Czy mężczyźni naprawdę nie lubią związków?

Czy mężczyźni naprawdę nie lubią związków?

Znam kobiety przekonane o tym, że mężczyźni to banda Piotrusiów Panów usiłujących wymigać się od trzech Z: Zależności, Zobowiązań i Związków.

Rozglądając się po polskich ulicach, które leniwie przemierzają faceci z nosami skierowanymi w stronę smartfonów, którzy nie mają odwagi, żeby w sobotni wieczór zatańczyć z dziewczyną, ani przyzwoitości, żeby cztery miesiące później zerwać z nią twarzą w twarz, nie jest to taki bezpodstawny wniosek.

Tylko że sam jestem facetem i jeśli czegoś się nauczyłem to tego, że mężczyźni wcale nie lubią życia singli tak bardzo, jak usiłują to wmówić społeczeństwu filmy klasy B. Bycie beztroskim kawalerem budzącym się wśród kartonów po pizzy i z panteonem gwiazd porno jest ok, ale daleko tej egzystencji do ideału.

Osobiście nie znam ani jednego faceta, który nie zamieniłby tych opakowań na wspólny obiad, a znajomości tabunu wirtualnych aktorek porno na znajomość z jedną dziewczyną, która ma ładne, opalone nogi, szczery uśmiech i umiejętność odgarniania włosów w sposób, który rozczula. Każdy z nich w końcu dochodzi do tego samego wniosku co Charles Bukowski: „Facet potrzebuje wielu kobiet tylko wtedy, kiedy żadna z nich nie jest nic warta.”

Problem polega na tym, że mężczyźni nie są szczęśliwi sami, ale zwykle nie są też szczęśliwi w związkach. Chciałoby się powiedzieć, że na tym polega życie – na potrzebowaniu czegoś, czego aktualnie się nie ma, prawda?

Tak, to prawda, ale prawdą jest też to, że mężczyźni chcą związków i lubią związki. Nie lubią tylko tego, z czym się one dla nich wiążą, a wynika to z tego, że…

Mężczyźni różnią się od kobiet.

Żyjemy w takich czasach, że powszechnie zaczyna się uważać, że płeć jest czymś zewnętrznym – nie determinuje i nie wpływa na nasze wybory, postawy i priorytety. Traktujemy ją tylko jak element wyglądu. W końcu zapominamy, że mężczyzna zawsze będzie mężczyzną nawet jeśli będzie pracować jako pielęgniarz i założy rurki, a kobieta będzie kobietą mimo znajomości trzech języków i pracowaniu jako CEO dużej firmy.

XXI wiek, obecność w debacie publicznej problematyki zmiany płci i dyskusja na temat miejsca obu płci w życiu społecznej nie sprawił, że przestaliśmy się różnić. Doprowadził tylko do tego, że przestaliśmy o tym mówić.

To dlatego mężczyźni nie powiedzą, że wcale nie kręci ich szuranie palcem po ekranie smartfona zamiast po twoim ciele. Nie powiedzą, że czują się mniej wartościowi dlatego, że radzą sobie gorzej finansowo. Nie przyznają się, że zazdroszczą innym sukcesów. Nie powiedzą ci, że kiedy mówisz o swoim idealnym związku to oni przytakują tylko dlatego, żeby dostać się do twoich majtek. Nie powiedzą, że seks dla nich nic nie znaczy i potrzebują czasu, żeby uświadomić sobie, że chcą wracać tylko do tej jednej osoby, bo tylko to ma dla nich znaczenie.

To dlatego kobiety nie powiedzą, że marzą o związku i dzieciach. Na 99% stwierdzą, że mają to w dupie. Powiedzą też „Spełniam się w pracy. Nie potrzebuję sukni ślubnej do szczęścia”, ale będą ryczeć całą noc, bo ich młodsza siostra wcześniej dostała pierścionek z brylantem. Powiedzą, że jeszcze nie chcą mieć dzieci, ale będą przybite, kiedy spotkają rozpromienioną koleżankę gładzącą się wymownie po brzuchu. Powiedzą, że dla nich to nie jest związek tylko sam seks, ale ich organizm nie rozróżnia słów i po tym niezobowiązującym seksie wydziela oksytocynę, która sprawia, że się przywiązują. Powiedzą, że nie Dzień Kobiet to przeżytek, ale będą czuły się pominięte, nieważne, niedocenione i zranione jeśli zapomnisz o kwiatach.

Różni nas też to, co najważniejsze – to, jak podchodzimy do związków. Chcemy ich tak samo mocno, ale chcemy realizować się w nich inaczej.

Kobiety wchodząc w związek mają nadzieję, że ich życie będzie teraz lepsze. Mężczyźni modlą się o to, żeby nie było gorsze.

Dla kobiet związek to (nieważne czy słusznie, czy nie) symbol spełnienia, wpasowania się w rolę społeczną i okres możliwości. Wreszcie możesz wić gniazdko, urządzać pokój dziecięcy i budować długotrwałą relację.

Bycie z kimś to sukces i dlatego kobiecie w dobrym związku gratuluje się szczęśliwej rodziny i udanego życia. Mężczyźnie, który jest w związku nikt nie gratuluje. Nie przybija mu się piątek. W najlepszym wypadku milczy. Wiesz dlaczego? Bo podstawowa różnica pomiędzy naszymi płciami polega na tym, że kobiety realizują się wewnątrz – dbając o to, co mają i budując długotrwałe relacje. Mężczyźni realizują się na zewnątrz – zdobywając to, czego nie mają, wychodząc i szukając swojego mitycznego mamuta, którego przecież nie znajdą wewnątrz.

Kobiety zostały biologicznie zaprogramowane do budowania poczucia szczęścia na podstawie jakości swoich związków z innymi ludźmi. Mężczyźni są zaprogramowani do budowania swojego poczucia na podstawie swoich osiągnięć, a zwłaszcza przyszłych osiągnięć. To dlatego w ich życiu priorytetem jest słowo „możliwości”. Z nostalgią wspominają bycie singlem nie dlatego, że mieli cudowne życie, bo uwierz – nie mieli. Wspominają je dlatego, że mieli wtedy możliwości. Możliwość robienia cokolwiek zechcą, możliwość realizowania fantazji seksualnych, realizowania się w dowolny, wybrany przez siebie sposób. Możliwe, że nigdy nie zrobiliby żadnej z tych rzeczy, ale liczy się dla nich świadomość, że MOGĄ.

W symptomatyczny sposób przekłada się na sposób w jaki kobiety i mężczyźni postrzegają związek. Kobieta spotykając się z kimś myśli: „Ok, teraz budujemy razem nasze nowe, wspólne życie”. Dla mężczyzn związek to tylko: „Moje życie jak do tej pory + wycinek czasu dla niej”. Jeśli bliżej przyjrzysz się tym dwóm podejściom to zauważysz, że pomiędzy nimi leży stos dynamitu z zapalonym lontem.

Kobiety czują się szczęśliwe spędzając czas z mężczyzną i mają pewność, że są dla faceta absolutnym numerem 1, bo nawet nie ma numeru 2. On czuje się szczęśliwy, kiedy jest wolny i wie, że zawsze może wrócić do osoby, która go kocha.

Wniosek? Kiedy kobieta jest najszczęśliwsza, mężczyzna osiąga szczyt swojego nieszczęścia, bo nie może się realizować. Kiedy facet jest najszczęśliwszy kobieta czuje się zbędna, niedoceniana, mniej ważna, niż jego praca, samochód i przyjaciel z liceum.

To dlatego tak często związki przypominają walkę ludzi próbujących wyrwać od siebie nawzajem strzępki uczuć, których nie dostają. Żeby zyskać wspólny czas kobiety często idą na wojnę z celami zawodowymi i pasjami faceta. Są przekonane, że go nie ograniczają, ale nie przeszkadza im to w pisaniu w regularnych odstępach czasu sms-ów o treści: „Dlaczego się nie odzywasz, misiaczku”, a wieczorem pytać: „Co robiłeś cały dzień?”. Myślą, że najlepiej pokazują miłość dbając o to, żeby facet był w dobrej formie, ale oni odbierają to, jak życie z matką, która na siłę zakłada im czapkę na głowę.

Mężczyźni postrzegają to wszystko jak symbol tego, że skończyło się ich życie, cele i możliwości, a zaczęło wyłącznie wspólne życie. Widzą zatrzaskujące się za nimi drzwiczki z napisem: „Już tego nie przeżyjesz”, więc w ostatniej chwili się wycofują. Jeśli po takiej relacji zapytasz faceta jak ocenia ten związek to powie:

„Kochałem ją. Chciałem z nią być, ale po prostu nam się nie układało. Chciała mnie zmieniać. Nie akceptowała mnie. Cały czas czułem potrzebę tłumaczenia się jej, jakbym znów był ośmiolatkiem. W końcu nadszedł dzień kiedy uświadomiłem sobie, że już nic nowego mnie nie czeka. Tylko jeden dzień powtórzony w nieskończoność. Nawet jeśli byłby to najlepszy dzień mojego życia to po setnym razie oznacza on jedno – nudę. Chciałem z nią być, ale zrozumiałem, że w tym związku jest tylko miejsce dla „nas”, a nie ma go dla mnie.”

