Tego co najważniejsze nie da się zaplanować

Tego co najważniejsze nie da się zaplanować

W 1832 roku pewien młody amerykański polityk o przenikliwym spojrzeniu i charakterystycznej brodzie ubiegał się o miejsce w legislaturze stanowej. Bezskutecznie.

W 1855 roku usiłował dostać się do Senatu. Nie udało mu się.

W 1856 roku ubiegał się o nominację na wiceprezydenta, ale przegrał w nich z Williamem Lewisem Daytonem.

W 1858 roku po raz kolejny przegrał wybory do Senatu.

W 1860 roku rywalizował z Wiliamem Sewardem o nominację prezydencką. W głosowaniu powszechnym uzyskał 180 głosów elektorskich, co zapewniło mu zdecydowaną przewagę.

W ten sposób został szesnastym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Nazywał się Abraham Lincoln.

Zupełnie przypadkowo jego historia nauczyła mnie więcej o podejmowaniu ryzyka pomimo niepewności, niż cokolwiek innego.

*   *   *

Czasem widzę osoby, które cierpią na najpowszechniejszą współczesną chorobę – deficyt działania. Chodzą w ubraniach z Zary i Pull&Bear, studiują, znają dwa języki obce, twierdzą, że są ambitne i mają świadomość otaczających ich możliwości.

Wiedzą, że możesz napisać i sprzedać aplikację. Nagrać razem ze znajomymi płytę, udostępnić ją za darmo i rok później grać koncerty dla tysięcy ludzi. Napisać książkę i sprzedawać ją sam mając w dupie wydawców albo już w tej chwili mieć dostęp do najnowszych badań medycznych, dzięki którym odkryjesz coś, czego nie potrafili zauważyć profesorowie na Harvardzie.

A mimo to nie robią nic.

Wtedy zadaję im pytanie:
– Ok. A dlaczego czegoś w tym kierunku nie robisz?

Jaka jest najczęstsza odpowiedź? Boję się? Jestem za mało zdolny? Jestem za mało atrakcyjny? Miejsce kobiety jest w kuchni? Matka karmiła mnie butelką, a nie piersią?

Nie. Najczęstsza odpowiedź brzmi: „Gdybym tylko wiedział, że ta cała praca będzie się opłacać to zacząłbym już dziś”. I w tym zdaniu jest największy problem. Z jednego powodu:

Bo bez względu na to, co robisz, nigdy nie wiesz czy będzie ci się to opłacać.

Lincoln nie wiedział, czy po serii przegranych wyborów jest sens brać udział w następnych. Mozart nie mógł mieć pewności, że osiągnie sukces jako kompozytor. Wolter pracował od 18 do 20 godzin na dobę nie czując, że robi jakiekolwiek postępy. Bergman mówił, że żeby „otrzymać trzy minuty filmu, pracuje się ciężko przez osiem godzin. I w ciągu tych ośmiu godzin dziennie jest może dziesięć lub dwanaście minut prawdziwego natchnienia.” To dla tych dziesięciu minut pracował, chociaż nigdy nie wiedział, czy ich doświadczy.

Sukces możesz zdefiniować dowolnie: jako wspaniałą rodzinę, zdrowie, karierę czy możliwość leżenia na plaży z drinkiem w ręku i widokiem na Hiszpanki opalające się topless. To twoja indywidualna sprawa. Musisz jednak pamiętać, że wbrew okrągłym zdaniom Mateusza Grzesiaka nie jest on zjawiskiem liniowym. Możesz dać z siebie wszystko, a wciąż nic nie osiągnąć, bo historia jest pełna ludzi, na których świat się nie poznał i nie było w tym ich winy.

Fakty są takie, że żyjemy dla chwil, które być może nigdy nie nadejdą. Nie możesz być pewny skutków swoich działań. Możesz tylko zwiększyć szanse, że one wystąpią, ale nie wyeliminujesz niepewności. Pewna jest tylko porażka zgodnie z zasadą: „Jak gówno z siebie dajesz to gówno dostajesz”. (W końcu raczej nie masz szans być milionerem, jeśli nie robisz nic w tym kierunku. Podobnie, jak jest bardzo wątpliwe, że będziesz mieć dobre życie uczuciowe, jeśli nie poznajesz żadnych nowych osób.)

