Czasem trzeba sobie odpuścić

Czasem trzeba sobie odpuścić

Czytam artykuł o generacji Y. O millenialsach. Generalnie o nas. Jego teza jest taka, że od czasu jak Noe zbudował barkę i zapomniał zabrać na nią parę jednorożców nie było bardziej nieszczęśliwych młodych ludzi.

Czytając kiwam głową. Nawet się z tym zgadzam, bo ostatnie tygodnie mam wypełnione pracą, myśleniem o pracy i stresowaniem się, że nie pracuję tak dużo jak bym mógł. Całe szczęście później stwierdzam: „Ok Michał. Wszystko spoko, ale teraz musisz się od siebie odpierdolić”.

Zauważyłem, że niewiele osób dochodzi do tego punktu, bo ludzie są małymi mistrzami unieszczęśliwiania siebie, a przyczyną coraz częściej nie jest ich sytuacja, ale to na ile odbiega ona od ich oczekiwań.

Możliwe są tutaj trzy scenariusze:
1) Dostajesz to, czego oczekiwałeś i mówisz: „Mam dobre życie”.
2) Dostajesz więcej, niż oczekiwałeś i mówisz: „Łał! Mówili, że nigdy nie utrzymam się jako grafik, a wynajmuję świetną kawalerkę w centrum i trzy razy w tygodniu narzekam na słaby wybór piw rzemieślniczych w modnych knajpach”.
3) Dostajesz znacznie mniej, niż oczekiwałeś i mówisz: „Kurwa.” Z obowiązkową kropką nienawiści na końcu.

Najwięcej osób trafia do kategorii nr 3. Przede wszystkim dlatego, że wchodzi w dorosłość drogą wybrukowaną wielkimi słowami, widząc przed sobą mentalny billboard zrobiony przez jakiegoś Nike’a: „Możesz wszystko”, z dopiskiem drobnym drukiem: „Tylko w czerwcu -40% na cały asortyment”.

Wiesz, że musisz mieć pasję znaleźć miłość i odnieść sukces. Marzysz o wiecznej produktywności. O nieskończonym szczęściu. O związku tak samo intensywnym po siedmiu latach, co w trakcie pierwszego miesiąca. O pasji tak silnej, że zapomnisz o jedzeniu. O pewności siebie w każdej sytuacji. O poczuciu, że zawsze będziesz wiedział, co zrobić.

A później siadasz i myślisz o tym, że zamiast przebiegnięcia dwudziestu kilometrów, ugotowania pięciu zdrowych posiłków i zdobycia kontraktu na pięć baniek, tylko wstałeś, zapaliłeś papierosa, pożartowałeś ze znajomymi i już musiałeś iść spać. Czytasz o tym, ile Michael Jordan musiał poświęcić, żeby każdy kojarzył jego imię i nazwisko, a później myślisz o wszystkich rzeczach, które lubisz robić i na których się znasz, ale stwierdzasz, że to nie pasja, bo inaczej nie mógłbyś spać w nocy. Myślisz o każdej sytuacji, którą w skali od 1 do 100 oceniasz u siebie tylko na 60 i jest ci przykro, bo powinieneś już robić coś więcej, mocniej, dalej i lepiej. Ale tego nie robisz.

Zamiast tego dopierdalasz sobie z miną wkurwionego Vina Diesela i czujesz się źle, jakby to miało w czymś pomóc.

Czasem dostaję maile: „Chciałbym mieć takie poukładane życie jak ty. Wiedzieć czego chcę, znaleźć równowagę, mieć świetny związek i coś, przez co nie będę mógł spać po nocach”.

Moje ogromne szczęście polega na tym, że wiem jak to wygląda z drugiej strony i zawsze wtedy myślę: „Przykro mi, ale nigdy tego nie osiągniesz, bo ja nie mam takiego życia i nikt kogo znam go nie ma. Idealne życie to „miejska legenda” – każdy o nim słyszał, ale nikt go nie widział. Moje jest po prostu dobre i w miarę ładne”.

Sławomir Mrożek napisał kiedyś opowiadanie, w którym główny bohater mógł podglądać życie innych ludzi. Był nastawiony na to, że zobaczy niesamowite akcje, a jedyne co zobaczył to jak siedzą na krzesłach i chodzą z kąta w kąt, uśmiechnięci, zniechęceni i znudzeni, dokładnie tak, jak on to robił każdego dnia.

