Gorsze od samotności

Gorsze od samotności

Mam kuzynkę, którą jak byliśmy dzieciakami widywaliśmy tylko w wakacje. Była w wieku mojej siostry, więc zamiast ze mną, wolała rozmawiać z nią jedząc wiśnie i siadając na schodach z wyciągniętymi do przodu opalonymi nogami. Jako młodszy braciszek tylko za nimi biegałem jak świeżo przygarnięty szczeniaczek i słuchałem o czym rozmawiają.

Co roku pierwsze pytanie jakie zadawała mojej siostrze brzmiało:
– Masz chłopaka?
Słysząc to przewracałem oczami tak samo jak rok wcześniej i rok później.

Patrząc z boku wydawało się, że ona całą resztę ma gdzieś. Podróże, przyjaźnie, szczęście, nieszczęście, anegdoty, sukienki, wzór na obliczenie pola rombu? Pieprzyć to wszystko! Ważne czy ktoś ma chłopaka czy nie. Wszystko oceniała przez pryzmat spotykania się z kimś i nawet jeśli usłyszała najciekawszą rzecz na świecie to nie zapytała o nic innego. Podejrzewam, że gdyby moja siostra stwierdziła, że właśnie wróciła z podróży na Marsa, to kuzynka wciąż zapytałaby z niezdrową ciekawością:
– A pilot był niezły?!

To już taki typ kobiet. Takich, których nigdy nie lubiłem i zawsze unikałem po pierwszej randce bez względu na to jak się ona zakończyła. Takich, które mówią: „Samotność jest do kitu i musisz ją na siłę zwalczyć!”.

W pewnym sensie nie ma co się dziwić, bo związki to wspaniała rzecz. Jesteśmy zaprojektowani jako seksualne maszyny. Sukces na polu relacji znajduje się na szczycie piramidy potrzeb. Założę się, że więcej szczęścia dał ci pierwszy pocałunek z osobą, w której się zakochałeś niż zarobienie po raz pierwszy w życiu pięciocyfrowej kwoty. Telefon od dziewczyny, za którą ciągnie się zapach zmysłowości jest warty więcej niż 200 roboczogodzin.

Tylko nie zmienia to tego, że są znacznie gorsze rzeczy niż samotność i gorzkie pigułki od życia w postaci uporczywie milczącego telefonu po randce.

Straszne to jest nie przeczytać ani jednej książki w roku, a myśleć, że zasługuje się na dowolną osobę na świecie.

Straszne to jest pracować za marne grosze z szefem-chujem albo mieszkać z rodzicami jak przerośnięty nastolatek i nie widzieć w tym żadnego problemu.

Straszne to jest nie umieć wytrwać w decyzji dłużej niż dwa miesiące.

Straszne to jest nie mieć żadnych celów i zdać sobie sprawę, że nie umie się odpowiedzieć na pytanie: „Czym się interesujesz?”.

Straszne to jest określać swoją przyszłość słowami: „Jakoś to będzie” i dziwić się, że jest tylko „jakoś”.

Straszne to jest nie umieć znaleźć sobie przyjaciół, a sądzić, że będzie umiało się z kimś być.

Straszne to jest myśleć, że problem tkwi w tym, że nie ma się z kim spać, a nie w tym jakim jest się człowiekiem. Traktować kogoś jak lekarstwo na swoje smutne i nudne życie. Wmówić sobie, że bycie z kimś to konieczność i nie zauważać, że poświęcając większość czasu na znalezienie kogoś, nie poświęca się go na to, żeby być kimś obiektywnie wartościowym.

Nie dość, że to jest niezdrowe to jeszcze ani trochę nie jest skuteczne. Odwieczne prawo natury głosi, że skrajności się nie sprawdzają. Leniwych trzeba zmotywować, zbyt wysoko zmotywowanych wysłać na urlop, a całą resztę zostawić samym sobie. I to samo działa w przypadku związków. Nakręcanie się na znalezienie kogoś nic nie daje, bo nie ma nic bardziej zniechęcającego niż ktoś kto obsesyjnie pragnie być kochanym.

