Dlaczego nie zapominasz o eks?

Dlaczego nie zapominasz o eks?

Kiedy wstawałem rano i robiłem sobie herbatę, miałem w planach napisać tekst o czymś zupełnie innym.

Ale nie! Musiałem przeczytać historię dziewczyny – jednej z tych, które po rozstaniu zastanawiają się, czy mogło to skończyć się inaczej i czy nie było w tym ich winy, że seksowność ich Mareczka była tak duża, jak stopień w jakim był chujem. Jeśli mam być szczery to wynik tych rozmyślań nie ma znaczenia, bo i tak będą wzdychać: „Żaden facet nie jest taki jak Marek”. A Marek mógł ich nie szanować, szmacić i na koniec porzucić, ale przecież był jedyny w swoim rodzaju.

Mam jasny stosunek do przeszłości – ma dla mnie znaczenie tylko jeśli pomaga mi mieć lepszą przyszłość. Kiedy więc ktoś przy mnie maże się, że „takiej miłości to on już nigdy nie przeżyje” to jestem brutalny i mówię to, co każdy powinien powiedzieć, ale zwykle tego nie robi:

– Nie zapominasz o eks, bo nie dajesz sobie o nim zapomnieć.

Kiedy zobaczysz jakie to uczucie, kiedy zakochuje się w tobie kilka osób w jednym tygodniu, a część z nich opowiada swoim przyjaciółkom, że to, co było między wami było wyjątkowe, to dzieje się jedna ważna rzecz – nabierasz dystansu.

Leczysz się z myślenia dobrego dla Kopciuszka, ale złego dla osoby żyjącej w realnym świecie bez łatwego dostępu do LSD. Nie kładziesz już akcentu na miękko wypowiadanych słowach na „K” i „C”. Rozumiesz, że spotkanie tej osoby i dopaminowy wzór odciśnięty w twoim mózgu nie były wyjątkowe. Zaczynasz łapać, że wyjątkowe jest to, co ludzie wypracują, a nie to, co się zdarza.

Przy okazji zaczynasz rozumieć też, że:

Nie masz w rękach jednego kuponu na szczęście

Kiedyś w mojej osiedlowej pizzerii razem z zamówieniem dostawało się kartę, która obiecywała dziesiątą pizzę gratis pod warunkiem, że zbierze się wystarczającą ilość pieczątek. Znacie to, prawda? Ja oprócz tego znam osoby, które zachowują się tak, jakby przeżycie określonej ilości szczęścia sprawiało, że ich kupon się zapełni, a w nagrodę dostaną lata nieszczęść i użalania się.

Widzisz, są osoby, które same dla siebie budują klatki i zamykają się w środku. Następnie biorą kluczyk do ręki, robią zamach i wyrzucają go najdalej jak mogą. Wtedy zaczynają przekonywać innych do tego, jakie ich życie jest do bani, bo chcieliby robić tyle świetnych rzeczy, ale jak, skoro dookoła siebie mają kraty? Nie widzą, że te kraty są zrobione ze słów, które same sobie mówią: „Nie umiem”, „Nie mogę”, „Nie mam szczęścia”, „Ona była inna, niż pozostałe”, „To był ten jedyny”, „Takie uczucie zdarza się tylko raz w życiu”.

Odpowiednio asertywna osoba powinna odpowiadać wtedy: „Gówno prawda”.

To nie życie odbiera ludziom szanse. Ludzie odbierają je sobie sami wierząc w to, że mają do przeżycia tylko jedną piękną miłość, tylko jedną szansę na biznes, tylko jedną taką przyjaźń i tylko jedną karierę, a później tylko nicość. Kiedy już jedną z nich wykorzystają to zaczynają panikować, bo dalej jest tylko otchłań.

Tylko że to ma miejsce tylko w twojej głowie. Możesz być elektrykiem z wąsem, panią Jadwigą po siedemdziesiątce, nastoletnią fanką Justina Biebera albo prezesem banku w garniturze na miarę i trzema rozwodami na koncie, a to wciąż oznacza, że masz tyle szans na szczęście ile sam sobie weźmiesz.

To, że nie zapominasz nie znaczy, że nie możesz zapomnieć. To oznacza, że jeszcze nie jest odpowiedni czas

Relacje mają to do siebie, że wszystkie umierają. Najpierw powszednieją, a później, jeśli przestaje się je podtrzymywać, zaczynają się rozluźniać i wreszcie się kończą. Bez bólu. Bez histerii. Bez gniewu i bez żalu. Ludzie odwracają się od siebie i odchodzą czując to, co czuje się po sprzedaniu starej sofy – nostalgię wymieszaną ze słowami: „Wreszcie mam miejsce na coś innego. Może postawię tam lampkę i wielki fotel, w którym będę czytać książki?”.

W tym momencie są gotowi pójść naprzód.

Czasem ma się jednak pecha. Wtedy miłość jednej osoby kończy się wtedy, kiedy druga jest jeszcze na niekończącym się dopaminowym haju. Ona odchodzi i zostaje się z poczuciem: „Chcę więcej”. Wykorzystuje się to w restauracjach – im lepszy kucharz, tym mniejsze daje porcje. Wiesz dlaczego? Bo zanim nasycisz swój głód to już całe danie znika. Już go nie ma. Zostaje ci jego wspomnienie, które możesz idealizować.

