Kiedy pięć lat temu zaczynałem pisać bloga byłem przekonany o swojej nieśmiertelności, miałem pięć tysięcy złotych na koncie, co najmniej trzy randki w tygodniu i tapetę z marzeniami do zrealizowania.

Miałem poczucie, że kiedy nie będę krzyczał to nikt mnie nie usłyszy. Wierzyłem w to, w co wierzy wielu młodych facetów, czyli że nowa cipka zmieni moje życie. Przy okazji byłem też zapatrzonym w siebie dupkiem.

Oczywiście wtedy tego nie wiedziałem. Wiem to dopiero dzisiaj kiedy wciąż jestem w siebie zapatrzony, ale już nie jestem takim dupkiem.

Od tamtego czasu zmieniła się dosłownie każda sfera mojego życia. Odhaczyłem pokaźną liczbę marzeń z mojej tapety. Średnie miesięczne zarobki mam ponad dziesięć razy większe, niż miałem wtedy. Napisałem dwie książki, które czytały osoby, które wcześniej widziałem tylko w telewizji. Kiedy miałem ochotę to leciałem za granicę na obiad. Poznałem więcej atrakcyjnych kobiet, niż było mi to potrzebne. Stałem przed salą pełną ludzi i mówiłem co jest dla mnie ważne. Nikogo nie okłamię jeśli powiem, że dotarłem do milionów osób. Od ponad trzech lat jestem w szczęśliwym związku i mi z tym dobrze. Z miesiąca na miesiąc jestem właścicielem większej firmy i silniejszego brandu, który jest od zaplecza upakowany techniczną wiedzą i praktycznymi umiejętnościami.

To brzmi super, jak się na to patrzy z zewnątrz, ale też każdy z tych elementów wiązał się z poważnymi zmianami w mojej głowie, przesuwaniem tych mikroskopijnych mebelków w mózgu i budowania nowych schematów myślenia.

Wiem więcej. Jestem mądrzejszy. Bardziej świadomy siebie i odpowiedzialny również za innych. Pięć lat temu czułem, że mam coś do udowodnienia światu. Teraz udowadniam różne rzeczy, ale tylko sobie. Wtedy nie miałem drogich gadżetów, bo nie było mnie na nie stać. Dziś ich nie mam, bo nie bardzo wierzę w to, że będę dzięki nim lepszym człowiekiem.

Jeśli więc uważasz, że blog się zmienia to masz rację. Jeśli mi zarzucasz, że kiedyś nie pisałem o związkach, uczuciach i stabilności to do wszystkiego się przyznaję. Jeśli twierdzisz, że kiedyś byłem bardziej bezkompromisowy to się z tobą zgadzam. Warto mieć jednak na uwadze dwie rzeczy:

Po pierwsze, nie zmieniło się żadne z moich kluczowych przekonań. Zmienił się sposób w jaki je egzekwuję. Inaczej mówiąc, to w jaki sposób mówiłem kiedyś odpowiadało za to, jakie miałem wtedy życie. To co mówię teraz, odpowiada za to jak żyję dziś, a prawda jest taka, że obecnie jest to dużo skuteczniejsze, szczęśliwsze życie, bez względu na to czy zmierzysz je ilością pozytywnych uczuć czy ilością pieniędzy na koncie.

Po drugie, rozumiem, że są osoby, które chciałyby, żeby było jak kiedyś, ale to co było dawniej nie wróci. Wiesz dlaczego? Bo zawsze są ludzie, którzy wolą, „żeby było jak dawniej” i zawsze będą mieć ci za złe, że zmieniłeś swoje życie. Każda taka zmiana oznacza dla nich, że odpadł kolejny stały punkt w świecie, w którym zmienia się wszystko poza badziewną muzyką w radio i nieśmiesznymi polskimi kabaretami. Fakty są natomiast takie, że w długoterminowej perspektywie nie zostaniesz z żadnymi osobami, które cię dzisiaj oceniają. Nie dlatego, że odejdą albo są nieistotne. Raczej dlatego, że przede wszystkim zostaniesz ze sobą i swoimi decyzjami, które będziesz nieść sam. Z tej perspektywy każda twoja decyzja nie jest aktem zdrady. To tylko zrobienie kolejnego kroku.

Wiesz co jest autentycznie smutne? Zapomnienie, że życie składa się z etapów.

