Pamiętam taką scenę – jest letni wieczór. Na kolację jem kanapkę z żółtym serem i popijam ją herbatą, ale nie wiem dlaczego jedzenie wypada mi z lewej strony ust. Idę przejrzeć się w łazience. Okazuje się, że mogę poruszać tylko jedną stroną twarzy i nawet nie mogę mrugnąć lewym okiem. Pomyślałem, że pójdę spać i mi przejdzie. Wstałem rano, ale nie przeszło. Stwierdziłem, że przecież poza tym czuję się dobrze i ta sparaliżowana część twarzy po prostu się rozrusza. Po co iść do neurologa? Biorąc pod uwagę jaki zawsze byłem uparty, moja mama wręcz zaciągnęła mnie do specjalisty na siłę. Okazało się, że mam porażenie nerwu twarzowego. Od następnego dnia miałem zabiegi, dzięki czemu dzisiaj mam lewą część twarzy delikatnie mniej sprawną, ale przynajmniej nie mówię tylko jej połową.

*

W pierwszej klasie podstawówki, zawsze po przyjściu ze szkoły, mama siadała ze mną na dywanie i ślęczała ze mną nad lekcjami, chociaż inne matki rzadko to robiły. Musiałem czytać tak długo, aż robiłem to całkowicie płynnie. Dzięki temu od pierwszej klasy wszędzie i zawsze byłem najlepszy.

*

Kiedy chodziłem do gimnazjum, co wieczór moja mama zmuszała mnie, żebym wykonywał ćwiczenia na kręgosłup. Siadała na kanapie i patrzyła czy chodzę na palcach z kijem pod ramionami wystarczająco dobrze i czy przypadkiem nie oszukuję, jakbym nie rozumiał, że to jest dla mnie długoterminowo dobre. Miała rację – nie rozumiałem.

*

Każdego popołudnia pozwalała korzystać mi z komputera tylko przez godzinę i trzeba przyznać, że pilnowała czasu. Zmuszona do ostateczności wyłączała korki :) Moi kumple nie mieli tego ograniczenia, więc mnie to wkurzało. Inna sprawa, że współczesne badania mówią, że miała rację, bo im więcej używa się urządzeń elektronicznych tym gorzej i krócej się śpi, a przy okazji nie rozwija się umiejętności miękkich. Dzięki temu czytałem też tak dużo książek, bo czymś musiałem się zająć. Bez tego bloger by ze mnie nie wyrósł.

*

Nie zawsze było lekko, ale zawsze chciała mi dać to co najlepsze. Kiedy wyprowadzałem się z domu, nie płakała. Wiedziała, że to się stanie i to trzeba zaakceptować zamiast robić ze mnie maminsynka. Ale zobaczyła, że nie miałem poszewek na jaśki, więc uszyła mi je ze starej pościeli. Zielone, w jakieś tygrysy. Cóż, nie były ładne i nawet nie mogły takie być, mimo że bardzo się starała. W sklepach były dużo lepsze. Używam ich do tej pory.

*

Jeśli kiedyś zastanawiał się ktoś, skąd wzięła się moja ambicja, to jednym z powodów jest to, że za każdym razem moja mama mówiła, że stać mnie na więcej. Dla niej nikt i nic nie było warte moich zdolności i możliwości. Gdybym wyszedł na podwórko i zbudował prom kosmiczny to stwierdziłaby, że mogłem bardziej się postarać. Jeśli coś robiłem i twierdziłem, a nawet byłem przekonany, że nie mogę zrobić tego lepiej, ona przychodziła i mówiła: „Postaraj się bardziej” w taki sposób, jakbym do tej pory wykrzesał z siebie, co najwyżej 50% możliwości. Za każdym razem miała rację, a ja zawsze mogłem więcej, lepiej, szybciej. Ona to wiedziała. Ja tego się dzięki niej nauczyłem.