Idziesz wtedy na randkę. On ma zarost i skórzaną kurtkę, ale wydaje się zbyt grzeczny, więc stwierdzasz: „To nie to”. Starasz się poznać kogoś innego, ale poznajesz wyłącznie osoby, które są o wiele gorsze od twojego eks, który w twojej głowie stał się już trzy razy zabawniejszy, pięć centymetrów wyższy i na co dzień wyglądający tak, jak modele na zdjęciach w magazynach.

W końcu dochodzisz więc do wniosku, że takiej miłości już nie przeżyjesz.

Możesz myśleć, że świadczy to o niesamowitych uczuciach. Możesz też myśleć, że przypieczony tost jest ostatecznym dowodem istnienia boga. Możesz, ale nie znaczy to, że tak naprawdę jest. To świadczy tylko o tym, że jak większości ludzi brakuje ci perspektywy. Zamiast przewidywać przyszłe zagrożenia i szanse jak w analizie SWOT uogólniasz swoje obecne samopoczucie na przyszłość. Jeśli dzisiaj jest dobrze, to z odwagą patrzysz w przyszłość. Jeśli akurat masz doła to wydaje ci się, że to złe życie, a nie jeden zły poniedziałek spędzony wśród upierdliwych klientów. Jeśli rozstajesz się z kimś o tyłku Ryana Reynoldsa to płaczesz, że to taki ostatni w twoim życiu, bo przecież masz już 22/25/31 lub 34 lata i to co dobre jest już za tobą. Czujesz jakie to żałosne?

W praktyce oznacza to tylko, że uporczywie trzymasz się tych wspomnień, bo czujesz, że ignorowane uczucia odchodzą, a ty jeszcze nie jesteś gotowa na wyrzucenie tej starej sofy, na której przeżyłaś tyle miłych chwil.

Ale będziesz na to gotowa i wtedy przeżyjesz coś znacznie lepszego.

Nie zapomnisz jeśli nie będziesz dawać szansy innym ludziom

Ludzie nie zawsze dostają to na co zasługują. Czasem dostają coś tylko dlatego, że mieli szczęście, tak jak w totka ktoś trafia szóstkę, chociaż jest na to szansa 1 do 10 milionów. To jednak nie oznacza, że liczenie na wygranie w kumulacji jest dobrym pomysłem na życie.

Niestety znam osoby, które uważają, że to genialna strategia w przypadku związków. „Po prostu tutaj będę i spotkam kogoś cudownego i wtedy pokażę jaką wspaniałą osobą jestem”.

Problem w tym, że zwykle mocno ogarnięci ludzie spotykają się z tak samo ogarniętymi osobami. Kobieta, która ma skończone studia MBA i samochód służbowy droższy, niż mieszkanie przeciętnej osoby, nie będzie raczej spotykała się z kimś, dla kogo szczytem stylu jest założenie sweterka w poprzeczne paski wyciętego w serek, wyjście najebać się ze znajomymi i pytanie później przypadkowych osób czy chcą wpierdol. W drugą stronę działa to dokładnie tak samo, więc mężczyźni spotykają się z kobietami, które są nie tylko atrakcyjne, lubią seks, techno i czarno-białe zdjęcia, ale też mówią im coś takie słowa jak Bergman, Foucault i kot Schrödingera. Tylko czasem mężczyźni wybierają kobiety oceniając wyłącznie ich kompatybilność z aktualnie noszonym krawatem, ale zdradzę ci sekret – to nigdy nie jest dla nich związek. To jest układ.

Fakty są takie: jeśli od 1 do 10 oceniasz się na 6, to pewnie możesz spotykać się z kimś, kogo oceniasz na 5, 6 i 7, ale osoby od 1 do 4 zignorujesz, a te powyżej siódemki zignorują ciebie. Czasem jednak się zdarza, że w twoim życiu pojawia się dziesiątka – odpowiednik głównej wygranej w loterii. Osoba, na którą nie zasługujesz. Nie masz pojęcia co w tobie widzi, ale się tym nie przejmujesz, bo jaka to różnica. Masz gdzieś, że cię nie szanuje, bo przecież nie masz za wiele szans na to, żeby spotkać porównywalną osobę. I kiedy ona odchodzi czujesz się z tym chujowo, bo nie wiesz jak to się stało, że ta osoba pojawiła się w twoim życiu i nie wiesz, co zrobić, żeby pojawiła się tam inna.

To jest idealny moment, żeby przestać wierzyć w farta, a zacząć wierzyć w siebie, bo do wyboru masz tylko:
1) Czekać na kolejny odpowiednik szóstki w totka
2) Stać się lepszą osobą.

Nie musisz być Sherlockiem Holmesem, żeby zauważyć, że pierwsze podejście nie działa i wiedzieć, że to, co działa to dawanie szans:

– sobie, żeby każdego dnia być bardziej atrakcyjną, mądrą, zaradną osobą;

– i innym, żeby mogli pokazać, co jest w nich najlepsze.

