4 pułapki na drodze do szczęścia

4 pułapki na drodze do szczęścia

W nurcie indywidualizmu nie jest to popularne stwierdzenie, ale wszyscy jesteśmy do siebie podobni.

Będąc dzieciakami oglądaliśmy tego samego „Reksia” i te same „Gumisie”. Podczas całej formalnej edukacji czytaliśmy te same „Cierpienia Młodego Wertera”. Poszliśmy na studia i niewiele na nich się nauczyliśmy. W większości mieszkamy w dużych miastach, a nasi rodzice dali nam radę, która zawierała się w słowach:
– Rób to, co ci mówi serce.

Tylko nie przewidzieli, że serce jest głupie jak chuj i milczy wtedy, kiedy powinno mówić. Dlatego wszyscy chcemy być szczęśliwi, a coraz częściej nie jesteśmy, bo jeśli wierzyć badaniom naukowym należymy do pokolenia lęków, nerwic i nałogów.

Dzieje się tak z powodu czterech przyczyn.

Pułapka nr 1: Zbyt duże oczekiwania

Spiegel, Zuckerberg, Bieber, Systrom, Krieger.

Każda z tych osób dorobiła się milionów (jeśli nie miliardów) przed 30-tką, a jeśli wierzyć temu w jaki sposób te historie przedstawiane są w mediach, to nie zdążyli się nawet przy tym spocić.

Patrzymy na to i myślimy, że możemy wszystko. Mając życie w wersji standard, widok na komunistyczne wieżowce na zewnątrz i bardzo często meblościankę w środku, bez przerwy obserwujemy na monitorze laptopa życie w wersji premium karmiąc się złudzeniem, że jest na wyciągnięcie ręki. Patrzymy na dwudziestoparolatków, którzy w kilka lat zrobili fantastyczną karierę i myślimy, że to mogliśmy być my. Rodzice powiedzieli nam, że możemy robić wszystko, więc mamy wybór jak między dżumą a cholerą. Albo gryziemy się myślą, że nie mamy marzeń, nie mamy pasji i nie wiemy, czego chcemy, a Mozart w tym wieku już komponował koncerty; albo celujemy w najwyższy 1% osiągnięć i kiedy to nam się nie uda, jesteśmy rozczarowani.

Na medialnych ołtarzykach stażyści ustawiają efekt, a nie proces, więc podniecamy się czyjąś posiadłością za 40 milionów dolarów, a nie jego umiejętnościami i wyznawanymi wartościami. Sukces przestał być postrzegany jako wspinanie się po drabinie. Teraz sukces to teleportacja. Jesteś tą samą osobą co zawsze, robisz to samo co zawsze i bum! odnosisz sukces. Ktoś cię zauważył na instagramie i zaoferował „zostanie twarzą rajstop”. Ktoś zrobił cię gwiazdą. Miliony osób „po prostu” zaczęły korzystać z twojej aplikacji. Bez wysiłku, bez konkurencji, bez realnej pracy.

Tylko że życie tak nie wygląda. Większość karier (tak korporacyjnych, jak i w swoich firmach) ma swoją dynamikę, zajmuje określoną ilość czasu i trzeba je opłacić potem, łzami i rozczarowaniami.

Problem w tym, że Zuckerberg wciąż osiągnął to szybciej, a tam gdzie „Sky is the limit” chodzenie nawet po najzieleńszym trawniku nie cieszy, bo czujesz się jak orzeł z połamanymi skrzydłami.

Spójrzmy prawdzie w oczy – prawdopodobnie masz fajne życie. Nie pracujesz w fabryce azbestu, realizujesz się, nie masz problemu, żeby polecieć za granicę, nie musisz wiązać się z kimś przed 25 rokiem życia, masz więcej ubrań, niż Ludwik XIV, a z poziomu laptopa masz dostęp do legalnych dóbr kultury, za które kiedyś musiałbyś słono płacić. Nawet jeśli nie jest idealnie, to wiesz, że kiedyś będzie, bo w tym celu możesz zrobić setki kursów, zmienić miasto, państwo lub kontynent i przy okazji zamieszkać nad oceanem.

Kariera instant to wyjątek, a nie reguła.

