Czego chciałbym nauczyć swoje dzieci?

Czego chciałbym nauczyć swoje dzieci?

Od kiedy rodzi się dziecko, bezwiednie zaczyna się kształtować jego przyszłość.

Siedzi na kolanach mamy i chociaż nie może skupić się na dłużej niż trzy sekundy to chłonie wszystko swoimi wielkimi oczami. Jedzie na tylnym siedzeniu samochodu, kiedy na dworze jest szaro, a mgła snuje się po ziemi, pochłania drożdżówkę z dżemem, której okruchy spadają mu na kurtkę, a cały czas obserwuje swojego ojca prowadzącego samochód i niezdarnie analizuje jego zachowania, a później wyciąga wnioski.

Jeśli przyswoi wtedy dobre zasady to na autopilocie będzie stosować je zawsze, a wszystko będzie przychodziło mu łatwiej. Jeśli przyswoi nieskuteczne zasady to jego dorosła codzienność zamieni się w chaos jakby grał w pokera stosując zasady znane z szachów. Bycie rodzicem to poważna sprawa. Łatwo coś spieprzyć, wymagać za dużo i kochać za mało. Liczę się z tym, że tak może być ze mną, nie czuję się jeszcze gotowy, ale wiem, że kiedyś będę chciał nauczyć swoje dzieci kilku kluczowych rzeczy w rozwoju, których w Polsce nie zapewnia formalna edukacja ani rodzice, czego skutki widać w dorosłym życiu.

Chciałbym nauczyć je tego, że:

1. Porażki są dobre.

A przynajmniej, że są gorsze rzeczy od tego, że coś się zawaliło. Można się raz po raz potykać i zbierać cięgi, pod warunkiem, że zawsze się wstaje, a na końcu osiąga swoje cele. Porażki są jak blizny, ale nie takie, które ciebie oszpecają tylko takie, które świadczą o tym, że przeżyłeś wiele bitew i jesteś właśnie tym skurwielem, którego nie da się zabić. Zamiast tego w Polsce jest przekonanie: „Nie rusz, bo zepsujesz”. Kończy się to tym, że później dorośli ludzie wybierają same bezpieczne opcje, a żeby przypadkiem nie popełnić błędu zadają sobie zawsze pytanie: „A co jeśli się nie uda?”, wyobrażając sobie, że spadną na nich najgorsze plagi. To dlatego najlepsi uczniowie rzadko osiągają ponadprzeciętne wyniki w realnym świecie, a eks z nogami stworzonymi do fotografowania, po upływie kilku lat wyglądają jakby minęło ich kilkadziesiąt, a one gdzieś przegapiły swoją szansę. Nie ma nic smutniejszego niż ludzie, którzy zrezygnowali z wygranej, ze strachu, że mogą przegrać.

2. Trzeba mieć twardy tyłek i robić swoje.

Świat jest jaki jest. Ludzie są zawistni, emocjonalni i zwyczajnie głupi, ale to co mówią ma dziesięć razy mniejsze znaczenie niż się tobie wydaje. Inni cię zaakceptują lub nie. Kropka. Można bawić się w politykowanie, przekonywanie i próby dogodzenia innym, a i tak w końcu nadejdzie moment kiedy się powie: „Ach! Jebać to!” i zwykle dzięki temu dostanie się w nagrodę Rzeczywistość w HD. Najgorsze to nie jest usłyszeć, że robi się coś do bani, ale uwierzyć w to, że czyjaś opinia to coś więcej niż zdanie omylnej, subiektywnej i emocjonalnej istoty. Poczucie wyjebania to jedyna brama do zadowolenia z siebie i kreatywności.

3. Modlenie się, bycie dobrym człowiekiem i pocieszanie się nie wystarczą.

„Jakoś to będzie” to nie jest działająca strategia. Mówienie o tym, że twój problem „jest największy na świecie” i „inni mają łatwiej” nic nie dają. Nikt nie ma łatwiej, bo życie z każdym nagrywa film porno i pieprzy go jak chce, tylko że niektórzy coś z tym robią wiedząc, że „jakoś” nigdy nie jest tym czego się chce. Nie wiem co masz do zrobienia i nie powiem ci co jest właściwe, ale musisz posiadać umiejętność robienia rzeczy, które są dla ciebie personalnie istotne bez liczenia na to, że dostaniesz je bez wysiłku.

4. Nie da się być odnoszącą sukcesy Zosią-Samosią.

Długo dochodziłem do tego, że bycie samotną wyspą nie działa, bo we wszystkich innych okolicznościach poziom życia zależy przede wszystkim od jakości relacji z innymi, umiejętności dogadania się, nie zniechęcania innych i marnej manipulacji opartej na sztuczności i płaszczeniu się, a im wyżej jesteś tym bardziej jest to istotne.

