Dostajesz tylko to, na co się godzisz

Dostajesz tylko to, na co się godzisz

Usłyszałem dziesiątki pytań dotyczących mężczyzn. Dlaczego są tacy skomplikowani? Dlaczego zdradzają? Dlaczego kłamią? Dlaczego spotykają się z jedną kobietą, myślą w tym czasie o drugiej, a później wychodzą do kibla i korzystając z okazji dzwonią do trzeciej? Dlaczego przychodzą do ciebie i wypłakują się na ramieniu powtarzając, że nie wiedzą, co by bez ciebie zrobili, a następnego dnia oglądasz jego zdjęcia z inną?

Byłem wystarczająco dużo razy po drugiej stronie takich sytuacji, żeby dokładnie powiedzieć ci dlaczego tak robią.

Odpowiedź brzmi: Bo mogą.

Coś ci wytłumaczę, kiedy ludzie się poznają są jak dużo większe i trochę mniej słodkie szczeniaczki. To dla nich nowa sytuacja, więc sprawdzają jak daleko mogą się posunąć i jakie obowiązują zasady. Czy można rozszarpać zasłony? Czy wolno spać na fotelu? Czy można ciebie ugryźć? Czy można sikać na dywan?

Jeśli nie będziesz egzekwować konkretnych zachowań to któregoś dnia obudzisz się w mieszkaniu śmierdzącym od moczu z małym demonem, od którego woli zależy to, czy pozwoli otworzyć ci lodówkę.

Jeśli zrobisz tak samo w przypadku ludzi to dowiesz się dlaczego huragany są nazywane ich imionami.

Największym błędem dotyczącym związków jest stawianie znaku równości między tym, że komuś jest dobrze, a tym, że będzie to dobry związek. Kobietom wydaje się więc, że jeśli są atrakcyjne, mają skończone studia, grupę przyjaciół, zainteresowania, regularne wizyty u fryzjera i kosmetyczki oraz karnet na zumbę, jogę lub pilates to tyle wystarczy, żeby ktoś je doceniał. Tylko, że to tak nie działa. Fakt, że komuś jest dobrze nie oznacza, że będzie się dobrze zachowywał. Jak chcesz, żeby pies nie srał ci na kanapę to nie wystarczy, że będziesz drapać go za uchem i dobrze karmić. Trzeba mu jeszcze powiedzieć, że nie może tego robić i to wyegzekwować.

W każdej sytuacji dostajesz nie to, na co zasługujesz, tylko to, na co się godzisz. Jeśli idziesz do pracy mając kwalifikacje, za które płaci się 5000 zł netto, ale godzisz się na umowę za 1800 zł to tylko tyle dostaniesz.

Jeśli godzisz się na wykonywanie pracy za inne osoby w zamian za „Dziękuję” i poczucie, że dzięki temu nie przestaną cię lubić, to zacznij witać się z bezpłatnymi nadgodzinami.

I jeśli godzisz się na to, żeby facet, z którym się spotykasz zastanawiał się miesiącami, czy woli ciebie czy przypadkową laskę w klubie, nie szanował twojej pracy i mógł zajmować się tylko strzyżeniem brody i przymierzaniem nowych Nike’ów jakby zapomniał jaka jest jego biologiczna płeć, to nie dziw się, że dokładnie tyle od niego dostajesz.

Jest takie zdanie, że nie zdobędziesz kobiety, jeśli boisz się, że ją stracisz. Działa to też w drugą stronę. Problem w tym, że każda kobieta ma w swojej głowie listę rzeczy, które zaczynają się od słów: „Ja nigdy bym na to nie pozwoliła…”. Z zaciśniętymi ustami pisze na forach i blogach komentarze o tym, czego by nie wybaczyła i rozmawia z przyjaciółkami o tym jaka ta Kryśka była głupia, że wróciła do jakiegoś rozkapryszonego maminsynka. A później jak przychodzi, co do czego, to nie ma już do czynienia z „jakimś facetem”, ale ze swoim, który ma łagodne, podniecające spojrzenie i umięśnioną klatę. Jak większość kobiet nie jest w stanie powiedzieć mu: „Zasługuję na więcej”, bo zaczyna się bać, co się stanie, jak go straci. Idzie więc ze sobą na układ i myśli: „Dam mu jeszcze jedną szansę”. Bo przysłał bukiet z 50 czerwonych róż, bo powiedział, że żałuje, bo gdzie spotkam lepszego, bo wyglądał tak smutno, bo każdemu może to się zdarzyć, bo może teraz nie jest to związek, o który ci chodzi, ale po prostu trzeba mu dać więcej czasu.

Dla niego to jest jasny sygnał, że właściwie bez żadnych konsekwencji może srać na kanapę, bo ty może rzucisz focha i się rozpłaczesz, ale później pójdziesz to posprzątać i jeszcze go pogłaszczesz.

Jeśli chcesz mieć satysfakcjonujący dla siebie związek to musisz mieć świadomość, że to prawda, że każda kobieta może się znudzić. Tylko że prawdą jest też to, że te, które nie stawiają żadnych wymagań nudzą się najszybciej. Nie są wyzwaniem. Nie podniecają. Nie sprawiają, że chce się być dla nich lepszą osobą. Są jak urocza statystka w filmie – być może zawiesisz na niej wzrok, ale nie kupisz biletu do kina, żeby ją zobaczyć.

I kiedy nie mówisz, czego chcesz i godzisz się na sytuacje, które ci nie odpowiadają, to na własne życzenie zaczynasz grać rolę nic nie znaczącej statystki w filmie, którego jesteś reżyserem.

Print Friendly, PDF & Email

91
Dodaj komentarz

avatar
100000
47 Comment threads
44 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
53 Comment authors
BeataAnia AniaDorotaAnkaaaMarti Ka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
NicNieRobek
Gość
NicNieRobek

Krótki, ale konkretny. Idę dalej się uczyć do olimpiady :D

Oliv_55
Gość
Oliv_55

Łaaał, to jest bardziej niż dobre!

