Nie planuj rozstania. Planuj jak poradzisz sobie z trudnościami w związku

Nie planuj rozstania. Planuj jak poradzisz sobie z trudnościami w związku

Są dwa typy ludzi, których podejścia do związków nie rozumiem. Na pierwszym miejscu są te, które racjonalizm w sprawie związku mylą z „planowaniem rozstania”. Na drugim miejscu są z kolei osoby, które używają wyrażenia „prawdziwa miłość”.

Te pierwsze zachowują się tak, jakby zamknięcie oczu sprawiało, że przeszkody przestaną istnieć, a te drugie jakby przedawkowały oglądanie animacji Disneya i komedii romantycznych z Benem Stillerem.

Jaka miłość jest dla nich prawdziwa? Otóż taka, która się nie kończy, bo jak się skończyła to nie była prawdziwa. Podobnie miłość nie może być zauroczeniem (cokolwiek to znaczy) ani zakochaniem (również cokolwiek to znaczy). Takie osoby lubią myśleć o miłości w kontekście niezwykłego, pełnego mocy uczucia żywionego do wyjątkowej osoby. Co to oznacza w praktyce? Że wystarczy że na swojej drodze spotkasz odpowiedniego człowieka, zakochasz się i już wiecznie będzie pięknie, bo liczy się to, że pokochaliście swoje „prawdziwe ja”, w tle słychać kwartet skrzypcowy, a chór śpiewa: „My jesteśmy inni. My kochamy się bardziej. My nie będziemy TAKĄ parą”.

Zadziwiająco często to właśnie tym osobom życie pokazuje olbrzymiego fucka.

Wiecie dlaczego? Bo przy okazji są leniwi. Jeśli ktoś mówi, że to nie był prawdziwy mężczyzna, prawdziwa kobieta albo prawdziwa miłość to w rzeczywistości mówi: „To nie moja wina, że nie wyszło. Gdyby to było prawdziwe to by się udało”. Traktują kogoś najpierw jak wygraną na loterii. Myślą, że już nie muszą się starać i nadeszła pora na wypuszczenie stada białych gołębi, a zapominają, że świat nie jest zrobiony z puchu, szczeniaczków i sojowego latte, a oprócz miłości są jeszcze codzienne problemy.

To, że dzisiaj jest dobrze, nie oznacza, że jutro też będzie. Mówi się, że nikt nie jest idealny, dopóki się w nim nie zakochasz. To nie magia. To chemiczna mieszanka wstrzykiwana bezpośrednio do mózgu, której stężenie zmniejsza się w czasie. Mija haj, który jest bardzo powoli wypierany przez czyjąś osobowość, sposób rozwiązywania konfliktów i nastawienie do życia. Przestaje się być z czyimś wyobrażeniem i może się okazać, że to co zostało to jednak za mało.

Nigdy nie zaspokoisz w pełni cudzych potrzeb, bo nie masz takich możliwości. Dasz z siebie wszystko, a to i tak będzie za mało, bo biologicznie rzecz biorąc człowiek jest zwierzęciem stadnym i potrzebuje całego stada, a nie jednej mocno kochającej osoby. Może być ona najważniejsza, ale nigdy nie będzie jedyna, a już na pewno nie będzie jedyna jeśli przestaniesz poświęcać jej czas. Zawsze znajdzie się wtedy ktoś, z kim ona będzie szczerze rozmawiała, mówiła rzeczy, których nie mówi tobie, a emocjonalna bliskość sprawi, że zacznie myśleć czy fizyczna też będzie równie dobra. A w jego przypadku znajdzie się kobieta, która nie tylko będzie miała zgrabne nogi, długie włosy związane w ogon i dopasowaną górę do dołu bielizny, ale też będzie częściej się uśmiechać, mniej oczekiwać i częściej mówić, że go docenia.

Nikogo nie poznasz raz na zawsze. Bo ludzie się zmieniają. Ważne rzeczy są zastępowane przez inne. Zmieniają się cele i priorytety. Pojawiają się nowe okoliczności, do których trzeba się dostosowywać, przez które ludzie po rozstaniach mówią: „Mam wrażenie, że w ogóle jej (albo jego) nie znałem”. I to nie jest prawda, bo kiedyś był moment kiedy się znaliście, ale wtedy przestaliście się już poznawać. Rozeszliście się w dwóch różnych kierunkach połączeni przez banalne rytuały.