Muszę przyznać, że nie brzmi to zbyt optymistycznie, ale coś ci powiem. Kilka lat temu zrobiłem sobie listę „Before I Die”. Znalazły się na niej rzeczy, które już osiągnąłem w tym sześciocyfrowe zarobki przed trzydziestką, prowadzenie własnej firmy czy pisanie dla tysięcy osób każdego dnia. Oprócz tego znalazło się tam mnóstwo rzeczy, których jeszcze nie mam: jeżdżenie po włoskich drogach samochodem z oznaczeniem GT, napisanie w Ameryce Południowej powieści, która zostanie zekranizowana, posiadanie wspaniałej rodziny, opłynięcie jachtem Europy, założenie międzynarodowej spółki czy pomoc mentoringową młodym przedsiębiorczym osobom w realizowaniu swoich pomysłów.

Jeśli zapytasz mnie czy mam pewność, że to osiągnę to powiem ci to, co pewnie powiedziałby ci Lincoln w 1855 roku: „Nie mam pojęcia”. Wiem tylko, że zrobię to, co mogę, żeby jak najbardziej zwiększyć szanse ich osiągnięcia, ale liczę się z możliwością, że któregoś dnia będę siedział w starym fotelu, słysząc zza ściany faceta piorącego swoją żonę i zrozumiem, że nic już z tego nie wyjdzie. Wiem, że może tak być. Tylko, że to nic nie zmienia, bo życie to dla mnie seria podejmowanych działań obarczonych ryzykiem. Jeśli ich nie podejmujesz, to oddychasz, jesz i czasem śmiejesz się z memów, ale jesteś pusty w środku. Nie żyjesz. Po prostu egzystujesz. Dlatego moim zadaniem jest podejmowanie, jak najbardziej efektywnych działań zmierzających do celu, nastawienie się na łapanie szans i bycie wystarczająco silnym i zdeterminowanym, żeby ich nie puścić jeśli znajdą się w moim zasięgu.

Z jednego prostego powodu. Tym powodem jest zdanie będące tytułem wpisu.

Nie da się zaplanować tego, co najważniejsze.

Pomyśl o pięciu najważniejszych wydarzeniach, osobach i zajęciach w swoim życiu. Ile z nich wystąpiło zgodnie z planem? Niech zgadnę. Zero?

Nie da się zaplanować, kto będzie twoim najlepszym przyjacielem, bo osób, które cię otaczają nie zdjąłeś ze sklepowej półki. One ci się przydarzyły.

Nie możesz przewidzieć jakie zajęcie sprawi, że zapomnisz o śnie, bo to zawsze jest impuls. Próbujesz czegoś i myślisz, że mógłbyś to robić już zawsze.

Nie zależy od twojej decyzji to, że twoje oczy zbiorą informacje o cechach fizycznej innej osoby, następnie zostaną przesłane do mózgu z prędkością 432 km/h, a odpowiedni zapach napotka narząd lemieszowo-nosowy, dzięki czemu zostanie aktywowane twoje podwzgórze. To ten mały obszar mózgu, który produkuje naturalną odmianę amfetaminy – fenyloetyloaminę. W tym czasie twoje serce zacznie bić o 50% szybciej, oddech stanie się głębszy, a oczy zaczną błyszczeć. Trwa to cztery sekundy. To od nich zaczyna się miłość.

Na niektóre z tych chwil możesz czekać latami, a one i tak nadejdą wtedy, kiedy przestaną już być dla ciebie ważne. Inne być może dostaniesz od razu albo będą wracać do ciebie jak bumerang. Są też takie, o których będziesz myśleć: „Mam jeszcze czas”, a kiedyś zorientujesz się, że tamta chwila była tą, kiedy należało podjąć decyzję. 

Nie masz na to wielkiego wpływu. To mieszanka twojej pracy i odpowiednich okoliczności, i dlatego, że to jest tak niepewne, tak ważne jest zrobienie wszystkiego, żeby nie zmarnować nadarzającej się szansy.

Bo możesz nie wiedzieć czy będziesz mógł kiedyś zrealizować pomysł warty miliard dolarów, ale lepiej żebyś w chwili, kiedy na niego wpadniesz miał wiedzę, pieniądze i umiejętności, żeby go wdrożyć.

Możesz nie wiedzieć czy kiedykolwiek będziesz musiał przemawiać publicznie, ale lepiej żebyś to umiał robić, kiedy już osiągniesz sukces o jakim marzysz.

