Z zołz i badboyów się wyrasta

Z zołz i badboyów się wyrasta

Wszyscy znamy ten typ. Jeśli są mężczyznami chodzą w skórzanych ramoneskach, okularach pilotkach i spodniach, które wyglądają na znoszone, chociaż ledwie została z nich odcięta metka. Jeśli są kobietami mają usta pociągnięte czerwoną szminką i chodzą w szpilkach, sukienkach i oversize’owych swetrach. Bez względu na płeć emanują pewnością siebie, seksualnością i głębokim poczuciem wyjebania na cudze oczekiwania, potrzeby i uczucia. Nazywa się ich łobuzami, badboyami i niegrzecznymi chłopcami albo zołzami i femme fatale.

Patrząc na tabuny, bądź co bądź atrakcyjnych i niegłupich osób, które się za nimi uganiają, chociaż nic nie dostają w zamian, łatwo dojść do wniosku, że jak jesteś chujem to dostajesz uwagę, miłość i ciasteczka, a jak jesteś dobry to dostajesz rozczarowanie, żal i ból serduszka. Przez to utarło się, że żeby odnieść sukces w relacjach damsko-męskich trzeba zdusić w sobie wrażliwość, dawać z siebie mniej i traktować innych gorzej. 

Tylko że to nieprawda, a ten wniosek jest jednym z najsmutniejszych i najbardziej destrukcyjnych z jakimi można się spotkać.

Coś ci wyjaśnię… W związkach liczą się dwie grupy oczekiwań. Dotyczą one tego:

1) jak chcemy być traktowani – w tej kategorii są słodkie, związkowe rzeczy obejmujące rozmowy na plaży i odsłanianie się z nadzieją, że nikt tego nie wykorzysta
2) i tego, jak chcemy, żeby osoba, z którą jesteśmy traktowała samą siebie – a powinna uważać, że zasługuje na to co najlepsze, być nieustraszona, racjonalna i przekonana o swojej wartości.

To dwie połowy jednego obrazka. Dzięki czyjejś wrażliwości możemy czuć się z kimś docenieni, kochani i bezpieczni. Dzięki czyjejś wysokiej samoocenie dostajemy poczucie wolności. Jednak zwykle mamy zaspokojoną tylko jedną grupę potrzeb, bo spotykamy same osoby, które kochają za dużo albo za mało.

Te które kochają na 300% zrobią ci kanapki z serem i szynką, zabiorą w swoje ulubione miejsce mówiąc: „Jeszcze nikogo tu nie zabrałem/am” i napiszą smsa rano o treści: „Witaj skarbie!”. A później wpuszczą cię do złotej klatki, zatrzasną drzwi i zaczną otulać śliskim kocykiem oczekiwań i potrzeb, zaborczością, swoją niepewnością tylko po to, żeby zatkać tobą egzystencjalną pustkę, którą w sobie noszą. W ten sposób będą wypychać cię jednostajnymi, dobrymi emocjami, od których mdli jak od zbyt dużego kawałka tortu.

Po przerobieniu kilku takich relacji wpada się na przeciwwagę w postaci kogoś, kto nie zaprząta sobie głowy robieniem złotych klatek i dbaniem o czyjeś potrzeby, bo te ich nie obchodzą. Takie osoby mają wszystko to, czego brakowało tym poprzednim – są pewne siebie, nie oceniają, a zamiast bombardować dobrem zapewniają upajającą huśtawkę emocjonalną. Atrakcyjne nie jest w nich to, że nie poświęcają nam uwagi, ale to, że czujemy się przy nich wolni i ta wolność może uzależniać.

W rzeczywistości te dwie postawy są swoimi lustrzanymi odbiciami – tam gdzie jedna z nich ma zalety, tam druga ma wady i odwrotnie.

W pierwszej zapominasz o tym, że twoje potrzeby są też ważne, a niektóre osoby zasługują tylko na to, żeby wyciągnąć środkowy palec.

W drugiej zapominasz, że inni ludzie nie są lalkami wypełnionymi trocinami, ale też mają uczucia.