Jest taki mit, że miłość jest jedna i każdemu okazuje się ją tak samo.

To nieprawda. Każdej osobie trzeba okazywać miłość inaczej i trzeba się nauczyć jak okazywać ją osobie, z którą teraz jesteś. Nikogo się tego nie uczy, więc kobiety są przekonane, że dają z siebie wszystko. I to jest prawda – problem polega na tym, że mężczyźni oczekują czegoś zupełnie innego. Dajesz im wszystko, ale czują się tak, jakby byli rybami, a ty oddałabyś im całą czekoladę jaką masz. Wiesz co w tym nie działa? To, że oni nie potrzebują czekolady, więc kiedy ją dostają, czują się tak, jakbyś miała w dupie ich potrzeby.

Mężczyźni chcą, żeby miłość okazywać im inaczej. Nie chcą żebyś ich zmieniała, bo całe życie poświęcili, żeby stać się właśnie tacy, jacy są. To czego potrzebują to wiedzieć, że w życiu może ich spotkać coś bardziej ekscytującego, niż upomnienie: „Załóż czapkę, bo się przeziębisz”. Muszą mieć po co wstawać z łóżka. Muszą wiedzieć, że żaden z ich planów na przyszłość nie został anulowany, bo mogą je zrealizować tylko że lepiej, bo mając ciebie u boku.

Facet potrzebuje sprawdzania się w nowych sytuacjach, bo dzięki temu wie kim jest. Jego pomysły mogą się tobie wydawać nierozsądne i niemożliwe do zrealizowania, ale to czego nie wiesz, to że on stawia znak równości między tymi planami, a tym kim jest. Wykreślając jego marzenia, wykreślasz jego ze swojego życia. 

Dopiero dając mu ten rodzaj miłości, zauważysz, że sami zaczną dawać ci to, o co zawsze tobie chodziło: czas, zrozumienie, chęć zaangażowania się, włączanie ciebie w swoje plany i kolekcjonowanie wspólnych jasnych wspomnień. Przestaną reagować wysypką na myśl o pierścionku zaręczynowym, bo będą czuć, że życie z tobą obok siebie nie zaczęło być ani trochę mniej porywające.

Problem polega na tym, że kiedy kobiety uświadomią sobie, że tylko wtedy on będzie szczęśliwy, jednocześnie dociera do nich, że nie są mu w stanie tego dać. Dociera do nich, że w niego nie wierzą, nie ufają mu i uważają wszystkie jego plany za nic niewarte mrzonki. Zauważają, że są z kimś, komu nie są w stanie kibicować.

Tylko że to nie jest argument za tym, że ten rodzaj okazywania uczuć jest zły. To tylko znak, że próbujesz zatrzymać przy sobie kogoś, czyje miejsce jest gdzieś indziej.

Print Friendly, PDF & Email

79
Dodaj komentarz

avatar
100000
35 Comment threads
44 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
39 Comment authors
OlaS.ana.Marzenna JolantaRadek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Z jednej strony Bukowski, a z drugiej przeświadczenie, ze jeśli ma to być jedna jedyna kobieta – to musi być na tyle wyjątkowa, żeby zrezygnować ze wszystkich innych.

Agat Wó
Gość
Agat Wó

O BOŻE. Tak bardzo prawda:) świetny tekst. nie chwaląc się, wiedziałam o tym i żyłam dawno… szczęściarz z mojego ;)

MarcinNiezadowolony
Gość
MarcinNiezadowolony

Jako facet trudno mi się nie zgodzić, mam 26 lat i wg wielu kobiet nadal żyje złudzeniami o wielkim biznesie, kobiety odbijają się ode mnie albo udają zainteresowanie do czasu, aż nie mogą się pogodzić, że przegrywają z czymś co jest tylko w mojej głowie. Od jakiegoś czasu mam kobietę, która mnie wspiera, jednak w jakim stopniu jest ona sobą, a w jakim tylko wyuczoną sztucznością przez takie typu poradniki jak ten wpis.
W przyrodzie obserwujemy raczej związki gdzie obie strony z czegoś rezygnują dla bycia razem i choć brzmi to fatalnie to jest to najzdrowszy związek. Kobiety wychowane pierw na filmach disneya a później komediach romantycznych i serialach, gdzie to kobieta jest źródłem sukcesu faceta a w prawdziwym życiu takie zachowania są wirtualnym biciem w potylice kijem bejsbolowym.

A wszystko przez to, że zamiast rozmawiać staramy się doczytywać w internecie/książkach dlaczego ta druga płeć tak się zachowuje, facet nie daje ci zainteresowania to zamiast spytać pójdziesz do komputera/weźmiesz smartfona i będziesz przeszukiwać, w najgorszym wypadku poradzisz się koleżanek, wszystko brzmi jak chore przygotowania do zmiany zachowania na siłę. Oczywiście jest to domena obu płci, faceci mają tendencje do przesady i uogólnień oraz podejmowania decyzji na podstawie jakiś tekstów w necie.

O ile w czasach z mamutami, takie wzięcie pod pantofel faceta było niemożliwe, bo kobiety umierałyby z głodu to teraz przez 8h mają pewność że pracuje a później to już na całego mogą otoczyć „opieką”

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Chłopie, imponuje mi Twoja ogarniętość. Nie zmarnuj się!

Bartek
Gość
Bartek

Cześć Marcin, jestem tylko trochę młodszy od Ciebie i powiem CI coś zupełnie odwrotnego.
Po pierwsze w przyrodzie z reguły obserwujemy układ, gdzie tylko samice „z czegoś rezygnują” tzn. samiec przychodzi, zapładnia i heja, ewentualnie troszczy się całe stado jako społeczność. Niektóre gatunki wiążą się na jeden sezon. Natomiast bardzo niewiele gatunków rzeczywiście się ze sobą wiąże i wtedy można powiedzieć, że z czegoś rezygnują. Człowiek jest tu wyjątkiem, ponieważ w toku ewolucji nasze mózgi bardzo urosły. Jednak ze względu na to, że zbyt duży mózg nie da rady się przecisnąć w trakcie porodu, nasze dzieciństwo(rozwój mózgu) trwa najdłużej ze wszystkich ssaków. Wiąże się to z koniecznością zwiększonej opieki. Stąd potrzebne zaangażowanie samca i… miłość partnerów.
Po drugie odnosząc się do stwierdzenia „takie poradniki jak ten wpis”. Tu nie zgadzam się jeszcze bardziej. Otóż takie poradniki pozwalają lepiej zrozumieć przyczyny naszych zachowań. Życie na Ziemi ewoluowało przez miliardy lat (3-4), tymczasem język, kultura, cywilizacja przez kilka tysięcy lat. Ta „ludzka” część mózgu jest stosunkowo nowa. Min. dla tego mamy skłonność do kierowania się emocjami (bo ten obszar mózgu jest starszy niż ten odpowiedzialny za logiczne myślenie). Kiedy czyta się więcej dobrych tekstów i książek zaczyna się dostrzegać pewne zachowania i schematy u przypadkowych ludzi, u swoich znajomych a także… u siebie. To nie jest tekst o tym jaki każdy jest wyjątkowy. To jest tekst o OGÓŁACH i SCHEMATACH, które mamy zapisane głęboko. Rozumienie przyczyn zachowań swoich i innych pozwala lepiej kontrolować i kształtować swoje życie.
Dlatego też uważam, że zdobycie wiedzy jest cenne i sama nawet najszczersza rozmowa może nie wystarczyć. Właśnie dlatego, że sami nie zawsze rozumiemy swoje zachowania.

Subiektywny
Gość
Subiektywny

Marcinie,

Poczekaj jeszcze kilka lat. Wówczas to Ty zaczniesz rozdawać karty, a rówieśniczki które aktualnie ‚odbijają się od Ciebie’ – zaczną się zachowywać niczym opiłki żelaza przy magnesie.
Wspomnisz moje słowa za jakieś 5 czy 6 lat, serio :)

MarcinNiezadowolony
Gość
MarcinNiezadowolony

Jako facet trudno mi się nie zgodzić, mam 26 lat i wg wielu kobiet nadal żyje złudzeniami o wielkim biznesie, kobiety odbijają się ode mnie albo udają zainteresowanie do czasu, aż nie mogą się pogodzić, że przegrywają z czymś co jest tylko w mojej głowie. Od jakiegoś czasu mam kobietę, która mnie wspiera, jednak w jakim stopniu jest ona sobą, a w jakim tylko wyuczoną sztucznością przez takie typu poradniki jak ten wpis.
W przyrodzie obserwujemy raczej związki gdzie obie strony z czegoś rezygnują dla bycia razem i choć brzmi to fatalnie to jest to najzdrowszy związek. Kobiety wychowane pierw na filmach disneya a później komediach romantycznych i serialach, gdzie to kobieta jest źródłem sukcesu faceta a w prawdziwym życiu takie zachowania są wirtualnym biciem w potylice kijem bejsbolowym.

