Jak mężczyźni chcą, żeby kobiety okazywały im miłość?

Jak mężczyźni chcą, żeby kobiety okazywały im miłość?

Mam teorię, że męskie i kobiece zaangażowanie w relację mierzy się w inny sposób.

Najłatwiej ocenić czy facetowi zależy patrząc na rzeczy, z których rezygnuje, żeby spędzać czas ze swoją Magdą, Kasią lub Moniką. Zwykle piątkowe wieczory spędzał ze znajomymi na imprezie w klubie usiłując namówić dwie randomowe studentki na trójkąt, a teraz sam z siebie mówi: „Sorry Mirek, ale mam coś ważnego do zrobienia”? To znaczy, że jest zaangażowany, zwłaszcza jeśli to „coś ważnego” obejmuje wspólne oglądanie „Nightcrawlera” i długą rozmowę po seksie. Bo wiadomo, że rozmowy po seksie są najlepsze.

Z kolei kobiece zaangażowanie mierzy się nie tyle rzeczami, z których zrezygnowała, ale raczej tymi, które zaczęła dla niego robić. Nigdy wcześniej dla nikogo nie gotowała, nie zakładała pończoch i nie robiła loda z połykiem, a dla niego to robi? To znaczy, że jej zależy.

Ten tekst mógłby się na tym zakończyć gdyby nie to, że zwykle kobiety okazują miłość w inny sposób, niż mężczyźni tego oczekują.

Fakt nr 1 jest taki, że żyjemy w świecie zafiksowanym na punkcie młodości, seksu i piękna. Biegamy licząc na to, że zabiegamy śmierć, sprawdzamy czy mamy już zmarszczki i łudzimy się, że jeśli tylko nie będziemy zakładać garniturów, to nigdy nie zamienimy się w swoich ojców. A kobiety? Nawet jeśli mówią, że wspaniale czują się w swoim ciele to wciąż bez problemu poczują się brzydkie i bezwartościowe, bo obwód ud mogłyby mieć o dwa centymetry mniejszy.

Fakt nr 2 jest natomiast taki, że wierząc mediom w to, jak ważna jest sfera seksualna, szukają sposobu, dzięki któremu szybko pokażą facetowi jak bardzo kochają. Co więc robi kobieta, kiedy czuje, że jej związek zaczyna się sypać (a zawsze bezbłędnie to czuje)? Kupuje koronkową bieliznę, pucuje mieszkanie, przyrządza kolację i wyjątkowo w ten jeden wieczór chodzi po mieszkaniu w szpilkach bez względu na to czy porysuje parkiet czy nie. Co wtedy robi facet? Nic. Zjada kolację, całuje ją w czółko, przeprasza, że jest zmęczony i idzie spać, bo „przecież wiesz, że jutro ma ważny dzień”.

Słyszysz to pierdolnięcie? To dźwięk roztrzaskanego poczucia godności.

Tymczasem chodzi o coś zupełnie innego. Mam głębokie przekonanie, że każdy ze związków, w którym byłem mógł się udać, ale tak się nie stało. Wiedziałem, że każda dziewczyna, z którą byłem starała się jak mogła, tylko że jednocześnie dawała mi coś, na co ja nie miałem żadnej ochoty, a jednocześnie sam byłem na tyle głupi, żeby nie powiedzieć im co powinny zmienić. Jak widać nie tylko kobiety liczą na to, że ktoś się domyśli.

Wiesz czego żadnej z nich nie powiedziałem i czego nie powiedzieli swoim partnerkom moi kumple? Tego, że uczuć nie okazuje się tłuczeniem kotletów, noszeniem niewygodnych butów i urządzaniem łzawych awantur jak w telenoweli, bo to wszystko jest ważne, ale są rzeczy długoterminowo znacznie ważniejsze.

I jest to generalizacja, nie odnosi się to do każdej kobiety i każdego mężczyzny, ale dojrzałą miłość najlepiej okazuje się:

Po pierwsze, dając wsparcie.

Banał, prawda?

Pewnie dlatego tak wiele osób o tym zapomina.

Wygląda to tak: facet ma kryzys. Dowolny. W pracy mu nie idzie, trzeba spłacać kredyt we frankach, nie staje mu albo po prostu ma przedłużające się przygnębienie. Wiesz w ilu przypadkach nie czuje wsparcia ze strony kobiety? Niemal zawsze i nie tylko ja tak uważam.

Paulina napisała: „Jest rozczarowany, zawiedziony, jego przełożony ma w dupie sytuację, która wydarzyła się między nim a drugim managerem, chodzi nerwowo po pokoju, kuchni. Oddycha ciężko. A ty tylko o tych kwiatach, że ich nie kupił, że zapomniał o mleku, a rezerwacja w kinie zaraz minie. I w dupie masz jego smutne, zatroskane oczy, dla ciebie to musi być macho.”

Kobiety lubią być bez przerwy w centrum świata, chcą wiedzieć co się dzieje i wierzyć w to, że jej facet będzie zawsze jak James Bond. Tylko, że żaden z nich taki nie jest, każdy ma złe dni i potrzebuje wtedy spokoju, a nie poczucia, że nie dość, że świat sprzysiągł się przeciwko niemu, to jeszcze musi przejmować się tobą. Ty koniecznie chcesz wiedzieć co się stało w chwili kiedy powinnaś tylko być.

Po drugie, dbając o siebie, dbasz o niego.

Rzadko spotyka się osoby, które myślą o sobie jak o części większej całości. Zamiast tego toniemy w słowach ja, mi, moje, dla mnie, mój problem. Kiedy kogoś widuje się codziennie to już nie ma się własnych problemów – wszystkie stają się wspólne.

Wszyscy słyszeli, że jesteśmy wypadkową pięciu osób, z którymi się spotykamy i to nie jest psychologiczna ciekawostka tylko fakt. W kontekście związku oznacza to, że zaniedbując siebie i długotrwale nie rozwiązując problemów, które ciebie dotyczą, nie tylko robisz sobie źle i nie jest to „tylko twoja sprawa”, ale też wpływasz w ten sposób na swoich najbliższych.

Jeśli ty jesz śmieciowe żarcie to zwiększasz szanse na to, że on też zacznie je jeść. Jeśli nie dbasz o swój wygląd to nie tylko rezygnujesz z ważnego dla siebie atutu, ale też sprawiasz, że on nie widzi sensu, żeby o siebie dbać. Używasz impulsywnie swoich pięciu kart kredytowych to odbije się to też na jego finansach, bo krok po kroku zaczniecie tworzyć nawyki, w których takie zachowania będą normą. Będzie dobrze przez miesiąc, może przez rok, ale w końcu dojdzie do wniosku, że stał się osobą, którą nie chciał być, a ty przez samą obecność ciągniesz go w dół. Wtedy odejdzie.

Po trzecie, nie wyolbrzymiając drobiazgów.

Kobiety lubią wspominać o drobiazgach, a dla mężczyzn szybko stają się one odpowiednikiem muchy krążącej wokół głowy. Ona mówi:
– Chciałam tylko przypomnieć ci o naprawieniu szafki.
Jak on to odbiera?
– Stary, cały czas się do mnie przypierdala.

Dlaczego? Bo mężczyźni nie widzą większej różnicy między kwestionowaniem tego kim są, a przypominaniem co pół roku o naprawieniu drzwiczek. Kobiety czują się kochane wiedząc, że facet zrobił coś dla nich, czyli w tym przypadku naprawił te cholerne drzwiczki. Kobiety okazują uczucia robiąc coś dla kogoś i tego samego oczekują, ale przeciętny Mateusz odbiera to jak wymuszanie. Mężczyźni wtedy myślą: „Jestem z tobą, chciała się umówić ze mną Kaśka i jej odmówiłem, pojechałem z tobą do rodziców, których nie lubię i czy naprawdę nie zasługuję na trochę spokoju?”.

Jestem świadomy, że łatwo odebrać to jako zachęcanie cię do klepania go po ramieniu i mówienia w każdych okolicznościach z uśmiechem przyklejonym do ust, że wszystko jest cudownie. Nie o to chodzi. Po prostu warto traktować drobiazgi jak drobiazgi. Jeśli pasuje ci 99% rzeczy, ale mówisz tylko o tym jednym procencie, który mógłby być lepszy to bombardujesz go negatywną energią, chociaż w kontekście waszego związku nie ma to żadnego znaczenia.

Mężczyźni lubią czuć, co robią dobrze i dlatego lepszy efekt motywacyjny mają słowa: „Dziękuję, że się tym zająłeś”, niż „Wreszcie się doprosiłam”.

Po czwarte, nie psując dobrego wrażenia.

Większość osób mówi, że bez zaufania nie ma dla nich związku, a jednocześnie nie napotyka żadnego sprzeciwu moralnego przed sprawdzeniem co w cudzym telefonie piszczy.

To nie jest domena kobiet. To domena osób, które tak długo były przekonywane, że są beznadziejne, że w końcu uznały, że to wszystko prawda. Chodzą z ziejącą w nich czarną dziurą, która wsysa wszystko co dobre. Nie wierzą, że dla kogoś mogą być wystarczające, nie patrzą co dobrego wnoszą w życie innych osób tylko lustrują konkurencję i widzą, że inne kobiety mają ładniejszą opaleniznę, dłuższe nogi i lepszą pracę. Wtedy już nie ma wolności, uśmiechania się i szczęścia, a zamiast tego zostaje podejmowanie prób ograniczenia jego wolności i wzbudzanie poczucia winy, żeby nie odszedł.

Wiem, że zdarzają się faceci, których najłatwiej można określić mianem skurwysynów. Tylko że zdarzają się ekstremalnie rzadko. Ciężko to kobietom zaakceptować, ale jeśli ktoś z tobą jest to nie tylko toleruje to kim jesteś, ale zauważył w tobie też coś więcej niż rozmiar piersi i autentycznie ciebie polubił. Tego wystarczy nie zepsuć, bo budując w sobie przekonanie, że nie jesteś wystarczająco dobra któregoś dnia go do tego przekonasz.

Po piąte, uczestnicząc w jego życiu.

Jest wiele kobiet, które pasję, cele i plany faceta traktują jak swoją konkurencję. Wtedy krzywo patrzą na to, że on dużo pracuje i poświęca się czemuś w 100%, bo wielu kobietom nie chodzi w związku o miłość, ale o poczucie kontroli. Z tego powodu nie cieszą się, że facet wychodzi upolować metaforycznego mamuta, a zamiast tego cichutko płaczą i mówią: „Na co nam ten mamut? Nie możesz zostać w domu?”. To nie działa, bo każdy chce się realizować. Konkurowanie z jego projektami o uwagę jest równie absurdalne co tekst z jego strony: „Nie możesz studiować, bo ktoś musi mi robić kanapki”. W dojrzałym związku trzeba się cieszyć z tego, że ktoś się realizuje i w tym uczestniczyć, a nie kogoś blokować. Pójść razem na zlot, poczekać aż wróci z pracy, podrzucić dodatkowe pomysły, szczerze ocenić albo zrobić razem burzę mózgów. Bez tego ciężko mówić o byciu partnerką.

Ma to szczególnie duże znaczenie kiedy jest się z facetem, który chce osiągnąć coś więcej, niż kupno mieszkania z kredytem na 30 lat. Zwykle wtedy nie spotyka się ze zrozumieniem, bo realizacja takich planów jest wyszywana niepokojem i słowami: „To się nie uda”. Te cztery słowa bolą najbardziej, kiedy słyszy się je od osoby, która powinna nas znać lepiej, niż inni.

Wiem o tym, bo nigdy nie interesowała mnie przeciętność. Wiesz ile moich partnerek we mnie wierzyło? Ani jedna. Robi to dopiero obecna.

Najczęściej osoby, którym się udało, mówią: „Do tej pory jestem wdzięczny żonie, że zaufała”. Bo większość nie ufa i historia toczy się jak u Raya Kroca kiedy postanowił z McDonald’s zrobić sieciówkę. Jego żona tak bardzo w to nie wierzyła, że postanowiła go zostawić. Wróciła kiedy był już milionerem, ale zastała zamknięte drzwi.

Po szóste, pozwalając mu na dojrzałość.

Są dwa typy kobiet – takie, które chcą wszystko zrobić za swojego faceta i takie, które zawsze uważają, że każdą rzecz potrafią zrobić lepiej niż on. Chodzi o to, żeby nie być żadną z nich, bo pierwsze robią z mężczyzny małego, niezaradnego chłopca, któremu brakuje tylko zawiązanego śliniaczka na szyi, a drugie zbuntowanego nastolatka, który mówi: „Jak wszystko robisz lepiej to do czego jestem ci potrzebny?”.