A tak naprawdę potrzebujesz trzeciej, która łączy to co najlepsze w tych wcześniejszych – wrażliwość z brakiem osaczania drugiej osoby.

Dlatego nie wybieraj życia BEZ – bez uczuć, bez zaangażowania, bez umiejętności otworzenia się na drugą osobę, chociaż możliwe, że to ciebie zrani. Nie decyduj się na to, żeby mniej czuć i zakuwać się w pancerz, żeby uniknąć zranienia. Nie stwierdzaj, że musisz być zołzą albo kutasem, żeby zyskać namiastkę szczęścia. Nie daj sobie wmówić, że wszystko, co w tobie szczere, miękkie i prawdziwe jest złe, a życie to wojna, w której nie chcesz być po stronie przegranych. Wiesz dlaczego? Bo są duże szanse na to, że nawet ze zwycięskiej wojny wrócisz jako roztrzęsiony psychicznie i fizycznie kaleka. Bądź co bądź uczucia to wszystko co masz. Bez nich wszyscy zachowujemy się jak ci ludzie z obrazka, którzy są odwróceni do siebie plecami, ale ich wewnętrzne dzieci rozpaczliwie chcą się razem bawić i malować kredkami.

Wybieraj życie Z – z większą niezależnością, z lepszą świadomością swoich i cudzych potrzeb, z szanowaniem cudzej autonomii, z mocniejszym staniem na własnych nogach, z byciem bardziej interesującą osobą, która żyje tak pięknie, że nawet idąc spać po ciężkim dniu ma ochotę dreptać jak zniecierpliwiony dzieciak, który nie może się doczekać wycieczki do Disneylandu.

Tylko to ma sens. Wiesz dlaczego? Bo w gruncie rzeczy każdy idiota może być badboyem, a każda kretynka zołzą. Wystarczy dawać z siebie jak najmniej, operować podstawowymi emocjami silnymi jak prawy sierpowy Władimira Kliczko i wśród wszystkich negatywnych doznań zapewnić mikrosekundy szczęścia, dzięki którym druga osoba pomyśli: „A może coś jednak z tego będzie?”.

Takie osoby fascynują. Badboye i zołzy pociągają. Chodzą w swoich uniformach buntu emanując pewnością siebie, seksualnością i brakiem zainteresowania. Z biciem serca czeka się na randki z nimi. Chce się walczyć o ich uwagę, zmieniać ich i cieszyć z każdego wyszarpanego pozytywnego uczucia.

A później? A później i tak spotyka się kogoś, kto umie łączyć naturalną dobroć z szacunkiem do siebie. Wtedy dociera do nas, że są osoby, z którymi życie jest równie dobre, ale jednocześnie nie przypomina walki o przetrwanie i że ten ktoś, nie musi być skurwielem, żeby czuć się przy nim jak na emocjonalnym rollercosterze. Uświadamiamy sobie, że można być zaskakiwanym nie wybuchami złości i milczeniem, ale raczej kolacją w Rzymie i seksem na dywanie w salonie.

I mając to nie wzdycha się marzycielsko: „Ech, gdyby tylko był tutaj jakiś oziębły skurwysyn (lub dziwka), przy którym poczuję się jak zdeptany śmieć…”

Wtedy się z nich wyrasta – szybko i definitywnie – dokładnie tak, jak wyrosło się z młodzieńczego buntu, noszenia koszulek z Darthem Vaderem i słuchania Tokio Hotel.

Print Friendly, PDF & Email

45
Dodaj komentarz

avatar
100000
21 Comment threads
24 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
25 Comment authors
LiriellmicrosoftIskraparanoJabasta Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Cyniczny
Gość
Cyniczny

„(…) Jeśli są mężczyznami chodzą w skórzanych ramoneskach (…) ”

a w głowie jeszcze cytat z Piątego Poziomu bądź Sexcatchera, że na imprezy najchętniej wychodziłeś w dopasowanej skórze i dobrym whisky w ręku :D Ale to pokazuje jak ludzie się zmieniają, sam po sobie widzę że już coraz mniej potrzebuję kolejnych kobiet, takiego ‚night life’ życia itp. W sumie to dobrze, priorytety się zmieniają, ludzie się rozwijają.

