Twoja przyszłość jest już napisana

Twoja przyszłość jest już napisana

Ludzie są wyjątkowo mądrzy jeśli chodzi o dwie rzeczy: ocenianie przedmiotów i życie postronnych osób. Są za to strasznie głupi jeśli chodzi o dwie inne rzeczy: emocje i ich własne życie.

Na rzeczy patrzy się obiektywnie. Działa to tak – widzisz samochód i wiesz, że to Opel, czerwony, sprawdzasz, że jest z 2005 r., ma 200 000 przebiegu i spala o 7 litrów benzyny na 100 kilometrów za dużo. Widziałeś dużo samochodów w takiej klasie, więc możesz ocenić ile jest warty. Widzisz jaki jest i nie myślisz: „Niby tak, ale jak go kupię to jego silnik bez żadnej ingerencji zacznie pracować lepiej, przebieg spadnie do 100 000 kilometrów, a z rocznika 2005 zrobi się 2015”.

Za to znam wiele osób, które robią to w relacjach z innymi ludźmi.

Dzięki temu można bez większych problemów poznać faceta, który codziennie rano je jajecznicę i kabanosy, wsiada w firmowy samochód, a następnie kieruje pracą trzydziestu osób, nie mając żadnych problemów z ich zwalnianiem, pouczaniem, szkoleniem i dbaniem o efektywność zespołu. Jakoś nie gryzie się z tym fakt, że kiedy pozna jakąś kobietę, która wygląda równie dobrze w ołówkowej spódnicy, co bez niej, to sam zaczyna się zachowywać jak małpa przyczepiona do gałęzi bananowca. Często jest tak, że może ona wyrządzić mu dowolne świństwo, a on nie wręczy jej „wypowiedzenia”, chociaż w pracy nie zastanawiałby się nad taką decyzją nawet pięciu minut.

U kobiet działa to tak samo. Dzięki temu w modnych kawiarniach można zobaczyć równie modne kobiety, które swoim koleżankom udzielają przyzwoitych rad na temat postępowania z mężczyznami. Następnie wracają do swojego życia i zaczynają popełniać błąd za błędem. Odpalają skrypty w swojej głowie, przez które dają się źle traktować. Patrzą na cechy konkretnego faceta, a następnie do każdego zdania dokładają słowo: „Ale”. Ale to dlatego, że nikt go nie kochał. Ale on chce dobrze. Ale miał trudne dzieciństwo. Ale chce się zmienić. Wbrew faktom zakładają, że teraz będzie inaczej. Słyszą kogoś, kto mówi: „Na razie nie szukam nikogo na stałe”, a później zamiast mu uwierzyć:
a) Zastanawiają się co to może znaczyć
b) Mówią sobie: „Ze mną będzie inaczej tylko musi mnie poznać”.
Taa, jasne.

Jedna z najważniejszych rzeczy, które ktoś może ci powiedzieć to ta, że nie jesteś swoimi intencjami, swoimi planami, ani swoimi słowami. Jesteś tylko tym, co robisz.

Skoro tak, i skoro jesteśmy dobrzy w ocenianiu rzeczy to wyobraź sobie, że spotykasz kogoś, kto w ciągu sześciu miesięcy niszczy i rozbija swój każdy smartfon, a następnie kupuje nowy. Uwierzysz mu jeśli powie: „Tym razem będzie inaczej”? Może nie ma w tym żadnej filozofii i on zwyczajnie jest osobą, która nie dba o swoje telefony? Jeśli tak, to teraz w miejsce tłuczenia ekranów wstaw dowolną cechę: zdradzanie/toksyczność/zachłanną rywalizację/sposób ułożenia priorytetów, którego nie akceptujesz, a w miejsce telefonu wstaw swoje imię i odpowiedz sobie na proste pytanie:
– Jakie masz szanse, że coś z tego wyjdzie?

Długo zastanawiałem się na czym polega różnica między ludźmi, którzy na własne życzenie pakują się w szkodliwe relacje, a tymi, którzy tego nie robią. Ta różnica polega na tym, że większość ludzi, których znam patrzy na wydarzenia z życia innych, jak na punkty bez większego sensu porozrzucane na mapie. Nie widzą, że są one powiązane. Nie zauważają, że jeden wynika z drugiego, jak w precyzyjnie stworzonym wzorze podejmowania decyzji.

