W nurcie indywidualizmu nie jest to popularne stwierdzenie, ale wszyscy jesteśmy do siebie podobni.

Będąc dzieciakami oglądaliśmy tego samego „Reksia” i te same „Gumisie”. Podczas całej formalnej edukacji czytaliśmy te same „Cierpienia Młodego Wertera”. Poszliśmy na studia i niewiele na nich się nauczyliśmy. W większości mieszkamy w dużych miastach, a nasi rodzice dali nam radę, która zawierała się w słowach:
– Rób to, co ci mówi serce.

Tylko nie przewidzieli, że serce jest głupie jak chuj i milczy wtedy, kiedy powinno mówić. Dlatego wszyscy chcemy być szczęśliwi, a coraz częściej nie jesteśmy, bo jeśli wierzyć badaniom naukowym należymy do pokolenia lęków, nerwic i nałogów.

Dzieje się tak z powodu czterech przyczyn.

Pułapka nr 1: Zbyt duże oczekiwania

Spiegel, Zuckerberg, Bieber, Systrom, Krieger.

Każda z tych osób dorobiła się milionów (jeśli nie miliardów) przed 30-tką, a jeśli wierzyć temu w jaki sposób te historie przedstawiane są w mediach, to nie zdążyli się nawet przy tym spocić.

Patrzymy na to i myślimy, że możemy wszystko. Mając życie w wersji standard, widok na komunistyczne wieżowce na zewnątrz i bardzo często meblościankę w środku, bez przerwy obserwujemy na monitorze laptopa życie w wersji premium karmiąc się złudzeniem, że jest na wyciągnięcie ręki. Patrzymy na dwudziestoparolatków, którzy w kilka lat zrobili fantastyczną karierę i myślimy, że to mogliśmy być my. Rodzice powiedzieli nam, że możemy robić wszystko, więc mamy wybór jak między dżumą a cholerą. Albo gryziemy się myślą, że nie mamy marzeń, nie mamy pasji i nie wiemy, czego chcemy, a Mozart w tym wieku już komponował koncerty; albo celujemy w najwyższy 1% osiągnięć i kiedy to nam się nie uda, jesteśmy rozczarowani.

Na medialnych ołtarzykach stażyści ustawiają efekt, a nie proces, więc podniecamy się czyjąś posiadłością za 40 milionów dolarów, a nie jego umiejętnościami i wyznawanymi wartościami. Sukces przestał być postrzegany jako wspinanie się po drabinie. Teraz sukces to teleportacja. Jesteś tą samą osobą co zawsze, robisz to samo co zawsze i bum! odnosisz sukces. Ktoś cię zauważył na instagramie i zaoferował „zostanie twarzą rajstop”. Ktoś zrobił cię gwiazdą. Miliony osób „po prostu” zaczęły korzystać z twojej aplikacji. Bez wysiłku, bez konkurencji, bez realnej pracy.

Tylko że życie tak nie wygląda. Większość karier (tak korporacyjnych, jak i w swoich firmach) ma swoją dynamikę, zajmuje określoną ilość czasu i trzeba je opłacić potem, łzami i rozczarowaniami.

Problem w tym, że Zuckerberg wciąż osiągnął to szybciej, a tam gdzie „Sky is the limit” chodzenie nawet po najzieleńszym trawniku nie cieszy, bo czujesz się jak orzeł z połamanymi skrzydłami.

Spójrzmy prawdzie w oczy – prawdopodobnie masz fajne życie. Nie pracujesz w fabryce azbestu, realizujesz się, nie masz problemu, żeby polecieć za granicę, nie musisz wiązać się z kimś przed 25 rokiem życia, masz więcej ubrań, niż Ludwik XIV, a z poziomu laptopa masz dostęp do legalnych dóbr kultury, za które kiedyś musiałbyś słono płacić. Nawet jeśli nie jest idealnie, to wiesz, że kiedyś będzie, bo w tym celu możesz zrobić setki kursów, zmienić miasto, państwo lub kontynent i przy okazji zamieszkać nad oceanem.

Kariera instant to wyjątek, a nie reguła.

Pułapka nr 2: Deficyt działania

Prawdziwą tragedią XXI wieku jest to, że postawiliśmy znak równości między słowem: „Chcę” i „Zasłużyłem”.