Możesz nie wiedzieć czy spotkasz idealną kobietę, ale lepiej żebyś, w chwili kiedy ją spotkasz, nie stał w miejscu i potrafił ją oczarować, zamiast patrzeć jak odchodzi i usiłując jak najlepiej zapamiętać jej plecy i sposób w jaki przez ułamek sekundy na ciebie patrzyła. Jeśli twoim zdaniem nie ma zbyt wielu wartościowych mężczyzn to kiedy takiego spotkasz, lepiej żebyś też była wartościową kobietą i umiała tworzyć długie, satysfakcjonujące relacje oparte raczej na porozumieniu, niż kompleksach i kontroli.

Wiesz dlaczego? Bo najgorsze wcale nie jest niezrealizowanie swoich marzeń. Najgorsza jest chwila, kiedy możliwość ich spełnienia zastaje cię całkowicie nieprzygotowanego. Najgorsza jest świadomość, że miało się je na wyciągnięcie ręki i tej ręki się nie wyciągnęło. I jeśli miałbym ci dzisiaj życzyć jednej rzeczy, to tego, żebyś się nie przekonał o tym, że to prawda.

Print Friendly, PDF & Email

54
Dodaj komentarz

avatar
100000
29 Comment threads
26 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
29 Comment authors
Katarzyna MielcarekolgxAdrianCo słychać? Marzec 2016 – Przepis na szczęścieKari Na Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Helena
Gość
Helena

Przerwałam w połowie tekstu właśnie dlatego, by działać. Dzięki.

Łukasz
Gość
Łukasz

Trzeba było przerwać w 1/4, zaczęłabyś jeszcze wcześniej! Albo w ogóle nie zaczynać go czytać :D

NieZwalniaj
Gość
NieZwalniaj

Prosto w punkt, chociaż ten „deficyt działania” nazwałabym zwyczajnie lenistwem. Większość młodych teraz myśli, że sukces i kariera przyjdzie do nich samo. Że nagle w tłumie odnajdzie ich wróżka pieniądzuszka i obsypie sukcesem. Albo ktoś podsunie magiczny przycisk z napisem „Tu naciśnij aby zostać milionerem”. Jeśli nie są pewni, że coś się uda, to nie podejmują ryzyka. Winę za to ponosi (w niewielkim stopniu, ale jednak) system edukacji, który niestety nie mówi o porażkach, nie uczy, że jest to ważny element w życiu każdego człowieka i nie da się ich uniknąć w życiu.
Dzięki Volant, świetny artykuł, daje motywującego kopa w tyłek :)

Wolę pisać jako gość
Gość
Wolę pisać jako gość

Nie ma innej kolejności, tylko TRUD i TRYUMF.

Daniel Wes
Gość
Daniel Wes

Nie tyle lenistwo, co cala masa lekow powoduje, ze ludzie nie dzialaja. „Co powiedza inni”, „co jak sie nie uda”, „czy na pewno jestem wystarczajaco dobry”, „tego nie zrobie bo wstyd”, przekladanie rzeczy w czasie na pozniej, itd, itd. Nie wystarczyloby dnia aby opisac wszystkie wzorce pchajace ludzi do nie-dzialania ;)

NieZwalniaj
Gość
NieZwalniaj

Dobrze prawisz :) . Ale te lęki też biorą się z czegoś, nie mamy ich zakodowanych genetycznie, nabywamy je. I problemem naszego społeczeństwa jest to, że wchodząc w dorosłe życie musimy przełamać się, pokonać nasze słabości. Słabości, które biorą się z naszego wychowania, edukacji. Całe młode życie mówią nam „Ucz się dobrze, to dostaniesz się na studia i znajdziesz dobrą pracę”. Mówią zawsze ‚znajdziesz’, lub ‚dostaniesz’. I w tym kierunku gdzieś krążą nasze wyobrażenia o dorosłym życiu. Przynajmniej jeśli chodzi o większość ludzi, którym w życiu poznałam. Z tym wiążą się późniejsze obawy przed podjęciem ryzyka, które nie jest niczym strasznym. Bo sukcesu się nie znajduje, nie dostaje go w prezencie, to trzeba stworzyć samemu.
A każda porażka jest niestety piętnowana przez otoczenie. Ile razy słyszy się „a nie mówiłem”, „wiedziałem że tak będzie” „nie trzeba się było brać za to”. Smutne to strasznie. O ile piękniejszy byłby świat, pełniejszy szczęśliwych ludzi, gdyby nie nauczano młodych jeszcze osób strachu przed, nawet drobnym, upadkiem.

Marta T.
Gość
Marta T.

