Homo sapiens sapiens to zabawny gatunek. Świadomie czy nie, bez przerwy tworzymy rankingi osób w swoim otoczeniu i umieszczamy w nich siebie. Porównujemy wykształcenie, prace, mieszkania i kto pojechał na lepsze wakacje. Porównujemy też nasze związki z relacjami innych osób. Może to prowadzić do bolesnego ukłucia zazdrości jeśli stwierdzimy, że Gośka ma już kolejnego faceta, a ty wciąż z tym samym. Z kolei Kacper ostatnio zaliczył trójkąt (nie zachwycił go, bo doszedł w pięć minut i druga dziewczyna nie była zbyt ładna, ale o tym nie powiedział), a ty oglądasz codziennie rano ten sam rytuał zakładania przez swoją dziewczynę obcisłej koszulki i tuptania po mieszkaniu.

W takiej chwili rozlega się dźwięk syreny alarmowej i zapalają się ostrzegawcze światła jak w „Polowaniu na Czerwony Październik”. Czujesz, że twoja pozycja w społecznym rankingu spada, że w twoim związku nie ma już tej intensywności, nie robisz tego, co inni i że coś bezpowrotnie tracisz.

Banalny problem zostaje rozdmuchany do poziomu poważnego, a pytanie o to, czy być z kimś czy nie, w czasach kiedy zmartwienia ograniczają się do wizyty u stomatologa, wyboru smartfona i dylematu – burger czy sałatka, zaczyna grać pierwsze skrzypce.

Zderzenie z tym pytaniem zwykle przegrywają ci, którzy nie mieli wystarczająco dużo doświadczeń i nie wiedzą czy motylki umarły tylko z tą jedną osobą czy umrą z każdą? Czy tylko on woli Fifę od wspólnego wieczoru czy każdy będzie ją wolał po upływie trzech lat? Czy tylko z nim zaczyna uprawiać się seks dwa razy w tygodniu zamiast dwa razy dziennie czy będzie tak z każdym?

Zwykle też zaczynają się miotać. Jedną nogą stoją tam gdzie pewny seks i kanapeczki jak z gazet dla pań domu, a drugą tam, gdzie nowe.

Zaliczyłem kilka związków, dużo przelotnych relacji i nasłuchałem się o cudzych uczuciach więcej, niż bym chciał. Na podstawie tego wszystkiego mogę powiedzieć, że najgłupszy rodzaj rozstania, to motywowany nie tym, że było źle, ale tym, że nie miało się wystarczająco dużo emocji.

Seks zawsze powszednieje.

Żaby (chociaż mówi się tak też o rakach) dostosowują się do otoczenia zewnętrznego na tyle skutecznie, że wrzucone do garnka, w którym stopniowo podnosi się temperaturę, ugotują się i nawet nie zauważą kiedy do tego doszło. Z ludźmi jest na odwrót. Wrzuceni do „garnka” najpierw czujemy dużą różnicę i znajdujemy się na tak pięknym haju, jakby wokół skakały jednorożce, ale wraz z mijającym czasem haj mija i jednorożce nie robią wrażenia. Wtedy chcemy więcej. Większego haju. Większych jednorożców. Więcej pieniędzy. Większej plazmy. Szybszego samochodu. Większych cycków. Dłuższych orgazmów. Kiedy je dostajemy to wciąż okazuje się, że to wystarcza na chwilę, ale ostatecznie i tak to jest za mało. Gdyby było inaczej, milionerzy nie mieliby depresji, a mają. Gdyby było inaczej, mężczyźni mający za żony modelki, by ich nie zdradzali, a robią to, i to z kobietami, które nie są bardziej atrakcyjne. Działa to w dwie strony – duży sukces cieszy tylko na początku, ale też duże nieszczęście dotkliwe jest tylko przez jakiś czas. Następnie wszystko wraca do normy.

Jeśli więc znudził ci się facet (a mógł się znudzić, bo ile można słuchać o pracy i meczach), a chciałabyś się poczuć znów jak nastolatka, która ze skurczem w żołądku czeka na spotkanie, to możesz to dostać. Na chwilę. Później ona minie, a jego 20 cm będzie wydawało się dla ciebie normą. Na początku będziesz lubić uprawiać seks na pieska, bo twój eks nie umiał złapać ciebie porządnie za biodra i chwycić za włosy, a później zaczniesz oglądać delikatne, romantyczne porno. Nawet seks pięć razy dziennie ci nie wystarczy, bo przecież to nudne cały czas się bzykać. Nie można po prostu wyjść na miasto, a wieczorem oglądać seriali?

Nie ma monogamicznych mężczyzn.

Jeśli któryś twierdzi, że nim jest to kłamie, żeby łatwiej dostać się do twoich majtek. Ewentualnie jest kretynem. W obu przypadkach nie chcesz go w swoim życiu.

Nie ma faceta, któremu przestaną podobać się inne kobiety ani takiego, który podczas spotkania z kumplami nie będzie przez 90% czasu rozmawiał o kobietach i przestanie robić w swojej głowie porównań co seksowniejszych części ciał mijanych kobiet. Mężczyźni mogą nie opowiadać ci o innych kobietach, mogą być wierni i oddać za swoje dzieci wszystko, ale wciąż będą chcieli mieć więcej wolności – wychodzić dzień i wracać na noc do jaskini. W praktyce, możesz wymagać, że będziesz dla niego najważniejsza, ale wymaganie, żeby gwiazdki porno przestały być dla niego atrakcyjne jest już mocno na wyrost. Oczekiwanie od niego takich rzeczy to jak wtykanie mu do ręki noża z propozycją: „Tak cię kocham, może się dla mnie wykastrujesz?”. Żaden tego nie zrobi.