Amiszable
Gość
Amiszable

A wiec jak byc tak pieknie nazwanym „wyzwaniem” dla mężczyzny. Jak sprawic zeby chciał sie zmieniać dla kobiety? Pieknie powiedziane ale co tak na prawdę to znaczy? Mógłbyś to rozwinąć, lub moze napisac post podając przykłady

Agat
Gość
Agat

bylo. bylo i to w wielu wpisach tego bloga.
Tylko zauważam starcie między niektórymi stwierdzeniami- jak wymagasz to uciekają, jak nie wymagasz, to się nudzą… pokazujesz, ze Ci zalezy, to uciekają… pokazujesz, że nie chcesz, to lgną do Ciebie…
i szkoda, ze faceci z „dawania kolejnej i kolejnej szansy” przez kobiety – jak to się robi w milosci przeciez -robią wycieraczkę do butów….

cat
Gość
cat

Omg, po ch*** ci facet którego trzeba zmieniać??? To jakby z pieska chcieć zrobić królika bo o nim marzysz. Chcesz królika to kup królika a pieskowi daj byc pieskiem

Justyna Murłowska-Larysz
Gość
Justyna Murłowska-Larysz

Piszesz o szczeniaczkach, których trzeba nauczyć czego wolno, a czego nie. Dlaczego ja miałabym to robić? Dojrzałemu facetowi nie trzeba niczego udowadniać, uświadamiać czy na coś się godzić, bo on to po prostu wie i „nie sra na kanapę”.

Volant
Gość
Volant

Z założenia, że każdy wszystko powinien wiedzieć i nic nie trzeba nikomu mówić jeszcze nic dobrego nie przyszło :) Po pierwsze dlatego, że nikt nie rodzi się z całą wiedzą i umiejętnościami, jakie są mu w życiu potrzebne. Po drugie dlatego, że każda relacja jest inna i kształtuje się ją na nowo, więc jak nie mówi się o swoich potrzebach to w praktyce bierze się kogoś z „ustawieniami fabrycznymi”. W takiej sytuacji ma się małe szanse, że będą one dla ciebie dobre.

Justyna Murłowska-Larysz
Gość
Justyna Murłowska-Larysz

Zgoda, że nie „wszystko wiedzieć”, ale coś już powinien wiedzieć. Z całą wiedzą nikt się nie rodzi i trzeba mówić o potrzebach, ale są sprawy podstawowe, oczywiste, które dorosłemu nie trzeba mówić i nie wymagają kształtowania… przynajmniej nie powinny

Volant
Gość
Volant

Z mojego doświadczenia wynika, że z zakładania, że coś jest oczywiste biorą się największe problemy komunikacyjne, ale biorę pod uwagę, że może u Ciebie działa to inaczej.

Jollanta
Gość
Jollanta

Heh, ja też generalnie wychodzę z tego założenia co Justyna, ale niestety Volant ma duzo racji. Są w tym plusy i munusy. Każda relacja jest inna i partnerzy muszą się dostosowywać lub obierać odpwiednie techniki żeby ją kształtować w pożądaną stronę. Ale życzę wszystkim żeby spotykali jak najmniej szczeniaczków srających na kanapę. ;) BTW są też i żeńskie wydania szczeniaczków :)

Aga
Gość
Aga

Zgodzę się. Doświadczyłam tego w relacjach ze swoimi Pracownikami. Coś, co dla mnie jest oczywiste, jest oczywiste dla mnie. Dla nich nie musi takie być. Dla nich jest przepuszczone przez filtr ich doświadczenia, wychowania, charakteru. I od nich też muszę wymagać, wyciągać konsekwencje. Natomiast, jeśli wymagasz, a nadal jest źle – rezygnujesz i szukasz kogoś lepszego. Dlaczego w związkach tak nie może być?

Piotr Kierus
Gość
Piotr Kierus

Wiadomo że tak jest. I co świat zmienisz…?

ariel
Gość
ariel

Wiecie co jest najlepsze a jednocześnie najgorsze? Vol daje kopalnie złota Wam/Nam na głowę a niektórzy nadal pomimo wskazania palcem co mają robić – zrobią tak jak Vol pisze. Chuja zrobią. Smutna prawda. Vol kot tekst – pozdrawiam

J.
Gość
J.

Od zawsze wiadomo, że trzeba rozmawiać, mówić o wszystkim. Nikt się niczego nie domyśli i nie pozna nas dobrze, jeśli nie zaczniemy mówić. Prosto i dostanie napisany tekst, nic dodać nic ująć. Aczkolwiek jeszcze bardziej rozumiem fakt, dlaczego facet mający „idealną” dziewczynę i tak poszukuje czegoś innego u innej.

Jerry Smith
Gość
Jerry Smith

To powszechna choroba: oczekiwanie na efekty, mimo braku działań. Tak jest nie tylko w związkach. Czyli: godzę się na coś, ale liczę, że dziadek mróz/wróżka zębuszka/święty Mikołaj przyniesie mi coś zupełnie innego.

Cyniczny
Gość
Cyniczny

To miejsce powoli zmienia się w Cosmopolitan…

Kuba X
Gość
Kuba X

Jest związek. Facet robi kupę na kanapę. Kobieta cierpi i pokornie sprząta. Jeżeli facet pozwala na to (co odbija się też na relacji i ściąga jego w dół) to co z niego za facet?

Wniosek:
Albo go naprawiasz mówiąc „Robiąc X sprawiasz że czuję się Y, chciałabym żebyś zamiast tego zrobił dokładnie Z dlatego, że… ”
albo szukasz już naprawionego.

Kitty
Gość
Kitty

Dziękuję :) Dzisiaj, właśnie dzisiaj tego potrzebowałam…

Aurora
Gość
Aurora

Dobrze jest sobie znaleźć w miarę „odchowanego” szczeniaczka z dobrymi manierami, ale i tak zgadzam się ze wszystkim, co piszesz, bo generalna zasada jest jaka jest od lat – każdy jest kowalem (kowalką?) własnego losu :D

Radek Kowalik
Gość
Radek Kowalik

Kowalikiem?

Bartosz Ostrowski
Gość
Bartosz Ostrowski

Uniwersalny tekst na przykładzie relacji międzyludzkich. Oczywiście, dostajemy tylko na co się godzimy. Życie jest kiepskie, szare i monotonne tylko jeśli pozwalamy mu takim być. „Wystarczająco dobrze” znaczy „godzę się na to by było niedobrze”.
A tak poza tym, to nadchodzi coroczny ranking najbardziej wpływowych blogerów według Tomka Tomczyka i jeśli nie zobaczę Cię w złotej lub srebrnej dziesiątce to już nie wiem, co definiuje dobrego blogera.

