Mam teorię, że męskie i kobiece zaangażowanie w relację mierzy się w inny sposób.

Najłatwiej ocenić czy facetowi zależy patrząc na rzeczy, z których rezygnuje, żeby spędzać czas ze swoją Magdą, Kasią lub Moniką. Zwykle piątkowe wieczory spędzał ze znajomymi na imprezie w klubie usiłując namówić dwie randomowe studentki na trójkąt, a teraz sam z siebie mówi: „Sorry Mirek, ale mam coś ważnego do zrobienia”? To znaczy, że jest zaangażowany, zwłaszcza jeśli to „coś ważnego” obejmuje wspólne oglądanie „Nightcrawlera” i długą rozmowę po seksie. Bo wiadomo, że rozmowy po seksie są najlepsze.

Z kolei kobiece zaangażowanie mierzy się nie tyle rzeczami, z których zrezygnowała, ale raczej tymi, które zaczęła dla niego robić. Nigdy wcześniej dla nikogo nie gotowała, nie zakładała pończoch i nie robiła loda z połykiem, a dla niego to robi? To znaczy, że jej zależy.

Ten tekst mógłby się na tym zakończyć gdyby nie to, że zwykle kobiety okazują miłość w inny sposób, niż mężczyźni tego oczekują.

Fakt nr 1 jest taki, że żyjemy w świecie zafiksowanym na punkcie młodości, seksu i piękna. Biegamy licząc na to, że zabiegamy śmierć, sprawdzamy czy mamy już zmarszczki i łudzimy się, że jeśli tylko nie będziemy zakładać garniturów, to nigdy nie zamienimy się w swoich ojców. A kobiety? Nawet jeśli mówią, że wspaniale czują się w swoim ciele to wciąż bez problemu poczują się brzydkie i bezwartościowe, bo obwód ud mogłyby mieć o dwa centymetry mniejszy.

Fakt nr 2 jest natomiast taki, że wierząc mediom w to, jak ważna jest sfera seksualna, szukają sposobu, dzięki któremu szybko pokażą facetowi jak bardzo kochają. Co więc robi kobieta, kiedy czuje, że jej związek zaczyna się sypać (a zawsze bezbłędnie to czuje)? Kupuje koronkową bieliznę, pucuje mieszkanie, przyrządza kolację i wyjątkowo w ten jeden wieczór chodzi po mieszkaniu w szpilkach bez względu na to czy porysuje parkiet czy nie. Co wtedy robi facet? Nic. Zjada kolację, całuje ją w czółko, przeprasza, że jest zmęczony i idzie spać, bo “przecież wiesz, że jutro ma ważny dzień”.

Słyszysz to pierdolnięcie? To dźwięk roztrzaskanego poczucia godności.

Tymczasem chodzi o coś zupełnie innego. Mam głębokie przekonanie, że każdy ze związków, w którym byłem mógł się udać, ale tak się nie stało. Wiedziałem, że każda dziewczyna, z którą byłem starała się jak mogła, tylko że jednocześnie dawała mi coś, na co ja nie miałem żadnej ochoty, a jednocześnie sam byłem na tyle głupi, żeby nie powiedzieć im co powinny zmienić. Jak widać nie tylko kobiety liczą na to, że ktoś się domyśli.

Wiesz czego żadnej z nich nie powiedziałem i czego nie powiedzieli swoim partnerkom moi kumple? Tego, że uczuć nie okazuje się tłuczeniem kotletów, noszeniem niewygodnych butów i urządzaniem łzawych awantur jak w telenoweli, bo to wszystko jest ważne, ale są rzeczy długoterminowo znacznie ważniejsze.

I jest to generalizacja, nie odnosi się to do każdej kobiety i każdego mężczyzny, ale dojrzałą miłość najlepiej okazuje się:

Po pierwsze, dając wsparcie.

Banał, prawda?

