W wojnie płci przegrywają wszyscy

W wojnie płci przegrywają wszyscy

Po sieci krąży mem o tym, jak Kopciuczek wyglądałby gdyby powstał w dzisiejszych czasach. A wyglądałby tak – tuż przed północą z balu wybiega Kopciuszek. Książę biegnie za nim, zatrzymują ją i mówi:
– Zostań ze mną, jest dopiero północ.
Na co Kopciuszek odwraca się oburzony i krzyczy:
– Ustalmy coś sobie, jestem dorosła i mogę robić co mi się podoba!

W dalszej części książę postanowiłby odszukać posiadaczkę szklanego pantofelka i usłyszałby, że go o to nie prosiła i co on sobie w ogóle wyobraża. Że tak po prostu rzuci wszystko i z nim wyjedzie?

Kiedy już jakim cudem doszłoby do ślubu (chociaż możliwe, że książę zostałby gejem), to Kopciuszek robiłby wszystko, żeby nie potrzebować swojego księcia. Za punkt honoru przyjęłaby staranie się o to, żeby być filarem związku, a później wypomniałaby księciu, że do niczego się nie nadaje, bo to on powinien być tym filarem.

Po dziesięciu latach w środy i piątki chodziłaby do psychoanalityka, a w pozostałe dni regularnie faszerowałaby się xanaxem.

Nie chcę przez to powiedzieć, że patriarchat jest wspaniały, miejsce kobiety w kuchni, a miejsce mężczyzny na fotelu z single maltem w szklance i kapciach na stopach. To już było i nie ma sensu robić kroku wstecz. Za to jest to niezły moment, żeby zadać sobie pytanie o to, jak wojna płci wpłynęła na współczesne związki, biorąc pod uwagę, że żyjemy w społeczeństwie singli, z których tylko 4% jest ze swojego singielstwa zadowolonych.

Po pierwsze, tam gdzie kobieta jest mężczyzną tam mężczyzna nie jest potrzebny

Ludzie mogą układać sobie relacje jak im się podoba. Jeśli chcą to mogą być kimś kto się stara, albo tym, o kogo się starają. Mogą być ulegli lub władczy. Bez względu na swoją płeć mogą chodzić w fartuszkach i opiekować się dziećmi. Można wybrać dowolną opcję, pod warunkiem, że pasuje on obu stronom.

Jest tylko jeden układ, który nie działa… Tak jak w miejscu gdzie dwie osoby podczas dyskusji myślą to samo jedna z nich nie jest potrzebna, tam związki nie mają sensu jeśli obie strony wnoszą do nich dokładnie to samo.

To dlatego, kiedy jakaś atrakcyjna dziewczyna w szpilkach i czarnej, gustownej sukience oczekiwała ode mnie związku, ja zadawałem sobie pytanie dlaczego miałbym go chcieć. Bo ok, ona na szali kładzie wykształcenie, pracę, seks i dbanie o siebie, a ja kładę tam to samo. Co miałoby mnie przekonać? Dlaczego miałbym z nią być? Zwykle ciężko było mi wpaść na jakikolwiek pomysł, co uważam za jedną z głównych tragedii XXI wieku.

W związku najważniejsze jest uzupełnianie się. To tak jakby przygotowywać wspólnie śniadanie – ktoś przynosi croissanty, a druga osoba świeże masło i dżem truskawkowy. Każda ze stron wnosi coś innego, dzięki czemu tworzą nową jakość.

Dawniej zadaniem kobiety było opiekowanie się jaskinią, a zadaniem mężczyzny dbanie o to, żeby było czym się zajmować. Bez jednej osoby, życie drugiej automatycznie stałoby się gorsze. Tymczasem obecnie mam wrażenie, że kobiety same uznały, że „kobiece” równa się „gorsze”, więc postanowiły pozbyć się delikatności, słodyczy i empatii na rzecz siły i niezależności, czyli cech tradycyjnie przypisywanych mężczyznom. Dzięki temu wciąż umawiamy się na wspólne zrobienie śniadania, ale przynosimy na nie te same składniki.

Wszyscy kończymy wcinając suche rogale albo smarując dżem masłem.

Po drugie, jeśli nie dasz mężczyźnie szansy, żeby się wykazał to on tego nie zrobi

To prawda, że mężczyźni często zachowują się tak, jakby poszli do kibla i spuścili w nim ambicję, styl, poczucie odpowiedzialności i szeroko rozumianą zaradność.

Warto jednak zauważyć, że często nie robią żadnej z tych rzeczy, bo… nie muszą. Najpierw ich matki, a później dziewczyny ich rozleniwiły. Przeciętna kobieta nie jest dla nich wyzwaniem. Sama o siebie dba, a później przewiązuje się wstążeczką i podaje siebie na tacy. Wymaga nie dając wiele w zamian albo nie wymaga niczego. Jest dorosła, ale wciąż słyszy w swojej głowie to, co słyszała jako dziewczynka: „Musisz sobie radzić”.

Nie prosi więc o pomoc w przyczepieniu półki tylko idzie po wiertarkę, montuje ją, a później patrzy na swojego faceta i mówi z dumą:
– Lepiej byś tego nie zrobił.

Robiąc to nie zauważa, że każdym takim zdaniem skraca jego penisa o centymetr. Statystycznie rzecz biorąc po piętnastu takich razach zorientuje się, że jej facet ma cipkę i zero ochoty na to, żeby ruszyć tyłek z kanapy.

Coś ci wytłumaczę – to super, że tak dużo rzeczy umiesz zrobić lepiej. Świetnie, że nie tylko zarabiasz, ale też ostrożniej jeździsz, lepiej gotujesz i ładniej składasz pranie. Wiem, że możesz robić wszystko sama – tylko, że nie musisz. Wiesz dlaczego? Bo z takim podejściem skończysz zajmując się pracą na trzy etaty bez prawa do urlopu i „Dziękuję” usłyszanego w zamian, bo przecież sama tego chciałaś.

Jeśli nie dasz mu szansy na otworzenie sobie drzwi to tego nie zrobi. Jeśli nie pozwolisz mu przejąć części obowiązków to zagwarantujesz sobie pracę na trzy etaty bez prawa do urlopu. Jeśli uznasz to, że facet się tobą opiekuje za słabość, to on nie będzie tego robił.

I owszem, może wydawać ci się, że zamieniając się w króliczka napędzanego bateriami Duracell dostaniesz za to chociaż odrobinę szacunku, ale to nieprawda. Nie widzimy ani cudzych uczuć ani wysiłku, więc wszystko, co ktoś nam daje uważamy za standard. Tak działają ludzie.

