Monika miała 24 lata, rozpoczęte dwa kierunki studiów i tak zwanych porządnych rodziców, czyli takich, co wiedzą, co to biblioteka, w niedzielę chodzą do kościoła, a przez pozostałe sześć dni martwią się, co inni o nich pomyślą.

Monika miała też chłopaka. Spotykała się z nim dwa lata. Oglądali razem „Grę o tron”, mówili o planach na przyszłość i patrzyli razem na Perseidy, bo mieli tak dużego farta, że podczas jednego lata nie było chmur. To czego w tym związku brakowało to seksu. 

Bo Monika była porządną dziewczyną. Wierzyła w to, że pierwszy raz jest wyjątkowy, chciała przeżyć go z osobą, z którą chce budować przyszłość i oczywiście, podobnie jak wiele innych kobiet, panicznie bała się być łatwa, bo mimo internetu w komórkach i dyplomów wyższych uczelni na dnie ostatniej szuflady biurka pełnej śmieci, wciąż zadziwiająco często niedoświadczenie traktuje się jak plus, a doświadczenie bierze się za kurestwo.

W końcu pojechali w Bieszczady. Jeszcze przed wyjazdem spakowała prezerwatywy, więc któregoś wieczoru w schronisku podczas całowania powiedziała:
– Chcę tego.
– Naprawdę?
– Tak.
– Kocham cię – odpowiedział jej chłopak.

Pierwszy seks jak pierwszy seks – bez szału, ale miał to być początek nowego etapu związku. Mieli być teraz szczęśliwsi i bliżsi sobie, a on miał to docenić. Dwa dni później wrócili do swojego Poznania i oddzielnych mieszkań. Trzeciego dnia on się do niej nie odezwał. Czwartego dnia na pytanie co się stało odpowiedział:
– Przepraszam, ale nie czuję tego. Nie wiem czego chcę. Muszę teraz pobyć sam.

Inaczej mówiąc, rzucił taką ściemę jak każdy facet, który chce oszczędzić dziewczynie słuchania o tym, że wszystkie jego lajki były udawane.

To skrajny przypadek historii, której lżejsze odmiany zdarzają się codziennie razem z pytaniami: “Czy to nie za wcześnie?” i “Co on o mnie pomyśli?”. Morał z tej historii jest natomiast taki, że wbrew słowom tysięcy zaniepokojonych matek, czekanie z seksem gwarantuje dokładnie nic, bo mężczyźni długo potrafią udawać miłość, a kobiety nawet widząc i słysząc, że coś nie gra, są w stanie siebie oszukać, że właśnie uczestniczą w fantastycznym koncercie.

Wśród typowych cech statystycznego człowieka jest wiara w to, że życie składa się z dramatycznie prostych wzorów. Skończę studia to będę mieć dobrą pracę. Będę dobrym człowiekiem to będę mieć dobre życie. Będę śliczna to będę mieć świetnego faceta. Podejmowanie ryzyka, testowanie granic i sprawdzanie osobiście co działa, a co nie, zastępuje się ślepą wiarą w to, że jest dokładnie tak, jak ktoś powiedział. To daje poczucie bezpieczeństwa, miłą świadomość, że już wszystko ma się ułożone i spokojnie można nic nie robić. Na takie uproszczenia życie od pokoleń reaguje w jeden sposób – pokazując wielkiego fucka.

Jednym z takich uproszczeń jest oczywiście opinia, że najlepsze kobiety są tak trudne do zdobycia, jak K2 zimą. Dlaczego akurat tak? Nie mam pojęcia. Wiem za to dlaczego było tak dawniej. Otóż w czasach kiedy funkcję prezerwatywy pełniło jelito kozy to brak aktywności seksualnej kobiety dawał mężczyźnie względną pewność, że wychowuje swoje dziecko. Narzeczeństwo było umową przedwstępną. Małżeństwo sfinalizowaniem transakcji. Dzieci dowodem na to, że wszystko poszło jak należy.