Print Friendly, PDF & Email

64
Dodaj komentarz

avatar
100000
21 Comment threads
43 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
32 Comment authors
Michał KątnyJanekPumbaChica MalaMrCoffee Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Johnny Mnemonic
Gość
Johnny Mnemonic

Jak zwykle doskonały tekst. Skąd Waść to bierzesz? :)

Pogromca Kompleksów
Gość
Pogromca Kompleksów

Dobry wpis poznać można m.in. po tym, że nie kończy się na kropce postawionej przez autora, ale pod nim wywiązuje się gorąca dyskusja. No, trafiłam w kiepski moment i dyskusja jeszcze nie zdążyła rozgorzeć:)

Jako jedna z pierwszych dorzucę więc swoje trzy grosze na temat wspomnianego, trafnie określonego – „dopaminowego haju”. Adresuję to do wszystkich, którzy w chwili kryzysu z obecnym partnerem zaczynają wzdychać za dawną miłością. Świetnym otrzeźwieniem dla wyidealizowanych gdybań o niedoszłej/niespełnionej wielkiej miłości z tym poprzednim jest uświadomienie sobie, że z obecnym partnerem też przeżywaliście etap motyli w brzuchu i było zajebiście. Początkowa sielanka minęła i zaczęła się rzeczywistość. Z tamtym też by się w końcu zaczęła. I wtedy wzdychalibyście za jeszcze wcześniejszą miłością. Trochę to dziecinne, prawda?

Chyba z takiego naiwnego postrzegania miłości biorą czasem się te zdrady, rozpady rodzin i życiowe dramaty. Bo po 10, 20 latach małżeństwa nie ma śladu po dopaminowym haju (Ba! czasem po 2,3 latach!). Wielkie rozczarowanie i pretensje, bo nie jest tak pięknie, jak na początku. Koniec świata! No i się zaczyna szukanie wrażeń. Nagle urok wspólnie budowanej od lat – może trochę przewidywalnej, ale jednak przytulnej – codzienności przestaje być wartościową alternatywą dla podniecającego dreszczyku, jakiego nie poczujemy już wobec udomowionej małżonki, ale na widok świeżo zatrudnionej stażystki w dziale marketingu – owszem…

Eh, szkoda.

Dawid Straszak
Gość
Dawid Straszak

„ON był idealny” i wtedy pada podstawowe pytanie: czy naprawdę wierzysz że mimo faktu, że na świecie jest prawie 4 miliardy mężczyzn, ty poznałaś najbardziej odpowiedniego dla siebie partnera na świecie w liceum?

Ludzie boją się, że nikt im tak nie zawróci w głowie, a potem okazuje się, że zdradzają, bo poczuli ponownie ten dreszczyk emocji.

kolorek23
Gość
kolorek23

Trudno się zgodzić z tym ocenianiem, wygląd kobiety to nie jej preferencje. Kobieta b. atrakcyjna i tak często poszukuje mężczyzny zbliżonego wyglądem i charakterem do ojca, nie jest dziwnym że kobieta b. atrakcyjna spotyka się z przeciętnym mężczyzną. To samo z drugiej strony facet wysoko postawiony niekoniecznie musi szukać laski z kijem w dupie, która nie potrafi się rozerwać i wszędzie zachowuje się tak, aby ktoś sobie czegoś nie pomyślał złego. Nie raz widać dobrze zarabiających facetów z dziewczyną, która emanuje energią niczym dziecko. Trudno dlatego zgodzić się jesteś 6 bo sam sobie ją nadałeś i teraz sobie obniżasz poprzeczkę bo nie zasługujesz na więcej… nigdy nie wiadomo czy Twoja 10 też nie widzi Cię jako 10. Najgłupsze jest udawanie, że się nie zasługuje i płaszczenie się bo w myślach ma się numerki.

Reszta całkowicie zgoda.

Truth
Gość
Truth

Kobieta chce faceta o charakterze taty TYLKO jeśli miała z nim wystarczająco dobre relacje

Pumba
Gość
Pumba

Zaś jeśli nie miała dobrych relacji i tak PodświadomośĆ ją sprowadzi do chłopa – taty np. alkoholika. Podświadomość i wzorce z dzieciństwa nami kierują.

Kobieta może sobie chcieć. Popatrz na rzeczywistość. W grę wchodzą emocje i podświadomość.

tyśka
Gość
tyśka

Świetny tekst! Chciałabym jednak zaznaczyć ze mężczyźni tak jak kobiety maja takie rozterki i tkwią w takim zawieszeniu bo liczą ze „cos” sie zmieni.
Miłego dnia :)

Emilia Mańk fotografia
Gość
Emilia Mańk fotografia

Jak zwykle trafione w sedno. Czasami przeszłość niesamowicie nas blokuje.
https://psychologiafotografii.wordpress.com/