Wydaje mi się, że przede wszystkim system edukacji jest tu winien, a także „nowoczesne” rodzinne pożycie okrojone z wszelkich więzi psychologicznych z dzieckiem, które potem szuka bliskości przez sieć i jest obsypywane wszelkim dobrodziejstwem przez rodziców, którzy w ten sposób rekompensują miłość ( a dziecko się uczy, że chce to ma, bez wysiłku). W końcu nie liczą się słowa tylko czyny, a skoro „daję ci laptopa, to znaczy, że cię kocham, nie?”.

Dzieci chowajmy bezstresowo, trzymajmy je pod kloszem, bo w domu wśród czterech ścian bezpieczniej niż w gąszczu blokowiska wśród innych dzieci, podsuwajmy im wszystko pod nos ( żeby przypadkiem nie odczuły braku emocjonalnej więzi z rodzicem), uczmy je, że ich wartość stanowi stan konta, gibkość ciała, znajomość języków obcych, błyskotliwe towarzystwo, szanowane stanowisko pracy, elegancki but na nodze, perfumy Diora w torebce czy dyplom renomowanej uczelni, nie uczulając przy tym, że to wszystko owszem – bardzo fajne, bardzo przyjemne i ułatwia ( albo/i umila) życie, ale to wszystko to też coś, co łatwo można stracić, co może od tak zniknąć…

Nie uczy się już dzieci w sposób hartujący ducha i umysł. Oddala się od nich wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwo czy niewygodę ( tak fizyczną jak i emocjonalną), by nie doznały uszczerbku na żadnym szczeblu rozwoju, a tymczasem dzieje się odwrotnie.

Bo co z tego, że mówisz, że palenie jest złe, skoro dzieciak widzi cię potem ze szlugiem w zębach? Zła nowina to taka, że prędzej powtórzy działanie niż posłucha twoich rad.

Tak się rozszerza plaga seligmanowskiej wyuczonej bezradności, która zbiera coraz to konkretniejszy plon… Dlatego tak trudno jest teraz ludziom ruszyć tyłek i działać, bo wszystko mierzą wszystko okiem zyskowności, rentowności i opłacalności, jakby cel sam w sobie był najistotniejszy.
A co z immanentną częścią zdobywania marzeń – samą podróżą, która to jest właściwie esencją naszego życia i pozwala nam właśnie odkrywać, czego tak naprawdę najbardziej w życiu chcemy?

Za dużo myślenia i usadzania tyłka w roli widza, zamiast uczestnictwa na scenie w sztuce zwanej życiem. Przerażająca jest rosnąca dokoła liczba pustych i anemicznych spojrzeń.
Cóż, takie nadeszły czasy…

Margaret
Gość
Margaret

Jacie. W mojej głowie nagle zaczęła kiełkować odpowiedź na pytanie – dlaczego nie działam. Bo nie mam celu, bo boje się go obrać, bo co jeśli się pomyle albo ktoś bliski skrytykuje mój cel. Chwilę potem wlaczam ‚feedly’ i widzę wpis. Dzięki. Naprawdę wartościowa lektura. Z przykrością stwierdzam że ostatnimi czasy egzystuje, mimo że wyznaczam sobie cele (dbanie o zdrowie i wygląd zewnętrzny, skończenie studiów, opanowanie języka obcego na zadowalającym poziomie itd.). Widocznie nie są to cele życiowe, wyzywające, rozwijające. To chyba minimum które chce osiągnąc. Tylko co potem? Dziś się zastanowie. Zmotywowałes mnie.

Sonia
Gość
Sonia

trafiłam tu niedawno i jestem oczarowana wpisami :) na pewno będę zaglądać. Dobrze napisane!

Piotr Kierus
Gość
Piotr Kierus

Tarot najlepiej roztrybi…

Piotr Kierus
Gość
Piotr Kierus

Albo działaj jak w piosence:
„Włóż trud, najlepiej włóż w ch*j trudu
Albo łeb pod poduszkę i módl się o osiem cudów…”

Hifi Banda – Nie śpie

Daniel Wes
Gość
Daniel Wes

Bardzo dobry tekst. Mnie do podobnego dzialania od zawsze motywuje tekst Twaina:

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował
tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść
bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij,
odkrywaj.

Faktycznie, im jestem starszy, tym bardziej uswiadamiam sobie prawdziwosc tych slow, ze zaluje sie rzeczy, ktorych sie NIE zrobilo… I dzialam jeszcze wiecej ;)

Radek Kowalik
Gość
Radek Kowalik

Dzięki za naprawdę motywujący tekst. Teraz mam podkładkę dla każdego, kto w przyszłości będzie się mnie pytał, czy to, co robię w ogóle będzie mi się opłacać ;)

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Wolant, litości! „hiszpanka” to grypa, a „Hiszpanka” to mieszkanka Hiszpanii.