Volant
Gość
Volant

Dalej lubię skóry, ale ramoneskę kupiłem tylko raz, a założyłem ją dwa razy ;)

Dawid Straszak
Gość
Dawid Straszak

Prawda. Ostatnio wróciłem do „Piątego poziomu” i sam spoglądam na wszystkie opisane tam rzeczy z zupełnie innej strony, ale najciekawsze jest to jak bardzo zmieniło się poejście samego Volanta, teraz skupia się na tworzeniu relacji, a nie Kasa + seks + emocje :)

Volant
Gość
Volant

Nie, no bez przesady – pieniądze wciąż są dla mnie w czołówce życiowych priorytetów i podejrzewam, że szybko to się nie zmieni.

NazwaObojetna
Gość
NazwaObojetna

Odnoszę to samo wrażenie, dojrzewasz Volant. Zmieniłeś się od czasów opisywanych w Sexcacher. Ale chyba każdy musi doświadczyć nutkę buntu by w końcu dojrzeć do stabilizacji w życiu jak i w zwiazku. Bez tego etapu nierozsadku i niedojrzalych związków odczuwa się niedosyt, wrażenie, jakby nie spróbowało się jeszcze wszystkiego. Prędzej czy później w każdym się to odezwie i kazdy musi przez to przejść, bez względu na to ile dostanie ostrzeżeń od innych :)

entropysphere
Gość
entropysphere

Podobna drogę widać u np. Neila Straussa (tego od „Gry”). Z tym, że tamten w międzyczasie leczył się jeszcze z seksoholizmu.

Donnie
Gość
Donnie

Ale Tokio Hotel to ty szanuj!
Świetny tekst, jak zwykle z resztą, zawsze dają mi jakiegoś takiego pozytywnego kopniaka. Dziękuję. :)

Nananana
Gość
Nananana

Dzieki za dobry post, w sam raz na moje urodziny :) czytając go, mam wrażenie że jest to swojego rodzaju dopełnienie do ostatniego rozdziału sexcachera, podsumowanie tego, że aby wejść w dojrzały związek trzeba parę razy się potknąć, spotkać na swojej drodze femme fatale bądź badboyabadboya, by w końcu przekonać się, że pełnowartościowy związek to nie czekanie na to aż kiedyś może coś z tego będzie. Niestety, najwięcej energii i czasu tracimy właśnie na to czekanie, żyjemy nadzieją i złudzeniami, oszukujac samego siebie. Życzę wszystkim tego, aby szybko z tego etapu wyrosli, szkoda życia na ludzi, którzy jedynie na co zasługują to pokazanie środkowego palca. Najgorsze jest to, że nie dostajac uwagi od takich ludzi doszukujemy się błędu w sobie, starając się na siłę zmienić, bądź robić wszystko by jednak tę uwagę przyciągnąć. Z szacunku do siebie, swojego czasu i uczuć po prostu NIE WARTO.

entropysphere
Gość
entropysphere

Sam kiedys napisałeś, żeby traktować ludzi tak jak oni traktuja ciebie. To jest idealna metoda i na badboyów, i na zołzy i na tych fajnych ludzi również. Działa zawsze, czasem z minimalnym opóźnieniem.
Nie wiem jak badboye, ale zołzy często są zołzami tylko dla gości, którzy im na to pozwalają, ale dla innych są bardzo miłymi, fajnymi i ciepłymi kobietami.

PS Zamiana na skóry na garnitur świadczy o zmianie, ale nie zawsze jest to zmiana w dobrym kierunku. Jednemu lepiej w cabrio 911, a drugiemu w Audi A8. U2 albo Metallice z okresu buntu pamiętaja wszyscy – tego co graja dzisiaj nie zapamięta prawie nikt.

Cyniczny
Gość
Cyniczny

” zołzy często są zołzami tylko dla gości, którzy im na to pozwalają, ale
dla innych są bardzo miłymi, fajnymi i ciepłymi kobietami.”