Przewrotną częścią rzeczywistości jest to, że najłatwiej dostaje się to, czego się nie potrzebuje. Najbardziej szczęśliwym jest się wtedy, kiedy przestaje się zadawać sobie pytanie czy jest się szczęśliwym. Najłatwiej dostać kredyt wtedy kiedy się go nie potrzebuje. Najwięcej chętnych kobiet spotyka się wtedy, kiedy randkuje się z tą, przy której wszystkie inne wypadają blado. Dlatego też najłatwiej można kogoś znaleźć jak samemu poukłada się swoje życie na tyle, żeby jego sensem nie było spotykanie się z brunetem 190 wzrostu, 20 cm w spodniach, z pracą w zarządzie spółki akcyjnej, wyglądem Goslinga, wiernością psa i defektem w postaci zauważenia, że na niego nie zasługujesz.

Może to jest mało prawdopodobne, ale przynajmniej marzenie jest za darmo, prawda?

Print Friendly, PDF & Email

39
Dodaj komentarz

avatar
100000
18 Comment threads
21 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
31 Comment authors
JestemKteA.laylaat Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
opc
Gość
opc

Volant rozszyfrowałeś mnie niestety to jest smutna rzeczywistość, większość rzeczy się zgadza(chociaż książki czytam).
Jak postrzegasz rolników odnośnie mieszkania z rodzicami?

sztukastudiowania.pl
Gość
sztukastudiowania.pl

Bo nie ma nic gorszego niż szukanie czegoś na siłę. I nic tak nie odrzuca od drugiej osoby jak desperacja. :-)

S666
Gość
S666

Przyznaję Ci z bólem rację, w zasadzie tak zniszczyłem swój ostatni „wymarzony” związek w zeszłym roku. Szkoda że te najważniejsze nauki możemy wyciągnąć dopiero po własnych błędach…

Ania
Gość
Ania

Bystrzaku ty! Niestety masz rację i każde „straszne” jest trafne, ale świata nie zmienisz ;)

Barbie
Gość
Barbie

kolejna prawda którą popieram i jest poniekąd moją prawdą… przyjemny tekst i zastanawiający a o to chyba chodzi :)

fff
Gość
fff

Jeszcze straszniejsze jest być świadomym o tych problemach, a nie umieć podjąć jakiejkolwiek decyzji i trwać w marazmie … no ale na to lekarstwa nie ma , taki czlek jest skonczony

LNS
Gość
LNS

Najwięcej chętnych kobiet spotyka się wtedy, kiedy randkuje się z tą, przy której wszystkie inne wypadają blado.

Jakie to prawdziwe ; )

Dobry tekst !:)

Violet
Gość
Violet

Dzięki, właśnie mnie dowartościowałeś. ;) Po rozpadzie prawie 7-mio letniego związku właśnie to chciałam usłyszeć.

Mateusz Żłobiński
Gość
Mateusz Żłobiński

No nie wiem, czy te rzeczy są gorsze od samotności :) jak żona wyjechała z synkiem na weekend, mialem tak wielkiego dola, ze juz bym chyba wolał jeden z Twoich punktów :) a mam swoje cele, mam przyjaciół, mam pasje i zainteresowania, mimo to pusty dom jest dla mnie bardzo przygnębiający

martycha
Gość
martycha

Zgadzam się z Mateuszem. Też mam swoje pasje, które namiętnie realizuję, pracę i studia jednak, gdy wracam wieczorem do pustego mieszkania to jest po prostu smutno, dobra książka już nie wystarcza…

Nebelline
Gość
Nebelline

Mateusz, masz rację: nie ma nic gorszego od samotności, ale w takich przypadkach, jak Twój. Ty jesteś już w stałym związku. Nie jesteś niedojrzałym młokosem z przerośniętym ego, zapychającym samotności kolejną łatwą laską, byleby nie zostać samemu. Takie osoby tak naprawdę boją się samotności, bo „cisza przeraża, bo widać w niej prawdę”, bo w ciszy jest czas na refleksje. A ucieczka od problemu jest łatwiejsza. Myślę, że w artykule właśnie o taki typ osób chodzi.

JS
Gość
JS

Jeżeli uzależniasz swoje szczęśccie od innych osób, nigdy nie będziesz szczęśliwy.

tenzporsche
Gość
tenzporsche

Jeśli którąś z wartości stawia się na piedestał to nic dziwnego, że pojawia się pustka i samotność kiedy nie moze się jej realizować (czyli jest zależna od innych osób). Znajdź marzenie/cel który zrealizujesz indywidualnie, bez udziału innych osób – i realizuj, kiedy jesteś samnasam ze sobą.