Pułapka nr 2: Deficyt działania

Prawdziwą tragedią XXI wieku jest to, że postawiliśmy znak równości między słowem: „Chcę” i „Zasłużyłem”.

Bardzo lubię słuchać osób, które mówią, że każdy głupi może zostać milionerem/aktorem/politykiem, bo zawsze wtedy mogę zadać pytanie:
– To czemu nim nie zostaniesz?
Zwykle w odpowiedzi słyszę: „Yyyy”.

Czytelniczka mówi mi, że chce mieć cudowny związek, ale nie ma już ogarniętych facetów. Wtedy pytam:
– Ok, a ilu w ogóle poznałaś facetów? – w odpowiedzi słyszę:
– No dwóch… w ciągu roku.

Przybywają mi kolejne lata i coraz częściej widzę osoby, które są przekonane o swoim wyrafinowaniu i inteligencji. Wystarczy podrapać ich wierzchnią warstwę paznokciem i okazuje się, że właściwie na niczym się nie znają. Czytają nagłówki i z dumą wpisują w komentarzach tl;dr chcąc pokazać, że natężenie fajności w ich życiu nie pozwala im na przeczytanie nic dłuższego niż 140 znaków, a zupełnie przypadkiem pokazując, że nic ich nie interesuje. Mają wrażenie, że są na bieżąco z kulturą, ale nie potrafisz wymienić 15 nazwisk reżyserów. Nie czytają żadnych pogłębionych analiz na żaden temat. Bardziej interesuje ich wielkość tyłka Kim Kardashian, niż co to jest test Turinga. Później ktoś przeprowadza badania i okazuje się, że złote rybki potrafią na dłużej skupić uwagę niż przeciętny internauta.

Przekonani o własnej wyjątkowości nie robią nic, bo wszystko co mogą robić wydaje im się zbyt banalne i mozolne. Nie potrafią ogarnąć swojej kuwety i przyjść punktualnie na spotkanie, ale są przekonani, że jeśli ktoś da im pół miliona to stworzą międzynarodową firmę. Chcą osiągnąć więcej niż wszyscy, ale tego nie robią. Bo się boją. Bo nie wiedzą jak. Bo może się nie udać, a wtedy ich wizerunek runie jak domek z kart.

Kiedy byliśmy dziećmi założono nam na plecy spadochrony ze słowami nauczycieli i rodziców: „Ja w twoim wieku już pracowałem po 14 godzin na dobę, ale ty nie musisz. Możesz osiągnąć co zechcesz. Niczym się nie martw. Pomożemy ci.” Tylko, że nie tędy droga. Nie nauczysz się niczego, jeśli się nie boisz. Nie zrozumiesz błędów jeśli nie będą bolały. Nie docenisz swoich sukcesów, jeśli przyjdą zbyt łatwo. Nie będziesz czuł, że robisz coś wartościowego jeśli tylko będziesz czekać w trybie oszczędzania energii na swoją szansę.

Powiedzieli nam, że nie musimy pracować tak jak nasi rodzice. Mieli rację. Nie musimy pracować w taki sposób, jak oni, co nie zmienia faktu, że wciąż musimy pracować tak samo ciężko i w większości przypadków tak samo długo.

Pułapka nr 3: Nieograniczone możliwości porównywania się

W Brazylii nad plażą Pedra do Telegrafo jest klif znajdujący się trzysta metrów nad poziomem morza. Znajduje się na niej skała, na której dużo osób robi sobie niebezpieczne zdjęcia. Patrząc na nie można zazdrościć komuś posiadania jaj ze stali. To czego się nie wie, to że w rzeczywistości ta skała znajduje się metr nad ziemią.

Dokładnie tak samo jest z obserwowaniem życia innych na facebooku. Widzisz wykadrowane zdjęcia i myślisz, że wszyscy sobie świetnie radzą, rodzą dzieci i zmieniają prace, a ty w tym czasie grałeś przez pół dnia w fifę albo leżałaś owinięta kocem i oglądałaś „Girls”.