A wszystko przez to, że zamiast rozmawiać staramy się doczytywać w internecie/książkach dlaczego ta druga płeć tak się zachowuje, facet nie daje ci zainteresowania to zamiast spytać pójdziesz do komputera/weźmiesz smartfona i będziesz przeszukiwać, w najgorszym wypadku poradzisz się koleżanek, wszystko brzmi jak chore przygotowania do zmiany zachowania na siłę. Oczywiście jest to domena obu płci, faceci mają tendencje do przesady i uogólnień oraz podejmowania decyzji na podstawie jakiś tekstów w necie.

O ile w czasach z mamutami, takie wzięcie pod pantofel faceta było niemożliwe, bo kobiety umierałyby z głodu to teraz przez 8h mają pewność że pracuje a później to już na całego mogą otoczyć „opieką”

vinga
Gość
vinga

to wszyscy tacy jesteście? myślałam, że tylko mój:) nauczyłam się tego o czym piszesz, dostosowałam. milczę kiedy chce milczeć i słucham kiedy gada. przestrzeni ma ogrom i mnie z boku. jest zadowolony. i dotarliśmy do miejsca, w którym „włączył mnie w swoje plany”

Misza
Gość
Misza

Mój chłopak ostatnio mi powiedział „uwielbiam jak siedzisz na laptopie i pracujesz, a ja siedzę na moim, dzwonię i też pracuje, co chwilę stykamy się stopami, a ten kto idzie do kuchni pyta czy druga osoba chce herbatę.” Tu chodzi o ograniczanie a z drugiej strony o motywowanie się. Nie będę sprzedawać hasła: mam w dupie ślub, mam w dupie dzieci, bo i tak wszyscy uznają to za prowokację, czy to prawda czy nie. Ale jedno muszę powiedzieć, jeśli kobieta ma pasję i się w czymś spełnia, to zaczyna przypominać Twojego „tekstowego mężczyznę”. I wtedy płeć naprawdę nie ma jakiegoś znaczenia, bo KAŻDY chce się czuć istotny, chce czuć że robi coś ważnego i nienawidzi, kiedy ta druga osoba go ogranicza.Tu chodzi o to żeby umieć zająć się swoimi sprawami będąc obok siebie i może właśnie z tym ma dużo kobiet problem.
Czasem chcemy tych samych rzeczy, ale panicznie boimy się odrzucenia i większość konfliktów właśnie z tego wynika.
Mam taki problem – zawsze jak czytam Twoje teksty, robię to rzadko, ale najczęściej wtedy nadrabiam kilka. Zawsze na początku się zgadzam, a później zaczynam się irytować, bo po raz kolejny i kolejny czuje się wrzucana do jakiegoś worka z napisem „kobiety takie są”, na końcu i tak lubię tu wracać, ale już tak długo i nieskutecznie walczymy z stereotypami wszędzie, że takie stwierdzenia zawsze gdzieś tam pod skórą irytuj.

Judyta
Gość
Judyta

Zgadzam się z Tobą, że jeśli kobieta ma swoje pasje nie ma mowy o widzenia na faceci przez to staje się też ciekawsza. Też mam swoje pasje i nie lubię gdy ktoś mnie ogranicza, uciekła bym wtedy gdzie pieprz rośnie, więc doskonale rozumiem tych facetów

Laura
Gość
Laura

Popieram. Od siebie dodam tylko, że związek (nieistotne z jakich płci stworzony) składa się z trzech elementów: „ja”, „Ty” i „my”. O tym często ludzie zapominają i stąd też chyba te pieprzone stereotypy i worki.

Tu Od Teraz
Gość
Tu Od Teraz

Odnoszę dziwne wrażenie, czytając Cię już od pewnego czasu, że spotkałeś na swojej drodze tylko jeden typ kobiet, który opisujesz w swoich postach. Te, który niby nie marzą o niczym innym jak o ślubie, dzieciach, tym przysłowiowym gniazdku rodzinnym, te, które jak spotkają faceta to łapią go za przyrodzenie i ciągną do ołtarza krzycząc: „Mój ci on!”; które nie mają swoich pasji, marzeń, planów – które znikają gdy w ich życiu pojawi się facet i na nim wieszają swoje życie jak wiesza się na szyi kuchenny fartuch.. Nie kwestionuję prawdy, że ten typ kobiet istnieje, może nawet w większości – ale proszę – nie wkładaj wszystkich KOBIET do jednego worka. Bo to jak pisać że faceci to dupki, że tylko seks im w głowie i że wierność to dla nich obce słowo.. Nie jest w mojej kwestii Ci „dopieprzyć”, bo to w końcu Twój wpis i widocznie tak go chciałeś przekazać – ale naprawdę, są na tym świecie jeszcze kobiety, które potrafią kochać w przestrzeni wolności. A jeśli takich nie znajdujecie to możliwe, że bycie w związku, ślub i dzieci nie są dla nich priorytetem a ich osobiste życie..

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Podejrzewam, że to dlatego, iż najczęściej taki typ kobiet wypisuje do Volanta płaczliwe maile. Tu po raz kolejny napiszę – współczuję Ci, chłopie. Sądzę też, że pisze też i o tych mądrych i szczęśliwych, tylko wywraca trochę kota ogonem, żeby było więcej suspensu, przy okazji licząc na inteligencję i poczucie humoru czytających płci obojga :).

aga
Gość
aga

Jestem kobietą, nie pasuje do mnie ten opis. Bardziej identyfikuję się z opisem mężczyzny w tym tekście… Pora na związek gdzie będzie miejsce dla mnie i moich marzeń ;)

Es_wu
Gość
Es_wu

hm… bardzo, bardzo, bardzo dużo uogólnień.
Mam dużo zainteresowań, kiedy byłam – powiedzmy sobie – „singielką” świetnie organizowałam sobie czas. W związkach zawsze szukałam swojej przestrzeni i dawałam taką przestrzeń moim partnerom. Spotkałam się z różnym odbiorem takiej postawy od kompletnie roszczeniowej postawy typu „chce mieć jeszcze więcej czasu a Ty(tzn. ja) jesteś na 5899 miejscu w moim życiu, przez chce spędzić każdą sekundę życia z Tobą a jak nie to się obrażę na Ciebie, w końcu z normalnością gdzie staramy się rozumieć swoje potrzeby i całkiem nieźle nam to wychodzi.
Moim zadaniem tekst słaby, tendencyjny, taki odgrzewany kotlet w kwestii związki/uczucia. Czytając czułam się jakbym została przekierowana na poradnik portalu randkowego. Kurcze, lubię Twoje tekst, czytam każdy ale ten mi jakoś nie przypadł do gustu.

Karolina Rebzda
Gość
Karolina Rebzda

Przykro mi to mówić, ale według mnie najsłabszy Twój tekst. Ja z niego zrozumiałam, że kobieta realizuje się tylko wtedy, gdy ma przy sobie faceta i może mu się bez reszty oddać. Serio? Volant jak tak postrzgasz kobiety to jest to niezmiernie smutne – to jak Ty żyjesz w związku?

To już kobiety nie mają innych planów? Jasne, że fajnie by było zostać kiedyś matką, czy założyć suknie ślubną i budzić się koło wspaniałego mężczyzny przez resztę życia. Jednak zostać tylko matką, albo żoną i gotować obiadki brzmi dla mnie jak najgorsza wersja piekła. Chyba patrzyłabym na niego i na te biegające dzieci do końca swych dni i wiedziała, że nie zrealizowałam swoich planów i marzeń – czyli gorzej być nie mogło.

I teraz mam dla Ciebie niespodziankę: tak – dziewczyny też mają plany, ambicje i pasje.

Volant może otaczasz się wśród super facetów i pewnie spotykałeś się z wieloma nijakimi dziewczynami, których hobby jest malowanie paznoki i pewnie stąd te wnioski. Jednak ja znam całą masę fantastycznych, zaradnych i ambitnych dziewczyn, które chciałyby, żeby je jakiś mężczyzna wspierał w swoich działaniach. Jednak – i tu kolejna niespodzianka dla Ciebie – wiele facetów woli po pracy wypić piwo, oglądać mecz i niech najlepiej schabowy już na stole czeka , żeby się nie wysilać.

Strasznie ogólnikujesz, bo tą realację, którą tu przedstawiłeś równie dobrze można pokazać w drugą stronę – faceta, który chce mieć już spokój i dziewczyna, która czuje, że całe życie przed nią.

Może i ja jestem dziwna (i może przez to nie mogę znaleźć odpowiedniego mężczyny), ale większość mężczyzn, którą znam woli nie wychylać się poza granicę ciepłego domku, a na myśl, że można chcieć więcej niż 3,5 tys na rękę i wakacje nad polskim morzem raz w roku są przerażeni. Szukają oni normalnej, prostej dziewczyny ze stabilną pracą i wiją gniazdko szarej codzienności.

Według mnie po prostu może źle się ludzie dobrali? Jestem przekonana, że istnieje masa fantastycznych kobiet, które wspirają swojego mężczynę na każdym kroku i na odwrót.

