kobietach to ja się zastanawiam gdzie one są, bo jak się je bliżej pozna to się okazuje, że wyemancypowana business-woman sobie poszła a zostało romantyczne lelum-polelum, które myśli, że siłą jej miłości ja zrobię wszystko za siebie i za nią oglądając w jej towarzystwie wszystkie seriale jakie lecą w TV, bo przecież jak ja się mogę gdziekolwiek ruszyć. Wszystko się zrobi samo.
W dłuższej perspektywie nie istnieje żadna samodzielność kobieca, jest taki wizerunek, ale on pęka jak bańka spekulacyjna.

Ms
Gość
Ms

Otóż to. Plus, często dochodzi to, że może i są do pewnego stopnia zaradne, robią kariery itp. ale zatraciły się w pościgu na szczyty do tego stopnia, że zapomniały jak się kocha. Facet to dla nich nie mężczyzna przede wszystkim, a po prostu napęd do kutasa + jego portfel, pokazywana pewność siebie (ta arogancka i skrycie chamska) i pozycja społeczna. Nie ma miejsca na rzeczy, których się nie mierzy od tak w jakichś skalach tylko się czuje. Fakt, wielu mężczyzn to teraz tak na prawdę chłopcy, a rozsądnej kobiecie nie potrzeba dodatkowego worka, żeby go za sobą ciągnąć i tylko się przy tym sfrustrować. Ale jest też wielu, których one nawet pod uwagę nie wezmą, bo nie spełniają ich zawyżonych wymagań, a potem będą stać w tych oknach wieżowców i patrzyć na szczęśliwe związki ludzi, którzy nie kombinowali i nie mieli wymagań z kosmosu, a po prostu chcieli być razem z kimś, z kim uznali, że warto iść przez życie.

bicz
Gość
bicz

a ja mam takĄ dygresję, wasze spekulacje na temat kobiet im najbardziej przeszkadzają bo ile można wytrzymać z taką „męczydupą” , chociaż lelum-polelum było fajne.. :) mój facet lubi oglądać ze mną seriale :D

henwe
Gość
henwe

Autor chyba posiada braki w wiedzy na temat kobiet. Natury sie nie oszuka, mozna ja wypierac, ale na jak dlugo?

Marta
Gość
Marta

Argumenty pod tytułem – „więcej mężczyzn jest naukowcami, przedsiębiorcami, odkrywcami” – napisany kilka postów niżej – zwyczajnie mnie osłabił.. Tylko niecałe 6% odbiorców nagrody Nobla to kobiety. Ciekawe dlaczego? A no bo płeć słabsza od niepamiętnych czasów była marginalizowana, a jej rola społeczna umniejszana. Rodzić, niańczyć, gotować, uszyć i posprzątać. Chciała się brać za wykształcenie to była wyśmiewana. Kobietom, które chciały edukacji stawiano niemożliwe do spełnienia wymagania, naśmiewano się z nich i utrudniano naukę wychodząc z założenia, że i tak na nic im to. Jedynie majątek i sytuowanie pozwalały NIELICZNYM kobietom na edukację, choć na ogół były to wyłącznie dziedziny takie jak języki obce, muzyka i sztuki piękne. Dopiero w XXI wieku kobiety uzyskały w miarę swobodny dostęp do wiedzy (choć nie wszystkie, bo co z krajami rozwijającymi się i innymi?).

Jak więc można porównywać płeć męską, która od niepamiętnych czasów mogła kształcić się i rozwijać, z babami które w większości wyszły z garów, pieluch i ciemnoty dopiero sto lat temu? Może gdyby szanse były równe od początku dla wszystkich, byłoby więcej niż 6% bab z Noblem.

anonim
Gość
anonim

Fajnie, że robisz z siebie ofiarę – to przecież takie proste nie? Ale obiektywnie patrząc w obecnych czasach kobiety mają równe prawa więc ten procent powinien być o wiele wyższy. Nikt już kobietom nie blokuje drogi – wiele kobiet jest wykształconych po studiach. A jednak elita naukowa to w przeważającej części faceci. Nikt też nie broni kobietom osiągać sukcesom w biznesie ale z tym też jest słabo.

