A czy Ty, będziesz umiał wykorzystać życiową szansę?

A czy Ty, będziesz umiał wykorzystać życiową szansę?

Podczas pewnego z piątkowych wyjść poznałem jedną dziewczynę. Ona przyszła z przyjaciółką, która znała się z moim kumplem, koleżanką czy kimś tam innym. Jak to w takich sytuacjach bywa, usiedliśmy przy wspólnym stoliku i gadaliśmy gryząc w międzyczasie przekąski. Dziewczyna była w moim wieku, czyli wtedy już na pewno po studiach, i tak jakoś wyszło, że całkowicie poważnie powiedziała, że czeka na idealną miłość.

– No spoko – pomyślałem, bo myślę raczej zwięźle. Zresztą, nie ma w tym nic dziwnego. Dziewięciu na dziesięciu ankietowanych Familiady chce tego samego i jakoś nie spotkałem zbyt wielu osób, które chcą przez następne 30-40 lat patrzeć na kogoś, kto pasuje im w trzydziestu procentach.

Pewnie na tym wyznaniu rozmowa by się skończyła, gdyby ktoś nieopatrznie nie zapytał na czym to jej czekanie polega. Okazało się, że jej doświadczenia związkowe są mizerne, czekanie na uczucie to dla niej powód do chwały i ogromna zaleta, nie widzi sensu uczenia się bycia z kimś, bo „jak ma wyjść to wyjdzie”, a na randki też nie chodzi, bo żaden facet nie wyrywa jej z butów.

– Ok. A co się stanie, jeśli spotkasz tego faceta, który wyrwie cię z butów? – zapytałem.

Przez sekundę nie wiedziała co powiedzieć. Procesy myślowe w jej głowie straciły na chwilę orientację, a później zacisnęła zęby i syknęła ze złością:
– Będzie zachwycony, że na niego czekałam.

Nie wiem co się stało z tamtą dziewczyną. Życzę jej jak najlepiej. Mam nadzieję, że książę przycwałował do niej na rumaku i teraz żyją w jakimś przytulnym mieszkaniu oglądając wspólnie „Rzymskie wakacje” i pijąc czerwone wino.

Podejrzewam jednak, że są na to naprawdę niewielkie szanse…

Ludzie lubią konstruować sobie strefy iluzji. Może nie są Supermenami i nie zakładają w budkach telefonicznych gaci na spodnie. Może nie mają kochanek w innych miastach. Może nie zamieniają się w Mr. Hyde’a. Jednak zazwyczaj i tak wiodą podwójne życie.

Pierwsze to życie realne, w którym działają, popełniają błędy i świętują sukcesy.

Drugie, to wielokrotnie bogatsze życie, które ma miejsce wyłącznie w ich głowie.

Jest ono zbudowane z ciepłych wyobrażeń, mięciutkich założeń i gładkich scenariuszy na rozwój sytuacji. Kobiety bywają przekonane, że jak spotkają odpowiedniego faceta, to będą mieć perfekcyjny związek, nawet jeśli do tej pory zdychały im nawet kaktusy. Inni są pewni, że mają genialne pomysły biznesowe i że gdyby tylko dostali sześciocyfrowe dofinansowanie to z miejsca stworzyliby międzynarodową firmę, chociaż wcześniej nie sprzedali nikomu nawet opakowania długopisów. Jeszcze inni siedzą na tyłkach, przechodzą kolejne życiowe levele na minimalnej energii, ale mówią, że jeśli pojawi się wyjątkowa szansa, to nauczą się wszystkiego, co potrzebne i będą szczęście wydzierać pazurami. Na razie tego nie robią, bo jeszcze nie potrzebują.

Zazwyczaj nie dostrzegają podstawowej prawdy – o tym, co będziemy mieć, decyduje jeden czynnik – to, jak dobrze jesteśmy przygotowani.

W ciągu 82 lat (dla kobiet) i 74 lat (dla mężczyzn) jakie statystycznie mamy do wykorzystania, znajduje się wiele szarych pasm nudy, rutyny i dni, których nie zapamiętamy. Na całe szczęście, są one poprzetykane kluczowymi momentami. To te chwile, które działają jak trampolina, mogąca wystrzelić nas w kosmos i nadać koloryt kolejnym dniom. Może to być szansa zgarnięcia sutego dofinansowania. Może to być dziewczyna, obok której czujesz się tak, że chociaż nigdy nie myślałeś o dzieciach, to już wiesz, że wasze będą nazywać się Marysia i Karol. Może to być okazja biznesowa, której stopa zwrotu przewyższy efektami lata przechowywania oszczędności na lokatach. Mogą to być też ludzie, wokół których chciałeś się obracać, propozycja przygotowania własnej wystawy albo możliwość zastąpienia nieefektywnego szefa przy prowadzeniu flagowego projektu.