Po trzecie, to że możesz robić to, co mężczyźni nie oznacza, że masz przestać być kobietą

Wszyscy nosimy w sobie obraz tego jaki powinien być mężczyzna i jaka powinna być kobieta, a później przykładamy do nich spotykane osoby. Coraz częściej te obrazy do siebie nie pasują.

Kobiety opanowały wzór skróconego mnożenia, ale nie to, jak pogodzić bycie czułą partnerką z poczuciem, że stale muszą wszystkim udowadniać, że nie są tylko swoim rozmiarem piersi, figurą o kształcie klepsydry i jędrnym tyłkiem. Potrafią poradzić sobie same, ale wciąż oczekują mniej więcej tego, czego oczekiwały ich babki i prababki – żeby facet, z którym są wyglądał jak mężczyzna i zachowywał się, jak mężczyzna, a nie obsmarkany nastolatek. Problem w tym, że każdego dnia usiłują go pokonać pokazując, że są tak samo dobre w wykonywaniu „typowo męskich” zadań. Wyniki mogą być dwa:

1) Albo go pokonają, co oznacza, że nie ma sensu być z kimś słabszym
2) Albo zostaną pokonane, co nie bardzo daje im szansę na związek, bo ta porażka wiąże się z przykrym poczuciem, że jednak nie są wystarczająco dobre.

Tylko, że rywalizacja na tym polu nie ma sensu. Media powiedziały wam, że my potrzebujemy wojny płci, ale wcale jej nie chcemy. Chcemy waszej samoświadomości, bo dopiero teraz widać ile znaczy kobiecość. Nie tego, żebyście przestały pracować i się realizować, ale żebyście umiały zostawić swoją pracę za drzwiami, kiedy wracacie do domu. Żebyście były dumne z bycia kobietami i nie wymieniały jej na podrabianą męskość lub tandetny, plastikowy seksapil. Żebyście pachniały kosmetykami, podbierały nam t-shirty, wołały żeby zabić pająka albo odkręcić słoik. Żebyście kusiły poruszaniem się, spojrzeniem i głosem z poczuciem, że robiąc to macie władzę, jakiej my nigdy mieć nie będziemy.

Nie dlatego, że sobie bez mężczyzn nie poradzicie albo że oni nie poradzą sobie bez was. Raczej dlatego, że tam gdzie jest wojna płci, tam przegrywają wszyscy tworząc społeczeństwo świetnie przygotowane do samodzielności, ale nie mające żadnych powodów, żeby z niej zrezygnować na rzecz bycia z kimś.

Print Friendly, PDF & Email

76
Dodaj komentarz

avatar
100000
37 Comment threads
39 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
43 Comment authors
VanilkaWaniliovarawitaAgawisznu Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jerry Smith
Gość
Jerry Smith

Mam wrażenie, że tę wojnę płci toczą toksyczni ludzie, którzy i tak nie potrafiliby stworzyć udanego, ciepłego związku… Pozostali nie potrzebują wroga, tylko partnera.

grabarzchaosu
Gość
grabarzchaosu

Wojnę toczą prawdziwi egoiści a jak wiadomo kobiety to największe egoistki, które nie dają,…bo tak wypada.
Czy to 16 latka czy Doktor psychologii na uniwersytecie, bez różnicy.
A jak już dadzą to szału nie ma…

K8
Gość
K8

Ale to o czym piszesz bywa cięzkie. Kiedy wolam mojego faceta, by zabił pająka to najczęściej olewa sprawę, jednocześnie mówiąc, że powinnam iść do kuchni, spełnić swoją powinność i zrobić mu żarcie, podczas gdy on lezy na kanapie…

Volant
Gość
Volant

Bo to takie błędne koło – zaradność kobiet nauczyła facetów lenistwo, a ich lenistwo sprawia, że kobiety mają poczucie, że muszą radzić sobie ze wszystkimi zajęciami, a nie tylko z połową. Tak to się kręci.

Nemesis Nave
Gość
Nemesis Nave

Pytanie tylko – jak z takiego schemat wypaść.

Anna
Gość
Anna

Za dużo w tym, cholewka, prawdy. Tyle tylko że te samowystarczalne kobiety bardzo często biorą się z rozczarowań… Wykorzystane przez dawanie zbyt wiele i otrzymywanie zbyt mało w zamian, obdzierane są z poczucia własnej wartości i pełna niezależność to często jedyny sposób, jaki znają, żeby to poczucie odzyskać. Ot, takie to popieprzone wszystko.

Chillout
Gość
Chillout

Biedne kobietki :(

Marin Horn
Gość
Marin Horn

kładziesz na szali…. Ty się na prawdę nigdy nie zakochałęś…biedny człowieku

sy
Gość
sy

*naprawdę

Artur
Gość
Artur

Ja sądzę że on się zakochał i to nie raz, a dopiero wtedy zaczął się zastanawiać co mu ta miłość dała ;) stąd temat kładzenia na szali.
Młodzi naiwni chłopcy o to nie pytają, tylko kochają całym sercem. Pociągają Cię studenci? :D

Volant
Gość
Volant

To jest cholernie trudna sprawa, bo z naprawianiem takich rzeczy najczęściej jest tak, że wpada się na ten pomysł, kiedy już jest za późno i to trzeba mieć na uwadze.

Ale żeby nie siać defetyzmu to warto zrobić dwie rzeczy:
1) zadbać, żeby miał się po co starać – często bywa tak, że takie sytuacje dotyczą związków, w których osoby się zaniedbały, przestały być jakimkolwiek wyzwaniem i zaczęło się traktować ich i ich uczucia, jak coś stałego i raz na zawsze
2) doceniać go za każdą pierdołę, którą zrobi – nie ma łatwiejszej rzeczy, żeby nauczyć kogoś się starać. Ignorowanie albo poprawianie tylko demotywuje. a pochwała sprawia, że widzi się sens tego, co się robi.

myszka
Gość
myszka

a jak właś

shooter
Gość
shooter

Na pewno nie wywoływaniem zazdrości. Moim zdaniem sporo zależy od tego, o czym wspomniał Volant, czyli czy jesteście „zapuszczeni” w tym związku? Bo powiedzmy sobie szczerze – to nie jest ok, że po kilku miesiącach związku z faceta robi się Kubuś Puchatek, a z kobiety Księżniczka Fiona w wersji zielonej. Tak się często niestety dzieje i ta Fiona chce, żeby Puchatek na nią zwracał uwagę i jednocześnie, żeby się za siebie wziął (lub oczywiście odwrotnie). Jedna strona musi wówczas zrobić pierwszy krok i to spowoduje, że ta druga, o ile ma trochę oleju w głowie, zrobi to samo. Takie coś zawsze spaja związek. Osoby, które wróciły do dawnej, dobrej formy, lub zbudowały ją po raz pierwszy, zyskują pewność siebie, poczucie własnej wartości, a to prowadzi do częstszych wyjść „do ludzi”, wspólnych kolacji, itd. itd.