Zmiany społeczne są szybkie, to nie jest ewolucja biologiczna. Jeśli kobiety mają duży potencjał i pozwoli się go uwolnić to powinniśmy widzieć bardzo szybko rezultaty. A tych rezultatów wcale nie widać – może stąd wzięła się taka duża frustracja u feministek. Można z resztą zadać bardzo sensowne pytanie; dlaczego rola kobiet w historii była zawsze taka niska i dlaczego pozwoliły się tak zdominować? Ale to jedno z tym pytań, których nie wypada zadawać.

„Dopiero w XXI wieku kobiety uzyskały w miarę swobodny dostęp do wiedzy ”
Chyba ci się coś pomyliło i miałaś na myśli XX w. Kobiety na zachodzie są już niezależne od mniej więcej 3 pokoleń.

Ogólnie nie uważam kobiet za gorsze istoty, nie jestem mizoginistą. Po prostu kobiety są bardziej przeciętne, zbite w masę. Dlatego ich statyczne iq jest wyższe. Natomiast jak pisałem wcześniej jest więcej głupich facetów niż dziewczyn ale i więcej mądrych. Dlatego na stanowiskach gdzie przesiaduje elita zawsze będzie dużo więcej facetów. Dlatego faceci kierują rozwojem świata i będą kierować. Wcześniej można było rzeczywiście sądzić, że to problem społeczny teraz widać, że to raczej biologia.

Muchomor
Gość
Muchomor

Masz po części rację, ale chciałam zauważyć, że nagrodę Nobla pierwszy raz przyznano w 1901 roku więc troszeczkę ponad 100 lat temu…

nst
Gość
nst

Właśnie poczułam, że przez swoje już wysokie ambicje i chęć osiągnięcia czegoś w życiu, skazuję się na samotność. W wieku 21 lat. Damn.

Marta Julia
Gość
Marta Julia

A ja poczułam nieco inaczej, delikatnie mówiąc. Doszłam do wniosków, że w wieku 21 lat przyzwyczajam się do życia, które obecnie prowadzę, przez co zaniedbuję swoje ambicje i chęć osiągnięcia czegoś w życiu, sięgnięcia po swoje cele i urzeczywistnienia licznych marzeń, które wiem, że są w zasięgu mojej ręki. Niedobrze to brzmi.

thewordisyours
Gość
thewordisyours

Niestety nie zgodzę się z tym, że mężczyzna dał sobie wyrwać zęby i zapuścił brzuszek. Owszem taka teraz moda, że większość facetów to piz** w rurkach robiących wszystko co kotka powie, ale wciąż są faceci z jajami, którzy mają gdzieś nadskakiwanie komuś, a w szczególności kobiecie. Czasy dzisiaj takie, że o sex nie trudno. Nie zechce jedna trafi się 10 ładniejszych od niej. Każdego można zastąpić.

Co do niezależności kobiecej to im częściej to słyszę za każdym razem coraz bardziej mnie to bawi. Ileż to razy słyszałem jaka jestem „niezależna”, „nie potrzebuję faceta” itp. by później wyskoczyć na imprezę i kleić się do pierwszego lepszego. Czemu te „niezależne” kobiety są samotne? Nie, wcale nie jest to wina facetów. No bo pomyślmy logicznie: przychodzi facet na randkę z taką typową „niezależną” i słyszy o feminiźmie, wyższości kobiet nad mężczyznami, jacy to faceci są źli, czasem o kocie, jeszcze jak ma pecha to trafi na fanatyczkę samorozwoju lub fankę „tapmodel”. Często już na pierwszym spotkaniu taka kobieta chce dyktować warunki. Inteligentny facet pomyśli „jakaś jebnięta”, „szkoda czasu”, „nie warta zachodu”. A oczywiście pani „business woman ” wyjdzie z przekonaniem, że jak nie wyszło to znaczy wina faceta zamiast spojrzeć krytycznie na siebie i zastanowić się „co zrobiłam źle”. Nie mam nic przeciwko kobietom robiącym karierę, spełniającym się zawodowo no, ale czy „muszą” to podkreślać na każdym kroku?

