Są takie zdania, od których usłyszenia mogło upłynąć kilkanaście lat, a wciąż są tak samo wyraźne. Potrafisz sobie przypomnieć to, jak za oknem padał deszcz, dźwięk syczących żeliwnych grzejników, a przede wszystkim to, jak tych kilka słów zatkało ci klatkę piersiową i sprawiło, że ze wzruszenia łamał ci się głos.

To właśnie był dobry komplement.

Pamiętacie fantastyczną scenę z „Lepiej być nie może”, w której Melvin oznajmia Carol, że ma dla niej komplement i to prawdziwy? Ona nie jest przekonana i mówi:
– Obawiam się, że to coś okropnego.
– Nie staraj się udawać pesymistki – stwierdza Melvin i zaczyna mówić: – Cierpię na pewną…chorobę. Mój doktor, psychiatra, u którego się leczyłem, twierdzi, że pigułki pomagają w większości takich przypadków. Nienawidzę pigułek. Groźna rzecz. Jak widzisz, użyłem tu słowa „nienawidzę”. Chodzi o to, że gdy zjawiłaś się u mnie i powiedziałaś, że nigdy…
– Ehmm…
– Wiesz zresztą, co powiedziałaś.
– Chodzi o to, że następnego dnia zacząłem przyjmować proszki.

Ona siedzi zdziwiona i w końcu pyta:
– To ma być komplement?
– Tak, bo sprawiasz, że chcę być lepszym człowiekiem.

Mimo upływu lat uważam, że jest to jeden z celniejszych komplementów jakie można komuś powiedzieć. Nie dlatego, że jest wyszukany (bo nie jest), ale dlatego, że dobry komplement to zawsze jakaś forma powiedzenia: „Wpływasz na moje życie”.

I może być to: „Chcę być dla Ciebie facetem na jakiego zasługujesz”, „Z nikim nie byłem taki szczęśliwy”, „Godzina trwa przy Tobie jak jedna minuta” albo „Czy naprawdę nie możemy wziąć L4 i zostać razem w łóżku?”, „Zamieszkałbym z tobą nawet w Norwegii, a nienawidzę zimna”.

Cała reszta to nie komplementy. Mówienie „Jesteś piękna” i „Masz wspaniały uśmiech” to tylko pusta ocena. Nota, którą dostaje się od samozwańczego jurora, jakby życie to był „Taniec z gwiazdami”, a ona akurat pokazała kawałek tyłka w stringach – i to tyłka, którego kształt zawdzięcza w dużej mierze dobrym genom, a nie swojej wyjątkowej osobowości.

W tym może być zachwyt krytyka sztuki, ale nie ma żadnej z dwóch rzeczy, o które ludziom chodzi: emocji i relacji. Ona wciąż nie wie, co przy niej czujesz, ani nie ma pojęcia, jak wpływacie na swoje życia, a ludzie żyją w ciągłym deficycie poczucia wyjątkowości. Chcą wiedzieć – i to bez względu na płeć, że są dla kogoś czymś więcej, niż sumą organów wewnętrznych, kości i skóry. Chcą mieć świadomość, że jest w nich coś, czego nie ma w innych. Chcą czuć, że nie są łatwo zastępowalni i wymienialni jak spodnie z sieciówki, w których rozszedł się szew. Chcą pójść z tobą na randkę i żebyś wspominając to miejsce, miał przed oczami jej twarz, nawet jeśli pójdziesz tam jeszcze 48 razy z innymi osobami. Chcą żebyś pamiętał o ich urodzinach nawet wtedy, kiedy nie będziesz miał ich znajomych i nie dostaniesz powiadomienia w telefonie.

Dlatego mogę się założyć, że gdyby Helen Hunt usłyszała „Masz piękne oczy” nawet w formie drugiej „Pieśni nad pieśniami”, to powiedziałaby tylko to, co tysiące kobiet mówi na każdej randce: „Aha, dziękuję”. Uśmiechnęłaby się mdło na końcu tego krótkiego zdania, przeniosła wzrok na menu, a następnie zapomniałaby o tym po piętnastu sekundach. Nie dlatego, że to nie jest miłe, ale dlatego, że to nic nie znaczy. Nie ma w tym nic unikalnego – nic co odnosi się tylko do niej, nic dzięki czemu poczuje się wyjątkowa, inna, jedyna.

Jednak usłyszała: „Sprawiasz, że chcę być lepszym człowiekiem”. I to dlatego z roziskrzonymi oczami odpowiedziała Jackowi Nicholsonowi: „To chyba najpiękniejsza rzecz, jaką w życiu słyszałam”. Bo ma świadomość, że prawdopodobnie znał on setki pięknych kobiet, ale dla żadnej nie chciał brać swoich znienawidzonych tabletek. Wolał być zgryźliwym, introwertycznym pisarzem, który nie miał ochoty iść na jakiekolwiek ustępstwa dla innej osoby. Zechciał to robić dopiero kiedy ją poznał.

To znaczy dużo więcej, niż powtarzanie pięć razy dziennie: „Jesteś piękna”, trzy razy dziennie: „Jesteś seksowna” i co dwa dni: „Kocham cię”. Nie tylko dlatego, że to można powiedzieć co drugiej osobie, jaką się pozna, ale też dlatego, że jeśli za tymi słowami nie idą czyny, to znaczy to dokładnie tyle, co lokata w Amber Gold – nic.

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 400 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.