O zbieraniu punktów odniesienia

O zbieraniu punktów odniesienia

W życiu każdego człowieka pojawia się kilka ważnych osób.

Najpierw są rodzice. Czasem są lepsi, czasem są gorsi, a czasem nie ma ich w naszym życiu, ale to na podstawie ich relacji kobiety tworzą obraz tego, jacy są mężczyźni, a chłopcy obraz tego, jakie są kobiety. To do niego później dostosowujemy swoje oczekiwania. To przeciwko niemu się buntujemy, szukamy tego, czego nie dostawaliśmy albo dążymy do modelu obserwowanego wielkimi oczami trzyletniego dziecka trzymającego się spódnicy matki w czerwone kwiaty.

Druga w kolejności jest osoba, która pokazuje ci, czego nie chcesz. To ktoś, kto zajmuje twój mózg jak wirus. Niekoniecznie jest to pierwsza miłość, ale na pewno jest to ta najbardziej intensywna. Jeśli jesteś kobietą, to jest to ten facet, o którym na początku mówisz „kochany”, a później „chuj kurwa złamany”. Jeśli jesteś facetem to jest to ta kobieta, która pokazuje ci, że nie chcesz w swoim życiu jej kompleksów, jej zazdrości, jej potrzeby kontroli, nieszczerości, niezdecydowania i toksyczności.

Dzięki temu masz świadomość, że są rodzaje mąki, z której nie będzie chleba i nie próbujesz sobie wmawiać, że to jest możliwe. Zaczynasz myśleć w prosty sposób i wiesz już, że życie to nie bajka Disneya, w której dużo się śpiewa i karmi jelonki.

W końcu pojawia się ktoś, przy kim w swojej głowie słyszysz to charakterystyczne kliknięcie. Czujesz, że wszystko jest na swoim miejscu. Nie ma napięcia mięśni, stresu i targowania się. Nie wiesz tego, ale ten ktoś spędza z tobą czas i dziękuje w myślach za każdego kretyna, którego spotkałaś na swojej drodze. Za każdego faceta, który cię nie docenił, dzięki czemu mógł ciebie spotkać. A ty w tym czasie będziesz w myślach dziękować za to, że jego wcześniejsze dziewczyny nie widziały w nim tego, co ty, bo zbyt mocno patrzyły na życie przez zasłonę swoich oczekiwań i lęków.

Paradoksalne jest to, że gdyby nie wszystkie ich poprzednie doświadczenia, w tym te negatywne, nie byłoby to możliwe.

W „Aviatorze” jest jedna z moich ulubionych kinowych scen. Howard Hughes grany przez największego pechowca Hollywood – Leonardo diCaprio – usiłuje nakręcić swój pierwszy film – „Hell’s Angels”. Epicki obraz nagrany z wręcz niedorzecznym rozmachem, w którym wielkie znaczenie mają brawurowe sceny walk powietrznych. Problem w tym, że po ich nakręceniu okazało się, że nieważne jak szybko samoloty na nich latają, bo dla widza poruszają się równie wolno co muchy w zupie. Wtedy zorientował się, że problemem było kręcenie tych ujęć w bezchmurną pogodę, bo z powodu braku punktów odniesienia, takich jak np. chmury, widz nie jest w stanie zauważyć prędkości z jaką dwupłatowce prują powietrze.

Na tym polega problem z dostrzeganiem tego co ważne – widzisz to dopiero kiedy masz punkty odniesienia, bo kiedy tych punktów nie masz, to nie widzisz nic.

Można zaobserwować to u kobiet, którym tak długo tłukło się do głowy, że trzeba z kimś być, że nie dały sobie czasu, żeby w ogóle rozejrzeć się po rynku. Zachowują się wtedy tak, jakby przyszły do sklepu po buty i łapały za pierwszy z brzegu model. Chuj, że różowy, z panterką na górze i trzy numery za duży. Wtedy w nich chodzą i nie potrafią zauważyć, że stać je na więcej.

Działa to też w drugą stronę, bo czasem ich pierwszy związek jest świetny, tylko problem polega na tym, że one o tym nie wiedzą. Chodzą z chustą zawiązaną na oczach i nie potrafią go docenić myśląc, że ktoś inny może byłby lepszy. Nie wiedzą, czy ten związek je satysfakcjonuje, bo nie doświadczyły takiego, w którym o satysfakcji nie mogło być mowy. Mój kumpel zawsze mówił, że muszą spotkać jeszcze kilku kutasów to wtedy to docenią. Miał rację, bo warunkiem wstępnym odczuwania szczęścia jest świadomość jego przeciwieństwa. Gdyby było inaczej, to szczęście dałoby się podać na nie przepis i powiedzieć, że jest wtedy, kiedy masz dwie nogi, dwie ręce, nie urodziłeś się w Somalii, kupisz samochód i zarabiasz 120 000 zł netto. Tylko, że tak się nie da. Wiesz dlaczego? Bo szczęścia jako takiego nie ma. Jest tylko poczucie szczęścia, a to nie to samo. Właśnie dlatego możesz mieć willę nad morzem, żonę milionerkę i trzy kochanki modelki, ale odczuwać mniej spokojnej, wewnętrznej radości, niż ktoś, kto pozbył się uporczywego bólu pleców.

W rzeczywistości mam głębokie poczucie, że w życiu chodzi o to, żeby się zużywać, a nie tylko rdzewieć. O testowanie siebie w różnych sytuacjach. O zbieranie jak największej ilości punktów odniesienia, dzięki którym można objąć jak największą część skali, a nie tylko jej jeden wycinek.

Chodzi o doświadczanie skrajnego zmęczenia, wkurwienia, tęsknoty, odpoczywania bez zerkania na smartfon co siedem minut dwadzieścia dwie sekundy.

Chodzi w nim o seks na plaży, o kupowanie kwiatów i wspólne budowanie przyszłości.

Chodzi o pracowanie fizycznie, żeby docenić to, że możesz pracować w biurze w garniturze za 1200 zł.

Chodzi o picie whisky ze szklanki za 250 zł i piwa z plastikowego kubka na studenckim koncercie.

Chodzi o tracenie ludzi, bo dzięki temu będziesz wiedzieć, że czasem trzeba ich do siebie przyciągać, a nie odgrywać film, w którym role główne grają Kobiecy Foch i Męska Duma.

