Usłyszałem dziesiątki pytań dotyczących mężczyzn. Dlaczego są tacy skomplikowani? Dlaczego zdradzają? Dlaczego kłamią? Dlaczego spotykają się z jedną kobietą, myślą w tym czasie o drugiej, a później wychodzą do kibla i korzystając z okazji dzwonią do trzeciej? Dlaczego przychodzą do ciebie i wypłakują się na ramieniu powtarzając, że nie wiedzą, co by bez ciebie zrobili, a następnego dnia oglądasz jego zdjęcia z inną?

Byłem wystarczająco dużo razy po drugiej stronie takich sytuacji, żeby dokładnie powiedzieć ci dlaczego tak robią.

Odpowiedź brzmi: Bo mogą.

Coś ci wytłumaczę, kiedy ludzie się poznają są jak dużo większe i trochę mniej słodkie szczeniaczki. To dla nich nowa sytuacja, więc sprawdzają jak daleko mogą się posunąć i jakie obowiązują zasady. Czy można rozszarpać zasłony? Czy wolno spać na fotelu? Czy można ciebie ugryźć? Czy można sikać na dywan?

Jeśli nie będziesz egzekwować konkretnych zachowań to któregoś dnia obudzisz się w mieszkaniu śmierdzącym od moczu z małym demonem, od którego woli zależy to, czy pozwoli otworzyć ci lodówkę.

Jeśli zrobisz tak samo w przypadku ludzi to dowiesz się dlaczego huragany są nazywane ich imionami.

Największym błędem dotyczącym związków jest stawianie znaku równości między tym, że komuś jest dobrze, a tym, że będzie to dobry związek. Kobietom wydaje się więc, że jeśli są atrakcyjne, mają skończone studia, grupę przyjaciół, zainteresowania, regularne wizyty u fryzjera i kosmetyczki oraz karnet na zumbę, jogę lub pilates to tyle wystarczy, żeby ktoś je doceniał. Tylko, że to tak nie działa. Fakt, że komuś jest dobrze nie oznacza, że będzie się dobrze zachowywał. Jak chcesz, żeby pies nie srał ci na kanapę to nie wystarczy, że będziesz drapać go za uchem i dobrze karmić. Trzeba mu jeszcze powiedzieć, że nie może tego robić i to wyegzekwować.

W każdej sytuacji dostajesz nie to, na co zasługujesz, tylko to, na co się godzisz. Jeśli idziesz do pracy mając kwalifikacje, za które płaci się 5000 zł netto, ale godzisz się na umowę za 1800 zł to tylko tyle dostaniesz.

Jeśli godzisz się na wykonywanie pracy za inne osoby w zamian za „Dziękuję” i poczucie, że dzięki temu nie przestaną cię lubić, to zacznij witać się z bezpłatnymi nadgodzinami.

I jeśli godzisz się na to, żeby facet, z którym się spotykasz zastanawiał się miesiącami, czy woli ciebie czy przypadkową laskę w klubie, nie szanował twojej pracy i mógł zajmować się tylko strzyżeniem brody i przymierzaniem nowych Nike’ów jakby zapomniał jaka jest jego biologiczna płeć, to nie dziw się, że dokładnie tyle od niego dostajesz.

Jest takie zdanie, że nie zdobędziesz kobiety, jeśli boisz się, że ją stracisz. Działa to też w drugą stronę. Problem w tym, że każda kobieta ma w swojej głowie listę rzeczy, które zaczynają się od słów: „Ja nigdy bym na to nie pozwoliła…”. Z zaciśniętymi ustami pisze na forach i blogach komentarze o tym, czego by nie wybaczyła i rozmawia z przyjaciółkami o tym jaka ta Kryśka była głupia, że wróciła do jakiegoś rozkapryszonego maminsynka. A później jak przychodzi, co do czego, to nie ma już do czynienia z „jakimś facetem”, ale ze swoim, który ma łagodne, podniecające spojrzenie i umięśnioną klatę. Jak większość kobiet nie jest w stanie powiedzieć mu: „Zasługuję na więcej”, bo zaczyna się bać, co się stanie, jak go straci. Idzie więc ze sobą na układ i myśli: „Dam mu jeszcze jedną szansę”. Bo przysłał bukiet z 50 czerwonych róż, bo powiedział, że żałuje, bo gdzie spotkam lepszego, bo wyglądał tak smutno, bo każdemu może to się zdarzyć, bo może teraz nie jest to związek, o który ci chodzi, ale po prostu trzeba mu dać więcej czasu.

Dla niego to jest jasny sygnał, że właściwie bez żadnych konsekwencji może srać na kanapę, bo ty może rzucisz focha i się rozpłaczesz, ale później pójdziesz to posprzątać i jeszcze go pogłaszczesz.

Jeśli chcesz mieć satysfakcjonujący dla siebie związek to musisz mieć świadomość, że to prawda, że każda kobieta może się znudzić. Tylko że prawdą jest też to, że te, które nie stawiają żadnych wymagań nudzą się najszybciej. Nie są wyzwaniem. Nie podniecają. Nie sprawiają, że chce się być dla nich lepszą osobą. Są jak urocza statystka w filmie – być może zawiesisz na niej wzrok, ale nie kupisz biletu do kina, żeby ją zobaczyć.

I kiedy nie mówisz, czego chcesz i godzisz się na sytuacje, które ci nie odpowiadają, to na własne życzenie zaczynasz grać rolę nic nie znaczącej statystki w filmie, którego jesteś reżyserem.