Tu nawet nie chodzi o to, że w sieci się kłamie, a każde zdjęcie pociąga się filtrem. Problem tkwi w porównywaniu się. Czy idzie ci tak samo dobrze jak innym? Jak to możliwe, że ktoś kto w szkole był najgorszą ofermą teraz radzi sobie tak dobrze, a ty masz same dorywcze prace, które dumnie nazywasz „byciem na freelansie”? Dlaczego inni nie mają takich problemów i rozterek jak ty? Jak oni mogą być tak bezrozumnie szczęśliwi?

Tylko prawda jest taka, że w ten sposób bierzesz udział w biegu na 100 metrów z siedmioma miliardami ludzi i nieważne jak szybko biegasz, bo wciąż ktoś biega szybciej. Problem z tym podejściem jest taki, że życie (jeśli w ogóle da się je porównać do biegu) to prędzej maraton niż bieg na 100 metrów, w którym niektórzy zaczęli biec wcześniej niż ty, a niektórzy dopiero ruszą. Możesz stawiać na szybkość, na wytrzymałość albo skupić się na wrażeniach z biegu. Nie ma większego znaczenia czy teraz wygrywasz czy przegrywasz, bo liczy się to gdzie kiedyś dotrzesz. Większość milionerów w twoim wieku pracowała w miejscach, na które byś nie spojrzał, a dotarło do punktu, o którym ty marzysz.

Masz prawo nie być na czele peletonu, tak długo jak biegniesz w dobrym kierunku i robisz rzeczy, dzięki którym jesteś lepszy.

Pułapka nr 4: Przekleństwo wyboru

Wyobraź sobie, że jesteś w hipermarkecie. Możesz wejść do niego tylko raz, ale to nic, bo na półkach stoi wszystko to, o czym marzysz. Te marzenia są podzielone na działy, więc wchodzisz np. do działu „Partnerzy” i masz tam półki uginające się od osób, z którymi możesz być. Włosy blond, ciemne i rude. Osoby doświadczone i nie. Atrakcyjne fizycznie i te z dobrym sercem. Możesz przerzucić wszystkie profile i najlepsze wrzucić do koszyka. Wchodzisz do działu: „Kariera” i widzisz tysiące fascynujących możliwości, żeby się spełnić. Możesz wybrać bycie rodzicem, politykiem, architektem, programistą, lekarzem, podróżnikiem, który pływa z delfinami i szuka złota gdzieś w Afryce, genealogiem, pisarzem. Wchodzisz do działu: „Zdrowie” i przerzucasz sześciopaki na brzuchu, zdrowe odżywianie, fitness, bieganie, sporty ekstremalne. Wchodzisz do działu: „Dodatki” i widzisz tam nadmorskie wille, luksusowe samochody, wakacje na Malediwach, wspinaczkę na Mount Everest, grupę przyjaciół na kolacji w twoim domu w Toskanii, jachty, konsole i używki.

Nie zauważyłeś tylko ogłoszenia, które wisi nad każdą alejką: „Każda kasa przyjmuje do pięciu artykułów”.

Widzisz je teraz i ogarnia cię panika. Jest tyle wspaniałych rzeczy do wyboru! Biegasz więc między półkami, pocisz się, serce ci wali, a ty drżącymi rękami bierzesz te wszystkie cenne marzenia i albo ich nie wybierasz, żeby przypadkiem się nie ustabilizować i nie zrezygnować z innych, albo łapiesz je i nie masz pojęcia czy wybór, którego dokonujesz jest nie tylko dobry, ale też najlepszy z możliwych.

Bez względu na to, co wrzucisz do koszyka, masz w nim tylko pięć rzeczy, a tam zostały ich całe tony. Może z innym wyborem byłoby ci lepiej? Czy NAPRAWDĘ wolisz być lekarzem, niż inżynierem? Nie wiesz, czy na pewno to dobry moment na posiadanie dzieci i czy na pewno budzisz się koło dobrej osoby.

Twoje życie zaczyna być wyszywane słowami: „Nie wiem”.

Czasem patrzę na ludzi, którzy usiłują złapać wszystko jednocześnie z obawy, że coś ich ominie. I wtedy zaczynam myśleć, że w chwili kiedy usiłują to wszystko zrobić, coś ich właśnie omija. Ganiają za tym, żeby przeżyć jak najwięcej i okazuje się, że świat oglądają przez obiektyw aparatu. Zbierają powierzchowne wspomnienia. Zamieniają jakość na ilość.

