Przed rewolucjami społecznymi ostatnich kilkudziesięciu lat, role mężczyzn i kobiet były ściśle określone. Mężczyźni wiedzieli, że mają być zaradni, silni i odpowiedzialni. Kobiety wiedziały, że jeśli chcą mieć szanse na przyzwoitego faceta powinny traktować swoje dziewictwo jak świętego Graala, swoją buzię jak cudowny obraz, a przy okazji nauczyć się gotować, być wierne i wyrozumiałe.

Bardzo często problemem nie było nawet poszukiwanie partnera, bo załatwiali to rodzice. Jedni z moich dziadków poznali się w trakcie negocjacji handlowych. Już nie pamiętam ile dziadek zaoferował świń i worków pszenicy, ale po trzech spotkaniach ustalili datę ślubu. Mówi się, że wtedy rzeczy się naprawiało, a nie wyrzucało, a ludzie byli ze sobą na dobre i na złe. Na dobre i na złe dosłownie, bo nawet jeśli trafiło się na wyjątkowego chama lub sukę to ewentualne rozstanie oznaczało, że ksiądz powiedziałby z ambony, że ona jest ladacznicą, ojciec by ją wydziedziczył, a dzieci prawdopodobnie byłyby wytykane palcami.

Różnica między wczoraj a dzisiaj jest taka, że każde słowo „musisz” zastąpiło słowo „możesz”. Oczywiście w przypadku kobiet, bo role przypisane mężczyznom praktycznie się nie zmieniły. On wciąż ma być silny, mieć zarost i być największą, a przynajmniej dużą rybą w stawie. Za to kobieta już nie musi być dziewicą, nie musi być grzeczna i właściwie lepiej żeby nie była, gotować może tylko to co przed chwilą było w proszku, a zamiast tego może wspinać się po szczeblach kariery i zdobywać wykształcenie, co zresztą zwykle robi i robi to bardzo dobrze. Statystycznie kobiety lepiej się uczą, lepiej pracują, są atrakcyjniejsze i widziałem gdzieś statystyki, które mówią o tym, że od 2007 roku wśród osób, które straciły pracę 80% to mężczyźni.

Ma to swoje minusy, bo jedna kobieta, która zostaje dyrektorem banku oznacza jednego mężczyznę, który już tym dyrektorem nie będzie, a to sprawia, że wypada on z puli potencjalnych partnerów, bo wysoki status jest jedną z cech idealnego faceta i zawsze będziecie tęsknić za mężczyznami, którzy nie chodzą w fartuszkach z różą w zębach, bo taki jest biologiczny imperatyw. Skutek jest taki, że ilość ogarniętych mężczyzn maleje, a ilość pajaców, którzy z miną władców świata mówią: „Ruchałbym”, chociaż nie mają odwagi powiedzieć: „Cześć!” stale rośnie. I to doskonale widać…

Zaobserwowano, że w społecznościach, w których jest niewielu mężczyzn, kobiety są bardziej rozwiązłe, a mężczyźni mniej wierni. Obecnie widać oba te zjawiska. Po pierwsze, jeszcze nie tak dawno statystyczny mężczyzna uprawiał w ciągu swojego życia seks z siedmioma kobietami. Dzisiaj ciężko jest spotkać dwudziestopięciolatka, który ma tylko statystyczne wyniki, a jeszcze szmat czasu przed nim. Na wierność raczej to nie wskazuje. Po drugie, jeszcze czterdzieści lat temu rozsądnym powodem orzeczenia rozwodu było żądanie przez mężczyznę seksu oralnego. Dzisiaj nie trzeba go żądać – trzeba zrobić wielkie oczy, kiedy dziewczyna mimo trzech randek mówi: „Nie”.