Pewnie dlatego tak wiele osób o tym zapomina.

Wygląda to tak: facet ma kryzys. Dowolny. W pracy mu nie idzie, trzeba spłacać kredyt we frankach, nie staje mu albo po prostu ma przedłużające się przygnębienie. Wiesz w ilu przypadkach nie czuje wsparcia ze strony kobiety? Niemal zawsze i nie tylko ja tak uważam.

Paulina napisała: „Jest rozczarowany, zawiedziony, jego przełożony ma w dupie sytuację, która wydarzyła się między nim a drugim managerem, chodzi nerwowo po pokoju, kuchni. Oddycha ciężko. A ty tylko o tych kwiatach, że ich nie kupił, że zapomniał o mleku, a rezerwacja w kinie zaraz minie. I w dupie masz jego smutne, zatroskane oczy, dla ciebie to musi być macho.”

Kobiety lubią być bez przerwy w centrum świata, chcą wiedzieć co się dzieje i wierzyć w to, że jej facet będzie zawsze jak James Bond. Tylko, że żaden z nich taki nie jest, każdy ma złe dni i potrzebuje wtedy spokoju, a nie poczucia, że nie dość, że świat sprzysiągł się przeciwko niemu, to jeszcze musi przejmować się tobą. Ty koniecznie chcesz wiedzieć co się stało w chwili kiedy powinnaś tylko być.

Po drugie, dbając o siebie, dbasz o niego.

Rzadko spotyka się osoby, które myślą o sobie jak o części większej całości. Zamiast tego toniemy w słowach ja, mi, moje, dla mnie, mój problem. Kiedy kogoś widuje się codziennie to już nie ma się własnych problemów – wszystkie stają się wspólne.

Wszyscy słyszeli, że jesteśmy wypadkową pięciu osób, z którymi się spotykamy i to nie jest psychologiczna ciekawostka tylko fakt. W kontekście związku oznacza to, że zaniedbując siebie i długotrwale nie rozwiązując problemów, które ciebie dotyczą, nie tylko robisz sobie źle i nie jest to „tylko twoja sprawa”, ale też wpływasz w ten sposób na swoich najbliższych.

Jeśli ty jesz śmieciowe żarcie to zwiększasz szanse na to, że on też zacznie je jeść. Jeśli nie dbasz o swój wygląd to nie tylko rezygnujesz z ważnego dla siebie atutu, ale też sprawiasz, że on nie widzi sensu, żeby o siebie dbać. Używasz impulsywnie swoich pięciu kart kredytowych to odbije się to też na jego finansach, bo krok po kroku zaczniecie tworzyć nawyki, w których takie zachowania będą normą. Będzie dobrze przez miesiąc, może przez rok, ale w końcu dojdzie do wniosku, że stał się osobą, którą nie chciał być, a ty przez samą obecność ciągniesz go w dół. Wtedy odejdzie.

Po trzecie, nie wyolbrzymiając drobiazgów.

Kobiety lubią wspominać o drobiazgach, a dla mężczyzn szybko stają się one odpowiednikiem muchy krążącej wokół głowy. Ona mówi:
– Chciałam tylko przypomnieć ci o naprawieniu szafki.
Jak on to odbiera?
– Stary, cały czas się do mnie przypierdala.

Dlaczego? Bo mężczyźni nie widzą większej różnicy między kwestionowaniem tego kim są, a przypominaniem co pół roku o naprawieniu drzwiczek. Kobiety czują się kochane wiedząc, że facet zrobił coś dla nich, czyli w tym przypadku naprawił te cholerne drzwiczki. Kobiety okazują uczucia robiąc coś dla kogoś i tego samego oczekują, ale przeciętny Mateusz odbiera to jak wymuszanie. Mężczyźni wtedy myślą: „Jestem z tobą, chciała się umówić ze mną Kaśka i jej odmówiłem, pojechałem z tobą do rodziców, których nie lubię i czy naprawdę nie zasługuję na trochę spokoju?”.