Tu Od Teraz
Gość
Tu Od Teraz

Za każdym razem gdy czytam Twoje posty, kiwam głową w ramach zgody na to co przekazujesz i schylam jednocześnie głowę w wyrazie szacunku w jaki sposób to przedstawiasz i ubierasz w słowa:) Jednak dzisiaj mam mieszane odczucia co do podpisania się pod niektórymi przemyśleniami, które zawarłeś powyżej. Niektórych przekazów nie potrafię też do końca zrozumieć, jak np to: „Kiedy zobaczysz jakie to uczucie, kiedy zakochuje się w tobie kilka osób w jednym tygodniu, a część z nich opowiada swoim przyjaciółkom, że to, co było między wami było wyjątkowe, to dzieje się jedna ważna rzecz – nabierasz dystansu.” – czyli, że każdego dnia ląduje z kimś innym w łóżku? Dobrze zrozumiałam? No bo, żeby tamte osoby, mogły opowiadać o naszej wspaniałości, to coś musieli od nas wziąć? Raczej z samego patrzenia na nas przy naszej obojętności w ich stronę trudno wysnuć takie wnioski? Ale czy jednorazowe „coś” to od razu przywilej zostanie „eks”? No ale, może moje kobiece rozumowanie, faktycznie czegoś nie zrozumiało.
Tak czy inaczej moje osobiste zdanie jest takie, że mimo wielu trafionych przemyśleń, nie da się tematu związków, które są za nami w bliższej lub dalszej przeszłości opisać w jednym poście: bo dla jednych „eks” to nastoletnia miłość, która zasłania wszystko przez burzę hormonów; dla innych to wieloletni związek partnerski z planami na dalsze życie; a dla innych to lata małżeństwa z dziećmi, kredytami i całą grupą wspólnych znajomych, w których ciężko ot tak przestać myśleć.. Pomijając wcześniejsze uwagi wynikające z niezrozumienia pozostaję Twoją wierną fanką blogową:) Pozdrawiam!

Cortez
Gość
Cortez

„Kiedy zobaczysz jakie to uczucie, kiedy zakochuje się w tobie kilka osób w jednym tygodniu…”
Wierz mi, Volantowi nie chodziło o lądowanie w łóżku.
Napisał o czymś czego doświadcza (-ło) i w związku z czym zrozumie mały ułamek czytelników.
Nie sądzę też aby Voland podjął się tłumaczenia tego.
Czasem by coś zrozumieć, trzeba to przeżyć …

Tu Od Teraz
Gość
Tu Od Teraz

To chyba było bardziej pytanie dla pytania. Nie odświeżam co chwila sprawdzając czy odpowiedział ale dziękuję za Twoją odpowiedź (kimkolwiek jesteś:). To fakt, czasami aby coś zrozumieć, trzeba to przeżyć. Widocznie wszystko przede mną..

Janek
Gość
Janek

Sądzę, że to pewne przejaskrawienie. Bardzo rzadko zdarza się, że kilka osób zakocha się w tobie w jednym tygodniu. Jeśli w ogóle. Chodzi bardziej o to, żeby pokazać sytuację z innej, odwrotnej perspektywy. Ale faktycznie, zgodzę się z @Cortez , że żeby to zrozumieć, trzeba tego doświadczyć. Tylko paradoksalnie żeby tego doświadczyć, należy spojrzeć na życie trochę jak Volant.

Michał Kątny
Gość
Michał Kątny

To wcale nie jest rzadkość, jeśli jesteś popularnym blogerem. Oczywiście słowo „zakocha” zmieniłbym w „zauroczenie”, ale i tak większość „deficytowców” dała by się za coś takiego pokroić. To jest chore, ale rozumie się to po pewnym czasie i trzeba mieć naprawdę wewnętrzną siłę by nie pójść z prądem.

Nerw Słowa
Gość
Nerw Słowa

Hm, ten Foucault sprawił, że po napisaniu niniejszego komentarza wyłączam komputer i idę stać się lepszą osobą;-)

Dzięki za świetny tekst!

Mały Głód
Gość
Mały Głód

Swietny tekst Volant, dotykający sedna jak zwykle, bardzo adekwatny do mojej obecnej sytuacji. Aktualnie cały czas wspominam „dziesiątke” która nagle pojawiła się moim życiu…

Karola
Gość
Karola

Od lipca jestem sama i im dłużej patrze na osoby w związkach, które nie dają im szczęścia tym trudniej jest mi znaleźć kogoś kto przykułby moją uwagę. No fakt faktem były dalej pojawia się w moich myślach, ostatnio nawet dwóch, ale może jeszcze spotkam miłość :)

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Pytanie czy lepiej jezdzic codziennie Corolla czy szukac Ferrari, chocby ta przejadzka mialaby byc krotka i narowista? Jeden woli ostro, niebezpiecznie i nieprzewidywalnie, a drugi hujowo, ale stabilnie. Kazdy ma wybor odpowiedniego numeru. Sa i tacy co bedac siodemka nie szukaja ani dziesiatek, ani nawet siodemek tylko czworki, bo wiedza, ze moga sobie wobec nich nawiele pozwolic, i nie musze sie nawet minimalnie starac. Kwestia gustu.