Życie Volant nie jest czarno – białe, a u ciebie tak wygląda. Za bardzo ogólnikujesz.

Subiektywny
Gość
Subiektywny

O! Cieszę się, że padło mityczne ‚wsparcie od kobiety dla mężczyzny’.
Jakoś tak życie uczy, że ‚wsparcie od kobiety’ zaczyna i kończy się najczęściej na werbalnych deklaracjach bez pokrycia – za to w drugą stronę kobiety oczekują od mężczyzny wsparcia stricte czynnego – załatw, zawieź, przywieź, zrób, napraw, przytul, zrozum nawet gdy zachowuję się nielogicznie, opłać etc etc.

Ale cóż, taka rola mężczyzny w ‚związku’ okiem kobiety. Taki domowo-przyboczno-podręczny Jan-Lokaj-Multitool od wszystkiego. Jak to ładnie ktoś napisał – kobiety opanowały do perfekcji sztukę orania swojego pola popędem mężczyzny. Chomąto na kark i nich orze :) W końcu związek to związek, nie ma obijania się :)

Mallib
Gość
Mallib

Jak zawsze w komentarzach same idealne kobiety, tylko czemu tak dużo związków się rozpada? Radzę jeszcze raz na spokojnie przeczytać tekst. Nie można od tak sobie wyplenić z siebie kobiety czy mężczyzny. To w nas siedzi, nawet jeśli jesteśmy kobieta karierowiczka czy facetem z piwem przed tv, pierwsza osoba podświadomie chce stwożyć idealne gniazdko, a druga chce mieć możliwości – moga o tym nie mówić, moga tego nie widzieć, ale beda czuć, ze cos jest nie tak. Ciężko jest ocenić obiektywnie swoje zachowania, czasem może nam się wydawać ze zachowujemy się ok, a dla osób z boku wygląda to inaczej.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Nie dosc, ze idealne to jeszcze ultra ambitne.
Niestety jakos rzeczywistosc nie odzwierciedla tego faktu. Zgadzam sie calkowicie z ich brakiem obiektywnhosci.

Pionierka
Gość
Pionierka

Przesądzać o całej populacji na podstawie czytelników konkretnego bloga to jak przesądzać o populacji na podstawie słuchaczy filharmonii. I być przekonanym, że na pewno ściemniają, że lubią taką muzykę, bo jakoś na co dzień melomanów się nie spotyka.

Subiektywny
Gość
Subiektywny

A ja Was panowie zaskoczę.
One naprawdę wierzą w to, że są idealne, ambitne, wyjątkowe inne niż wszystkie (w to to wierzy święcie każda!) i … wstawcie co tam sobie chcecie pozytywnego. Naprawdę w to wierzą, to taki specyficzny ‚apple ficzer’ który mają zainstalowane w głowach. Nawet jak złapiecie za rękę dziewczynę, która was 5 minut wcześniej zdradziła to dostaniecie piękne wytłumaczenie, że ona jest niewinna w wszystkiemu co zaszło przed chwilą jesteście winni wy, okoliczności, ponownie wy i znowu okoliczności. Ale ona? Absolutnie :)
Fantastyczny ficzer, powinni to opatentować.

entropysphere
Gość
entropysphere

To nic zaskakującego :)
Do tego dochodzi oczekiwaniebycia traktowaną wlasnie w ten należący sie wyjatkowej kobiecie sposób.
Co do zdrady, kobiety rzeczywiście nie wiedzą dlaczego to robią – i są w tym kompletnie szczere. Następnego dnia rano czuja sie często z tym podle i same sobie nie potrafia odpowiedzieć dlaczego, często winy nie moga zwalić nawet wypite wino.
Dlatego podrywanie kobiet jest takie fascynujące, bo polega równoległym prowadzeniu jej częsci logicznej i emocjonalnej w kompletnie przeciwnych kierunkach.

Pionierka
Gość
Pionierka

Ludzie są różni. Co to by miało znaczyć, że jestem „jak wszystkie”? Jestem kopią mojej matki, sąsiadki z parteru, pani Zosi z warzywniaka, mojej przyjaciółki, kuzynki, koleżanki zza biurka obok, pogodynki z tv i żulicy, która rano stoi z winiaczem pod sklepem? Nie ma żadnych „wszystkich”, od biedy można podzielić na jakieś grupy, klasy społeczne, ale to mocne uogólnienie będzie.

Subiektywny
Gość
Subiektywny

Być może obruszysz się za to co teraz napiszę – ale wiedz, że nie mam zamiaru Cię w żaden sposób obrażać. Pod względem schematów zachowań – tak, jesteś identyczna choć nawet nie zdajesz sobie z tego do końca sprawy. Drobne różnice wynikają jedynie z indywidualnych kwestii ulegania im lub nie, lepszego lub gorszego maskowania itd. Obie płcie są dość schematyczne i przewidywalne w zachowaniach. Przy czym tylko tylko ta ładniejsza ma powszechnie występującą tendencję do podkreślania, że ‚ona taka nie jest – bo jest inna, wyjątkowa, niezależna i takie tam’.

Pionierka
Gość
Pionierka

Gdyby było tak jak piszesz, nie istniałby zawód profilera ;) A służby specjalne szykujące się do werbunku nie prowadziłyby długiego rozpracowywania obiektu, tylko stosowały dwa scenariusze: kobieta i mężczyzna.
Płeć ma rzecz jasna pewien wpływ na zachowanie. Ale człowiek to nie tylko płeć. Człowiek to: płeć (przy czym niewiele jest typów „czystych” męskich lub kobiecych, zwykle człowiek łączy cechy przypisywane każdej z płci) + osobowość + wychowanie + doświadczenia życiowe + klasa społeczna + inne czynniki. Nie jestem taka sama i nie będę zachowywać się tak samo, jak – powiedzmy – ofiara gwałtów wojennych z Afryki czy kobieta wychowana w kulturze ortodoksyjnego judaizmu.
Gdyby o wszystkim decydowała płeć ludzie nie dobieraliby się w związki w obrębie tej samej kultury i klasy społecznej, a takie związki nadal dominują, choć nie wypada mówić o mezaliansach. To co piszę dotyczy w takim samym stopniu kobiet jak i mężczyzn.
Jestem wyjątkowa na tyle, na ile każdy człowiek jest wyjątkowy jako unikalna kombinacja wielu czynników. Choć oczywiście wiele mnie łączy z osobami o podobnym pochodzeniu, wychowaniu, doświadczeniu życiowym. Ale przypuszczam, że znacznie więcej jest podobieństw między mną i mężczyzną „z mojego kręgu” niż między mną, a bezrobotną fryzjerką z popegieerowskiej wsi.
Myślę, że przyjęcie założenia, że „obie płcie są schematyczne i przewidywalne w zachowaniach” prowadzi do bardzo niefajnych konsekwencji. Kidy kogoś poznajesz to nie poznajesz człowieka z całym jego bogactwem, tylko „po prostu kobietę” albo „po prostu mężczyznę”, więc zamykasz się na prawdę o tej osobie, bo przecież już z góry wszystko wiesz. A mnie ludzie ciągle zaskakują swoją różnorodnością

Subiektywny
Gość
Subiektywny

Pionierko,

Pozwól, że Cię zacytuję
„znacznie więcej jest podobieństw między mną i mężczyzną „z mojego kręgu”
niż między mną, a bezrobotną fryzjerką z popegieerowskiej wsi”.

Czyli mówisz, że czujesz się w swoich własnych oczach „lepsza” … :) Modelowa wypowiedź napędzana ego :)

Co do zasady – i Ty i owa fryzjerka w swoich oczekiwaniach jesteście IDENTYCZNE, o różnicach możemy mówić wyłącznie w szczegółach co do realizacji owych oczekiwań oraz środków i zewnętrznej ekspresji z nimi związanych. Rdzeń – jest identyczny.
Mnie od bezrobotnego mechanika z owej popegieerowskij wsi, co do schematów zachowań, nie różni wiele – i mam tego pełną świadomość. A to, że ów mechanik lubi sprawić sobie przyjemność pójściem na przysłowiowe ryby a ja – dajmy na to do Opery Narodowej, on by poczuć się przydatnym pomaga kolegom naprawiać starego Golfa III w garażu a ja idę na imprezę dobroczynną – to wyłącznie drobne różnice w ekspresji i środkach. Co do zasady nasze schematy zachowań i potrzeb są identyczne, różnimy się tylko zewnętrzną ekspresją ich wyrażania.

PS. Polecam zapoznać się z De Mello i Eckahrtem Tolle.

Pionierka
Gość
Pionierka

Czy czuję się lepsza? Owszem. I jestem przekonana, że znakomita większość ludzi porównuje się do innych i sytuuje wobec nich jako lepszy – gorszy – na tym samym poziomie. Tylko ja się do tego otwarcie przyznaję, choć to nie wypada w porządnym towarzystwie :) Założę się, że Ty też czujesz się lepszy od np. żula pod sklepem.
Jeżeli mówisz, że jesteśmy IDENTYCZNE w oczekiwaniach to pytanie, o jakie oczekiwania Ci chodzi. Pod pewnymi względami wszyscy ludzie mają identyczne potrzeby. Tzw. piramida potrzeb, żadna nowość. Np. potrzeba uznania, czy potrzeba rozrywki, które – jak napisałeś – różnie się realizują. Ale to są potrzeby ludzkie a nie płciowe. To jest ten rdzeń.
Ale poza tymi bazowymi potrzebami zaczynają się różnice. Np. potrzeba rozwoju, kształcenia się itp. to już są potrzeby ściśle związane z kulturą i wychowaniem.