Problem w tym, że nasze doświadczenia są nie tyle przypadkowymi punktami, co raczej przystankami wzdłuż autostrady. Dzięki temu wiesz, że jeśli ktoś wyjechał z Warszawy i przejechał przez Pruszków, Łódź i Konin, to jeśli nie stanie się coś nieprzewidzianego to później przejedzie przez Poznań i Frankfurt nad Odrą, a w końcu dotrze do Berlina. Tak samo możesz przypuszczać, że jeśli ktoś jako dziecko grał 4 godziny dziennie na skrzypcach, jako nastolatek 6 godzin, a w liceum 8 godzin dziennie, to raczej nie zostanie zawodowym koszykarzem. Możesz też przypuszczać, że jeśli ktoś od dziesięciu lat nie poznaje nowych osób, to w przeciągu miesiąca nie będzie duszą towarzystwa, a ktoś kto odnosi regularnie małe sukcesy (nawet tak drobne jak chodzenie na siłownię, ścielenie codziennie łóżka, odkładanie rzeczy na swoje miejsce) w końcu zacznie odnosić je większe, bo stworzył w swoim mózgu połączenie na linii: Plan – Działanie – Wykonanie planu.

Przyszłość twoja, moja i dowolnej innej osoby została już napisana w naszej przeszłości – przez decyzje, które podejmowaliśmy, przez rzeczy, które myśleliśmy o sobie i o świecie oraz przez to, na co poświęcaliśmy czas.

A teraz popatrz na swoje życie i to na jakiej autostradzie jesteś. Jakie są twoje działania? Wykonujesz plany? Dokładasz codziennie coś, dzięki czemu jesteś lepszą osobą czy wzmacniasz w sobie destrukcyjne nawyki? Dojedziesz dzięki swoim zachowaniom w piękne miejsce, w którym będziesz żyć z osobami, które kochasz czy do jego przeciwieństwa? Spójrz teraz na osoby, które cię otaczają i oceń ich tak samo. Dokąd to ich doprowadzi?

Zwykle ludzie zmierzają w złym kierunku nie dlatego, że nie wiedzą, co zrobić, żeby jechać w dobrym, ale dlatego, że takie mają nawyki i bez świadomej decyzji wpadają w stare, głębokie koleiny. Kiedyś Destin Sandlin z kanału Smarter Every Day postanowił nauczyć jeździć się na lekko zmodyfikowanym rowerze. Modyfikacja polegała na tym, że kiedy kierownicę skręcało się w lewo, to rower skręcał w prawo i na odwrót. Destin doskonale wiedział, co powinien robić, żeby jechać na tym rowerze, ale cały czas się przewracał.

Przełamanie tego schematu zajęło mu 8 miesięcy.

Jeśli nie jedziesz więc w dobrym kierunku to nie zmienisz tego w jeden dzień, ale wciąż jest to możliwe. Musisz tylko dać sobie chwilę oddechu, postanowić, że będziesz trzymać się z dala od wyjeżdżonych przez siebie kolein, a później się tego trzymać.

Twoja przyszłość jest już napisana. Na razie tylko ołówkiem, a ty na szczęście, masz w ręce gumkę.

Print Friendly, PDF & Email

38
Dodaj komentarz

avatar
100000
19 Comment threads
19 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
22 Comment authors
TomekdexterMarek2493Kajetan KassAnna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karola
Gość
Karola

Świetny tekst jak każdy inny który się czyta na jednym wdechu. Może uda mi się w końcu kiedyś wygrać z moim lenistwem. Ostatnio codziennie odnoszę jakieś bardzo małe sukces, ale zawsze coś :) Pozdrawiam

Dolas
Gość
Dolas

To jest text na który czekałem od kilku tygodni. Naprawdę uważasz, że istnieje coś takiego jak nawyk sukcesu? Że da się wyćwiczyć taki mindset np podczas zmiany nawyku nie musisz dzień w dzień walczyć ze soba, tylko realizujesz swoje założenia?