Wniosek płynął z tego taki, że ludzie mają w 95% takie same życia i nawet jeśli są znanym aktorem, modelką albo milionerem to przesypiają 1/3 swoich dni, wychodzą do pracy, zakochują się szczęśliwie i nieszczęśliwie, czują że marnują czas, myślą, że mogliby dawać z siebie więcej i przeżywają te wszystkie do bólu przewidywalne wtorki, czwartki i deszczowe dni.

Jest wiele chwil, w których zaczyna się dorosłość. Jedną z nich jest uświadomienie sobie, że inni ludzie bez względu na to kim są i co mają też podejmują decyzje w ciemno, ryzykują, są wypełnieni poczuciem zawodu, brakiem kompetencji, niepewnością i przykrym poczuciem, że czas im spierdala, a im nawet nie chce się go złapać.

Wiesz co rzeczywiście różni ludzi?

To czy żyją swoimi celami, czy tym, co według innych powinni robić. W życiu nie ma zbyt wielu przymusów, ale jest dużo możliwości. Możesz mieć olbrzymie cele, ale możesz chcieć tylko wziąć ten ślub w białej sukience i płakać ze szczęścia tak bardzo, że rozpłynie ci się makijaż za 300 zł. Możesz chcieć mieć spółkę na giełdzie i maserati w garażu, a możesz chcieć być jak najdalej od ludzi, którzy chcą mieć spółkę na giełdzie i maserati w garażu. Bez względu na to jak wielkie lub jak małe są twoje pragnienia, są one w porządku.

To, czy w ich życiu jest przewaga działania czy emocjonalnych rozmyślań o tym czy to jest prawdziwe życie, prawdziwa miłość, szczęście albo pasja. To tak nie działa. Nie zakochujesz się kiedy spotykasz dziewczynę i za pomocą nowej apki odsiewasz jej plusy od jej minusów. Nigdy nie wypijesz dobrego wina, jeśli będziesz się zastanawiał, czy jest ono w porządku, czy nie. Nie znajdziesz pasji myśląc o tym, co też twoją pasją mogłoby być.

To trzeba poczuć. Zrobić. Przeżyć cały rok, a nie tylko jeden dzień powtórzony 365 razy. I dopiero gdzieś równolegle do przeżywania tych chwil wykwitnie ci w głowie myśl: „To jest to!”.

To czy wyznaczają sobie trudne, ambitne, ale możliwe do osiągnięcia cele czy liczą na znalezienie się w krainie wiecznej szczęśliwości, cycków i szczeniaczków. Jeśli chcą tego drugiego to kupują sobie bilet pierwszą klasą do frustracji, niepokoju i depresji, bo ciężko poczuć się dobrze, jeśli wszystko, co się zaplanowało jest nieosiągalne.

I nic nie zastąpi świadomości, że nie zawsze można pisać tekst życia, mieć wszystkie cele wypełnione na 100% albo czuć się tak, jak bohater amerykańskiego filmu, który idzie przez miasto, a wszyscy dookoła zaczynają razem z nim śpiewać i tańczyć, a wciąż nic się nie stanie.

Bądź co bądź życie nie musi być idealne, żeby wciąż mogło być wystarczająco dobre.

Print Friendly, PDF & Email

44
Dodaj komentarz

avatar
100000
18 Comment threads
26 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
22 Comment authors
VolantLupynaKarolina G.Kamil DyluśŁukasz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
gdanska
Gość
gdanska

tekst pasujący do czerwcowej aury ;)
ogólnie nie przepadam za cytatami, ale ten mi pasuje: „Świat jest jeno szkołą szukania;
nie o to chodzi, kto dopadnie,
ale kto przebieży piękniejszą drogę”
Michel de Montaigne

Mario P.
Gość
Mario P.

Rozwój osobisty prowadzony przez oszołomów tez dobija ludzi ambitnych którzy kupują piękne hasła ze mogą wszystko z pomocą trenera X który nawet nie umie upiec smacznej piersi z kurczaka. Umiejętność która teraz najbardziej cenie i nauczyłem się z V Poziomu to odsiewanie wiedzy wg tego czy napilbym się whisky z kimś kto mnie uczy, oraz podejmowanie samemu działań zamiast szukania mentorów.

KaZet
Gość
KaZet

Michal – miejska legenda, literowka.