Pola
Gość
Pola

Lubie Twoje teksy. Zawsze bardzo trafne, jednak coraz zauwazam ze czesto mozna by bylo w nich zamienic rolami kobiete z mezczyzna … Kobiety potrafia zyc marzeniami i pragniemiem samorealizacji .. coraz czesciej ten Twoj przykladowy pierscionek to nas przyprawia o wysypke. Priorytety sie zmieniaja, i tez najbardziej potrzeba nam mezczyzny ktory bedzie motywacja, cudownym dodatkiem do zycia a nie zyciem samym w sobie … Duzo tez facetow bez kompletnie zadnych aspiracji zyciowych, nie pasujacych ani troche do Twojej wizji… Napiszesz mi ze od takich trzeba sie trzymac z daleka i owszem popieram, ale niestety realia sa takie ze jest ich duzo wiecej od tych opisanych przez Ciebie ktorzy pragna sie realizowac i tylko o to w im zyciu chodzi …

Suzaku666
Gość
Suzaku666

Piękne…

Joanna Waszkiewicz
Gość
Joanna Waszkiewicz

Następny fajny wpis i dotyczy obu płci – bo w zdrowym związku obie strony potrzebują przestrzeni, czasu dla siebie, wolności, miejsca na realizację własnych pasji i docenienia (tylko kobiety niekiedy boją się przyznać do tego bo przecież powinny robić wszystko, gotować i „zadowalać” faceta). Po prostu jedna drugą ciągnie do góry, inspiruje – razem tworzą wielką przygodę :)

Ps. I faktycznie ze wszystkich rzeczy do zrobienia przed ślubem wybór sukni jest najgorszy- bo nie dla każdej dziewczyny jest to coś o czym całe życie marzysz (za to rozrysowanie projektu, ddl, procesy – to jest coś co uwielbiam) :)

Gburrek
Gość
Gburrek

Najlepiej gdyby jednak obie strony zechciały spojrzeć z perspektywy tej drugiej. Tekst bardzo trafny, ale nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że trochę zrzucający odpowiedzialność za udane i nieudane związki na kobiety, które często nie potrafią zrozumieć mężczyzn. To samo działa w drugą stronę: Panowie, więcej empatii i związki nie będą się rozpadać ;-)

Madix
Gość
Madix

.

Darkness
Gość
Darkness

Tendencyjny i moim zdaniem subiektywny tekst. Na pewno ziarnko prawdy w tym jest, ale to wciąż zdecydowanie wiecej uogólnień według mnie.

Joanna Krawczyk
Gość
Joanna Krawczyk

To chyba działa w dwie strony… nie tylko mężczyzna potrzebuje przestrzeni dla siebie w związku, to samo dotyczy kobiety. Przeważnie szczytem spełnienia kobiety nie jest siedzenie w domu z dziećmi, też miała wcześniej życie i swoje pasje. Podstawą udanego związku jest, aby partnerzy szanowali swoje zainteresowania. Fajnie jest, jak są wspólne, ale często są odmienne i jakoś trzeba to pogodzić. Jak są dzieci, wiadomo trudniej z organizacją i coś za coś. Często poświęca się czas z partnerem dla swoich pasji, ale tak to już w życiu bywa. Ważne, aby każdy miał coś „swojego”.

Kornelia
Gość
Kornelia

Czy jest szansa, że teksty będą również po angielsku? Mój facet jest zazdrosny, że czytuję Ciebie z takim uwielbieniem, więc staram się mu wszytsko tłumaczyć ale o ile wspanialsze by było gdybym po prostu mogła podesłać linka ;)

Volant
Gość
Volant

Może kiedyś :)

Pestka
Gość
Pestka

Moim zdaniem tą wolność, o której piszesz, można uzyskać tylko i wyłącznie będąc w związku/relacji. Wychodzę z założenia, że wolność emocjonalną (nie lubię tego słowa, jest górnolotne, ale wiadomo o co chodzi) możemy dopiero prawdziwie poczuć, gdy znajdujemy się w sytuacji ewentualnego ograniczenia – bo tylko wówczas mamy ku temu podstawy! Mówiąc o tym, że czujemy się super wolni i swobodni będąc singlami to tak, jak byśmy powiedzieli, że jesteśmy najpiękniejszym człowiekiem świata w momencie gdy na tym świecie jest tylko jeden człowiek (tj. my).

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Idac tym tropem czemu masz sie ograniczac do zwiazku z jedna osoba – jesli wieksza ilosc osob i ograniczen pozwala ja jeszcze bardziej poczuc?
A najlepiej idz do zakonu – wtedy w ogole bedziesz totalnie ograniczona i poczujesz prawdziwa wolnosc.

Pestka
Gość
Pestka

Nie napisałam, że zależy to od ilości osób. Poza tym związek nie jest dla mnie ograniczeniem. Jest sytuacją, w której takie ograniczenie może się pojawić (choć nie powinno). Łatwo jest „czuć się wolnym”, kiedy takiej możliwości nie ma. Ale prawdziwą sztuką jest zbudować relacje, kiedy to właśnie poprzez związek (szerzej uczucie) czujemy się wolni, a nie poza nim.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Zwiazek może mieć mnóstwo zalet, ale na pewno nie wolność, bo ograniczenie jest zaprzeczeniem wolności. A związek może tylko mniej lub bardziej ograniczać.
Jedyną wolnośc może dać jeśli np.wyzwalalsz sie od rodziców i przeprowadzasz sie do faceta, ale to jest zamiana złej sytuacji na lepszą a nie osiągnięcie wolności.

Katrina
Gość
Katrina

Oczywiście że może mieć wolność, tylko rozumianą dobrze, a nie poprzez ograniczenie bo NIE MOGĘ Z ŻADNĄ INNĄ I MUSZĘ SIĘ POŚWIĘCAJ DLA TEJ JEDNEJ.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Zabawne.
Wolnosc rozumiana jako „masz prawo robic wszystko, pod warunkiem, ze jest to zgodne z linia partii”, byla juz testowana w systemach totalitarynych.

Łukasz
Gość
Łukasz

Niestety, Pestka, Twoja logika kuleje i ten związek przyczonowo-skutkowy nie działa, entropysphere ma racje. Wg Ciebie: Relacja->Ograniczenie->Wolność. Jakbyś tego nie opisała, jaką byś definicję pod to nie podstawiła, to argumentacja leży.

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Ależ kobiety niczego nie muszą, mogą co najwyżej chcieć coś zrobić. A faceci się naginają do naszych potrzeb, wystarczy tylko konkretnie i jasno o to poprosić. Serio, nie potrzeba nic więcej. Chcesz wymagać od faceta żeby się orientował w idiotyzmach babskich fochów? Mogę radzić Ci jedno – nie idź tą drogą.

Katrina
Gość
Katrina

Oj wierz mi, żę ja się nie focham, focha się mój facet, a w zasadzie nie wiem już kim dla mnie jest. Po prostu z doświadczeń i opinii innych jstem normalna tylko w krytycznych momentach wraca mi niskie poczucie włąsnej wartości, z którym do pewnego momentu udawało mi się walczyć. On swoimi kaprysami, brakiem kontaktu i odpowiedzi, swoimi gwałtownymi decyzjami, zszokował mnie tak, że naprawde zaczełam się miotać bo kompletnie nie rozumiałam o co w ogóle chodzi. że ja jestem taka beznadziejna? że co ja mam? być tajemnicza? jk to można się zaprogramować żeby być tajemniczą. Skoro na pcozątku byłam a później nie, to chyba to jest naturalne. Rozwalił mnie na 5 lat życia. Bo w ogóle nie wiedziała o co mu chodzi. Więc nie, ja się nie focham, ja nie umiem rozmawiać, to możliwe, ale rozmawiać akurat mógłby mnie nauczyć. Chociaż każdy mi pokazuje, że z nim nie da się być, to ja uważam, żę odpowiednia kobieta mogłaby go trzymać w ryzach. A on w krytycznych momentach mówił mi, że mam podchodzić racjonalnie nie emocjonalnie! Zamiast mnie zrozumieć. Jego trzeba rozumieć, bo nie mówi nic. Wiem, nieodpowiedni facet, ale jakoś coś mi nie daje sposobu jak to dokładnie jest. A nie da się tego nauczyć i nigdy nie wiadomo czy się dobrze robi zostając czy odchodząc.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Nie ma „dobrze”. Merrowing mowil: „Nie ma dobra i zla jest tylko przyczyna i skutek”. To samo dotyczy Ciebie.
Zrob to co chcesz i wybierz konsekwencje takie jakie bede dla Ciebie odpowiedniejsze. Bycie nieszczesliwym do niczego dobrego nie prowadzi.