Chilli
Gość
Chilli

Dużo poważniejszym problemem od kobiet które nie potrafią żyć bez mężczyzn są kobiety które za punkt honoru stawiają sobie zdobycie TEGO konkretnego mężczyzny bez względu na pewne „kąplikacje” które się pojawiają jak chociażby żona i dzieci. Kobiety tego typu zawzięcie twierdzą, że właśnie z nimi będzie mu lepiej niż dotychczas.
Można powiedzieć, że jest to wyewoluowana postać kobiety z Twojego poprzedniego wpisu. Kobieta która oprócz tego, że „zabija” ciepłem to jeszcze „zabija” wszystko dookoła. Niemal jak BUKA xD morderczo spragniona miłości i zrealizowania „wymarzonego” życia.
Posiadanie męża z „własną firmą” który jeździ Audi kombi koniecznie w „dieslu”, który ma dom z ogródkiem i którym będzie można pochwalić się przed koleżankami.

Jak tego uniknąć? Spójrz na matkę swojej kobiety, aby dowiedzieć się jaka będzie za 20-30 lat. Jak odnosi się do swojego męża. W podobny sposób ona będzie odnosiła się do Ciebie jak już nie będzie musiała sie starać i udawać (czyli wraz z momentem w którym założysz GPS na palec).

Co do tak zwanych „przegrywów” czyli facetów którzy niczym się nie interesują, nie robią tego co lubią ani nie zarabiają tyle ile by chcieli (robiąc to czego nie lubią). Mieszkających z mamusiami 30 parolatków bez planu na życie. Z facetami jest tak, że potrzebuje często drobnego impulsu, aby zmienić swoje życie o 180 stopni. Czasami jest to nowa fura jego kumpla a czasami potrzeba mu impulsu w postaci „kosza” od wymarzonej kobiety która w żołnierskim skrócie streściła mu dlaczego nie jest dla niej wymarzoną opcją. Jest jednak tak, że facet jest w stanie zmienić swoje życie w ciągu 2-3 lat buntując się samemu wobec życia jakie prowadził.
Nie znam natomiast przypadku kobiet które zmieniają swoje życie.
Za zmiany kobiety uważają to, że schudną i nagle zaczną o siebie dbać, że zaczną się puszczać na prawo i lewo sprawiając wrażenie, że „mają powodzenie” a wszyscy dotychczasowi faceci „nie mieli racji”. Nigdy natomiast nie spotkałem przypadku kobiety która zmienia na lepsze swoje życie o 180 stopni pod wpływem impulsu. Pod jego wpływem zmieniają swoje życie tylko na gorsze. Nie są to zmiany w stylu „zajmę się swoim życiem” lub „muszę popracować nad swoim charakterem bo może ta setka facetów która ze mną spała może mieć rację”.

Jeżeli jednak chodzi o te tak zwane „skrajności”. Często udaje się istnieć dwóm tak zwanym „skrajnościom” jeżeli mamy do czynienia z „lokomotywą” i „balastem” rzadzniej jeżeli mamy do czynienia z partnerem typu „bluszcz”. Bo i ile życie z kimś komu potrzebny jest do działania jedynie impuls jest znośne to życie z kimś kto zaczyna żyć Twoim życiem lub zaczyna w nie ingerować ograniczając Twoje możliwości już znośne być przestaje.