Volant
Gość
Volant

Właśnie miałem poprawiać. Dzięki :)

Volant
Gość
Volant

Mrożek w ogóle jest super :)

Michel Pierre Magotte
Gość
Michel Pierre Magotte

„Wszystko jest możliwe, jeżeli coś wydaje się przez chwilę być nie możliwe, to wystarczy zrobić wszystko aby stało się to możliwe, jeśli się nie uda, trudno, przynajmniej masz świadomość że wyszło z Ciebie 120% aby osiągnąć cel, uzyskać zamierzony efekt, reszta jest Twoja”. Tak jest ze wszystkim, jednak nie wszyscy są wystarczająco refleksyjni, aby dostrzec tę prawidłowość w swoim życiu i wolą palić z wykrzywioną miną przed lustrem. wmawiając sobie coś przeciwnego. Dobry tekst Michał, taki w porę, akurat przed moją jutrzejszą zabawą w zbawianie świata. zamiast pracować, chwila z lampą wina i trafiło na Ciebie.

jembiiii
Gość
jembiiii

Michal malo sie znamy a wydaje mi sie jakbys przeswietlil mnie na wylot… i wcale nie chce lechtac twego ego… po prostu tak jest… dzieki… jestes w porzadku

Oskar Woźniak
Gość
Oskar Woźniak

Mam wrażenie że Ty piszesz na głębszym poziomie niż większość tekstów dostępnych w tej tematyce. Odpowiadasz na pytania których inni nie zdążyli jeszcze zadać. Dlatego uwielbiam ten blog. BTW może przegapiłem a może nie pisałeś nic o tym, ale zapytam, o czym z grubsza piszesz teraz książkę?

Volant
Gość
Volant

Jeśli chodzi o książkę to nie lubię mówić o rzeczach, które jeszcze nie są skończone, bo na etapie szlifowania koncepcji jeszcze sporo może się zmienić. Na pewno będzie o długoterminowych związkach.

W planach mam jeszcze jedną, do której już od dawna zbieram notatki dotyczącą kreowania marki osobistej i tego, jak pracować, żeby robić to spokojniej i odnosić większe sukcesy.

Oskar Woźniak
Gość
Oskar Woźniak

Dzięki za odpowiedź, czekam z niecierpliwością.

Owner.org.pl
Gość
Owner.org.pl

„Think Big”, ale potem pracuj nad szczegółami.
Życie to miejsce, gdzie fantazja łączy się z szarą rzeczywistością.

Bogdan Markowicz
Gość
Bogdan Markowicz

Volant jak zwykle w doskonałej formie:)

Kolorek23
Gość
Kolorek23

Siedzę i mam łzy w oczach, nie dlatego że należę do osób, które nie mają swoich celów czy wstają by jakoś przeżyć dzień. Zawsze miałem więcej planów niż możliwości ich realizacji, a gdy tylko ta się pojawiała wykorzystywałem i nadal ją wykorzystuje. Dziś mieszkam sam, zarabiam wystarczająco dużo, własną firmę, dziewczynę która mnie kocha i co z tego? Łzy bo nie potrafię jak inni wyskoczyć gdzieś, nie przejmować się niczym, że gdzieś tam zawsze jest ta myśl, teraz mógłbym robić coś bardziej produktywnego. Smutek, że przez taką postawą ucieka mi też ta rozrywkowa część życia, gdzie czasem po prostu nie ma się ochoty na nic ale nie wybierasz dowolnej osoby z fejsa by wyskoczyć na piwo, bo już tyle razy im odmawiałeś bo miałem coś produktywniejszego… i siadasz jak dziś przed telewizorem lub kompem, dziewczyna gdzieś tam bawi się z koleżankami, a ja siedzę łzy do oczu się cisną, że ktoś może narzekać na to, że codziennie otacza się ludźmi, że zrezygnował z części tzw „sukcesu” i potrafi się tak naprawdę wyluzować

Dhhdhfhf
Gość
Dhhdhfhf

Bylem tam, mialem tak. Skonczylo sie zerwaniem z mojej strony aby poswiecic sie pracy i „sukcesowi”, potem zalamaniem nerwowym. A na dokladke bankructwem. Wygoogluj: pracocholizm.