*

To nie jest tak, że to kim jestem zawdzięczam tylko jej, albo tylko swoim rodzicom, ale to nie jest też tylko moja zasługa, bo z ich decyzjami i cierpliwością wskoczyłem w życie jakbym leciał na kodach i dzisiaj bardzo dobrze to wiem. To nie jest też tak, że nie popełnili błędów. Popełnili je, ale to, czego dobrego nauczą nas rodzice, zostaje w nas na całe życie. Na usunięcie ich błędów mamy jakieś sześćdziesiąt lat życia. Tak czy inaczej, praktycznie zawsze robimy na tym dobry interes.

Zwykle mało się mówi o odpowiedzialnym rodzicielstwie. Niewiele o roli matki i jeszcze mniej o roli ojca. Traktuje się to, jak oczywistość albo dobry powód, żeby licytować się, które z rodziców jest ważniejsze – czy ojciec zarabiający na rodzinę, czy mama, która „tylko” zajmuje się domem. Sam też tak kiedyś robiłem. Częściej uważałem, że ważniejsza była praca mojego taty, bo dzięki temu kupowało się jedzenie i ubrania. Tylko, że bez pracy mamy, jestem przekonany, że nie miałbym tak udanego życia, miałbym gorzej rozwinięte kompetencje miękkie, byłbym mniej kreatywny, a do tego miałbym krzywy kręgosłup, sparaliżowaną połowę twarzy. Role rodziców można porównywać z ich perspektywy. Z perspektywy dziecka, także tego dorosłego, oboje są ważni w takim samym stopniu.

Obecnie lubimy patrzeć na długoterminowe związki i dzieci przez pryzmat tego, co przez nie tracimy, a nie przez pryzmat tego, co dzięki nim zyskujemy. Skrupulatnie zapisujemy niewykorzystane możliwości halucynując o życiu, które byśmy mieli gdyby nie ten facet/dziecko/to miasto/ten kraj (niepotrzebne skreślić). Na co dzień widzę osoby miotające się pomiędzy wybraniem założenia rodziny, a rozwijaniem kariery. O dzieciach zwykle nie mówi się w słowach wyglądających, jak tęcza, ale w kategoriach rozstępów, bolesnego karmienia piersią i wiecznego uziemienia. Ten wybór brzmi jakby po jednej stronie było piękne życie, a po drugiej dzieci. I chyba najbardziej cenię moją mamę za to, że dokonała tego wyboru bez żalu. Nie była starsza, niż ja. Nie była bardziej dojrzała. Nie zarabiała lepiej. Nie miała lepiej poukładanej codzienności. Nie miała też mniej marzeń i planów. Wychowywanie mnie nie było jej obowiązkiem, a i tak zrezygnowała z osobistej wolności na rzecz roli w życiu zawartej w krótkim słowie „Matka”. 

Z tej perspektywy jest bohaterką, zwłaszcza że pamiętam tylko jej uśmiechniętą, cierpliwą i skupioną twarz podczas pracy w słomkowym kapeluszu, kiedy pielęgnowała swoje kwiaty, których szkoda było jej wycinać i umieszczać w wazonach.

Osobę, która kiedy chodziłem do szkoły to zamiast nastawiania budzika, wstawała sama i robiła mi śniadanie, a później szła spać. Nigdy nie wpadłem na to, że jej się nie chce, ani nie pomyślałem, że to jest coś, czego nie powinna robić. Uznałem, że to norma, przyjąłem, jak coś oczywistego i nigdy nie podziękowałem.

Osobę, która była przy mnie, kiedy tego potrzebowałem, ale która nie blokowała mnie swoją troską, uczuciami i oczekiwaniami. Kobietę, która martwiła się o mnie płacząc tak, żebym tego nie widział.

Osobę, która nigdy nie wykreśliłaby mnie ze swojego życia i nigdy nie pokazała, że jestem dla niej przeszkodą w czymkolwiek.

I jeśli mogę sobie czegokolwiek dla niej życzyć, to tego żeby nigdy nie pożałowała, że pracowanie, podróżowanie, poszukiwanie coraz lepszej osoby i kupowania ładniejszych sukienek znacznie częściej, wymieniła na posiadanie dzieci.

Tylko, że mam świadomość, że to przede wszystkim mój obowiązek, żeby nigdy tak nie pomyślała.

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 400 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.