W punkt. W sumie wyobraź sobie sytuację w której jeśteś facetem, masz wyjebane a ona Cię jeszcze podwiezie, obiad zrobi i przeprosi że żyję.

Subiektywny
Gość
Subiektywny

Bo mężczyźnie wiele lat zajmuje wypracowanie w sobie umiejętności powiedzenia „jeśli chcesz być zołzą – idź być nią gdzie indziej!”. I umiejętności błyskawicznego dania sobie spokoju z taką kobietą.
Sam wcześniej próbowałem zołzy obłaskawiać i tak po dżentelmeńsku – cywilizować…
Strata czasu, już chyba przysłowiowy Zabłocki lepiej wyszedł na interesie z mydłem.

entropysphere
Gość
entropysphere

Zołzy nie można cywilizować i obłaskawiać, trzeba traktować ją z pozycji siły. Tylko wtedy to działa. Znam sporo takich, które są dla większości – w tym dla swoich facetów – wyjątkowo wredne, ale przy pewnych gościach kolana im miękną a charaktery łagodnieją.
Kwestia wyboru i preferencji plus mierzenia sił na zamiary. W końcy skórzany fotel, o którym piszesz adrenaliny Ci na pewno nie dostarczy :)

chris
Gość
chris

Wow ! …..aż mnie przytkało . Zajebisty tekst i jak zawsze czasowo wpasowany w moje życie. (śledzisz mnie :D ) Dzięki Volant :-*

sink.zodiac
Gość
sink.zodiac

Dzięki, Volant, za ten tekst. Widać, że wyrosłeś i widzisz miłość i romantyczne emocje z drugiej strony lustra. Mnie do tego wyrośnięcia trochę brakuje, ale dobrze wiedzieć, że po drugiej stronie istnieje coś poza czernią i bielą, że można kochać i być w związku, który jest pomiędzy wampową czerwienią a rozlazłym pastelowym różem. No, jakoś tak mi spokojniej w serduchu!

Elis
Gość
Elis

Przepraszam, nie mogę. Zostałam wybita z mojego toku myślenia podsumowaniem o wyrastaniu z Tokio Hotel ;) kochałam ich na zaboj, kiedy miałam 15 lat… Faktycznie, wyrosłam. Szybko i definitywnie.

Julitta Dębska
Gość
Julitta Dębska

Zołzy i badboye to ludzie, w których jest olbrzymi strach przed miłością. Pragną jej i potrzebują być może bardziej od innych, ale strach przed zranieniem jest tak wielki, że wybierają wyparcie emocji. To są biedne osoby. Często ich strach wynika z doświadczeń z nawet wczesnego dzieciństwa, z tego, co obserwowali u siebie w rodzinie. Każdej takiej osobie życzę, by dorosła do decyzji o przepracowaniu tego. Ból, którego się boją będzie, ale bez niego nie ma też radości i szczęścia. Super artykuł i bardzo za niego dziękuję.

ka
Gość
ka

plus jeszcze te dumnie wrzucane wszędzie hasła „wild hearts can’t be broken”, nie?

Łukasz
Gość
Łukasz

No, ale czy jest lepsza stylówa niż ramoneska, pilotki i znoszone spodnie? Bardzo wątpie :D

