Wychowaliśmy się na bajkach, które urywały się w kluczowych momentach. Wystarczyło pokonać mniejsze lub większe trudności, a później przychodziły już słowa: „I żyli długo i szczęśliwie”. Książę już nie musiał walczyć o swoje państwo i księżniczkę. Księżniczka nie musiała kontrolować ilości zjadanych tortów, ani dbać o to, żeby książę się nie znudził i nie zaczął chędożyć dziewek. Morał z tych bajek płynął taki, że wystarczy uwieść kogoś raz, a następnie można traktować drugą osobę jak trofeum zdobyte na zawsze.

To ma związek z poczuciem bezpieczeństwa. Jest takie powiedzenie, że każda kobieta chce jednocześnie domku z ogródkiem i przyciskania ust dłonią, rozrywania pończoch i wyginania pleców w łuk. Im więcej mamy przygód, tym bardziej rośnie w nas potrzeba zawinięcia do portu i bezczynnego postania w nim przez jakiś czas. Im mniej mamy bezpieczeństwa, tym bardziej go szukamy, a tak się składa, że bezpieczeństwo nie istnieje teraz bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Nasze dzieciństwo już dawno umarło, przyjaciele rozjechali się po świecie, pracę zmienia się raz do roku jak kurtkę na zimę. Pamiętasz miejsce, do którego zabrałeś ją po szkole, rozmawiałeś z nią sam nie wiesz o czym i cały czas miałeś wielką gulę w gardle, nawet kiedy już czułeś jej usta? To dobrze, bo ono też już nie istnieje.

Mamy świadomość, że wszystko przemija i pewnie dlatego tak bardzo lubimy przenosić zadania na listę zakończonych spraw. Nawet kupując kanapę pytamy o gwarancję, bo chcemy mieć pewność, że choćby nie wiadomo co się stało, to przynajmniej ją ma się odhaczoną na liście.

Znam dużo osób, które w taki sam sposób traktują swój związek. Dbają o to, żeby być tak seksownymi, bystrymi i czarującymi osobami jak to tylko możliwe, a kiedy spotykają osobę, która im odpowiada, stwierdzają: „Zasłużyłem/am na nią/niego”. Jeśli są odpowiednio naiwni pytają nawet o gwarancję: „Czy myślisz o mnie poważnie?”. Później już zostaje tylko zrealizowanie obietnicy z bajki, zaklętej w słowach: „I żyli długo i szczęśliwie”. Kiedyś mówiło się, że po ślubie ludzie się zmieniają. Dzisiaj już tak łatwo nie bierze się ślubów, więc etap zdobywania kończy słowo „Kocham”. Od tej pory zaczyna traktować się związek jak źródło wyłącznie korzyści. Wtedy ona już nie wstaje pół godziny wcześniej, żeby się dla niego umalować, a on nie idzie po bułki na śniadanie głęboko zaciągając się powietrzem. Relacja dla nich to tylko pakiet korzyści: musisz słuchać moich problemów, musisz chodzić ze mną do przyjaciół, musisz mieć zawsze ochotę na seks, musisz być na miejscu, kiedy cię potrzebuję, musisz dbać o moje dobre samopoczucie jak cyrkowy klaun.

Większość osób wie, że to nie działa. Większość osób traktuje to jak oczywistość. A następnie większość osób zachowuje się całkowicie odwrotnie.

Jeśli jesteś w związku to pewnie też to robisz. Zakład?

Kiedy ostatni raz ubrałaś się w domu dla niego, zamiast chodzić w dresie i z kokiem na głowie?
Kiedy ostatni raz spędziliście dzień inaczej niż zawsze?
Kiedy ostatnio poszliście do łóżka nie wiedząc, jak będziecie uprawiać seks?
Kiedy ostatni raz poczułeś, że wysłuchiwanie twoich problemów to coś, za co powinieneś być wdzięczny zamiast mówić: „To moja dziewczyna. Dziewczyna MUSI mnie wspierać”?
Kiedy ostatni raz zamówiliście deser i śmialiście się ze swoich nosów ubrudzonych bitą śmietaną?

A teraz dodatkowe pytanie: Kto nie zrobił żadnej z tych rzeczy od tak dawna, że osoba, z którą jest spojrzałaby na niego jak na idiotę, gdyby zrobił to teraz?

Wiecie, co jest fajnego w krajach arabskich? Niewiele, ale jedna rzecz daje do myślenia… W Arabii Saudyjskiej kobiety wychodzą na miasto w abaji lub innej burce, ale kiedy przychodzą do domu, to ją zdejmują, a pod spodem mają dobry makijaż, pięknie ułożone włosy i seksowną bieliznę. Dla męża. I to wcale nie dlatego, że muszą – przynajmniej jeśli wierzyć temu co pisze Tomek Michniewicz w “Swoją drogą”.

My mamy odwrotnie. W naszej kulturze jest naturalne to, że staramy się dla obcych. Nie wyjdziemy na miasto w podartych dresach, bo zobaczy nas jakiś bałwan, którego i tak nie zapamiętamy, ale założymy je, żeby spędzić czas z najbliższą dla siebie osobą. Żeby zrobić dobre zdjęcie na instagrama spędzimy pół dnia w kuchni, ale na kolację ze swoim facetem otworzymy słoik od mamy. Nie zrzucimy naszych problemów na znajomego z pracy, ale będziemy obciążać nimi osobę, z którą żyjemy.

Mamy zdrowo popieprzone priorytety i nie dbamy o rzeczy, które są blisko. Wierzymy w złudzenie, że będziemy je mieć zawsze, a na końcu i tak się okazuje, że wygrywają ci, którzy robią całkowicie odwrotnie. Najważniejsze rzeczy w naszym życiu są dostępne tylko na zasadzie abonamentu. Dbanie o nie ma tylko początek, ale nie ma końca. Dotyczy to zdrowia, związku, przyjaciół i pieniędzy. Zapomnisz o tym na trzy miesiące, to nic się nie stanie. Zapomnisz o tym na kilka lat i któregoś dnia uświadomisz sobie, że nie masz nikogo z kim możesz porozmawiać, a wszyscy, którzy kiedyś nawet nie byli twoją konkurencją, osiągnęli znacznie więcej.

Druga osoba nigdy nie jest statuetką odstawianą na półkę, która ma tylko spełniać pokładane w niej oczekiwania, a jeśli jesteście z kimś już na tyle długo, że dbanie o związek brzmi dla was jak obietnica ciężkiej harówy, to przypomnijcie sobie, że wciąż jest to ta sama osoba, przez którą nie mogliście spać w nocy.

Tylko na chwilę o tym zapomnieliście.

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 400 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.