Bardzo lubię słuchać osób, które mówią, że każdy głupi może zostać milionerem/aktorem/politykiem, bo zawsze wtedy mogę zadać pytanie:
– To czemu nim nie zostaniesz?
Zwykle w odpowiedzi słyszę: „Yyyy”.

Czytelniczka mówi mi, że chce mieć cudowny związek, ale nie ma już ogarniętych facetów. Wtedy pytam:
– Ok, a ilu w ogóle poznałaś facetów? – w odpowiedzi słyszę:
– No dwóch… w ciągu roku.

Przybywają mi kolejne lata i coraz częściej widzę osoby, które są przekonane o swoim wyrafinowaniu i inteligencji. Wystarczy podrapać ich wierzchnią warstwę paznokciem i okazuje się, że właściwie na niczym się nie znają. Czytają nagłówki i z dumą wpisują w komentarzach tl;dr chcąc pokazać, że natężenie fajności w ich życiu nie pozwala im na przeczytanie nic dłuższego niż 140 znaków, a zupełnie przypadkiem pokazując, że nic ich nie interesuje. Mają wrażenie, że są na bieżąco z kulturą, ale nie potrafią wymienić 15 nazwisk reżyserów. Nie czytają żadnych pogłębionych analiz na żaden temat. Bardziej interesuje ich wielkość tyłka Kim Kardashian, niż co to jest test Turinga. Później ktoś przeprowadza badania i okazuje się, że złote rybki potrafią na dłużej skupić uwagę niż przeciętny internauta.

Przekonani o własnej wyjątkowości nie robią nic, bo wszystko co mogą robić wydaje im się zbyt banalne i mozolne. Nie potrafią ogarnąć swojej kuwety i przyjść punktualnie na spotkanie, ale są przekonani, że jeśli ktoś da im pół miliona to stworzą międzynarodową firmę. Chcą osiągnąć więcej niż wszyscy, ale tego nie robią. Bo się boją. Bo nie wiedzą jak. Bo może się nie udać, a wtedy ich wizerunek runie jak domek z kart.

Kiedy byliśmy dziećmi założono nam na plecy spadochrony ze słowami nauczycieli i rodziców: „Ja w twoim wieku już pracowałem po 14 godzin na dobę, ale ty nie musisz. Możesz osiągnąć co zechcesz. Niczym się nie martw. Pomożemy ci.” Tylko, że nie tędy droga. Nie nauczysz się niczego, jeśli się nie boisz. Nie zrozumiesz błędów jeśli nie będą bolały. Nie docenisz swoich sukcesów, jeśli przyjdą zbyt łatwo. Nie będziesz czuł, że robisz coś wartościowego jeśli tylko będziesz czekać w trybie oszczędzania energii na swoją szansę.

Powiedzieli nam, że nie musimy pracować tak jak nasi rodzice. Mieli rację. Nie musimy pracować w taki sposób, jak oni, co nie zmienia faktu, że wciąż musimy pracować tak samo ciężko i w większości przypadków tak samo długo.

Pułapka nr 3: Nieograniczone możliwości porównywania się

W Brazylii nad plażą Pedra do Telegrafo jest klif znajdujący się trzysta metrów nad poziomem morza. Znajduje się na niej skała, na której dużo osób robi sobie niebezpieczne zdjęcia. Patrząc na nie można zazdrościć komuś posiadania jaj ze stali. To czego się nie wie, to że w rzeczywistości ta skała znajduje się metr nad ziemią.

Dokładnie tak samo jest z obserwowaniem życia innych na facebooku. Widzisz wykadrowane zdjęcia i myślisz, że wszyscy sobie świetnie radzą, rodzą dzieci i zmieniają prace, a ty w tym czasie grałeś przez pół dnia w fifę albo leżałaś owinięta kocem i oglądałaś „Girls”.

Tu nawet nie chodzi o to, że w sieci się kłamie, a każde zdjęcie pociąga się filtrem. Problem tkwi w porównywaniu się. Czy idzie ci tak samo dobrze jak innym? Jak to możliwe, że ktoś kto w szkole był najgorszą ofermą teraz radzi sobie tak dobrze, a ty masz same dorywcze prace, które dumnie nazywasz „byciem na freelansie”? Dlaczego inni nie mają takich problemów i rozterek jak ty? Jak oni mogą być tak bezrozumnie szczęśliwi?