Volant. przeceniasz znajomosc Bergmana, Foucaulta i kota Schrödingera, bo kobieta (zreszta mezczyzna podobnie) niekoniecznie musi wiedziec kto to jest, ale chetnie o tym posluchac i opowidziec kto to jest Rothko, Eldritch i pies Pawlowa. Trzeba odrozniac ludzi, ktorzy sa ciekawi swiata, i tych, ktorzy wachaja wlasne baki z Dostojewskim pod pacha, nawet go nie lubiac, ale uwazajac, ze fajnie wyglada na stole obok sojowego latte.

Nemesis Nave
Gość
Nemesis Nave

Bergman, Foucault i kot to raczej przykłady były, które miały zobrazować tę chęć rozwoju.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Moze i tak, ale zbyt czesto pojawiaja sie na tych listach „waznych i znanych tworcow” te same sztampowe nazwiska a brakuje czesto niezlych, ale bardziej niszowych i niekoniecznie dobrze widzianych na salonach.

Ewa
Gość
Ewa

Generalnie nurt filozoficzny, który mnie osobiście nie interesuje. Płytka wiedza na powyższe nie wystarcza do dyskusji z drugą osobą a przypisywanie „dyszki”, lasce/facetowi, bo zna się na na paradoksach, techno i filozofii jest na wyrost, dla kogoś dyszką będzie osoba z wiedza w zakresie si-fi, ważne by móc czasem z kimś porozmawiać o czymś więcej niż pogodzie. Najbardziej fascynujące osobiście dla mnie jest, jak ktoś z entuzjazmem i zaangażowaniem opowiada o swoje pasji, nawet jak oznaczałoby to słuchanie o metodach wszczepienia serca, czy przyszycia ręki.

Michał Kątny
Gość
Michał Kątny

Kot Schrodingera zawsze jest martwy, bądź żywy – to tylko optyka obserwatora sprawia, że wydaje mu się, że jest w superpozycji. Ten świat jest prosty jak drut i oparty na czystej matematyce.

aga
Gość
aga

Nie wiem kto to Bergman, Foucault i kot Schrödingera, czyli że szansy dla mnie już nie ma?

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Uzyj google’a i nagle swiat stanie sie prostyszy….

ioreth
Gość
ioreth

Ale może znasz jakieś inne nazwiska, albo ciekawe tematy, którymi możesz zaskoczyć?
A o kocie Schrödingera (biedny kot) można dowiedzieć się z serialu Big Bang Theory, ewentualnie na fizyce kwantowej i filozofii ;) A dziś światowy dzień kota!

Volant
Gość
Volant

Nie wiem czy nie ma dla Ciebie szansy, ale wiem, że ignorancja nie jest czymś, czym warto się publicznie chwalić.

ita88
Gość
ita88

To nie musi być ignorancja. Każdy wie coś ciekawego i niekoniecznie musi być zbieżne z Twoim. Ty wytypowałeś takie hasła, ktoś może wytypować inne np munch, erikson i pingowanie. To tylko hasła, które kogoś zainteresują, Ciebie może akurat nie.

Volant
Gość
Volant

Mówię, że to ignorancja, bo to świadome przyznawanie się do swojej niewiedzy i jednocześnie niechęci do uzupełnienia wiedzy. Gdybym nie wiedział kim był Munch to chociaż bym to sprawdził i to nie jest kwestia zainteresowań.

Tesia
Gość
Tesia

W komentarzu agi nie padła żadna deklaracja niechęci aby się dowiedzieć

Tomatoł
Gość
Tomatoł

aaa Munch :D
https://www.youtube.com/watch?v=aYSG8AQO3tw

Przecież sam napisałeś w swoim innym wpisie

„Potrzebujesz o siebie zadbać.

Zaopiekować się sobą. Nauczyć się odpoczywać, mówić „Nie wiem” i odmawiać bez wyrzutów sumienia…”

Volant
Gość
Volant

Owszem, tylko pamiętasz takie powiedzenie starożytnych Greków: Nie jest wstydem być biednym. Wstydem jest nie robić nic, żeby się ze swojej biedy wydostać. W tym przypadku jest tak samo – można czegoś nie wiedzieć, ale wstyd to mieć możliwość dowiedzenia się tego w pięć minut za pomocą magicznego narzędzia nazywanego Google i tego nie zrobić.

To nie jest sztuka mówić: „Nie wiem”. Sztuka to nie wiedzieć i robić coś, żeby się dowiedzieć. Z wypowiedzi agi wynika to, że wolała napisać komentarz o swojej niewiedzy niż w tym samym czasie wpisać w wyszukiwarkę nazwisko Bergman.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

W dzisiejszych czasach – patrzac na tzw. celebrytow – widac, ze przyznawanie sie do ignoracji, ba nawet chelpienie sie nia, jest dosc popularne.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

dowiedzenie się kim jest Bergman z internetu bez obejrzenia jego filmu(ów) jest tak samo wartościowe jak dowiedzenie się z internetu jak smakuje mango albo jakie są rodzaje fal i gdzie się najlepiej surfuje, pierwszym krokiem do zdobycie prawdziwej wiedzy jest umiejętność przyznania się że się czegoś nie wie a nie odpalanie googla

Volant
Gość
Volant

Czyli lepiej w ogóle nie mieć pojęcia kim jest Bergman?