Większość winy za to ponosi przekonanie, że innych trzeba traktować jakby byli z porcelany. Wychodząc z tego założenia chodzimy wokół innych na paluszkach, nie mówimy o swoich potrzebach, nie dajemy szczerego feedbacku tylko mówimy: „Jest ok”, a zamiast karmić kogoś wiarą w to, że mu się uda, karmimy go tylko swoimi obawami o to, co się stanie, kiedy wszystko koncertowo runie.

Ostatnio krążył po sieci taki komiks:
– Jak pani to robi, że pani córka jest taka samodzielna?
– Pozwalam jej.

To samo dotyczy relacji w związku. Jak nie pozwolisz komuś na podejmowanie wyborów, nie dajesz mu zaufania i nie zostawiasz pola do wykazania się to w najlepszym wypadku kończysz z nieszczęśliwym niewolnikiem zamiast z partnerem.

Po siódme, dając akceptację.

Społeczeństwo w swoich trybikach mieli wszystkich na drobno. Kobiety jeszcze kiedy są dziewczynkami wpadają pomiędzy tryby: „Bądź grzeczną, cichą dziewczynką, która uważa seks za plugastwo”. Mężczyźni są pod obcasem konieczności bycia „prawdziwymi”. Prawdziwi mężczyźni kupują kwiaty, wchodzą w związki, zostają ojcami, kupują mieszkanie na kredyt, mają trzydniowy zarost i zawsze mają ochotę na seks, bo jeśli tego nie robią, to są chłopcami, którzy nie dorośli do poważnego związku. Co to oznacza? Bądź taki, jak mówią ci kobiety, bo inaczej stracisz swoją odznakę „prawdziwego faceta”.

Wiecie, czego mężczyznom brakuje w relacjach z kobietami? Ja wiem, bo słyszałem to wielokrotnie od nich. Poczucia, że są czymś więcej niż stereotypowym zestawem męskich cech.

To duże uogólnienie, ale bardzo często kobiety na widok mężczyzn uruchamiają wgrany wcześniej szablon myślenia: „Zależy mu tylko na seksie”, „Mężczyźni są silniejsi, niż kobiety”, „Faceci kłamią”. Wiesz co mówię, kiedy słyszę mężczyzn z analogiczną płytą? Zacznij poznawać kobiety takimi, jakimi są, a nie dopasowywać je do tych, ze swojej wyobraźni.

Nie ma prawdziwych mężczyzn i prawdziwych kobiet – są mężczyźni i kobiety, a ten z którym się spotykasz ma nawet imię.

Print Friendly, PDF & Email

111
Dodaj komentarz

avatar
100000
45 Comment threads
67 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
59 Comment authors
AnnaMagdaIZABELAJoannalazar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
aklaj
Gość
aklaj

kolejny dobry test… sama prawda. Powinno jeszcze zostać dopisane : nie zmieniaj go na siłę.

Kuba
Gość
Kuba

O tak :)

Paulina Hofman
Gość
Paulina Hofman

Michał, myślimy tak samo.
Ważna jest też jeszcze jedna kwestia: trzeba kogoś kochać, a nie kochać ideę samego kochania… ;) Mam wrażenie, że ludzie czasami się mylą i coś rozpada się na poziomie właśnie rozróżnienia miłości i idei tej miłości. Gdy z tym się uporamy jest chyba łatwiej okazywać uczucia, bo możemy zrozumieć drugiego człowieka i dać mu to, czego sami oczekujemy w danej chwili.
Czasami po prostu potrzeba nam dystansu, spojrzenia na sytuację z szerszej perspektywy, a nie tylko ja, moje, twoje, ichniejsze. Może byśmy zaczęli od nasze i wspólne? ;)
P.

Kamil | SocialTalk.pl
Gość
Kamil | SocialTalk.pl

@paulina_hofman:disqus rozwiń, co masz na myśli mówiąc „idea miłości”? :)

Paulina Hofman
Gość
Paulina Hofman

Kamil, idea miłości – myślisz sobie wtedy że generalnie super jest być zakochanym, fajna jest ta osoba – pasuje ci, niby nie ma tej chemii, tego zrywu serca, ale generalnie jest tak, jak z tych wszystkich komedii romantycznych – brakuje tylko jednego – uczucia. Pewnie z jednej strony, czyt. z twojej. I podoba ci się to wszystko, związek jest fajny, układa się, bo nie potrzebujesz uczuć żywić do partnera tylko „jarasz się” tym, że on jest dla ciebie dobry, że się nie kłócicie. Mówisz o zakochaniu, ale niekoniecznie to rozumiesz. I w momencie spin, kłótni zdajesz sobie sprawę z tego, że to nie to. I nie kochałeś/nie kochałaś, tylko podobała ci się idea bycia z kimś, w związku. Chyba o to mi chodzi, kurczę, strasznie ciężko ubrać to w słowa :)

Persephonis
Gość
Persephonis

Nie rozumiem, a jednocześnie współczuję takim ludziom. Być w związku bez uczucia, „jarać się”, ze się kłocicie i jest dla ciebie dobry? Mój dozorca też jest dla mnie dobry i się nie kłócimy… Nie brzydzi takiej kobiety, że dotyka ją mężczyzna, którego nie kocha, z którym czuje, że „to nie to”? Jeśli nie – to ja nie chcę o tym wiedzieć… Wolałabym sobie książkę poczytać albo iśc na kawę z koleżanką, niż spędzać „tak” czas.

Persephonis
Gość
Persephonis

Matko kochana, to musi być straszne, dla mnie jak jakieś UFO. Nie ma chemii, uczucia, a pozwalasz mu się dotykać, całować? Zwymiotowałabym natychmiast.
Układa się, nie żywię uczuć, jest dla mnie dobry, nie kłócimy się? Kurde, to zupełnie jak z moim panem dozorcą, parkingowym i listonoszem. O ile mi wiadomo, z żadnym z nich nie jestem w związku. A serio, są dla mnie dobrzy. Pani sklepowa też, ale ona chyba ma męża, więc też nie jest ze mną w związku, bo nie jest lesbijką (przecież nie ma 70-letnich lesbijek, prawda? proszę, powiedzcie mi, że nie ma, bo pomyślę, że jest bi…)
Ano niestety, idea bycia z kimś ani w związku nigdy mi się nie podobała ani nie podoba. Aha – jestem mężatką, bardzo szczęśliwą ze swoim mężem. Bardzo podoba mi się bycie z moim męzem, ale nie bycie z „kimś” ogólnie. Mąż mi się podoba, idea niekoniecznie. Gdybym go nie spotkała, to nie byłabym z nikim. I tak mi zostanie do usranej śmierci.

Better
Gość
Better

coś sie na górze zamieszało, bo są jakieś znaczki:)

Volant
Gość
Volant

Możesz zrobić i wrzucić screenshot żebym wiedział o czym mówisz, bo u mnie nic takiego nie ma?

Better
Gość
Better

Tak jak poniżej

Volant
Gość
Volant

To ten problem już jest usunięty. Dzięki za czujność :)

Bartek Popiel
Gość
Bartek Popiel

Świetny tekst!

Wypowiem się z trochę innej perspektywy, bo już 4 lata minęło od ślubu, ale będzie to raczej potwierdzenie tego, co napisałeś. Mamy praktycznie od początku kilka zasad, które sprawdzają się znakomicie po dziś dzień:

1. Wszelkie problemy, fochy itp. mają być rozwiązane w ciągu 24h. Nie ma, że: „o co Ci chodzi?” – „o nic” przez tydzień. Nie ma takiej opcji.

2. Wszystkie brudy zostają w domu – Jezuniu ile osób tutaj się wykłada, to głowa mała. Krótko mówiąc nawet jakbym zrobił coś głupiego, albo jak mnie coś wkurzy, to wywlekanie tego przy rodzeństwie, znajomych, rodzicach jest durnotą.

Bo dzwoni taka kobieta do mamusi i żali się jaki ten jej mąż, chłopak, narzeczony jest niedobry bo zrobił to czy tamto. No więc matka sobie to rejestruje i pamięta. Potem para się godzi i wszystko jest ok, a dziewczyna jest wielce zaskoczona, że jej matka jakoś nie bardzo lubi jej faceta. No jak ma lubić jak sama na niego nadawała!?

3. Wparcie – w pełni potwierdzam, to co napisałeś. Kiedy chciałem otworzyć firmę, to rodzice byli trochę sceptyczni, ale od żony (wtedy jeszcze narzeczonej) usłyszałem: „Zakładaj. Poradzisz sobie. ”

W drugą stronę było to samo. Ola trafiła do pracy, która nie do końca jej pasowała. Po prostu wyobrażenia w zderzeniu z rzeczywistością lekko się rozjechały. To było pół roku przed ślubem, który postanowiliśmy w 100% sfinansować sami. Większość osób doradzała na zasadzie: „Jakoś to przetrzymasz, przecież to tylko pół roku, to jednak zawsze jakieś dodatkowe pieniądze” itd.

Z kolei dla mnie to było AŻ pół roku. gdyby codziennie rano wstawała zrezygnowana, a do pracy szła jak na stracenie, to nie ma wątpliwości, że to odbiłoby się także na związku. Więc stwierdziłem, że wolę przyjęcie weselne ograniczyć do rodziców, rodzeństwa, dziadków i chrzestnych, niż to, żeby ją „motywować” do tego, żeby została w obecnej pracy.

Rzuciła pracę, po miesiącu dostała kolejną, w której czuje się jak ryba w wodzie. Po 3 miesiącach była najlepszym handlowcem w regionie, po roku była 3 na Polskę. Wykosiła gości, którzy pracowali tam od 15 lat.

Ale to jest wszystko mało ważne, bo wracała do domu z zupełnie inną energią, pełna werwy, choć de facto pracy było więcej, i była trudniejsza niż w poprzedniej firmie.

Czasami ludzie nam mówią, że zachowujemy się jakbyśmy się poznali pół roku temu. Coś w tym jest, ale każde z nas wkłada dużo pracy w to, żeby tak właśnie było.

Arte
Gość
Arte

No proszę, Popiel na Volantification, tego jeszcze chyba nie było :) Moi dwaj ulubieni blogerzy w interakcji :)

Bartek Popiel
Gość
Bartek Popiel

Internet ma dwa metry kwadratowe ;)

Volant
Gość
Volant

Świetny komentarz!

Persephonis
Gość
Persephonis

Brawo! Musisz być super facetem i fajnym mężem.
BTW, pkt. 2 – tak to już jest w Polsce, że więź matka-córka jest bardzo silna. I niestety zdarza się, że córeczka „złamie zasadę” (wiem, to jej nie tłumaczy). Ale też od tego jest mądra matka, żeby wiedzieć, jak jest, i nie skreślić z tego powodu zięcia. Mądra matka gdy widzi, że córka kocha męza, nie pozwoli jej tej miłości zmarnować. Sama wielokrotnie powie, że mąż ją kocha, żeby go doceniła, że i tak jest wspaniały – bo wie, że córka jest z nim szczęśliwa, nawet, jesli narzeka. Córka czasami jest po prostu za młoda i głupia – matka za to powinna zrozumiec i wiedzieć, że narzekanie na męża to jeszcze nie powód do tego, by i ona narzekała na zięcia :)

cynicalegoist.
Gość
cynicalegoist.

Volant, czy uważasz że twoja kobieta powinna być twoją najlepszą przyjaciółką? Bo zapominamy o jednej, smutnej ale prawdziwie gorzkiej rzeczy.

Kobieta nie chce widzieć nas załamanych. Wtedy coś pęka, już nie patrzy na nas tak samo. I nie mówię tutaj o sytuacjach w stylu – „Kochanie, mam kryzys w firmie, ale wiem że sobie z tym poradzę.”. Wtedy wsparcie kobiety wychodzi… wręcz automatycznie.

A jak to wygląda w polskich związkach? (mówię o polskich bo tylko na tych się znam)

Faceci traktują kobietę jak wszystko. Kochanka, kucharka, przyjaciółka. NAJLEPSZA przyjaciółka. Takiej której mogą powiedzieć WSZYSTKO.

Tyle że – NIE MOGĄ.

Popłakać mogę przy swoim kumplu. Wyżalić swojej przyjaciółce, z którą łączy mnie jedynie relacja koleżeńska, oparta na wspólnych, bezłóżkowych chwilach.