Jeżeli o mnie chodzi to w życiu spotkałem kilka takich niezależnych, feministek, kobiet biznesu. I wiecie co? Nie chciałbym ich tykać kijem z 20 metrów. Będę szczery: były brzydkie i faceci po prostu ich unikali. No, ale cóż to jednak moja wina, że jestem wybredny (podobno nie mam odwagi zagadać). Hehe :D

Paula
Gość
Paula

A nie pomyślałeś, że nie chodzi o to, że jesteś wybredny, a że inteligentnemu facetowi przypisujesz stwierdzenie „jakaś jebnięta”? Jeśli takimi hasłami definiujesz inteligencję, to serdecznie dziękuję za ten kwiat męskiego intelektu. :)

anon
Gość
anon

Wierz mi 99% facetów nie powie tego wprost, ale tak sobie pomyśli. W sumie proste z nas istoty i w przeciwieństwie do kobiet nie mówimy wszystkiego co myślimy. W dodatku słowa jakich się używa nie świadczą o inteligencji, a tym bardziej jej nie definiują. Radzę zajrzeć do encyklopedii tam jest dokładana definicja inteligencji.

lena
Gość
lena

A ja się zgodzę.Nigdy nie byłam fanką feminizmu, ale od momentu kiedy moją współlokatorką została feministka, zaczynam rozumieć facetów, którzy omijają takie kobiety szerokim łukiem.

Dziewczyna jest ładna, wykształcona, ambitna, niezależna itd.itd. Ale kiedy wracam do mieszkania i słyszę, że w ramach tej ambicji wszystko da się zrobić lepiej, inaczej i tak jak ona by chciała to włącza mi się syndrom klasycznej ucieczki – wychodzę z kumplami na piwo ;)

Oczywiście mogę sobie tłumaczyć, że to odosobniony przypadek, ale szczerze w to wątpie. Co więcej, jestem kobietą ,więc kiedy wracam zmęczona z pracy, to zostaje to przyjęte z niejakim zrozumieniem. Co usłyszałby facet zmęczony po pracy? No przecież jest szowinistyczną świnią – bo mówiąc, że jest zmęczony nie bierze pod uwagę, że kobieta też jest zmęczona i tym samym nie docenia jej pracy.

Brawo
Gość
Brawo

Ja i większość moich ogarnietych kumpli mamy podobne zdanie w tej kwestii.
Co do przyszłości to podstawą silnego państwa zawsze była rodzina. Rodzin coraz mniej – państwo coraz słabsze. Otwiera się kolejna epoka (czas pokaże kogo pochłonie , a kogo wywyższy … )

ilidek
Gość
ilidek

I tak i nie. Kwestia jest taka, że cały świat żyje swoim życiem. W Kolumbii jest mało kolesi otyłych bądź lamusowatych, kobiety też są inne, bardziej temperamentne etc. Zauważ, że duże miasta mają swoją dynamikę, to samo jest z bogatszymi dzielnicami (zwłaszcza w krajach trzeciego świata) Trudno tak generalizować kiedy w różnych miejscach ludzie, żyją sobie swoim życiem. W Niemczech to zjawisko istniało dawno (nie zrobiło to za dobrze, tamtejszym kobietom, zwłaszcza że uciekają z kraju szukając sobie kobiet ;)

Robert
Gość
Robert

Witaj Michał.
Ze swojej perspektywy muszę przyznać, że faktycznie tak jest, im większą wartość sami stanowimy, tym więcej wymagamy od innych. Z jednej strony jest to jak najbardziej słuszne, z drugiej jednak często doprowadza to do tego, że pozostajemy osamotnieni w świecie swych wymagań i oczekiwań. Czasami warto jednak zejść na chwilę z piedestału i pozwolić komuś wzrastać przy nas.

Jestem Twoim czytelnikiem od niedawna, tak naprawdę trafiłem „tu” z polecenia osoby, której słowa umożliwiły mi spojrzenie na świat w inny, zdrowy sposób. Powinieneś kojarzyć Damiana, współautora książki „Ostatnie ogniwo”, zdradził mi, że miałeś okazję się z nią zapoznać i chyba Ci się nawet spodobała :-) Dzięki tej pozycji i przypadkowemu spotkaniu z Damianem tak naprawdę zacząłem docierać do przyczyny mojego wewnętrznego bólu, który tłamsiłem za pomocą – cytując Damiana – „najpopularniejszego uśmierzacza bólu”. Dopiero teraz, gdy zacząłem ogarniać swoje życie emocjonalne mogę przyłączyć się do grona wiernych czytelników Volanta :-)

Tekst o osobach z problemami jak na razie jest dla mnie numerem jeden, pewne z autopsyjnego wątku, też kiedyś chciałem kogoś zmienić, by do mnie pasował, a w rzeczywistości zamiast wzrastać (choć moim zdaniem bez poukładanego wnętrza nie ma na to szans) byłem ściągany w dół.