Tomatoł
Gość
Tomatoł

A czy warto znać smak mango z opisu i wiedzieć jak wygląda? Czy podczas rozmowy na temat owoców powiesz że wiesz z internetu jak wygląda i smakuje mango?

chockate
Gość
chockate

oczywiście że tak! powiesz że już wiesz jak wygląda i z chęcia kupisz i spróbujesz jak je spotkasz w sklepie ;) To jest właśnie sztuka przyznawania się do niewiedzy a nie ignowarncja że nie wiesz jak wygląda mango, jak smakuje i generalnie masz to w dupie (a nawet nie masz) bo nie jadłeś.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

To o czym piszesz to marketing, po to ładują Ci do głowy obrazki batonów i proszków do prania żebyś sięgnąła po nie w sklepie. To co mnie popycha do kupienia mango to ciekawość nowego smaku a nie zdjęcie, opis z internetu albo to że celebrytka je uwielbia. A poza tym to nie zrozumiałaś co pisałem – wiec wyrażę to w inny sposób. Lepiej przyzać się do niewiedzy niż podpierać się płytką wiedzą z internetu.

chockate
Gość
chockate

Niestety Ty mnie również nie zrozumiałeś, nie doszukiwałabym się tam marketingu bo mowa była o mango, które rośnie na drzewie, nie o proszku – nie widzę związku.

Moja wiedza chyba faktycznie jest zbyt płytka abyśmy mogli się porozumieć, ale będę ją pogłębiać, może kiedyś pojmę Twój tok rozumowania.

Ewa
Gość
Ewa

Dokładnie jak wyżej napisałam :) „Płytka wiedza na powyższe nie wystarcza do dyskusji z drugą osobą”. Pod wypowiedzą „Tomatoł” z chęcią się podpiszę.

Volant
Gość
Volant

Tomatoł, dzięki temu, że z Internetu wiem jak wygląda mango to na jakimś przyjęciu będę wiedział, co jem i nie wygłupię się mówią, że to marakuja.

Zgadzam się, że o wiele lepiej mieć doświadczenie tylko, że wiedza też ma swoje poziomy:
1) Ignorancja – nie wiem i nie chcę się dowiedzieć, bo do czego mi to potrzebne?
2) Świadomość – nie wiem kim jest Bergman, ale sprawdzę i kiedyś może coś z tą informacją zrobię
3) Zainteresowanie – lubię kino więc obejrzę filmy Bergmana
4) Specjalizacja – wiem wszystko o kinie i Bergmanie.

Ja krytykuję tylko pierwszy poziom, bo jestem zdania, że nawet ogólna lub teoretyczna wiedza jest lepsza niż żadna, a zły jest tylko brak wiedzy i jednoczesna niechęć do jej zdobycia. Ty z kolei, żeby wygrać dyskusję sugerujesz, że trzeba być specjalistą, żeby ta wiedza miała wartość. Ja tak nie uważam, bo nie da się być specjalistą we wszystkim, nie mówiąc już o tym, że większość rzeczywistości, ani mnie, ani ciebie nie interesuje. Tylko, że fakt, że nie interesują mnie bozony Higgsa nie oznacza, że mam nie wiedzieć, co to jest. To jak z humanizmem – to, że jesteś humanistą nie zwalnia cię ze znajomości przynajmniej podstaw matematyki. Nie musisz dostać Medalu Fieldsa z matematyki, ale jej znajomość jest potrzebna, żeby rozwinąć się jako człowiek. Bez tego jesteś jak gość na siłowni, który ćwiczy tylko jedną partię mięśni.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Widzisz ja na przyjęciu zjem ze smakiem mango obliżę palce i zapytam kogoś „Kurwa co to jest? zajebiście smakuje” a nie będę przewijał w glowie stron internetowych zastanawiając się czy przypomina to mango czy marakuje :)
A wiesz dlaczego tak zrobie? Bo nie mam kompleksu buraka który w życiu nie jadł mango ale głupio mu się do tego przyznać.

Co do Twoich 4 punktów to pomyliły Ci się punkty Świadomość i Zainteresowanie

Co do wartości rozwoju w wielu dyscyplinach zgadzam się 100%. Ale mimo wszystko stawiam wyżej świadomoą ignorancję niż popisywanie się wiedzą słownikową zdobytą dzieki internetowi.

Przy okazji jeszcze raz w kontekscie tego co napisałeś wrócę do tego co zainicjowało tą dyskuje.
Aga napisała że nie zna Bergmana co Ty nazwałeś ignorancją mimo że według Twojej własnej definicji nią nie jest, bo możesz jedynie zgadywać czy chce tą wiedzę zdobyć czy nie.

Volant
Gość
Volant

„Widzisz ja na przyjęciu zjem ze smakiem mango obliżę palce i zapytam kogoś „Kurwa co to jest? zajebiście smakuje”.”

To widzę, że mimo braku wiedzy naprawdę świetnie odnajdziesz się na dobrym przyjęciu :) Nie ma to jak styl!