Karolina G.
Gość
Karolina G.

raczej: pracoHolizm

Volant
Gość
Volant

A nie pomyślałeś, że jeśli cały czas starasz się być produktywny i nie odpoczywasz, to przez to spada ci produktywność? Taki jest sens urlopu – dzięki odpoczynkowi odświeżasz się i regenerujesz dzięki czemu możesz pracować lepiej, niż pracowałbyś bez tego odpoczynku. Tak to działa i mam nadzieję, że pomoże ci ta świadomość.

Kolorek23
Gość
Kolorek23

Nie chodzi o to, że produktywność spada, bo zawsze miałem w sobie takie zdrowe podejście, że jest czas odpoczynku i pracy. Niemniej jednak zwykle ze znajomymi nie zgrywałem się czasowo i tego kiedy ja uważałem, że dziś czegoś nie zrobiłem a mógłbym. Za pracoholika się nie uważam, wręcz przeciwnie, jak każdy muszę się zmusić – po prostu wiem, że warto czasem coś zrobić. Chodzi o to, że nie ma takich osób z którymi się spotyka od czasu do czasu, bo padła gdzieś dawno temu decyzja o angażowaniu się jedynie w najbliższe relacje. Zazdroszczę ludziom tych właśnie lekkich relacji. Tak samo rezygnując z tych malutkich pasji na rzecz rozwijania tych dużych ( bardziej przyjemnych ). Kiedyś się wyskakiwało na gokarty raz na miesiąc może dwa i było te 6-10 osób dziś nawet 3 osób trudno zebrać, a co dopiero ustalic wspólnie termin. Myślę, że to tak wina tego że jestem dość produktywny i chce od życia dużo i samo to wiele ludzi odstrasza. Jednak dochodzi tutaj wlaśnie taka stagnacja. Też jest ten kłopot jak poniżej napisała Madix introwertyzmu i mniejszych potrzeb socjalnych.

Łukasz
Gość
Łukasz

Takie problemy to nie problemy.

Kolorek23
Gość
Kolorek23

Wiesz czym cechuje się osoba nielubiana? Tym, że ignoruje potrzeby innych :)

Łukasz
Gość
Łukasz

To nie jest ignorancja, to trzeźwe spojrzenie na sprawę. Trochę lakoniczne, może nawet burackie i mało empatyczne, ale dobrze opisujące sytuację.
Chodzi o to, że dla każdego jego problemy są najgorsze na świecie, ale jak się zdobędzie inny punkt odniesienia, to wszystko zmienia perspektywę. Twój problem brzmi tak: „Mam kasę, dobrą pracę, świetną dziewczynę, ale nie mam kolegów i nie umiem odpoczywać” Po prostu uważam, że to nie jest powód na rzucanie się z mostu i idealnie wpisuje się w problemy pierwszego świata :)

entropysphere
Gość
entropysphere

Zaraz zostaniesz posądzony o bycie nieszczęśliwym :)
A to co piszesz to 100% prawdy.

entropysphere
Gość
entropysphere

Nie można patrzeć cały czas nażycie przez pryzmat produktywności. Zreszta sam nawet pare razy o tym pisałeś.

Volant
Gość
Volant

W swoim komentarzu wyżej też to napisałem :)

entropysphere
Gość
entropysphere

W komentarzu tylko w kontekście regeneracji produktywnośći na urlopie.
A życie to nie tylko odhaczanie targetów….

Madix
Gość
Madix

Tia, też właśnie jestem na tym etapie ;)

Właśnie się zorientowałam, że studia wyssały ze mnie całkowicie jakiekolwiek życie towarzyskie.
Owszem, mam chłopaka, dzięki któremu wcześniej tego nie czułam (w moim odczuciu jestem introwertyczką, więc chłopak + znajomi z uczelni całkowicie zaspokajali moje towarzyskie potrzeby), jednak ostatnio, kiedy mój chłopak regularnie zaczął pracować w weekendy, złapałam się na tym, że nie mam z kim ot tak, po prostu wyjść na piwo, i że nawet nie wiem, jakie są aktualnie fajne miejsca do imprezowania w moim mieście… (przez te 2 lata wiele moich ulubionych klubów po prostu zamknięto).