Lady Perfect
Gość
Lady Perfect

To pewnie zadziała z facetami, z którymi da sie porozmawiać. Ale większość chce mieć po prostu święty spokój, i na próby komunikacji reaguje wrecz alergicznie. Albo co gorsza, boi sie tego.

Chillout
Gość
Chillout

Alergicznie boimy się ciągłych pretensji, narzekań i roszczeń. W większości przypadków tak jest rozumowana komunikacja przez kobiety.

Chillout
Gość
Chillout

Miazga.

Marta
Gość
Marta

Gabriela
Gość
Gabriela

Mądrze powiedziane. „Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz” – to niby proste i wszystkim znane powiedzonko jest chyba dobrym podsumowaniem całego Twojego tekstu.

Marta
Gość
Marta

Wg mnie to bzdura. Jeżeli mam być ze „szczeniakiem”, który „nie dzwoni do tej trzeciej z kibla” tylko dlatego, że ja mu tego zabraniam, to wolę być sama, niż mieć świadomość że gdybym tylko milczała w tym temacie (czyli nie komunikowała swoich oczekiwań), to by to zrobił. Jeżeli wiem, że ten „szczeniak” jakby mógł to „zasrałby mi kanapę” a pilnuje się dlatego, że ja stoję na straży jego moralności i dyktuję mu zasady, to dziękuję bardzo. Właśnie chyba o to chodzi, żeby spotkało się dwoje ludzi mających podobne morale i zasady, a nie żeby jedna strona „sterowała” drugą. Ja wolę poznać człowieka i zobaczyć co on ma mi do zaoferowania sam z siebie, niż go w jakiś sposób „kreować”.

KaZet
Gość
KaZet

Kiedys tez tak myslalem. Trafialem niby na madre wyksztalcone dziewczyny och I ach. Madrze mowily na codzien a potem przychodzilo co do czego I wywijaly numery takie ze w glowie sie nie miescilo, tak glupie I niedojrzale. Podsumowujac tekst i relacje miedzyludzkie: Stawiajmy granice! Stawiamy sie rodzicom a nie mozemy swoim chlopakom/dziewczynom? :)

Pestka
Gość
Pestka

Mój komentarz zjadł gdzieś po drodze internet, więc napiszę jeszcze raz.
Wydaje mi się, że kiedy dobiera się dwójka ludzi, którzy rozumieją
swoje potrzeby i oczekiwania instynktownie, to mamy przykład pięknego
związku. Jasne, że niektóre rzeczy trzeba artykułować, bo nikt z nas nie
czyta w myślach, ale ciągła manifestacja granic jest męcząca, dla obu
stron.

Marta
Gość
Marta

Właśnie o tym pisałam: nie umiałabym udawać że nie widzę tego, że mój facet zachowuje się w określony, pożądany przeze mnie sposób nie dlatego, że sam tak zadecydował (a jego decyzja jest całkowicie nieuzależniona od stanowiska jakichkolwiek osób trzecich, w tym mojego) i sam uważa, że ja na to zasługuję, tylko dlatego że ja na niego wpłynęłam. Nie chodzi o efekt zewnętrzny (określone, nawet oczekiwane zachowanie), ale o to, czego ten facet tak naprawde chce i co on ma w głowie.

Volant
Gość
Volant

Tylko to wciąż nie zmienia faktu, że wciąż w każdej relacji buduje się układ sił na nowo. To dlatego masz osoby, wobec których możesz sobie pozwolić na więcej lub które traktujesz gorzej, niż inne. Ten sam mężczyzna często jest aniołem dla jednej kobiety i chujem dla drugiej. Mówienie: „Zobaczymy co ktoś ma mi do zaoferowania” jest oddawaniem pola, na który możesz mieć wpływ.

Marta
Gość
Marta

Ale decyzję, czy ten facet zdecyduje być dla mnie chujem czy aniołem, wolałabym żeby podjął sam z własnego przekonania i własnej oceny sytuacji, a nie z powodu mojej ingerencji w tą decyzję poprzez właśnie „wywieranie wpływu” o którym mówisz. Jeżeli dam facetowi ( czy komukolwiek) „wolną rękę” w stosunku do tego, jak mnie będzie traktował, a ta osoba niezależnie od mojego udziału wybierze traktowanie mnie jak anioła, to to będzie cenne. Jak wybierze traktowanie mnie w taki sposób, który mi nie odpowiada, po prostu się zawijam.

Marta
Gość
Marta

Uzupełniając powyższe, może ja inaczej to odbieram, ale ja nie cenię relacji, w których każdy dostosowuje się do oczekiwań drugiego (jednocześnie do granic przez niego wyznaczanych), ponieważ chodzi o to, żeby akceptować siebie nawzajem (nawet z tą „zasraną kanapą” czasami) i robić w stosunku do siebie to, czego sami chcemy, a nie to czego oczekuje ta druga osoba (czy też nie robić tego czego ona sobie nie życzy). Chodzi o motywację – robię lub nie nie dlatego, że „ktoś”, tylko dlatego że „ja” i z mojego własnego przekonania. Stosując to co napisałeś w artykule, jest wg mnie duże ryzyko, że osoba po prostu „dopasuje się” do ciebie i Twoich oczekiwań, a to będzie „fake”. I na pewno nie na dłuższą metę.

Lenta
Gość
Lenta

Hej Marta,
to rozwiązanie jest tylko jedno – nie szukaj wśród mężczyzn, szukaj wśród kobiet…

:)

Marta
Gość
Marta

W koncu jakas sensowna rada ;)

Lenta
Gość
Lenta

Pisałaś, że chodzi o to by spotkały się dwie osoby mające podobne morale i zasady…
Moralność i zasady to czynniki „regulujące”. Związek muszą budować czynniki „napędzające” – czy namiętności. Najpierw trzeba je sobie uświadomić w nas samych…
Rozpoznajesz swoje?
Pozdrawiam Świątecznie :)

Volant
Gość
Volant

I właściwie o to się wszystko rozbija, bo znam mnóstwo lasek, które są święcie przekonane, że stawiają granice i budują swoje związki na werbalnym pozwalaniu i nie pozwalaniu, a to totalnie nie działa.