Nie unikniesz trudności. Nawet jak będziesz całymi dniami składać łapki do modlitwy to nie sprawisz, że wokół osoby, którą kochasz pojawi się gruba warstwa bezpieczeństwa mająca chronić ją przed poznaniem kogoś innego. Nie przewidzisz jak zachowasz się, kiedy będziesz wstawać po kilkanaście razy na dobę do płaczącego dziecka. Nie wiesz jak zniesiesz kryzys wieku średniego. Nie masz pojęcia jak zniesiesz czyjąś ciężką chorobę. Możesz też tylko przypuszczać jak zareagujesz na osiągnięcie dużego sukcesu i czy Lambo w garażu nie sprawi, że zaczniesz myśleć, że jesteś kimś lepszym, niż byłeś jeżdżąc piętnastoletnim Oplem.

Nie wybierasz kogoś raz na zawsze, tylko wybierasz kogoś codziennie od nowa. Błędy rzadko polegają na tym, że zrobiliśmy coś, czego nie powinniśmy. Zwykle ich źródło leży w tym, że czekaliśmy z założonymi rękami, chociaż powinniśmy coś zrobić. Po prostu patrzyliśmy – na uciekające szanse, na niezaspokojone potrzeby, na bliską osobę zostawioną sam na sam z ciężarem dla dwóch osób… Można spędzać kolejne dni wypełnione poczuciem, że nie zrobiło się nic złego i ze zdumieniem zauważyć, że wszystko koncertowo poszło się jebać. Wiesz co to mówi o świecie? Że żeby mieć udaną relację, nie wystarczy powstrzymywać się od robienia tego, co ją psuje – trzeba jeszcze aktywnie o nią dbać.

I na koniec – miłość też się kończy. Czasem po kilku tygodniach. Czasem po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach. Być może po prostu wygaśnie. Może przestanie ci zależeć. Może się rozstaniecie na jakiś czas i zauważycie, że nie zrobiło wam to żadnej różnicy? Może przestaniecie być osobami, którymi byliście w chwili, kiedy się poznaliście? Zdarza się.

Tylko że żadne z tych zdań nie jest argumentem przeciwko związkom. To, że „shit happens” oznacza tylko tyle, że trzeba o tym pamiętać. To że może potrącić ciebie samochód nie jest argumentem przeciwko wychodzeniu z domu, tylko jest dobrym powodem, żeby się rozglądać na skrzyżowaniu.

W 1992 roku przeprowadzono eksperyment na pięćdziesięciu osobach po operacji biodra. Proces powrotu do zdrowia należy do najbardziej bolesnych, więc każda z nich była obarczona największym ryzykiem opuszczenia rehabilitacji. Połowa pacjentów dostała kartki ze zdaniem „Moje cele na ten tydzień to…”, a druga połowa klasyczne zalecenia. Okazało się, że osoby, które zapisywały cele, rzadziej opuszczały rehabilitację i szybciej wracały do zdrowia. Nie dlatego, że napisały kilka zdań, ale dlatego, że wybiegały myślami naprzód. Wiedziały, że będą musiały znieść olbrzymi ból, ale też planowały co wtedy zrobią i łatwiej go znosiły.

Życie bez planu B nie jest wyrazem miłości. Jest tylko wyrazem braku odpowiedzialności. Świadomość możliwych trudności zwiększa szanse na poradzenie sobie z nimi i nie jest to „planowanie rozstania”. To raczej branie szalup na pokład statku, bo nikogo nie uspokoi kapitan, który mówi: „Nie mamy ani jednej szalupy ratunkowej, ale proszę się nie martwić, bo nie planujemy zatonąć”.

Mówili tak na „Titanicu” i skończyło się to w ten sposób, że umarł Leonardo di Caprio.