Chodzi o dokonywanie trudnych wyborów, o poczucie straty i samotności, bo to uświadamia ci, że nuda, poczucie bezpieczeństwa i picie wina z przyjaciółmi ma swoją bardzo dużą wartość.

Chodzi o robienie tego co najważniejsze, a najważniejsze w życiu jest to, żeby wiedzieć czego się chce. Druga najważniejsza w kolejności rzecz to wiedzieć czego się nie chce. Podchwytliwe natomiast jest to, że żeby dowiedzieć się, czego się chce, najpierw trzeba wiedzieć, czego się nie chce.

Print Friendly, PDF & Email

56
Dodaj komentarz

avatar
100000
25 Comment threads
31 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
27 Comment authors
wtf_dbajojakoscMargerytkaKari NaMadixKarolina G. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Cat
Gość
Cat

Popieram w 100%. Kiedyś zazdrościłam ludziom, którzy na starcie poznają miłość swojego życia, ale jak piszesz oni mają wątpliwości… Czy z kimś innym nie było by lepiej, nie mają porównania. I albo zrywają i się przekonują, albo gdybają całe życie. Trafiłam na wielu dupków, którzy chcieli się mną tylko zabawić. I nie mam tu na myśli wcale współżycia, tylko zabawy uczuciami. Raz, się nabrałam. Drugi. Trzeci już nie. Już z daleka wyczuwam cwaniaczków, którzy się łaszą, by zawrócić w głowie, a potem porzucić w kulminacyjnym momencie, gdy już się wkręcisz w znajomość. I teraz jak widzę takiego i z daleka od bije od niego to jaki jest, to nawet gdyby próbował czarować, był najprzystojniejszy na ziemi, mnie nie zainteresuje. Bo wiem, że kogoś takiego nie chcę. Bo już wiem, kogo chcę. Kogoś, z kim będę żyć przez kilkadziesiąt lat, kogoś z kim będę mieć dzieci i będę pewna, że on będzie dla nich świetnym ojcem, wzorem. Kogoś, kto będzie dobrze mnie traktował i Kochał w każdej sytuacji, nawet zapłakanej, zasmarkanej z nadwagą. Kogoś, dla kogo sama będę chciała być jak najlepszym człowiekiem. Także w sumie cieszę się, że dostałam po d*pie, przynajmniej wyniosłam z tego wszystkiego nauczkę, zyskałam doświadczenie i tą wiedzę, o której piszesz :)

Dog
Gość
Dog

Prawdę ja Ci powiem. Zaliczyłaś seksualną karuzelę, jesteś koło 30 – tki, zbliżasz się do ściany, albo już w nią uderzyłaś. Poszukujesz bieda-providera, bo samiec sralfa ucieknie od matki z dzieckim. Znudzisz się providerem i oskarżysz go, że zmarnował Ci życie. Amen.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Był w domu opierdol za zmarnowanie życia? :D

ja
Gość
ja

Czyli samiec alfa uderzający do kobiety po przejściach to zwykły pacan z niska samooceną liczący na szybki seksik, gratulacje.

Autopogoń
Gość
Autopogoń

ja doszłam kiedyś do podobnych wniosków. napisałam wtedy:
„I tak gdzieś w międzyczasie stwierdzam, że w życiu to chyba chodzi o to, że trzeba spróbować wielu rzeczy: pracy od 8 do 16, pracy na zmywaku, pracy na zlecenie, pracy za darmo, spakowania się pewnego dnia i wyjechania do innego miasta, spóźnienia się na pociąg, zgubienia na lotnisku, spania na dworcu, trafienia na złego chłopaka, zabawy do rana, rozpamiętywania i zapominania, leżenia miesiącami bez sił, by się podnieść, a ostatecznie uczucia, że życie w końcu płynie ci w żyłach. Bo w końcu ileż można być chronicznie nieszczęśliwym i wysłuchiwać piosenek o nieszczęśliwej miłości.”
zakończenie Twojego tekstu jak dla mnie trafiło więc w sedno. życie jest tylko tym, czego zdecydujemy się doświadczyć.

Sensualite.pl
Gość
Sensualite.pl

A ja jak wszędzie tak i tu stylistyki bym się czepiła i wytknęła jakieś dziwne faworyzowanie męskiej części świata, ale w sumie mi się nie chce. Tekst niezły, chociaż moim skromnym zdaniem: edytor niezbędny. :)

MrCoffee
Gość
MrCoffee

Nie ma róży bez kolców tak jak nie ma dnia bez nocy… Sztuką jest cieszyć się życiem i czerpać z całego bagażu doświadczeń. Paradoksalnie to co przytrafia nam się jako złe, przy racjonalnym podejściu, może być dla nas dobre – no może pod jednym warunkiem, że wyciągamy wnioski.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Jak dla mnie niestety problem jest zbytnio uproszczony, bo super by było gdyby naszym punktem odniesienia były nasze własne doświadczenia. Szczególnie tak czarno/białe jak opisałeś z jednej strony chuje i toksyczne jędze a z drugiej ci z którymi warto spędzić życie. Ale tak nie jest.

Bo co tak naprawdę jest punktem odniesienia dla większości z nas. Internet, tv, gazety, znajomi itd.. gdzie się nie obejrzysz to wszyscy mają lepiej. Sąsiad idzie z kwiatami do domu (bo wczoraj zapił i musi przeprosić), koleś zajechał nową furą (bo umarł ojciec i zostawił spadek) nie mówiąc o tym jak piękne jest życie celebryty. Wszyscy mają lepiej a ich partnerzy może nie są ideałami ale na pewno są lepsi od naszych. Nasi są partnerzy są najczęściej szarzy tak długo jak sami nie zaczniemy dostrzegać w nich piękna i pozytywnych cech.

Poniekąd o testowaniu związków pisałeś w „Dlaczego nie zapominasz o eks” i tamten obraz moim zdaniem dużo lepiej odpowiada rzeczywistości.

Mam trochę znajomych hindusów, ludzi którzy są ze sobą nie dlatego że się zakochali, przespali na imprezie albo dlatego że nikt inny ich nie chciał. Oni są ze sobą ponieważ ich rodziny zaaranżowały ich małżeństwa. I mimo to potrafili zbudować szczęśliwe szanujące się związki i kochające się rodziny. Może właśnie dlatego że od początku wiedzieli że będą razem i albo zbudują szczęśliwy związek albo będą żyli w piekle. Nie myśl że chciałbym przeszczepiać tego typu praktyki, nasza kultura poszła w innym kierunku z czego osobiście jestem bardzo zadowolony. Chodzi mi o podkreślenie tego jak ważna jest praca nad związkiem a nie wiecznie poszukiwanie wyimaginowanego ideału.