Pozdrawiam serdecznie życząc kolejnych trafnych tekstów.

Marcin
Gość
Marcin

Volant od jakiegoś czasu widzę parcie na facetów, że pizdy i tak dalej, że nie potrafią się wypowiedzieć i ogólnie ukazać swojej fantastycznej osobowości. Miałem okazję obserwować twój profil na fb i zdarzało się, że bardzo logiczne choć kontrowersyjne z punktu widzenia kobiet wypowiedzi mężczyzn znikały, za to nigdy kobiece emotki. A więc kobieca emotka jest bardziej wartościowa niż dyskusja, to niestety pokazuje poziom jaki osiągnąłeś a raczej że szczyt masz za sobą i jeszcze nie tak dawno kobiety = mężczyźni przestało jakoś istnieć.

W tym poście widać, że mężczyźni sobie nie radzą a kobiety to zaradne, rządne świata. Szczerze czuje się jakbyś był z innej planety, no cóż mówi się, że widzi się tylko to na co się zwraca uwagę.
Idąc ulicą częściej spotkamy kobietę, która chciałaby żyć lepiej ale nic z tym nie robi, niż opisywaną zdobywczynię wysokich posad. Czas jaki spędzają na realizowaniu się jest krótszy niż odcinek ich ulubionego serialu. Takie kobiety jak w opisie to 5%, max 10% i 80% myślących że ten tekst jest właśnie o nich choć nawet z własnym ciałem sobie nie radzą. Procent facetów ogarniętych manią zdobywania jest bliski 90%, mamy to w genach i nie ważne jak bardzo to będziemy tłumić zawsze chcemy być lepsi.

Kobiety narzuciły maski/korony które straszą większy procent mężczyzn, mając wymagania o 200% wyższe niż same osiągnąć mogą. O ile kiedyś tylko uroda straszyła mężczyzn to teraz są to też jej wymagania.

A jednak obserwując i zrzucając klapki z oczu, kobiety nie ruszyły do natarcia. Minęło już sporo czasu od kiedy stały się one wolne i większość jedynie korzysta z wolności fizycznej. Nadal są wybierane przedmioty humanistyczne i mało ważne przez kobiety, uczelnie techniczne nie zyskują wcale więcej kobiet niż zwykle choć kobiet jest więcej niż mężczyzn na świecie. Nadal widać dominację męską i uległość kobiet co pokazują wszędzie, kobiety są dodatkiem umilającym życie, nie ma brzydkich kobiet na „palecie” (TV/showbiznes) pokazywanych przeciętnym ludziom. Żygam też osobiście wszelkimi newsami, iż jakaś kobieta została prezesem w wielkiej firmie, kiedy w tym samym czasie 9 mężczyzn obojmuje podobne stanowisko. W biznesie też sobie nie radzą, w pierwszej 20 najbogatszych kobiet nie ma takiej która sama by na siebie zarobiła (chyba tylko 1 wyjątek na 4-5 miejscu). Natury się nie oszuka, kobieca zaradność jest płynna jak emocje które otrzymuje i comiesięczne bóle brzucha. Są co prawda takie które sobie lepiej radzą z tym, ale u mężczyzn bardziej stało wygląda zaradność.

Po za tym te wszelkie walczenia o wyższą pozycję zakłucają naturalną energię kobiecą i ja jako facet nie będę poszukiwał kobiety, której energia jest zbliżona do mojej, bo nie o rywalizację nam chodzi w kontaktach z kobietami

mac
Gość
mac

Kobiety niezależne zawodowo i życiowo, dbające o siebie, posiadające zainteresowania to moim zdaniem ideał. Spotkałem przez lata wszystkie typy pań, ale przyznam, że z „korpo bycz” bawiłem się najlepiej.

Większość z nich nie miała wcale wymagań z kosmosu. Szukały dobrej zabawy, zrozumienia, szacunku, typowej ludzkiej uczciwości, której brakuje w codziennym zgiełku. A przede wszystkim chciały mężczyzny bez strachu, przesadnego ego. Kobieta zarabia więcej ode mnie? Tylko pogratulować i dopytać o szczegóły, wymienić wiedzę, doświadczenia, itp.