ka
Gość
ka

u mnie żadne tokio hotel, ale pezet. jezu, jak sobie zrobię dziś wycieczkę w przeszłość po jego płytach, to chyba nie zasnę ;-). pamiętam doskonale jak słuchałam go, jego muzyki „poważnej”, „klasycznej”, „rozrywkowej” i wreszcie „emocjonalnej” i marzyłam, by być jego damską wersją: pogubioną, oczywiście im bardziej tym lepiej, poharataną przez jedną osobę, z lodem w sercu i mrozem w oczach, w których byłoby widać, że jestem nieobecna mimo bycia obok kolejnego i kolejnego faceta. jego wersy, że
„serce i ciało poznały blizny,
byłem skurwielem i stałem się zimny,
permanentnie zdradzałem dziewczyny,
czyjeś, emocje, uczucia deptałem, robiłem sobie z nich kpiny,
wpadłem w złe towarzystwo, chlałem i ćpałem, byłem pewien siebie jak nigdy.
stałem przed tłumem, oni krzyczeli moje imię,
myślałem, że to nigdy nie minie,
upadłem i wstałem nieraz,
oglądam siebie teraz jakbym grał w jakimś filmie…”
były wtedy jak biblia. teraz to śmieszy, a wtedy było kwestią życia, śmierci, albo chociaż planów na najbliższą przyszłość :D. pamiętam też jak pospełniałam te swoje śmieszne oczekiwania. tych wszystkich mężczyzn, te wszystkie momenty zagłuszania czegoś, czymś innym, co nie miało żadnego znaczenia dla mnie, choć dla innych było tak bardzo czymś. i to, jak wreszcie zobaczyłam, że w tym więcej jest męczenia się samemu ze sobą, niż pożądanego blichtru i niesamowitości, który było widać stojąc po drugiej stronie. koniec końców – że to nie tędy droga do tego, by poczuć się dobrze. jak to było? „w swojej biografii napiszesz, że to była jedna z najważniejszych dla ciebie chwil” ;-).

ioreth
Gość
ioreth

Pezet też dorósł. Jest fajny wywiad z nim sprzed kilku lat, przeprowadzany chyba przez Żulczyka.

ka
Gość
ka

jakbyś przy okazji na niego gdzieś trafił, to ja chętnie!

ioreth
Gość
ioreth
ka
Gość
ka

przepraszam najmocniej i dziękuję!

ioreth
Gość
ioreth

Nie ma za co i na zdrowie ;)
Jeszcze jakiś czas temu cały ten wywiad był w internecie, może jeszcze kiedyś go znajdę :)

basta
Gość
basta

„, te wszystkie momenty zagłuszania czegoś, czymś innym, co nie miało żadnego znaczenia dla mnie, choć dla innych było tak bardzo czymś. i to, jak wreszcie zobaczyłam, że w tym więcej jest męczenia się samemu ze sobą, niż pożądanego blichtru i niesamowitości, który było widać stojąc po drugiej stronie”

haha piątka, miałem tak samo, ale pewnie gdybym nie spróbował to jeszcze do teraz bym się zastanwaiał ;)

Łukasz
Gość
Łukasz

Badboye i zołzy są spoko – nie do związków – to jest prawda, natomiast uważam, że z tego się nie wyrasta, tylko dostosowuje swoje zachowanie do aktualnych okoliczności i potrzeb, dlatego zależnie od oczekiwań, taka postawa może być dobra i nic nie stoi na przeszkodzie by w wieku 35 lat(dla mężczyzny), po okresie bycia w związku/małżeństwie znowu być przebojowym, złym chłopcem.
Co by nie było, myślę, że lepiej być badboyem i złagodzić swoje zachowanie do bycia materiałem na związek, niż być tym grzecznym, który usilnie próbuje stać się konkretnym i atrakcyjnym facetem.

entropysphere
Gość
entropysphere

Moim zdaniem najważniejsze jest po prostu bycie szczerym ze samym sobą, niezależnie od wieku. Jeśli ktos nie chce się wiązać ma do tego prawo, jeśli chce mieć żone i piątke dzieci również. Nie ma złotej recepty na szczęście w życiu dla wszystkich, a jeśli ktoś twierdzi inaczej to po prostu kłamie.

Zbuntowana
Gość
Zbuntowana

Jedna noga chcesz czuć stabilizacje a druga chcesz czuć wolność. Przez ostatnie lata femme fatale były dla Ciebie idealne, dawały Ci wolność, emocje i seks a teraz szukasz kogoś kto da Ci jeszcze stabilizacje ale tylko emocjonalna, takiej zołzy z sercem :)

Monikaem
Gość
Monikaem

I mając to nie wzdycha się marzycielsko: „Ech, gdyby tylko był tutaj jakiś oziębły skurwysyn (lub dziwka), przy którym poczuję się jak zdeptany śmieć…”

LOVE !!