Do Twojej listy o co chodzi w życi chciałbym dodać od siebie
Chodzi o to żeby w każdego ranka móc sobie samemu spojrzeć w oczy a jeszcze lepiej jak się do siebie uśmiechasz :)

Pestka
Gość
Pestka

Jeden z lepszych tekstów tutaj. Bardzo świeży, przynajmniej dla mnie. Bo zazwyczaj czytając wpisy, miałam w głowie myśl: „dokładnie tak jest, w rzeczy samej”. A teraz pojawiło się: „o k.rwa, jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć!”.

Emilia Mańk
Gość
Emilia Mańk

Jak zwykle trafiłeś w sedno. Lubię do Ciebie wpadać, bo przypominasz mi, co jest ważne, a taki kop w tyłek czasami jest mega potrzebny ;)

Pozdrawiam serdecznie,
Emilia Mańk
http://psychologiafotografii.wordpress.com/

Orlikova
Gość
Orlikova

Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono. Lub sami sprawdziliśmy :)
Pozdrawiam!

Wilk
Gość
Wilk

Zacznę od szpili. Opinia do polemiki – pechowe przypadki Leonardo di Caprio. Rozumiem, że w ten sposób oceniasz oskarowe porażki. Ja na to patrzę przez pryzmat tego, kto stanowi żiri konkursu, choć chyba bardziej targowiska próżności. Inni aktorzy. Sugeruje to, że Leo może jest nie tyle pechowy, co nielubiany w środowisku. Moja teoria.

Mam wrażenie, że przedstawiasz wiele zagadnień w sposób zero jedynkowy. Jakby świat składał się z dwóch barw. A przecież jest coś pomiędzy. Rozumiem, że odbiorca nie lubi wielopłaszczyznowości (oj, nie wiem czy profesor Miodek nie dałby mi po łbie za te płaszczyzny?), ale życie nie jest tak uproszczone w schemacie jak starasz się przedstawiać.

Pisałem, odnosząc się do któregoś z poprzednich wpisów, że powróciłem na Twoje łamy po długiej nieobecności. Miałem wrażenie, że coś co mi nie odpowiadało wcześniej zniknęło, a Ty stałeś się bardziej stonowany w swoich opiniach. Macho zniknął, pojawił się mężczyzna.
Po lekturze kolejnych wpisów, zaczynam się wahać. Nadal widzę domorosłego specjalistę, psychologa i analityka ludzkich wnętrz. Mnóstwo gotowych recept na życie i porad na usprawnienie relacji damsko – męskich. Chyba mi się to nie podoba. Chociażby dlatego, że Twoje sądy nie dostrzegają różnic między ludźmi. Pragniesz, by wszyscy mówili jednym, Twoim językiem. A tak się nie da.
W życiu nie chodzi o nic. Jesteśmy tak różni jako gatunek, że za mały miki ze mnie, by udzielać wskazówek mojemu sąsiadowi. Ja sobie życzę nudnego i spokojnego życia, a co chce mój sąsiad z parteru, jego cyrk, jego małpy. Skąd do qrwy nędzy mam to wiedzieć. Najważniejsze by chciało się wstawać każdego kolejnego dnia o poranku po to by przeżyć kolejny dzień.
Zgodzę się natomiast – nie istnieje szczęście permanentne. Są chwile, w których bywamy szczęśliwi. W innym wypadku przestali byśmy je cenić. Szczęście oczywiście.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

To nie chodzi o punkt odniesienia. Chodzi o testowanie swoich opcji i mozliwosci. Kobieta musi sie przekonac, ze CEO nie jest latwy do uwiedzenia, a utrzymanie gwiazdy rocka przy boku dluzej niz jedna noc jest trudne albo i niemozliwe. Facet musi sie przekonac, ze wyrwanie panny jak Miranda Kerr nie jest takie latwe.

Zanim zaczenie sie sprawdzac czego sie nie chce, trzeba chocby poznac kierunek, w ktorym chce sie isc, chocby bardzo ogolnie. Nie zawsze trzeba zostac szambonurkiem, ze przekonac sie, ze praca w biurze jest fajna.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Skąd wiesz że chcieli się zabawić Twoim kosztem skoro nie dałaś im szansy?

Cat
Gość
Cat

Ten sam „schemat”. Po paru znajomościach widać, komu zależy i się stara, a kto co jakiś czas, jak mu się nudzi udaje zainteresowanie, na przemian z olewaniem.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Po co mieli się angażować w pełni jeśli skoro nic do nich nie czułaś?

Cat
Gość
Cat

Gdyby zawsze było tak jak piszesz, to nie było by nieodwzajemnionych miłości :) Jakby dało się kontrolować uczucia, bo jak one są, to wiadomo, że człowiek chce się zaangażować. Poza tym to, że nic do nich nie czułam stwierdzałam po jakimś czasie od poznania. A Ci, którym faktycznie zależało, od początku zachowywali się ” w porządku”, nastawiając się, że mogło by coś z tego wyjść. W przeciwieństwie do reszty lovelasów, którzy jak mieli humorki to czarowali i udawali, że im zależy, a parę dni później nie pamiętali, że kogoś takiego znają. I cały czas taka huśtawka. A, że byłam głupia, to łapałam te ochłapy zainteresowania, które były jedną wielką bujdą.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Czyli co ktoś miał się ładować w niodwazjemnioną miłość zdając się na Twoją łaskę że może zdecydujesz się żeby coś z tego było? Co z tymi którzy zachowywali się jak piszesz w porządu, z nimi też nie wyszło? Wcześniej o nich nie wspominałaś, wszyscy tylko chcieli się bawić Twoim kosztem. Jakoś to co piszesz nie trzyma się kupy.
Strać może w końcu to dziewictwo i przestań uwarzać że jesteś księżniczką na którą żeby zasłużyć trzeba przez rok śpiewać serenady pod oknem.