5. Przedsiębiorcy zasługują na szacunek.

Niech historie czyjegoś sukcesu skłaniają do wypowiadania słów: „Chcę tak samo!” zamiast mówienia: „Oszuści i wyzyskiwacze, którzy powinni podzielić się tym co mają z biedniejszymi!”. Owszem, może niektórzy z nich to oszuści, ale znacznie więcej oszustów spotkałem wśród ludzi, którzy mówili: „pieniądze nie są takie ważne”. Warto naśladować strategie wygrywających, a nie krzyczeć jacy to celebryci i milionerzy są niedobrzy, bo w przeciwnym razie to tresuje mózg do myślenia, że wszystko co ich dotyczy jest złe.

6. W Polsce się da.

Żyjemy w kraju wannabe. W takim, w którym każda chuda dziewczynka chce zostać modelką Victoria Secret, a zostaje hostessą na promocji wódki. Muzyków, którzy bardzo chcieliby żyć jak 50 Cent, ale zamiast willi, która ma 1400 metrów kwadratowych, będą dumni z apartamentu o 150 metrach. Cała Warszawa udaje Nowy Jork, a reszta polskich miast udaje Warszawę. Tutaj rzadko tworzy się jakość wyznaczającą trendy, nie dlatego, że się nie da, ale dlatego, że chęć jej stworzenia musi przebić się przez grubą warstwę kompleksów. Tak, wiem. Nie jest idealnie, ale twoje możliwości nie leżą w miejscu, w którym mieszkasz, ale w tym jaką jesteś osobą.

7. Można robić to co się lubi i na tym zarabiać.

Oznacza to, że naprawdę nie ma konieczności wybieranie zawodu tylko ze względu na pieniądze, bo to mniej więcej tak jak szukać żony biorąc pod uwagę wyłącznie wielkość jej piersi. A co jeśli okaże się ona tak irytująca, że nawet nie będzie się chciało na te piersi patrzeć?

Print Friendly, PDF & Email

15
Dodaj komentarz

avatar
100000
12 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
15 Comment authors
tobiaszAlexTotiVolantdorrenus Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Michał
Gość
Michał

Z początku myślałem, że się powtórzysz tym tekstem, ale podałeś tu tak ogromną porcję ironii, że podczas czytania musiałem 3 razy znów siadać na krzesło :D

A jeszcze co do wiary w siebie to zauważam, że ogólnie cała kula ziemska opiera się w życiu tylko i wyłącznie na logice i rozsądku, a logicznie i rozsądnie wydawałoby się nie popełniać błędów i nie dopuszczać do żadnej porażki. Wszyscy minimalizują rolę intuicji w życiu, a skoro nie wierzą w siebie nie posłuchają własnego ‚wewnętrznego głosu”. Z własnego doświadczenia i przeczytanej lektury od długiego czasu podejmuję decyzje opierając się głównie na intuicji. Dzięki niej właśnie wykonałem najlepsze prace (tworze plakaty, ilustracje itp.) i poderwałem najlepsze kobiety. Niektórzy nazywają to też „wyczuciem”, ale głównie chodzi o doświadczenie jakie zbierasz w życiu i na którego podstawie intuicja wybiera z otaczającego świata to co dla Ciebie najlepsze. Mózg analizuje, intuicja rozpoznaje, taki ludzki kompas. Bez intuicji nie powstałby Funk ( polecam film/biografie Jamesa Browna „get on up”), nie byłoby abstrakcjonizmu w sztuce (Kandinsky zauważył, że namalowana przez niego martwa natura wygląda lepiej do góry nogami niż w normalnej pozycji) no i nie mielibyśmy penicyliny, która powstała z przypadku, ale taki przypadek trzeba też umieć zauważyć, co raczej logika by nam odmawiała (ale jak to ? Niemożliwe by przełomowy lek wynaleziony przypadkiem).

Polecam wszystkim, żeby sami spróbowali wykorzystać ten „szósty zmysł” w swoim życiu, a jeśli chcielibyście się dowiedzieć czegoś więcej, to polecam poczytanie o Bergsonizmie (filozof Henry Bergson).

Hubert
Gość
Hubert

Ech, Volant. Popełniłeś naprawdę zacny tekst. ;)

howwechill
Gość
howwechill

Jeżeli chodzi o punkt pierwszy to Zeus bardzo ładnie śpiewał

„Dzień w dzień to samo, pieprze przegraną
Wszechświecie wściekle cie zerżnę jak moją panią!”

Stary Kuba
Gość
Stary Kuba

Przepraszam ale delikatnie w to „biegunka intelektualna” odsyłam do https://www.youtube.com/watch?v=NIVMt66ZIqs.

SIS
Gość
SIS

hej, jak praktycznie uczyć brzdąca 2-4 lat, że porażka jest dobra i po niej trzeba wstać. jakieś przykłady? how to.