Rozumiem jednak poniekąd ten kobiecy „pęd do bycia z kimkolwiek”.
Kobiety maja po prostu gorzej. Są na z góry „przegranej” pozycji lub moze inaczej… szybko kończą im się silne karty przetargowe.
Co 90% mężczyzn ceni w kobiecie?
Urodę, w tym cycki, nogi, tyłek czyli to co szybko zanika i traci na wartości. Cycki zaczynają zwisać, na tyłku pojawia się celulit a na twarzy zmarszczki i pierwsze siwe włosy. Znam 30stki które przesadzały wcześniej z „upiększaczami” i wyglądają na starsze niż są co w pewnym wieku nie jest już porządane.
Te 10% mężczyzn którzy myślą tą większą „główką” zamiast opierać swoje decyzje wyłącznie na instynktach zwraca uwagę również na ważniejsze cechy które z czasem mogą zaprocentować jak to czy kobieta lubi dzieci, czy ma radosny sposób życia, czy potrafi ich rozśmieszyć w trudnych chwilach i czy potrafi zrobić rosół z kury Z KURY a nie ze 100 tys kostek rosołowych.
Mężczyzna powinien wykazywać w miłości podejście biznesowe. Produkty które szybko tracą na wartości brać w leasing a te które z czasem wartość zyskują kupować. To brutalne i „szowinistyczne”, ale życie jest brutalne i można się z tym pogodzić, albo nie wychodzić z domu.

Mężczyzna natomiast ma z goła odmienną sytuację. Na początku gdy jest młody a jego hormony buzują ma niewielkie zasoby a co za tym idzie niewiele kobiet jest w stanie iść z nim do łóżka, związać się z nim lub nawet zakochać się w nim.
Czas jednak przemawia na jego korzyść. Może śmiało gromadzić środki, rozwijać się i zdobywać wszystko to czym jego przyszła partnerka będzie chciała pochwalić się przed koleżankami.
Mężczyzna który ma 30 i więcej lat ma o wiele więcej okazji do poznania ciekawej kobiety bo po pierwsze. Większość 25+ latek nie będzie widziało żadnego problemu w związaniu się z dużo starszym od siebie mężczyzną często nawet wtedy gdy jest w wieku ich ojca zwłaszcza, że jest to społecznie akceptowalne, po drugie równolatki które nie znalazły dotychczas żadnego faceta bo miały zbyt wysokie wymagania wobec mężczyzn zaczynają obniżać poprzeczkę i zadowalają się czymkolwiek byle tylko nie pił za dużo i nie bił a po trzecie pojawiają się już kobiety z „drugiego obiegu” które są młodymi rozwódkami rozczarowanymi dotychczasowym królem dzielnicy.

Trudno więc się dziwić, że wiele kobiet nie mających nic do zaoferowania sobą poza szybko przemijającą urodą desperacko szuka jakiegokolwiek związku bo to definiuje ich poziom szczęścia i zadowolenie z życia. Kobiety są bardzo okrutne wobec siebie a rodzina też często zaczyna publicznie dopytywać się kiedy pojawią się dzieci/wnuki a skąd maj się pojawić jak faceta na horyzoncie brak.

Receptą dla mężczyzn jest natomiast nie spieszyć się.
Gentleman się nie spieszy.

Radek
Gość
Radek

Chilli, poruszyłeś wiele ciekawych wątków ale ta kwestia że kobiety nie bardzo potrafią zmienić swoje życie jest najciekawsza. Bo coś w tym w tym jest. Ja też jakoś nie potrafię przypomnieć sobie sytuacji, że jakaś znajoma zerwała ze swoim dotychczasowym życiem i konsekwentnie przebudowała siebie i tym samym swoje życie. Nie chcę uogólniać, nie wątpię, że takie przypadki by się jakieś znalazły ale na ogół to takie jakie są takie pozostają… Tłumaczę to permanentnym u nich brakiem samorefleksji i cierpliwości :-) Dobrze piszesz, że są faceci ( sam taki byłem) którzy potrafią w 2-3 lata poważnie zmienić siebie i swoje życie. No ale dla kobiet to jakby zbyt duży horyzont czasu. One chcą efektów natychmiast. A niestety, przebudować swoją osobowość, poukładać ją, tego nie zrobi się z dnia na dzień. Okres 2 lat to niezbędne minimum aby samemu zauważyć, że sporo w nas i naszym życiu się pozmieniało. W dodatku przy takiej poważnej pracy nad sobą często najpierw wszystko się psuje – rozpadają się relacje ze znajomymi, rodziną, zmieniamy pracę. Kobiety instynktownie czegoś takiego unikają. I w końcu zmiana ogranicza się do efektów zewnętrznych, czyli tego co pisałeś – odchudzają się, przebierają się… Niestety, mści się na nich nieumiejętność świadomego akceptowania ryzyka.

Marcin
Gość
Marcin

Komentarz Chilli, lepszy od wpisu :) Mam podobne wnioski, fajnie to opisałeś.