W ogóle ludzie wymagają od innej osoby tego, czego sami są zaprzeczeniem. Nie tędy droga.

myszka
Gość
myszka

właśnie nie chodzi o zapuszczenie się, tylko branie mnie za pewnik – dzwonienie od święta (np. co 2-3dni) i ignorowanie moich prób kontaktów (1-2 dziennie).
bardziej chodzi mi o to ze wydaje mu sie ze ja zawsze bede, nie wazne co zrobi czy jak sie zachowa

Pestka
Gość
Pestka

Faceci są biologicznie uwarunkowani na zdobywanie. Zdobywając – walczą. Gdy już zdobędą – przestają walczyć. To tak, jak byś brała udział w wyścigu – dajesz z siebie wszystko, wygrywasz, jesteś najlepsza; i co robisz po wygranej, po tym jak pierwsza dobiegniesz na metę? Biegniesz dalej? No jasne, że nie, siadasz, odpoczywasz, ewentualnie zbierasz gratulacje. To bardzo logiczne, tylko że w sferze związków może przynieść wiele szkód i tu leży pies pogrzebany. Kobieta i mężczyzna muszą dobrać się w ten sposób, żeby ona była dla niego inspiracją, by walczyć wciąż od nowa, żeby on czuł, że jest o kogo walczyć. Ciężkie to cholernie, tym bardziej, że rozmowy o tym nic nie dadzą, bo albo te zależności rozumie się instynktownie, albo nie rozumie się wcale.

Chillout
Gość
Chillout

Psychologiczny bełkot.
Leniem jest i tyle. Widziały gały co brały. Teraz go chcesz zmieniać?

Pestka
Gość
Pestka

Niekiedy ludzie do siebie nie pasują, masz rację. I wtedy ani jednemu ani drugiemu o relacje zwyczajnie nie chce się dbać, bo nie czują, że ma to jakąś wartość. Chillout – dokładnie to samo napisałam u góry, tylko użyłam innych słów ;)

Roman
Gość
Roman

Powiedz mi, ile razy można walczyć od nowa o tą samą sztukę mięsa? Naprawdę uważasz że na tym polega związek?

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Po co ma o nia wlaczyc? Podaj mi jeden powod.
Zwiazek polega na byciu razem, bo dzieki sobie nawzajem ludzie czuja sie dobrze i moga sie razem zajac zdobywaniem swiata, a nie siebie nawzajem.

Pestka
Gość
Pestka

Dla samego faktu zaangażowania. Ludzie, którzy przestają walczyć/starać się o siebie, o związek, dają tym samym drugiej osobie do zrozumienia, że mają ją w dupie albo są temu bliscy, to chyba logiczne, napisałam to wyżej zresztą ;) Walczysz, przezwyciężając jakieś tam małe niepowodzenia/problemy dla siebie, dla swojej partnerki, dla jakości związku w efekcie. To nie działa w ten sposób, że wartości wypracowane na początku związku, utrzymują się potem na stałym, niezmiennym poziomie, nad nimi trzeba pracować cały czas. Ja tak to widzę.

Chillout
Gość
Chillout

Daj mu święty spokój, ciągłe jęczenie,że czegoś nie robi nie polepszy sytuacji.
Wiesz, że macie też własne życie?
Tak dla jasności:
Jak związek się pierdoli, to odpowiedzialność za to ponoszą dwie osoby. Ta, która nic nie robi i ta która na to pozwoliła.

chockate
Gość
chockate

Jeśli on nie dzwoni, to Ty też tego nie rób, nie proś by dzwonił, nie kajaj się, nie wychodzi to raczej na dobre. Szanujmy się. Nikt nie potrzebuje miłości na siłę. Jeśli nie pragnie z Tobą rozmawiać tylko dzowni bo go prosiłaś to po co Ci taka rozmowa? Naprawdę tego chcesz? z łaski na uciechę? Jeśli mu na Tobie zależy to sie zorientuje, że coś się dzieje i musi o Ciebie zacząć dbać. Jeśli przestanie się odzywać to pokaże tylko jak wiele dla niego znaczysz, niestety. good luck!

myszka
Gość
myszka

najlepsza rada – dzięki!

Bast.
Gość
Bast.

To ja mam pytanie, Volant. Czysto hipotetycznie, z mojej perspektywy. Gdybym był w związku z kobietą która byłaby tak niezależna i lepsza na każdej płaszczyźnie to czułbym się strasznie niemęski. Jak takie kluchy w kapciach. Świadomość, że ona przecież też zabije tego pająka, ale i tak mnie woła żebym go kapciem zabił bo chce abym choć trochę był „męski” nie poprawiłaby mojego nastroju. Jak sobie z tym poradzić? Czy w takim przypadku musi dojść do rywalizacji między nami, abym to JA był w czymś lepszy? Przecież to strasznie toksyczne.
A jeszcze jakbym słyszał komentarze, że jestem pi*da bo jestem gorszy to by mnie jeszcze zachęciła do rywalizacji.
Wszak ja osobiście mam (jak pewnie większość mężczyzn) zakodowaną chęć rywalizacji i dominacji. To co piszę teraz może wydawać się durne i głupie, ale jestem ciekaw. Nie chcę reszty życia spędzić z łajzą albo z kobietą którą wybrałbym tylko dlatego aby nie musieć rywalizować z nią. No, chyba że muszę sobie przedefiniować to czego oczekuję od związku i partnerki.
Mam nadzieje, że jasno opisałem problem który mnie ciekawi.

Fochna
Gość
Fochna

A może popatrz na to – taaaaaaaaaka kobieta (zaradna, ogarnięta itp.) a woła Ciebie. Czyli z własnej woli z czegoś rezygnuje, uznając Twoją na tym polu przewagę… Bo wiesz. Jak będę sama, to tego cholernego pająka zabiję… z dreszczem obrzydzenia, na odległość i prawie że z traumą. Ale jak będziesz w zasięgu głosu, to z ulgą i prawdziwą wdzięcznością oraz podziwem oddam Ci tę możliwość…

Bast.
Gość
Bast.

Więc generalnie chłop niepotrzebny.
Ale baba chłopowi też nie musi być potrzebna.
Tak sobie tylko rozmyślałem.

