Nie umyłem okien dla Jezusa. Nie wytrzepałem też dla niego dywanów. Nie mam i pewnie nie będę miał u siebie żadnego zielonego krzaka z lampkami, od śledzi wolę steka, a od kompotu z suszonych owoców i „magii świąt instant” wolę whisky z butelki z czarną etykietą.

Zamiast tego przeczytałem pierdyliard tekstów o tym, że Boże Narodzenie jest do bani. Jeśli jednak myślicie, że to kolejny tekst o tym dlaczego Boże Narodzenie jest puste, smutne i bez sensu to muszę was rozczarować – ja tak nie uważam.

Nie wierzę, a nawet gdybym to robił, święta nie miałyby dla mnie wymiaru religijnego ani duchowego. Dla mnie święta to owszem, wyraz tradycji, ale ściśle indywidualnej. Lubię to, że raz do roku mogę cyklicznie pokłócić się o to gdzie zawiesić bombki w kształcie mikołaja, najstarszą i najbrzydszą bombkę, którą posiadamy i porozmawiać o tym dlaczego nienawidzę bombek w kształcie czerwonych muchomorów. Lubię głodzić się w wigilię, żeby później na mocy porozumienia z tatą zjeść kilka grzybów smażonych w cieście. Grzybów, które kiedyś sam zbierałem, a teraz nie mam czasu. Lubię słyszeć pytanie czy idę na pasterkę, chociaż wiadomo, że i tak pójdę spać. Lubię to, że jest w telewizji Kevin, którego nie obejrzę, śledzie, których nie zjem, bo nie lubię i ciasta, których wypiek mama planowała od dwóch miesięcy.

Robiłem to mając dziesięć, piętnaście i dwadzieścia lat. Zrobię to też teraz, mimo że od tamtej pory zmieniło się całe moje życie, a domem nazywam całkiem inne miejsce. Dzięki temu wiem, że nie wszystko się zmienia, a czas zamiast lecieć na łeb na szyję na chwilę staje w miejscu.

Może się mylę, ale wydaje mi się, że ten wysyp opinii o bezsensie świąt jest związany z poczuciem rozczarowania. Rozczarowania tym, że wartości, o które powinno chodzić są przysypane robieniem zakupów w hipermarkecie, że rodzice nie spełnili wszystkich pokładanych w nich oczekiwań, a święta nigdy nie będą przypominać tych z „Kevina samego w domu” i reklam Coca-Coli.

U mnie też nie jest idealnie, ale opowiem wam jedną historię z mojego dzieciństwa…

Akurat w tamtym okresie moim rodzicom było ciężko, ale nie wiedziałem jak bardzo. Sytuacja gospodarcza była fatalna. Tata nie wiedział skąd wziąć pieniądze na święta, ale wciąż chciał żebyśmy mieli prezenty tak jak inne dzieci, więc za ostatnie pieniądze kupił dla mnie i siostry po taniej, quasi-naukowej książeczce, na którą byłem już za duży i po czekoladowej biedronce o wielkości pięści. Zdobył choinkę, kupił karpia, zrobił razem z mamą pierogi. Oboje mieli ciężko, ale i tak chcieli żebyśmy, skoro nie możemy mieć klocków lego i wyjazdu na narty w Alpy, to żebyśmy mieli cokolwiek. Żebyśmy mieli dzieciństwo. Żebyśmy wiedzieli, że jesteśmy dla nich ważni i że nie jesteśmy gorsi niż inne dzieciaki. Wciąż nie wiem ile to musiało ich kosztować. Jak bardzo musieli wstydzić się tych prezentów i jak bardzo chcieli nam dać cokolwiek.

I to nie jest filmowe, ale jest szczere, prawdziwe, realne. Tych uczuć nie da się kupić za żadne pieniądze. Może nie jest to idealne, ale jest takie jakie powinno być, bo bez względu na wszystko, oni cię kochają i życzą ci dobrze, chociaż często nie potrafią tego pokazać. To dlatego za godzinę zapakuję prezenty, wsiądę w samochód i pojadę do nich, a nie gdziekolwiek indziej.

Można się śmiać ze zniszczonych sztucznych choinek, walk o karpie i dostawanych pod choinkę skarpet, nazywając to cebulactwem, bo w pewnym sensie nim jest. Tylko, że bardzo często kryje się za tym chęć zachowania się jak należy, starania się dla kogoś, oddania w pokraczny sposób kawałka siebie, mimo że można rzucić to wszystko i zamknąć się w domu.

O świątecznych tradycjach możesz myśleć co chcesz, ale raz na rok przestań się napuszać i mądrzyć, a bądź człowiekiem. Zamiast wytykać wady świąt to doceń to co w nich jest dobrego. Pozwól sobie na bycie dzieciakiem siedzącym pod choinką i wcinającym pierniki. Bądź wśród osób, które może nie są doskonałe, ale znasz je na wskroś. Uśmiechnij się jak wujek zacznie krzyczeć: „Precz z komuną!”, mama wyjmie odświętne sztućce, a tata założy szpic na choinkę.

A jeśli tak tego nie lubisz, to i tak masz trzy wolne dni, więc zamiast marudzić jakie święta są okropne, wykorzystaj je na stworzenie własnych tradycji opartych o to co lubisz. Tylko wiesz, jeśli w grę wchodzi duża ilość alkoholu i striptizerek, to nie zapomnij mnie zaprosić.

Nie życzę wam spokojnych ani wesołych świąt, bo to kwestia przypadku. Życzę wam przyjemnych, dobrze wykorzystanych świąt, bo to kwestia tego, co zdecydujecie się z nimi zrobić.