Gdy ty zaczynasz płakać lub jączyć przy swojej kobiecie, to prosze cię – nie zamawiaj kolejnej kolejki Ballantines’a mówiąc mi, jakie kobiety są okrutne a miłość przereklamowana.

Kobiety są świetne. Miłość jest piękna.

Tylko nam się jebią role.

Better
Gość
Better

Ale jeśli z kimś jestes to nie chcesz,żeby coś udawał. Nie oczekuję że zawsze bedzie silny i szczęsliwy, bo to po ludzku niemożliwe. Jak nie możesz przy niej płakać to chyba to nie ta poprostu.

cynicalegoist.
Gość
cynicalegoist.

To dobrze brzmi w teorii.
„To nie ta”
„Inna mnie wysłucha”
„Inna mnie pokocha”

Też CHCIAŁBYM żeby tak było. Po prostu chciałbym. Wtedy monogamia miała by sens, ludzie by byli naprawdę szczęśliwi i wszystko byłoby cacy.

Ale nie jest.

Znam pewnego mądrego człowieka który kiedyś napisał takie słowa.

„No właśnie – obraz. Wartościowa kobieta, czyli taka, która ma pomysł na siebie – swojego faceta podziwiać MUSI. On jest dla niej energią, czymś, co pociąga ją za nim.
Wchodząc w szczegóły i analizując, kobieta tak naprawdę nie kocha jego – kocha energię, wewnętrzną siłę, która z tego mężczyzny wypływa.

Dopiero umysł – generalizując – utożsamia tą energię właśnie z tym mężczyzną. Przez to kobieta zaczyna kochać GO – bo właśnie ten facet ma tą aurę, w której ta kobieta pływać i rozkoszować się chce.

Aura – męskość – siła – jaja : nazywajcie to jak chcecie, ale jeśli to stracicie, stracicie i kobietę – w sensie: To nie ona będzie wasza, to Wy będziecie jej. A taka sytuacja to pomyłka. Matkę ma się jedną, a wasza kobieta nie jest i nie ma obowiązku być jej zastępczynią. Dobrze czytaliście – WASZA kobieta, bo ona jest wasza i to Wy jesteście do tego, żeby jej zapewnić spokój ducha – w zamian za to da wam wdzięczność i miłość oraz poczucie – że jesteście na tyle dojrzali, że stać was na posiadanie kobiety”

I wiesz, kobiety się tego wyprą, faceci też będą niechętni do przyznania się… ale tak działa natura. Biologia. Tak po prostu jest.

I wiesz, można płakać, można być przy kobiecie słabym, można to, tamto, sramto.
Ale wtedy żyjesz z przeświadczeniem, że jest coś nie tak. Że nie masz tej czułości co kiedyś. Miłości co kiedyś. Wsparcia, seksualności, pożądania.

Nie chcę przeżyć tak życia a biologii nie zmienię, więc jedyne co mogę zrobić, to dostosować się do tego.

Zauważ jeszcze jedną rzecz – kiedy kobieta płaczę przy mężczyźnie przez mężczyznę? Niezwykle rzadko. Ona od tego ma przyjaciółkę. Powiernika. Kogoś, przy kim naprawdę może być sobą, bo wie, że ją będzie miała na zawsze.

Kobieta nigdy nie będzie podziwiać kogoś, kto przy niej płaczę. (i w ramach wyjaśnienia, bo traktuję to grono za wartościowe i wyjatkowo inteligentne, ale strzeżonego i tak dalej – nie mówię o sytuacjach w których ginie twoja matka, cieszysz się z mistrzostwa klubu któremu kibicowałeś całe życie” itd. Mówię o płaczu przez rzeczy, które przez mężczyznę MUSZĄ być rozwiązane)

Better
Gość
Better

ale co to za zwiazke jak każde mysli, że musi być jakiś?. Energia o której piszesz nie polega na byciu ciągle silnym. I nie chodzi o zastępowanie matki, bo to dla mnie cos zupełnie innego. Nigdy nie chciałam być z kimś, kto nie jest do końca szczery, bo to nie wychodzi. I podziwiam tych facetów co płaczą, bo przyznanie sie do słabości jest szansą na zmiane.
To może było konieczne za czasów naszych babć, ale nie teraz. Rzeczywiscie to o czym piszesz jest fajne, pociągające jak się z kimś ma krótki romans. Wtedy mnie nie interesują szczególnie jego problemy, bo o co innego chodzi. Nie musisz sie ze mną zgadzać, tylko chciałam napisać, że dla mnie facet NIC nie musi i pewnie nie tylko dla mnie.

cynicalegoist.
Gość
cynicalegoist.

A co to za związek, w którym opowiada się żarty w stylu „Szkoda że nie spóźniłem się na swój ślub”? Czy znasz jakikolwiek związek z 15-25 letnim stażem który jest NAPRAWDĘ szczęśliwy? Taki w którym mamy dwa osobne charaktery, której jednocześnie się spełniają samotnie jak i razem? Taki, w którym on mówi że musi wyjechać samotnie na 3 miesiące do Argentyny, a ona się na to zgadza?

Związek to sztuka kompromisów. I wiesz co? To nie kobieta podąża za zasadami faceta. To ona jest z kimś, kto nie jest najlepszy, tylko spełnia szereg jej zasad i przepisów.

Ja jestem ciężkim partnerem, słyszę to przynajmniej raz w tygodniu od 22 miesięcy. I wiesz co jest piękne? To, że gdy pytam ją po raz 50, jakie ma marzenia, ona nie chce mi ich zdradzić.

Jej marzenia są tylko dla niej.

I tylko o to mi chodzi – by mieć coś SWOJEGO. Swoją partnerkę, ale również pracę, pasję, przyjaciół, swój własny świat.

Tylko co mi z partnerki, która nie pozwala mi wyjśc na piwo, przeszkadza jej moja praca, walczy z moją pasją i nie chcę dołączyć do mojego świata?

Parę lat temu wyszedłem z matriksu i widzę to wszystko z innej perspektywy.

Zapytam jeszcze raz – Czy znasz jakikolwiek związek z 15-25 letnim stażem który jest NAPRAWDĘ szczęśliwy?

Better
Gość
Better

Czy ktoś jest naprawdę szczęsliwy to się moge tylko domyślać. Więc wydaje mi sie, ze znam. Sami też jesteśmy za to szczęscie odpowiedzialni. Zgadzam się, ze po nic Ci partnerka, która Ci na coś nie pozawal, ale jeśli Ci się takie zdarzaja, to trochę im na te zakazy pozwalasz. Można stawiać granicę. Dla mnie ta wolność w związku jest bardzo ważna i czy to się udaje przez 20 lat nie wiem, ale nikt nam sie nie każe meczyć.

Ja
Gość
Ja

Jestem w takim związku 36 lat. Można taki związek stworzyć. W takim związku można być osobno w jednych dziedzinach, a być spleceni w innych. Mężczyzna może płakać – choć zdarzyło się to wieki temu i raz, to pamiętam to do dziś … pamiętam to zdumienie, że mój men, mój „samiec alfa” – potrafi pokazać mi swoją inną stronę. To było jak olśnienie – to też człowiek. Od tamtej pory wiem, że kiedy trzeba to będzie mnie obronił, ale jak jemu będzie źle – to nie będzie szukał zrozumienia poza związkiem.

Izabela Kułaga
Gość
Izabela Kułaga

Szczęście to stan i jeśli się o nie nie staramy to znika. Dlatego tak wiele związków z kilkunastoletnim stażem nie jest szczęśliwe. Związek to ja, Ty i my. Jeśli nie pracujemy nad sobą, to jak możemy pracować na wspólny sukces jakim jest udany związek?
Dlatego tak ważne jest to o czym napisałeś. Każdy ma swoje sprawy i problemy, ale są też rzeczy, które przeżywamy wspólnie. Nikt mi nie powie, że nieudany dzień partnera nie odbije się na drugiej osobie. To jest ten moment kiedy przychodzi czas na wsparcie.
Wsparcie objawia się na różne sposoby i każdy potrzebuje innego. Ja ubolewam nad tym, że nie dostaję go tyle ile bym chciała, a wynika to z tego, że mój chłopak z góry stwierdza, że ja w każdej sytuacji sobie poradzę i uważa, że nie musi tego podkreślać za każdym razem. I ma rację, ale nie do końca. Bo ja nie jestem maszyną, tylko człowiekiem i w chwilach słabości potrzebuję słów „wiem, że dasz sobie radę”. I nie chodzi o to by ściemniać, tylko o prawdziwą wiarę w drugiego człowieka.
Co do płaczu, to ja mam do tego takie podejście – mój chłopak jest moim najlepszym przyjacielem. I działa to w dwie strony, także jeśli tylko ma na to ochotę to niech marudzi i płacze. Dla mnie nie jest ważna forma w jakiej wyrazi swój problem, tylko sam fakt, że przyszedł z tym do mnie. Tylko niestety muszę gdzieś popełniać błąd, bo ostatnio coraz rzadziej dzieli się problemami, a bardziej traktuje je jako coś, z czym sam musi sobie poradzić. To boli, ale staram się to naprawić.
A co do tego, że każdy powinien mieć swój świat to zgadzam się w 100%. Tylko nie można doprowadzić do takiej sytuacji, w której ktoś całkowicie się w tym swoim świecie zamknie, a zapomni dać nam kluczy lub nie uchyli do niego drzwi.

Persephonis
Gość
Persephonis

„A co to za związek, w którym opowiada się żarty w stylu „Szkoda że nie spóźniłem się na swój ślub”?
Ale do czego pijesz, bo nie bardzo rozumiem?

„Czy znasz jakikolwiek związek z 15-25 letnim stażem który jest NAPRAWDĘ szczęśliwy?”
Oj tak, znam, choć osobiście nie lubię tej pary, bo zachowują się jak nieodpowiedzialni gówniarze, bo oni sa najważniejsi. Mają 3 dzieci (5-18 lat), imprezuja w każdy weekend (najstarsza córka musi więc zajmować się najmłodszą), wstawiają na wszelkie możliwe portale sweet focie z pocałunków z językiem, i zwyczajnie w ich towarzystwie robi się niezręcznie. Co nie zmienia faktu, że ze sobą są MEGA szczęsliwi (21 lat razem, 18 po ślubie).

„Taki w którym mamy dwa osobne charaktery, której jednocześnie się spełniają samotnie jak i razem?”
Nie mam pojęcia, bo sprawy charakteru są jednak dośc prywatne i nawet najlepszy przyjaciel nie będzie tego wiedział.

„Taki, w którym on mówi że musi wyjechać samotnie na 3 miesiące do Argentyny, a ona się na to zgadza?”
A tego to na pęczki!!! A co to ma do szczęścia? Chyba wręcz odwrotnie!

„To nie kobieta podąża za zasadami faceta. To ona jest z kimś, kto nie jest najlepszy, tylko spełnia szereg jej zasad i przepisów.”
Owszem, tak samo, jak facet jest z kimś, kto nie jest najlepszy, tylko spełnia szereg jego zasad i przepisów.

„wiesz co jest piękne? To, że gdy pytam ją po raz 50, jakie ma marzenia, ona nie chce mi ich zdradzić. Jej marzenia są tylko dla niej.”
Rozumiem, że dla Ciebie to piękne, ale dla mnie nie. Moje marzenia są moje, ale uwzględniają mojego męza, bo jest częścią mojego życia.

„I tylko o to mi chodzi – by mieć coś SWOJEGO. Swoją partnerkę, ale również pracę, pasję, przyjaciół, swój własny świat.”
Mam coś swojego – „pracę, pasję, przyjaciół, swój własny świat”. Ale najbardziej „mój” jest mój mąż.

„Tylko co mi z partnerki, która nie pozwala mi wyjśc na piwo, przeszkadza jej moja praca, walczy z moją pasją i nie chcę dołączyć do mojego świata?”
A nic, pogon daleko.