Fajne jest to, że korpo kobieta lubi faktycznie własną niezależność i samotność. Ja też lubię niezależność i samotność (rozumianą pozytywnie). Dzięki temu takie dwie osoby mogą spotkać się na znacznie wyższym poziomie emocjonalnym, umysłowym, rozrywkowym.

Doceniam to, że niezależna kobieta odchodzi, kiedy chce. Ja też mogę się odwrócić na pięcie i wyjść. Mając tego świadomość dbamy o kontakt najwyższej kategorii. Niestety brakuje mi korpo bycz-zero kompleksów, ambicja, styl. Tu nie chodzi o żadną rywalizację. Ja w nic nie gram, kiedy spotykam taką kobietę. Zawsze wygrywam, bo jestem poza grą.

Tworzę z każdą kobietą nowy świat, w którym jesteśmy razem.

Z „korpo bycz” dogaduję się sto razy lepiej niż:

*z księżniczkami mającymi ładne buzie i nic poza tym,
*kobietami, które o wszystko muszą zapytać mamę, zanim podejmą własną decyzję,
*dręczycielkami, wysyłającymi do mnie setki sms dziennie (powaga),
*złymi materialistkami, które widzą we mnie tylko portfel :D
*hipokrytkami, ogólnie oszustkami, które mówią, a później robią inaczej.

Korpo bycz nie ma powodów, żeby dręczyć, patrzeć na faceta, jak worek pieniędzy, coś udawać. Dziękuję za czasy, w których kobieta wychodzi z kuchni do wielkiego biznesu.

Poza tym nie mam celu, aby ułożyć „z kimś” życie. Układam je w sobie i to jest potęga szacunku, akceptacji, wartości wyższych niż pieniądze.

K
Gość
K

„Na jedną kobietę, która jest tylko ładna, przypadną dwie, które oprócz tego otworzą mu drzwi przy wtórze „Angel” Massive Attack ubrane wyłącznie w gorset i pończochy, a później kołysząc biodrami pójdą do kuchni po butelkę prosecco i najlepsze tagliatelle jakie kiedykolwiek jadł ”

Dla mnie troche bzdura, gdzie są te kobiety i jak je znaleźć?
Im więcej czytam takich rzeczy (zgdonych z moja wyobraźnia) tym bardziej rosną moje oczekiwania wobec kobiet a że takich nie ma (ktore same z siebie wiedzą co facetowi sprawia frajde i radość i robią to, bez mówienia im) tym bardziej jestem rozczarowany gdy poznam jakąs panne.
Oczekiwania powodują rozczarowania…

Reszta tekstu na plus. Coś w tym jest że kobiety teraz chcą być bardziej niezależne, ale jak Wy kobiety samorealizujące się, samotne wytrzymujecie bez seksu?

Pozdrawiam

Rebelence
Gość
Rebelence

K, zaskoczę Cię, takie kobiety istnieją ;) Jestem tego żywym przykładem- tak, lubię zaskoczyć mojego faceta seksownym strojem i dobrą kolacją. Jak to sam napisałeś, wiem, co mu sprawia frajdę i nie potrzebuję pokazywania palcem. A on dodatkowo wspiera mnie w rozwijaniu siebie i swojej kariery (jeśli w wieku 22 lat można tak to nazwać), sam nad tym intensywnie pracuje. Obydwoje mieliśmy wysokie wymagania, wysoko postawione poprzeczki. Ty piszesz, że wraz z opisami wzrastają Twoje oczekiwania, ale żadna z poznanych kobiet ich nie spełnia. Wiesz, na czym polega problem? Oczywiście, że można mieć wymagania, jest to nawet wskazane, jeśli nie chce się skończyć z plastikową Barbie. Chcesz, żeby kobieta wiedziała, co lubisz, co Cię kręci, ale czy jesteś w stanie zrobić to samo w drugą stronę? Twój komentarz brzmi trochę tak, jakbyś był zawiedziony, że nie każda z nas odgaduje Twoje zachcianki. My też mamy oczekiwania i chciałybyśmy, że facet je spełniał, żeby „bez pokazywania palcem” wiedział, co nam sprawia frajdę. Pamiętaj, że to działa w obie strony, ile sam dasz, tyle dostaniesz ;)