Print Friendly, PDF & Email

27
Dodaj komentarz

avatar
100000
23 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
IwonaBogdan MarkowiczDotKlaudyn TruskawkaMario P. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gabriella Paterek
Gość
Gabriella Paterek

Volant uwielbiam Cie, znów strzał w dziesiątkę!

Breth
Gość
Breth

Właśnie czegoś takiego potrzebowałam. Dzięki!

Angelica
Gość
Angelica

Zawsze do każdej góry szaleństwa należy dodawać szczyptę racjonalności. By na wszelki wypadek możliwy był jeszcze jeden raz.

Przeczytane jednym tchem nawet nie wiem kiedy.
Dzięki!

LieveG
Gość
LieveG

Zawsze mnie bawi, gdy ktoś mówi, że jego miłość się skończyła, a tak naprawdę nie robili kompletnie nic, by pozwolić jej trwać. Głównie jest tak z kobietami – są noszone na rękach, całowane z czółko, a na rano dostają do łóżka wielkie śniadanie, ale gdy facet prosi je o to, by wracając z pracy wstąpiła do sklepu i kupiła mu piwo, oburza się, że jak to tak w ogóle, dlaczego on chce mnie wykorzystywać, lepiej niech sam ruszy ten leniwy tyłek i kupi! Bo przecież lepsza jest relacja brać-brać niż brać-dawać…

lisica
Gość
lisica

Kwestią z Leo di Caprio zdecydowanie wygrałeś :-D ❤❤❤
A całs reszta – mistrzostwo! Tak coś mi się nieraz układało w główce, że jakoś tak to może funkcjonować, ale do tak przejrzystego schematu nie dotarła bym nigdy – na pewno! Dzięki po raz 100553684357. Volant Ty naprawdę pomagasz. Żyć.

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Zamiast chodzić na to całe pierdolamento na naukach przedmałżeńskich, młodzi ludzie powinni poczytać Twojego bloga. Bardziej życiowo i bez cudowania, a w razie potrzeby zawsze można wrócić do potrzebnego wpisu. Od siebie dodam, że w miłości wieczne i pewne jest jedno – to, że będzie się zmieniała razem z nami. I tylko od nas zależy jak te zmiany będą wyglądały. O tym niestety nie kręcą filmów romantycznych, bo codzienność jest jak koń – jaka jest każdy widzi.

Aspiryna
Gość
Aspiryna

Ludzie popełniają błędy. Gigantyczne błędy. Po prostu czasami źle wybieramy, a potem walczymy :) o ten błąd właśnie. Można zmarnować całe życie na walkę z czymś co od początku było pomyłką.
Naprawdę warto?

Volant
Gość
Volant

Nie warto.

Jeszcze Lepiej
Gość
Jeszcze Lepiej

czasem zbyt dużo czasu zajmuje uświadomienie sobie, że nie warto ;)

Frysztyk
Gość
Frysztyk

o patrz, ktoś jednak w końcu zrobił sobie prasówkę z Dana Savage’a :) Gut.

Sylwia Bazylińska
Gość
Sylwia Bazylińska

Jak zwykle niezawodny w kwestiach rozważań o związkach:) Walczyć każdego dnia, upadać i podnosić się, koronę przekrzywioną ustawić do pionu! Czy ktoś nam powiedział, że będzie łatwo? Nie!

LNS
Gość
LNS

Pamiętam jak fanów miałeś 200,a teraz fanów jest 20.000. Styl pisania co raz lepszy. Błyskotliwy i intrygujący opis rzeczywistości. Świetnie Ci idzie! Tak trzymaj! Jak kibicowałem na początku tak kibicuję i dzisiaj! :)

Volant
Gość
Volant

Dzięki Karol :)

Volant
Gość
Volant

Nie, po prostu jest gorsze niż Lamborghini Aventador, ale prawie każdy samochód jest od niego gorszy :)

Moniqua
Gość
Moniqua

W takiej sytacji może warto pomyśleć o sobie?

Blus
Gość
Blus

Zdjęcie mi nie siedzi.
Tekst siedzi.

Umiejętność wnikliwej obserwacji rzeczywistości to jedno, posiadanie daru do jej opisywania to zupełnie coś innego. Ty masz jedno i drugie. Również zaczynałem czytać przy 1 000 gości i również kibicuję do 100 000 osób.