Owner.org.pl
Gość
Owner.org.pl

Jesteś tym co powtarzasz – Arystoteles.
Widać to po ludziach, którzy nie studiowali, brak nawyków. Jesteś sumą swoich zachowań, wykorzystuj je jak najlepiej albo stwórz nowe ; )

Volant
Gość
Volant

Samego mindsetu nie, ale połączony z ciągłym działaniem i właśnie takimi małymi, codziennymi sukcesami już tak. Sam jestem tego przykładem. Tylko inna sprawa jest taka, że to długotrwały proces – dokładnie jak z tą nauką jeżdżenia na rowerze.

Anna
Gość
Anna

Wszystko jest kwestią motywacji, jeśli jej nie posiadasz, lub posiadasz niewłaściwą to czeka Cię droga przez mękę, na końcu której prawdopodobnie i tak nie znajdziesz tabliczki z napisem „sukces”.
Kiedyś tak kończyły się niemal wszystkie zmiany, które próbowałam wprowadzać, dopiero, gdy przestawiłam sposób myślenia i zadbałam o właściwe powody, rzeczy, które wcześniej były moim prywatnym koszmarem, stały się zwyczajnie przyjemne…

Owner.org.pl
Gość
Owner.org.pl

Kasa, kasa, kasa i tylko kasa potrafi rozwiązywać wszystkie problemy

Volant
Gość
Volant

Tak mówią zwykle ludzie, którzy jej nie mają ;)

Owner.org.pl
Gość
Owner.org.pl

Ja własnie jej nie mam xD

Dlatego są różne problemy od pryszcza natolatki po śmierć, której już nawet kasa nie powstrzyma.

Kuba X
Gość
Kuba X

No dobrze, więc ile czasu potrzebujesz na zmianę? ;)

Tomek
Gość
Tomek

A ile chcesz by ta zmiana Ci zajęła?

Agnieszka Misiewicz
Gość
Agnieszka Misiewicz

Weszłam tu przypadkiem, ale będę wracać regularnie. Genialny tekst, ciekawe i imponujące podejście do życia.

Milena
Gość
Milena

Volant, dziękuję! Jak to robisz, że Twoje teksty zawsze trafiają do mnie w najbardziej odpowiednim momencie? :)

My Coral Pink
Gość
My Coral Pink

Dobry tekst, dobry bo nie przybija a motywuje, daje przysłowiowego kopa. Brawo!

Mario P.
Gość
Mario P.

Start small, grow bigger everyday. Nawyki mogą być albo kula u nogi albo jetpackiem w strone sukcesu

Bartosz Ostrowski
Gość
Bartosz Ostrowski

Niewielu blogerów pisze tak dobre teksty

Olka M
Gość
Olka M

Dzięki, za to ostatnie zdanie, bo o ile zgadzam się z całym tekstem, że dokładnie tak jest to bałam się, że napiszesz, że nie ma sensu próbować i się oszukiwać, bo i tak nic z tego nie wyjdzie. Jednak warto.

Anna
Gość
Anna

„Nie jesteś swoimi intencjami, swoimi planami, ani swoimi słowami. Jesteś tylko tym, co robisz.”

Niby nic, a a rozwaliles mi mozg i chyba po raz pierwszy w zyciu podziele sie jakims blogowym wpisem na facbooku, bo niby czemu tylko mi sie maja wszystkie klapki poustawiac?

Borat
Gość
Borat

„It’s not who I am underneath, but what I DO that defines me.”

Tekst prawie żywcem z Batmana. Co nie znaczy, że mniej prawdziwy. Dobry tekst. Keep it up :)

Volant
Gość
Volant

Miło mi :)

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Dobry tekst. mam nadzieje, ze teraz ludzie, ktorzy go przeczytaja przekuja go w czyn.