Łukasz
Gość
Łukasz

A wolant to taka kierownica w samolocie.

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Również „kierownica” po słowacku.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Genialne.
W sytuacjach, kiedy orzesz jak wol a sukces nadal jest daleko na horyzoncie przydaje sie determinacja i wspracie bliskich, ktorzy wierza ze Ci sie uda. Szkoda, ze wierzymy w siebie nawzajem tak malo i tak czesto wbijamy sobie szpile, zamiast pomoc, chocby dobrym slowem….

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Rzekłeś. A mnie z kolei wzrusza, kiedy bliscy mi ludzie zauważają we mnie cechy, o które bym siebie nie podejrzewała. I mówią to z takim przekonaniem i pewnością, że to musi być prawda. I to też motywuje.

Brzeska
Gość
Brzeska

Bez działania nic się nie osiągnie. Osobiście dążę do celu. Nawet wczoraj dostałam pytanie skąd mam pewność, że mi wyjdzie ten plan? Odpowiedź krótka: nie mam tej pewności, ale innej drogi nie przyjmuje teraz

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Po przeczytaniu czegoś mi w tym wszystkim brakowało więc włączyłem search’a i wpisałem „szczęście”, „radość”, „fun” .. i co dupa, zero, nic.

Popieranie się przykładami ludzi wybitnych którzy odnieśli spektakularny sukces może być bardzo mylące. Bo to tak jak ocenianie możliwości sukcesu w sporcie na przykładzie np. Mai Włoszczowskiej.

Zakładam że w Polsce MTB trenuje kilka tysięcy osób, nawet jak zostaniesz mistrzem polski nie przyniesie to specjalnych zysków, musisz odnieść sukces na świecie a tam już walczysz z co najmniej 10tys osób czyli statystycznie twoje szanse to 1/10000 tys, warto? Dodaj do tego ryzyko kontuzji, czas który musisz poświęcić, kasa jaką trzeba zainwestować, życie osobiste itd, warto?

Oczywiśćie że warto pod warunkiem że to co robisz jest twoją pasją, twoim szczęściem i radością każdego dnia. Nawet jak nic nie osiągniesz to będziesz się świetnie bawił i będziesz szczęśliwy.

Spinać się każdego dnia, uczyć nowych nieprzydatnych rzeczy, męczyć żeby osiągać jakieś cele jeśli nie idzie za tym radość z tego co się robi, wiesz jak to się nazywa .. „This is a Rat Race ..” (thx Bob Marley).

„Nauczono cię że musisz być jak zwierz, waleczny jak lew
A kiedy będziesz już miał te miliony, sejfy, konta w bankach
Złote sygnety, czy na zębach złote korony
Będziesz już za stary
By rozbijać się szybkim sportowym samochodem
Za stary
By mieć kobiet tysiące
Będziesz jedynie starym, spierdziałym snobem ..” (respekt Fisz)

Planujcie sobie swoją przyszłość do woli, moja przyszłość jest dzisiaj i dlatego 16 pakuje deskę pod pachę i jadę szukać fal, za 5 lat pewnie dalej będę pakował się do tego samego samochodu ale ani przez chwilę nie pomyślę że ten czas zmarnowałem.

btw 1. Jeżdzenie sportowym samochodem po 30 … to już tylko dla lansu bo nigdy nie przyciśniesz nim tak jak mając lat 20 nawet jak opłacisz najdroższe ubezpieczenie. Na szczęście jak nie jeździłeś to nie wiesz co straciłeś i dalej będzie ci się wydawało że szalejesz :)

btw 2. biusty Hiszpanek opalających się topless są przereklamowane :)

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Dla kazdego sukcesem jest co innego. Jeden sie spina o kase, a drugi jezdzi na rowerze po swiecie i codziennie spi w innym miejscu. Na pewno do sukcesu nie doprowadzi siedzenie na kanapie z browarem.

PS Sportowe auto, a zwlaszcza moto zawsze daje fun. Potrzebujesz andrenaliny kup motocykl i wybierz sie na Isle of Man. Niezaleznie od wieku.