Jest zasada, o której pisałem w Sexcatcherze i kilka razy na blogu: „Bądź mężczyzną wobec którego kobiety zachowują się dobrze”. Działa ona w obie strony. Większość znanych mi kobiet pozornie świetnie sobie radzi, ale w związkach sama prosi się o złe traktowanie:
– nie wymaga szacunku do swoich wartości, bo często nie ma pojęcia jakie są jej wartości (przez wartości rozumiem kluczowe dla niej osobiście elementy związku)
– sama nie postępuje w zgodzie ze swoimi przekonaniami („bo przecież stało się to tylko raz!”)
– nie dba o to, żeby „opłacało się” dla niej „starać” (i chodzi tu o wszystkie kwestie związane z atrakcyjnością fizyczną, toksycznością, rozwojem itd.)
– a przede wszystkim wiąże się z osobami, które jej standardów nie spełniają i zamiast sobie odpuścić na początku określone osoby, ona brnie w związek i później pyta: „Jak go zmienić?”.

„Albo być z kimś, kto nie robi pewnych rzeczy nie dlatego, że ja go tak wytresowałam ale dlatego, że sam ich nie chce robić.”

Powiem ci dlaczego to nie działa. Biologicznie każdy bez wyjątku facet jest poligamistą i z jego punktu widzenia zawsze jest lepiej mieć dwie dziewczyny, niż jedną i trzy, niż dwie. Nie ma więc mowy, że nie będzie czegoś robił, bo nie chce. Nie będzie tego robił jeśli osoba, z którą jest będzie dla niego znaczyła więcej niż randomowa laska (co wcale takie oczywiste nie jest) i kiedy „ustalą”, że to dla niej niedopuszczalne zachowania. Obie te rzeczy najskuteczniej jest przekazać niewerbalnie – raczej swoją postawą, niż nakazami i zakazami.

Marta
Gość
Marta

Zanim zarejestrowałam się w dyskusii (Marta), pisałam jako gość pod tym pseudonimem (sqooo), i nałożyły się moje oba posty – stąd zbliżona treść. Jeżeli już do takich wniosków doszliśmy, to można tez przyznać (ja przynajmniej tak stwierdzam na pdst moich obserwacji) – że ok. 95% osób, które są w związkach, tak naprawde ciągle (mniej lub bardziej świadomie), szuka tzw „lepszej partii”, i to jest strasznie smutne. Ja na pewno nie chciałabym być w takim związku.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Jesli 95% osob jest w zwiazkach tymczasowych to pomysl, co by bylo gdyby nagle przestali – okazaloby sie, ze znakomita wiekszosc spoleczenstwa to single.
Na pocieszenie mozna powiedziec, ze w tych tymczasowych zwiazkach ludzie bardzo czesto potrafia przetrwac cale zycie i nawet byc z tego zadowoleni.

Ola Em
Gość
Ola Em

A 50% małżeństw jest ze sobą, bo mają dzieci i wspólny kredyt. To dopiero smutne.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Idealnie napisane. Jesli ktos (dotyczy to obu plci) nie potrafi zarzadzic soba, swoimi zasadami i zyciem to tym bardziej nie da rady przelozyc tego na druga osobe.

Ola Em
Gość
Ola Em

„Powiem ci dlaczego to nie działa. Biologicznie każdy bez wyjątku facet jest poligamistą i z jego punktu widzenia zawsze jest lepiej mieć dwie dziewczyny, niż jedną i trzy, niż dwie. Nie ma więc mowy, że nie będzie czegoś robił, bo nie chce. Nie będzie tego robił jeśli osoba, z którą jest będzie dla niego znaczyła więcej niż randomowa laska (co wcale takie oczywiste nie jest) i kiedy „ustalą”, że to dla niej niedopuszczalne zachowania”.

^^Cała prawda. Sporo kobiet powinno w końcu zrozumieć, że mężczyźni postrzegają seks zupełnie inaczej, niż one.

Dawid Straszak
Gość
Dawid Straszak

Dziwnie się czuję jak utożsamia się wszystkich mężczyzn z takimi, którzy są rządzeni bardziej przez popędy czy skrajny egoizm, niż przez rozsądek.
Zgadzam się z faktem, że jednym z elementów relacji jest wyznaczanie granic i określenie co wolno, a czego nie, ale nie potrafię się pozbyć wrażenie, że to może gdzieś tam na początkach, gdy jeszcze bardziej kreujemy swoją tożsamość i szukamy odpowiedzi na to jacy jesteśmy, ale z czasem gdy jesteśmy coraz bardziej świadomi to zdrowy rozsądek i empatia powinny zwyciężyć. Może mówimy tu o ludziach, których nigdy nie dane mi było spotkać, ale w sytuacji, w której jakaś kobieta (znajoma) oświadczyłaby, że jej partner ją zdradził, to doszukiwałbym się powodu w znacznie szerszym spektrum czynników, aniżeli tylko kwestii, że nie zostały mu wyraźnie wskazane granice…
Próba wyciągnięcia wniosków ogólnych bazując na konkretnych przypadkach.

Niemniej jednak bardzo lubię Twój styl pisania, a porównania połączone z kompozycją naprawdę trafiają.

Pestka
Gość
Pestka

Chyba trafiłeś w sedno. „Badanie granic” w moim rozumieniu jest naturalne w początkach związku, ale tu chodzi o sprawy typu rozrzucania skarpetek albo zostawiania brudnych kubków, bo sprawdzanie na ile można sobie pozwolić na polu chociażby szacunku do drugiej osoby jest… chore?

(a mojego komentarza jednak nic nie zjadło, internety niezmiennie mnie zadziwiają ;)

Chillout
Gość
Chillout

Żeby stawiać komuś wymagania, powinnaś wiedzieć co tak naprawdę sam chcesz. A Ty tego sama tego nie wiesz.

Zirael
Gość
Zirael

Gdzieś Ty się uchował, co? :) Jesteś na mojej liście „motywatorów” życiowych.

