Bajka o mieszanych sygnałach

Bajka o mieszanych sygnałach

Mam wśród znajomych parę idealną. Poznali się pewnego majowego wieczoru, a pewnego sierpniowego wieczoru wprowadzili się do wynajętego wspólnie mieszkania bez przechodzenia po drodze kłótni, pokonywania oporów, negocjowania i dawania sobie mieszanych sygnałów, których znaczenie roztrząsa się przy dużej ilości piwa. Do tej pory pozostają najfajniejszą, najbardziej wyluzowaną i najprzyjemniej żyjącą parą jaką znam.

To jest wyjątek, ale nie dlatego, że to jest trudne. Raczej dlatego, że ludzie lubią złudzenia.

Wiecie co jest warunkiem pomyślnych negocjacji? Gotowość odejścia od stołu kiedy dostaje się warunki gorsze od tych, na które się zasługuje.

Wiecie co jest warunkiem bycia w satysfakcjonującej relacji? To samo.

Negocjacje najczęściej przegrywa się kiedy zamiast wstać i trzasnąć drzwiami, siedzi się przy stole karmiąc złudzenia i licząc na to, że osoba po drugiej stronie stołu jeszcze się zmieni, zrozumie swój błąd i doceni twoją ofertę.

Umiejętność tworzenia związków opiera się na pracowaniu nad sobą, zbieraniu doświadczeń i wciskaniu przycisku: „Next”. Nie pracujesz nad sobą to nie masz z czym negocjować. Nie masz doświadczenia to nie wiesz czego w praktyce możesz oczekiwać od drugiej strony. Nie umiesz wciskać przycisku: „Next” to grzęźniesz z kimś kto nie spełnia twoich oczekiwań.

Całe szczęście, że jak ma się za sobą już te kilka związków, bagaż błędów i doświadczeń to trudne związki nie istnieją. Kiedy ludziom zależy to nie ma tam miejsca na mieszane sygnały. Nawet najlepiej wychowana albo wyniosła kobieta pokaże ci swoje zainteresowanie. Nawet najseksowniejszy i emocjonalnie chłodny dupek będzie się za kimś uganiał. Wymówki, przekładanie spotkań, próby zmienienia kogoś, natykanie się na niemożliwą do pokonania siłę pozwalającą na naciśnięcie zielonej słuchawki na telefonie i okresy martwej, niczym nie spowodowanej ciszy – one wtedy nie istnieją i nie powinny istnieć.

Jeśli nawet każda z tych wymówek jest szczerą prawdą, to jednocześnie oznacza: „Wciąż jesteś i będziesz wypełniaczem pomiędzy rzeczami, które są dla mnie ważniejsze”. Można to zaakceptować. Czasem nawet przekonasz kogoś niezdecydowanego, wyżebrzesz, wychodzisz i wypłaczesz związek. Będziesz przekupywać drugą osobę obiadkami i słodkimi niespodziankami. Będzie pięknie przez kilka miesięcy, czasem nawet kilka lat, ale to i tak się posypie, bo nie ma takiej ilości czarnej bielizny, która przedłuży związek na dłużej niż siedem dni.

Tak naprawdę to nie ma czegoś takiego jak mieszane sygnały – są tylko osoby, które mają problem z zaakceptowaniem tego, że komuś nie zależy i wolą się oszukiwać niż przyznać przed sobą, że lepiej odejść od stołu, przy którym nie dostaje się tego, na co się zasługuje.

Print Friendly, PDF & Email

29
Dodaj komentarz

avatar
100000
14 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
20 Comment authors
cantatakateanetaMarlenaMissT Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
LubieRZca
Gość
LubieRZca

Trafione w samo sedno. :) Przede wszystkim z drugą osobą powinno się iść przez życie wspólnie, jako dopełnienie całego twojego dnia, a nie tylko wypełniaczem pomiędzy rzeczami, które są dla ciebie ważniejsze.

alonzo
Gość
alonzo

No nie wiem. Według mnie udany związek to taki, kiedy każdy z partnerów posiada również swoje życie i sprawy równie ważne, a może nawet ważniejsze niż partner/ka. Uzależnianie swojego życia od partnera/partnerki jeszcze nigdy nie skończyło się dobrze.

Dlatego trochę nie rozumiem Volanta, kiedy pisze „Wciąż jesteś i będziesz wypełniaczem pomiędzy rzeczami, które są dla mnie ważniejsze”, szczególnie, że i na blogu i w książkach do tej pory prezentował nam coś zupełnie innego i ja z tamtym podejściem się zgadzam, w przeciwieństwie do tego dzisiejszego.

alonzo
Gość
alonzo

Jeśli to miałeś na myśli to dla mnie wszystko jasne. Pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę, że bez tego komentarza zdanie, które cytowałem można zrozumieć zupełnie na opak.

