Ludzie są wyjątkowo mądrzy jeśli chodzi o dwie rzeczy: ocenianie przedmiotów i życie postronnych osób. Są za to strasznie głupi jeśli chodzi o dwie inne rzeczy: emocje i ich własne życie.

Na rzeczy patrzy się obiektywnie. Działa to tak – widzisz samochód i wiesz, że to Opel, czerwony, sprawdzasz, że jest z 2005 r., ma 200 000 przebiegu i spala o 7 litrów benzyny na 100 kilometrów za dużo. Widziałeś dużo samochodów w takiej klasie, więc możesz ocenić ile jest warty. Widzisz jaki jest i nie myślisz: „Niby tak, ale jak go kupię to jego silnik bez żadnej ingerencji zacznie pracować lepiej, przebieg spadnie do 100 000 kilometrów, a z rocznika 2005 zrobi się 2015”.

Za to znam wiele osób, które robią to w relacjach z innymi ludźmi.

Dzięki temu można bez większych problemów poznać faceta, który codziennie rano je jajecznicę i kabanosy, wsiada w firmowy samochód, a następnie kieruje pracą trzydziestu osób, nie mając żadnych problemów z ich zwalnianiem, pouczaniem, szkoleniem i dbaniem o efektywność zespołu. Jakoś nie gryzie się z tym fakt, że kiedy pozna jakąś kobietę, która wygląda równie dobrze w ołówkowej spódnicy, co bez niej, to sam zaczyna się zachowywać jak małpa przyczepiona do gałęzi bananowca. Często jest tak, że może ona wyrządzić mu dowolne świństwo, a on nie wręczy jej „wypowiedzenia”, chociaż w pracy nie zastanawiałby się nad taką decyzją nawet pięciu minut.

U kobiet działa to tak samo. Dzięki temu w modnych kawiarniach można zobaczyć równie modne kobiety, które swoim koleżankom udzielają przyzwoitych rad na temat postępowania z mężczyznami. Następnie wracają do swojego życia i zaczynają popełniać błąd za błędem. Odpalają skrypty w swojej głowie, przez które dają się źle traktować. Patrzą na cechy konkretnego faceta, a następnie do każdego zdania dokładają słowo: „Ale”. Ale to dlatego, że nikt go nie kochał. Ale on chce dobrze. Ale miał trudne dzieciństwo. Ale chce się zmienić. Wbrew faktom zakładają, że teraz będzie inaczej. Słyszą kogoś, kto mówi: „Na razie nie szukam nikogo na stałe”, a później zamiast mu uwierzyć:
a) Zastanawiają się co to może znaczyć
b) Mówią sobie: „Ze mną będzie inaczej tylko musi mnie poznać”.
Taa, jasne.

Jedna z najważniejszych rzeczy, które ktoś może ci powiedzieć to ta, że nie jesteś swoimi intencjami, swoimi planami, ani swoimi słowami. Jesteś tylko tym, co robisz.

Skoro tak, i skoro jesteśmy dobrzy w ocenianiu rzeczy to wyobraź sobie, że spotykasz kogoś, kto w ciągu sześciu miesięcy niszczy i rozbija swój każdy smartfon, a następnie kupuje nowy. Uwierzysz mu jeśli powie: „Tym razem będzie inaczej”? Może nie ma w tym żadnej filozofii i on zwyczajnie jest osobą, która nie dba o swoje telefony? Jeśli tak, to teraz w miejsce tłuczenia ekranów wstaw dowolną cechę: zdradzanie/toksyczność/zachłanną rywalizację/sposób ułożenia priorytetów, którego nie akceptujesz, a w miejsce telefonu wstaw swoje imię i odpowiedz sobie na proste pytanie:
– Jakie masz szanse, że coś z tego wyjdzie?

Długo zastanawiałem się na czym polega różnica między ludźmi, którzy na własne życzenie pakują się w szkodliwe relacje, a tymi, którzy tego nie robią. Ta różnica polega na tym, że większość ludzi, których znam patrzy na wydarzenia z życia innych, jak na punkty bez większego sensu porozrzucane na mapie. Nie widzą, że są one powiązane. Nie zauważają, że jeden wynika z drugiego, jak w precyzyjnie stworzonym wzorze podejmowania decyzji.

Problem w tym, że nasze doświadczenia są nie tyle przypadkowymi punktami, co raczej przystankami wzdłuż autostrady. Dzięki temu wiesz, że jeśli ktoś wyjechał z Warszawy i przejechał przez Pruszków, Łódź i Konin, to jeśli nie stanie się coś nieprzewidzianego to później przejedzie przez Poznań i Frankfurt nad Odrą, a w końcu dotrze do Berlina. Tak samo możesz przypuszczać, że jeśli ktoś jako dziecko grał 4 godziny dziennie na skrzypcach, jako nastolatek 6 godzin, a w liceum 8 godzin dziennie, to raczej nie zostanie zawodowym koszykarzem. Możesz też przypuszczać, że jeśli ktoś od dziesięciu lat nie poznaje nowych osób, to w przeciągu miesiąca nie będzie duszą towarzystwa, a ktoś kto odnosi regularnie małe sukcesy (nawet tak drobne jak chodzenie na siłownię, ścielenie codziennie łóżka, odkładanie rzeczy na swoje miejsce) w końcu zacznie odnosić je większe, bo stworzył w swoim mózgu połączenie na linii: Plan – Działanie – Wykonanie planu.

Przyszłość twoja, moja i dowolnej innej osoby została już napisana w naszej przeszłości – przez decyzje, które podejmowaliśmy, przez rzeczy, które myśleliśmy o sobie i o świecie oraz przez to, na co poświęcaliśmy czas.

A teraz popatrz na swoje życie i to na jakiej autostradzie jesteś. Jakie są twoje działania? Wykonujesz plany? Dokładasz codziennie coś, dzięki czemu jesteś lepszą osobą czy wzmacniasz w sobie destrukcyjne nawyki? Dojedziesz dzięki swoim zachowaniom w piękne miejsce, w którym będziesz żyć z osobami, które kochasz czy do jego przeciwieństwa? Spójrz teraz na osoby, które cię otaczają i oceń ich tak samo. Dokąd to ich doprowadzi?

Zwykle ludzie zmierzają w złym kierunku nie dlatego, że nie wiedzą, co zrobić, żeby jechać w dobrym, ale dlatego, że takie mają nawyki i bez świadomej decyzji wpadają w stare, głębokie koleiny. Kiedyś Destin Sandlin z kanału Smarter Every Day postanowił nauczyć jeździć się na lekko zmodyfikowanym rowerze. Modyfikacja polegała na tym, że kiedy kierownicę skręcało się w lewo, to rower skręcał w prawo i na odwrót. Destin doskonale wiedział, co powinien robić, żeby jechać na tym rowerze, ale cały czas się przewracał.

Przełamanie tego schematu zajęło mu 8 miesięcy.

Jeśli nie jedziesz więc w dobrym kierunku to nie zmienisz tego w jeden dzień, ale wciąż jest to możliwe. Musisz tylko dać sobie chwilę oddechu, postanowić, że będziesz trzymać się z dala od wyjeżdżonych przez siebie kolein, a później się tego trzymać.

Twoja przyszłość jest już napisana. Na razie tylko ołówkiem, a ty na szczęście, masz w ręce gumkę.