Fochna
Gość
Fochna

Bast, bo najfajniej jest, gdy jest się ze sobą, bo się tego chce, a nie potrzebuje. Zapewne potrafisz sobie obiad ugotować, ale wolisz go dostać… No to ja wolę, żeby tego pająka zabił kto inny ;)

Bast.
Gość
Bast.

Dobra. Zgadzam się z tobą.

Waniliova
Gość
Waniliova

Ona zabije tego pająka, ale uwierz mi – będzie jej bardzo trudno, bo się boi (pająki są takie straaaaszne), bo się brzydzi (pająki są takie brzyyyyyydkie), bo się naoglądała horrorów o pająkach, które plują toksycznym jadem, który zabija w ułamku sekundy.
Rozumiem, że mężczyzna ma gdzieś tam z tyłu głowy zakodowaną rywalizację i dominację (jak sam piszesz). Ale może warto też podejść do kobiety z taką myślą – jestem dumny z mojej kobiety, że jest samodzielna, inteligentna, jest CEO, bo to oznacza, że da sobie radę w każdej sytuacji. Chcę z nią być i wspierać ją w jej sukcesach, a nie jej tego zazdrościć.
Bądź męski, skoro chcesz być męski. A bycie męskim to naprawdę nie oznacza – więcej zarabiać, być silniejszy.
I uwierz mi, silne kobiety chyba bardziej niż te słabe, marzą o tym, by się nimi ktoś tak po prostu po ludzku zaopiekował.

Bast.
Gość
Bast.

Kto powiedział, że łatwiej z babochłopa zrobić subtelną kobietę niż z życiowej pizdy mężczyznę?
Nie wiem na jakiej podstawie wywnioskowałaś, że tylko kobiety mają się starać. Aż mnie to zainteresowało.

Volant
Gość
Volant

Też nie rozumiem, ale taki jest efekt, jak dwie osoby przyjdą na śniadanie bez pieczywa :) Taka była sztuczka całego porównania – bez uzupełniania się niewiele dobrego można osiągnąć.

Anna
Gość
Anna

Absolutnie doskonały tekst…

Dawid Straszak
Gość
Dawid Straszak

Ja osobiście nie dostrzegam tej wojny, bo choć otaczam się ludźmi, którzy wyjeżdżając na studia opuścili swe rodzinne miasta, a tym samym musieli się nauczyć samodzielności, niezależnie od płci, bo po prostu w innym wypadku chodziliby w brudncyh ciuchach, głodni i niedomyci. To dość ciekawe, bo ta grupa to ludzie samowystarczalni, ale nadal odznaczający się silnymi cechami męskimi i żeńskimi, bo mimo faktu, że gdy nie są w związkach to są w stanie poradzić sobie sami ze wszystkim, to z drugiej strony czy nie jest pięknym to, że jeżeli ona jest chora to on jest w stanie zrobić dla niej rosół i posprzątać mieszkanie.
Sam spotkałem kilka kobiet, które starały pokazać swoją niezależność na każdym kroku, ale tacy ludzie byli i będą zawsze, więc określanie tego wojną płci to daleko idące nadużycie.

Simplife.pl | Natalia Knopek
Gość
Simplife.pl | Natalia Knopek

chylę czoła. nic dodać, nic ująć.

Mju
Gość
Mju

Podpisuję się rękami i nogami! Brakuje tylko wspomnieć o tym, że Mężczyzna musi być w momencie, w którym potrzebuje i chce i jest w stanie być Mężczyzną i rozumie pełną wartość płynącą z tego rozwiązania w relacji. Jestem z takim Mężczyzną, przez ogromne M, każdego dnia patrzę na Niego z miłością i szacunkiem. Kiedy słoik jest zakręcony wiem, że potrafię Go odkręcić (wystarczy podwadzić go nożem i spuścić trochę powietrza). Kiedy patrzę na zegar do przykręcenia na ścianie wiem, jak posłużyć się wiertarką (bo ojciec mnie tego nauczył). Ale gryzę się w język i widzę, jak zamieniając się w silnego jaskiniowca ratuje mnie z opresji z ogromną przyjemnością i satysfakcją. Znacie ten moment, kiedy Wasz facet wygląda, jakby Jego ego dostało porannej erekcji? Ja zbieram nietrujące jagódki w lesie, a On zabija mamuty. Po powrocie do domu z polowania pozwalam Mu pogapić się w ogień. Zaburzanie naturalnych, biologicznych podstaw do funkcjonowania ze sobą Willmy i Freda Flinstonów ssie :) Po cholerę mi związek, w którym żadne z nas nie czuje się potrzebne? Michał, dziękuję za artykuł. Przekładasz to, co mam w głowie na słowa. Miłego dnia wszystkim czytelnikom.

Joanna
Gość
Joanna

Zam wiele kobiet o feministycznych poglądach, żadna nie usiłuje pozowac na męzczyznę. W feminizmie własnie o to chodzi, żeby docenić w naszej kulturze wartości które wypływają z kobiecego spojrzenia. Swiat wokól, nasza kultura przesycona jest meskimi wzrocami. Nie ma w niej miejsca dla kobiet i kobiety zaczynają głośno o tym mówić. Dla społeczeństwa przyzwyczajonego do tego, że kobiety siedza cicho i robią swoje, ten wyraźny głos może dziwić, irytować, byc odbierany jako „wojna”. Ale nie jest to wojna, tylko wołanie o respektowanie praw. Jesli sie ten ruch spłyci do stwierdzenia „feministki nienawidzą mężczyzn” albo druga wersja „feministki negują kobiecość” to mozna go zlekceważyć i odesłac do lamusa dziwactw współczesnego świata. Nie raz nie dwa widziałam pod feministycznymi artykułami męskie wykpiwające komentarze, z których wynikało, że panowie ci nie czytali wogóle tych artykułów a ich nastawienie wynika z kulturowego mainstreamu. I nie spłycajmy feminizmu wyłacznie do poziomu zycia prywatnego. To jak ułoże sobie życie z partnerem to nasza osobista umowa i ludzie częsciej daja sobie z tym radę niż ze zjawiskami wynikającymi z kultury: ok 15-20% niższa płaca dla kobiet za tą sama pracę na tym samym stanowisku, lekceważenie przemocy domowej, obwinianie ofiar gwałtów, szklany sufit, lekceważenie długu alimentacyjnego… I pamiętajmy, że zawsze jesteśmy najpierw ludźmi, a potem dopiero kobieta lub męzczyzną. Są energiczne, silne kobiety i cisi, refleksyjni mężczyźni. Kiedyś kultura wymagała od mężczyzn bycia „meskimi” a od kobiet „kobiecymi” i nie oszukujmy sie, wiele osób cierpiało z tego powodu, nie mogąc żyć swoją prawdziwą naturą. Feminizm mówi: pozwólmy być ludziom sobą, niech wrażliwy męzczyzna ma prawo okazać swoją delikatność a waleczna kobieta niech ma prawo agresywnie konkurować z innymi. To jest nowe wyzwanie i wprowadza zamieszanie w nasze życia, ale chyba warto się z nim zmierzyć!