To nie daje nic poza rozgoryczeniem.

Obecnie lubimy patrzeć na długoterminowe wybory przez pryzmat tego, co przez nie tracimy, a nie przez pryzmat tego, co dzięki nim zyskujemy. I nie jest to nic innego jak idealny przepis na to, żeby każdego dnia czuć się nieszczęśliwym. Nie dlatego, że się nim jest, ale dlatego, że patrząc tylko na stronę z zapisanymi minusami, nie da się zobaczyć wszystkich plusów, które z reguły są warte dużo, dużo więcej.

Print Friendly, PDF & Email

41
Dodaj komentarz

avatar
100000
26 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
33 Comment authors
Ada PieńkowskaCharlesCu GlasBlogierkaMarek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Klaudyn Truskawka
Gość
Klaudyn Truskawka

Świetne porównanie życia do maratonu… Trafia jak nic innego!

Borat
Gość
Borat

Zgodzę się z pozostałymi punktami oprócz czwartego. Właśnie skończyłem studia i zajmowałem się w ich trakcie różnymi rzeczami. Goniłem zarówno za sprawami uczelnianymi, związkami, wspomnieniami i wszystkiego po trochu złapałem. Wg mnie tylko w taki sposób można się dowiedzieć czego się tak na prawdę chce. Poza tym bardzo fajny tekst

Volant
Gość
Volant

Zgadzam się w 100%, bo pisałem w kontekście robienia nieskończonej ilości rzeczy, a nie próbowania, żeby znaleźć.

Karokendo
Gość
Karokendo

W pełni się zgadzam z twoją opinią. Rok próbowania, biegania na wszystkie strony, rzucania się na każdą falę i na końcu i tak wyszło na to, że wszystko czego do szczęścia potrzebuję to ja sam i to co miałem na samym początku. Oh ironio.. :D

Izabela Kułaga
Gość
Izabela Kułaga

Czytam i płaczę, ale to dlatego, że coraz częściej łapię szczęście. Coraz częściej siadając po pracy przed komputerem i pisząc swoje posty lub robiąc inne ciekawe rzeczy, odczuwam spełnienie.
Genialny tekst, a najbardziej ujęło mnie to zdanie „Większość milionerów w twoim wieku pracowała w miejscach, na które byś nie spojrzał, a dotarło do punktu, o którym ty marzysz.” Pracowałam w wielu dziwnych miejscach, a robiłam to z dwóch powodów: po to by znaleźć to w czym czuję się najlepiej lub po to by w końcu dzięki tym zajęciom dotrzeć do celu, który sobie wyznaczyłam. Moje CV nie jest długie, ale urozmaicone, ponieważ uważam, że w całym tym szaleństwie najważniejsza jest cierpliwość. Wiele razy wyjeżdżałam za granicę, za lepszymi pieniędzmi, które miały być furtką do miejsca, w którym znajduję się teraz.

Ciągle pytano mi się jak ja to robię, że wszystko mi wychodzi. Ludzie zadający te pytania nie rozumieli, że widzą tylko efekt mojej pracy, a nie całą drogę, którą musiałam przeżyć. Wszystkie pobyty za granicą kojarzę z fizyczną harówą,której nie życzę nawet najgorszemu wrogowi. Mimo to, że osiągnęłam wiele, wiem że to dalej dopiero początek. Czasami wymagam od siebie zbyt dużo, ale wiem że warto. Dzielę swoje dni na karierę i pasję, ale jest w nich miejsce również na najbliższych. Im więcej rzeczy się robi, tym człowiek umiejętniej potrafi gospodarować swoim czasem. Dlatego nóż mi się otwiera kiedy słyszę „Tobie się udało” albo jeszcze ‚lepiej’ – „Tobie się powodzi”. Wtedy grzecznie odpowiadam, że wszystko co mam zawdzięczam sobie i ciężkiej pracy. Tu nie ma przypadkowości, są tylko plany A, B, C i D, oraz wiele wyjść ewakuacyjnych. Szkoląc ludzi w swojej pracy, często powtarzam im, że życie można sobie wymarzyć, ale ważniejsze od tego jest to, że cel osiągniesz zupełnie inaczej niż sobie to zaplanowałeś. I to w tym wszystkim jest najlepsze :)