„Zapytam jeszcze raz – Czy znasz jakikolwiek związek z 15-25 letnim stażem który jest NAPRAWDĘ szczęśliwy?”
Odpowiedziałam wyżej. Tak, ci ludzie są naprawdę szczęsliwi, choć ja osobiście ich szczęścia nie trawię.

lazar
Gość
lazar

ja jestem po 25 stażem i jest lipa zakochalem sie w wieku 44 lat w innej , ale ona obiecywala prze dwa miechy ze jest tylko moja a teraz robi mi lipe z zycia bo ja nie po rozwodzie a obiecywala ze poczaka 2 lata na to

Magda
Gość
Magda

Proszę pana, ona pozwala w na piwo itd. ale jak czuje się ważna, bo jak czuje że ważniejsza dla pana jest pana pasa, to reaguje tak jak pan to napisał. O to chodzi, ona chce być najważniejsza dla pana, ważniejsza niż cokolwiek i ktokolwiek . I nie chodzi o to, by pan z wszystkiego rezygnował, chodzi o to żeby czasem pogadać o pana uczuciach i jej uczuciach, i żeby one były dla pana bardzo ważne, Ona potrzebuje innego okazywania uczuci niż pan,i pan powinien jej je okazywać tak jak ona tego potrzebuje a nie jak pan bo pan jak facet potrzebuje innego okazywania uczuć. ale kobieta powinna nie uogólniać tylko precyzować swoje wypowiedzi itd. A związki 20 letnie itp nie są szczęśliwe bo poprzednie pokolenia żyły w wielgachnej związkowej patologii i nie przekazały niczego wartościowego ani prawidłowego w tym temacie. Dlatego. Proszę poczytać książkę, o której pisałam wyżej i przekazać ją dalej.

Persephonis
Gość
Persephonis

„Też CHCIAŁBYM żeby tak było. Po prostu chciałbym. Wtedy monogamia miała by sens, ludzie by byli naprawdę szczęśliwi i wszystko byłoby cacy. Ale nie jest.”
U jednych jest, u innych nie. Nie generalizuj, proszę Cię.

„Wartościowa kobieta, czyli taka, która ma pomysł na siebie – swojego faceta podziwiać MUSI. On jest dla niej energią, czymś, co pociąga ją za nim. Wchodząc w szczegóły i analizując, kobieta tak naprawdę nie kocha jego – kocha energię, wewnętrzną siłę, która z tego mężczyzny wypływa.”
Owszem, kocham energie i wewnetrzą siłe, która wypływa z mojego męża i podziwiam go. Tyle, że jego energia nie ma nic wspólnego z tym, o czym piszesz dalej. Tak samo on podziwia mnie z zupełnie innych powodów.

„Aura – męskość – siła – jaja : nazywajcie to jak chcecie”
No wybacz, ale aurę mojego męza za nic nie nazwałabym „siłą i jajami”. Wręcz przeciwnie – kocham go za wrażliwość, brak wstydu w okazywaniu uczyć, dobre serce i niesamowitą duszę.

„jeśli to stracicie, stracicie i kobietę – w sensie: To nie ona będzie wasza, to Wy będziecie jej. A taka sytuacja to pomyłka.”
W takim razie jestem pomyłką – ja jestem mojego męża, a on mój.

„WASZA kobieta, bo ona jest wasza i to Wy jesteście do tego, żeby jej zapewnić spokój ducha”
Owszem, jak najbardziej – a mąż jest moim mężczyzną i ja jestem od tego, by zapewnić spokój ducha jemu.

„w zamian za to da wam wdzięczność i miłość oraz poczucie – że jesteście na tyle dojrzali, że stać was na posiadanie kobiety”
Jak najbardziej – a mąz w zamian daje mi wdzięcznośc i miłość oraz poczucie, że jestem na tyle dojrzała, że stać mnie na posiadanie męzczyzny. I to dokładnie takiego, o jakim całe życie marzyłam.

„można płakać, można być przy kobiecie słabym, można to, tamto, sramto.
Ale wtedy żyjesz z przeświadczeniem, że jest coś nie tak. Że nie masz tej czułości co kiedyś. Miłości co kiedyś. Wsparcia, seksualności, pożądania.”
Biedny taki męzczyzna, bardzo biedny. Mój mąz przy mnie płakał nie raz, i jakoś mam dla niego czułość, miłośc, wsparcie, seksualność i pożadanie. A nawet wtedy miałam jej jeszcze więcej, bo czułam, że tego potrzebuje i tylko tak moge mu pomóc.

„Nie chcę przeżyć tak życia a biologii nie zmienię, więc jedyne co mogę zrobić, to dostosować się do tego.”
Jakbym siebie słyszała, nieszcześliwie napakowaną kulturą masową, zanim się przekonałam, że to jedno wielkie gówno.

„Kiedy kobieta płaczę przy mężczyźnie przez mężczyznę? Niezwykle rzadko. Ona od tego ma przyjaciółkę.”
Może i tak, nie kwestionuję. Wiem tylko, że facet, przez którego bym płakała, nigdy nie byłby moim mężem.

„Kobieta nigdy nie będzie podziwiać kogoś, kto przy niej płaczę. (…) Mówię o płaczu przez rzeczy, które przez mężczyznę MUSZĄ być rozwiązane”
Chyba sobie żartujesz…
A coś takiego, jak rzecz, która „musi być rozwiązana”, czy to przez mężczyznę czy kobietę – dla normalnej kobiety nie istnieje.

Już wiem, dlaczego się nie zgadzamy.
Napisałeś na wstępie „Wartościowa kobieta, czyli taka, która ma pomysł na siebie”.
Widocznie jestem bezwartościową kobietą bez pomysłu na siebie. I wiesz co? Pieprzę to. Bo jestem mega szczęśliwa z moim mężem, i on ze mną też.

IZABELA
Gość
IZABELA

NIE ZNAGDZAM SIE – dla mnie placz mezczyzny wiaze sie z delikatnoscia i wrazliwoscia ktore sa pieknymi i zadko docenianymi zaletami…wyjdzmy z przekonania ze facet to ma byc sily i macho !!! …kiedy mezczyzna okazuje uczucia i emocje – jest prawdziwy a kiedy dzieli sie nimi z kobieta ktora to rozumie buduje z nia piekna wiez… (nie mowie tu o facetach ktorzy sie uzalaja nad soba cale zycie i rycza z byle powodu ale o mezczyznach ktorzy nie wstydza sie i nie wypieraja tej czesci siebie ) bo zarowno kobieta jak i mezczyzna ma dwie enrgie damska i meska kwestia czy sa zbalansowane czy ktoras z nich przewaza.. Mezczyzni badzcie soba i nie dajcie sie manipulowac stereotypa !!! a co do przyjaciolek to byla bym z tym ostrozna ..bo po co wyplakiwac sie kolezanka skoro mozna zwrocic sie z tym do swojej kobiety – problemy zwiazkowe rozwiazuje sie miedzy soba w zwiazku a nie mieszajac w to osoby trzecie ..czy przyjaciela czy przyjaciolke …bo to jest furtka do przekroczenia granic (szczegolnie jesli ta przyjaciolka lub przyjaciel jest w nas zakochany/zakochana)

Volant
Gość
Volant

Wiesz, kiedyś bym się zgodził w 100%, ale dzisiaj zgadzam się tylko w 85%. To zależy od tego na ile ktoś w związku gra, buduje swój wizerunek i usiłuje zrobić na kimś wrażenie jakim to nie jest się samcem alfa. Wtedy dziewczyna nie może być przyjaciółką, bo przy takiej szczerości za dużo zobaczy naszych wad. Inna sprawa, że jak już się przerobi ileś tam sytuacji, poukłada w swojej głowie kim się jest, czego się chce i jest się pewnym swojej wartości to tego problemu już nie ma, bo nie ma też sytuacji, w których jest się całkowicie załamanym, zniszczonym i rozklejonym.

P.S. Kiedyś napisałem tekst, z którym wciąż się zgadzam i sądząc po twoim komentarzu ty też (https://volantification.pl/2013/01/27/czego-humphrey-bogart-nie-powiedzialby-kobiecie). Warto zwrócić jednak uwagę na to, że wszystkie te rzeczy, które tam wymieniłem to kwestie, które warto przepracować, a jak się ich nie przepracuje to się je maskuje konkretnym wizerunkiem.

cynicalegoist.
Gość
cynicalegoist.

Tak Volant, mi nie chodzi o to że ktoś delikatny ma wyskakiwać z „jestem super-alfą która wszystko zrobi”. Albo że „muszę jej od początku pokazywać że jestem super fajnym facetem i cały czas udawać”.

Patrzę trochę szerzej, nad horyzontem. Bo kto ma najwięcej kobiet – ten kto udaje „super-hiper alfę” czy ktoś kto jest spokojny, lecz to mu odpowiada, czuję się z tym szczęśliwy i akceptuje to w 100%?

Tyle że… nawet ten delikatny nie powinien płakać. Nie otwierać się w 100%. Pokazywać że da radę. Potrzebuje wsparcia – ale da radę. Nie mówić że ma brzydką fryzurę i lamentować o tym przez cały dzień, tylko wstać, iść do fryzjera i wrócić po godzinie z dobrą fryzurą.

Persephonis
Gość
Persephonis

„nawet ten delikatny nie powinien płakać. Nie otwierać się w 100%. Pokazywać że da radę. Potrzebuje wsparcia – ale da radę.”
A niby dlaczego? Takiego, co „nie powinien” i ma „pokazywać” pogoniłam po 5 minutach, bo takich to na pęczki.

„Nie mówić że ma brzydką fryzurę i lamentować o tym przez cały dzień, tylko wstać, iść do fryzjera i wrócić po godzinie z dobrą fryzurą.”
:D :D :D
A wybacz, nie wiedziałam, że rozmawiamy o gejach…

pionierka|pionierka.pl
Gość
pionierka|pionierka.pl

Odpowiedniej kobiecie można powiedzieć wszystko. Facet mówi, że sobie nie radzi, nie wie, co robić, jest źle i kompletny dół? Po to mnie ma, żebyśmy przeszli przez to razem. Bo jeśli tylko nie jest to nieuleczalna choroba, to ze wszystkim innym można sobie poradzić.

cynicalegoist.
Gość
cynicalegoist.

Tylko że ja, moi znajomi i ludzie, którzy tak jak ja zajmują się relacjami też słyszeli te górnolotne słówka o partnerstwie, kobiecie której można wszystko powiedzieć itd.

Tyle że ona zawsze szła do kogoś silniejszego. Tyle, że mi to nie przeszkadza, ale po prostu chciałbym takiej jednej prostej fajnej szczerości.

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Choćbyś nie wiem jak się szarpał i wdawał w dyskusję i twierdził, że to frazesy, to Pionierka ma rację. Choćby dlatego, że jeśli polegasz na drugim człowieku jak na samym sobie – to kluczowe stwierdzenie – to we dwoje znajdziecie rozwiązanie. W myśl starej zasady „co dwie głowy to nie jedna”. Lecz jeśli nie ufasz drugiej osobie, bo samemu sobie nie ufasz, to po zawodach. Odpowiedz w takiej sytuacji sam sobie, czy chciałbyś wisieć na jednej linie z taką osobą podczas wspinaczki. Wątpliwościami trzeba się dzielić, umieć artykułować i nazywać własne emocje oraz to, jakie emocje wzbudza w nas zachowanie innych. Rozmawiać. Umieć nazywać rzeczy po imieniu – to bardzo ułatwia życie.
To, o czym Ty piszesz, to brak wspólnego języka, takiego samego rozumienia pewnych haseł. Przykro mi, że jeszcze nie spotkałeś w swoim życiu takiej kobiety, choć może jeszcze Twój czas nie nadszedł. Mimo wszystko, życzę Ci tego. Bo istnieje coś takiego jak – wg Ciebie zapewne górnolotnego – „druga połówka”, która staje się partnerką.
Paradoksalnie, to judaizm, a potem chrześcijaństwo namieszało w głowach koncepcją kobiety – podległa mężczyźnie, siedząca w domu i rodząca dzieci, gorsza istota bez prawa do własnego zdania. Dla porównania, zachęcam poszperać jak to było „rozwiązane” u Słowian, bo Wikingowie to taki oczywisty przykład.

cynicalegoist.
Gość
cynicalegoist.

Myślę że w 100% jestem z kobietą, przy której mógłbym sobie pozwolić.

Tylko jakoś nie wyobrażam sobie płaczu z powodu złego humorku, słabej oceny, niezdanego egzaminu. Przykro mi.

Wyjaśnijmy sobie jedno – chciałbym, żeby tak było. Ani trochę by mi to nie przeszkadzało.

Tyle że nie jest. Możecie mówić że to jest fajne, męskie, partnerstwo itd, wszystko fajnie, też bym na to szedł, serio.

Facet nie ma prawa do płaczu przy kobiecie, równouprawnienie można o kant chuja rozbic. Kobiety NIENAWIDZĄ i nie szanują pseudo facetów, którzy roszczą sobie prawo do pozycji słabszego w związku, a ta pozycja jest dedykowana wyłącznie kobietom.