Nie da sie jednak wszystkiego przewidziec – czasem wsiadasz do auta, sprawdzasz paliwo, cisnienie opon, etc. i jedziesz na autostrade i nie wiesz dokad Cie zaprowadzi. Chocby dlatego, ze nigdy tam wczesniej nie byles i nikt nie zrobil jej mapy. Grajac po iles godzin dziennie na skrzypacah mozna zostac genialnym skrzypkiem i po 10 latach moze sie okazac, ze roboty graja o wiele lepiej i nikt Ciebie nie bedzie sluchac. To tak jak 8 miesiecy na zmodyfikowany rower – unikalna nikomu niepotrzebna umiejetnosc. Ale siedzac 8 miesiecy przed TV nie nauczysz sie nawet tego.

Lucja Lucja
Gość
Lucja Lucja

Ale żeby coś zmienić w swoim postępowaniu to rzeczywiście trzeba tego chcieć,a jak już uświadomi się sobie to „chcenie” to trzeba to po prostu zacząć robić. Dziwi mnie, jak ktoś narzeka na pracę, na państwo, na męża, żonę, narzeczonego, na swoją figurę i włosy – ale na tym się kończy i nic z tym nie zrobi. CZeka na to, że „samo” i „jakoś” się to rozwiąże. Lata mijają, chłopak, czy mąż nadal cyklicznie zdradza albo się awanturuje (może go sprowokowałam?), w pracy – tez coraz gorzej, rozmiar ubrań skoczył do przodu o kolejne dwa numery …. rok, dwa, siedem lat mija i nic. Nic się nie zmienia i się nie zmieni. Bo jak się nic nie próbuje robić, to chyba trzeba by w takiej sytuacji czarodzieja, który by machnął różdżką i wszystko załatwił od jednego „machu”.
Myślę, że to nie muszą być od razu wielkie zmiany, ale może coś wprowadzić drobnymi krokami. Jak się nic nie zrobi to i efektu nie będzie. Przynajmniej pozytywnego.

Marcin
Gość
Marcin

Tekst bardzo ogólny. Równie dobrze możesz trafić na czas „walki o siebie” po przeczytaniu jakiejś książki. Znam kilka osób, które potrafiły przez miesiąc czegoś nie robić, a później do tego wracali. Tak samo znam osobę, która sypiała z kobietami regularnie, po czym weszła w związek i nie zdradzała. Schemat? Nie ma schematów w ludziach. A porównanie, że ktoś zmienia telefon co pół roku miało by być tak samo ważne jak zmienianie faceta/kobiety. Zjedz snikersa… Równie dobrze napisać można zmienia codziennie bieliznę to ciebie też zmieni w kolejnym dniu. Brawo, bawisimo. Charakter nas definiuje, ale jest głupotą, że „jedziemy” w życiu na naszej przeszłości niczym w autobusie i kierowcą jest ktoś inny. Życie jest pełne historii, kiedy nieśmiały facet odezwie się do dziewczyny, spodoba się i nagle jest duszą towarzystwa bo kompleksy poszly na bok. Albo na odwrót dusza towarzystwa nagle popełnia samobójstwo – czyny powiadasz? Nikt w nikim nie siedzi, liczy się jak traktuje Ciebie i tego się trzymać. A każdy miał kumpla „nieogara”, który o wszystkim zapominał, zawsze nie miał czasu, a po znalezieniu kobiety nagle poukładany, ma pełno czasu. Widzisz zapominasz o czymś takim jak wpływ wzajemny ludzi. Tekst wyjątkowo słaby, niemal nadaje się do Faktu albo na onet.

Volish
Gość
Volish

Jest trochę racji w tym, co mówisz, aczkolwiek z tego co zaobserwowałem u siebie czy u innych ludzi, takie zmiany spowodowane jakimś pojedynczym zdarzeniem, nagłym zrywem, to kolosy na glinianych nogach i w przypadku równie nagłego „połamania” tej dźwigni, która tak podciągnęła owego człowieka do góry, zazwyczaj wraca się do starych nawyków. Jeśli nieśmiały facet odezwie do dziewczyny i mu się spodoba, to może faktycznie dostanie euforycznego kopniaka, ale co jeśli dziesięć następnych go chamsko odrzuci? Jeśli całe życie był nieśmiały, nie sądzę, by ten jeden sukces tak mocno przyćmił wszystkie porażki.
Co do sytuacji braku zdrady w związku to akurat się zgadzam, to jest możliwe, bo dobry związek często uzupełnia braki, które się uzupełnia na przykład w taki właśnie sposób.
Pozdrawiam ;)