To jedna z głównych chorób XXI wieku. Znam osoby, które tak bardzo przywiązały się do swojego wizerunku, że nie zmieniają go nawet jeśli już im nie pasuje. Rozglądając się dookoła zobaczymy dzieci, trochę staruszków i całą masę nastolatków. Niektórzy z nich mają dwadzieścia kilka, trzydzieści albo czterdzieści lat, ale mentalnie zatrzymują się gdzieś na studiach i boją się zrobić krok naprzód. Jesteśmy zarażeni wirusem perfekcjonizmu i jednocześnie sparaliżowani myślą o zmianie. Chcemy wielu rzeczy. Podróżować. Opuszczać korpo. Mieć dzieci. Tylko, że jako ludzie jesteśmy tchórzami. Stoimy w tłumku podobnych nam osób i zerkamy na siebie myśląc: „Dobra, jeśli oni to zrobią to ja też”. Tylko, że oni nad głową mają taki sam dymek jak my, wspierany przez przekonanie, że to jeszcze nie jest dobry moment. Że jeszcze nie jest idealnie. Że jeszcze trzeba kupić nową kanapę, zrobić jeszcze jeden kurs, dostać kolejny awans i zobaczyć pensję wyższą o 1000 zł.

Fakty są jednak takie, że wszystko można poprawiać w nieskończoność, dopóki nie jest się świadomym, że bardzo często jesteśmy przesiąknięci złudzeniem wieczności. Posiadania czasu, którego nie mamy. Możemy sprawić, że nie pojawią nam się zmarszczki, możemy całymi latami jeździć na Openera i podziwiać w jakiej jesteśmy świetnej formie, ale to nie zmienia tego, że czas spierdala. Każdego dnia żyjemy na kredyt. I to paradoksalnie jest najlepsza rzecz jaka mogła się nam przytrafić.

Randomowa osoba zapytana o co chodzi w życiu nie powie, że chodzi o liczbę oddechów czy uderzeń serca. Powie, że chodzi o szczęście. Ewentualnie, że chodzi o to, żeby żyć tak pełnie jak to możliwe.

Ja też tak powiem. Jestem prostym facetem. Lubię dobre jedzenie i ciemnowłose, atrakcyjne kobiety. Jedyne czego chcę, to podkręcić swoje życie na maksa i zamiast wyrywać sobie siwe włosy z głowy, pogodzić się z tym, że to normalne, że się pojawiają. Że życie nie będzie pełne jeśli się zatrzymam i zostanę tym dziadkiem w ubraniach prosto, który idzie na wiksę albo kimś komu się pojebały fazy życia i zostaje ojcem, kiedy sam nosi pieluchy.

Tak jak zarywałem noce, żeby imprezować po pięć dni w tygodniu i żyłem jak pies spuszczony z łańcucha, tak samo uważam, że równie dobrze jest:
– znaleźć przyjaciół, z którymi wspólnie będzie nienawidzić się tych samych rzeczy, a po latach siądzie się z nimi i będzie się wspominać jak to kiedyś było
– spotkać kobietę, przy której poczuje się, że wszystko jest na swoim miejscu
– pić gdzieś na plaży w Ameryce Południowej Coronę z limonką patrząc na suszące się sieci, kolorowe łodzie wyciągnięte na brzeg i surferów wracających na ląd
– mieć fantastyczne, mądre dzieci
– rozwinąć firmę tak bardzo, żeby wprowadzić ją na giełdę albo z drobnych kupić sobie maserati
– przeżyć mniej lub bardziej szczęśliwie kryzys wieku średniego
– przekazać innym swoją wiedzę i pomóc im rozwinąć skrzydła
– kupić dom na wsi i uprawiać pomidory
– i napisać kiedyś swoją biografię, którą przeczytają setki tysięcy osób.

Jeśli uważasz, że pięć lat temu byłem inny – masz rację. Powiem więcej – za pięć lat też będę inny, więc się nie przyzwyczajaj. Jeśli na to liczysz, to możesz odejść już dzisiaj, bo mi nie chodzi o to, żeby być obsranym człowieczkiem, który zatrzymuje się w miejscu przez strach o to, co będzie za zakrętem.

Chodzi mi o pokonywanie kolejnych etapów najlepiej jak umiem.

Zawsze mi o to chodziło.

O przeżywanie etapów.

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 400 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.