Zrobiło mi się dosyć smutno, szczególnie, że kiedyś postrzegałam się jako może nie imprezową, ale dość skłonną do szaleństw osobą, jednak w samotności przed lustrem trudno jest szaleć :)

Wszystkie znajomości, nawet te wartościowe, lekkomyślnie ucięłam, gasząc moich znajomych, którzy chcieli mnie gdzieś wyciągać, ripostami w stylu „spadaj do wulkanu – muszę / powinnam się uczyć / mam studia” (oczywiście ubrane w kulturalniejsze słowa, ale przekaz ten sam), a ostatecznie i tak kończyło się często na serialu / Internetach, bo przy byciu nieszczęśliwym motywacja do bycia produktywnym spadała… tak jak jakość mojego życia. Po drodze, w pędzie do osiągnięcia mojego celu (ukończenia studiów) zatraciłam gdzieś poczucie sensu i zadowolenia.

Z perspektywy czasu? Nie było warto, chociaż gdybym uwaliła studia, też pewnie miałabym wyrzuty… Niemniej zapewne i bez całej mojej napinki przez studia bym przebrnęła i mam głębokie poczucie, że wcale nie musiałam rezygnować z samej siebie, aby mój cel osiągnąć – co najwyżej zajęłoby mi to trochę więcej czasu, ale za to nie utraciłabym po drodze siebie, poczucia sensu i zadowolenia z życia, a to jest przecież w życiu najważniejsze…

Teraz wiem, że nie wolno zapominać o sobie… i realizować celów „za wszelką cenę”, jeśli tą ceną jesteśmy my sami :)
Samorealizacja jest ważną potrzebą, ale… jest na tyle wysoko w piramidzie Maslowa, że jeśli zapomnimy o tych bardziej podstawowych potrzebach, nic nam nie przyjdzie z zaspokojenia potrzeby wyższego rzędu ;)

entropysphere
Gość
entropysphere

To jakie cele realizujesz, jeśli nie jesteś z nich zadowolona? Jeśli do życia podchodzi się jak do targetów w korpo sie nie dziw.
Jak do swoich celów dodasz co roku tydzień surfowania na hawajach albo w innym fajnym miejscu, bo to uwielbiasz – wtedy wygląda to zupełnie inaczej.

Madix
Gość
Madix

Jak na szczęśliwego człowieka to kupa w Tobie agresji :p

entropysphere
Gość
entropysphere

Do szczęśliwego człowieka sporo mi brakuje.
Ale ile można słuchać tych samych wynurzeń od różnych osób.

Kolorek23
Gość
Kolorek23

Strasznie chcesz kogoś urazić, koleżanka napisała otwarcie, otworzyła się a ty ją swoim komentarzem uderzyłeś w twarz. Ona z pewnością jest zadowolona, jednak podobnie jak ja żałuje że niektórych rzeczy sobie nie odpuściła, oraz że odpuściła to czego nie chciałaby dziś odpuścić.
Piszesz, że do życia podchodzisz jak do targetów, a chwilę później planujesz urlop i dodanie go do celów – to także korporacyjne podejście.
Ile można słuchać… ? To ty wszedłeś pod mój komentarz, a ta dziewczyna napisała pod nim, więc czyż to nie logiczne, że można się spodziewać podobnych kwestii ?

Madix
Gość
Madix

Proponuję przyjąć, że kolega ma/miał zły dzień, i mu odpuścić – to się zdarza w Internetach, aczkolwiek dzięki za obronę :)

Ostatnio trochę inaczej patrzę na passive aggressive (dużo udzielałam się na pewnym babskim forum i było tam multum komentarzy przepełnionych ukrytą złośliwością i poczuciem wyższości) i chyba już mi na to chociaż trochę skóra zgrubła ;)

Dokładnie jak napisałeś – ogólnie jestem zadowolona, ale teraz pewne rzeczy zapewne zrobiłabym inaczej – głównie pod względem zdrowotnym, bo kiedyś zwyczajnie nie wiedziałam, że odpowiednio rozplanowany odpoczynek zwiększa produktywność / efektywność, przez co wcale nie jest marnowaniem czasu, a wręcz przeciwnie – inwestycją. Kiedyś wydawało mi się to strasznie nielogiczne :) no bo jak to – opierdzielanie się jest pracą? :D A tu faktycznie – odpoczywać też trzeba umieć, chociaż z dwojga złego to i tak nadal wydaje mi się, że lepiej przesadzić z pracą, niż z odpoczynkiem, bo po wykonanej pracy masz przynajmniej jakieś jej efekty na pamiątkę, a po odpoczynku – tylko ulotne, krótkotrwałe dobre samopoczucie ;)