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Najpierw musiał by mnie ktoś zaprosić ;)

Fajny blog będę tu częście wpadał pogadać o życiu

BTW .. mail prawdę Ci powie :D

Ewa
Gość
Ewa

haha :) z chęcią Ciebie, kiedyś zaproszę. Styl wyrafinowany :D. Ciekawie mnie definicja dobrego przyjęcia.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Nie każdy potrafi docenić nieoszlifowany diament ;)
Z przyjemnością przyjmę zaproszenie, myślę że moment przedstawiania mnie Twoim znajomym długo będzie wywoływał uśmiech nawet w najsmutniejszych chwilach.
„Czy znasz mojego przyjaciele? – Aniu, Tomatoł ..”
„Proszę poznajcie – Tomatoł o którym wam tyle opowiadałam ..” :)

A jeśli będzisz potrzebowała kogoś kto poprowadzi Cię czerwonym dywanem, wspartą na silnym ramieniu i nie pozwoli na najmniejsze zachwianie bez względu na to jak wysokie szpilki założysz, możesz na mnie liczyć :)

chockate
Gość
chockate

Zanim kupisz mango fajnie zobaczyć co to za owoc i jaki może mieć smak, może są jakieś opinie z czym smakuje najlepiej, bo możesz wywalić ciężko zarobione złotówki w błoto i cała inwestycja na nic;). Może już jadłeś mango, a nie wiesz bo było to gdzieś na wakacjach w sałatce owocowej i mega Ci smakowało ale nie wiedziałeś co to takiego? A może nie tolerujesz witaminy A i zakup mango będzie dla Ciebie zabójczą decyzją;). Może i Aga widziała film Bergmana, a nie wie? Teraz juz nigdy się nie dowiemy, bo nie sprawdziła kim był Begman i jakie filmy wyreżyserował ;)

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Mam mniej analityczne podejscie do życia zajadam mango bez szukania na jego temat informacji w internecie szczególnie jeśli dotyczy to odczuć subiektywnych i trudnych do opisania. Czy jeśli Aga widziała film Bergmana i nie zainteresowała się reżyserem to zmieni zdanie jeśli dowie się że nakręcił go Bergman?

chockate
Gość
chockate

Żałuj bo mango z kurczakiem tworzy świetne połączenie, polecam :) A Aga zdania nie zmieni, ale będzie mogła je wyrazić, gdy kiedyś gdzieś padnie nazwisko Bergman;). Poszerzanie wiedzy ZAWSZE jest lepsze od nieposzerzania.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Niestety nie jem mięsa więc pozostaje mi cieszyć sie ubogim smakiem samego mango ;)
Też mam nadzieję że Aga zdania nie zmieni, ale niestety większość zdanie zmieni pod presją środowiska lub autorytetu – smutne ale tak to działa. Doświadczenie jest ZAWSZE lepsze od wiedzy. Doświadczenie smaku mango jest ZAWSZE lepsze niż przeczytanie jak bardzo jest wartościowe i smaczne … jeśli Cie to nie przekonuje to porównaj zarobki ludzi z doświadczeniem i po studiach :P

chockate
Gość
chockate

a chciałam to zakończyć;)

Doświadczenie jest nieporównywalne z samą wiedza, ale nie zawsze masz możliwość od razu je zdobyć, a też dobrze mieć wiedzę przy jego zdobywaniu.

Prównaj zarobki ludzi po studiach, którzy zobyli doświadczenie i z doświadczeniem, bez studiów.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

ja też nie odmówię sobie przyjemonści ostniego słowa :), a poza tym czasem lubię głupie dyskusje, obieram dowolne stanowisko i staram się go bronić bez względu co na ten temat sądze .. taka gimnastyka umysłowa

Ciesze się że zagadzamy się w tym że doświadczenie jest lepsze od wiedzy.
Co do posiadania wiedzy przed zdobyciem doświadczenie niestety nie mogę się zgodzić. Opinia innych szczególnie postrzeganych jako autorytety upośledza naszą ocenę, więc jeśli chcesz polubić filmy Bergmana poczytaj jakim jest wyjątkowym reżyserem, a jeśli wolisz znać swoje zdanie po prostu obejrzyj film a potem jak Ci się spodoba uzupełnij swoją wiedzę.

Nie możesz porównać zarobków grup ludzi których wymieniłaś ponieważ wzajemnie się wykluczają – chyba że znajdziesz kogoś kto najpierw pracował zdobył doświadczenie a potem poszedł na studia. W innym wypadku porównanie bedzie wypaczone przez zbyt dużo czynników, np inteligencja, zaradność życiowa itp.

BTW @Volant co zapewnia lepszy szmal studia czy doświadczenie? :D

chockate
Gość
chockate

Zanim kupisz mango fajnie zobaczyć co to za owoc i jaki może mieć smak,
może są jakieś opinie z czym smakuje najlepiej, bo możesz wywalić ciężko
zarobione złotówki w błoto i cała inwestycja na nic;). Może już jadłeś
mango, a nie wiesz bo było to gdzieś na wakacjach w sałatce owocowej i
mega Ci smakowało ale nie wiedziałeś co to takiego? A może nie
tolerujesz witaminy A i zakup mango będzie dla Ciebie zabójczą
decyzją;). Może i Aga widziała film Bergmana, a nie wie? Teraz juz nigdy
się nie dowiemy, bo nie sprawdziła kim był Begman i jakie filmy
wyreżyserował ;)

Chillout
Gość
Chillout

Gdybym był Twoim facetem, dawno wypieprzyłbym Cię z walizkami za drzwi.