GQ
Gość
GQ

Dzieci uczące się chodzić ponoszą porażkę raz za razem i ciągle wstają próbując jeszcze raz.
Chodzi o to, by nie zabić w nich tej chęci próbowania, a namawiać do kolejnych prób, aż wyjdzie.

Anonim
Gość
Anonim

Dwuletni brzdąc wie o tym zdecydowanie lepiej, jak Ty ;) Dlatego nauczył się chodzić, dlatego nauczył się mówić. Prawdopodobnie czerpie o wiele więcej radości z życia, niż możesz podejrzewać – i to on Ciebie mógłbym wiele nauczyć. Dopiero od 4-5 roku życia możemy mówić u dziecka o logice i ego.

Accalia
Gość
Accalia

Ja prywatnie dodałabym jeszcze
8. Nie jesteś ani swoim sukcesem ani porażką ( zaliczysz i jedno i drugie a potem trzeba będzie otrzepać spodnie i iść dalej) Jesteś o niebo więcej wart, a rodzice są po to,żebyś miał się od kogo tego nauczyć.
9. Nikt nie powie Ci jaki masz być. Nawet mama, która Cię kocha nad życie, nie ma prawa wymyślać, jaki masz być. Sam będziesz musiał do tego dojść, ja mogę Cię tylko wspierać, kochać i upiec ulubione ciastko.

I żeby była jasność to nie jest mantra, którą mamy wbijać komuś do głowy jak tabliczkę mnożenia.
Dzieci uczą przykłady, a nie ma innej drogi do bycia dobrym rodzicem niż wychować dziecko w sobie. Krótko mówiąc, być takim jakim chcemy, żeby nasze dziecko było i jednocześnie godzić się, że może być zupełnie inne.
Każdemu, kto chce swoje dziecko tresować proponuję kupić psa, kota lub chomika i przebierać go w debilne ciuszki i czekać na to że wyżej wymienione stworzenie samo popełni samobójstwo nie mogąc znieść takiej beznadziejniej egzystencji.

Chillout
Gość
Chillout

Coś w tym jest.
Cele i jeszcze raz cele.
Straciłem wszystko(kobietę, pracę, rodzinę), ale podniosłem się. Pokazałem jaja i obecnie jestem kierownikiem. Pracuje nad sobą, rzuciłem palenie i mam zamiar iść na siłkę. I optymizm codziennie.

Kamila
Gość
Kamila

Dzięki za dobry tekst ;) I jak już napisała wyżej Accalia, najważniejsze, żeby rodzic sam wyznawał te zasady i był dla dziecka przykładem. Inaczej nic z tego… Także, przyszli i obecni rodzice, skupmy się na kształtowaniu siebie, zanim zabierzemy się za niewinną istotę :)

dorrenus
Gość
dorrenus

Nikogo to nie mierzi? „Niech historie czyjegoś sukcesu do wypowiadania słów: „Chcę tak samo!” zamiast mówienia: „Oszuści i wyzyskiwacze, którzy powinni podzielić się tym co mają z biedniejszymi!”.”… Wypada chociaż przeczytać przed publikacją.

Toti
Gość
Toti

Tekst jak zwykle świetny, ale zastanawiam się skąd w ogóle taki temat? Czy autor myśli o własnych dzieciach i przygotowuje się do bycia fajnym tatą czy może spotkał ostatnio na swojej drodze jakieś dziecko, które może było za bardzo rozpieszczone i stwierdził, że nigdy nie dopuści, żeby mieć taką pociechę. Czy może powód takich rozmyślań był zupełnie inny?

Alex
Gość
Alex

Jeżeli o sam przekaz, to jest naprawdę trafny. Sęk w tym, że dzieci się nie wychowuje. Dzieciom się pokazuje. Co z tego, że ojciec będzie zgrywał twardego, nieugiętego, a za chwilę będzie się żonie użalał, że szef go nie szanuje, pomiata nim itd. Przecież dziecko prędzej czy później to zauważy i zostanie nauczone czegoś innego np. oszukiwania samego siebie.

Kiedyś czytałem/słyszałem świetną anegdotę.
Przyprowadza kobieta dziecko do mnicha, bo nie wie, co zrobić, aby dziecko przestało zajadać cukier. Mnich odparł, aby wróciła za trzy tygodnie. Kobieta czeka i wraca za trzy tygodnie, zabiera dziecko do domu. Po jakimś czasie wraca do mnicha i pyta: Jak to się udało, że mój syn nie je cukru? Na to mnich odparł: Nie jadłem cukru.

Proste.

tobiasz
Gość
tobiasz

Nie wszystkie porażki są dobre,gdybyś był w wojsku to wiedziałbyś że jeden bład wystarczy aby pożegnać się z życiem.