Radek
Gość
Radek

Katrino, Co się dzieje w twoim związku i dlaczego to już jesteście w stanie odpowiedzieć tylko Wy sami. Teksty Volanta nie są jakąś cudowną pigułką po której wszystko już rozumiemy. Są tylko poradami, wskazówkami i oczywiście wiele rzeczy uogólniają. Bardzo trafnie uogólniają ale nie można tego wszystkiego odnosić do konkretnych przypadków bez gruntownego poznania Was obojga.
Przykro mi, ale jeśli chcesz zrozumieć o co chodzi w tym wszystkim nie ma innej drogi jak ciągłe poznawanie samego siebie.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Tak, kobiety zawsze muszą coś robić, żeby utrzymać przy sobie faceta. Podobnie jak facet, żeby utrzymać przy sobie kobietę.
Ludzie powinni byc ze sobą, bo jest im razem dobrze i lubia robic dla siebie mile rzeczy. LUBIĄ a nie MUSZĄ. Związek jest jak drzewo, które nie podlewane po prostu uschnie.

Katrina
Gość
Katrina

O z tym to się akurat zgodzę, jak najbardziej, musi być ten aspekt, żeby to było żywe. Ale to jest ten pozytywny wydźwięk. Negatywny jest taki, że jak nie będzie tego co on chce ( seksu / wolności w takiej ilości jak tego chce, to odejdzie do innej, która mu to da. Możliwe, że to tylko przeniesienie mojego strachu. Możliwe, żę nie spotkałam jeszcze kogoś, kto bez fochów i nagłego nieodzywania się ( może stał się nieszczęsliwy jak pisze Volant) po portsu zrozumie inną osobę.

Cortez
Gość
Cortez

To oczywiste że teks jest bardzo dobry i wyraża prawdę o poruszonym temacie. To że jest grupa czytelników która się oburza i zaprzecza wacale nie dziwi. Coż daje zaklinanie rzeczywistości? Brak reakcji na to ze strony autora jest bardzo wymowny. Volant, bardzo trafniesz opisujesz otaczający nas świat i istniejące w nim zależności. Dobra robota. Czekam na kolejne.

Laura
Gość
Laura

Naaaa… Nie ze wszystkim w tym teście potrafię się zgodzić. Tak jak często odwiedzam tę stronę, z chęcią czytam i czekam na jakieś nowości, bo myślę, że mam do czynienia z kimś kto obala nieco stereotypy tak po przeczytaniu tego widzę suche schematy, ludzi jak lalki wrzucanych do jednego worka… Istnieją mężczyźni, którzy myślą „jak kobiety” – odnosząc się do powyższej treści – jak i również kobiety, które zachowują się „jak mężczyźni” i jest im z tym dobrze. Ludzie są różni, warto się przyjrzeć drugiej osobie czy faktycznie do nas pasuje a nie patrzeć z góry, że jak kobieta to rodzina a jak mężczyzna to realizacja zawodowa i inne przykłady. Mam wrażenie, że chciałeś pokazać, że faceci nie są tacy jak z filmów a wyszło coś zupełnie odwrotnego (w moim odczuciu). Chcę myśleć, że źle to zinterpretowałam, być może. Jednakże warto pamiętać o tym, że jeśli ktoś chce być kochany [umownie mówiąc] w taki i taki sposób (niezależnie od płci) to super by było się z tym podzielić z drugą osobą. Też mi się wydaję, że najczęstsze błędy w „kochaniu” to okazywanie miłości na jedno kopyto nie ważne z kim mamy do czynienia, ale jeśli osoba „źle kochana” nie mówi tak naprawdę o swoich zmartwieniach, lękach przed naruszeniem swojego ‚ja’ czy o potrzebach i marzeniach to jest sama sobie winna i pretensje powinna wtedy kierować do lustra. Nikt nikomu w głowie nie siedzi ani w myślach nie czyta (i dobrze ;)). To chyba tyle co miałam do powiedzenia na ten temat. Czytać ani odwiedzać nie przestanę, bo mimo wszystko lubię tu zaglądać.
Pozdrawiam Panów i Panie, a w szczególności osoby, które potrafią nazywać rzeczy po imieniu.

KaZet
Gość
KaZet

Powiem tak, wiele kobiet bedzienpisac o swoich ambicjach, dawaniu wolnosci ale nie widza ze wcale tak nie jest. Gdy same nie czuja potrzeby spotykania z osobami spoza zwiazku to tez wola i niejako ograniczaja chec u faceta.

Laura
Gość
Laura

Taka sama sytuacja zdarza się wśród mężczyzn. Sama byłam ograniczana, myślałam, że po prostu taka jestem i to był mój wybór, że nie chciałam się spotykać ze znajomymi, a po czasie (po wielu analizach mojego zakończonego związku) stwierdzam, że była to bardzo zręczna manipulacja, co poniekąd podziwiam. :P W swojej wypowiedzi miałam na celu tylko wspomnieć, że tak wśród kobiet wiele rzeczy jest do poprawy jak i u mężczyzn, bez zbędnej generalizacji. Pozdrawiam serdecznie!

Pionierka
Gość
Pionierka

Bo to jest podstawowy problem, że ludzie nie mówią, czego chcą naprawdę. A to przecież takie proste. Kiedy nie chciałam dzieci, mówiłam o tym jasno. Kiedy poczułam, że chcę, też to powiedziałam. Nie ukrywam, że praca jest dla mnie bardzo ważna i realizuję się w niej, ale uważam udane życie osobiste za bardzo ważne. Na ślubie mi nie zależy, ale jak mężczyźnie zależy to nie wykluczam, bo nie mam jakiejś szczególnej awersji do małżeństwa. Po cholerę miałabym w tych wszystkich kwestiach kłamać? Dzięki temu mężczyzna wie, że jak coś mówię to tak właśnie jest. I kiedy mówię, że walentynki nie są dla mnie istotne to nie strzelę focha, jak nie dostanę kwiatka.

Subiektywny
Gość
Subiektywny

Bardzo lubię i cenię sobie znajomość kobiet, ale jak Matkę kocham, jeszcze nigdy nie spotkałem takiej która by nie próbowała zmieniać wybranego przez siebie mężczyzny. Ani ja ani moi liczni znajomi czy mniej liczni przyjaciele. Jedną z pierwszych rzeczy, którą robi kobieta gdy się zaangażuje w jej mniemaniu na poważnie – jest permanentna wizja i próba plastycznego ukształtowania partnera pod SWOJE potrzeby. Poniekąd wiąże się to z bardziej zaawansowanym zagadnieniem jakim jest fakt, że kobieta nie kocha mężczyzny jako takiego (osobowość, charakter, indywidualizm jako jednostka ludzka) ale za to, co może dzięki niemu uzyskać i za emocje jakie przy nim odczuwa. A wszelkie oznaki męskiego ‚ty, ja i mój męski świat’ szybko stara się skonwertować na ‚my, tylko my i jeszcze raz MY’.
A wiecie co jest najzabawniejsze w tym wszystkim? Że gdy już uda się jej przekształcić tego mężczyznę pod swoje wymagania … to zwykle nie jest zadowolona, ot uroczy błąd systemu, nieprawdaż? Nagle okazuje się, że przestaje odczuwać przy nim emocje, które czuła wcześniej i pada magiczno-kultowe ‚już cię nie kocham, zmieniłeś się’ :) Tak, tak. Może będzie to dziwne, bo piszę to będąc żonatym mężczyzną, ale słysząc słowo ‚związek’ w ustach kobiety – z lekka mnie mrozi tu i uwdzie… Bo wiem, co owa wypowiadająca te słowo dama ma na myśli – pisząc w skrócie – game over świecie…
Ach, bo być może pojawią się wpisy kobiet o treści ‚ale ja taka nie jestem!’. Już z góry odpowiadam:

ależ naturalnie … ;)

Pozdrawiam Cię Volant – podoba mi się Twoje podejście do wielu życiowych rzeczy, szczególnie z pudełka z metką ‚sprawy damko-męskie’. Zaskakująco pokrywa się w znacznej mierze z moim więc tym milej czyta się wpisy.
Owocnej pracy!

entropysphere
Gość
entropysphere

W sumie to dziala w obie strony. Facetów, którzy zamykają swoje partnerki w złotych klatkach też jest sporo.

Subiektywny
Gość
Subiektywny

Entropysphere,
Będąc mężczyzną – opisuje jak się sprawy mają z pozycji mężczyzny, sprawa raczej oczywista i zrozumiała :) A zamykającym kobiety w złotych klatkach współczuję. Współczuję tak słabego poczucia własnej wartości i nieznajomości rzeczy bądź nieodpowiedniego wyboru partnerki, że aby zachować ją przy sobie muszą kobietę ‚zamykać’ przed światem zewnętrznym. Na dłuższą metę to stan nie do utrzymania, zawsze kończy się wtopą.