Margerytka
Gość
Margerytka

Krótko i na temat, jakie to prawdziwe :)

Mania
Gość
Mania

Do pewnego momentu w moim zyciu myslalam jak czesc z was- kazdy powinien wiedziec jak ma sie zachowywac, co powinien robic a czego nie, gdzie lezy granica. Ja nie bylam od tego, zeby w zwiazku czegos zabraniac czy mowic jak powinno sie zachowywac- ON jest dorosly, wcale nie glupi, wiec powinien wiedziec. Nie jestem jego matka, zeby wychowywac i karcic. I witac go z metalowa chochla w drzwiach bo poszedl z kolegami na piwo i nie zadzwonil caly wieczor.
Mozecie sie domyslic jak skonczyl sie ten zwiazek. A pozniej kolejny. I kilka nastepnych tez. I wtedy uswiadomilam sobie, ze jednak cos musze robic nie tak.
Przyjelam dwie zasady- po pierwsze najwazniejsza jestem JA, po drugie ‚monkey sees, monkey does’- ja tez tak moge.
Volant stara sie wytlumaczyc nam kobietom co robimy zle w zwiazkach i jak dzialaja faceci, i ze smutkiem zauwazam, ze wiekszosc z nas nadal nie rozumie uparcie tlumaczac sobie i nam- ‚ale nie mozna tak bo..’
Wiecie co jest mega pociagajace dla faceta? To, ze wiesz czego chcesz, to ze szanujesz siebie, i to ze stawiasz siebie na pierwszym miejscu i nie pozwalasz nikomu sie wykorzystywac. Szczegolnie JEMU.

Stad pierwsza zasada- najwazniejsza jestem JA, moje potrzeby, moje cialo i psychika. To, ze nie jestem dostepna na dzwiek dzwonka i smsa kiedy ON sobie zazyczy. To, ze mam ochote wyjsc kiedy ON narzeka, ze jest zmeczony bo mial mega ciezki tydzien (miesiac, rok) w pracy albo muchy w nosie. To, ze nie omine kursu garncarstwa bo on wlasnie dzis chce sie spotkac (caly tydzien byl zajety). Wydaje mi sie, ze problem lezy w wychowaniu- zostalo nam wpojone to, by facetom uslugiwac i troszczyc sie o nich zapominajac o sobie kompletnie. A przeciez tu chodzi o cos zupelnie przeciwnego.

I wtedy przychodzi druga zasada: ‚monkey sees, monkey does’- jesli zabrudzi kanape- ja moge tak samo.
Wyszedl na miasto, wrocil nad ranem- nie zamierzam biedna czuwac i czekac jak Stroz na prywatnym parkingu.
Nastepnym razem zakladam ulubiona sukienke, szpilki i maluje usta nowo zakupiona szminka. Wychodze nie tlumaczac sie. I zostane u przyjaciolki na noc nie mowiac mu ani slowa.
Rozglada sie za kobietami? Ja tez moge umowic sie na kawe z tym przystojniakiem z silowni. Odmawiam zachowywania sie jak ofiara i pochlipiwania w kacie.
Wiekszosc z Was mowi o tym, ze chce zeby facet wiedzial sam, domyslal sie sam. Moze i bedzie, jesli jest telepata. Reszta bedzie zachowywac sie jak trzylatki ktore uciekaja spod reki matki zerkajac przez ramie czy ja ciagle widza i wracaja przestraszeni jak im zniknie z pola widzenia. Jesli facetowi na Tobie zalezy i chce z Toba byc to zrozumie lekcje bo nie bedzie chcial zebys znikala na noc czy chodzila na kawe z facetem z silowni. A jesli mu nie zalezy to masz odpowiedz na to, czy jest wart Twojego cennego czasu. I brudnej kanapy w salonie…

dp
Gość
dp

ale na wstepie mowiac komus co mu wolno a czego nie, dajesz mu instrukcje do siebie i istnieje ryzyko ze ktos zupelnie niegodny zaufania „wslizgnie sie” do Twojego zycia bo wie doskonale czego mu nie wolno a co moze… a to wcale nie znaczy ze za plecami nie „bedzie robil swego” czyli brudzenie kanapy i chodzenie w miasto. Nikt nie mowi o tym zeby sie godzic na zachowania, ktorych nie akcdptujesz, chodzi o to, ze od poczatku dajac komus taka instrukcje do siebie – nie masz pewnosci ze ktos robi cos, bo chce, tylko robi tak, zebys byla usatysfakcjonowana… a kiedy nikt nie widzi …

Mania
Gość
Mania

nie zgodze sie. to nie jest moja instrukcja obslugi. to uczenie sie nawzajem zachowan pozadanych i tych na ktore sie nie godzimy. Oboje popychamy sie do przodu i tylu obserwujac nawzajem ile to drugie jest w stanie zniesc i jakie potencjalnie moga byc konsekwencje jesli to drugie pchnie za mocno. Moim zdaniem kobiety zazwyczaj nie powiedza nic albo skarca lekko tym samym przyzwalajac na podobna sytuacje po raz kolejny i kolejny.

dp
Gość
dp

Naprawde chcesz miec partnera ktorego bedziesz „uczyc zachowan”, a on Ciebie? A jezeli podobne, negatywne sytuacje się powtarzają to odchodzisz, bez żalu i przynajmniej wiesz dlaczego. A tak, „uczac zachowań”, facet moze robic to czego nie chcesz za twoimi plecami albo poprostu zaciskac zeby i robic wg Twojej nauki – to chyba tez nie jest fajne ….. chyba ze Cie to satysfakcjonuje. Nie wazne jak, byle było po Twojemu .