EmJot
Gość
EmJot

Wszystko pięknie i daje nadzieję dla tysięcy tęskniących za eks…Ale czy jesteś pewien, że Twoja teoria jest uniwersalna? Jestem kobietą 30+, nie mieszkam w wielkiej metropolii a stopień feminizacji w moim mieście jest większy niż przecięta dla kraju. Znalezienie samotnego i przyzwoitego faceta jest już wyzwaniem a trafienie na 10 wydaje się mniej prawdopodobne niż szóstka w lotto. 5 nie mam zamiaru się zadowalać. 10 nie są nieograniczone, co jeśli wyczerpałam już limit? Pomimo to tekst jak zwykle dobry, pozdrawiam.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

To tak jakbys chciala miec piekne plaze, palmy i 30C wode mieszkajac w Sosnowcu. Niestety, pewne rzeczy latwiej znalezc w innych miejsach i trzeba sie po nie wybrac.
Kiedy kolo Twojeo pomostu ryby sie koncza – musisz isc poszukac ich gdzie indziej.

Jajo Faberge
Gość
Jajo Faberge

Przepraszam Volancie, czy możesz wytłumaczyć mi to zdanie?: „Tylko czasem mężczyźni wybierają kobiety oceniając wyłącznie ich kompatybilność z aktualnie noszonym krawatem…”

Volant
Gość
Volant

Jasne, chodziło mi o to, że czasem mężczyźni wybierają kobiety wyłącznie na podstawie np. wyglądu, a nie całokształtu na podstawie którego można uznać, że ktoś jest w którymś miejscu skali od 1 do 10, tylko że wtedy nie są to równorzędne związki – bardziej zaawansowany sponsoring.

Jajo Faberge
Gość
Jajo Faberge

Dzięki, ja oczywiście zrozumiałam to zdanie, chciałam się tylko upewnić. Wniosek: faceci z laskami
dla wyglądu, a laski z facetami dla kasy. Każdy gra nieczysto – każdy dostanie po dupie. Najgorsi są jednak „mężczyźni-gracze”, ten rodzaj pseudomężczyzn też rozpracuje… ale to nie ten temat.

Kamil Molenda
Gość
Kamil Molenda

Czy publikując takie posty, przygotowujesz czytelników do publikacji kobiecej wersji Sexcatcher’a? ;)

Volant
Gość
Volant

Nie myślałem o tym kiedy pisałem ten tekst :)

Ewa
Gość
Ewa

Nie ma to jak bycie dla kogoś drugim wyborem, fajne życie fundujesz swojemu „przyjacielowi”. Związek z rozsądku i ciche płacze w poduszkę za eks, trochę żałosne.

Michał Kątny
Gość
Michał Kątny

Ten jej obecny koleś to beton, nie ma się co przejmować. Natura nie zna litości.

Lady Perfect
Gość
Lady Perfect

Tylko, ze tych 10 jest tak mało, jak tych 1, a 6 tyle, ze mozna przebierać. Ale… Mimo wszystko dzieje sie cos niedobrego. Wczoraj czytałam wpis na wypstrykando.pl o eksperymencie „utopii” na myszach, o tym jak psuje nas dobrobyt. W którymś momencie faceci przestali zabiegac o samice, a te poświęcały sie „karierze”, tracąc zdolność do reprodukcji… I przerażajaco przypomina to stan obecny. Na koniec myszy wymierają. Nie ma happy endu. (Mysia utopia Johna Calhouna).
Mimo to -Super motywujący tekst. Bo trzeba isc do przodu – kto tak nie robi, zaczyna sie cofać.

MrCoffee
Gość
MrCoffee

Wielka przyjemność czytać teksty Volanta i jeszcze większa pozwolić sobie na szczerą refleksję w odniesieniu do własnego życia. I na koniec pieprzona petarda radości – praca nad sobą nigdy się nie kończy tylko w końcu trzeba zacząć ;-) To dla wszystkich, którzy tylko czytają i marzą o tym, żeby było inaczej…

Jak głosi więc polsko-angielska parafraza starego chińskiego porzekadła: „cokolwiek robisz, do it! Jeżeli jednak nie jest to dla Ciebie dobre zacznij robić coś innego, cokolwiek innego”…

Chica Mala
Gość
Chica Mala

Ja długo idealizowałam swojego byłego. Głównie dlatego, że potrzebowałam „kotwicy”, która nie pozwoli mi się poważnie zaangażować w inny związek, a tak było łatwiej. Czasem łatwiej jest powiedzieć „nie ma nikogo lepszego od eks niż boję się zaangażować” ;-) Na szczęście czasem udaje się pójść po rozum do głowy ;-)