Chillout
Gość
Chillout

Kiedyś przeczytałem historyjkę, jak jedna z forumowiczek jakiegos tam portalu, żaliła się pozostałym, jakiego to ma okropnego faceta. Zostawił ją na 20 minut na imprezie (na którą sie wybrali do jego przyjaciela), bo chciał uzupełnić brakujące zapasy alkoholu. Zgłosił się na ochotnika, bo taki był z niego dobry chłopak. Co zrobiła jego dziewczyna?
Poszła na górę z jego przyjacielem, obciągnęła mu. Jakie było wytłumaczenie jej i koleżanek?
-Gdyby Cię nie zostawił na tej imprezie samej, to byś tego nie zrobiła…:(
Ach te biedne kobietki…

Pionierka
Gość
Pionierka

Ona to ona, niektórzy zdradę mają we krwi. Ale ten przyjaciel to chyba jednak nie był przyjacielem, co najwyżej kumplem od imprez.

Subiektywny
Gość
Subiektywny

Zdrada = koniec. Tu już nie ma czego ratować i sanować za wszelką ceną, nie ma dawania drugiej szansy.

Subiektywny
Gość
Subiektywny

Nie ‚możliwe’ Kej tylko ‚pewne’ :) Fucka? Nie, niekoniecznie – po prostu wówczas wchodzisz w relacje z kobietami na TWOICH warunkach. Gdy masz dwadzieścia, dwadzieścia parę lat – o wszystkim decydują kobiety, bo to ich najlepszy czas i to wówczas mężczyzna się prosi a kobieta łaskawie zezwala (albo i częściej nie). Po trzydziestce role się odwracają.
To taki element równowagi i sprawiedliwości w świecie ;)
Nie ukrywam, że wówczas lekko uśmiecham się na widok silnych, niezależnych ponad trzydziestoletnich kobiet z kuwetą i kotem w pakiecie, które masowo narzekają, że ‚prawdziwych mężczyzn już nie ma’. Bo 10 lat temu rozstawiała ich po kątach, pomiatała i zmieniała niczym rękawiczki a nagle po dekadzie … nic, posucha. A jak się jakiś znajdzie, to na raz, góra dwa razy – potem daje sobie spokój. No i lament na pół internetu !
Spox, zawsze można przytulić kota i łopatką pogmerać w kuwecie.

MarcinNiezadowolony
Gość
MarcinNiezadowolony

Po części się zgadzam, uroda przemija i kobiety praktycznie takie co mają pstro w głowie i pewne swojej urody mają dołek emocjonalny i jak trafi im się facet to ściągają go w dół. Z resztą to już widać na moim roczniku, a nawet młodszych. Kobiety mają ten problem, że muszą ulokować siebie na niepewnej inwestycji, często ryzykując swoją przyszłością kiedy są jeszcze młode i głupiutkie.

Osobiście wolałbym jednak by uroda nie przemijała, ale jak patrzy się na te kremy i to, że kobiety po 40 nawet potrafią wyglądać seksownie to tylko kwestia doboru odpowiedniej kobiety. Ponadto nie wiem co tak bardzo chcecie udowadniać kobietom, są mają swoje życie, zły wybór trudno daj im żyć :) Nie ma co podchodzić do tego „i tak zbrzydniesz”, bo nam już po 50 może się odechcieć seksu.

Choć nie powiem we mnie też jest taki syndrom „patrz suko co straciłaś” i jeszcze jak używałem facebooka lubiałem wskoczyć na profile dziewczyn do których zagadywałem i te albo stwierdzały, że nie warto ze mną rozmawiać, albo później odchodziły. Patrzysz a tam jedna w ciąży z jakimś kolesiem 2×2 co codziennie wrzuca jakieś teksty z rapu i przecinkiem jest „kurwa”, druga pisze jakieś posty że nikt jej nie kocha ( szczególnie kiedy sam wiesz, że nie daje facetowi nawet powiedzieć cześć ), a inna wyjechała za granicę z facetem, a ten mając więcej kasy ją rzucił… są to takie malutkie iskierki szczęścia, które dają poczucie, że dobrze że się nie spotykaliście.
——————————-
Kej jeśli o mnie chodzi, aktualnie jestem w związku z dziewczyną, która mnie odrzuciła na początku – miała wtedy 16-17 lat, nawet nie powiedziałem dwóch zdań. Wiele czasu minęło, wiele ja zrozumiałem, wiele ona. I początkowo podchodziłem do jej oznak zainteresowania w sposób „czego ty kurcze chcesz, nie chciałaś mnie przecież”. Później jej siostra mnie dodała do znajomych na fejsie, a że ja lubię siedzieć na portalach na których jest humor i często jakieś półnagie panie, to na mojej tablicy pojawiały się praktycznie dwie rzeczy : beka z lasek oraz tyłki kobiet. I tak sobie obserwuje co się kurcze dzieje, z dziewczyny, która mając i tak duże piersi nosiła push upy a tyłek zawsze zasłonięty tuniką lub kurteczką, nagle tyłek jest w opiętych spodniach, odsłonięty i kurcze nawet pushup poszedł w odstawkę. Tak sam nie wiedząc, czy chce mnie czy nie, bo trudno powiedzieć aby nam się facetom nagle gust zmieniał po usłyszeniu nie od dziewczyny ( a czasem by się przydało ), to sobie tak myślę, że skoro mnie śledzi przez profil siostry to zrobiłem dwie rzeczy. Na moje tablicy przez tydzień pojawiały się posty z czarnowłosymi kobietami i na tle też taką wstawiłem, a do jej siostry napisałem jedno pytanie „Cześć, czemu twoja siostra patrzy jakbym jej zabił chomika…. patelnią?” W odpowiedzi dostałem „hahahaha” wysłane 4 razy i tyle. Jak tylko zobaczyłem, że moja blondyneczka ma czarne włosy nie miałem wątpliwości, że jest to dziewczyna już całkowicie inna, która chce i potrafi się dostosować, a nie ona jest księżniczką.

Możecie stwierdzić, że to głupie być z kimś kto nas nie chciał, a teraz chce, ale gust się nie zmienia szczególnie gdy bardzo się podoba dziewczyna, a jak widzisz takie zainteresowanie to trudno nie wykorzystać. Z mojej strony takie zagrywki oczywiście trochę chamskie i „nie męskie” ale jakoś nie miałem ochoty dostać kolejnej zlewki od laski, którą spokojnie by można umieścić w rozkładówce Playboya.

Po sobie wiem, że czasem lepiej podejść z luzem, może bezpiecznym dystansem, ale nie ma co skreślać od razu kogoś, kogo wiele nie poznałeś. A jak ktoś zostawia Cię, przez twoje pasje no to nawet może być to miss universe a i tak będziesz nieszczęśliwy.

HieroniM
Gość
HieroniM

Zaliczyła „seksualną karuzelę”, a teraz szuka ogarniętego Misia na dłużej, do uwicia gniazdka.

MarcinNiezadowolony
Gość
MarcinNiezadowolony

Widzę, że mamy tutaj pana wiem wszystko :)

S.
Gość
S.

Sama prawda.

Łukasz
Gość
Łukasz

To co zauważyłem u Ciebie, to rozumowanie, że związek to stan normalny, a wszystko inne to odstępstwa od normy, a tak nie jest. Nie żebym był przeciwny związkom, bo uważam, że są bardzo dobre, ale równocześnie przyjmuje je ze wszystkimi regułami, które za nim idą. Bo oprócz przyjemności, są obowiązki i równocześnie ograniczenia. Związek odgórnie narzuca ograniczenia i jedyną wolnością jaką mamy, to wolność wyboru czy się dostosujemy do nich czy nie.
„facet wie, że kobieta mogłaby być zła o flirt z innymi laskami. Nie robi tego, bo NIE CHCE, bo nie odczuwa takiej potrzeby – ergo, nie czuje się ograniczony, może poczuć się wolny w związku właśnie dlatego” – nie nie chce flirtować, bo zawsze chce, tylko, że dostosował się do ograniczenia i tyle. Na pewno nie czuje się przez to wolny.
Tak w ogóle to „czuć się ograniczonym” odnosi się do wszystkiego co można robić poza związkiem i w związku, ale się do niego bezpośrednio nie odnosi, ale z jakiegoś powodu, w związku już tego nie możesz robić i to jest cały problem. Taka wolność, która umożliwia robienie tych rzeczy jest niezbędna i musi występować, ale w dalszym ciągu, to są różne wolności :)

entropysphere
Gość
entropysphere

To nawet nie ma znaczenia czy to związek czy nie.
Wolność to możliwość robienia tego co sie chce. Każde dostosowanie sie jest ograniczeniem wolność. Ergo jeśli czegoś nie można robić, bo nie pozwala na to społeczeństwo, prawo czy partner – to jest to ograniczenie wolności.
Po prostu z definicji, każde ograniczenie jest przeciwieństwem wolności. I jakiej by erystyki nie stosować i tak to sie nie zmieni….