Tylko prawda jest taka, że w ten sposób bierzesz udział w biegu na 100 metrów z siedmioma miliardami ludzi i nieważne jak szybko biegasz, bo wciąż ktoś biega szybciej. Problem z tym podejściem jest taki, że życie (jeśli w ogóle da się je porównać do biegu) to prędzej maraton niż bieg na 100 metrów, w którym niektórzy zaczęli biec wcześniej niż ty, a niektórzy dopiero ruszą. Możesz stawiać na szybkość, na wytrzymałość albo skupić się na wrażeniach z biegu. Nie ma większego znaczenia czy teraz wygrywasz czy przegrywasz, bo liczy się to gdzie kiedyś dotrzesz. Większość milionerów w twoim wieku pracowała w miejscach, na które byś nie spojrzał, a dotarło do punktu, o którym ty marzysz.

Masz prawo nie być na czele peletonu, tak długo jak biegniesz w dobrym kierunku i robisz rzeczy, dzięki którym jesteś lepszy.

Pułapka nr 4: Przekleństwo wyboru

Wyobraź sobie, że jesteś w hipermarkecie. Możesz wejść do niego tylko raz, ale to nic, bo na półkach stoi wszystko to, o czym marzysz. Te marzenia są podzielone na działy, więc wchodzisz np. do działu „Partnerzy” i masz tam półki uginające się od osób, z którymi możesz być. Włosy blond, ciemne i rude. Osoby doświadczone i nie. Atrakcyjne fizycznie i te z dobrym sercem. Możesz przerzucić wszystkie profile i najlepsze wrzucić do koszyka. Wchodzisz do działu: „Kariera” i widzisz tysiące fascynujących możliwości, żeby się spełnić. Możesz wybrać bycie rodzicem, politykiem, architektem, programistą, lekarzem, podróżnikiem, który pływa z delfinami i szuka złota gdzieś w Afryce, genealogiem, pisarzem. Wchodzisz do działu: „Zdrowie” i przerzucasz sześciopaki na brzuchu, zdrowe odżywianie, fitness, bieganie, sporty ekstremalne. Wchodzisz do działu: „Dodatki” i widzisz tam nadmorskie wille, luksusowe samochody, wakacje na Malediwach, wspinaczkę na Mount Everest, grupę przyjaciół na kolacji w twoim domu w Toskanii, jachty, konsole i używki.

Nie zauważyłeś tylko ogłoszenia, które wisi nad każdą alejką: „Każda kasa przyjmuje do pięciu artykułów”.

Widzisz je teraz i ogarnia cię panika. Jest tyle wspaniałych rzeczy do wyboru! Biegasz więc między półkami, pocisz się, serce ci wali, a ty drżącymi rękami bierzesz te wszystkie cenne marzenia i albo ich nie wybierasz, żeby przypadkiem się nie ustabilizować i nie zrezygnować z innych, albo łapiesz je i nie masz pojęcia czy wybór, którego dokonujesz jest nie tylko dobry, ale też najlepszy z możliwych.

Bez względu na to, co wrzucisz do koszyka, masz w nim tylko pięć rzeczy, a tam zostały ich całe tony. Może z innym wyborem byłoby ci lepiej? Czy NAPRAWDĘ wolisz być lekarzem, niż inżynierem? Nie wiesz, czy na pewno to dobry moment na posiadanie dzieci i czy na pewno budzisz się koło dobrej osoby.

Twoje życie zaczyna być wyszywane słowami: „Nie wiem”.

Czasem patrzę na ludzi, którzy usiłują złapać wszystko jednocześnie z obawy, że coś ich ominie. I wtedy zaczynam myśleć, że w chwili kiedy usiłują to wszystko zrobić, coś ich właśnie omija. Ganiają za tym, żeby przeżyć jak najwięcej i okazuje się, że świat oglądają przez obiektyw aparatu. Zbierają powierzchowne wspomnienia. Zamieniają jakość na ilość.

To nie daje nic poza rozgoryczeniem.

Obecnie lubimy patrzeć na długoterminowe wybory przez pryzmat tego, co przez nie tracimy, a nie przez pryzmat tego, co dzięki nim zyskujemy. I nie jest to nic innego jak idealny przepis na to, żeby każdego dnia czuć się nieszczęśliwym. Nie dlatego, że się nim jest, ale dlatego, że patrząc tylko na stronę z zapisanymi minusami, nie da się zobaczyć wszystkich plusów, które z reguły są warte dużo, dużo więcej.

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 400 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.