Barbie
Gość
Barbie

kolejna święta prawda.. punkt widzenia kobiecy taki sam choć nie da się ukryć że to kobiety próbują zmienić mężczyznę, nakłonić, „zbawić” itd…
sama ucze się odchodzić od stołu i wciskać przycisk „dalej”. nie warto był „zapełniaczem czasu” :)

Martycha
Gość
Martycha

Właśnie odeszłam od stołu, bo zaproponowano mi gorsze warunki. Tylko teraz jakoś tak pusto…

la
Gość
la

to samo chyba przede mną! to najtrudniejesze

Gojira
Gość
Gojira

Mimo wszystko lepiej rzucić niż zostać rzuconym przez kogoś. Ten kto widzi, że traci a nie dobrowolnie porzuca bardziej cierpi i stara się to wtedy jakoś naprawić. Ostatnio rozpadł się mój związek z dziewczyną i w momencie jak mnie zaczęła troche szmacić (bo niby jej kiedyś powiedziałem, że to MI nie zależy) to ja nie chcąc pogarszać sytuacji starałem się ją przekonać, że jest inaczej o i się starałem, jeździłem, tłumaczyłem i efekt odwrotny do zamierzonego. Gdybym wcześniej przeczytał książki Volanta…

la
Gość
la

o matko jakie to prawdziwe dla mojej obecnej sytuacji! od tygodnia zastanawiam się co zrobić, ale ten tekst tylko mi uświadomił, że czas najwyższy odejść od stołu..
dzięki!

Łukasz
Gość
Łukasz

Rzecz w tym, że istnieje kategoria ludzi, tak bezkrytycznie zapatrzonych w siebie, socjopatycznych, bezrefleksyjnych i przekonanych o swojej nieomylności, którzy nie zauważą tego, że traktują bliską osobę jak chleb czosnkowy, wyrób kochankopodobny i danie na wynos a nie główny posiłek. Rzecz w tym, że taka osoba może bardzo lubić siebie, mieć udane życie zawodowe lub chociaż charyzmę. Co drugi z nas taki jest lub pozwala sobie na wylęg takich cech; połowa z nas miała lub była stroną w takim epizodzie. Natura nie znosi równości i zawsze znajdzie się ktoś kto ma większą tendencję do władania, z większymi roszczeniami, kto będzie dryfował w stronę opresji i tego, co strona bardziej pasywna uzna za wykorzystywanie. Paradoksalnie nie czyni to napastnika wcale bardziej szczęśliwym…

Marcin
Gość
Marcin

Tekst traktuje właśnie o tym, że jeśli ci coś tak naciska na odcisk, iż ból czujesz nawet po przestaniu naciskania to warto taką osobę zostawić. Sam kilka razy to przerabiałem. Jednak na przykład Ty czy ja jako mężczyzna pragniemy dominować, jedni tylko w łóżku inni bardziej w życiu codziennym, a jeszcze inni i tu i tu z różnymi stopniami dominacji. Zapominasz, że nasza dominacja jest pragnieniem takim samym jak kobiet do bycia zdominowaną.
Czytając twój wpis mam wrażenie, że stawiasz się po drugiej stronie jednak nadal patrzysz przez swój światopogląd, co często tworzy problemy. Walka nie jest fajna, jednak jeśli jest to naturalne dla ciebie że dominujesz to powinieneś to robić i znajdziesz spokój u boku dziewczyny która chce być zdominowana, jeśli lubisz być dominowanym to znajdziesz spokój u boku dziewczyny która chce dominować. Zgrzyty pojawiają się tam gdzie oboje chcą czynić to samo lub o zgrozo udają, że im to pasuje co dostają. Wchodzą w relację z myślą „będzie ok, tylko zmienię w niej/nim …”.

Łukasz
Gość
Łukasz

Ok zostawiasz i co dalej? Odkrywasz miłość w kobiecie bedacej dokładnym przeciwieństwie byłej? Uczysz się na błędach i nie powtarzasz podobnych? Rozpijasz się? Wchodzisz na Everest? Po prostu mam wątpliwości czy akcenty i brzmienia w tekście są przyłożone w odpowiednim miejscu. Dostrzegam bowiem w otoczeniu inną skrajność. Otóż wielu ludzi wstaje od stołu jeszcze zanim zasiądą do negocjacji. Egoiści przeginają ze swoim nieposzlakowanym poczuciem doskonałości. To jest trochę jak w tym powiedzeniu tak chętnie cytowanym przez kobiety – „Znajdź sobie kogoś kto będzie z Ciebie dumny” albo „if u cant handle me @ my worst u dont deserve me @ my best” No i fajnie, pierwsze jest nader często interpetowane w sposób bezwarunkowy – tzn. „masz być ze mnie dumny bezwzględnie!!! („będę robić co mi się rzewnie podoba a Ty mnie kochaj”). Druga zaś nawołuje do jakiś woltyżerek sado-maso. A gdzie czułość, emocje, wsparcie, spacerowanie za rękę po parku, słowem proste, małe cenne rzeczy?!!!