Pogromca Kompleksów
Gość
Pogromca Kompleksów

Co do „przekleństwa wyboru” – czytam właśnie „Banalne
historie kilku rodzin”. Pewnie większość z Was nie uznałaby tej książki za
wybitną literaturę, ale nie w tym rzecz. Dociera do mnie, jakie niesamowite szczęście
spotkało mnie i moje pokolenie, że w ogóle mamy JAKIKOLWIEK wybór. Biorąc pod
uwagę perspektywy większości młodych ludzi w Polsce sprzed choćby stu lat
(całkiem niedawno, biorąc pod uwagę całą historię ludzkości), to my – nieszczęśliwi
szczęśliwcy pokolenia Y – mamy naprawdę zajebistego FARTA, bo trudno inaczej
nazwać przypadek, dzięki któremu przyszliśmy na ten świat właśnie teraz, a nie
na przykład w średniowieczu. Zamiast się miotać i gdybać, przytłoczeni
nadmiarem opcji do wyboru, cieszmy się, że w ogóle mamy w czym wybierać.

wisznu
Gość
wisznu

To tez nie takie proste. Nadmiar wyboru paralizuje, nadmiar informacji robi w glowie szum medialny.
W temacie wyboru swieetna ksiazka jest Ericha Fromma ‚Ucieczka od wolnosci’. Okazuje sie, ze ludzie wcale nie pragna wolnosci. Pragna, zeby ktos im mowil jak zyc. Stad tez religie maja wyznawcow, stad tez wygrywaja wybory partie pokroju PiS.

Marek
Gość
Marek

I dlatego Islam niestety zwyciezy. W koranie jest dokladnie powiedziane jak masz zyc, Biblia i Bog dal czlowiekowi prawo wyboru…

Ada Pieńkowska
Gość
Ada Pieńkowska

Dodatkowo to nie jest tak, że ludzie z przed 100 lat nie mieli żadnego wyboru. Mieli go dokładnie tyle co trzeba, tak naprawdę. Byli ograniczeni oczywiście przez społeczeństwo i swoją w nim pozycję, ale też nie byli nauczeni szarpać się z tymi ramami, tylko jakoś, na swój sposób je wypełnić.

Basia Szmydt
Gość
Basia Szmydt

Masz genialne pióro, po prostu mistrzowskie. Wydawać by się mogło, że wszystko już zostało napisane i powiedziane, a Ty tę tezę po prostu nokautujesz. Za każdym kurde razem.

Oskabook
Gość
Oskabook

Kolejny świetny tekst. Uwielbiam Twoje wpisy, które dla mnie, jako młodej osoby, są wielką inspiracją. Niejednokrotnie zmuszają do refleksji i zastanowienia się nad tym, w jakiem kierunku prowadzę swoje życie. Dziękuję Ci za to!

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Swietny tekst.
Nie mozna miec w zyciu wszystkiego. I problemem nie jest wybor lekarz czy inzynier lub raczej kariera czy wolnosc czy dzieci czy przyjaciele. W tym sklepiku zycia do kasy mozna przyniesc o wiele mniej niz 5 rzeczy jesli to maja byc najlepsze probukty z calego sklepu.

I chyba jednak lapac nawet powierzchowne wspomnienia niz zadne.

filolozka
Gość
filolozka

z 4 powodów, albo z 4 przyczyn :D
nie chce się czepiać, bo czytam bloga regularnie (uwielbiam Twoje pióro!) i pierwszy raz zauważyłam błąd, ale… :)
stylistycznie brzmi strasznie

Joanna Wójcik
Gość
Joanna Wójcik

Twoje teksty jak zwykle przepełnione są rzeczywistością. Za to Cię cenię- pokazujesz to, co tak jasne i logiczne, lecz na codzień niewidoczne :)

Karola
Gość
Karola

Zadajesz pytanie ilu facetów poznała w ciągu roku – ona odpowiada dwóch – a ja pytam gdzie ona pracująca lat 25 ma ich poznawać? Bo to jest pewien problem wbrew pozorom.

Łukasz
Gość
Łukasz

Na siłce.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Ile osob spotyka w ciagu dnia? Moze to pomnozyc przez 365. I na pewno znajdzie sie wsrod nich sporo interesujacych osob.