Vanilka
Gość
Vanilka

Komentarz w punkt, sama bym tego lepiej nie ujęła. Obecne czasy są wielkim wyzwaniem właśnie dlatego, że niosą tyle nowych możliwości, trzeba jedynie wypracować nowe rozwiązania i właśnie to jest w tym wszystkim najciekawsze. Pozdrawiam serdecznie :)

Lucja Lucja
Gość
Lucja Lucja

Ja tam myślę, ze najlepiej stworzyć związek z kimś podobnym w dużym stopniu do siebie plus parę cech, które będą różnić kobietę i mężczyznę. Jak się spotkają dwie kompletnie różne charaktery, słabo widzę dalszy ciąg związku, będzie ciągła wojna. Już lepiej, jak obydwoje są „tacy sami”w większym stopniu. Ludziom o zbliżonych poglądach łatwiej ‚współpracować” i nie trzeba nic nikomu udowadniać i walczyć.

Suszarka
Gość
Suszarka

Volant, w wielu tekstach piszesz, ze kobiety powinny jak faceci uprawiac seks na pierwszych randkach, a to nijak nie stymuluje mezczyzn do starania. Bo tak, wedlug mnie to facet powinien sie starac zdobyc kobiete, a nie ta rzucac mu sie w ramiona „bo kobiety tez maja prawo”. I to wedlug mnie pozbawia facetow ich meskosci. A kobieta ma za zadanie stymulowac tego swojego faceta do ciaglego zdobywania jej. Do tego, zeby chcial zdobywac. Bo gdy dostaje sie cos bez staran, to po co sie starac. Ja nie mowie o szantazu „wynies smieci, albo nie bedzie seksu”. To jest tez jeden z czynnikow, ktory z facetow robi kanapowe zwierze, a z kobiety maczo.

Volant
Gość
Volant

Tylko wiesz, staranie się o zdobycie kobiety kończy się tam gdzie seks, więc co później? A skoro to działa tylko czasowo to i tak w końcu trzeba faceta motywować czymś innym niż łaskawą zgodą na seks.

Suszarka
Gość
Suszarka

Nie konczy sie tam gdzie seks, ale skoro juz na wstepie ma sie podane na tacy… ja tylko mowie, ze to rozleniwia. I tak, faceta trzeba stymulowac, bo inaczej przestaje byc facetem. Od kuszenia fizycznego, przez prosby o otwarcie sloika, czy oczy pelne podziwu, gdy naprawia popsuty pilot do TV.

Volant
Gość
Volant

„I tak, faceta trzeba stymulowac, bo inaczej przestaje byc facetem. Od kuszenia fizycznego, przez prosby o otwarcie sloika, czy oczy pelne podziwu, gdy naprawia popsuty pilot do TV.”

Z tym się zgadzam, ale z pierwszym zdaniem zupełnie. Rozumiem, że to utarte przekonanie, że im później do łóżka tym lepiej, ale ono jest pozbawione podstaw faktycznych. Jeśli coś rozleniwia to nie seks wcześniej, ale całokształt tego z jaką kobietą ma się do czynienia. Spotyka się bardzo dużo takich, które potrzebują kogoś za mocno i zakochują się za szybko – na wstępie i bez żadnych warunków. Takie traktuje się jak coś pewnego i akurat seks później czy wcześniej nic nie zmieni.

Uważam też, że znacznie lepiej ludzkość wyszłaby gdyby zrezygnowała ze swojego zafiksowania na punkcie seksu, a zafiksowała się na punkcie pracy nad sobą i tym, jak być lepszą osobą. Seks to zawsze tylko dodatek.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Seks jest dodatkiem tylko wtedy, kiedy jest marny lub kiedy druga osobe traktuje sie przedmiotowo.
Z wlasciwa osoba jest czyms, czego zaden sukces nie jest w stanie zastapic….

KaZet
Gość
KaZet

nigdy nie traktuje seksu jako aktu łaski ze strony kobiety a jesli ona tak to traktuje wzgledem mnie to na pewno nie mamy o czym rozmawiac. Jak jest interesujaca kobieta to na pewno nic nie rozleniwia.

Kazik Świtalski
Gość
Kazik Świtalski

Wojna płci powinna toczyć się w łóżku.
Wyborny tekst, Volant; Gratuluję.

Roman
Gość
Roman

Jest taka anegdota: facet żeniąc się ma nadzieję że ona się nie zmieni, ona z kolei ma nadzieję że zmieni się właśnie dla niej. Jak jest wszyscy wiemy :)

Bast.
Gość
Bast.

W sumie chyba nie ma sensu dyskutować, bo przecież Volant cały czas o tym pisze.

nuka
Gość
nuka

A co ma robić kobieta, która się nauczyła, że jak sama nie pójdzie do kina, to w życiu Bonda na dużym ekranie nie zobaczy. Że do nowej restauracji, do której tak bardzo chce pójść musi sama siebie zaprosić i za siebie zapłacić. Że jak sobie tej półki nie powiesi, to do końca życia wszystkie rzeczy będzie trzymać na podłodze? Ma siedzieć i czekać na księcia, czy wziąć swój los w swoje ręce i powiedzieć sobie, że ch…, trudno, ale muszę być samodzielna…?

KaZet
Gość
KaZet

nie no jak jestes sama to chyba jasne ze musisz byc samodzielna, chyba nie zrozumialas przeslania mam wrazenie.

nuka
Gość
nuka

Przesłanie zrozumiałam. Tylko, że to jest właśnie cholernie trudne. Bo kobieta samodzielna, jak już ma na horyzoncie jakąś nadzieję na związek nie zrezygnuje tak łatwo z samodzielności nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że się boi. Boi się tego, że ktoś jej zacznie pomagać i ona się do tego przyzwyczai, bo, jak wiemy, do wygody i ułatwień łatwo się przyzwyczaić. A wtedy jak się rozpadnie to będzie trudniej. Żeby nie było, według mnie jest zajebiście w amoku zakochania wskoczyc na główkę do nieznanej (lub pozornie znanej) wody z całą euforią, tylko, że często kończy się to złamaniem karku. No, ale przynajmniej nie jest nudno.