Volant
Gość
Volant

Sprostuję trzy kwestie:

1) Znasz osobę, która regularnie sypiała z kobietami, a później weszła w związek

To nie jest przełamanie schematu, bo chodzi o wartości, którymi ktoś się kieruje. Sypiając z wieloma kobietami wciąż można mieć różne intencje (wymieniając na szybko: można to lubić, chcieć przeżyć coś dobrego, chcieć znaleźć kogoś na stałe, rekompensować swoje braki albo nienawidzić kobiet i robić to w typowo mizoginiczny sposób). Można szanować kobiety chodząc na randki pięć razy w tygodniu i można to robić będąc w związku. Gdybyś nie patrzył tak powierzchownie na zachowania ludzi zobaczyłbyś schematy, o których napisałem.

2) Przykład z telefonami

Niestety go nie zrozumiałeś. Cała sztuczka polegała na porównaniu – jeśli ktoś nie szanował swoich pięciu kolejnych telefonów to szósty w jego rękach też „po prostu się zniszczy”. To samo dotyczy związków, ale nie tak, jak to zrozumiałeś, czyli – „Niszczy telefony to mnie zdradzi”, tylko że jeśli ktoś pięć kolejnych dziewczyn (lub facetów) traktował chujowo, to prawdopodobnie zrobi to kolejny raz.

3) Nie napisałem nigdzie, że jedzie się na swojej przeszłości, jak w autobusie, a kierowcą jest ktoś inny

Przeciwnie – napisałem, że ma się na to wpływ, ale trzeba mieć tego świadomość, podjąć decyzję i w niej wytrwać. Inaczej życie toczy się w tym samym kierunku, co toczyło się wcześniej. I nie jest tak, że zapominam o wzajemnym wpływie na siebie ludzi – raczej jest tak, że nie masz wystarczająco głębokiej świadomości jak działają nawyki i schematy, którymi posługują się ludzie. Jako lekturę polecam: „W co grają ludzie?” i „Siła nawyku”.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Moze…. W rzeczywistosci jednak jesli ktos cos robil w dany sposob lata to bedzie robil kolejne. Magiczna gwiazdka z nieba, wygrana na loterii albo dramatyczna choroba nie zdaza sie za czesto i na pewno nie wszystkim.
Na wiekszosc tego co sie dzieje w zyciu mamy spory wplyw i sami kreujemy przyszle wydarzenia dzialaniem dzis. nawet szczesciu mozna pomoc….

Anna
Gość
Anna

Może nie często, ale jednak… i wcale nie musi być o coś aż tak spektakularnego. Czasem po prostu dochodzisz do momentu, gdy wiesz już, że dłużej tak się nie da. Masz wtedy trzy wyjścia” strzelić sobie w łeb, tudzież podciąć żyły, nie zrobić nic, co w konsekwencji jest równoznaczne z poprzednią opcją, zmienić niemal wszystko. A kiedy podejmiesz jedyną słuszną decyzję (opcja numer 3) to już więcej nie będziesz pozwalał na powtarzanie starych, nieskutecznych skryptów…

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Prawda.
Jak juz zrobisz powazne zmiane w zyciu, to staje sie ona nowa natura i powrot do poprzedniej jest mniej prawdopodobny. Choc tez nie zawsze

Anna
Gość
Anna

„liczy się jak traktuje Ciebie” – to właśnie mistrzostwo naiwności. też kiedyś tak podchodziłam do sprawy, ale doświadczenie nauczyło mnie jednego – jeśli ktoś mógł potraktować kogoś w paskudny sposób, pewnego dnia nie będzie miał problemu, by postąpić tak samo z Tobą. Sprawdzałam to z (nieuświadomionym) uporem maniaka, dopóki nie wyryłam tego na blachę. Od tego momentu dokładnie słucham, jak ludzie wypowiadają się o innych i dzięki temu wiem, kogo nie wpuszczać do swojego życia.