Subiektywny
Gość
Subiektywny

No i proszę, Volantowi zaczyna zmieniać się powoli sposób postrzegania. Dobre, dobre.
Swoją drogą bój się – jeszcze jeden czy dwa etapy w życiu i dojdziesz do wniosku, jak mawiała moja pierwsza szefowa w kancelarii, że nie ma nic lepszego w życiu niż wygodny fotel na tarasie w domu i lampka dobrego koniaku w dłoni ;)
Jak to mówią – do wielu rzeczy trzeba dojrzeć.
Do koniku jeszcze nie dojrzałem, ale to już chyba bliżej niż dalej … :D

entropysphere
Gość
entropysphere

Starość nie radość, ale w tym przypadku uderzyła dość wcześnie…

Natt
Gość
Natt

Z wielką przyjemnością czytałam Twój tekst. Istna prawda. Sama zaczynam coraz bardziej rozróżniać toksyczną relację od tej prawdziwej, szczerej relacji. Choć pomimo tego, że ta pierwsza dawała mi dużo więcej emocji, to potrafi zabrać człowiekowi to, co w nim najlepsze. Człowiek dzięki temu uczy się i może zostać świetnym doradcą w tym temacie :D, ale sam bardzo się gubi. Ale o tym świadczyć może tylko brak pewności siebie. Nie chodzi o tą zgrywaną przed znajomymi, ale o tą, którą człowiek nosi w sobie.

Dreamlander
Gość
Dreamlander

Generalnie się zgodzę z artykułem, jednak uważam, że jeśli ktoś reprezentował skrajny typ osobowości (bad boy lub wrażliwiec), to praktycznie nie ma szans na idealne wyważenie tego stylu bycia. Owszem, ciężką i wieloletnią pracą nad samooceną i charakterem można osłabić osobowość przez którą mamy kłopoty, jednak zawsze jakaś część dominacji/uległości zostanie. Oczywiście „agresywny samiec” czy „zimna suka” znacznie rzadziej będzie dążyć do zmiany na rzecz partnera/ki.

Zbuntowana
Gość
Zbuntowana

Z bycia bad boy czy zołzy nie wyrasta się tak łatwo, czasami nigdy ale temat jest o wyrastaniu z pogoni za takimi osobami. Kiedy jesteśmy młodzi chcemy żyć na pełnych obrotach, maximum emocji i wszystko co tego nie daje jest nudne. Ludzie z wiekiem zmieniają priorytety, nie można przez cale życie nosić ulubionej koszulki z lat dziecięcych bo z niej wyrastamy. Zresztą życie na pełnych obrotach tez nie jest dobre przez cały czas bo można skończyć jak Janis Joplin lub inni co tak krotko żyli, dlatego ludzie zwalniają tempo życia. W pewnym momencie zaczynamy doceniać stabilność bo ciągłe zmiany męczą choć są ciekawe. Tak samo jest z miłością, gdy trafimy na odpowiednia osobę, nie koniecznie super idealna choć idealna dla nas w tym momencie to już nie mamy ochoty gonić króliczka aby dostarczyć sobie dużej dawki emocji, stabilizacja zaczyna być relaksująca a nie mecząca. Jedynie w przypadku gdy jest się bad boy lub femme fatale to strach przed zranieniem i stabilizacja jest tak silny i mimo tego ,ze takie osoby tez potrzebują miłości to jednak odpychają wszystkich i zmiana priorytetów w ich życiu może nigdy nie nastąpić. „agresywny samiec” czy „zimna suka” to są jednostki zwichrowane pozbawione empatii i zmiany nie dokonują prawie nigdy a tym bardziej na rzecz partnerki/a no chyba ,ze znajda się na samym dnie, zostaną zamknięci i zmuszeni do resocjalizacji.