To tak jak z feminizmem – w sumie wszystkie kobiety by go chciały – ale nagle się okazuje że „Gdzie się podziali ci mężczyźni”?

pionierka|pionierka.pl
Gość
pionierka|pionierka.pl

Jakby ktoś się mazał z powodu każdego niezdanego egzaminu, słabej oceny albo dlatego, że się na niego sprzedawca w sklepie krzywo spojrzał, to bym nie wytrzymała. Podobnie jak nie znoszę wybuchów wściekłości, bo ktoś drogę zajechał. To nie jest słabość, to jest niestabilność emocjonalna.

Ale jak komuś się wali na łeb wszystko: stracił pracę, zawalił coś istotnego, nie radzi sobie z dzieckiem, dowiedział się, że jest poważnie chory, sytuacja go przerasta to jest coś innego. To są poważne problemy, o tym się rozmawia, to się przepłakuje, jak trzeba. To jest czas na powiedzenie: nie daję rady, wysiadam, mam dość, doszedłem do ściany, jestem bezsilny. Człowiek, który tak mówi, nie jest słaby. Jest autentyczny. A bez autentyzmu nie wyobrażam sobie związku.

I płacz to nie jest oznaka słabości. Pseudofacetem nazwiesz weterana kilku misji, który płacze, bo stracił nogę i wie, że nigdy nie pojedzie z synem na wycieczkę rowerową? Wiesz, w życiu bywają większe problemy niż nieładna fryzura i poważniejsze powody do płaczu.

Aha, bycie kobietą też nie usprawiedliwia odstawiania histerii z powodu „humorków i słabej oceny”. To usprawiedliwić może jedynie bycie nastolatką.

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Chłopie w komentarzach powyżej piszesz dość natarczywie i – jak dla mnie – pyszałkowato – o tym, że potrafisz spojrzeć dalej, wręcz czynisz wymówki innym, że zamykają się w kręgu myślowym. To co Ci tutaj Pionierka pisze powyżej i poniżej, to – jeszcze raz powtórzę – samo życie. Nie żadne teorie książkowe, które są świetliste i wydają się jedynie słuszne, jakbyśmy Buddę za piętę złapali. Daruj, ale to, co piszesz jest zwyczajnie infantylne. Przyczepiłeś się do tego płaczu, podając przykłady, które dorosły, świadomy człowiek zbywa parsknięciem, bo to są problemy wieku, który ma już dawno za sobą. Powiem Ci z własnego doświadczenia, że wolę się nie zastanawiać, co musiałoby się zdarzyć żeby mój Dogrobowy Chłop przy mnie się rozpłakał. W to miejsce, tego gdybania, które kompletnie niczego konstruktywnego nie niesie, jestem przy Nim. Jestem dla Niego tą częścią spojrzenia na świat, którą mają tylko kobiety. I wierzę, że to ułatwia w jakiś sposób Jego życie i nasze wspólne. W drugą stronę działa to tak samo.

Persephonis
Gość
Persephonis

„To tak jak z feminizmem – w sumie wszystkie kobiety by go chciały”
A założysz się? Znam co najmniej kilka, w tym siebie, co feministkami rzygają.

„Facet nie ma prawa do płaczu przy kobiecie, równouprawnienie można o kant chuja rozbic.”
To nie chodzi o równouprawnienie, ale o miłość. A prawo masz do tego, do czego sam sobie dasz prawo. Jak którejś sie nie podoba – zostaw sukę w cholerę, nie jest Ciebie warta.

pionierka|pionierka.pl
Gość
pionierka|pionierka.pl

Może to nie były odpowiednie kobiety? Ja nie potrzebuję iść do silniejszego, bo chcę żeby w życiu towarzyszył mi człowiek, a nie niezniszczalny robot.

Persephonis
Gość
Persephonis

To macie straszliwego pecha. Ani ja, ani moja przyjaciółka, siostra ani żadna (wartościowa) koleżanka nie poszła do „kogoś silniejszego”.
A te, co poszły, zrobily wam przysługę. Po co Wam takie nieczułe suki?

nuka
Gość
nuka

To ja napiszę tylko tak. Byłoby mi smutno, gdyby mój facet potrzebował kogoś innego do powiedzenia o swoich problemach. Kobiety lubią czuć się potrzebne i niezastąpione. Zawsze. Wiedzieć, że tylko przy Tobie on może się rozpłakać to duża rzecz.
Ok, nie wiem, czy wszystkie kobiety tak mają, ale ja tak mam.

Agnieszkataktoja
Gość
Agnieszkataktoja

Wiesz, to nieprawda, ponieważ jeżeli mówisz przed ołtarzem ,,tak”, powtarzasz jej, że jest dla ciebie wszystkim, to niech ona faktycznie będzie dla ciebie wszystkim. Kiedy mój luby jest załamany, smutny, czy nawet płacze, w moich oczach nie traci, tylko zyskuje. Volant ma rację, że w wielu przypadkach z mężczyzny robi się maczo, a facet ma przez to później zryte gary, bo nie umie uzewnętrzniać swoich emocji. Większość kobiet jest bardzo emocjonalna i przy facecie, który potrafi pokazywać swoje uczucia nie czujemy się jak idiotki, kiedy tak po prostu, bez powodu, chcemy sobie popłakać.

Persephonis
Gość
Persephonis

„Kobieta nie chce widzieć nas załamanych. Wtedy coś pęka, już nie patrzy na nas tak samo.”
Masz jakieś straszne pojęcie o kobietach, albo to ja żyję w innym świecie.

„Gdy ty zaczynasz płakać lub jączyć przy swojej kobiecie, to prosze cię – nie zamawiaj kolejnej kolejki Ballantines’a mówiąc mi, jakie kobiety są okrutne a miłość przereklamowana.”
Bardzo, bardzo mi przykro widząc, na jakie kobiety musiałeś trafiać.

Magda
Gość
Magda

Mój maż może przy mnie płakać , zawsze mógł , to normalne. Nie jest dla mnie mniej męski bo ma emocje. Przeciwnie , to facet z jajami bo nie przejmuje się co wypada albo co inni powiedzą. Nie raz siedzieliśmy i płakaliśmy razem, bo takie jest partnerstwo. To jest normalne, to znaczy że może na kimś polegać , być szczerym i po prostu pogadać. Ale takie zachowanie jest u kobiet świadomych, takich, które wiedzą, że mężczyzna potrzebuje czegoś innego niż one. Większość jest niestety nieświadoma, jak i mężczyzn, bo mieli fatalne wzorce w domach i nikt ich właściwego podejścia do tematu nie nauczył ani nie przekazał. Bez mówienia o uczuciach z obu stron i bez świadomości z obu stron i przez to dobrych zachowań to nie związek tylko farasa i jedna wielka porażka…I potem przez takie coś wychodzą zakłamane stwierdzenia, ze np. Ona zawsze musi mieć racje itd… polecam książkę „Mężczyźni są z marsa, a kobiety z venus”. John Gray. To jest najlepsza lektura dla par.Bo i kobiety i mężczyźni maja sporo w temacie relacji do zrozumienia i zrobienia i poprawienia.

Karierownia
Gość
Karierownia

Zgadzam się chyba ze wszystkim, ale najmocniej z punktem 2 i 3. Nieprzestrzeganie dwójki powoduje, że człowiek nagle budzi się w pustym łóżku i z poczuciem „ale ja przecież nic nie zrobiłem/zrobiłam”, a druga strona zastanawia się, dlaczego powoli stała się kimś, kim nigdy nie miała być.

Trójka natomiast przypomina mi byłych sąsiadów: mąż i żona, zdrowi, zdrowa nastoletnia córka, fajny pies, oboje pracują, mają dwa samochody, dwa mieszkania (jedno na wynajem). I codziennie o 6 rano dzień zaczynają karczemną awanturą o takie pierdoły, jak brudne naczynia w zlewie. Zawsze jak mi się włącza tryb gderania przypominam ich sobie i swoje postanowienie, żeby NIGDY tak nie robić, nie stać się takim człowiekiem.

Volant
Gość
Volant

Jesteś świadomy tego, że w związku jestem od prawie czterech lat (a wcześniej też byłem tylko z kim innym)? :)

Marzena Lipka
Gość
Marzena Lipka

A ja zauważyłam, że ludzie szczęśliwi mają mniejszą potrzebę używania pazura. Może o to chodzi? ;)

cynicalegoist.
Gość
cynicalegoist.

@MarzenaLipka:disqus nie

never
Gość
never

Satysfakcjonuje mnie ta odpowiedź ;) zwracam honor i miłego wieczoru.

Volant
Gość
Volant

Nawzajem :) Trzymaj się :)

shooter
Gość
shooter

Volant, idź tą drogą :-) Kominek też kiedyś rzucał kurwami, później miał dobre teksty, a na końcu zaczął reklamować golarki i wrzucać zdjęcia piesi. Ty moim zdaniem jesteś na etapie dobrych tekstów cały czas, tylko one ewoluują w jeszcze lepszą stronę. I nie słodzę bez sensu (bo przecież anonimowo). Podoba mi się to, że podchodzisz do sprawy związków tak normalnie, bez tego ciągłego gadania o konieczności zdrad, 100km od domu to nie zdrada, kobieta fajna, ale od delikatnych spraw to mam przyjaciółkę, etc. Keep goin’ :-)

chockate
Gość
chockate

najlepsza instrukcja obsługi jaką czytałam!!! de facto jedyna, ale zdecydowanie warta zarówno czytania jak i zastosowania.

warto czekać na Twój tekst!

Jasiek M
Gość
Jasiek M

Od jakiegoś pół roku (roku?) Twoje teksty są jakieś trzy razy lepsze i cztery razy bardziej prawdziwe. Nie wiem co teraz dzieje się w Twoim życiu, ale dobrze się dzieje. Po przerwie w zaglądaniu tutaj wróciłem do regularnego czytania i obserwowania na fb, bo z tekstu na tekstu jest lepiej, prawdziwiej, głębiej.
Nie obserwuje już od jakiegoś czasu innych blogów, bo nie mam czasu, nerwów i szanuję swój umysł, więc nie chcę go przeciążać nadmiarem informacji, przemyśleń, „wiedzy”. Ale Ty na nowo wkradłeś się do moich łask.
Keep going i nie wracaj do tematu haremów i czterech partnerek na jedną noc – bo to jest fajne jak się to robi, a jak się czyta o tym czyta to wręcz przeciwnie.

cynicalegoist.
Gość
cynicalegoist.

Ale problem w tym, że myślicie o tej sprawie jedynie w kategoriach społeczno-psychologicznych. W tej przestrzeni też się zgodzę – jestem facetem, więc mam ochotę robić to, na co mam ochotę, więc jeśli chce płakać przy niej, to to zrobię, zostanę doceniony że mam odwagę to robić”.

Pisze tak bo obserwuje. Mam ciekawość. Cholerną ciekawość poznania siebie, ludzi, sensu istnienia, wszystkiego co mnie otacza, wszystkiego, co większość ma w dupie. Pewnie dlatego moje zdanie będzie się różnić od waszego, bo patrzę na to wszystko z większej perspektywy.

Gdybym traktował wszystko co czytam „prawdą ostateczną” zapewne mój mózg eksplodował by od nadmiaru informacji. Przykro mi, ale tak nie jest.

„To ja Ci teraz mogę napisać, że kobieta nigdy nie będzie podziwiała kogoś niższego i wątlejszego od siebie (biologia, nie?).” Czemu tak uważasz? Tutaj już strasznie mylisz pojęcia i gubisz wątek, bo właśnie mówię głównie o tym – ktoś kto stylizuję się na „alfę” będąc kimś innym – straci ją. Ktoś kto nadmiernie będzie pokazywać, jak nienawidzi swojego życia, straci ją.

Nie patrzysz jeszcze na jedną rzecz. Traktując swoją kobietę jako najlepszą przyjaciółkę, to w chwili rozstania tracimy dwie, nawet trzy najważniejsze osoby w swoim życiu. W jednym momencie. Traktując tak swoją kobietę, rozwijasz swoją więź do niej. Traktując ją tak, coraz ciężej jest ci od niej odejść i zgadzasz się na rzeczy, na które wcześniej byś się nie zgodził, bo przecież ona jest twoją najlepszą kochanką, najlepszą przyjaciółką i najlepszą kucharką

W ogóle wiesz co jest dla mnie śmieszne i irracjonalne? To, że mężczyzna potrzebuję płaczu. Rozmawiamy o tym jako o pewniku życia. Nie rozmawiamy o zdrowym jedzeniu, seksie, szczęściu, spełnieniu. Rozmawiamy o łzach.