Najzabawniejsze, że gdybym cofnęła się w czasie, to wiele decyzji i tak pewnie pozostałoby takich samych, bo mam wrażenie, że zmiana priorytetów była nieunikniona – po prostu, po osiągnięciu celu, ale bez wyznaczenia sobie kolejnego (bo osiągnięcie tego pierwszego było na tyle absorbujące, że o innych aktywnościach się nie myślało) po krótkotrwałej euforii czuje się pustkę, głód nowych wrażeń, i to jest akurat zupełnie normalne niezależnie od tego, co akurat za cel sobie obierzemy. A czasem już w trakcie dążenia do celu, jeszcze przed jego osiągnięciem możemy poczuć, że to jednak nie jest to, co nas prawdziwie kręci, albo – że może i owszem, kiedyś nas to nasze hobby kręciło, ale przestało (i tak się zdarza). Tego typu „pomyłek” raczej uniknąć się nie da, szczególnie, że to nie są „pomyłki”, a zwyczajne dojrzewanie i poznawanie siebie ;)

entropysphere
Gość
entropysphere

Internet to takie miejsce, w którym nie oczekiwałbym empatii i społecznych „głasków”, ale może jestem w błędzie…
Ad rem, każdy jest odpowiedzialny za to jak rozłoży swoje akcenty w życiu, czy na pracę, czy na rodzine, czy na zdrowie, czy na po prostu zajmowanie sie soba i swoimi przyjemnościami. Jednym to wychodzi lepiej, innym gorzej. Natomiast zawsze pozostaje dla mnie zagadką to, że ludzie wiedzą czego chcą, wiedżą, że to co robią do tego ich nie doprowadzi, a jednak w tym cały czas tkwią….
I właśnie tak odczytałem to co napisaliście na samym początku.

Volant
Gość
Volant

„Internet to takie miejsce, w którym nie oczekiwałbym empatii i społecznych „głasków”, ale może jestem w błędzie…”

Po pierwsze, jest różnica między głaskami, a rzeczową dyskusją.
Po drugie, komentarze o treści „ile można słuchać tych samych wynurzeń od różnych osób” są nie na miejscu. Nie chcesz to ich nie czytaj. Nie musisz każdego komentować w takim stylu.
Po trzecie, Volantification to nie jest cały internet i o ile nie oczekiwałbym empatii pod artykułami na wp.pl czy innym onecie to jednak chciałbym, żeby tutaj była społeczność skoncentrowana na czymś więcej, niż udowadnianiu innym racji na siłę.

Madix
Gość
Madix

Po prostu łaskawie nie wyżywaj się na przypadkowej osobie za to, że masz gorszy dzień :) Gdybym była Twoją koleżanką i Ci w dzień dzień gadała to samo, lekce sobie ważąc Twoje rady/reakcje to ok, rozumiem zirytowanie, ale w Internecie możesz sobie czytać co chcesz i to, że akurat czytasz to, co Cię wnerwia, to tylko i wyłącznie Twój, akurat dość niemądry wybór ;)

Przerzuć się po prostu na bardziej budującą lekturę i powinno być ok albo wyjdź pobiegać / pouprawiać dowolny inny sport. Doradzam akurat to, bo jestem osobą, która łatwo się denerwuje i stresuje (mimowolnie – nawet tego nie czuję, tylko po trzęsących się rękach widzę, że jestem zdenerwowana), a przy bieganiu rewelacyjnie wszystkie nerwy schodzą, nawet te, o których nie wiesz :)

Pamiętaj też, że Google filtruje wyniki pod Twoje wyszukiwania i przez to możesz trafiać non stop na podobne komentarze.

Cassje
Gość
Cassje

Bo w tej przepełnionej ideą perfekcjonizmu rzeczywistości człowiek się trochę gubi w swojej przeciętności. O ironio, chcemy czegoś, czego nawet nie umiemy nieraz sprecyzować słowami.

wisznu
Gość
wisznu

to że młodziez czuje sie nieszczęśliwa, to częściowo wynika z poczucia nadmiaru wolności, z którą nie wiadomo co zrobić. Juz Fromm o tym pisał w „Ucieczce od wolności”. Gdy można zbyt wiele, to coraz mniej się chce. Jest coraz mniej powodów do walki, która często nadaje sens zyciu. Ludzie znowu coraz częsciej szukają kogoś kto im powie co robić, co myśleć, stąd coraz więcej fanatyków religijnych, coraz więcej fanatyków politycznych…
Oczywiście do tego dochodzi jeszcze Eksperyment Calhouna – jest nam zbyt łatwo.
I jeśli mam obstawiać niedaleką przyszłość, to jesteśmy pokoleniem schyłkowym, pokonają nas muzułmanie. Ale oni tez za kilka-kilkanaście pokoleń bedą mięknąć.