KaZet
Gość
KaZet

To ze sie boisz to juz Twoja sprawa, Twoje ryzyko i ewentualne straty/zyski. Caly czas nie rozumiem problemu. Moze rozwiazaniem dla niektorych pan jest usluzny kolega, ktory stara sie wkrasc w laski a wkrada sie do friendzone.

nuka
Gość
nuka

Tekst jest o rezygnacji z samodzielności na rzecz bycia z kimś. Niestety nawet w związku mężczyzna rzadko wykazuje inicjatywę. I nie chodzi mi o usługi, co bardziej o przyjemności. Z doświadczeń moich i nie tylko moich, to często kobieta mówi do partnera: a może pójdziemy do kina… w świetle tego tekstu takie zdanie jest dyskwalifikacją kobiety, która nie powinna podawać się na tacy, tylko dać czekać na zdobywanie.

KaZet
Gość
KaZet

Z moich doswiadczen wynika cos dokladnie odwrotnego.I to tez o niczym nie swiadczy oprocz zlego wyboru partnera.

jeco
Gość
jeco

Jak zawsze każda ze stron ma swoje racje. Czasami mężczyźni nie mają lekko. Kobiety potrafią być wredne, mściwe, toksyczne, interesowne, mało ambitne, roszczeniowe itd. Od zawsze takie kobiety mnie jako kobietę wkurzają, bo „psują” postrzeganie mojej płci:) I chociaż istnieją chore kobiety, które w zemście oskarżają kogoś o gwałt albo pobicie albo o molestowanie wspólnego dziecka, aby uzyskać całkowite prawa do opieki nad dzieckiem, to nie należy bagatelizować problemu przemocy domowej, gwałtów, upokarzającego zachowania stosowanego wobec kobiet. Często kobiety ze wstydu nie skarżą się na przemoc domową i chronią swojego oprawcę. Nie zgłaszają gwałtu czy jego próby. Pamiętaj proszę przy tym, że kobiety często są mniej silne fizycznie niż mężczyźni. Co do różnicy w płacach. Ja nie wiem na ile wiarygodne są te badania. Z mojego doświadczenia nie wyglądają wiarygodnie. Oprócz różnic w zarobkach nie wynikających z mniejszych kompetencji, wiedzy, zakresu pracy, odpowiedzialności, ilości godzin itd (wręcz przeciwnie) nadal istnieją różnice w podejściu do kobiet i mężczyzn. Np. kobieta, która piastuje wyższe stanowisko często nie tylko zarabia mniej niż jej koledzy na tożsamym stanowisku, ale dodatkowo, jeżeli jest młoda to większość mężczyzn podczas pierwszego spotkania zawodowego zastanawia się komu zrobiła loda, że jest tym kim jest w tej firmie. Mało tego na spotkaniach zawodowych (np. kolacja) po 1 drinku chociaż niekoniecznie musi to być po drinku, nadal jeszcze pozwalają sobie mężczyźni na takie teksty, że najzwyczajniej w świecie jest to po prostu smutne. A co do toalet, tak nieco żartobliwie, to byłam ostatnio w clubie, gdzie były 2 toalety męskie, 1 damska. I w tej damskiej ciągle byli faceci (bez kobiety):)) Więc bywa i tak i tak :)

Magda Książek
Gość
Magda Książek

„Przy prawdziwym mężczyźnie kobieta jest szczęśliwa, w innym przypadku jest silna.”

Lady Perfect
Gość
Lady Perfect

A moze to wszechobecny wyścig szczurów sprawia, ze chcemy konkurować wszędzie – rownież w naszych związkach. Media wmawiają nam nie tylko wojnę płci, ale tez to, ze powinnismy mieć wiecej, byc lepsi, i dążyć do jakiegoś widma sukcesu. Tylko ze w związku sukces opiera sie na współpracy, nie zaś chorej konkurencji.

Ola Em
Gość
Ola Em

O tak! Najgorsze co może być to konkurowanie ze sobą w związku… A często ta konkurencja jest prowokowana przez mężczyzn. Z drugiej strony może to być reakcja na opisane w tekście- skracanie ich męskości.

Joanna
Gość
Joanna

Przeczytałam notkę z linku który podałeś.
W 2013, w UE, średnio kobiety zarabiały 16,4 mniej, w 2008 17,3% mniej. W Niemczech 21,6% mniej, w Anglii 19,7%, Francja 15,2%, Dania 16,4%, w Estonii prawie 30%! Brawo Słowenia, tylko 3,2%. Polska 6,4% – być może, zależy od metodologii. nie jesteśmy jednak odizolowaną wyspą i trendy ekonomiczne w UE maja na nas wpływ. Pamiętajmy tez po co podałam ten przykład. Nie komentujemy tu artykułu o dyskryminacji na rynku pracy tylko o tym jak to rzekomo feminizm jest do niczego w realnym życiu a idee feministyczne tylko psują relacje miedzy kobietą a męzczyzną. Feminizm nie wpiernicza się nikomu do sypialni, tylko zwraca uwagę na zjawiska kulturowo-polityczne, takie jak na przykład różnica w płacach. I nie to że tylko na własnym podwórku, ale także w Irlandii, Indiach i Niemczech.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Roznice w placach wynikaja tylko z dostarczanej wartosci. Jesli kobieta wybiera mniej stresujaca prace, albo zawsze ona leci do domu do chorego dziecka a nie jej maz, to de facto jest gorszym pracownikiem niz wlasnie ten maz.
Jesli kobieta w imie dobrego samopoczucia wszystkich nie negocjuje twardo podwyzeki a facet tak – to wiadomo, ze ona ja dostanie. Mezczyzna ma wiecej testosteronu i jest bardziej skoillny do konfrontacji – kobieta nie.
Ile firm „jenorozcow” zalozyly kobiet a ile mezczyzni? To tez jest dyskryminacja? Przeciez biznes moze zrobic kazdy tak jak chce.
Jesli kobieta chce to moze osiagnac wszystko co mezczyzna – wyjatkiem sa panstwa islamskie. To jeczenie i parytety wynikaja glownie z checi zdobycia korzysci tylko dlatego, ze jest sie kobieta. Podobnie zachowuja sie tzw uciskane mniejszosci np. geje. W politycznie poprawnych miejscach – promocja kobiet, mniejszosci, niepelnosprawnych jest tak mocna, ze zwykly czlowiek jest praktycznie dyskryminowany.