entropysphere
Gość
entropysphere

A jednak są osoby, które nie muszą szukac stabilizacji z wiekiem. Iggy Pop ma prawie 70 lat a daje czadu jak kiedyś – tylko, że juz bez chemii w żyłach. Dawid Bowie dożyl 70. Więc można. Nie każdy kończy jak Janis Joplin, Kurt Cobain czy Amy Whinehouse.
Ta tzw zmiana priorytetów to starość, zmęczenie i lenistwo. W wieku 20 lat wyjazd pod namiot bez ciepłej wody jest rewelacyjnym pomysłem, spanie na plaży i tanie wino również. Jak masz 40, to pewnie nawet na 2* hotel będziesz kręcić nosem.
I słowo klucz – konformizm – skoro nasi znajomi zmienili ramoneski na garnitury, to nie można od nich ostawać i nadal chodzić w koszulce z Jarocina….

Zbuntowana
Gość
Zbuntowana

Stabilizacja to nie jest 2*hotel. Mylisz stabilizacje z komfortem i wymaganiami, nawet Dawid Bowie ożenił się dwa razy i ma dzieci z tych małżeństw i nie sadze żeby jeździł na wakacje pod namiot i pil tanie wino.Iggy Pop ma od ponad 10 lat żonę o 25 lat młodszą, po burzliwych koncertach ma gdzie wracać. Stabilizacja to nie rezygnacja z pasji. Gdy jest się młodym można codziennie stołować się w fast food i brać amfe ale z wiekiem doceniasz zdrowe jedzenie i rezygnujesz z wielu używek. Gdy jest się młodym można nocować każdą noc u innego kumpla ale z wiekiem chce się mieć swój własny kąt i mieć gdzie wracać z wojaży. Priorytety zmieniają się i to jest normalne ale to nie znaczy ,ze poprzednie ulegają całkowitej degradacji. Jak ktoś był szalony w młodości to szalony pozostaje do końca życia, jak ktoś był nudny i leniwy to taki będzie przez cale życie, jak ktoś dąży do sławy i sukcesu to na starość to się nie zmienia. Zmienia się postawa do życia, jak jest się młodym to na życiu nie zależy, można odejść z tego świata w każdej chwili, z wiekiem coraz bardziej doceniasz życie i im jest się starszym tym dłużej chce się żyć. Z wiekiem nie ryzykuje się utrata życia niepotrzebnie i chce się mieć do czego i kogo wracać. Starość to nie zmiana priorytetów na nudę i lenistwo to docenianie tego co się przeżyło i tego co się ma i tego co jeszcze może być bo im dłużej żyjesz to wiesz ,ze życie jest zmienne i pełne niespodzianek dlatego jest piękne. Zmęczenie to rzecz naturalna z wiekiem tracimy siły i tak jak w wieku 20 lat można było imprezować cała noc a rano być pełnym energii tak w wieku 40 lat już jest to trochę trudne.

Fragment wywiadu z Iggy Pop :
„– Jeśli poprosisz mnie, żebym przyjechał na urodziny twojej mamy i
zaśpiewał „Happy Birthday”, nie odmówię. Jednak po nagraniu nowej płyty wiem, że stworzenie wartościowego albumu wymaga zaangażowania
pełnowartościowej energii. Tymczasem moje siły są ograniczone – zbył
dziennikarza NME.”

Możesz chodzić w koszulce z Jarocina przez cale życie, któż Ci zabroni ale nie pójdziesz w niej na pogrzeb własnego ojca czy matki lub na spotkanie w interesach no chyba ,ze jesteś bajecznie bogaty i masz wyjebane na wszystkich ;)

entropysphere
Gość
entropysphere

Zgoda. Myślimy podobnie tylko mamy inne zroumienie pewnych pojęć.

Wiadomo, że im jesteś starsza tym masz mniej energii, siniaki schodzą nie po 3 dniach, ale po 3 tygodniach. Wiadomo również, że jeśli jesteś CEO banku to do pracy będziesz przychodzić w garniturze, nawet jeśli w domu masz 3 konsole i 5 gitar, w garażu 2 motocykle a w szafie ramoneskę i t-shirty, ze wszystkimi postaciami z Star Wars.