Volant
Gość
Volant

Dziękuję :)

Anna
Gość
Anna

W każdej minucie swojego życia piszemy scenariusz na kolejne miesiące, może i lata… Ale… życie czasem lubi zaskakiwać. Gdybyś spotkał mnie rok temu, to zapewne nawet byś mnie nie zauważył, a jeśli nawet, to Twoja uwaga ulotniłaby się niczym poranna mgła na łące. Mimo wszystko, albo raczej wbrew wszystkiemu nawet beznadziejne przypadki nie zawsze są takie do końca beznadziejne. Trzeba tylko dojrzeć do tego, by nie bać się odciąć wszystkich i wszystkiego, co nie pozwala wyjść z „zaklętego kręgu”. Mój proces wychodzenia trwał kilka lat i nie obyło się bez mentalnych siniaków i zadrapań, ale odkąd podjęłam radykalną decyzję, życie nabrało rozpędu, kolorów i… prawdopodobnie dzisiaj mijając mnie na ulicy najzwyczajniej w świecie odpowiedziałbyś uśmiechem na mój uśmiech… ;)

Ps. Od jakiegoś czasu zaglądam na Twój blog i z wielkim zainteresowaniem czytam kolejne wpisy. Nie doszukałam się jednak pewnego tematu, który mnie interesuje: jak single płci męskiej postrzegają kobiety z dzieckiem (singielki, rozwódki – bez znaczenia). Nie mówię tu o Matkach Polkach – męczennicach, ale o normalnych kobietach, które z poprzedniego związku wyniosły coś więcej niż garść mniej lub bardziej przyjemnych wspomnień. Masz może jakieś doświadczenia/przemyślenia w tej kwestii?

Kajetan Kass
Gość
Kajetan Kass

Kilka z Twoich myśli trafiło do mnie; poczułem ich siłę. I zastanawiam się, co dalej… Wielu ludzi spojrzy za siebie, zobaczy autostradę, po której sunie, i wpadnie w rozpacz, bo zrozumie, w jakim kierunku zmierza. Jeśli ktoś żyje od pierwszego do pierwszego, pracuje na umowę czasową za grosze, może jeszcze ma rodzinę na utrzymaniu, to taka osoba nie może pozwolić sobie na ryzyko zmiany, bo jest ono zwyczajnie zbyt duże. Kto zaryzykuje odcięciem prądu albo wpisaniem na listę dłużników, żeby iść na szkolenie, które może kiedyś w przyszłości da lepsze zarobki? Jak wytłumaczysz dziecku, że dziś nie dostanie na herbatniki w szkole, bo tata zmienia nawyki, rzuca dobijającą pracę albo idzie na studia? Tacy ludzie pragną zmiany, chcą wierzyć, że jest możliwa, więc chętnie słuchają ludzi, którzy mówią im, że tak, da się, że przy odrobinie dobrej woli, można to zrobić! A przecież dobrej woli nikomu nie brakuje, zwłaszcza w stosunku do własnej przyszłości. Tylko co dalej, skoro na drodze woli staje przymus przetrwania do kolejnej wypłaty?

Proszę, potraktuj mój komentarz jako przemyślaną wypowiedż, którą Twój wpis zainspirował. To dobry post, a ja tylko dorzucam swoje pięć groszy. Dzięki za taką możliwość. Pozdrawiam.

Volant
Gość
Volant

Wiesz, też kiedyś myślałem w podobny sposób, ale osoby, które opisałeś i które ledwie wiążą koniec z końcem nie tyle nie mogą sobie pozwolić na zmianę, co na brak zmian. To brak zmiany jest w ich przypadku ryzykowny, bo gwarantuje im w najlepszym wypadku taką sytuację, jaką mają teraz. Jaką to przyszłość zapewnia jego dzieciom?

Nie przekonuje mnie też żaden z argumentów, które podałeś, bo znam osoby będące w takiej sytuacji, których te argumenty nie przekonały (i bardzo dobrze). Ale po kolei:

„Kto zaryzykuje odcięciem prądu albo wpisaniem na listę dłużników, żeby iść na szkolenie, które może kiedyś w przyszłości da lepsze zarobki?”