Mania
Gość
Mania

mi ciagle chodzi o ‚naprawienie’ sytuacji/zachowan ktore nas wkurzaja, ktorych nie chcemy bo sprawiaja nam przykrosc czy bol. Uparcie twierdze, ze kobiety jedynie mowia nie robiac nic. Jak mi ktos potwarza cos w kolko (nie spedzasz ze mna czasu, nie zabierasz mnie nigdzie) to po pewnym czasie zaczyna mnie to bardziej denerwowac niz motywowac do zmiany zachowania. Jesli widze natomiast, ze po takim ‚gledzeniu’ moja dziewczyna stroi sie w super sukienke, maluje i wychodzi co drugi wieczor (i nie wazne ze do kina, i sama, ale Tobie tego nie mowi) zaczynam myslec- i w koncu cos robie. Bo nie sadze, ze facet mysli ‚w koncu mam ja z glowy kolejny wieczor bo nie zrzedzi mi nad uchem’. Nie mowie o codziennych rzeczach, o rozrzuconych skarpetkach czy naczyniach w zlewie. I nie mowie o tym, by na poczatku znajomosci mowic komus- to robie tak a to lubie tak i nie toleruje tego i tego i tego. Na poczatku znajomosci jestesmy zauroczeni druga osoba i zazwyczaj nawet nie zauwazamy, ze sa rzeczy ktore nam nie pasuja. Bo pasuje nam wszystko!

Dorota
Gość
Dorota

Ale ja bym nie chciała faceta, który wraca nad ranem bez słowa albo rozgląda się za kobietami.. (Moi byli tak nie robili, może dlatego, że introwertycy, ale raczej sadzę, że po prostu by ich to nie kreciło). I nie chciałoby mi się stroic i wychodzić, mimo że tak naprawde nie mam na to ochoty, tylko dlatego, żeby mu coś ”pokazać’. Dajcie spokój. Dla mnie to wciąż trochę gierki. Miałabym coś tam udawac (mimo że G mnie obchodzi ten przystojniak, albo chcę sobie posiedziec w domu z ksiązką) tylko dlatego, zeby ktos zaczął mnie cenic – blech.
W sumie dla innych wad, takich drobniejszych, jestem bardziej wyrozumiała. Ale jakieś takie pilnowanie i wymuszanie na kimś zaangazowania, no bez sensu mi się wydaje.. Takie zszywane na siłę związki.

x
Gość
x

dokładnie :) Gdy na początku znajomości zaczynasz mówić o swoich oczekiwaniach dotyczących przyszłego partnera to bywa i tak że ludzie aby się przypodobać udają a swoje za plecami robią.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Niestety, a potem jest „Dlaczego nie akceptujesz mnie takim/taka jakim/jaka jestem?”
„Reality check” bywa bolesny, ale bardzo przydatny zanim sie podejmie bardziej wiazace decyzje niz pojscie do lozka

dudek
Gość
dudek

Mam nadzieję, że ty nie oczekujesz od niego wsparcia gdy masz gorszy dzień, miesiąc, czy rok i w pełni szanujesz to, że on nie ma ochoty z tobą siedzieć i cię wysłuchiwać? Oczekiwanie, że facet zrezygnuje z wyjścia ze znajomymi czy wizyty na siłowni bo właśnie chcesz się z nim spotkać (cały tydzień był zajęty) to też głupota. Chyba nie jesteś hipokrytką?

Mania
Gość
Mania

Mam wrazenie, ze nie do konca zrozumiales. Test Volanta mowi o tym, zeby mowic i informowac jasno o niepozadanych zachowaniach. Moj komentarz mowi o tym, by cos w koncu zrobic bo czesto mowienie do niczego nie doprowadza a niepozadanie zachowanie wraca jak bumerang. I nie znaczy to, jak probujesz interpretowac moje slowa- by byc chamskim i samolubnym by default. No chyba, ze taki juz jestes z natury…
Wydawalo mi sie, ze blog i komentarze maja pomoc nam w dzieleniu sie przemysleniami, doswiadczeniami, czasem uswiadomieniu sobie co robimy zle i dobrze i czemu pewne rzeczy/sytuacje nas spotykaja. I jak je zmienic. Ja jedynie dziele sie swoimi :)

KochamMojegoFaceta
Gość
KochamMojegoFaceta

No! Chlopak! Teraz to powiedziales! Tak, kobiety – trzymac faceta ‚krotko’ ;)) To dziala. ;) Pozniej facet jest tak wykonczony naszymi wymaganiami, ze juz nie ma ochoty na skoki w bok ;) a na nude nie narzeka (tyle jest ciagle do zrobienia) :)))) Nawet nie potrzebujesz wymowek w stylu ‚boli mnie glowa’ :))) Fajne, fajne …. :)))

Mia
Gość
Mia

Nie wiem jakim cudem tu trafilam, ale ciesze sie, ze tu dotarlam;) teksty podnoszace na duchu i dajace nadzieje, ze jakos to bedzie;) nie jakos…dobrze;)
Tekst o powrotach do ex przeczytalam juz 3 razy…i mysle, ze przez jakis czas bedzie to moj wieczorny rytual…tak na wszelki wypadek…gdyby jakas ciemna chmura przyslonila mi mozg;p dzieki!

Jollanta
Gość
Jollanta

czasem potrzeba zaburzyć harmonię nutką zazdrości.. A nóż pojawią się refleksje :)

Chillout
Gość
Chillout

Nie dość, że narzeka i czepia się, to jeszcze chce się puszczać.
Ideał kobiety;)

Magda
Gość
Magda

oj tam od razu puszczać ;)

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Uwaga techniczna – chciałam zgłosić, że od kilku wpisów nie dostaję powiadomienia o nowych.

Pestka
Gość
Pestka

„takie same oczekiwania” to określenie hiperboliczne, wiadomo że nie wszystkie są takie same, ale te ważniejsze muszą być; jeśli jedna osoba oczekuje (dla przykładu) dzieci i spokojnego domu, a druga nieustannych imprez i podróży, to nigdy w życiu nie dojdą do porozumienia i będą szukać kogoś o zbliżonych potrzebach – gdzie tu infantylizm?

Chillout
Gość
Chillout

Co mnie boli najbardziej?
Kobiety nie uczą się na błędach. Nie pomogą sensowne argumentacje, poparte jeszcze przykładami jej wyborów z przeszłości czy obecnych. Zawsze znajdzie jakieś wytłumaczenie, aby tkwić w związku, który im nie odpowiada. Większość żyje „motylkami w brzuszku”, które odfrunęły już dawno, złudzeniami czy podporządkowują się ogólnym standardom narzucanym przez społeczeństwo. Takie są polskie kobiety i trzeba przyjąć to wiadomości. Nie planują swojego życia w dłuższej perspektywie, liczy się dla nich co jest tu i teraz. Nie próbują nawet poszukać lepszej opcji dla siebie, bo nie oszukujmy to wy rządzicie w tym świecie. Macie niesamowite piersi i tyłek. Tylko że dla nas też liczą się jakich wyborów dokonujecie i na co się zgadzacie w związku, bo świadczy to o tym jakie jesteście i co sobą reprezentujecie.
Może czas o tym pomyśleć?