Vanilka
Gość
Vanilka

Nie, to nie dyskryminacja – to silne zakorzenione w społeczeństwie patriarchalne tendencje, które deprecjonują kobiety i nie zachęcają ich do rozwoju, odwagi, walki o swoje, twardych negocjacji, podejmowania nowych wyzwań, zakładania biznesów na rzecz poświęcania się dla rodziny itp., bo przecież do tej pory była to domena mężczyzn, kobiecie nie wypada, od zarabiania jest mężczyzna, kto słyszał o kobiecie CEO itp. itd. Wielowiekowa tradycja zmienia się powoli i jest to proces długotrwały, a pewne role społeczne i zachowania (co wypada danej płci, a czego nie) są powielane w procesie wychowania i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dziewczynki wychowuje się wciąż często inaczej niż chłopców i nie pokazuje im pełni możliwości, które mogą mieć w życiu, na szczęście zaczyna się to zmieniać. Dziewczynka, a potem kobieta ostro walcząca o swoje to dla wielu wciąż nie osoba charyzmatyczna i przebojowa, tylko korposuka, która rozpycha się łokciami – taki jest rezultat wychowywania dziewczynek na łagodne, ciche i niekonfliktowe, w konsekwencji bojące się walczyć o swoje. Na zniwelowanie tych różnic nie wystarczy jedno pokolenie. Myślę, że może pod koniec obecnego stulecia będzie można mówić o prawdziwej, długotrwałej, nieco „okrzepłej” już zmianie, na razie wciąż na to za wcześnie. Poza tym, wcale nie wiesz, czy kobieta, która za każdym razem „leci do domu do chorego dziecka” robi to, bo sama uważa, że tak powinno być, czy dlatego, że mąż uważa, że jest to jej obowiązkiem i nie jest chętny jej wyręczyć. Tutaj działanie opiera się na decyzji obu stron, a nie tylko kobiety.

Wiola Starczewska
Gość
Wiola Starczewska

Leniwe maskotki i rekiny na smyczy.

Ola Em
Gość
Ola Em

Wpis czytałam już wcześniej, ale naszła mnie taka myśl i pomyślałam, że ona tutaj pasuje.

Odnoszę wrażenie, że kobiety zatraciły swoją kobiecość- a może inaczej- nie pokazują jej. Chowają ją skrzętnie pod maską twardej, potrafiącej wszystko, niezależnej babki, która pozwala sobie na chwilę słabości tylko w samotności, wieczorem, po ciężkim dniu.

Delikatność i wrażliwość wydają się być niepożądane w dzisiejszym świecie. Bycie miłym, wrażliwym, łagodnym równa się z byciem słabym- kiedyś dotyczyło to głównie mężczyzn, ale dzisiaj już nawet kobiecie nie wypada okazywać „słabości”. Same jesteśmy sobie winne.

Owner.org.pl
Gość
Owner.org.pl

Kobiety chcą wszystkiego, biorą od jednego i idą dalej szukać kogo innego i koło się kręci. A dać cokolwiek w zamian to już problem ;)
Brak umiaru w jedną albo drugą stronę

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

To jest typowo kobiece podejscie – oboje sie zmieniaja – lub raczej oboje powinni sie zmienic tak jak ona to sobie wyobraza…..
Jesli ludzie do sibie nie pasuje to nie powinni byc razem

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Jesli ten artykul opisuje rzeczywiste sytuacje to wspolczuje takich kobiet i mezczyzn. Jesli facet musi sie wykazywac przed kobieta, bo inaczej czuje sie zle to co z jego poczuciem wartosci? Tzn ze nie robi nic innego poza pracami domowymi i nic soba nie reprezentuje? Co zlego w tym, ze kobieta sobie skreci szafke jesli to lubi?
Generalnie jesli chcesz cos miec zrobione dobrze to najczesiej musisz to zrobic sama albo sam. Albo zaakceptowac pewne braki drugiej strony.

Kazdy powinien byc soba – lub raczej najlepsza wersja siebie, ale siebie. Jeden lubi grzebac w motocyklu, inny skrecac szafki, jeden gotowac, a jeszcze inny szydelkowac. I to niezaleznie od plci.

Rywalizacja z kims jest ok, pod warunkiem, ze sluzy rozwojowi. Natomiast jesli chce sie cos zrobic, aby komus udowodnic, ze jest sie od niego lepszym – swiadczy o niskim poczuciu wartosci.
Nie dziwie sie, ze problemu z zwiazkach sie nawarstwiaja, jesli ludzie maja takie podejscie.

Problem dotyczy obu plci, z tym ze czesto kobiety maja podejscie p.t „mi sie nalezy, bo jestem kobieta i to facet ma sie starac”. I dopoki kobiety nie zrozumieja, ze im nic sie nie nalezy, dopoty beda narzekac na facetow.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Popraw swoja atrakcyjnosc i pokaz mu, ze musi sie postarac, aby tez poprawil wlasna. Jak bedzie sie za Toba ogladac co drugi gosc na ulicy, koledzy z pracy bede sie wyrywac, zeby pracowac z Toba, etc to on rowniez zacznie

lidia
Gość
lidia

niekoniecznie tak jest. tzn wszystko wygląda ładnie w teorii, ale taka sztampowa sytuacja: półka na książki i duperele. X – płeć żeńska rozsądna, czyli teoretycznie mogłaby sama wziąć wiertarę i powiesić półkę, ale nie chce się stać kobietą z tekstu wyżej, no i od czego ma faceta, więc prosi swojego faceta raz, żeby powiesił. Po jakimś czasie – ok tydzień wspomina drugi raz. Potem znowu, przymilając się i podbudowując ego, że tak wspaniale tej półki jak on, to nie powiesi nikt. I nic. To bierze wiertarkę i wiesza półkę. I wielka obraza faceta, bo przecież on by to zrobił, a X zawsze musi wszystko sama. a X wcale nie chciała sama. Chciała, żeby on, dla niej. No i żeby ta cholerna półka wisiała. Tylko niestety, dając facetowi czas, żeby się wykazał, to się czasami zestrzaeć można, a facetowi do wykazania się będzie nadal daleko jak ziemi do marsa.

Vanilka
Gość
Vanilka

To też prawda i to jest smutne :(

Ania
Gość
Ania

Jestem kobietą i moje myśli zostały ubrane w słowa w tym artykule. Co nie znaczy, że nie popełniam błędów w nim wymienionych…niestety.

Jimbo
Gość
Jimbo

„Matka nie była z tym zbyt szczęśliwa, bo zawsze miała aspiracje bycia
„światową kobietą” a tu tylko na horyzoncie pozostały pieluchy i
obiadki.”

a więc, bez urazy, ale twoja matka była idiotką, skoro chciała w życiu robić jedno a robiła drugie. Jeśli z tego powodu mieszała Ci w głowie to była dodatkowo wredną idiotką.

