Niewiele osób łatwo uczy się na błędach. Uczenie się na nich wymaga czasu, wysiłku i samokrytyki, ale większość osób w końcu wyciąga wnioski i przewartościowuje swoje życie. Są jednak osoby, które tego nie robią, a obserwowani z boku przypominają małe pieski, które nie wiedząc czym jest szyba, uparcie uderzają w nią głową.

Takie osoby mają kilka charakterystycznych cech i przekonań, które skutecznie utrudniają im wyciąganie wniosków.

Po pierwsze, nie doceniają kształcącej roli błędów

Dla nich błąd to napis „Game over”, przez który mówią sobie, że są beznadziejni, nigdy nie będą szczęśliwi i że nikt nie jest równie głupi jak oni.

Problemy z tym podejściem są dwa.

Pierwszy jest związany z tym, że nauka wiąże się z tym, że na początku jesteś w czymś do kitu. Później jesteś też do kitu, ale nieco mniej. Dopiero po jakimś czasie zauważa się, że robi się postępy. Nic dziwnego, że Samuel Beckett pytany o swoją strategię życiową mówił: “Spudłować. Spudłować jeszcze raz. Spudłować lepiej”.

Drugim jest to, że tego etapu pudłowania nie da się pominąć jak reklamy na YT. Nie przeskoczy się go czytając książki, ani zapisując okrągłe zdania płynące z ust charyzmatycznych mówców na najdroższych konferencjach na świecie. Ma to związek z istnieniem „wiedzy ukrytej”. To pojęcie wprowadzone przez Michaela Polynai’ego oznacza, że wiedza jaką można przekazać za pomocą obrazów i słów to tylko wierzchołek góry lodowej. Żeby naprawdę się czegoś nauczyć, trzeba opierać się doświadczeniach, które można nabyć tylko osobiście, a nieodłączną częścią jego zdobywania jest potykanie się i tłuczenie kolan.

W rzeczywistości nie jest więc tak, że błąd to koniec gry. Błąd to tylko informacja zwrotna, która oznacza: „Następnym razem zrób to lepiej lub poszukaj innej drogi”.

Uwaga na marginesie!

Pisanie, że błędy są w porządku wiąże się z niebezpieczeństwem, że ktoś wpadnie na pomysł, że trzeba ich popełniać jak najwięcej albo że jest to zachęta do zniszczenia sobie życia. Otóż, drogie dzieci, to nie tak. Błędy są efektem ubocznym nauki i chociaż będą się zdarzać, to warto minimalizować ich ilość. Z kolei „potknięcia” oznaczają działania, po których wstajesz i nie musisz leczyć trwałych kontuzji. Inwestowanie oszczędności życia w pierwszy biznes albo zadłużanie się, żeby grać na giełdzie to nie potknięcie. To rzucanie się w przepaść. Potknięciem było inwestowanie nadwyżek finansowych mając stabilną sytuację zawodową i dużą poduszkę bezpieczeństwa. To samo dotyczy innych czynności o nieprzewidywalnych, ale potencjalnie bolesnych i długotrwałych skutkach: uprawiania seksu bez zabezpieczenia, ślubu w skrajnie młodym wieku, wracania z imprezy starym BMW i popisywania się przed kumplami mocą silnika. To nigdy nie są dobre pomysły.

Po drugie, nie wierzą, że świat funkcjonuje na zrozumiałych zasadach

Są dwa rodzaje ludzi. Jedni zbierają doświadczenia, a następnie zauważają, że robiąc X otrzymują częściej dobre rezultaty, niż robiąc Y albo Z. W ten sposób tworzą reguły. Wiedzą, że zdarzają się wyjątki, ale nie przypisują im dużej roli. Po prostu kierują się tym, co działa częściej, a żyjąc dążą do poznania zasad, które za tym stoją.

Drugim typem są Emilki, które tylko zbierają doświadczenia, ale nie obdarzają ich żadną refleksją. Taka Emilka nie jest głupia. Skończyła jakieś studia i pracuje w biurze. Nie jest też brzydka i potrafi się ubrać stosownie do okoliczności, a w obecnych czasach nie jest to oczywista umiejętność. Emilki zwykle mają fatalny gust do facetów. Otóż, kiedy poznają gościa, który wyrywa wszystko, co ma cycki, to myślą, że one będą Bellą, a on Bestią, która się dla niej zmieni. W tym momencie rzeczywistość pokazuje Emilce środkowy palec. Kilka miesięcy później Emilka poznaje kolejnego gościa, który wyrywa wszystko jak leci, ale zamiast myśleć: „Oho, lepiej go sobie darować”, stwierdza: – On na pewno jest inny, bo ma na imię Maciek, a nie Romek, powiedział mi, że chciałby się zakochać i świetnie się dogadujemy.

Widzisz, co wyróżnia Emilki? To, że nie dążą do poukładania świata. Ignorują oczywiste mechanizmy. Dlaczego? Bo one przecież są pięknymi i niepowtarzalnymi płatkami śniegu!