K
Gość
K

Dzięki za odpowiedź.
Chyba taka rola partnerów, żeby odgadywali swoje zachcianki?
Nie mówię, że ma to być na oślep, ale jeśli daję różne sygnały, wskazówki i rozmawia się na ten temat to chyba wystarczające namiary.
Co to za przyjemność jeśli się powie „lubię smaczne kolacje z Tobą w seksownym stroju, mogłabyś się kiedyś o to postarać” ? Oczywiścię mówię o przypadku, gdy np. ja też się mocno angażuje i nie zostaje w tyle.
Być może moje zdziwienie wynika z doświadczeń, mimo podobnego wieku do twojego mam za sobą pare poważnych związków i niestety nie zawsze sprawdza się „ile dajesz, tyle dostajesz” wręcz czasami bywa odwrotnie.
Domyślam się, że chodziło Ci o zdrowy związek gdy partnerzy są rozumni, jednak 3 związki w przeciągu 4,5 roku z tego w żadnym nie czuć satysfakcji? Hmm.
Być może to nie mój czas, może powinienem zostawić wysoko poprzeczkę i zająć się sobą (co nieustannie czynię) a wkrótce znajdzie się ta moja wymarzona druga połówka, z takim samym bądź podobnym temperamentem.

Rebelence
Gość
Rebelence

K, oczywiście, zajmij się sobą, ale w tym pozytywnym aspekcie ;) Rozwijaj siebie, swoje pasje, pracuj nad sobą. Ciężko jest znaleźć odpowiednią kobietę, ale nie jest to niewykonalne ;)

Cebra
Gość
Cebra

A przed przeczytaniem tego tekstu chciałam pisać prywatna wiadomość z pytaniem : czemu moje ostatnie „związki” nie trwają dłużej niz trzy miesiace….

S
Gość
S

„Im jesteście lepsze, tym mniej macie mężczyzn do wyboru. Im jest ich mniej, tym bardziej są wybredni, a poprzeczkę wieszają wyżej. W praktyce – im lepiej sobie radzicie tym częściej okazuje się, że to wciąż za mało. To koszty zwycięstwa w wojnie płci”

To prawda. Według mnie feminizm dał kobietom jako ogółowi po dupie i społeczeństwo więcej straciło niż zyskało, przynajmniej w kwestii relacji damsko-męskich.

Jakiś czas temu zauważyłem, że kobiety (wybaczcie wyrażenie) srają wyżej niż dupę mają. Wiele z nich nie ma nic do zaoferowania, poza nawet ładnym ciałem, ale nadal są max 6+/10, tzw. wartościowym facetom. W społeczeństwie jest mały procent osób, który jest pod pewnym względem elitą, a reszta jest przeciętna i to jest okay, ale każdy powinien znać swoje miejsce. Nie mówię o przyrodzonym miejscu, bo to można zmienić, jeśli się chce, ale jeżeli pragniesz zadawać się z elitą to dąż do stania się nią, a nie tylko pozoruj. Taka jest brudna prawda i możemy rozdzierać szaty mówiąc o egalitaryzmie, ale nie, to tak nie działa.

Sam mam trochę wymagań, ale nie są one wysokie. Serio. Natomiast są chyba ZA wysokie i to jest smutne. Jak żyć, panie premierze, jak żyć?

Lulubell
Gość
Lulubell

Po przeczytaniu tekstu odniosłam wrażenie, że masz za złe kobietom to, iż zaczęły robić karierę i osiągać sukcesy. Jakby to naszą winą było to, co się obecnie dzieje z mężczyznami. Zgadzasz się z tymi słowami? Jaka jest Twoja opinia?

dude
Gość
dude

problemem jest to, że oczekiwania mężczyzn wobec kobiet zmieniają się wolniej niż oczekiwania kobiet wobec samych siebie, a także oczekiwania kobiet wobec mężczyzn są coraz bardziej sprzeczne.

Maja
Gość
Maja

Volancie, Twoje rozważania są bardzo interesujące i myślę, że niestety prawdziwe ale na to, co obecnie się dzieje ma wpływ wiele czynników. Między innymi dobrobyt, który niestety jest zgubny… doskonale obrazuje to eksperyment przedstawiony w linku.
https://www.youtube.com/watch?v=0Z760XNy4VM