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Sukces a szczęście to dwie totalnie różne pojęcia, a dążenie od sukcesu który nie prowadzi do szczęścia jest zwykłym wyścigiem szczurów.
To z czym się nie zgadzam we wpisie Volanta to że robiąc coś nie wiesz czy przyniesie to jakiś pozytywny efekt .. to totalna bzdura bo każdy z nas ma naturalny kompas który prowadzi nas do sukcesu. Wystarczy spojżeć w siebie i zapytać się czy jestem szczęśliwy czy odczuwam satysfakcję z tego co robię, czy mam fun i czy Ci na których mi zależy są ze mną szczęsliwi. To co w tym jest najtrudniejsze to być szczerym z samym sobą .. dlatego czasem warto też usiąść na kanapie z browarem i zastanowić się nad sobą. Oczywiście są też fajniejsze miejsca niż kanapa.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Jeden definiuje szczescie jako cel do osiagniecia w niekoniecznie przyjemny sposob, a drugi jako proces, ktory trwa i z ktorego sie cieszy.
Problem jest tylko w tedy, jesli dojscie do szczescia temu pierwszemu zajmuje kilkadziesiat lat….

Daniel Wes
Gość
Daniel Wes

Nad lękami, jak ze wszystkim w życiu, można pracować. Technik jest mnóstwo, sprawdź sobie na przykład EFT. Udawanie że ich nie ma wcale nie pomaga ;)

Dawid Straszak
Gość
Dawid Straszak

Czytałem gdzieś o badaniach robionych na ludziach sukcesu (był bardzo szeroko definiowany od bogactwa po zwiedzenie całego świata przez przezwyciężenie choroby) i gdy próbowano uzyskać cokolwiek co ich łączy ku powszechnemu zdumieniu okazało się, że jest jedna taka rzecz – wiara w swój sukces.
Trzeba iść naprzód mimo, że każdy mówi, żebyś usiadł na chwilę na kanapie i odpoczął.

Emilia Mańk
Gość
Emilia Mańk

Wszystko jest takie łatwe – wystarczy próbować. Chociaż czasami po prostu brak odwagi, by zacząć ;)

Volant
Gość
Volant

Dlatego wszystkie sytuacje najlepiej jest wcześniej oswoić powtarzając, udoskonalając i jeszcze raz powtarzając.

Cu Glas
Gość
Cu Glas

In nomine Patris…
Doczytałam do pozycji z listy Before I Die i zaczęłam się śmiać długo, szczerze i zdrowo.
Dzięki, Vo.
Mam teraz chwilowo dobry humor dzięki Tobie.

Łukasz
Gość
Łukasz

Ale osochozi?

Cu Glas
Gość
Cu Glas

Zabawna jest ta lista, Łukasz, a niektóre pozycje wprost prześmieszne :)

Otochozi ^_^

Volant
Gość
Volant

Nie sądziłem, że to nastąpi, ale chyba właśnie poznałem osobę, którą rozśmieszyłoby nawet coś tak nieśmiesznego jak kabaret Ani Mru Mru!

Cu Glas
Gość
Cu Glas

Miło mi, padam do nóżek i polecam się serdecznie :)

Łukasz
Gość
Łukasz

Przejrzałem Twoją historię komentarzy na Vol. i, oprócz tego, że lansujesz się na niewiadomoco, to leci tylko hejt za hejtem, więc ja się pytam: po co tu miejsce zajmujesz?

Cu Glas
Gość
Cu Glas

Czytam, zastanawiam się, komentuję zgodnie z własnymi odczuciami. Jestem uszczypliwa, zgryźliwa, złośliwa, ale mam wrażenie, że do hejtu mi jeszcze brakuje nieco.
Jeśli Volant się poczuje dotknięty w tę…no, godność osobistą, to mnie wyrzuci.
Myślę jednak, że dobrze jest mieć zarówno wielbicieli, jak i gzy.
Gzy powodują, że artysta się nie rozleniwia :)

Chica Mala
Gość
Chica Mala

Trudno znów się z Tobą nie zgodzić. Oczywiście można robić jakieś plany i do nich dążyć, ale efekt końcowy i tak zależy od wielu czynników, których przewidzieć nie jesteśmy w stanie w 100%.

asdf
Gość
asdf

Abraham Lincoln to słaby przykład – członek loży masońskiej

Volant
Gość
Volant

I co z tego? Sam chętnie byłbym masonem, ale wciąż czekam na zaproszenie :)

Tomatoł
Gość
Tomatoł

Trzeba wykazać trochę aktywności i wpisać w google „Jak zostać masonem” albo „Chcę zostać masonem” a nie czekać z założonymi rękami, samo nic nie przyjdze :D

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

A masz juz kielnie i cyrkiel? :)

Volant
Gość
Volant

Gdzieś znajdę :D

Łukasz
Gość
Łukasz

Z tym to nie idź, bo to ma być węgielnica :D
Zaproszenie na fejsie?

m.
Gość
m.