Nie, nie są. Nikt nie jest.

Po trzecie, zrzucają z siebie odpowiedzialność

Bo oni są zdolni, mądrzy i dobrzy. Zasługują na gwiazdkę z nieba. Tylko że świat jest zły. Ich firma padła, bo rząd się na nich uwziął. Szef to chuj, który nie docenia dobrej pracy. Faceci to niedojrzałe gnojki. Kobiety? Lecą tylko na pieniądze, a nie na dobre serduszka takich romantycznych chłopaków jak ty.

To podejście ma swoje zalety. Jest kojące. W ten sposób nakleja się sobie plasterki na bolące miejsca, dzięki czemu bolą mniej. Tylko, że to jednocześnie upośledza i robi z ciebie ubezwłasnowolnioną kalekę. Wiesz dlaczego? Bo jeśli mówisz „nie mam na nic wpływu” to jednocześnie nie możesz nic zmienić. Przecież to nie zależy od ciebie, a jak możesz zmienić coś, co jest poza twoim wpływem? Możesz tylko siąść, płakać, narzekać, zazdrościć i tłumaczyć sobie, że osiągnięcia innych to zasługa szczęścia, przypadku, znaku zodiaku. Zresztą właśnie to robi duża część społeczeństwa.

Zapominają przy tym, że w każdej z tych sytuacji oni byli obecni – podejmowali decyzje, wybierali jak chcą się zachowywać albo wykazywali się biernością, która też jest jakimś wyborem.

I nie, nie chodzi tu o obwinianie się, ale o patrzenie na sprawy tak, jak wyglądają, a wyglądają w ten sposób, że jeśli nie jesteś porwany przez terrorystów, to zawsze masz na część spraw wpływ i tylko skupiając się na nich, możesz robić postępy.

Po czwarte, nie sprawdzają, które rozwiązania są skuteczne

Żeby ocenić, czy coś działa, trzeba spełnić dwa warunki.

Warunek nr 1: Mierzenie efektów

Pewnie słyszałeś o testach A/B. Tworzy się w nich dwie wersje np. produktu czy logo, a następnie sprawdza, która z nich przynosi lepsze efekty. Tak otrzymane wyniki można doprecyzowywać wyłapując kolejne niuanse. Robią to korporacje, portale internetowe i naukowcy, ale normalne osoby nie. Zamiast tego zakładają jak coś działa, ale tego nie sprawdzają. Wierzą rodzicom, nauczycielom albo Waltowi Disneyowi. Powtarzają brednie o tym, że będąc uprzejmym i pomocnym nie da się osiągnąć sukcesu zawodowego albo że będąc inteligentną kobietą nie można ułożyć sobie związku, zamiast sprawdzić czy źródłem problemu nie są inne cechy (lub ich brak).

Warunek nr 2: Podjęcie odpowiedniej ilości prób

Mierzenie efektów jest konieczne, ale nie wystarczające.  Jeden przypadek (a nawet kilka przypadków) to za mało, żeby wyciągać wnioski. Kilka kobiet, które są złymi kierowcami, nie oznacza, że wszystkim kobietom należy odebrać prawo jazdy. Zdjęcie grupki programistów w paskudnych sweterkach nie dowodzi tego, że nie ma programistów z ciekawym stylem życia. To, że twoja ciotka zakochała się w pierwszym poznanym facecie i żyła z nim szczęśliwie przez 40 lat, nie znaczy, że to spotka ciebie i twoje koleżanki.

Żeby obserwacje miały wartość trzeba powtórzyć je na wystarczającej ilości przypadków. To tak jak z rzutami monetą. Jeśli rzucisz nią pięć razy i wyrzucisz cztery razy orła, to nie znaczy, że w 80% przypadków wyrzuca się orły, prawda? Wykonując sto rzutów osiągnie się wyniki zbliżone do 50% reszek i 50% orłów i to są miarodajne wyniki.

Po piąte, brakuje im pokory

Każda z czterech wymienionych wyżej rzeczy jest ważna. Nie da się uczyć na błędach nie wierząc w istnienie dobrych rozwiązań, nie szukając ich albo stwierdzając, że nic nie zależy od nas.

Jednak każde z tych zachowań ma swoje źródło w braku pokory. W nieuświadomionym przekonaniu, że jest się tak wyjątkowym, że nie podlega się biologicznym mechanizmom, które dotyczą innych. Że jest się pozbawionym wad i świętszym, niż papież, więc nie ponosi się winy za kształt swojego życia. Że jest się mądrzejszym, niż większość społeczeństwa, więc na pewno nie popełni się ich błędów.

Tymczasem warunkiem rozwoju jest pokora. Świadomość, że ma się w sobie obszary do przepracowania i że chociaż może się zostać milionerem, to ma się też szanse na zostanie sikającym pod siebie żebrakiem.

W filmach superbohater rodzi się z wyjątkowymi cechami. Poza kinowym fotelem wyjątkowe cechy można posiadać, ale dopiero wtedy, jak samemu się je wypracuje.

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 400 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.