Jestem świadomy, że łatwo odebrać to jako zachęcanie cię do klepania go po ramieniu i mówienia w każdych okolicznościach z uśmiechem przyklejonym do ust, że wszystko jest cudownie. Nie o to chodzi. Po prostu warto traktować drobiazgi jak drobiazgi. Jeśli pasuje ci 99% rzeczy, ale mówisz tylko o tym jednym procencie, który mógłby być lepszy to bombardujesz go negatywną energią, chociaż w kontekście waszego związku nie ma to żadnego znaczenia.

Mężczyźni lubią czuć, co robią dobrze i dlatego lepszy efekt motywacyjny mają słowa: „Dziękuję, że się tym zająłeś”, niż „Wreszcie się doprosiłam”.

Po czwarte, nie psując dobrego wrażenia.

Większość osób mówi, że bez zaufania nie ma dla nich związku, a jednocześnie nie napotyka żadnego sprzeciwu moralnego przed sprawdzeniem co w cudzym telefonie piszczy.

To nie jest domena kobiet. To domena osób, które tak długo były przekonywane, że są beznadziejne, że w końcu uznały, że to wszystko prawda. Chodzą z ziejącą w nich czarną dziurą, która wsysa wszystko co dobre. Nie wierzą, że dla kogoś mogą być wystarczające, nie patrzą co dobrego wnoszą w życie innych osób tylko lustrują konkurencję i widzą, że inne kobiety mają ładniejszą opaleniznę, dłuższe nogi i lepszą pracę. Wtedy już nie ma wolności, uśmiechania się i szczęścia, a zamiast tego zostaje podejmowanie prób ograniczenia jego wolności i wzbudzanie poczucia winy, żeby nie odszedł.

Wiem, że zdarzają się faceci, których najłatwiej można określić mianem skurwysynów. Tylko że zdarzają się ekstremalnie rzadko. Ciężko to kobietom zaakceptować, ale jeśli ktoś z tobą jest to nie tylko toleruje to kim jesteś, ale zauważył w tobie też coś więcej niż rozmiar piersi i autentycznie ciebie polubił. Tego wystarczy nie zepsuć, bo budując w sobie przekonanie, że nie jesteś wystarczająco dobra któregoś dnia go do tego przekonasz.

Po piąte, uczestnicząc w jego życiu.

Jest wiele kobiet, które pasję, cele i plany faceta traktują jak swoją konkurencję. Wtedy krzywo patrzą na to, że on dużo pracuje i poświęca się czemuś w 100%, bo wielu kobietom nie chodzi w związku o miłość, ale o poczucie kontroli. Z tego powodu nie cieszą się, że facet wychodzi upolować metaforycznego mamuta, a zamiast tego cichutko płaczą i mówią: „Na co nam ten mamut? Nie możesz zostać w domu?”. To nie działa, bo każdy chce się realizować. Konkurowanie z jego projektami o uwagę jest równie absurdalne co tekst z jego strony: „Nie możesz studiować, bo ktoś musi mi robić kanapki”. W dojrzałym związku trzeba się cieszyć z tego, że ktoś się realizuje i w tym uczestniczyć, a nie kogoś blokować. Pójść razem na zlot, poczekać aż wróci z pracy, podrzucić dodatkowe pomysły, szczerze ocenić albo zrobić razem burzę mózgów. Bez tego ciężko mówić o byciu partnerką.

Ma to szczególnie duże znaczenie kiedy jest się z facetem, który chce osiągnąć coś więcej, niż kupno mieszkania z kredytem na 30 lat. Zwykle wtedy nie spotyka się ze zrozumieniem, bo realizacja takich planów jest wyszywana niepokojem i słowami: “To się nie uda”. Te cztery słowa bolą najbardziej, kiedy słyszy się je od osoby, która powinna nas znać lepiej, niż inni.