Chilli
Gość
Chilli

Volant wyrzuci mnie ze swojego bloga za takie komentarze ;)

lena
Gość
lena

Oby nie, bo komentarz rzeczywiście ciekawy.

Szczerze mówiąc nie znam nikogo kto zmienił by swoje życie pod wpływem impulsu. Podzieliłabym swoich znajomych,na tych którzy z większym lub mniejszym powodzeniem rozwijają się i dążą do swoich celów i takich, którzy założyli, że „jakoś to będzie”.

O tyle bym się zgodziła z teorią odnośnie kobiet, że widze po sobie jak działa moja psychika – coś co na zaplanowałam z tzw.pozytywnymi emocjami i na spokojnie – nie ma problemu. Działa.

Wszelkie pomysły pt „ja mu jeszczę pokażę” kończą się raczej zjedzeniem tabliczki czekolady niż pójściem na siłownie.

Radek – nie moge mówić za wszystkie kobiety, ale te które mnie otaczają nie oskarżałabym o brak autorefleksji – jeśli już to o rozdrabnianie się na takie szczegóły, że traci to sens.

m
Gość
m

@Chilli, a Ty nie jesteś przypadkiem autorem bloga samczeruno? Widzę sporą zbieżność w poglądach, a zwłaszcza przykładach.

Chilli
Gość
Chilli

Aż musiałem wygooglować „samcze runo” dzięki :) widać są jeszcze faceci którzy myślą głową a nie tą mniejszą „GŁÓWKĄ”. Od kilku miesięcy noszę się z zamiarem prowadzenia bloga na własną rękę. Na razie ograniczam się do roli biernego czytelnika i ewentualnie komentatora.

A.
Gość
A.

A ja się nie zgodzę. Znam wiele kobiet, które zmieniają swoje życie, nie pod wpływem impulsu, lecz doświadczenia życiowego, np. moja własna matka i wiele innych ;)) To jest chyba jakoś nawet naukowo stwierdzone. To panowie są zbyt leniwi, jedyne ewentualne zmiany to te dotyczące pracy. Co do spadku atrakcyjności kobiet w pewnym wieku, a zyskiwania na atrakcyjności przez mężczyzn to także nie do końca się nie zgodzę, albowiem bez względu na płeć, wszystkim podoba się to co młode i piękne. I taka dwudziestoparolatka woli spotykać się z rówieśnikiem, który ma fajne ciało, niż z takim dla niej już bardzo dojrzałym panem po trzydziestce ;) Rzadko która ma też na tyle poukładane w głowie, aby taki pan miał z nią o czym rozmawiać. Także to działa w dwie strony.

renfri929
Gość
renfri929

Hmm… no i teraz mam dylemat. Martwić się o siebie i swój stan psychiczny czy nie? Bo z jednej strony nie wyobrażam sobie życia w samotności i dla mnie takie życie to nie życie, a z drugiej zapieprzam w robocie, robię kolejny dyplom i cały czas staram się rozwijać, bo „jakoś to będzie” zupełnie mnie nie satysfakcjonuje. Mam ambicje i nie wyobrażam sobie życia jako kura domowa. Jednocześnie bardzo pragnę założyć rodzinę i chciałabym kiedyś z dumą powiedzieć, że jestem dobrą żoną i matką, że odwaliłam kawał dobrej roboty! Wiem czego chcę od życia i jedną z tych „rzeczy” jest właśnie udany związek, ale zdecydowanie nie za wszelką cenę i nie z byle kim. To chyba dobra hierarchia i celowość życia?

Chilli
Gość
Chilli

Lepiej żyć samemu niż z byle kim. Chyba, że chcesz mieć dziecko to facet nie jest Ci do NICZEGO potrzebny (po co Ci cała świnia dla 20cm kiełbasy).
Jeżeli jednak zależy Ci na tym, aby być również żoną. NIE SZUKAJ facet sam Cie znajdzie jeżeli posiadasz cechy dobrej matki.
No chyba, że chcesz mieć jakiegokolwiek faceta. W takim razie wbijaj sie w „małą czarną” weekend już blisko, zadeklaruj mu, że nie chcesz związku tylko seksu a sam wpadnie jak śliwka w kompot. Nawet nie zauważy kiedy będzie w związku a później już z górki, dzieci, alimenty.