Karola
Gość
Karola

W tramwaju każdego dnia spotyka 100, w drodze do domu i na siłownię spotyka 100, nawet na z zakupach jacyś się znajdą. Spotkanie nie sprawia, że ktoś Cię poznaje.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Zawsze mozesz wykonac pierwszy krok, chocby zapytac o godzine, droge, cokolwiek.

Rosemadder
Gość
Rosemadder

Miałam ten sam problem, a potem się okazało, że po prostu nikogo nie poznałam przez dłuższy czas, ponieważ…tak naprawdę tego nie chciałam i nie potrzebowałam! Musiałam zmienić swój stosunek do poznawania facetów i od razu zaczęli się pojawiać, bo oni też chcą poznać nową dziewczynę, też szukają!

KaZet
Gość
KaZet

Problemem jest, ze zadajesz to pytanie, najpierw trzeba chciec sie poznawac.

Karola
Gość
Karola

Ale właśnie o to chodzi, że chcę. Pytanie jest związane z brakiem pomysłów gdzie poznawać.

Mateusz Wala
Gość
Mateusz Wala

Niesamowite jak uderzasz tym artykułem w samo sedno!!! Za każdym razem gdy czytam jakiś twój artykuł to zajebiście się z nim utożsamiam. Nie dlatego że chce się poczuć częścią twojego wpisu, lecz dlatego że to co piszesz w 100% pokrywa się z moimi obecnymi rozterkami. Chylę czoła nisko i życzę dalszych tak udanych wpisów.
P.S
I nagle moje życie nie wydaje się być tak pojebano-zakręcone i problemowe ;)

natacao
Gość
natacao

Chyba bym dodała (wiem, mądrala ;) numer 5: jutro będzie lepiej coś zmienić, zacząć, realizować. Czyli odkładanie wszystkiego na później jakbyśmy mieli gwarancję, że dożyjemy 100-tki i nie ma się co stresować. No bo nie ma co, ale lenistwa życiowego to nie tłumaczy. Mnie najbardziej wkurza w ludziach to lenistwo życiowe, a u facetów to mnie po prostu rozwala i zupełnie wyłącza.

KaZet
Gość
KaZet

Realizowanie wszystkiego na dzis tez nie jest madre. Niemniej fakt, wiele rzeczy odkladamy, bo pozniej bedzie lepiej, latwiej. Poczytam bede madrzejszy, pojde na silownie bede bardziej atrakcyjny. I nie apluikujemy do pracy do ktorej chcemy, nie podchodzimy do dziewczyny ktora nam sie podoba.
Niemniej ciekawi mnie czemu u facetow Cie rozwala lenistwo, tak samo chyba powinno jak w przypadku kobiet?

natacao
Gość
natacao

Nie powiedziałam, że u kobiet nie tylko że szczególnie u mężczyzn. Dlaczego? Bo jestem kobietą, szczęśliwą, hetero, więc stricte egoistycznie ;)
Chodzi dokładnie o to, co napisałeś/łaś. Łeee, nawet nie próbuję bo pewnie się nie uda, poczekam na lepszy moment. Błędne koło, życie w poczekalni, zero doświadczeń, zero ryzyka, odwagi. Szkoda… ale każdy ma swoją strefę komfortu której bardziej albo mniej się trzyma.

Sylwia Bazylińska
Gość
Sylwia Bazylińska

Niby wszystko możemy ale ten nadmiar wyboru przygniata..

Paula Stadnik
Gość
Paula Stadnik

Cudowny tekst został ogromnie się ciesze, że na niego trafilam. Pozdrawiam!

Filip Pietraszkiewicz
Gość
Filip Pietraszkiewicz

Świetny teks, dzięki @Volantification:disqus. z kilkoma zdaniami mogę się bardzo łatwo utożsamić!

mariaanna
Gość
mariaanna

Świetny tekst! Mam 23 lata i ciągle widzę dokładnie te cztery pułapki wokół siebie i mnóstwo ludzi w nie wpadających. Doskonale ubrałeś w słowa problemy mojego pokolenia, pisz tak dalej!