KaZet
Gość
KaZet

ja sie z Toba zgadzam cynicaleegoist, wg mnie kobiety moga mowic ze chca szczerego uczuciowego faceta ale wybiora twardego mniej uczuciowego. Oczywiscie nie dziala to zawsze ale patrzac wstecz wiekszosc przypadkow byla taka ze okazywanie slabosci, pozwalanie na wyzalanie, bycie przyjacielem konczylo sie tym ze one nie chcialy byc moimi przyjaciolkami i znikaly… Tez uwazam ze kobieta powinna byc kobieta, idealnie byloby zeby byla przyjaciolka itd ale to nie zdaje egzaminu, przynajmniej u mnie.

cynicalegoist.
Gość
cynicalegoist.

Ale tutaj zupełnie nie chodzi o jakiejś ujmy… Dobra, bo zrobi się bałagan, odpisuje już trzeciej osobie, także ja tutaj kończę, otwórzcie umysł, spróbujcie popatrzyć na to co pisałem z większej perspektywy i otwartością na inne poglądy i wyciagnijcie z tego jak najwięcej.

grabarzchaosu
Gość
grabarzchaosu

Czyli jednak egoistki nie sa najlepszymi kobietami.
Jeszcze nigdy nie poznalem prawdziwej altruistki, która nie byla egoistka.
A co do chęci dawania przez kobiety bierze się to z tego, ze jedyne co dają to sex, wiedza, ze cos muszą dac, żeby być kochane, bo co kobieta może dac naprawdę? Chyba tylko dziecko;)

Volant
Gość
Volant

Bo nie ma czystego egoizmu i czystego altruizmu. Ludziom wydaje się, że egoistyczne jest wyłącznie to, co jest dobre tylko i wyłącznie dla jednej osoby, a to nieprawda. Ma być dobre dla nas, a jeśli dla innych też jest dobre przy okazji to jest to fajna wartość dodana.

W przypadku tego tekstu jeśli ktoś jest zakochany to dla swojego dobra dba o związek i jego ciągłość, a że najłatwiej to osiągnąć robiąc dobrze też drugiej stronie to mamy czysty układ win-win, który w niczym nie przeczy wyznawaniu zdrowego egoizmu.

grabarzchaosu
Gość
grabarzchaosu

Wszystko jest dobrze poki istnieje sytuacja win-win, tylko to też kwestia subiektywna, zwlaszcza, że kobiety lubią double win.
A to wynika z tego, ze faceci nie znają swoich praw.

Egoizm kobiet względem facetow podobno nie ma granic.

krisoof
Gość
krisoof

Bardzo dobry tekst, ale czytając początek przypomniał mi się Twój, w moim mniemaniu, najgorszy tekst. Wiesz który? Ten o lodzie z połykiem. Ja rozumiem loda ale co ty masz z tym połykaniem? :) Naprawdę myślisz że jak kobieta nie chce połykać Twoich płynów ustrojowych, to znaczy że Cię nie kocha? Nieważne. Tekst jest świetny głównie dzięki fragmentowi o „prawdziwym facecie”, tylko odnoszę wrażenie że to właśnie ty w innych tekstach i w „Sexcatcherze” wymieniasz cechy które facet MUSI mieć bo inaczej żadna go nie zechce. Pozdrawiam :)

b.osa
Gość
b.osa

Zmieniam zdanie – ten tekst jest jeszcze lepszy niż poprzedni (o egoizmie)! Chylę czoła Volant, naprawdę coraz lepsze teksty piszesz, gratuluję.

ckarcia
Gość
ckarcia

Świetny tekst.

A ten fragment: „To domena osób, które tak długo były przekonywane, że są beznadziejne, że w końcu uznały, że to wszystko prawda. Chodzą z ziejącą w nich czarną dziurą, która wsysa wszystko co dobre. Nie wierzą, że dla kogoś mogą być wystarczające, nie patrzą co dobrego wnoszą w życie innych osób tylko lustrują konkurencję i widzą, że inne kobiety mają ładniejszą opaleniznę, dłuższe nogi i lepszą pracę.” czułam się jakbym czytała diagnozę wystawioną dla mnie przez lekarza…

Teodora Dostojewska
Gość
Teodora Dostojewska

W kontekście dzisiejszego wpisu proponuję zmienić tytuł wcześniejszego na ” Najlepsze KOCHANKI są egoistkami ”

P.s. Dlaczego prawie wszyscy myślą, że szpilki są niewygodne?
Te dobrej firmy i z naturalnej skóry są naprawdę komfortowe…
Bardziej niż obuwie sportowe słabo wykonane

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Bo są niewygodne @_@. Są osoby, takie jak ja, o dość specyficznym kształcie stopy – wąska z niskim podbiciem – które szpilek, nawet drogich, markowych, nie są w stanie sobie dobrać. Taki fason obuwia zwyczajnie źle na mnie wygląda. Poza tym, moje stopy nawykłe do pokonywana dziesiątek kilometrów szlaków górskich, umieszczone w tak brutalnej przestrzeni jaką jest wnętrze buta na wysokim obcasie, w mgnieniu oka reagują koszmarnym bólem. Konieczność przemieszczania się w takim obuwiu to jeden z moich koszmarów. Chciałabym, nawet nie wiesz jak bardzo, aby któregoś pięknego dnia, jedna para czarnych, klasycznych szpilek, cena nie gra roli, dogadała się z moimi stopami. Takie marzenie mam.

Teodora Dostojewska
Gość
Teodora Dostojewska

Ja się męczę bez obcasów…
:)
Koleżanka, która ma podobny do Ciebie problem, kupuje tylko obuwie CHIE MIHARA.
To daje trochę zakręcony look, ale podobno dla wąskich, wrażliwych stóp duży komfort.

Karolina G.
Gość
Karolina G.

I pewnie potrafisz w szpilach prowadzić auto, jeździć na rowerze i grać w siatkówkę – zero złośliwości, bo znam takie kobietki. Mam wrażenie, że urodziły się w szpilkach i faktycznie – na płaskim męczą się :). Zaś za podpowiedź serdecznie dziękuję. Skorzystam.

Teodora Dostojewska
Gość
Teodora Dostojewska

I szybko biegam, i świetnie tańczę…
Tak…
W szpilkach urodzona!
:)
Miłego dnia!

Bogdan Markowicz
Gość
Bogdan Markowicz

Kolejny dobry artykuł:) dzięki:)

Dawid C
Gość
Dawid C

Dawno nie zaglądałem na bloga ale wydarzenia mojego zwiazku dzisiejszej nocy jakoś mnie tu przyprowadzily. Moge tylko powiedziec jedno – trafileś idealnie. Co po dzisiejszym rozstaniu zabolało mnie jeszcze bardziej. 3 tygodnie po zaręczynach….

Karolina
Gość
Karolina

Jakoś przeraża mnie fakt, że w dzisiejszych czasach faceta trzeba traktować jak JAKO. Tak jak się zawsze zgadzam z twoimi tekstami, tak dzisiaj odpadam. Może dlatego że ostatnio nie rozumiem świata. Nie wiem co się dzieje z facetami i jestem przerażona faktem – jak teraz znaleźć takiego który zrozumie, że jednak rola faceta to bycie filarem w związku, a kobiety jednak oczekują mężczyzny silnego. Związek to kompromisy, kobieta z czegoś rezygnuje, facet też i oboje coś muszą poświęcić, bo tego oboje chcą. Wydawało mi się, że byłam właśnie taką partnerką w związku, dawałam czas
dla samego siebie, wspierałam przy każdych możliwych projektach,
starałam się angażować w sprawy, które mogłam i pozwalałam mu na bycie sobą w każdym calu. Powtarzałam szczerość i zrozumienie siebie to podstawa związku. A jednak
pewnego dnia wracając do domu zastałam puste mieszkanie. I to nie jest
tak że cały świat zafiksowałam dla niego, ale sama też się rozwijałam w tym czasie. I co cały czas zastanawiam się co było nie tak? Czy może wracają do poprzedniego tekstu faktycznie kobieta powinna mieć bardziej egoistyczne podejście? Ale jak będę egoistką to jak będę widzieć potrzeby mojego partnera?

Izabela Kułaga
Gość
Izabela Kułaga

Widzę, że zastanawiasz się nad tymi samymi kwestiami co ja. Wszystko wydawało się w porządku, a jednak on Cię zostawił. Przypomina mi to sytuację, która przytrafiła mi się ponad rok temu. Zerwałam z chłopakiem po prawie 8 latach związku. Mówię o tym otwarcie, bo sama próbuję zrozumieć jak do tego doszło, że on nie zauważył sygnałów, które jasno mu przekazywałam. Ostrzegałam go kilka razy, bo chciałam to ratować. On już po wszystkim stwierdził, że żałuje, ale nie zauważył moich ostrzeżeń. Tylko, że to nie było coś w stylu domyślania się, tylko ja mówiłam wprost, że jak tak dalej pójdzie to ja odejdę. Jednak on nie brał sobie moich słów na serio, bo myślał, że „jakoś to będzie”, bo przecież mamy być ze sobą do końca życia i koniec. Dlatego to co Tobie wydaje się normalne, komuś może uprzykrzać życie. Tak jak i Ty pewnie nigdy się nie dowiem o co poszło u Ciebie i o co u mnie, ale trzeba znaleźć sobie jakąś teorię i się jej trzymać.
Po obserwacjach w swoim obecnym związku stwierdzam, że mężczyźni nie potrafią zrozumieć po co my kobiety robimy te wszystkie rzeczy i to na tak różnych szczeblach. Po co chcemy na raz zaspokoić i siebie i jego? Po co chcemy być cudownymi paniami domu i jednocześnie boginiami seksu w łóżku? Po co chcemy być kochanką, przyjaciółką, partnerką w jednym? Po co?
Myślę, że wynika to z tego, że naprawdę jesteśmy dobre w robieniu wielu rzeczy na raz. Wtedy czujemy się lepiej, wszystko jest poukładane, a my możemy stwierdzić że jesteśmy spełnione. Jednak z jego perspektywy to wygląda na jakiś obłęd. On wolałby się powygłupiać, a w umyśle kobiety jest ten nieumyty talerz, który leży w zlewie. Więc idzie go umyć, po czym pośpiesznie wraca co swojego ukochanego. Czar pryska, o kilka minut za późno, bo teraz to on już siedzi przed komputerem.
A szczere rozmowy są iluzją. Nie zawsze, ale bardzo często. Dzieje się tak dlatego, że na początku zależy nam na tej szczerości, a już kiedy znamy się na tyle dobrze, że możemy nią operować w inny sposób to okazuje się, że nie kłamiemy, ale po prostu nie mówimy wszystkiego. Dzieje się tak dlatego, że bardzo dobrze znamy reakcje naszego partnera na smutek, radość, czy zdenerwowanie i czasami nie mając siły drążyć tematu, po prostu wolimy zamknąć usta niż powiedzieć o dwa słowa za dużo. Z jednej strony to dobrze, bo nie zranimy drugiej osoby, czyli oznacza to, że o nią dbamy. Z drugiej zaś strony kiedy będziemy tego nadużywać, to wyjdzie na to, że tak naprawdę mamy ją gdzieś.

Teodora Dostojewska
Gość
Teodora Dostojewska

Czy naprawdę typowa kobieta uważa bycie nienaganną panią domu za tak ważną sprawę, Izabelo?
Chyba więc jestem facetem, bo ani myślę o myciu naczyń (szczególnie kiedy zaczyna „robić się gorąco”). Też często wolę się „powygłupiać”.
;-)
Oczywiście miło jest mieszkać schludnie, ale duuuuużo milej jest robić wspólnie coś przyjemnego!
Nawet w bałaganie…

Izabela Kułaga
Gość
Izabela Kułaga

To był tylko przykład, nie bierz go do siebie. I ja wolę się wygłupiać. Zupełnie nie zrozumiałaś tego co chciałam przekazać. Trudno. Normalnie próbowałabym wytłumaczyć, ale nie chcę tracić czasu, skoro z mojego potoku słów wybrałaś tylko te, które Ci nie pasowały :)

Teodora Dostojewska
Gość
Teodora Dostojewska

Twój potok bardzo mi się spodobał, bo był szczery.
:)
Fragment o talerzu i wygłupach zrozumiałam metafotycznie:
Jesteście ze sobą blisko, coraz bliżej…
Coraz przyjemniej…
Aż nagle coś Ci się przypomina!
Ważnego dla Ciebie, nieważne go dla Niego!
Czy oto mniej więcej chodziło?
A może miałaś na myśli jedynie i dosłownie wygłupy?
Pozdrawiam Cię

Izabela Kułaga
Gość
Izabela Kułaga

Dziękuję, to miłe że ktoś docenia szczerość :) Chodziło dosłownie i jedynie o wygłupy, bo w sytuacji zbliżenia jest tak gorąco, że chyba żadna z nas faktycznie nie myśli o nieumytym talerzu.
Podam przykład z życia wzięty: wróciliśmy z zakupów i ja zaczęłam je rozpakowywać, bo uważam to za naturalną rzecz. On miał ochotę na co innego (nie pamiętam na co, ale nie był to seks), ale zanim skończyłam to mu się odechciało. Po prostu czasami okazuje się, że to co wydaje się nam oczywiste, nie jest oczywiste dla drugiej osoby. Gdyby mi powiedział „zostaw te zakupy” to może bym je zostawiła, ale jednak i faceci karzą nam się domyślać ;)
Wszystko sprowadza się do jednego: rozmawiajmy!