Nie ma kobiet, które się nie nudzą.

Mężczyźni są zaprogramowani na zdobywanie, a nasza miłość nigdy nie jest silniejsza niż w przeciągu pierwszych dwóch tygodni. Czas mija, jedne szczegóły zaczynają nam umykać, a na inne zwracamy większą uwagę. Nie zachwyca nas już jej czarujący uśmiech, ale doskonale widzimy zaokrąglone boczki, które kiedyś ignorowaliśmy. Przestajemy zauważać, że dziewczyna, z którą się budzimy jest piękna, a zamiast tego widzimy, że inne kobiety takie są. Mają wiele obiecujące oczy, usta, ramiona i uda. A nasza? Ma oswojone oczy, usta, ramiona i uda, które dają to, co już dostaliśmy wielokrotnie. Bez dreszczyku emocji i zastanawiania się, co nas czeka i o ile będzie lepiej.

Problem w tym, że zawsze jest „nowa” i każda pozostaje nią tak długo, dopóki jej nie mamy.

Nad każdą relacją trzeba pracować.

Kiedyś wierzyłem w to, że możliwe jest spotkanie kogoś na tyle dobrego, że związek z tą osobą jest łatwy, a dwie osoby będą w magiczny sposób się uzupełniały. Przecież na początku związku to działa! Spotykacie się w rytmie jedno spotkanie – dwa, trzy dni przerwy i nikt nie narzeka na męczącą pracę, zły dzień albo brak ochoty na seks. Różnica jest taka, że nie widzicie się bez przerwy. Poświęcacie sobie dwa dni w tygodniu i macie czas zająć się sobą, stęsknić i przesunąć w pracy projekty na dzień wcześniej, żeby w dzień randki wyjść wcześniej, wziąć prysznic i bez żadnego stresu spędzić z kimś przyjemny wieczór.

Związki działają tak, że oczekuje się tego samego standardu każdego dnia, a to rodzi dużą presję, bo trzeba wykazywać się w pracy i na co dzień w mieszkaniu. W praktyce więc trzeba pogodzić się z tym, że związek to nie będzie wieczny miesiąc miodowy, a następnie zaplanować dni bez pracy, telefonów i internetu, wspólne wyjścia na kolacje i mówienie sobie dobrych rzeczy. Inaczej mówiąc – tego chwasta zwanego relacją, trzeba podlewać, bo nawet wielka przyjaźń pozbawiona uwagi się kończy.

Nie istnieje nikt, kto urodził się, żeby rozwiązać twoje problemy.

Spotkałem dużo osób, które były rozczarowane swoimi związkami. Nie wynikało to z tego, że druga osoba była zła, ale z tego, że nie była tak dobra jak oni by tego bezpodstawnie chcieli.

Wiele osób działa według schematu, w którym szukają kogoś kto uzupełni ich braki. Zamiast partnerstwa szukają zaawansowanego pasożytnictwa. Nieśmiałe dziewczyny chcą pewnych siebie facetów. Mężczyźni z brzuszkiem fotomodelek. Laski wychowywane w biedzie najczęściej nie zarabiają pieniędzy, ale szukają kogoś, kto to robi. W ten sposób ludzie zamiast oczekiwać od siebie, oczekują tylko od kogoś budując listy zadań do spełnienia: rozbawiaj mnie, noś zakupy, gotuj obiady, bądź w wiecznej gotowości do uprawiania seksu, zabieraj na wakacje i bądź wszystkim tym, czym ja nie jestem.

Później zawsze zostaje gorycz zawodu. Zawodu tym, że celem drugiej osoby nie jest uszczęśliwianie kogoś, że każdy ma wady, własne cele, problemy i niechęć do funkcjonowania bez przerwy na 120%. Wiele kobiet i równie wielu mężczyzn nie potrafi wybaczyć innej osobie najgorszego wyobrażalnego grzechu – tego, że też jest człowiekiem.

Nawet ja nie jestem wystarczająco cyniczny, żeby uważać, że emocjonalny spokój w związku jest dobrym powodem do rozstania, bo jest wiele lepszych. Agresja, zdrady, poważne życiowe nieogarnięcie, podcinanie sobie nawzajem skrzydeł i wbijanie w siebie igieł, rozbieżność kluczowych celów, nieumiejętność albo niechęć do życia z kimś na stałe – i to tylko te wymienione na jednym oddechu.

Jeśli więc oczekujesz, że spotkasz osobę, która będzie żyć dla ciebie, z którą utrzyma się pierwsza faza miłości przez lata, a związek będzie dobrze funkcjonował bez kiwnięcia palcem to możesz mieć pewność, że się na tym mocno przejedziesz. Równie dobrze możesz się rozpędzić i z baranka walnąć w ścianę. Zaboli podobnie, ale zmarnujesz mniej czasu.

Pustki w życiu nową cipką ani większym kutasem nie zastąpisz. Nie powstrzymasz mijającego czasu. Nie poczujesz się trwale lepiej. Możesz to zrobić robiąc więcej ważnych i wartościowych dla siebie rzeczy, zamiast liczyć, że tym razem motylki w twoim brzuchu nie pozdychają.

One zdychają zawsze. Żołądki są słabym miejscem do hodowania motyli.

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 400 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.

 

Tylko w przedsprzedaży (9.09-8.10) każda książka jest sprzedawana z autografem i z darmową wysyłką!