Tu Od Teraz
Gość
Tu Od Teraz

Uśmiechnęłam się, kiedy czytałam o osobach z niemożnością przeczytania więcej niż 140 znaków. Niestety to prawda. Przykra prawda. Punkt trzeci przerobiłam na własnej skórze wychodząc oczywiście od zewnętrznego oceniania innych jako tych, którym udało się, mieli szczęście a ja taki emocjonalny, fizyczny i finansowy biedak. Na szczęście oświecenie w tej kwestii przyszło w porę. A dziś, kiedy słyszę jak jedni drugim zazdroszczą mówiąc to przez pryzmat tego co widzą głownie na portalach społecznościowych – po prostu się wylogowuję, aby oszczędzić swoje zdrowie. A punkt czwarty? Pierwszy raz spotkałam się z tak trafnym porównaniem. Ciekawy życiowo wpis.

A tak jeszcze odnośnie komentarzy pod postami. Ostatnio czytałam post na jednym z blogów o tematyce sportowej pod którym było nawet ponad 200 komentarzy, gdzie 80% to jedynie zostawiony adres swojego bloga. Nawet nikt nie pofatygował się aby z kultury przeczytać choćby jeden akapit.. Widocznie nie włożyłam tego blogowego trendu do mojego koszyka w supermarkecie..

Halina
Gość
Halina

Świetny tekst. Dzięki niemu trochę „wytrzeźwiałam” od tego zbędnego hałasu, który mam czasami w głowie

Madix
Gość
Madix

Świetny tekst! Czapki z głów :)

Berenika
Gość
Berenika

Właśnie dzisiaj potrzebowałam przeczytać punkt 3. Uspokoiłam się. Dziękuję Ci za to ;)

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Takie Twoje wpisy najbardziej lubię, nazwałabym je ogólnożyciowymi. Te o związkach zazwyczaj mnie nie dotyczą, choć przyznam, że czekam na takie, które nabiorą stażu razem z Twoim związkiem. I wiem, że będą inne, bo inna będzie perspektywa. Ale ja nie o tym.
Niestety, mnie rodzice całe nastoletnie życie przekonywali, że zawsze będą dla mnie pomocni, zawsze zaakceptują moje wybory choćby nie wiem co. Bo pewnie sami tego od własnych rodziców nie otrzymali. I kiedy przyszło co do czego, pomocy, której od nich, jako autorytetu, oczekiwałam, nie otrzymałam. Spotkałam się ze ścianą. I to, teraz perspektywy czasu, oceniam za jedną z lepszych rzeczy, jaka mi się przytrafiła. Bo zrozumiałam, że jestem zdana na siebie i jeśli nie poznam własnych sił tu i teraz, to nikt za mnie tego nie zrobi. I pewnie dlatego podchodzę z ogromną rezerwą do wszystkiego co się wrzuca do worka „rady rodziców”. Niestety, w większości są to nieprzydatne w dorosłym życiu frazesy. Bo czasy, w których oni żyli, minęły bezpowrotnie, zaś do moich ich doświadczenia, kompletnie nie przystają. Co więcej, uważam, że pokolenie rodziców, tych rodzonych w latach powojennych, pięćdziesiątych, to w większości ludzie pełni kompleksów, lęków przed podejmowaniem decyzji, bardzo zachowawczy i bojący się własnego cienia. Ja, jako pokolenie bardziej świadome, wiem, że mogę to zmienić i chcę. Choć cały czas za uszami przez wiele lat słyszałam rodzicielskie „dźwąganie” – a po co, a się nie uda, a stracisz, a nie kombinuj… i tak dalej w ten deseń, nauczyłam się odcinać od tego. To jest toksyczne i zatruwa naszą kreatywność na każdym polu życia.
Kolejna sprawa – te wszystkie pułapki, o których piszesz, bardzo trafnie z resztą. Mam wrażenie, że są one „pokłosiem” wszelkich książek typu poradniki optymistycznego myślenia i innych w tym stylu. Tworzonych w stylu pogadanek Amwayowych. Takich pierdoletów, z których nic nie wynika, a sprawiają, że człowiek zaczyna się zastanawiać co jest ze mną nie tak. Łatwo złapać ten haczyk i dać się wyciągnąć wędką depresji.
Życie jako bieg – ja bym nawet powiedziała, że to ultramaraton. Zaczynany w kraju, o którym nie masz bladego pojęcia, że o czasach, pogodzie i ukształtowaniu terenu nie wspomnę. Ale im dłużej biegniesz, tym lepiej zaczynasz zauważać prawidłowości. I zamiast się co i rusz potykać i porównywać do tych, którzy cię mijają, zwyczajnie cieszysz się biegiem – tak jak napisałeś.
A co do marketu – fajnie z wiekiem odkrywać jakie rzeczy wrzuciło się do koszyka. Bo to nie jest takie oczywiste na początku. Niektóre „dodatki” ewoluują razem z nami. Inne po prostu wyrzucamy. A bywa, że wybraliśmy coś, co miało dodatkową funkcję, która się aktywuje dopiero po jakimś czasie. To jest dopiero fun! :D