Cat
Gość
Cat

Nic takiego nie napisałam, ale miłość przychodzi z czasem. Na początku można tylko stwierdzić, czy jest jakaś chemia, czy też nie. Uparłeś się tego aspektu i bronisz zaparcie. Że to ja jestem ta zła, bo od razu się w kimś nie zakochałam? Jak widzę, że taki mnie podrywa, ale zachowuje się podejrzanie, to niby czemu mam się w to ładować? Ale Ciebie obchodzi tylko to, że to ja się od razu nie określiłam. Nie wspomniałam o nich wcześniej, bo i tekst i moja pierwsza wypowiedź dotyczyła zawodów, które dają nauczkę. A tych w porządku było może z 2,3, kontra Ci, którzy tylko chcą się zabawić. Dzięki za radę, ale sama o tym zdecyduję. Przez to, że chcę poczekać na odwzajemnioną miłość i mieć pewność, że ktoś mnie nie porzuci na drugi dzień, bo „dostał to czego chciał” nazywasz mnie księżniczką? Nie mam więcej pytań. Dobranoc.

Volant
Gość
Volant

@disqus_uLQYsi7SQS:disqus Czepiasz się.

@disqus_2dvbualQ7G:disqus napisała jak odbierała konkretny typ facetów i tyle. To tak, jak ty potrafisz zakwalifikować kobietę jako „księżniczkę” bez dociekania dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. Cat ma prawo do tego samego w drugą stronę.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Cat nie napisała jak odbiera konkretne typy facetów tylko co sama potwierdziła chciała się wyżalić, czym jeszcze nikt siebie ani świata wokół siebie nie zmienił. Nie ważne nie moja sprawa, przepraszam za księżniczke.

@Volantification:disqus przypomnij mi kto napisał że wszystko co złego nas spotyka to tylko i wyłącznie nasza wina? (cytuje z pamięci)

Więc @disqus_2dvbualQ7G:disqus nie przejmuj się, tak trzymaj ten jedyny na pewno się pojawi. (sarkazm) Serio my faceci jesteśmy bardzo wybredni jeśli chodzi o wybór drugiej połowy więc naprawdę zastanów się co możesz zrobić i zrób to żeby ten jedyny mimo dostania już tego co chciał każdego dnia miał powody aby nadal z Tobą być i nie mówię tu o dzieciach :D

Volant
Gość
Volant

„Volant przypomnij mi kto napisał że wszystko co złego nas spotyka to tylko i wyłącznie nasza wina? (cytuje z pamięci)”

Tak, i napisała, że wyciągnęła wnioski, więc nie widzę żadnego powodu, żeby ją gnoić. Zwłaszcza, że w ostateczności jej życie to jej sprawa. Ty swoją opinię wyraziłeś – jeśli zechce to z niej skorzysta, ale nie musisz jej powtarzać dziesięć razy.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Fajnie zacytowałeś mnie i co tego?

NIe rozumiem z którą opiną się powtarzam, większość tego co pisałem kończyło się znakiem zapytania.

Teodora Dostojewska
Gość
Teodora Dostojewska

Drogi Volancie
Szalenie zafrapował mnie fragment Twojego tekstu:
„W końcu pojawia się ktoś (…)
Czujesz, że wszystko jest na swoim miejscu.
Nie ma napięcia mięśni, stresu i targowania się”
Czy mógłbyś rozwinąć trochę ten wątek?
Czy sugerowałbyś że warto otworzyć się na takiego Kogoś?
Czy przy takim „braku napięcia” może rozwinąć się coś innego niż przyjaźń?

Volant
Gość
Volant

Nie pisałem tutaj o braku chemii, tylko o braku strachu i poczuciu, że wszystko jest na swoim miejscu.

Teodora Dostojewska
Gość
Teodora Dostojewska

Wiem, wiem…
Czuję właśnie coś takiego!
Jest chemia ale jakaś taka… inna niż zazwyczaj…
Wszystko dzieje się w innym niż zazwyczaj tempie
Nikt nikogo nie chce zmieniać na siłę, przekonywać
Pierwszy raz nie chcę udawać kogoś lepszego niż jestem
Ja chcę STAWAĆ się NAPRAWDĘ lepsza i widzieć jak On też rozwija się i rozkwita mimo, że mógłby spocząć na laurach
Czy o to mniej więcej chodzi?

Wilk
Gość
Wilk

Trudno zaprzeczyć Twoim słowom. W pędzie do opisywania, zrozumienia i wyjaśniania wszystkich wypadkowych, można by się w pewnym momencie zapętlić na tyle, by stracić z oczu punkt wyjścia. Ale to może argument za tym, aby nie wartościować, oceniać, udzierać porad i wskazówek. Trzeba dać każdemu prawo życia według własnych zasad. Każdy na świat patrzy swoimi oczami i moja wizja wcale nie musi być tą jedynie słuszną. Jako ludzie różnimy się na tyle mocno, że nie może być mowy o identycznych zachowaniach. Ludzi, ludzkich zachowań nie da się skatalogować.

Znam historię, gdy chory na cukrzycę mężczyzna, leżąc pod murem zmarł na ulicy, wyłącznie dlatego bo nie był w stanie zaaplikować sobie insuliny w czasie ataku. Wielu z tych, którzy go mijali wzięło go z pewnością za kimającego penera i jak sądzę w taki sposób mężczyzna zapisał im się w pamięci. Bardzo łatwo ferujemy wyroki, opinie.

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż żyjemy w czasach poradników. Portale społecznościowe robią sieczkę z mózgu. Przerzucamy się sentencjami, które mają prowadzić przez życie. Społeczności poszukują swoich guru, którzy będą mentalnymi przewodnikami. Panuje wylęg samozwańczych kołczów, którzy – o laboga – niestety święcą tryumfy. Poczytne blogi opierają się na tematyce porad i wskazówek na życie, udzielanych przez laików w temacie. Poczytne miejsca z dziesiątkami komentarzy. Natomiast prawda mówi – nie otwiera się pacjenta, jeśli nie potrafi się go zamknąć. To trochę tak, jakbym pojechał z samochodem do dentysty oczekując, że go naprawi.

Volant
Gość
Volant

„Przerzucamy się sentencjami, które mają prowadzić przez życie. Społeczności poszukują swoich guru, którzy będą mentalnymi przewodnikami. Panuje wylęg samozwańczych kołczów, którzy – o laboga – niestety święcą tryumfy. Poczytne blogi opierają się na tematyce porad i wskazówek na życie, udzielanych przez laików w temacie.”

Jak miło wreszcie przeczytać kogoś, kto nie generalizuje! Kogoś, kto patrzy na życie nie tylko zero-jedynkowo i dostrzega dziesiątki blogów pisanych przez specjalistów i osoby opierające się na własnych doświadczeniach. Kogoś, kto nie widzi tylko czarnych i białych przykładów tylko jest też świadomy innych kolorów.