Mniejsza ilość ogarniętych facetów to dopiero początek problemów. Popatrz, dawniej kobiety były mniej więcej takie same i miały to samo do zaoferowania. Mężczyzna mógł ocenić ich wygląd, zamożność i sprawdzić czy nikt w rodzinie potencjalnej partnerki nie wylewał na siebie pomarańczowej farby i nie udawał marchewki. Później był ślub z wyrokiem dożywocia i brakiem możliwości złożenia reklamacji. W praktyce układ był taki jak u dużej liczby gatunków – szare, jednolite samiczki i rywalizujące ze sobą samce wystrojone w kolorowe piórka. Teraz każdy walczy o każdego.

Wynika to z tego, że kobietom nie narzuca się już sztywnych ram zachowania, końcem ich kariery nie jest już nauczenie się smażenia kotletów, a do znalezienia męża nie wystarczy bycie śliczną. Może by wystarczyło gdyby związki nie kończyły się w 50% przypadków rozwodem. Nie musimy z nikim być – możemy, a skoro możemy to musimy mieć powód, żeby to robić.

Współczesny książę różni się od wcześniejszych tym, że ma wybór. Obecnego księcia nic nie ogranicza. Na jedną kobietę, która jest tylko ładna, przypadną dwie, które oprócz tego otworzą mu drzwi przy wtórze „Angel” Massive Attack ubrane wyłącznie w gorset i pończochy, a później kołysząc biodrami pójdą do kuchni po butelkę prosecco i najlepsze tagliatelle jakie kiedykolwiek jadł. Mając do wyboru dziewczynę, lepiej mieć tą z nic nie znaczącym dyplomem niż bez niego. Tą, która ma jakiekolwiek zainteresowania niż tą, która tylko dobiera kolor szminki do koloru bielizny. Tą, z którą czuje się dobrze nawet jak po dwóch latach hormony przestaną buzować niż z tą, której jesienna chandra trwa okrągły rok.

W praktyce oznacza to jedno – świat biernych kobiet minął. Posiadanie ładnej buzi przypomina mówienie: „Oto moje CV. Jest całkowicie puste, więc powinnam dostać swoją wymarzoną pracę.” Ostatnie księżniczki wzdychają w swoich wieżach. Kobiety mogą czuć się jak królowe tylko tak długo jak nie spotkają nikogo godnego zachodu. Dopóki to się nie stanie, będą otoczone tabunami mężczyzn, którzy nie podejmą decyzji, nie dadzą klapsa, a później tylko przeproszą, bo nigdy wcześniej im się to nie zdarzyło – normalnie to mogli prawie dwie godziny, a nie niecałe dwie minuty.

Prawdopodobnie jeszcze nigdy nie było tylu kobiet narzekających na mężczyzn. Zdziwionych, że związki są piękne przez trzy miesiące, a późnej nagle się kończą, zaskoczonych ilością maminsynków bez prezerwatyw w portfelu, z których i tak by nie skorzystali. Przestraszonych, że ich życie osobiste zależy w pełni od nich i tego jakimi są osobami. Nie ma się co dziwić, bo nigdy też nie było tak dużo samotnych kobiet i tak mało atrakcyjnych mężczyzn.

Im jesteście lepsze, tym mniej macie mężczyzn do wyboru. Im jest ich mniej, tym bardziej są wybredni, a poprzeczkę wieszają wyżej. W praktyce – im lepiej sobie radzicie tym częściej okazuje się, że to wciąż za mało. To koszty zwycięstwa w wojnie płci. 

Nieważne czy celem jest dla was kariera czy rodzina, bo droga do obu tych celów i tak wiedzie przez szklane biurowce, a wy przejdziecie ją w szpilkach i koronkowej bieliźnie ukrytej pod korporacyjnymi marynarkami.

Symbolem tej dekady powinna być samotna kobieta, stojąca w oknie wieżowca, która ma u swoich stóp całe miasto, ale obok siebie nie ma nikogo. 

Symbolem tej dekady powinien być mężczyzna, który dał sobie powyrywać zęby, wyhodował brzuszek i nigdy nie wyprowadził się od mamy. 

Print Friendly, PDF & Email