Tylko że krok po kroku weszliśmy w XXI wiek. Nie wszyscy to zauważyli, bo przekonania przekazywane z pokolenia na pokolenie zmieniają się wolniej, niż rzeczywistość, a my dostajemy w spadku wnioski, które miały sens siedemdziesiąt lat wcześniej. Z tego powodu nie zmieniło się mówienie dziewczynkom: „Bądź cicha, grzeczna i nie walcz o swoje”, a jednocześnie te same kobiety zaczęły zarabiać na równi z mężczyznami, upowszechniła się antykoncepcja i świadomość seksualna (chociaż dużo jest jeszcze do zrobienia), a związki przestały być kontraktem zawieranym w celu posiadania dzieci, a zaczęły być spotykaniem się dwóch osób, które siebie lubią, dobrze się ze sobą bawią i być może będą chciały mieć kiedyś dzieci, ale są większe szanse na to, że przygarną buldoga francuskiego lub słodkiego kotka.

Role społeczne się wyrównały. Uroda i seks straciły na znaczeniu, a zyskały na nim trudne do udawania i liczące się długoterminowo zachowania: dążenie do rozwoju, pozytywne myślenie, umiejętność dogadania się czy posiadanie wspólnych celów. Inaczej mówiąc – jeszcze 100 lat temu wstrzemięźliwość seksualna oznaczała, że robisz to dla dobra przyszłego związku. Dzisiaj oznacza po prostu, że nie uprawiasz seksu i zastępujesz go gierkami z cyklu: „Ja nie jestem taka”, chociaż chętnie poczujesz jego dłoń. Najlepiej między swoimi udami.

Odpowiedź na pytanie, kiedy najlepiej pójść z kimś do łóżka jest jedna i bardzo łatwa do określenia. Nie jest to co prawda wytyczna pod tytułem trzy dni pięć godzin czterdzieści siedem minut i jedenaście sekund od chwili, kiedy się sobie przedstawiliście, ale jest równie dobra i brzmi:
– Kiedy chcesz.

Są kobiety niezależne, opiekuńcze, uczciwe, inteligentne, atrakcyjne, z wybujałym poczuciem wartości, przekonane, że nic dobrego ich nigdy nie spotka, chorobliwie szukające miłości albo wewnętrznie zwichnięte. Fatalną partnerką można być bez względu na ilość doświadczeń seksualnych. To co się liczy to całokształt osobowości, a nie powierzchowne zachowania. Jeśli facet nie doceni ciebie za inne cechy charakteru to szali nie przeważy to, że czekasz siedem randek przed pójściem z kimś do łóżka. I jeśli mam mówić za siebie, to bez żadnych wątpliwości wolałbym być z kobietą, która miała większą ilość partnerów niż z taką, która była “porządna” i miała tylko jednego, ale któremu pozwalała traktować się źle.

Masz ochotę na niezobowiązujący seks? W porządku. Chcesz wcześniej się z kimś dobrze poznać? Nie ma problemu. Tylko rób to dla siebie, bo piękne kobiety mają coś więcej, niż urodę. Urodę mają atrakcyjne kobiety. Te, które są piękne mają oprócz niej świadomość siebie i wiedzę o tym, czego chcą. Są autentyczne. Potrafią wyznaczać granice. Mówić: „Nie” i nie dodawać do niego uzasadnień. Mówić: „Tak”, jeśli tak czują. Bardziej od oceny innych boją się życia napisanego pod cudze dyktando.

Skończcie z mitem łatwych kobiet, a jak już to zrobicie to skończcie z facetami, którzy posługują się tym ogranym schematem, bo to nie mężczyźni, których chcecie. To chłopcy, którzy nie wierzą w to, że piękna kobieta może przyjechać z nimi do mieszkania albo założyć dla nich koronkową bieliznę.

Nie dlatego, że jest łatwa, ale dlatego, że oni są tego warci.

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 400 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.