Oczywiście to sarkazm, bo nie ma to, jak narzekać na generalizację samemu generalizując.

Powiem tak: „Ale to może argument za tym, aby nie wartościować, oceniać, udzierać porad i wskazówek.” Może to dobry pomysł, żeby zacząć żyć według własnych zasad, nie sądzisz?

Wilk
Gość
Wilk

Cieszę się, że zabrałeś głos, smuci natomiast, że dopiero, gdy nadarzyła się okazja, aby pokopać po kostkach.

Co do treści zaś, całkowicie się z Tobą nie zgodzę. Poprzez sarkazm chcesz zdeprecjonować moje słowa. Uważam to za najsłabszy rodzaj obrony. Jestem gotów przesłać Ci tytuły wpisów znanych blogowych autorów, z zalewem porad na życie, jak również rzeczone sentencje, które wystąpiły na fejsbuku tylko w dniu dzisiejszym. Jestem przekonany, że nie będę zmuszony przeprowadzać zbyt intensywnego rozpoznania terenu.
Oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Nie zamierzam udowadniać sobie, Tobie ani nikomu swoich racji za wszelką cenę. Nie poczuję się od tego lepiej. Ale, jeśli pójdzie na noże…

Czy generalizuję…? Dosyć śliskie i zależy jak na to spojrzeć. Ty widzisz to jako generalizowanie, ja nieco inaczej. Nazwałbym to raczej stanem sytuacji, jej opisem, ale nie nazewnictwo jest tu istotne.
Różnica między nami, a w zasadzie w tym co wyrażamy, polega na tym, że ja mimo, iż niektórych zachowań nie rozumiem, mogą mnie dziwić, staram się je akceptować. No, może z wyjątkiem owych samozwańczych kołczów, bo ci w moim mniemaniu wyrządzają krzywdę swoim odbiorcom. Są jak lekarz konował, szaman. Nikogo poza nimi nie oceniam, nie nawołuję do zmian. Przynajmniej takie mam zamierzenie.

„…Powiem tak. – Ale to może argument…. ….i pozwolić każdemu robić to, co chce, nie sądzisz?…” – rzekłbym, nie inaczej.
Zastanawia mnie tylko, w jakim celu przytoczyłeś moje słowa? Czyżby w mojej wypowiedzi było coś co im przeczy? Jeśli tak, to chciałbym abyś jak na rozprawie sądowej, czarno na białym wskazał konkretnie miejsca w których:
– dokonuje ocen, personalnych;
– udzielam porad lub wskazówek;
Ja nie dostrzegam, ale być może mylnie interpretujemy te same słowa.

Volant
Gość
Volant

Oho. Po kolei:

1. Ocenianie

„Zastanawia mnie tylko, w jakim celu przytoczyłeś moje słowa? Czyżby w mojej wypowiedzi było coś co im przeczy? Jeśli tak, to chciałbym abyś jak na rozprawie sądowej, czarno na białym wskazał konkretnie miejsca w których:
– dokonuje ocen, personalnych;
– udzielam porad lub wskazówek;”

Jasne, nie ma problemu. Sięgnę do Twojego pierwszego komentarza. „W pierwszym odruchu sądziłem, że coś co mi nie odpowiadało wcześniej zniknęło, a Ty stałeś się bardziej stonowany w swoich opiniach. Maczo zniknął, pojawił się mężczyzna.”

Bycie mężczyzną to kwestia posiadania pierwszo- i drugorzędowych cech płciowych. To jest fakt. Uzależnianie tego od jakichkolwiek innych subiektywnie wybranych cech, postaw lub wartości to ocena. To co zrobiłeś to było dokonanie oceny personalnej, bo dotyczyła bezpośrednio mnie, a nie np. mojej twórczości.

2. Generalizowanie

Napisałem, że generalizujesz, bo napisałeś, że „poczytne blogi opierają się na tematyce porad i wskazówek na życie”. Jasne, są takie blogi, ale są też poczytne blogi, które nie stosują tego modelu. Kiedy jednak mówisz, że wszystkie (w domyśle) poczytne blogi takie są to generalizujesz, a więc robisz to, co krytykujesz. Taką postawę nazywa się hipokryzją, ale ja tego nie robię, bo uważam, że generalizowania nie da się uniknąć. Po prostu nie lubię, jak ktoś usiłuje być świętszy, niż papież i chwali się zasadami, których nie przestrzega.

3. Łatwe ferowanie wyroków

„Cieszę się, że zabrałeś głos, smuci natomiast, że dopiero, gdy nadarzyła się okazja, aby pokopać po kostkach.” Nie znasz moich intencji, a mogę Cię zapewnić, że nie było nią kopanie po kostkach, bo gdybym chciał to zrobić to zrobiłbym to pod Twoim pierwszym komentarzem. Moją intencją było zwrócenie Ci uwagi na błędy logiczne w Twoim komentarzu. Być może byś to zauważył gdybyś tak łatwo nie wydawał wyroków.

Drugi przykład:

„Różnica między nami, a w zasadzie w tym co wyrażamy, polega na tym, że ja mimo, iż niektórych zachowań nie rozumiem, mogą mnie dziwić, staram się je akceptować.”

Nie wiesz ilu zachowań ja nie rozumiem, a mimo wszystko je akceptuję. Co najwyżej wiesz, czego nie akceptuję na blogu, ale nie znasz relacji tych treści do moich wszystkich postaw życiowych. Wniosek? Kolejne łatwe ferowanie wyroków i to połączone z oceną personalną. Coś mi mówi, że w sądzie byś nie wygrał.

Cortez
Gość
Cortez

Volant „jeśli zwracasz uwagę na każdego psa który na Ciebie szczeka, nigdy wioski nie przejdziesz”

To „nie uczciwe” że poświęcasz tyle czasu słabemu prowokotarowi a „pomijasz” całkiem konstruktywne komentarze :)

Volant
Gość
Volant

Masz rację, ale kiedy się zorientowałem, było już za późno :)

Wilk
Gość
Wilk

Nie wiem do kogo kierujesz swoje słowa? Adresowane do „Corteza” trafiły w rezultacie do mnie. Potwierdzają zasadę – w stadzie prościej (zaszczuć). Zaskoczyłeś mnie tym samym, traktując moje słowa jako szczekanie. Mogłeś zbanować moją krytykę, jeśli była dla Ciebie niewygodna. Sprawa byłaby załatwiona. Nie musisz opędzać się ode mnie jak od namolnej muchy. Uwaga rzucona mimowolnie „Cortezowi” była co najmniej niesmaczna. Chociaż mimo wszystko cieszę się, że przeredagowałeś Swoją odpowiedź, bo w wersji pierwotnej biła nieco infantylnością.