Pestka
Gość
Pestka

A jacy wobec tego są mężczyźni? :)

Znalezienie obecnie faceta z przedziału 20-30lat, który planuje swoją przyszłość i potrafi zobaczyć konkretny jej obraz, zakrawa o cud.

Chillout
Gość
Chillout

Ale czy to jest powód żeby nadal być z kimś kto również jej nie planuje, bo nie ma się innego wyboru?

Pestka
Gość
Pestka

Jasne, że nie. To tylko dowód, że jesteśmy siebie warci i nie ma co podejścia do życia rozróżniać w kategoriach: mężczyźni/kobiety, bo to jest bardzo płynne ;)

musterion
Gość
musterion

Może szukasz w złym miejscu? Albo to ja obracam się w innym towarzystwie, bo zdecydowana większość moich znajomych wie, czego chce od życia i ma określone plany na przyszłość.

Inna sprawa, że ta wizja przyszłości zaczęła u mnie nabierać kształtów dopiero koło 25 roku życia, ciągle jest bardzo elastyczna i zmienia się pod wpływem nowych doświadczeń. Zmieniam pracę, próbuję nowych rzeczy, niektóre opcje odrzucam, modyfikuję inne i codziennie poświęcam czas na rozwój istotnych umiejętności.

Każdy jednak potrzebował w pewnym momencie solidnego kopniaka w zadek, żeby takie wnioski odnośnie swojego życia wyciągnąć, więc może tu leży problem.

Pestka
Gość
Pestka

Problem leży w tym, że większość młodych ludzi nie potrafi prawidłowo określić swoich umiejętności i dostosować ich do rynku w taki sposób, żeby przyniosły im korzyści.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

A czy bedziesz interesujaca partia dla takiego goscia?

Lucja Lucja
Gość
Lucja Lucja

Prawda. I dotyczy to nie tylko relacji damsko-męskich ale też miedzy przyjaciółmi, w pracy, między sąsiadami w bloku. Nawet w relacji rodzice – dzieci. I problem w tym, że kiedy druga strona zachowuje się „nie tak” i chcemy ją zmienić aby wreszcie było dobrze to nie zadziała. Możemy tylko albo zgodzić się na taki stan rzeczy i dalej narzekać, albo się nie zgodzić i zaprotestować i jeśli druga osoba zmieni swoje zachowanie, to będzie rokować na przyszłość. Jeśli nie- drogi są dwie, albo zerwanie znajomości albo trwanie dalej w takim układzie i czekanie na… no właśnie,na co?
http://kielcemoje.blogspot.com/

Marta
Gość
Marta

Absolutnie sie zgadzam – ja nie potrzebuje zwiazku „aby był”, za wszelka cene, zwiazku wykreowanego, nie potrzebuje faceta ktorego zlapie i bede go instruowac co ma robic a czego nie – takie cos w ogole mnie nie satysfakcjonuje. Masz racje – albo znajde sie w zwiazku jak z Disneya, czyli dwie gwiazdki o takich samych oczekiwaniach, albo nie bede z nikim, nie mam z tym problemu. Dla mnie wlasnie zalosne jest to cale „dostosowywanie” partnera, zmienianie go w mniejszym lub wiekszym stopniu, bo przeciez komunikowanie swoich oczekiwan to w pewien sposob wywieranie wplywu na druga osobe (skoro komunikujesz, to masz na celu wywolanie efektu). Uwazam, ze zwiazek to akceptacja drugiej osoby w calosci (takze z tym, co ona ma do zaoferowania z wlasnej, nieprzymuszonej woli), a nie dostosowywanie jej do swoich oczekiwan.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Primo, znalezienie idealnie dopasowanego partnera graniczy z cudem.
Secudno, ludzie sa leniwi i czesto im sie nie chce. Jak nie przypomnisz im, zeby sie postarali, zrobili cos co powinni, to teo nie zrobia. Nie ze zlej woli, z lenistwa.

Marta
Gość
Marta

No wiec ja gram „va banq”, albo wszystko, albo nic, albo spotka mnie taki cud o ktorym piszesz, albo wole byc sama i sie nie szarpac. ja nie bede o nikogo zabiegac, starac sie, poswiecac – bo w tym czasie wole starac sie dbac o siebie – rozwijac, praowac nad soba w kazdym mozliwym aspekcie zycia.

Ankaaa
Gość
Ankaaa

Bardzo mądrą dziewczyna jestes ;)

Kika
Gość
Kika

Święta prawda. Wyżalałam się jakiś czas temu pewnej osobie jak to mi źle w nowej pracy, jak bardzo szef mnie nie szanuje etc. A ta osoba na to: „A co zrobiłaś, żeby Cię szanował? Czy odpowiedziałaś racjonalnie na jego atak? Czy zasugerowałaś, że ‚to, to i to” Ci nie odpowiada?”. Dodała również: „Zostawanie po godzinach, praca w weekendy i podkrążone, wystraszone oczy nie zmienią aktualnego stanu rzeczy ani nie wzbudzą szacunku szefa. Będzie coraz gorzej, ponieważ pozwoliłaś sobie wejść na głowę i on to będzie z premedytacją wykorzystywał. Jedyne lekarstwo na tę sytuację to asertywność”. Często tak jak w moim przypadku na asertywność akurat w tym miejscu pracy, było już za późno. Dzwne byłoby, żebym z postawy „ciapy” nagle przybrała pozę asertywnej suki, dlatego

Kika
Gość
Kika

…też zamieniłam pracę. Karty trzeba rozdawać od samego początku. Czujność przede wszystkim. ☺

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Wszystko sprowadza sie do prostego rownania: dawaj tyle ile dostajesz.
Jesli chcesz czegos od niego daj mu to samo.