” Efekt był taki, że była 100% zależna od ojca, co zaowocowało ciągłymi
awanturami i kompletnym brakiem szacunku dla niej łącznie z przemocą
fizyczną.”

a więc, bez urazy, twój ojciec był zakompleksionym draniem.

Nie warto niszczyć sobie życia dlatego, że miałaś takich, a nie innych rodziców. I nie chodzi tu o to, żeby nie być samodzielną. Współczesne kobiety i mężczyźni się wzajemnie antagonizują, dlatego, że związki ich rodziców były nieudane. Tylko nie wiedzą, że tylko taką sytuację eskalują. Bo jeżeli twoi koledzy ulegli „ścipieniu”, to na 100% ich matki były ponadprzeciętnie niezależne, a ojcowie nie dawali wzoru. I jeśli zamierzasz podążyć drogą typowej niezależnej feministki a nagle około 30-stki założyć rodzinę, to najprawdopodobniej jeśli będziesz miała syna, to będzie on bardzo podobny do twojego ojca – zakompleksiony i nadrabiający sobie przemocą. A twoja potencjalna córka będzie podobna do matki – nie rozbita pomiędzy różnymi celami, nie będzie wiedziała czego chce i ostatecznie nie będzie miała niczego. Koło się zamyka.

Yen
Gość
Yen

Bycie kobietą nie jest wcale proste. Jak mam być asertywna, pewna siebie, walczyć o swoje, stawiać innym granice w relacjach ze mną i jednocześnie pozostać kobieca? Nigdy nie potrafię tego pogodzić. Może da się jakoś tego nauczyć i co właściwie facet postrzega jako kobiecość? (Mam na myśli oczywiście charakter). Mam stać się oazą spokoju, która brzydzi się świńskimi dowcipami, a przekleństwo nigdy nie wychodzi z jej ust i całe życie życie udawać, że bez faceta nie potrafię sobie z niczym poradzić? Tego oczekujecie?

Vanilka
Gość
Vanilka

Najzwyczajniej w świecie bądź sobą, zamiast próbować wpasowywać się w ramy, które narzucają ci inni. Tylko w taki sposób pozostaniesz uczciwa wobec siebie w tym całym współczesnym zamęcie. Przynajmniej ja wyznaję taką zasadę.

wisznu
Gość
wisznu
Aga
Gość
Aga

Potrafię używać wiertarki, sama zabijam pająki, potrafię zainstalować system w swoim komputerze. Dlaczego? Bo zanim zrobi to brat, kuzyn, chłopak… o ile umie, oczywiście… Czy to lubię? NIE. SZCZERZE NIENAWIDZĘ. Ale umiem i robię, właśnie przez maminsynków, za których wiecznie ktoś coś robił. Miło by było, gdybym w końcu znalazła kogoś, kto zamiast okazywać swoją męskość, przepuszczając mnie w drzwiach, zachowałby się jak prawdziwy mężczyzna i zabrał mi tę wiertarę z rąk. Chciałabym być z mężczyzną, który nie będzie chodził w brudnych ubraniach, bo kto mu włączy pralkę, jak ja wyjadę, i żeby on chciał być z kobietą, która potrafi wkręcić dyble ;) , ale woli, jak on to robi;) Pozdrawiam!

rawita
Gość
rawita

Jasne, to że faceci stali się zniewieściali i niewiele od siebie oczekują, to oczywiście wina tylko kobiet, którym nagle uwidziała się niezależność. To one są odpowiedzialne za to, że większość związków się rozpada, bo uprawiają jakiś tam feminizm. A mężczyźni i ich postawy nie mają z tym nic kompletnie wspólnego. Dawno nie czytałam tak mizoginicznego tekstu.

Volant
Gość
Volant

Długo zastanawiałem się czy odpisać na Twój komentarz, ale ostatecznie się zdecydowałem.

Po pierwsze, nie wiem czy zauważyłaś, ale ten tekst nie był o tym, że kobiety są złe i wszystko co je spotyka to ich wina. On był o tym, że w każdej sytuacji, w której biorą udział przynajmniej dwie osoby, wszystkie na siebie w określony sposób wpływają. Czyli jeśli ty przejawiasz zachowanie X to najczęściej dostajesz postawę Y. Nie oceniam tego, po prostu stwierdzam fakt. Nie napisałem więc, że to wina kobiet, że większość związków się rozpada, tylko powiedziałem: „Hej! Ty też jesteś w tych związkach! Też masz na nie wpływ!”.

Po drugie, tekst opiera się na przekonaniu, że ma się ograniczony wpływ na inne osoby, ale ma się nieograniczony wpływ na siebie. Inaczej mówiąc, można spędzić życie chcąc zmieniać innych i nie osiągnąć nic lub skupić się na tym na co samemu ma się wpływ i zwyczajnie żyć lepiej. W pierwszej chwili może to być ciężkie do przełknięcia, ale działa.

Po trzecie, tekst był skierowany do kobiet takich jak ty, czyli takich które wolą krzyczeć: „Cóż za mizoginiczny tekst! A co z facetami?!”, niż być proaktywną jednostką. Przykro mi, że jesteś taką osobą. Zwykle nie wróżę im wielkich sukcesów ani w związku, ani w życiu generalnie, ale wciąż mam nadzieję, że mimo wszystko się mylę.

Po czwarte, w tekście nie zawiera się teza, że mężczyźni są spoko i ty kobieto, puchu marny, masz wstać i zapierdalać. Tak nie jest. Gdybyś zadała sobie trud, żeby przeczytać moje dwie książki, w dużej mierze skierowane do mężczyzn, wiedziałabyś, że nie masz racji. Fakt, że o tym nie napisałem tutaj wynika z tego, że skoro piszę tekst dla kobiet to nie piszę o mężczyznach. Gdybym napisał tekst o lepieniu pierogów to raczej nie zawarłbym w nim informacji o robieniu panierki do schabowych.

Na koniec dodam personalną uwagę. Nie wiem jaką jesteś osobą i nie wiem jakie zazwyczaj piszesz komentarze. Zakładam więc, że jesteś sympatyczną, ciepłą osobą, która zwyczajnie miała gorszy dzień. Dlatego mam dla ciebie radę – całkowicie za darmo – jak masz zły dzień to nie pisz feministycznych komentarzy, bo przez takie komentarze, jak twój, neutralne osoby zaczynają uważać feministki za roszczeniowe, wiecznie niezadowolone kobiety. A chyba tobie, ani im o to nie chodzi.

Pozdrawiam,

V.