Czym innym jednak jest pozbycie sie skórzanej kurtki, bo „wyrosłem z takiego stylu”, wyrzucenie koszulki z Darthem Vaderem, bo mi nie wypada jej zakładać etc.

I tak samo ze związkami, jeśli ktos w pewnym wieku wchodzi w związek, hajta się i ma dzieci, bo tak wypada, to jest to tylko i wyłącznie jego wybór, a nie proces wyrastania z buntu.

W zasadzie wszystko jest kwestia wyborów, natomiast niezmienna jest jedna rzecz – to jak się życie przeżyje i czego ono będzie pełne już zależy tylko od każdego z nas. Ale tu również nie ma dobrej drogi, bo de gustibus non est disputandum.

Goska Ce
Gość
Goska Ce

Zawsze mnie denerwuje jak ktoś twierdzi ‚Wtedy się z nich wyrasta – szybko i definitywnie – dokładnie
tak, jak wyrosło się z młodzieńczego buntu, noszenia koszulek z Darthem
Vaderem i słuchania Tokio Hotel’, no kurde nic mnie bardzej nie denerwuje. Ja od dziecka sluchalam, punka, rocka, ubustwialam trzy zespoły, kochałam motocykle. I co? Teraz mam 24 lata, dalej uwielbiam te trzy zespoły, a motocykl do dzisiaj jest najlepsza rzecza jaka mnie spotkała. WIEC jak można wyrosnąć z czegoś co jest częścia nas?

Łukasz
Gość
Łukasz

Wyluzuj, Volant pisze o starych ludziach, tych 30+ :D

Volant
Gość
Volant

I dokładnie na tym polega sztuczka – to jest częścią nas, ale nie oznacza, że BĘDZIE. Zgadzam się z komentarzem Łukasz – pogadamy za piętnaście lat :)

entropysphere
Gość
entropysphere

Niektórzy się starzeją, inni sprzedają, jeszcze inni ewoluują, a tak na prawdę chodzi o ten sam proces :)
Jeśli coś jest Twoja immanentną częścią to na pewno z niej nie zrezygnujesz, pytanie czy jest.

paranoJa
Gość
paranoJa

Wszystko wszystkim, ale z koszulek z Darth Vaderem się nie wyrasta! :D

Iskra
Gość
Iskra

Raz? I takie skutki? Chyba mocno poszło w pięty, a szkoda, bo może po drodze, przez takie podejście wdeptałeś w glebę czyjeś uczucia względem siebie. Nie mówię, że trzeba być otwartym jak drzwi kościoła w niedzielę, ale dawać szansę szczęściu i ludziom. Nawet jak się dostanie kopa w dupę, to na starość przynajmniej zostanie świadomość, że się próbowało. Może zbyt idealistyczne mam podejście do życia (pomimo wielu porażek na polu damsko- męskim), ale wierzę jednak, że jeszcze są ludzie, którzy potrafią być w porządku do kogoś komu się podobają ;). Powodzenia w otwieraniu! :)

microsoft
Gość
microsoft

Jak myślisz Volant. Czy pociąg kobiet do Bad Boya jest związane z ich wiekiem (im młodsze tym ten pociąg większy ;) )?. Czy przechodzi to z nabywanym doświadczeniem i dojrzałością? A może kobiety które mają takie upodobania nigdy się nie zmieniają?

Liriell
Gość
Liriell

Mam 20 lat. Po swojej pierwszej „prawdziwej” relacji z mężczyzną, z której ciągle się wygrzebuję, ale która otworzyła mnie na ludzi (byłam na tyle nieśmiała, że podchodziło to pod fobię społeczną), otrząsnęłam się. Dawałam wtedy z siebie 300%. Teraz nabrałam nieco pewności siebie, której brak maskowałam „pyskowaniem”. Podświadomie dążę do równowagi – ciepła z pewnością siebie, czy zdrowym samolubstwem, jak kto woli. Czasem jestem jeszcze zadziorna, ale to tylko przy wybranych osobach (i nie pyskuję). ;)
Dziękuję za wpis, z pewnością pomógł mi nieco skorygować kierunek.