Aśka
Gość
Aśka

pewnie po co mi facet? ęeby mieć dziecko nie muszę się użerać z półgłówkiem który lata za każdą 15-tką a później mówi, że kobieta się puszcza bo latają za nią takie „pieski”

Asia
Gość
Asia

Świetny tekst, styl, wszystko ;) Abstrahując od tekstu, ciekawe, czy ktoś czyta te najdłuższe komentarze :>

Piotr
Gość
Piotr

Ja czytam :) Choć nie zawsze, zależy od tematu i pierwszego akapitu odpowiedzi.
Dla mnie najsmutniejsze jest to, że znany mi typ taki osób po przeczytaniu tego artykułu powie tylko „eeee…” :/

espaniada
Gość
espaniada

samotność do du..y, ale kłótnie z chłopakiem co najmniej raz na tydzień tez.. tak źle i tak niedobrze

bigotka
Gość
bigotka

a czy nie jest tak, że to inni- ci wszyscy dobrzy przyjaciele, ciotki-klotki, babcie z seriali etc. wymuszają na nas te usilne poszukiwania. bo tylko będąc z kimś jesteśmy coś warci? bez względu na to czy pasujemy do kogoś, czy nie? bo jak jesteśmy sami to na pewno coś jest z nami nie tak? mając określony wzorzec kulturowy ciężko jest mu umknąć i żyć po swojemu.
zawsze myślałam o sobie, że będę zawsze sama ze sobą i całe życie podporządkowywałam realizowaniu samej siebie – super studentka, super córka, super przyjaciółka, super pracownik, super człowiek, wszystko na poziomie super. facetów to unikałam jak ognia, bo to największe zło na świecie, jeszcze, któryś mnie zrani, jeszcze mnie potem zostawi albo będę musiała zrezygnować z siebie – bo związek z samej nazwy to pewne ograniczenie i poświęcenie. nie ufałam żadnemu, bo każdy to skurwysyn albo czegoś ode mnie chce. ale patrząc na wszystkich dookoła czułam się gorsza, bo jestem sama. moja postrzeganie świata zmieniło się trochę z wiekiem jak i ze zmianą poglądów- od wielkiej konserwatystki, co to seks po ślubie, całowanie to przez welon, a ciąża to od siedzenia na kolanach, do liberałki – wszystko dla ludzi, róbta co chceta. teraz mam 25 lat, jestem samodzielna i niezależna- cenię swój czas i innych, nie mam żadnych oczekiwań, nie wierzę w księciów na rumakach (w księży też już aż tak nie wierzę).
i bach! poznaję chłopię. pierwszy raz czuję taki „klik”, pierwszy raz chcę, żeby ktoś mnie brał teraz i zaraz. w ogólę chcę, żeby on mnie wziął ten pierwszy raz. liczę, że jest skurwysynem, liczę, że mnie zemle i wyrzuci do śmieci, a ja będę się długo zbierać potem, ale to mnie wzmocni i nauczy na przyszłość, że nie wolno i wybije mi z głowy te wszystkie kulturowe potrzeby bliskości zwane związkami. pierwszy raz nie czekam, sama próbuję działać. dzwonię jako pierwsza, chociaż przeklinają mnie wszystkie ze Związku Zawodowego Macic. umawiam się i nie myślę, że zobaczę go potem. miło jest, ale tchórzę- uciekam po wyjściu z restauracji. nie myślę, że go spotkam ponownie. ale znowu się widzimy tym razem w dzień i tym razem rozmawiamy, a i co ważne już bez alkoholu. i tydzień później znowu. nie męczymy siebie smsami, telefonami, mamy swoje życie, pracujemy, nie zawracamy sobie głowy. pierwszy raz jak już kogoś spotykam to niczego nie planuję, po prostu go lubię i lubię przebywać w jego towarzystwie, lubię to jak się przy nim czuję i to, że nie muszę udawać, być poprawna i tym się cieszę carpe diem. wydaje się być szczery, opowiada o sobie, otwiera się, słucham go. i widzimy się kolejny raz, po kolacji idziemy do niego, jest miło. co raz milej – tylko myślę o tym, że nóg nie ogoliłam. nie chcę uciekać, ale chcę, żeby wiedział, bo trochę się zaczynam bać. więc mu mówię, że się uchowałam, że dziewice to istnieją i że tutaj stoi taka jedna przed nim… po cholerę mi mówi, że powinno być romantycznie?po cholerę mi mówi, że mężczyźni kłamią?że mają swoje potrzeby?teraz to on się boi bardziej niż ja, przynajmniej taką ma minę. zaczynam pluć sobie w brodę, że mu powiedziałam. mówię mu, że niczego nie oczekuję. że chcę, żeby wszystko się działo. odprowadza mnie do domu. po tygodniu to ja się odzywam, ale piszę mi, że dziś nie może i że mi da znać. nie chcę być nachalna, z resztą i tak jadę na urlop na tydzień. ale wracam. on dalej się nie odzywa. ja nie planuję. Związek Zawodowy Macic odradza i tym razem posłucham. o ile robiłam wcześniej to co chciałam i to co czuję, to teraz czuję, że nie powinnam nalegać. koniec końców czuję, że jednak się udało, że jednak mnie wymemłał trochę i trochę wyrzucił do kosza. jednak mam nauczkę, bo widzę, że się przyzwyczaiłam odrobinę. nie szlocham, tylko czytam takiego Volanda. ale jedno nie daje mi spokoju- czy to desperacja z mojej strony?czy ukrywać się i nie mówić o przynależności do Zakonu Dziewic Świętych?dlaczego szczerość jest taka zła?dlaczego skoro jesteście tacy prości i wprost mówicie wszystko (bo kobietom to nie wiadomo o co chodzi), gdy ktoś używa Waszego kodu, to nie rozumiecie?może to trzeba wcześniej zapowiadać, że się mówi w Waszym języku? Voland – poradę proszę!