Radek
Gość
Radek

Izabelo, poruszyłaś tu ciekawy aspekt kobiecej natury i takich codziennych problemów/drobiazgów o które rozbijają się najsilniejsze związki. O ten przysłowiowy talerz. Choć, równie dobrze może to być „szybki mail do pracy” po którym mnie już odechciewa się wszystkiego i odpalam grę :-) Ta wasza wielozadaniowość faktycznie wywołuje mnóstwo nieporozumień. Nie wiem, jak spostrzegają to inni faceci ale ja, często analizując takie sytuacje, swoje emocje odbieram to tak: że dla Kobiety to facet jest jakiś dodatkiem – tzn, jest praca, dzieci, relacje ze znajomymi, rodzicami, kariera, dom – długo długo nic – no i my :-) Nie mówię, że tak jest – ale tak to odbieramy kiedy przez takie drobiazgi „pryska czar”. Spostrzegamy się gdzieś daleko w hierarchii kobiecych priorytetów – gdzieś za brudnym talerzem, mailem do pracy, smsem do koleżanki. Jakbyście chciały wysłać sygnał – On zawsze może poczekać, przecież mnie kocha to zaczeka. A potem jest jak mówisz, nie okłamujemy się, po prostu nic nie mówimy, w myśl zasady lepiej zamknąć usta niż powiedzieć o dwa słowa za dużo. I faktycznie, jak tego zbierze się zbyt dużo, do tego dojdzie jeszcze permanentna presja „niespełnionych oczekiwań” wobec faceta który ma być filarem związku. To pewnego dnia po powrocie z pracy można zobaczyć puste mieszkanie.

Izabela Kułaga
Gość
Izabela Kułaga

To co piszesz jest bardzo interesujące, ponieważ nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. W życiu bym nie pomyślała, że mężczyzna czuje się jako dodatek, może dlatego że to właśnie najczęściej my kobiety tak się czujemy. To nam się ciągle wydaje, że ważniejsza dla Was jest praca, albo Wasza pasja. To my się ciągle zastanawiamy nad tym czy faktycznie jesteśmy najważniejsze, czy może stanowimy jakiś dodatek typu nagroda pocieszenia za to, że musieliście spędzić ciężki dzień w pracy.
Może to wynika z tego, że mężczyźni nie potrafią się skupić na dwóch rzeczach na raz. Nie odpisują na smsy kiedy są w pracy, nie odpowiadają na pytania kiedy oglądają jakieś śmieszne strony na komputerze. I my wtedy myślimy sobie, że nie zwracacie na nas uwagi, że jesteśmy Wam niepotrzebne, że nie interesuje Was co u nas.
A prawda jest inna i wiem to, bo często rozmawiam ze swoim partnerem. Poza tym rozjaśniło mi się trochę w głowie po tym co napisałeś powyżej.
Po prostu my kobiety bardzo często przerysowujemy sytuację i lubimy przesadzać. Wy za to lubicie święty spokój, którego czasami przez takie zachowania Wam za mało. Patrząc jednak w drugą stronę, to Wy często sobie odpuszczacie pokazywanie uczuć, bo przecież już nie trzeba skoro jesteśmy razem x lat. Nie karzę nikomu biegać z kwiatami codziennie i słodzić na okrągło, ale trzeba pokazywać swojej kobiecie, że jest ważna.
Wczoraj miała miejsce u mnie w domu na kanapie ciekawa sytuacja. Rozmawiałam ze swoim chłopakiem i zapytałam się go czy jestem ważna. Zaraz po tym w mojej głowie pojawiła się myśl „wiem, że nie powinno się pytać o rzeczy oczywiste, a mimo to chcę to usłyszeć”. Minęła sekunda a mój chłopak wyciągnął moją myśl z mojej głowy i przeczytał ją głośno.
Nikt mi nie powie, że nie ma telepatii. Jest i bez niej nie byłoby prawdziwego porozumienia w związku.

Radek
Gość
Radek

Karolino, piszę interpretując tylko to co napisałaś: ” jak teraz znaleźć takiego który zrozumie, że jednak rola faceta to
bycie filarem w związku, a kobiety jednak oczekują mężczyzny silnego”. Takich facetów jest Karolino bardzo dużo w Polsce, rzekłbym większość – to są Ci faceci, którzy uważają, że miejscem Kobiety jest kuchnia, dzieci i dom. Jeśli to Cię interesuje to nie powinnaś mieć problemu ze znalezieniem takiego faceta – jest ich mnóstwo. Jeśli natomiast chcesz związku partnerskiego, w którym jesteś osobą wolną i świadomą swoich potrzeb to nie oczekuj od faceta „bycia filarem”. Rozumiesz? To trochę, jak z tym równouprawnieniem – kobiety i mężczyźni są równi ale facet musi ode mnie więcej zarabiać… Jeśli tak myślisz to znaczy, że do równości i związku partnerskiego jeszcze nie dojrzałaś. I Twój problem prawdopodobnie ( oceniam to co napisałaś) polega na tym, że chcesz mieć i jedno i drugie – przykro mi, nie da rady. Ale próbuj :-)

Kamil Molenda
Gość
Kamil Molenda

To podsumowanie bloga, przeplatane Sexcahter’owymi wątkami. Dzięki Michał, związek Ci póki co służy ;) No i zdecydowałeś się na ujawnienie nazwiska, czytając niektóre posty, miałem przeczucie, że piszesz o Lublinie ;>

Bien Fait
Gość
Bien Fait

zgubiłeś IWC haha.. dobre.. ja też bym się wtedy rozpłakała…

Johnny Mnemonic
Gość
Johnny Mnemonic

Co to jest IWC do licha?

Bien Fait
Gość
Bien Fait

Google zapewne juz podpowiedzialo :) // Marka zagarkow.

Volish
Gość
Volish

Świetny tekst :) Napiszesz coś może jeszcze w klimatach biznesowo-zarobkowych?

Volant
Gość
Volant

Sprecyzujesz o czym przeczytałbyś najchętniej w tym temacie?

Volish
Gość
Volish

Ciekawi mnie Twoja droga w budowaniu i rozwijaniu swojej marki, wzloty i upadki, zwątpienia i sukcesy. Zakładając, że chcesz się tym podzielić. W ogóle lub teraz. ;)

trackback
Résumé .#8 – przegląd sierpnia – Alabasterfox

[…] – oceńcie sami. • Jeden z lepszych przeczytanych przeze mnie tekstów na temat zaawansowanych relacji damsko – męskich. Tym razem zapraszam Was […]

KaZet
Gość
KaZet

Trzy rzeczy:

>Wiesz w ilu przypadkach nie czuje wsparcia ze strony kobiety? Niemal zawsze i nie tylko ja tak uważam.
– nie tylko Ty Volant, niestety…i potwierdza to slowa ze prawdziwych bliskich poznaje sie w biedzie, bogactwie i w zyciu codziennym…czyli zawsze:)

>„To się nie uda”. Te cztery słowa bolą najbardziej, kiedy słyszy się je od osoby, która powinna nas znać lepiej, niż inni.
– gdy cos takiego sie slyszy szybko sie gasnie, nie tyle do pomyslu co do osoby, ktora to wypowiada.

>Zacznij poznawać kobiety takimi, jakimi są, a nie dopasowywać je do tych, ze swojej wyobraźni.

– jakie to kurewsko ciezkie ale to wyznacznik rozroznienia miedzy chlopcem a mezczyzna.

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Wiesz Volant, jak tak na szybko przeczytałam te wszystkie wytłuszczone hasła, bez wnikania początkowo w treść (co później i tak nastąpiło) przyszła mi na myśl książka „Toksyczni rodzice”. I taki wniosek – związek jest jak dziecko, mimo że to dziecko czasem się w nim nigdy nie pojawi. Między kobietą a mężczyzną w związku jest taka delikatna materia, owo „dziecko”, o którą należy się troszczyć, dbać i doceniać zmiany, które w niej zachodzą.

shani
Gość
shani

Tak, chcemy wiedzieć o co chodzi. Facet nie musi wygłaszać elaboratu, ale wystarczy krótkie „nie idzie mi w pracy, jestem zmęczony, nie chcę o tym gadać”, i wtedy będzie i wsparcie i spokój. Ale jak facet pary z ust nie puści, to przykro mi, ale nie jesteśmy jasnowidzami.
No i nie można powiedzieć „dziękuję”, póki facet nie naprawi tych durnych drzwiczek.

wisznu
Gość
wisznu

No to ja mam zajebistą kobietę. Wprawdzie nie zawsze jej wychodzi, ale stara się robić wszystko tak jak napisałeś. I tylko ja mam wrażenie, że na nią nie zasługuję, że ciągnę w dół, nie daję jej takiego wsparcia jakie ona potrzebuje, itp.

Aha, co do wsparcia, gdy mam doła – najzabawniej jest, ze typowe wsparcie, próby pomocy w tym, żebym sie wziął w garść, odrobinę poprawiają mi humor, ale wcale nie pomagają. Najbardziej pomaga kiedy ona się wkurwi i zacznie mnie dobijać.
Wówczas po porzekroczeniu pewnej granicy złego samopoczucia mam wrażenie, że dopiero teraz mogę się od dna odbijać. I odbijam:)

Malwina Gliwa
Gość
Malwina Gliwa

Volant, Twoje teksty powinny dla większości kobiet (i mężczyzn) stać się biblią. Czytaną ze zrozumieniem i z wyciągnięciem wniosków…
A co do kochania… hmm, więcej empatii – czasami tak bardzo ufamy naszym umysłom, że nie dopuszczamy myśli, że ktoś może myśleć inaczej… lub tak samo.
Szukajmy więcej analogii, nie różnicujmy aż tak kobiet i mężczyzn – to tylko płeć… ;)

Sabina Gatti
Gość
Sabina Gatti

……”Nie ma prawdziwych mężczyzn i prawdziwych kobiet – są mężczyźni i kobiety, a ten z którym się spotykasz ma nawet imię….” — super zakończenie! Dokładnie.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Twoje teksty są porywające.
Porywasz tłum. Jak dobre marki .

Twój blog jest Versace. Ludzie wyczuwaja dobry gust.

Jednak to tylko produkt. Gdy spadną na nas bomby , nikogo tym nie nakarmisz. Bo to nieprawdziwe.

Czuję się porwana, jak widokiem witryny sklepowej, asortymentu na który mnie nie stać bo zbyt ekskluzywny.

Ludzie przychodza i przyklaskują – czują ,że siedzą w pierwszym rzędzie.

Nie kupuję.
Definitywnie nie kupuję.

Agnieszka

martka
Gość
martka

Bardzo dobry tekst, daje do myślenia. Ja jestem tą, która wszystko robi najlepiej. Mam pełną świadomość tej ułomności i staram się nad tym pracować. Całe szczęście mój mąż jest niezwykle asertywny i jasno komunikuje mi co i dlaczego w moim zachowaniu mu nie odpowiada. Ja z resztą robię dokładnie to samo. Uważam, że to jest bardzo dobra metoda, mówienie sobie wprost, że rażą nas pewne zachowania, że nie życzymy sobie „gierek” itd. Moim zdaniem bardzo ważne jest również poza posiadaniem wspólnych dążeń posiadanie tylko swoich, własnych, osobistych. Nie zatracanie się w „MY” ale dbanie również o „JA”.

Gosc
Gość
Gosc

Czyli,ze kobieta powinna sie zmienic,lykac kazdy glupi pomysl,wyglup i ta sperma,wierzyc w kazdy kit,ktory jej wciska zapomniec o swoich potrzebach emocjonalnych,bo to bzdury,byc tytanem pracy i motywatorem,nie pozwalac sobie na wiekszy luz i to wszystko tylko po to,zeby facet poczul sie szczesliwy w zwiazku.I co ona wtedy tez bedzie szczesliwa? Nie kupuje tego.