Nawet nie będę mówił, że jest dużo bezpłatnych szkoleń (co jest prawdą), ale powiem co innego – zmienianie życia nie musi wiązać się z podejmowaniem dużego ryzyka i podejściem albo rozwój i wpis na listę dłużników albo brak rozwoju i stagnacja. Jeśli zapytasz kogokolwiek czy jest w stanie oszczędzać 10% dochodów miesięcznie to prawdopodobnie każdy odpowie, że może, więc dlaczego tego nie robić i nie sfinansować z oszczędności pójścia na szkolenie? Smutne w tym jest to, że osoby, którym brakuje dyscypliny finansowej, żeby oszczędzać 10% nie mają problemu z wzięciem kredytu konsumenckiego, którego łączny koszt wynosi 21%.

„Jak wytłumaczysz dziecku, że dziś nie dostanie na herbatniki w szkole, bo tata zmienia nawyki, rzuca dobijającą pracę albo idzie na studia?”

Nie wiem co ma zmiana nawyków do braku dawania dziecku pieniędzy na herbatniki. Kluczowe nawyki wymagają samozaparcia, a nie czasu lub nie wiadomo jakiej energii i polegają na lepszym zarządzaniu czasem, na porządkowaniu swojej rzeczywistości (tej materialnej i tej w głowie) czy dotrzymywaniu zobowiązań.

Natomiast jeśli chodzi o rzucanie dobijającej pracy to przecież nie trzeba jej rzucać. Można równie dobrze ją zmienić na lepszą, co eliminuje problem braku bieżących dochodów.

Większość osób, które znam zachowuje się jakby miało przed sobą kartkę przedzieloną na pół. W jednej kolumnie jest miejsce na „Rzeczy, które mogę zrobić”, a w drugiej: „Rzeczy, których nie mogę zrobić”. Zwykle zapisują tylko drugą kolumnę i mówią sobie, że nie mogą żyć z wynajmowania mieszkań, nie mogą być prezesami Orlenu i nie mają czasu na studia. Tak bardzo się na niej koncentrują, że nie piszą nic w pierwszej kolumnie i nie wiedzą, co mogą zrobić, żeby było im lepiej. Zacznij sobie zadawać odpowiednie pytania – najważniejsze z nich to: „Co mogę zmienić lub zrobić już dzisiaj i co będzie miało pozytywny wpływ na moje życie?”.

P.S. Ja nie dostawałem pieniędzy na herbatniki do szkoły. Mało tego, przez cały okres od podstawówki do liceum mógłbym policzyć na jednej ręce przypadki, kiedy miałem pieniądze na kupienie sobie czegoś w sklepiku szkolnym. I wiesz co? Przeżyłem :)

Kajetan Kass
Gość
Kajetan Kass

Zgadzam się. Jak dla mnie Twoje argumenty są super. Jak dla mnie… Wydaje mi się jednak, że w wielu przypadkach ludzie opierają się zmianie, bo nie mają na to siły. Kogoś, kto wraca z budowy, mogą zwyczajnie boleć ręce i zamiast szukać szkoleń (z których może coś będzie za miesiąc albo za rok, albo nic z tego nie wyjdzie), woli iść do łóżka, bo jutro wylewka stropu. Nie wiem, czy taka osoba jest w stanie włączyć net i choćby poczytać o zmianie… Pewnie niektórzy potrafią to zrobić, ale z tego, co obserwuję, to jednak rzeczywistość wygląda inaczej. Dlaczego skoro, jak się mogłoby wydawać, to takie proste? Być może wcale to takie łatwe nie jest…

A co jeśli ty chcesz zmiany, chcesz oszczędzać i się rozwijać i w ogóle super, ale matka, ojciec oraz żona razem z siostrą mówią, że ci głupoty w głowie i lepiej, żebyś się zabrał za konkretną robotę… Jak być asertywnym nie raniąc najbliższych, którzy być może nie rozumieją idei samorozwoju? Ubóstwo poznawcze to opisany fakt socjologiczny, często współwystępujący z ubóstwem materialnym.