Pestka
Gość
Pestka

Zgadzam się. Pisałam o korelacji związku i wolności, bo o tym był tekst. Ale to można rozszerzyć na każdą inną relację międzyludzką. Dostosowanie jest ograniczeniem – jasne. Niemożność robienia tego, co się chce – jest ograniczeniem. Tylko ja od samego początku piszę o sytuacji, kiedy jedna ze stron właśnie nie chce. Po prostu. Nie dlatego, że nie może – dlatego, że nie chce. Ale wbrew pozorom myślimy podobnie ;)

A opierałam się na własnym doświadczeniu, kiedy w każdym swoim poprzednim związku czułam się ograniczana. Obecnie tak nie jest, bo nie mam potrzeby robienia tego, co chciałam robić wtedy (a teoretycznie nie powinnam). I uczucie ograniczenia zniknęło, bo zniknęła potrzeba :) Mimo, że „te rzeczy” wciąż byłyby dla relacji niepożądane.

Chica Mala
Gość
Chica Mala

Nic tylko Ci przytakuję, ale znowu zgadzam się z Tobą. To samo powinnam napisać na swoim blogu, bo kobiety, które do mnie zaglądają i piszą maile często tego nie rozumieją. W zasadzie to nawet ciężko jest im to wytłumaczyć. Zbyt często zapatrzone są w swoje oczekiwania i swoją wizję miłości oraz związku.
Ja wiem, że to się sprawdza na własnym przykładzie. Mój partner w poprzednich związkach nie chciał ani ślubu ani dziecka, a teraz niesamowicie cieszy się na myśl że zostanie MOIM mężem i ojcem NASZEGO dziecka. Ta zmiana nie wzięła się z powietrza ;-)

Subiektywny
Gość
Subiektywny

Szczerze gratuluję.

Lenta
Gość
Lenta

Witaj Chica, trzymam kciuki za Wasze wspólne plany na przyszłość. Przepraszam jeżeli to zbyt osobiste: czy możesz napisać, co jest w Tobie najbardziej wartościowe? Co tak kręci Twojego partnera?
Jak jest Twoja wizja miłości oraz związku?
Mam nadzieję, że Ty też się niesamowicie cieszysz, że „on” zostanie Twoim mężem i ojcem Waszycz dzieci…:)
Pozdrawiam!

Chica Mala
Gość
Chica Mala

Hmmm… myślę, że przede wszystkim to, że jestem dobra dla niego, bezproblemowa i pozytywnie nastawiona do życia. Dużą rolę odgrywa również fakt, że jesteśmy do siebie bardzo podobni – wyznajemy te same wartości, myślimy wręcz identycznie w wielu kwestiach. Czasem nawet mówimy to samo, co druga strona myśli :-)

Moja wizja miłości i związku? Przede wszystkim relacja oparta na przyjaźni, zaufaniu, zrozumieniu, silnych uczuciach (miłości, pożądaniu) i świadomości własnych wyborów (partnera nie wybiera się raz, wybiera się go każdego dnia od nowa) – przy czym każda z tych rzeczy ma to samo miejsce na podium ;-)

Lenta
Gość
Lenta

Witaj Chica:)
Twoja wizja miłości i związku nie potrzebuje komentarza jest teoretycznie … kompletna.
Więc albo posiadasz tak wyjątkowy charakter, albo znalazłaś jakiegoś faceta z kosmosu:) Ale wracając na Ziemię… nie ma idealnych związków… czy coś byś zmieniła/poprawiła? Daj jakiś argument by nadać „realności” Twojej relacji, no chyba że Ty jesteś Maryja, a on Jezus … no ale wtedy z seksu nici…:(
Pozdrawiam:)

Chica Mala
Gość
Chica Mala

Myślę, że zarówno ja mam wyjątkowy charakter, jak i mój partner ;-) Na pewno wyjątkowo dopasowane do siebie :-)
I cóż, nasz związek na pewno nie był idealny na początku, bo miał spory problem, który dla większości ludzi wykluczałby jakąkolwiek relację. My (tzn. ja) jednak jakoś go pokonaliśmy i teraz… cóż, dla mnie jest idealnie. Nic bym nie zmieniła/poprawiła ani w naszym związku ani w moim partnerze. Z tego, co wiem On we mnie też nie (inaczej by mi się nie oświadczał i mnie nie zapładniał ;-) ).

Lenta
Gość
Lenta

Hmmm…. z tym oświadczaniem się i zapładnianiem to różnie bywa…
Ale znacznie ciekawiej – w sensie mocnych podstaw związku – brzmi ten „spory problem” na początku, zwłaszcza że dodałaś, iż byłby nie do zaakceptowania przez większość ludzi… Czyli „przerobiliście” coś grubego… Coś możesz o tym napisać więcej – czy to raczej zbyt osobiste zjawisko?
Słońca na weekend:)

entropysphere
Gość
entropysphere

Oczywiście, że związek to ograniczenie, mniejsze bądź większe, ale zawsze ograniczenie. Spotykając idealnie dopasowaną osobę, która lubi dokładnie to samo – jesteśmy na zero, czyli nie dokładamy nowych barier. W każdym innym przypadku na minus.
Wolnośc emocjonalna to jakaś nowomowa.
Ale zakładając, że chodzi o wolność wyrażania emocji – to możesz to nazwać asertywnością i również nie ma nic wspołnego ze związkiem.

Marzenna Jolanta
Gość
Marzenna Jolanta

O losie.. chyba jestem facetem :-O

ana.
Gość
ana.

Jestem kobietą, ale od dziecka zawsze bardziej utożsamiałam się z cechami typowymi dla mężczyzn. Nawet teraz czytając ten tekst nie marzyłam o sukni ślubnej i rodzinie, tylko śniłam o tym, jak realizuję swoje wszystkie marzenia. . Mam potrzeby bycia wolną i niezależną. „Możliwości”, to dla mnie ważniejsze hasło niż „związek”. Niczego nie oczekuję od partnera, poza zrozumieniem i wiarą we mnie i moje możliwości – czyli wsparciem – i dokładnie to samo daję od siebie. Moja idealna wizja relacji z mężczyzną to: ja i moje życie + dodatkowa przestrzeń dla drugiej osoby. Mimo to cały czas spotykam takich, którzy: a) nie mogą się pogodzić z tym, że tak samo jak oni chcę realizować swoje pasje, więc… ze mną rywalizują (najczęściej grając nieczysto i miażdżąc moje poczucie wartości, podcinając mi skrzydła i rujnując pewność siebie), b) nie potrafią ułożyć swojego życia, więc pomimo tego, że we mnie wierzą, to jednocześnie są strasznie zazdrośni o innych facetów i zamykają mnie w złotej klatce, c) są szowinistami i na każdym kroku próbują mi udowodnić, że nie jestem kompetentna i na pewno mój mózg, co chwilę zalewa fala hormonów. Od jednego nawet usłyszałam, że żadna kobieta nie będzie lepszym muzykiem od mężczyzny, bo nie posiada takiej wrażliwości…
I wiecie co jest najlepsze? Że stale słyszę, że taka kobieta jak ja, nigdy nie znajdzie odpowiedniego partnera!
Czyli super, że pozwalam swoim ukochanym się rozwijać, działać, realizować cele, że odbudowuję ich poczucie wartości i wspieram, ale sama nie mogę oczekiwać tego samego z ich strony.
Jasne, są różnice płci, ale nie wszystkie kobiety są takie same i nie wszyscy mężczyźni wpasują się w ten opis. Z subiektywnego punktu widzenia każdy człowiek jest naprawdę indywidualną jednostką. Czasem płeć ma większy wpływ na naszą osobowość, a czasem ZUPEŁNIE nie, jak w moim przypadku.
I pomimo tego, że jestem wg tego artykułu wymarzoną kobietą dla faceta, to żaden z nich nie był w stanie dać mi tego samego i dla mnie związek kojarzy się z totalnym nieszczęściem.

Ola
Gość
Ola

Totalna niezgoda i mówię to z autopsji. To mój były facet nalegał na związek (ja się obawiałam), tylko po to, żeby potem być typowym „kanapowcem” związkowym, czyli najchętniej oglądać razem telewizję przytulając się i jedząc pizzę.
Piosenka „Girls Just Wanna Have Fun” jest hitem naprawdę nie bez kozery.
To kobiety (w każdym wieku) częściej przecież proszą swoich mężczyzn/mężów „kochanie, może gdzieś byśmy razem wyjechały? może pójdziemy do znajomych”, podczas gdy Jaśnie Panu już nic się nie chce. Każdy ma taką ciotkę i takiego wujka w białym podkoszulku z piwem w ręce „Halynka, daj mie spokój”.
Kobiety wchodząc w związek też się boją, że utkną w miejscu, że ich facet stanie się kanapowym Wieśkiem, z którym nic fajnego już nie będzie dało się zrobić.
Nasze życie również może stać się gorsze po wejściu w związek, bo przedtem miałyśmy wielu adoratorów, teraz należy ograniczyć się do tylko jednej opcji i liczyć na to, że ta opcja nie nawali. Jeśli on nie kupi kwiatów, to już nikt ci nie kupi.
Więc stwierdzenia, że związek to dla kobiety samo dobro między bajki proszę. To wysiłek dla obu stron.