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Brak pomocy od rodzicow pomaga nauczyc sie byc niezaleznym, ale jest tez ogromnym ograniczeniem. Jesli rodzice pomoga, naucza czegos czy chocby pokaza wiare w dziecko – wtedy ono zaczyna bieg kilka metrow przed innymi.
Co do frazesow niestety masz racje, wiekszosc z nich zupelnie nieprzystaje do dzisiejszych czasow, ale chyba rowniez nie byla pomocna w tamtych – tylko po prostu oni zostali tak wychowani i taki imprint dostali w szkole. Troche to smutne, bo pokazuje, ze PRL nie tyle spowodowal ofiary w ludziach (zabitych nie bylo wielu) – co ogromny deficyt w ich mentalnosci – powodujac, ze dzisiaj znajdujemy sie tam gdzie jestesmy….

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Wiem, że nie do mnie skierowane, jednak odpowiem od siebie. Boisz się wojny? Teraz one wyglądają trochę inaczej niż wtedy i nikt Ci nie może zagwarantować, że taka wojna już teraz i tutaj się nie toczy. A co mają powiedzieć rodzice dzieciaków, które teraz się rodzą? Żyjesz tu i teraz i tego nie zmienisz. Co ma być, to będzie, i Ty raczej na to wpływu mieć nie będziesz. Ale nadal możesz kształtować własne życie. Nie blokuj sam siebie, to nie jest warte zmarnowanej energii, również na to żeby tę blokadę potem zdejmować. Nie mówię żebyś żył z dnia na dzień, ale miej plany, dąż do ich realizacji. W istocie żadna z osób nie wie, ile jeszcze jej życia pozostało.

kamaah
Gość
kamaah

Lubię zaczynać od Ciebie swój dzień w pracy ;)

Blogierka
Gość
Blogierka

Genialne!

Cu Glas
Gość
Cu Glas

Zacznijmy może jednak od sprawy najistotniejszej, Wujku Dobra Rada. Otóż szczęście nie istnieje :)

Charles
Gość
Charles

Cholera, dla mnie ten tekst jest najważniejszym jaki kiedykolwiek przeczytałem na Twoim blogu. I piszę to dopiero ładnych kilka miesięcy po tym jak go pierwszy raz zobaczyłem i nie liczę który raz już tutaj jestem (mam go w zakładkach).

Mam wrażenie, że ktoś opisał w jednym wpisie 4 główne problemy, które blokują mnie przez większość mojego życia. Dlatego wracam do niego za każdym razem, gdy próbuję robić kilkanaście rzeczy na raz, mam deficyt działania, a wizualizowane w głowie marzenia często traktuję, jak by sama myśl wystarczyła do ich spełnienia. Wracam też, gdy zastanawiam się co by było gdyby, kim i gdzie byłbym robiąc po drodze wszystko tak jak trzeba, kiedy gonitwa myśli z wielkim żalem zalewa mój mózg pytając czy to co wybrałem to na pewno było 100% co mogłem w danej chwili z życia wycisnąć.

Ten tekst pozwala mi się uspokoić i zatrzymać morderczą pętlę smutku, żalu i wyrzutów sumienia. I kiedy dziś znowu nakręciłem się tak, że zacząłem zjadać własny ogon, pomyślałem żeby tu wejść, przeczytać a potem w komentarzu podziękować. Tak więc dzięki.