Artykul sluszny, ale w podpisach wida tesknote kobiet za byciem wielbiona tylko dlatego, ze sa – syndrom ksiezniczki z filmow Disneya. Bycie ksiezniczka nie polega na uwazaniu sie za ksiezniczke, zeby nia byc trzeba wygladac jak ksiezniczka, zachowywac sie jak ksiezniczka i byc uwazana przez otoczenie za ksiezniczke.

To sprowadza sie jeszcze do sily w zwiazku, jesli pozycja faceta, z wielu powodow, ale upraszczajac z powodu latwej mozliwosci znalezienia innej podobnej kobiety, jest silniejsza, to nie bedzie on sie zmienial i dostosowywal. Bo nie musi – tak jak pisze Volant – bo moze. On jest z Toba, bo ma wygode, bo mu nikt nie truje przyslowiowej dupy. Wiec albo spowoduj, ze bedziesz lepsza niz potencjalna konkurencja – dla niego – albo licz sie z tym, ze bedzie tak jak jest – albo znajdz innego mezczyzne, dla ktorego bedziesz najlepszym co moze dostac.

Parafrazujac – przyklad Volanta z praca, nawet jesli Twoje kwalifikacje sa warte 5000 (zwlaszcza jesli to tylko Twoja opinia), to nie znaczy, ze na rynku akurat jest na nie nowy popyt i masz szanse tyle dostac.

To dziala w obie strony i kobieta i mezczyzna ma to co sobie wybierze, ma potencjal na ujarzmienie i jest w stanie to wykorzystac….

Ola Em
Gość
Ola Em

Większość komentujących odnosi się do relacji damsko-męskich, a ja ten tekst postrzegam jako wyznaczanie granic ludziom – w ogóle. Ze smutkiem stwierdzam, że to jest bardzo trudne. Łatwo się potem obudzić „z reką w nocniku”. A jak już ktoś raz się przyzwyczai do traktowania nas w określony sposób, to potem marne szanse na zmianę reguł.

Plan for Design
Gość
Plan for Design

Prawda w 100%

marcela
Gość
marcela

Niesamowite jest to, że każdym tekstem trafiasz idealnie w moja sytuację „miłosną” – finansowa też nie lepsza. I albo moja sytuacja jest na tyle nudna albo przewidywalna. Innej teorii nie mam.

Magda
Gość
Magda

Marcin dużo jest racji w tym co piszesz. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, ale dochodzę do wniosku, że sama kupowałam mojemu byłemu czasem takie prezenty „niedlaniego” tylko dla mnie. Będę mieć to w głowie na przyszłość – cenna uwaga.

Magdalena Spyra
Gość
Magdalena Spyra

W polskich realiach często godzimy się pracować za mniejszą kasę, bo coś za tym idzie….Jeżeli chodzi o kobiety to wybieramy gorzej płatne prace, bo mamy lepszy dojazd i możemy być wcześniej w domu, żeby zrobić swojemu misiowi obiadek. Drugim a właściwie pierwszym powodem jest bezpieczeństwo – szukamy pracy gdzie mamy perspektywy na „ciążę” czyli możliwość powrotu, bezpieczeństwo zatrudnienia. Te kobiety, których ten temat nie interesuje mają inne powody – czasem prozaiczne – nie chce im się szukać, zmieniać lubią stałość (to akurat stwierdzenie zaczerpnięte od znajomych 45+).
Najważniejsze w tym wszystkim aby te osoby (myślę, jednak o kobietach, bo jest ich sporo w moim otoczeniu) będąc w tej wybranej sytuacji nie narzekały codziennie na swój los, zrozumiały, że jest to ich świadomy wybór.
Niestety tak nie jest. Te kobiety ciągle mówią o tym, że zasługują na więcej ale nic nie robią. Obwiniają dookoła mężczyzn o swój los, nie podejmując nawet najmniejszej zmiany. Z kolei ci faceci (kierownicy, managerowie, właściciele prywatnych firm, prezesi etc. ) nigdy nie dowiedzą się że coś jest nie tak.

Kari Na
Gość
Kari Na

Amen :)

Volant
Gość
Volant

„Faceci przecież to małe dzieci przez całe życie.”

Za to kobiety rodzą się emocjonalnie i społecznie dojrzałe :)

Aga
Gość
Aga

Tarantino występuje jako statysta w filmach, których jest reżyserem… Jemu to raczej można zazdrościć niż współczuć :)

Zbuntowana
Gość
Zbuntowana

Volant ma po części racje, mężczyzna czuje respekt do kobiety gdy czuje na plecach jej oddech wolności.Gdy kobiecie mniej zależy albo w ogóle nie zależy zwłaszcza na początku to tym bardziej staje się atrakcyjniejsza ale nie dla wszystkich mężczyzn. Dlatego dużo kobiet gra księżniczki i problem jest w tym ,ze tylko gra.
Femme fatale nie graja, one takie są, są inteligentne, nieroszczeniowe ale nie dadzą sobie wejść na głowę, szczere a zarazem skryte, łatwe ale trudne, są odważne, szalone i ryzykują, pełne seksapilu i wiedzące jak ten seksapil wykorzystać. Związek z taka kobieta to jak stąpanie po cienkim lodzie w krainie czarów. Femme fatale nie ma zbyt wiele, wiele jest za to kobiet, które chcą być kochane i kochają za bardzo i jak to powiedział mój znajomy ” zakochana kobieta głupieje”. Smutne a zarazem tragiczne jest to ,ze femme fatale bardzo często są samotne lub nieszczęśliwie zakochane choć wokół maja bardzo dużo mężczyzn.

Marti Ka
Gość
Marti Ka

Ostro..

Ania Ania
Gość
Ania Ania

Mójj facet,ostatnio poszarpał zasłony i nasikał na dywan zostawiając
przy tym notkę : podniecają mnie 16 latki,oglądam porno tylko z nimi,i
oglądam się za takimi również przy Tobie, ponieważ wszyscy tak robią”.
Mam 29 lat,on 33. Żadna z powyższych informacji nie sprawiła żeby życie
jakoś stało się dla mnie mniej rozczarowujące. Co począć ze szczeniakiem
który nie chce dostrzec strat których mi przysparza

Beata
Gość
Beata

Mocne :-)