Wiem o tym, bo nigdy nie interesowała mnie przeciętność. Wiesz ile moich partnerek we mnie wierzyło? Ani jedna. Robi to dopiero obecna.

Najczęściej osoby, którym się udało, mówią: „Do tej pory jestem wdzięczny żonie, że zaufała”. Bo większość nie ufa i historia toczy się jak u Raya Kroca kiedy postanowił z McDonald’s zrobić sieciówkę. Jego żona tak bardzo w to nie wierzyła, że postanowiła go zostawić. Wróciła kiedy był już milionerem, ale zastała zamknięte drzwi.

Po szóste, pozwalając mu na dojrzałość.

Są dwa typy kobiet – takie, które chcą wszystko zrobić za swojego faceta i takie, które zawsze uważają, że każdą rzecz potrafią zrobić lepiej niż on. Chodzi o to, żeby nie być żadną z nich, bo pierwsze robią z mężczyzny małego, niezaradnego chłopca, któremu brakuje tylko zawiązanego śliniaczka na szyi, a drugie zbuntowanego nastolatka, który mówi: „Jak wszystko robisz lepiej to do czego jestem ci potrzebny?”.

Większość winy za to ponosi przekonanie, że innych trzeba traktować jakby byli z porcelany. Wychodząc z tego założenia chodzimy wokół innych na paluszkach, nie mówimy o swoich potrzebach, nie dajemy szczerego feedbacku tylko mówimy: „Jest ok”, a zamiast karmić kogoś wiarą w to, że mu się uda, karmimy go tylko swoimi obawami o to, co się stanie, kiedy wszystko koncertowo runie.

Ostatnio krążył po sieci taki komiks:
– Jak pani to robi, że pani córka jest taka samodzielna?
– Pozwalam jej.

To samo dotyczy relacji w związku. Jak nie pozwolisz komuś na podejmowanie wyborów, nie dajesz mu zaufania i nie zostawiasz pola do wykazania się to w najlepszym wypadku kończysz z nieszczęśliwym niewolnikiem zamiast z partnerem.

Po siódme, dając akceptację.

Społeczeństwo w swoich trybikach mieli wszystkich na drobno. Kobiety jeszcze kiedy są dziewczynkami wpadają pomiędzy tryby: „Bądź grzeczną, cichą dziewczynką, która uważa seks za plugastwo”. Mężczyźni są pod obcasem konieczności bycia „prawdziwymi”. Prawdziwi mężczyźni kupują kwiaty, wchodzą w związki, zostają ojcami, kupują mieszkanie na kredyt, mają trzydniowy zarost i zawsze mają ochotę na seks, bo jeśli tego nie robią, to są chłopcami, którzy nie dorośli do poważnego związku. Co to oznacza? Bądź taki, jak mówią ci kobiety, bo inaczej stracisz swoją odznakę „prawdziwego faceta”.

Wiecie, czego mężczyznom brakuje w relacjach z kobietami? Ja wiem, bo słyszałem to wielokrotnie od nich. Poczucia, że są czymś więcej niż stereotypowym zestawem męskich cech.

To duże uogólnienie, ale bardzo często kobiety na widok mężczyzn uruchamiają wgrany wcześniej szablon myślenia: „Zależy mu tylko na seksie”, „Mężczyźni są silniejsi, niż kobiety”, “Faceci kłamią”. Wiesz co mówię, kiedy słyszę mężczyzn z analogiczną płytą? Zacznij poznawać kobiety takimi, jakimi są, a nie dopasowywać je do tych, ze swojej wyobraźni.

Nie ma prawdziwych mężczyzn i prawdziwych kobiet – są mężczyźni i kobiety, a ten z którym się spotykasz ma nawet imię.

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 450 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.

 

Tylko w przedsprzedaży (9.09-8.10) każda książka jest sprzedawana z autografem i z darmową wysyłką!