Natomiast co do komentarza zamieszczonego przez „Corteza”, to w żaden sposób nie bronię „Cortezowi” prawa do wypowiedzi. Nieopatrznie rozumiesz moje słowa. Jak każdy ma prawo i w każdy dozwolony sposób może wyrażać swoje opinie. Zasygnalizowałem jedynie, iż jego komentarz jest chamski, nacechowany agresywnie i obraźliwy. Dokładnie obraża mnie, chociaż nie dałem Mu powodów. Należy rozgraniczyć czym jest atak personalny, a czym krytyka, polemika z poglądami, opiniami. Ciekawy jestem, czy podobnego typu wypowiedź skierowana w Twoją stronę ujrzałaby światło dzienne? Ponadto w dobrym tonie jest firmować twarzą swoje wypowiedzi.

Wilk
Gość
Wilk

Cortez, chylę czoła za wnikliwą analizę. Nie mniej, nie więcej Twoje słowa odbieram jako chamskie i prostackie. Czy to nie aby ten ów sławny hejt, z którym walczy blogosfera? Ciekawe, jakbyś to nazwał Volant?

Volant
Gość
Volant

Nie wiem z kim walczy blogosfera, ale z mojej perspektywy Cortez ma takie samo prawo wyrażać swoje zdanie, jak Ty.

Wilk
Gość
Wilk

Volant, pozwolisz, że odniosę się do Twoich słów jutro. Tylko tyle mogę w tej chwili wyklepać. Brak czasu i możliwości.

Wilk
Gość
Wilk

Maczo – mężczyzna. Naprawdę? Chcesz mnie łapać za słówka i ten sposób prowadzić rozmowę? Nie ukrywam, że czuję się zażenowany. Ok, celem uściślenia – mężczyzna jako przenośnia. Myśląc mężczyzna, mam na myśli zespół zachowań rozumianych w potocznym tego słowa znaczeniu. Bez wymiaru seksualnego. Mężczyzna dojrzały. Nie ma w mojej wypowiedzi zwrotów formułowanych w drugiej osobie – Ty Jesteś, lub nie Jesteś. Całą krytykę kieruję w kierunku tego co wyłania się z tekstu. Jeśli odczułeś inaczej, ubolewam.

Poczytne blogi. Masz rację. Mój błąd, bije się w pierś. Rzeczą zrozumiałą jest, iż nie wszystkie blogi zawierają treść, o której mowa. Zdarzają się i takie, których mentorem nie bywa wujek dobra rada. Całe szczęście, bo świat byłby nie do wytrzymania.
Dlatego gdybym chciał być dokładny w przekuciu myśli w słowa, powinienem napisać – znakomita większość poczytnych blogów. Uznajmy, że taka fraza tam widnieje. Wszystko inne, to mój niefortunny skrót myślowy. Nie zamierzam wprowadzać korekt w upublicznioną już wypowiedź. Biorę za nią odpowiedzialność

Nie uważam, aby moja wypowiedź zawierała nieścisłości logiczne. Natomiast ferowanie wyroków…, polemizowałbym. Nadal uważam, że była to próba kopania po kostkach. Skąd takie odczucia? Pragmatyka. Jeden niepochlebny komentarz mógł się gdzieś skryć, dwa mogą już postawić w nie najlepszym świetle. W moim odczuciu, w Twojej reakcji znalazłem przede wszystkim przywiązywanie nadmiernej wagi do pojedynczych słów, mniej do problematyki.

Brawo, przyklaskuję. Cieszy mnie Twoja tolerancja. Nie mniej, wybacz za sformułowanie, ale chyba poleciałeś. My nie rozmawiamy o Twojej życiowej postawie jako całokształcie. Tematem jest wąski wycinek, który prezentujesz we wpisie. Nic ponadto. Zupełna niedorzeczność ostatniego akapitu sprawia, że nie mam pojęcia jak się do niego odnieść.

Sądzę, że na tym należy zakończyć naszą polemikę. Przynajmniej z mojej strony. W żaden sposób nie parłem by moja mojsza była bardziej moja i nie to jest, było moim celem. Jak widać na załączonym obrazku w dalszym ciągu nie jestem grupą docelową dla Twojego bloga. Dobrze więc będzie zatrzymać się w tym miejscu i rozstać w zgodzie. Życzę dalszego rozwoju bloga. Pozdrawiam.

Wilk
Gość
Wilk

Otóż Volancie, przyjacielu kochany, cóż mogę powiedzieć? W zasadzie mogę. Nie oczekuję, że moje słowa trafią do odbioru publicznego. O co to, to nie. Porzućmy naiwność. Klepię sobie w bliżej niezidentyfikowaną przestrzeń, ze świadomością, iż to co w tym momencie napisałem za chwilę trafi do kosza. Przykro mi, że nie znalazłeś w mojej osobie potakiwacza swych talentów. Bo takie z pewnością w Tobie drzemią. O talentach mówimy, dla ścisłości.

Mimo wszystko naszą dyskusję uważam za niebywale pouczającą. Szkoda, że jej klamra pod tytułem roboczym „Jak poznać figuranta?” okazała się sporym zawodem. Dla mnie to, piszę z pełną świadomością i zrozumieniem, przejaw braku odwagi cywilnej, fałsz i ucieczka przed odpowiedzialnością. Byłbym głupcem, a może i jestem, oczekując, dogłębnej i wstrząsającej refleksji, której prowodyrem byłyby moje słowa. Musiałem jednak coś napisać z rana, bo wiesz, człowiek jak się tak uzewnętrzni, to mu lżej na duszy.

„Nie wiem z kim walczy blogosfera. Natomiast jeśli o mnie chodzi to staram się nie oceniać innych ludzi :P„

Hmmmm, zastanawia mnie czemu usunąłeś ten komentarz swojego autorstwa. Moje zwoje podczas procesowania uknuły teorię – instynkt samozachowawczy podpowiedział Ci, że to mogłoby rzucić cień i zachwiać Twoim wizerunkiem? Prawda to, czy fałsz dobrodzieju? Osoby dojrzałej, stanowczej, o jasno skonkretyzowanych poglądach? A tu taka dziecinada i w dodatku pobłażanie dla chamstwa i agresji. Nu, nu, nu. Ale przecież można usunąć i rzeczywistość z miejsca maluje się w różowych kolorach.

