W dyskusji o współczesnej kobiecości, niemal za każdym razem zahacza się o zdanie, że mężczyźni boją się inteligentnych kobiet oraz że nie warto mieć pasji, osobowości ciekawszej niż u krewetki i pracować nad swoim charakterem. Dlaczego? Bo jest dużo kobiet, które żyją jak wyrwane z dziecięcych kreskówek albo „Świata według Bundych”, a wciąż sobie radzą. Nawet rywalizują o nie mężczyźni i chociaż będąc z nimi w związku chodzą jak struci, to przecież… i tak są z nimi w związku. To przecież coś znaczy, prawda?

Otóż – to nic nie znaczy. 

Wyobraź sobie giełdę samochodową, na której da się znaleźć samochody z każdej półki cenowej. Stoi tam Ferrari, jakieś bmw i toyoty do 30 000 zł, a także różnego typu rozpadające się graty w cenie od 2 000 do 10 000 zł. Teraz wyobraź sobie przeciętnego nabywcę. Stoi w swojej czarnej kurtce trzymając ręce w kieszeni i cały czas ma świadomość, że może sobie pozwolić na samochód maksymalnie za 15 000 zł. Teraz zastanów się jakie są szanse, że w ogóle podejdzie obejrzeć Ferrari. Jak ma się szczęście to zobaczy się go jak stoi niedaleko wymarzonego superkara, patrzy i cmoka, a następnie odchodzi z myślą, że to wcale nie jest takie fajne auto i Golf bije je na głowę, bo ma większy bagażnik (jeśli nie jest szczery) albo marząc, że kiedyś będzie je miał (jeśli ma chociaż odrobinę samoświadomości).

To nawet nie jest kwestia jaj. To kwestia możliwości. Mając na koncie 10 milionów złotych żaden z nich nie „bałby” się podejść do właściciela Ferrari i dobić transakcji. Podobnie żaden facet, który jest samodzielny, posiada silne poczucie własnej wartości, ma realne osiągnięcia i zamiast marzeń ma plany na przyszłość, nie będzie obawiał się kontaktów z kobietą, która w pracy pokieruje zespołem, w domu przygotuje idealnego steka, do sypialni przyjdzie w podniecającej bieliźnie, a na co dzień nie rozwiązuje problemów za pomocą płaczu, zrzędzenia lub tak silnych argumentów jak: „Bo ty to ZAWSZE…”. Inaczej mówiąc, zainteresowani będą nią tylko ci mężczyźni, którymi mogłaby być zainteresowana ona, bo raczej nie jest jej marzeniem poznanie kogoś, kto zaproponuje, że po nią przyjedzie, ale musi dorzucić się do wachy, a kiedy ona dostanie awans, on albo się obrazi albo wyrazi nadzieję, że wciąż będzie czyścicielem toalet, ale w przyszłym tygodniu dadzą mu szczotkę.

Produkty premium mają to do siebie, że kupują je konsumenci premium, a wszyscy inni o nich marzą, ale nie mogą sobie na nie pozwolić.

Z tego powodu nigdy nie zrozumiem płaczu nad tym, że „inne są gorsze, a i tak więcej mężczyzn nimi się interesuje”. Od kiedy więcej znaczy lepiej? Nawet Bukowski w pijackiej pomroce zauważył, że mężczyzna potrzebuje wielu kobiet jeśli żadna z nich nie jest nic warta. To naturalne, że im niższa półka tym więcej osób zgarnia z niej produkty. Dom Perignon pije mniej osób niż Dorato. Prada ma mniej konsumentów niż H&M, a kobiety, które mają swoje standardy częściej są samotne niż jakieś tępe dziunie. Podobnie jak na Ferrari, każdy tylko na nie patrzy i podziwia, ale mało kto się na nie decyduje.

Mimo to wątpię, żeby prezes Ferrari płakał, że kupnem jego samochodu nie jest autentycznie zainteresowany Wiesiek w crocksach i Janusz zbierający puszki, chociaż chętnie by je dostał na urodziny. Prędzej uwierzę, że dziękuje niebiosom, bo nie musi ich spławiać wystarczająco delikatnie, żeby mediami nie wstrząsnęła nowina, że marka Ferrari dyskryminuje klientów i w jej salonach pracują same wredne kutafony. Dlaczego? Bo ilość nie oznacza automatycznie jakości.

Są różne kobiety. Są dojrzałe psychicznie, młode, piękne i jednocześnie podniecające. Są też takie, które uważają się za dojrzałe i seksowne, a którym nie da się przypisać żadnej z tych cech. Na koniec jest mnóstwo takich, które są roszczeniowe i wyrachowane, nie znają swoich i męskich potrzeb, wierzą w legendy o rycerzach w lśniących zbrojach, nie radzą sobie ze szczęśliwymi związkami albo mają problemy z cyklu: „Obejrzał się za inną/włączył film porno, więc mnie nie kocha”. Są duże szanse na to, że jesteś jedną z nich. Można przyjąć, że jeśli nie spotykasz żadnych ogarniętych mężczyzn to problem jest w twoich oczekiwaniach i uprzedzeniach, bo całe 14 milionów Polaków, nie może być skończonymi frajerami.

Jeśli jednak ich spotykasz i jesteś “produktem premium”, to nie wmawiaj sobie, że droga do związku prowadzi przez udawanie ameby przypadkowo wyposażonej w cipkę, która musi zrezygnować z ambicji, żeby przypodobać się jakiemuś bałwanowi, tylko dlatego, że tak jest łatwiej. Pytanie czy jest lepiej, a w to osobiście wątpię i gdybym miał córkę, która w coś takiego uwierzyła, to poszedłbym do pubu i się upił. Drugiego i trzeciego dnia zrobiłbym to samo, a później zamiast zmartwychwstać, poszedłbym do niej i powiedział:

– Skarbie, bądź osobą, dla której oni będą chcieli być bardziej wartościowi, a nie taką, która rezygnuje ze swoich standardów, tylko dlatego, że boi się, że nikt ich nie spełni. Nie będę ci wmawiał, że zasługujesz na więcej, bo to ty masz wiedzieć. Nie będę też kłamał, że na pewno znajdziesz kogoś, kto będzie do ciebie idealnie pasował, bo to brzmi kurewsko naiwnie i nikt tego nie wie. Wiem, za to, że nie musisz się spieszyć do przeciętności, bo na nią zawsze będziesz mieć czas.


Zdjęcie dołączone do tekstu to właściwie kadr z teledysku Take The Lady Out Walking (KLIK).