za uznaniem Zresztą Michał elegancko już pisał o tym wcześniej. Wieczna wędrówka

Marcin
Gość
Marcin

Nie napisałem, iż masz się nie zmieniać. Ale załóżmy, że nienawidzisz przesiadywania na imprezach w klubach, a druga strona to uwielbia, ile razy można słyszeć „No chodź, w końcu polubisz”, to tak jak z jedzeniem każdy ma swój gust, a ciągłe „weź spróbuj” choć już próbowałeś to co najmniej kilka razy w życiu a ostatni przeżyłeś zwrotem z żołądka wcale się nie zmieni.
O takim czymś mowa, kiedy Ty po prostu w związku miałbyś się czuć źle po prostu i nie chodzi o poprawienie czegoś co jest dla ciebie nieistotne lub nie dostrzegałeś tego wcześniej.
Negocjacje się pojawiają zawsze mimochodem i to od samego początku kiedy to już zaczyna ci w głowie choć trochę zależeć. Jednak w momencie kiedy po prostu to już nie jesteś ty a jakiś gość stworzony w umyśle partnerki, czas odejść od stołu, to samo w przypadku gdy druga strona widzi tylko siebie w związku (wspomniany przez ciebie egoizm). Idealnie jeśli zasiadają do stołu inteligentni egoiści, gdzie mimo iż obie strony chcą dla siebie jak najlepiej potrafią zrobić znakomitą fuzję gdzie ze związku czerpie się to co najlepsze a pozostałość czerpie tak jak dawniej.
Miałem dziewczynę co uwielbiała pewien serial w TV, oglądała go przed związkiem, w czasie związku i pewnie i teraz ogląda, jednak bardzo chciała abym oglądał go z nią, a ja z kolei trawię tylko niektóre seriale (tego akurat nie). Potrafiła się obrażać o to i tu pojawia się wątpliwość czy siedzisz przy stole z emocjonalnym dzieckiem czy dorosłym. „Uderzać w stół” można w sprawach b.istotnych, ale prawem jest takie veto dla obu stron. W kolejnym związku laska uwielbiała jazdę gokartami i mimo że w tym czasie najczęściej moglibyśmy się spotkać (co akurat wtedy było możliwe rzadko) i to veto działało, ponieważ nie angażowało drugiej strony. Później spróbowałem i polubiłem gokarty mimo że związek się rozleciał to nadal to lubię.

Trochę poszanowania samego siebie nikomu nie zaszkodziło. Czy znajdziesz miłość gdzieś indziej nie będę się rozpatrywał bo nie wierzę w miłość. Kolejne problemy wytyczone na początku pokazują postawę osoby, która nie potrafi być sama, tylko zawsze potrzebuje czegoś co pozwoli zapchać przysłowiową dziurę, bądź tłumić pragnienie bycia z kimś.

Paweł K.
Gość
Paweł K.

Ostatnio zauważyłem jak wiele aspektów życia łączy się pod flagą udanej komunikacji i relacji interpersonalnych. Jak ważna jest pewność siebie, empatia, asertywność. Czy to wobec znajomymi, potencjalnymi kochankami czy klientami.

To co napisałeś jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że sukces życiowy zależy w dużej mierze od tego jak się nam układa z ludźmi.

Ten tekst uświadomił mi też kilka błędów w relacjach, które mogły potoczyć się inaczej. Na szczęście drugi raz nie popełnię tych błędów.

Pozdrawiam,
Paweł K.

Paweł K.
Gość
Paweł K.

Nie ma to jak wysłać tekst przed poprawieniem błędów :)

cantata
Gość
cantata

możesz edytować i poprawić ☺

Michael
Gość
Michael

Dlatego też przepisem na udane relacje z innymi, w tym wypadku z płcią przeciwną, jest postawienie sprawy jasno i wyraźnie. Jestem taki, a nie inny – jeżeli Tobie coś nie pasuje, to odpuśćmy sobie ten temat. Życie jest zbyt krótkie, aby iść na kompromis. Tym sposobem zyskuje na energii i czasie.