Myślę że ludzie nie podejmuja działania ponieważ po 1: nie są świadomi tego, że wzloty i upadki w drodze do sukcesu to norma i każdy, kto odniósł sukces poniósł wiele porażek i podjął wiele złych decyzji. Po 2: chcą bardzo szybko widzieć efekty, nie myślą dlugoterniniwo, a jedynie „co mi się w danej chwili opłaca”, a jest to bardzo zgubne myślenie. Poza tym nasz system edukacji jest przestarzały i młodzi ludzie zwykle nie rozumieją jeszcze tego, że tytuł mgr to nie droga do finansowej niezalezności (jeśli odnieść się tutaj do sukcesu finansowego).

ka
Gość
ka

„moje życie przypominało kiedyś grę w zaczarowane posągi, w którą bawiliśmy się jako dzieci. złapany musiał zastygnąć w pozycji, w jakiej dał się schwytać. zawsze, gdy coś się stało, zamierałam w bezruchu jak posąg, przerażona, że pójdę w złym kierunku albo podejmę niewłaściwą decyzję. problem polega na tym, że gdy zbyt długo stoisz w miejscu, to właśnie jest twoja decyzja.”

Volant
Gość
Volant

Chętnie, ale mam podejrzenie, że w Golfie ten skrót rozwija się inaczej: https://pl.wikipedia.org/wiki/Grand_tourer :)

Renata
Gość
Renata

Bardzo dobry wpis. Treściwy, zawiesisty, że tak powiem:-) Od jakiegoś czasu „przerabiam” w sobie takie podejście do życia, uczę się go i jest to niestety raczej żmudny proces. Jest świetne zdanie, które po raz pierwszy uświadomiło mi tę prawdę – w tłumaczeniu z sanskrytu brzmi : „Moje czyny są szczęśliwie wolne od przywiązania do wyniku”. Wiem, że ważna jest intencja, a nie oczekiwanie konkretnego efektu, podejmowanie działań, których wykonywanie sprawia przyjemność, satysfakcję, rozwija, jest pasją. Przy których traci się poczucie upływającego czasu.
Przeszkodą w realizacji działań jest właśnie to przywiązanie – do ludzi, stylu życia, określonych emocji, wyobrażeń co do swojej osoby i rodzaju sukcesu, jaki chciałabym odnieść. Nie chcę uogólniać ale przywiązanie chyba zawsze wynika ze strachu przed stratą tego wszystkiego, a może raczej tej iluzji . Potrzeba odrobiny świadomości, żeby zrozumieć czym jest, co daje, a co odbiera przywiązanie. A to już wyższa szkoła jazdy. Komuś, kto to zrozumie i wyzbędzie się tego sztywnego przywiązania pozostają już tylko czyste, nieograniczone możliwości (ale bez żadnych gwarancji). Także bez kurczowego trzymania się ludzi i miejsc, bez zazdrości, kontrolowania, manipulowania. I chyba o to chodzi w życiu.

piotrosc .
Gość
piotrosc .

Bardzo ładnie ujęłaś zagadnienie przywiązania. Tylko problem wg. mnie jest tu fakt, iż człowiek jest biologicznie tak skonstruowany, że zawsze odruchowo szuka punktów zaczepienie które już mu są znane i z którymi wiąże pojęcie bezpieczeństwa. Nasz mózg dużo szybciej odbiera i od razu wyżej pozycjonuje to co już zna. I chyba właśnie dlatego tak trudno jest działać mając w głowie ‚czystą kartkę’. Co nie znaczy, że nie przyznaję Ci racji, iż dużo lepszym podejściem jest funkcjonowanie bez uprzedzeń i przywiązań do czegokolwiek. Po prostu jest to odrobinę wbrew naszej naturze… Pozdrawiam!