Magdalena Spyra
Gość
Magdalena Spyra

Michale, mógłbyś dokładniej opisać pierwszy punkt czyli „Dając wsparcie”. Rozmawiając z kobietami o dawaniu wsparcia mężczyznom okazuje się, że robimy to źle. Oto przykład: On traci pracę, próbuje znaleźć nową ale nie udaje mu się, ona w tym czasie wspiera go słowami itp. On w końcu znajduje taką za „najniższą krajową” żeby mogli opłacić rachunki – co robi ona ? Znajduje drugi etat, żeby mogli godnie żyć.
Czy to dla niego wsparcie? Na końcu okazuje się, że ona „dogina” na dwóch etatach a on nic nie zmienia. Zauważa, że coś jest nie tak – jak widzi pusto w lodówce albo dziecko zaczyna przynosić uwagi za brak pracy domowej (ona wcześniej siedziała z dzieckiem i odrabiała a teraz jest w pracy).
Kolejny przykład złego wspierania : On traci pracę i szuka, ale nie znajduje. Ona umawia go na rozmowy, pyta swoich przyjaciół, ciotek, ex-ów itp. W rodzinie idzie „fama” (szczególnie w rozmowach ciocia-ciocia), że jej mężowi trzeba załatwiać pracę. On w konsekwencji czuje się zdołowany.
Kolejne złe wsparcie usłyszane kiedyś – ona daje mu to co sama chciałaby otrzymywać czyli – podchodzi do niego i chce rozmawiać o problemach, chce je omawiać, chce żeby razem analizowali i znaleźli rozwiązanie. Okazuje się, że on (ten Typ tak miał) chce sam rozwiązać problem bez codziennego rozmawiania i analizowania, trzymania się za ręce i płakania…..
Z tym dawaniem wsparcia rzeczywiście jest problem, znam obecnie więcej kobiet 30-latek które dając to wsparcie przejmują stery.

Panda
Gość
Panda

Większość artykułu jest fajna i nawet mi się podobała, jednak mam pewne „ale” propo wspierania pasji, pomysłu na życie. Owszem, to bardzo złe jak ktoś nie wspiera drugiej osoby, ale bez przesady, czasem trzeba być tym głosem rozsądku. Tymi „niewspierającymi” kobietami często kieruje zwykły strach bo w razie porażki, popadnięcia w ewentualne długi też za to zapłacą. Jakbym nagle rzuciła pracę i powiedziała „teraz skupiam się na pisaniu bo NA PEWNO napiszę bestseller i zostanę drugą J.K. Rowling” to myślę, że partner by mnie wyśmiał.
Post mi się jednak podobał, podkreśliłeś wagę powiedzenia drugiej stronie czego się oczekuje.

Karolina Urbaniak
Gość
Karolina Urbaniak

Czytając punkt piąty przypomniał mi się pan Walkiewicz, który mówił, że zawsze marzył o kupnie kampera, a gdy już go na taki było stać i był o krok od przelania pieniędzy za samochód zaczął wątpić – no bo po co mu taki kamper? – i wtedy z pomocą przyszła jego żona, która przypomniała mu że przecież marzył o tym całe życie więc niech to zrobi bo zawsze powtarzał sam, że marzenia trzeba realizować. I kupił kampera, ale zawdzięcza to swojej żonie, bo gdyby ona w tamtym momencie powiedziała, że to bez sensu to by zrezygnował. To zawsze przypomina mi, jak ważne jest to wsparcie.
Bardzo fajny tekst, zmusza do refleksji :)

Alexis Ross
Gość
Alexis Ross

Sama prawa, choć czytając ten wpis poczułam się ja facet :/

bystra
Gość
bystra

Super.

Maciej
Gość
Maciej

To gratuluję :-) Ja znam przypadek, gdy chłopakowi też poszły łzy, bo był w nieciekawej sytuacji finansowej i bał się o ich obojga. Ona postawiła mu w związku z tym ultimatum, które i tak ostatecznie zerwała, porzucając go. A miesiąc później związała się już z innym chłopakiem – tym razem z bogatej rodziny.

apatrus
Gość
apatrus

TRUE…

Kasia
Gość
Kasia

Nigdy tego nie zrozumiem … czy mężczyźni tak bardzo poświęcają się nie idąc z kumplami na piwo? przecież chyba nie umówił się Kaśką, bo chciał inaczej spędzić czas, a nie dlatego że wyrzekł się super randki dla kogoś z kimś tworzy związek. Ona pewnie też niespecjalnie lubi teściów, czy potem dostaje ten upragniony spokój? No i te drzwiczki od szafek kuchennych … czemu trzeba o nich przypominać. Czy mężczyźni nie zyskują tego upragnionego szacunku i uznania partnerki zwyczajnie załatwiając te drobiazgi bez przypominania?
Kłopot w tym, że ona nie robi wszystkiego lepiej …. ona to robi, po kolei, mniej lub bardziej systematycznie, nie czekając na podziękowania, uznanie, czy nieskończoną radość partnera z powodu wyniesionych śmieci.
Przecież życie składa się z mniejszych lub większych drobiazgów, które to życie potrafią skutecznie obrzydzić obu stronom. Jeśli nie doceni się drobiazgów to jedno staje się samowystarczalne w załatwianiu ich (zwykle nie ma innego wyjścia), a drugie niepotrzebne. Wtedy już nie ma mowy o wsparciu, akceptacji, wspólnocie i tym wszystkim czego zarówno mężczyzna jak i kobieta oczekują od związku chyba w takim samym stopniu.

To pierwszy tekst, z którym nie zgadzam się w pełni. Zaczepiłam tylko o te fragmenty, które mnie poruszyły i może to są właśnie te drobiazgi. Fajnie jednak jest precyzować oczekiwania, ale zawsze pojawia się pytanie czy dajesz na tyle dużo, żeby mieć do tych oczekiwań prawo.
Wnioski po 18 latach ;)

Volant
Gość
Volant

Kasiu, w pisaniu o takich kwestiach ciężko dobrać przykłady, które adekwatnie ilustrują sytuację. W zdrowych związkach takie rzeczy to drobiazgi, które nie budzą żadnych emocji, ale nie wszystkie związki takie są. Tylko że ten tekst jest o zachowaniach, które nie są zdrowe i są jakąś formą przegięcia.

Jest zadziwiająco dużo związków, w których kobiety oczekują bardzo dużo, a mężczyźni rezygnują w imię większego dobra z kolejnych swoich aktywności. Nie jest więc to brak wyjścia z kumplami, ale często rezygnacja z większej części życia towarzyskiego. To samo w sobie jest toksyczne, ale zazwyczaj takie kobiety na tym nie poprzestają i nie dochodzą do momentu, w którym mogą stwierdzić: „Ok, teraz jest wszystko w porządku”. Zamiast tego wciąż żądają dalszych ustępstw. W pewnym momencie dochodzi do tego, że on stwierdza, że był szczęśliwszy sam, niż z nią i odchodzi. (Uprzedzając uwagę – oczywiście w drugą stronę to też się zdarza. Prawdopodobnie równie często).

Druga rzecz jaką się często się pomija to ocena tego, ile wkłada się do związku. Kiedy prosi się oddzielnie ją i jego o oszacowanie ile procentowo wnoszą do związku to regularnie uzyskuje się wyniki łącznego wkładu ponad 100%. Oznacza to, że wszyscy mamy tendencję do przeceniania własnego wysiłku i niedoceniania wysiłków drugiej osoby. Nie chodziło mi więc o głaskanie kogoś po pięcie i mówienie, że jest wszystko spoko, ale raczej o to, żeby nie zapędzać się w ciągłych oczekiwaniach.

Kasia
Gość
Kasia

Bardzo dziękuję za Twoją odpowiedź, tym bardziej, że kompletnie się jej nie spodziewałam :-)
To jest dopełnienie i trudno mi cokolwiek dodać.

Persephonis
Gość
Persephonis

„Ostatnio krążył po sieci taki komiks:
– Jak pani to robi, że pani córka jest taka samodzielna?
– Pozwalam jej.”
Czyli córka jest dupą wołową. Moja matka odpowiedziałaby „taka już jest, co zrobić”…

Alula
Gość
Alula

W tym co piszesz jest wiele prawdy, o której bardzo łatwo zapomnieć w codziennych relacjach damsko- męskich. Nie można jednak zapominać, że związek budują dwie osoby, które wzajemnie się nakręcają na pewne działania i czasami zamiast wychodzić z dołka złych relacji coraz bardziej się w nim zakopują.

Weźmy punkt czwarty. Napisałeś:
„To nie jest domena kobiet. To domena osób, które tak długo były przekonywane, że są beznadziejne, że w końcu uznały, że to wszystko prawda. Chodzą z ziejącą w nich czarną dziurą, która wsysa wszystko co dobre. Nie wierzą, że dla kogoś mogą być wystarczające, nie patrzą co dobrego wnoszą w życie innych osób tylko lustrują konkurencję i widzą, że inne kobiety mają ładniejszą opaleniznę, dłuższe nogi i lepszą pracę.”
Jak widać kłania się poczucie własnej wartości takiej kobiety, jednak paradoksalnie może być ono zachwiane przez jej własnego mężczyznę, który ma wyidealizowany obraz kobiety o czym często daje głośno znać. Jeżeli mężczyzna, nawet w żartach, wprost mówi swojej kobiecie, że np. jest jego grubaskiem, ma brzydkie paznokcie, zauważa każdą jej zmarszczkę czy bliznę, a jednocześnie pochlebnie komentuje kobiety, które widzi w telewizji czy na Facebooku, to jak ma się poczuć taka kobieta? Jak ma się nie poczuć „zagrożona”?
Na początku związku było przecież zupełnie inaczej, a on widział tylko ją i był w nią wpatrzony. Dlaczego więc z czasem coraz więcej takich nieprzyjemnych komentarzy w jej kierunku? Coś musi być przyczyną. Możliwe, że ona przestała o siebie dbać albo może po prostu opadły różowe okulary z jego oczu?

Pisząc to chcę zauważyć, że pewne rzeczy (jak np. sprawdzanie telefonu partnera) nie biorą się z niczego. Nie sądzę żeby kobiety grzebały swoim partnerom w telefonie w sytuacji gdy stale są przez nich adorowane i gdy oni wciąż okazują im uczucia. Jeżeli jednak mężczyźni swoim zachowaniem wpędzają je w kompleksy, to nie dziwne dla mnie, że później tak to wygląda.

Bzdurne
Gość
Bzdurne

O tym roztrzaskanym poczuciu godności w punkt, ale dokładnie odwrotnie. To faceci nagle zaczynają się starać gdy z uczuć zostały gruzy. Przyznam, że sprawia to satysfakcję, móc roztrzaskać ego takich „panów nagle idealnych” na kawałki tekstem „okej kwiatki, kolacja, ale ja idę spać, dobranoc” :)

Iga
Gość
Iga

Kiedy Mój narzeczony się przede mną otwiera i mogę poznać jego uczucia, kiedy widzę łzy w jego oczach kocham go jeszcze bardziej. Wiem wtedy, że mu na mnie zależy, że mi ufa. To piękne jest. Na codzień jest macho, silny, mądry itd ale czasem potrzebuje wsparcia jak każdy. Fajny artykuł!

Joanna
Gość
Joanna

Jestem kobietą. Już niemłodą- choć czuję się młoda i wyglądam na dużo młodszą. Jestem mężatką od wielu, wielu lat. Wszystko, co napisałeś jest prawdą. Nie zakwestionuję ani jednego słowa. Ale powiem, że byłam jedną z tych żon, które wspierały, kochały i nie kazały się domyślać. Nie czepiały się o kwiaty na urodziny, nie robiły awantur z zazdrości, a kiedy Mąż znikał, szukałam go całymi nocami. Teraz po 25ciu latach małżeństwa, żałuję, że nie byłam roszczeniowa, a jeszcze bardziej, że go nie zostawiłam dawno temu

Anna
Gość
Anna

U mnie jest zupełnie odwrotnie. Ja wiele poświęciłam dla męża i z wielu rzeczy zrezygnowałam. Za to mój mąż z niczego nie rezygnuje dla mnie, za to ma pretensje, że nie widzę ile on dla mnie robi. Bo zaczął sprzątać, coś naprawiać, jak mu przypomnę raz na pół roku ;)