Patrząc jednak na 95% swoich znajomych, którzy tkwią w takich toksycznych związkach, dochodzę do wniosku, że ludzie to po prostu lubią. Ta nutka dramatyzmu, te chwile niepewności, mieszane sygnały – dają im większe emocje, niż udany związek. Ot co, taki fetysz!

Paweł K.
Gość
Paweł K.

Coś w tym jest. Choć mi się wydaje, że dla wielu osób bycie w jakimkolwiek związku jest lepsze niż być osamotnionym. Szukają byle było fajnie, bo przecież zawsze można pracować by związek się udał, prawda? Niby tak, ale pojawiają się te emocje o których mówisz. Raczej skrajne i jestem w stanie zaryzykować, że często bardzo negatywne. Niepewność, strach przed odrzuceniem, poczucie, że jest się w jakiejś grze, a z drugiej strony jest się napędzanym przez własne potrzeby i pragnienia: bliskości, cielesności, intymności czy po prostu instynkt każe się rozmnażać.
Wszystko niby takie proste, ale by można było pozwolić sobie na szukanie odpowiedniej osoby trzeba mieć duży zasób cierpliwości, a niektórzy nie potrafią tym zasobem optymalnie zarządzać…

Barbie
Gość
Barbie

wielu by powiedziało że „życie to jeden wielki kompromis” i jedyne co można zrobić to zacząć umieć z tym żyć…
ale twoje myslenie jest stricte męskie – proste rozwiązania bez kompikacji. „jeśli Ci się nie podobam jaki jestem to trudno” – jest to łatwizna… dla wartościowej osoby na łatwiznę nie warto iść a czesto warto pójść na kompromis aby stworzyć wartościową relacje.

Vłodarz
Gość
Vłodarz

Michael … Ty patrzysz na ludzi w toksycznych związkach, a oni są w swoich związkach … .
Volant i tu złota zasada: „inni też mają, inne też mają” idzie się je*ać. Może w korpo, pewnie i „umarł król, niech żyje król”, podczas zawodów, w wyścigach, klasyfikacjach, rankingach, plebiscytach, ale nie w życiu emocjonalnym, jak ktoś pasuje do Ciebie i uzupełnia Cię niemal idealnie, potem jak ten ktoś znika to zostaje pustka nie do zapełnienia. I nie chodzi tu tylko o relacje między partnerami. Seks ? Gdyby chodziło tylko o seks życie byłoby bardzo proste i płytkie.

ML
Gość
ML

Nie mogłeś wybrać lepszego momentu ! Dzięki :D

ad
Gość
ad

Z twojej ostatniej ksiazki wynika ze slowa sa dla „slabych”, jezeli ktos niewerbalnie nie umie pokazac swoich intencji to w ostatecznosci powinno sie uzywac slow. Jak nad tym pracowac ? Nad komunikacja niewerbalna?

wisznu
Gość
wisznu

Akurat sa mieszane sygnały.
Zwłaszcza jak druga strona sama nie jest pewna czego chce.
Czasem też problem w negocjacjach leży we wzajemnym niezrozumieniu oczekiwań, co często wynika z nieprecyzyjnego ich artykułowania. Naprawdę sporo kłótni udało się skrócić dzięki doszczegółowieniu i dopytaniu czy dobrze zrozumiałem.

MissT
Gość
MissT

eh, dobrze napisane, choć często staramy się tę oczywistą prawdę przed sobą ukryć

Marlena
Gość
Marlena

Tekst podoba mi się. Krótki, konkrenty i zawierający masę treści. Od wczoraj pochłaniam twojego bloga i wpisy na nim w tempie zastraszającym. Trafiają do mnie twoje tekst oraz to, że w niekórych momentach czytania widzę siebie i swoje zachowanie. Tak więc czytanie tego nasuwa mi refleksję nad sobą i swoim zachowaniem. Również ten wpis taki jest. Dziękuję :)
Jeśli już osiągnę równowagę i pokieruję swoim życiem w sposób taki jak chcę z miłą chęcią polecę cię również innym :)

kate
Gość
kate

trafiłam wczoraj na Twojego bloga. Czytam któryś z kolei wpis i mam
wrażenie, że mnie znasz… momentami myślę że obnażyłeś mnie całkowicie. Zastanawiam się po chwili jak to możliwe, że siedzisz mi w głowie i
nawet pomagasz mi zrozumieć, że miejsce w którym jestem mnie dołuje, a ja wciąż w nim tkwię – ze strachu, wiem że nie mogę się nim kierować i powinnam się wstydzić, że ostatnio patrzę biernie jak mi każdy dzień ucieka przed oczami… Otworzyłeś mi oczy. Dzięki.