at
Gość
at

@me

Kwstia dojrzałości drugiej strony. Im dojrzalszy facet tym bardziej będzie potrafił docenić oddającą mu się kobietę. I dojrzałość to nie tylko lata na karku, to wcale nie musi iść w parze.

layla
Gość
layla

Jeśli sama ze sobą jesteś nieszczęśliwa to nawet najlepszy facet na świecie tego szczęścia nie będzie Ci w stanie dać. Ludzie są strasznie leniwi, zamiast trochę nad sobą popracować wolą wchodzić ze związku w związek – „bo z drugą osobą jest łatwiej”. Serio ? Wieczne kłótnie bo panna jest sfrustrowana, zakompleksiona a z drugiej strony facet, który nie wie o co tak do końca chodzi. Narzekanie – o tak, kobiety to uwielbiają. Zadaj jej jedno pytanie – „co zrobiłaś by to zmienić?” – nabierze wody w usta.
Z drugiej strony facet. Facet, który nie ma własnego zdania to nie facet, to… (jest niedziela, dzisiaj przeklinać nie mam zamiaru J ). Jak wytłumaczyć to, że w obawie przed „wybranką swojego serca” nie powie, że idzie na piwo z kumplami, że czasem sobie popala, że wkurza go jej „gadanie”.
I tak żyją sobie w swoim udanym związku bo tak jest łatwiej a frustracja z dnia na dzień wzrasta.

Wybieram samotność – tą straszną samotność, w której realizuję swoje cele, podążam za marzeniami i rozwijam swoje pasje. Ta samotność pokazała mi, że mogę być szczęśliwa sama ze sobą i dała nadzieję na to, że będę w stanie stworzyć związek, który nie będzie miał na celu leczenia moich kompleksów.

Kte
Gość
Kte

Skad wiedziałeś ze pisanie to jest wlasnie ‚to’, ze stanie to sie twoja pasja i bedziesz w tym dobry? Chodzi o to, skad wiedziałeś ze taka droga w życiu to jest wlasnie ta odpowiednia, nie bałeś sie ze szkoląc sie nagle zostaniesz z niczym bo uznasz ze ‚to nie to’? Sory za takie pytania, ale jestem wlasnie w takim momencie w moim życiu i potrzebuje chyba jakiejs motywacji

Jestem
Gość
Jestem

Czy osoba, która nie ma przyjaciół naprawdę nie da rady być z kimś w związku? Jak tak, to jestem udupiona :/ Będę starą panną…