Nie ukrywam, że czuje się ubawiony Twoją reakacją. Spodziewałem się takiego zachowania. Nie czuj się Broń Boże urażony. Człowiek zawsze ma jakieś oczekiwania. Lecz sprawiedliwość nakazywałaby usunąć w całości i bez wyjątków naszą debatę, nie pozostawiając wątków, które pozwoliły Ci wybielić własną osobę. Nic to, gorsze rzeczy świat trawił. Jak na przykład nieświeży oddech Pani Rachwalskiej, mojej nauczycielki chemii w ogólniaku.

Pisz, twórz, publikuj Swój poradnik – Jak odnieść sukces w życiu nie wysilając się zbytnio. Nie mam zamiaru CI przeszkadzać w kreowaniu wizerunku mężczyzny idealnego. Ubolewam, iż konstrukcyjność, konstruktywność – w każdym razie coś na „kon” – , mojego komentarza, mocno kuleje. Już dawno jednak porzuciłem nadzieję i wiarę, na możliwość wyklikania takiego.

Tak czy owak, wciąż szczęścia życzę we wszystkich posunięciach.

Martyna
Gość
Martyna

Aż mi się płakać zachciało. Volant, jesteś jakby Bogiem, który wskazuje mi drogę (jakkolwiek to patetycznie brzmi). :)

Dawid Straszak
Gość
Dawid Straszak

Tylko mam wrażenie, że ten tekst odnosi się do silnych ludzi. Obawiam się, że spotkanie na swojej drodze 3 osób, które nas skrzywdziły raczej spowoduje, że ta osoba wycofa się z tworzenia relacji i będzie zdecydowanie mniej ufna (będzie potrzebowała więcej czasu na oswojenie), a nie będzie doceniać wyjątkowość odpowiedniego partnera.
Z drugiej strony to nawet jeżeli taka sytuacja się wydarzy, to czy jest sens ciągłego wracania do przeszłości i porównywania do kogoś z przeszłości obecnego partnera.

Kubuś Puchatek, powiedział „Złe rzeczy czasem po prostu dzieją się w naszym życiu” – to powinno być rozwiązaniem :)

Cortez
Gość
Cortez

Ja nie mam wrażenia że jest to tekst dla silnych ludzi. Raczej dla ludzi bez toksycznych cech, które powodują że inni odchodzą. Dla ludzi o zdrowym poczuciu własnej wartości, którym nawet jak coś takiego się zdarzy, doskonale wiedzą kto jest przegranym. Tak jak są ludzie których nigdy nie zwolniono z pracy (zawsze sami rezygnowali) tak są ludzie którzy nie zostali zostawieni – to oni zawsze zrywali.
No i w końcu to tekst opisujący temat z punktu widzenia Volanta. Nic dziwnego że nie każdy się w nim odnajdzie, i należy przypuszczać że będzie to mniejszość.

Dawid Straszak
Gość
Dawid Straszak

@cortez Trafne uwagi

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Mój Drogi, a któż broni stania się takim silnym człowiekiem? Wiele osób o tym mówi, ale nikomu do głowy nie przyjdzie, żeby zacząć to wprowadzać we własnym życiu. Najlepiej od teraz, nie od jutra, nie od kiedyś w przyszłości. To, co Ty nazywasz „silnym człowiekiem” to po prostu osoba, która poczucie własnej wartości ma na odpowiednim poziomie. I uwierz mi, nie chodzi tu o żadną siłę – tak po prostu otoczenie je postrzega. To praca nad sobą i niezwalanie winy za popełnione błędy na kogoś.

Cortez
Gość
Cortez

Karolina i tutaj kolejny raz pojawia się pewna trudność. Nikt nie zabrania, Volant nawet zachęca i podpowiada jak to zrobić. Jednak ilu osobom się uda? Ktoś kiedyś napisał w ze ludzie jako całość sie nie zmieniają. I wydaje się że życie to potwierdza. Z zasady ludzie się nie zmieniają niestety. Nawet jak popracują nad sobą zewnętrznie, to co najważniejsze – czyli to co w głowie – najczęściej zostaje bez zmian. To smutne ale nawet najlepsze rady zrozumie i przyjmie kilka procent, a zmiany w życiu wprowadzi może jakiś promil ludzi…

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Jednak trudno stwierdzić tak od razu, czy dana osoba nie będzie przypadkiem częścią owego promila. Warto przypominać takie rzeczy, zamiast z góry liczyć na przegraną. Zgodnie z radą Yody – zamiast próbować, po prostu to zrób.

Lenta
Gość
Lenta

Budowanie relacji to najtrudniejsze zadanie przed człowiekiem. Po pierwsze, bardzo trudno znaleźć bratnią duszę w postępującej alienacji. Po drugie, zbyt późno zdajemy sobie sprawę, że to jest najważniejszy cel naszego życia.
Rozwijając Twoją puentę (albo raczej kontynuując) zaryzykuję stwierdzenia, że … najważniejsze w życiu jest to, żeby wiedzieć czego się chce, a dosłowniej … KOGO się chce. I znów dwie uwagi: jak piszesz, trzeba wiedzieć KOGO się nie chce oraz musimy poznać najpierw … siebie. A wiedzy kogo się chce i kim jestem nabywamy odsiewając w ciągu życia plewy od ziaren, zatem im więcej ludzi poznamy, tym bardziej poznamy siebie i to jak chcemy żyć:)

Na koniec moja osobista uwaga do … garnituru za 1200zł. Gdy przypadkowo kolega obleje Ci garnitur whiskey za 250zł to … wkurwisz się na niego za …1450zł. A to już nie przelewki…
Im więcej masz, tym więcej tego bronisz. Mam nadzieję tylko, że masz dobrych kumpli, którzy wybaczą Ci to wkurwienie…:)
Pozdrawiam!

Summer
Gość
Summer

przeczytałem …o zbieraniu punktów doświadczenia…byłem blisko :)

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

I poziomow? :)

Marta T.
Gość
Marta T.