To się da zrobić. Na pewno. Ale jest to – wydaje mi się – bardzo trudne. Nie każdemu starczy sił.

Samozaparcie, lepsze zarządzanie czasem, oszczędzanie 10%, odwaga, asertywność – to są, w moim odczuciu, mega rzadkie i trudne do zdobycia umiejętności. Nie bez Kozery cechują się nimi najlepsi menadżerzy. Oczywiście są na świecie nie-menadżerzy, którym można przypisać powyższe cechy, ale i tak sądzę, że niewiele osób je posiada; wielu natomiast chciałoby je mieć, dlatego tak popularne są spotkania motywacyjne, książki i audycje typu „masz to w sobie, sukces już jest twój, wystarczy sięgnąć”. To jest łatwiejsze. Podobnie jak prościej jest wziąć kredyt konsumencki na 21%. Moim zdaniem te dwa zjawiska mają podobne przyczyny. Ale zboczyłem z tematu…

Jasne, że wszystko da się zrobić, ale najpierw trzeba mieć to w głowie. By się to jednak w niej znalazło, trzeba mnóstwo wysiłku. Edukacja to spory wysiłek. A samo-edukacja to już w ogóle… Myślenie (tak jak refleksja, analiza, wyobraźnia) boli, a co boli, to niemiłe, a co niemiłe, to… wiadomo…

Napisałeś fajny tekst, ale jest on skierowany do ściśle określonej grupy ludzi, tj. ludzi, którzy chcą (lub przynajmniej podejrzewają, że chcą) się zmieniać, którzy zmianę mają już w głowie, którzy posiadają ku temu warunki. Sztuką byłoby przekonać nieprzekonanych, takich którzy uznają to, co napisałeś za mało realne. Ale tacy pewne nie wchodzą na takie blogi jak Volantification. Szkoda, dużo tracą.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Nie przekonasz kogos kto nie chce zmiany – a na jakiekolwiek porady zareaguje agresja. Ludzie wola upatrywac zrodla swoich problemow wszedzie tylko nie w sobie, bo tak jest latwiej (vide dysonans poznawczy) i wygodniej.

Taka osobe przekonasz tylko i wylacznie przykladem, ze ktos prawie, ze identyczny albo i gorszy dal rade. I to przykladem ktory „wali w ryj”, bo inaczej zawsze znajdzie sie kontrargument.

A co do asertywnosci polecam cytat Franka Zappy:
“If you end up with a boring miserable life because you listened to your
mom, your dad, your teacher, your priest, or some guy on television
telling you how to do your shit, then you deserve it.”

Kajetan Kass
Gość
Kajetan Kass

Mądrze Zappa mówi, ale i smutno zarazem. No ale taki laif. Nie ma nic za darmo.

Dzięki za włożony wysiłek w korespondencję; było mi bardzo miło wymienić się poglądami.
Pozdrawiam.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Ponizej Volant ma 100% racji.
Dodalbym tylko, ze trzeba byc swiadomym, ze zmiana wcale nie jest latwa, wrecz wymaga wiecej wysilku i poswiecenia. Chocby szukajac nowej pracy, trzeba jednoczesnie dbac o stara. Im bardziej ugrzeznie sie w trudnej sytuacji finansowej, zlych nawykach, etc. tym dluzej zajmuje wyjscie z tej sytuacji – to oczywiste, ale da sie zawsze – wymaga to dyscypliny i samozaparcia, i bardzo ciezkiej pracy nad soba.

Marek2493
Gość
Marek2493

Volant, a tak sobie pomyślałem. Jaki masz stosunek do depresji, tych wszystkich „dolegliwości” psychicznych dzisiejszego pokolenia?

dexter
Gość
dexter

Komentarz,
Po prostu komentarz kolejny,
Pisany dzięki własnemu doświadczeniu,
Z dużą dawką niezbędnej rezerwy.
Dzięki długopisowi i kartce,
Bądź na klawiaturze,
Przerwa nie stanie się porażką,
Może jedynie nadać znaczenie kolejne próbie.