Blus
Gość
Blus

Jedno pytanie, które mnie nurtuje. Czy Intercyza przy znacznie większym zaangażowaniu finansowym jednej ze stron może być rozpatrywana jako „szalupa ratunkowa” czy „planowanie rozstania” i brak zaufania?

Kuba
Gość
Kuba

Uwielbiam Twoje teksty. ;) Bije od ciebie pragmatyzm i szczerość. Swoją drogą chyba wezmę się drugi raz za V Poziom, czytałem rok temu a podejrzewam że po tym mega intensywnym okresie wyciągnę z niego sporo nowych rzeczy.

Sielczykovsky
Gość
Sielczykovsky

Jak to jest, że Twoje teksty przeważnie są odpowiedzią/wskazówką w aktualnym dylemacie.

Dziurson
Gość
Dziurson

statystyka :D

Joanna Waszkiewicz
Gość
Joanna Waszkiewicz

To mnie teraz z biodrem wystraszyłeś – jest już praktycznie przesądzone, że za kilkanaście/kilkadziesiąt lat mnie też ta operacja czeka (chyba, że wynajdą laserowe lub inne tego typu jego naprawianie) :)

A co do związków – jak najbardziej zgadzam się, że codziennie się zmieniamy. Nie wyobrażam sobie być z kimś, kto nie ma swoich pasji, zainteresowań i żyje tylko dla mnie – sama mam tak dużo różnych pasji, że uwielbiam, jak się w związku wzajemnie rozwijamy, pokazujemy nowe możliwości i jeden drugiego „napędza”. Przy okazji codziennie stajemy się trochę innymi osobami i mamy świadomość, że kiedyś możemy się w podejściu i oczekiwaniach rozminąć.

Trochę w tekście brakuje mi większego podkreślenia rozmowy – mam wrażenie, że dalej ludzie za mało ze sobą o zmianach rozmawiają i boją się mówić, że inne rzeczy je interesują, pociągają. Boją się też przyznać, że ktoś inny się im podoba, pomimo, że to łatwo ukazuje, czego im w obecnym związku brakuje :)

Mario P.
Gość
Mario P.

Niedawno się rozstałem, a ten tekst jest tylko potwierdzeniem ze była to dobra decyzja

Klaudyn Truskawka
Gość
Klaudyn Truskawka

Moim zdaniem ci, którzy planują rozstanie boją się zranienia, dlatego zawczasu zakładają, że ono w końcu nadejdzie – „przynajmniej się nie rozczarowałem, wiedziałem, że tak będzie”. A przecież założenie to przeszkadza w tym, by całkiem się na kogoś otworzyć i dbać o ten związek. I tak koło się zamyka, a ty zostajesz ze swoimi potwierdzonymi obawami i obiecujesz sobie, że w przyszłości na pewno podejdziesz do tego równie racjonalnie, bo to mniej boli. Czy aby na pewno?

Dot
Gość
Dot

Popieram :)

Dot
Gość
Dot

Ale wspaniały tekst!! Będę do niego wracać w chwilach kryzysu. Dzięki! :)

Bogdan Markowicz
Gość
Bogdan Markowicz

RIP Leonardo di Caprio ;)

Iwona
Gość
Iwona

Codziennie grzebię się w cudzym życiu, słucham o najintymniejszych problemach ale bardzo rzadko słyszę o tym jak dbać o związek, jak go kreować … Jesteśmy chyba w większości za bardzo leniwi, kiedy życie ześle nam coś fajnego to się tak cieszymy jak dziecko słodkim cukierkiem a kiedy przywykniemy do tego smaku to mamy ochotę go wypluć bardziej niż doprawić , dosmaczyć. Podpowiadam ludziom, rób coś co zaskoczy twojego partnera/partnerkę , pisz liściki , zostawiaj niespodzianki, wymyślaj gry terenowe :-) pt. a teraz znajdź mnie tam gdzie pachnie naszą kawą :-)
To może podziałać , bo każdy z nas ma wewnętrzne dziecko tylko czasem nie dopieszczone. Pozdrawiam