Aha, o idealnym zyciu był taki dowcip:
Moskwa. Zima. Śnieg. Chłopczyk rzuca śnieżkami. Nagle – brzęk tłuczonego szkła. Wybiega stróż, prawdziwy stróż – o surowej minie, z miotłą i goni chłopca. Chłopiec ucieka przed nim i myśli:
– Po co? Po co mi to wszystko? Po co mi ten cały image dziecka ulicy, te śnieżki, ci koledzy… Po co? Przecież odrobiłem już wszystkie lekcje i mógłbym leżeć w domu na łóżku i czytać książkę mego ulubionego pisarza – Ernesta Hemingwaya…
Hawana. Ernest Hemingway siedzi w swym pokoju, w ogromnej willi, dopisuje ostatnie zdanie kolejnego romansu i myśli:
– Po co? Po co mi to wszystko? O, jakże dość już mam tego wszystkiego! Tej Kuby, tych plaż, bananów, trzciny cukrowej, upałów i tych ludzi! Przecież mógłbym być w Paryżu. Mógłbym ze swoim najlepszym przyjacielem, Andre Maurois, w towarzystwie dwóch pięknych kurtyzan, popijając poranny aperitif prowadzić dysputy o sensie życia…
Paryż. Andre Maurois leży w sypialni na ogromnym łożu. Gładząc kształtne biodro pięknej kurtyzany i popijając poranny aperitif myśli:
– Po co? Po co mi to wszystko? Ten cały Paryż, ci grubi Francuzi, te tępe kurtyzany… Dość mam tej wieży Eiffla, z której plują mi na głowę! Mógłbym przecież być w Moskwie, gdzie mróz, śnieg, siedzieć u mego przyjaciela, Andrieja Płatonowa, przy szklance wódki i dyskutować o sensie życia…
Moskwa… Zima… Śnieg… Andriej Płatonow… W czapce uszance… W walonkach… Z miotłą… Goni małego chłopca i myśli:
– Ku*wa! Jak dogonię, to zaj**ię gnoja!

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Dawno nie czytałam tak fajnego i trafnego komentarza tutaj :).

Zbuntowana
Gość
Zbuntowana

2) Dostałam więcej, niż oczekiwałam i mówię: Wszyscy mówili ,że jestem nic nie warta ,że skończę w rynsztoku a ja mieszkam daleko od Polski w kraju tak egzotycznym ,że niejeden Kowalski kojarzy go tylko z marką dobrego samochodu, mam prace, mam mieszkanie i mimo tego ,że nie wszystko akceptuje bezgranicznie to czuję ,że tu jest moje miejsce.

Łukasz
Gość
Łukasz

Co to za marka? :)

maximer006
Gość
maximer006

Lepiej odpuścić niż trwać w czymś co nas pomału wykańcza, masz rację.
To tyczy się zupełnie każdego aspektu naszego życia :)
Pozdrawiam i zapraszam do mnie!
http://www.agro2.ru/semena-tritikale

Volant
Gość
Volant

Nie pamiętam.

Kamil Dyluś
Gość
Kamil Dyluś

Nie wiem Volant jak Ty to robisz, ale każdy post to dokładnie od a do zet powiedziane jak jest!
Masz może jakąś złotą księgę? :P Fajnie się takie rzeczy czyta, teraz nic tylko wprowadzać w życie :)

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Mało przymusów, wiele możliwości – dawno nic tak do mnie z Twoich wpisów nie trafiło jak te słowa. Coś, o czym doskonale wiem i jestem tego świadoma. To mimo wszystko dobrze jest o tym sobie co jakiś czas przypomnieć. Tak dla higieny psychicznej. Zwłaszcza o te przymusy mi chodzi.

Lupyna
Gość
Lupyna

Jaki utwór Sławomira Mrożka, miałeś na myśli w tym poście ?