Renata
Gość
Renata

Na pewno masz rację, no ale można też powiedzieć, że z natury człowiek jest raczej leniwy i skłonny doświadczać wyłącznie przyjemności :-) Nie przeszkadza to jednak niektórym z ludzi przebiegać maratony, zdobywać ośmiotysięczniki, czy chociażby chodzić trzy razy w tygodniu do siłowni, czytać książki, podróżować czy podejmować inne długoterminowe zobowiązania, których efekty nie od razu są odczuwane. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby dążyć do ideałów ;-) Na pewno dobrze jest być wytrwałym, ale cecha ta nie jest wyłącznie jednoznacznie dobra. W momencie kiedy podejmuję się, jakiegoś zadania wytrwałość z pewnością mi pomoże, ale co w momencie kiedy to, czego się podjęłam zacznie przerastać moje możliwości, albo stanie się bezcelowe. Wytrwałość każe mi dalej w to brnąć? Warto wiedzieć kiedy się wycofać. I o to właśnie mi chodziło, kiedy pisałam o świadomości, czym jest przywiązanie i co mną kieruje. Może właśnie świadomość jest kluczem do dobrego życia? Nie wiem…Rzadko wyrażam swoje opinie na forach internetowych, ponieważ za każdym razem wydaje mi się, że to co piszę jest płaskie i dosyć banalne. Nie jestem w stanie opisać złożoności pewnych zjawisk, zależności, życia ogólnie. Również to, w jaki sposób opisałam wcześniej przywiązanie jest wg mnie dosyć czarno – białe. Z jednej strony kurczowe trzymanie się czegoś lub kogoś wszelkimi możliwymi sposobami, z drugiej nieograniczone możliwości. No cóż… Większość jest gdzieś pomiędzy. Ja oczywiście też. Wiem, że powinnam zakończyć ważną dla mnie relację, ale wytrwałość i właśnie przywiązanie do tego, co jeszcze zyskuję trzyma mnie w niej… (źle to brzmi, ale tak jest). To tylko jeden z przykładów.
Ps. Wspomniałeś o „czystej kartce” w głowie. Nie sądzę, że jest to do osiągnięcia. Zresztą nawet nie wiem po co? Doświadczanie w pełni tego, co się przeżywa i wzbogacanie w ten sposób swojego życia jest chyba lepszym rozwiązaniem :-) W głowie pozostaje wówczas coś ciekawszego i znacznie barwniejszego niż biała kartka:-) Pozdrawiam.

Iza Wójtowicz
Gość
Iza Wójtowicz

fajny tekst, otwiera oczy! brawo!

Kari Na
Gość
Kari Na

Działam działam oby z tego tez te sześciocyfrowe zarobki wyszły… :)

trackback
Co słychać? Marzec 2016 – Przepis na szczęście

[…] U Volanta: Tego co najważniejsze nie da się zaplanować. […]

Adrian
Gość
Adrian

Cenię to, że nikogo nie obwiniasz za swoje niewykorzystane szanse, bo tak naprawdę: ciężko kogokolwiek. A życie i tak się toczy.

Dzięki za wpis. Miałem roczną przerwę w czytaniu bloga, ale wrócę tu częściej po garść inspiracji.

olgx
Gość
olgx

ogólnie to mam alergie na wszelkich życiowych motywatorów, ale Ciebie czasem czytam bo mądrze piszesz. dopóki nie chcesz wypaść (niepotrzebnie) jeszcze lepiej i inteligentniej i piszesz o rzeczach o których najwyraźniej nie masz dostatecznego pojęcia jak np narząd lemieszowo-nosowy. tak jak powiedziałam, fajny z Ciebie gość, ale nie lubię szerzenia jakiejkolwiek pseudonauki, stąd komentarz. pozdrawiam!

Volant
Gość
Volant

Jestem przekonany, że masz rację, ale wyjaśnisz mi dlaczego się mylę?

Wiem, że wikipedia jest miękkim argumentem i są w niej błędy, ale: https://pl.wikipedia.org/wiki/Narz%C4%85d_Jacobsona

Katarzyna Mielcarek
Gość
Katarzyna Mielcarek

Potrzebowałam takiego tekstu. Dziękuję.

Volant
Gość
Volant

Owszem, zgodzę się, że wzrok pełni dominującą rolę, ale węch także nie pozostaje bez znaczenia. O ile nie stwierdzono w wiarygodnych badaniach skuteczności feromonów to nie dotyczy to indywidualnie wydzielanych zapachów (także związanych z poziomem testosteronu czy cyklem miesiączkowym). Być może ma to drugorzędne, trzeciorzędne czy nawet całkowicie nieuświadomione znaczenie, ale to znaczenie ma.

Ze swojej strony podrzucam wywiad z profesorem Bogusławem Pawłowskim: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,20629685,na-co-zwracamy-uwage-przy-wyborze-partnera-liczy-sie-jego-zapach.html