Heh, zawsze używałam sformułowania „poczucie szczęścia” co dziwiło ludzi dokoła, pocieszające znaleźć kogoś rozumującego w sposób podobny :)

Punkty odniesienia=poszerzanie doświadczenia=rozeznanie w kwestii chcę lub nie chcę=pewność siebie poprzez samopoznanie=przypływy i odpływy szczęścia= częstsze doznawanie flow.
Awe

Rudaa
Gość
Rudaa

„czasem ich pierwszy związek jest świetny, tylko problem polega na tym, że one o tym nie wiedzą. Chodzą z chustą zawiązaną na oczach i nie potrafią go docenić myśląc, że ktoś inny może byłby lepszy.” (..)

„Chodzi o tracenie ludzi, bo dzięki temu będziesz wiedzieć, że czasem trzeba ich do siebie przyciągać, a nie odgrywać film, w którym role główne grają Kobiecy Foch i Męska Duma.”

Nosz kurcze! Obydwa cytaty w punkt! Cały tekst oczywiście świetny. Jest dokładnie tak jak mówisz. Miałam osobę prawie idealną. Ale ta chusta na oczach, zaślepienie, mnóstwo wątpliwości i oczekiwań ale także wiele innych czynników spowodowały, że odszedł. Teraz jest takim właśnie puntem odniesienia.

Z perspektywy czasu, pomimo odczuwania od czasu do czasu bólu i tęsknoty (nadal!), wiem, że dobrze się stało. Dzięki temu doświadczeniu mogę teraz z miejsca wymienić czego nie chcę i czego chcę.
Dzięki za ten tekst. Będę do niego na pewno wracać.

Cu Glas
Gość
Cu Glas

A i tak ostateczne podsumowanie jest wiadomo jakie – mężczyźni nie są stworzeni do monogamii, ergo nic nie jest na zawsze, ergo najważniejsze mieć twarde serce i twardą dupę.

Karolina G.
Gość
Karolina G.

A jeszcze oprócz tego wszystkiego co napisałeś dodam, że warto wypracować w sobie taką świadomość chwili. Zatrzymać się i powiedzieć sobie samemu, albo bliskim ludziom, którzy nas akurat otaczają – jestem z tu i teraz szczęśliwa, jestem z wami szczęśliwa. Jeśli ktoś tego nie próbował – proszę się przekonać jaki efekt to daje. Zachęcam.

Madix
Gość
Madix

Ogólnie z artykułem się zgadzam, ale w moim przypadku – strasznie kiepski przykład.

Miałam w życiu tylko jeden poważny związek, który trwa do dziś już 5 rok z rzędu i nie zapowiada się na to, by miał się rozpaść. Długo nie chciałam mieć w ogóle faceta, ale kiedy już postanowiłam jakiegoś poszukać, traf chciał, że trafiłam na takiego, z którym postanowiłam zostać na dłużej, a przysięgam – liczyłam się mocno z możliwością, że to może być totalny niewypał, bo trudno trafić od razu na swoją drugą połówkę, więc możliwe, że po 2 tygodniach znajomości będę szukać kolejnego kandydata. Być może właśnie dzięki temu pragmatycznemu podejściu i braku nierealnych oczekiwań na zasadzie „są motylki? w takim razie na pewno będziemy ze sobą przez kolejne 50 lat!” udało nam się dograć tak dobrze, chociaż oczywiście na pewno mieliśmy też sporo farta, że na siebie trafiliśmy.

Tak czy siak, nie potrzebowałam prób i błędów i wątpię, by sparzenie się na poprzednich związkach w jakikolwiek sposób miało mi pomóc. Wręcz przeciwnie – uważam, że dzięki temu, iż obydwoje jesteśmy dla siebie pierwszymi wielkimi miłościami, nasze uczucie jest przez to mocniejsze, nieskażone tęsknotą za eksami czy jakimiś byłymi niesnaskami.
Nie wykluczam opcji, że to nie będzie jedyny związek w moim życiu ale szczerze – nie miałabym nic przeciwko, gdyby jednak był. Tak jak jest, jest mi dobrze, i mimo upływu lat nasze uczucie nie wygasa, jak u innych par, a jedynie staje się mocniejsze. Byłoby fajnie, gdybyśmy byli tą jedną na tysiąc par, którym udaje się stworzyć wieloletni, a mimo tego udany związek, w którym uczucie nie wygasa mimo upływu lat i starzenia się ciał, jeśli jednak tak się nie stanie, to trudno, bo tak jak piszesz – każde doświadczenie nas ubogaca i jest nam potrzebne do budowania naszej przyszłości.

Na pewno nie ma co rozpaczać nad tym, co się nie udało – na innych płaszczyznach mojego życia zaznałam wielu porażek, które okazały jednak się cholernie potrzebne… Przykładowo, musieli wyrzucić mnie z moich pierwszych studiów, na które poszłam, bo chciałam być na tej samej uczelni, co reszta osób z mojego liceum, abym poszła do olej do głowy, olała konwenanse i zaczęła uczyć się tego, co lubię, a nie tego, czego będą mi zazdrościć znajomi ;)

Podsumowując – złe doświadczenia bywają bardzo użyteczne, kiedy zamiast się nimi załamywać i użalać się nad sobą z ich powodu, potraktujemy je jako cenną lekcję i wyciągniemy z nich wnioski na przyszłość. Nie jest jednak prawdą, że są one niezbędne ;) Czasem udaje się nam uniknąć błędów i zrobić coś dobrze za pierwszym razem, a wtedy nie ma sensu wyrzucać sobie, że dopiero po doświadczeniu porażki będziemy w pełni kompetentni, bo wcale nie musi być to prawdą ;)

Kari Na
Gość
Kari Na

<3

Margerytka
Gość
Margerytka

Twój tekst przypomina mi pewien cytat z Bułhakowa:

„Bądź tak uprzejmy i spróbuj przemyśleć następujący problem-na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło, i jak by wglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie? Przecież cienie rzucają przedmioty i ludzie. Oto cień mojej szpady. Ale są również cienie drzew i cienie istot żywych. A może chcesz złupić cała kulę ziemską, usuwając z jej powierzchni wszystkie drzewa i wszystko, co żyje, ponieważ masz taką fantazję, żeby się napawać niezmąconą światłością? Jesteś głupi.”

A tak czy inaczej – dziękuję za ten tekst :)

wtf_dbajojakosc
Gość
wtf_dbajojakosc

och Volant, jak Ty mi dobrze robisz na psyche!