Opcji jest dużo. Jednak kiedy te szanse się pojawiają, nie ma znaczenia to, jaką osobą możesz być jeśli się postarasz. Nie liczą się dobre chęci, ani to, że myślisz o sobie jak o mistrzu świata. Dobrze to podsumował Andrzej Pilipiuk w kontekście pisarzy:

Jak się idzie do polskiego wydawcy to trzeba pokazać że ma się 15 opowiadań wydanych w czasopismach. Tak jest wszędzie. W każdej robocie. Tak działa świat. Jak się idzie pracować w stolarni to pokazuje się dyplom ukończenia zawodówki stolarskiej, opinie rzemieślnika u którego odbyło się staż, zdjęcia z własnych realizacji etc. jak się chce zostać piratem w Somalii też trzeba pokazać ze umie się walić z kałacha.

.

Przyjmijmy że za pięć-dziesięć-piętnaście lat otworzy się możliwość wydawania w USA. Z moich 20-30-40 książek będę mógł wybrać 2-3-4 najlepsze i sprzedać im prawa. Przyjmijmy że na gwałt zechcą wydawać Polaków. Co wtedy zrobią? popatrzą co się w Polsce najlepiej sprzedaje. Jest szansa że moje książki będą na tyle wysoko w rankingach że zostaną zauważone.

.

A wasze? Czy będą już w ogóle napisane?

W rzeczywistości, ten przekaz jest uniwersalny. Uganiamy się za chwilami, które będą mogły nam dać pieniądze, miłość, szacunek albo zatkać nam dech w piersi, ale rzadko myślimy o tym, co się stanie, jak już będziemy przed nimi stać. Co wtedy zaprezentujemy? Wielokrotnie przetestowane umiejętności czy obietnicę, że będziemy naprawdę się starać?

Bo jeśli to ostatnie, to niestety może okazać się, że to za mało. Zobaczysz tylko swoją trampolinę, ale zorientujesz się, że przyszedłeś zbyt późno, żeby na nią wejść i wybić się w górę. Skończysz jak te dziewczyny, które są pewne, że zasługują na Jamesa Bonda, ale nic nie wiedzą o męskiej i kobiecej psychice, nie znają swoich potrzeb, nie wiedzą jak sprawnie się komunikować i nie potrafią być pociągające, dopóki nie odsłonią uda. Jeśli nie wiesz, jak kończą, to podpowiem, że ich wyobrażenia o sobie, boleśnie zderzają się z rzeczywistością.

Zawsze powtarzam, że od życia dostajemy to, z czym jesteśmy kompatybilni. Właśnie dlatego od zawsze przygotowywałem się na dni, które miały nadejść. Czytałem książki o savoir-vivre zanim miałem taką potrzebę. Zacząłem się uczyć włoskiego, kiedy jeszcze nie miałem pieniędzy nawet na weekend do Krakowa, nie mówiąc już o Florencji. Pisałem do szuflady na sześć lat wcześniej, zanim zacząłem robić to publicznie. Na studia prawnicze nie poszedłem, żeby zostać adwokatem, ale żeby lepiej prowadzić swoją firmę, której też jeszcze nie miałem. I prawdę mówiąc, nie zawsze spotykało się to z uznaniem. Były osoby, które widząc to pukały się w czoło i zadawały fundamentalne pytanie: „Po chuj?”.

Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie jest prosta. Można na przykład przytoczyć azjatyckie porzekadło: „Lepiej być wojownikiem w ogrodzie, niż ogrodnikiem na wojnie”. Jednak moim zdaniem najlepiej sens przygotowań obrazuje anegdota o polskim podróżniku i reporterze Tonym Haliku.

Podobno brał kiedyś udział w kręceniu erupcji wulkanu. Lecieli wraz z ekipą helikopterem, a on był operatorem kamery. W pewnym momencie sytuacja nad wulkanem zrobiła się groźna. Wszyscy wpadli w panikę. Oczywiście poza Halikiem. Ten nie zważając na wrzaski wyciągnął kamerę i zaczął wszystko nagrywać. Ktoś go szarpnął za ramię i krzyknął: „Stary! Po co to kręcisz? Przecież zaraz możemy zginąć!”. Na co ten odpowiedział spokojnie: „Ale jeśli przeżyjemy, to pomyśl jaki będziemy mieć czadowy materiał!”.

Na tym polega sens myślenia o przyszłości. Nie wiesz czy ci się to przyda, ale możesz mieć pewność, że jeśli pojawi się przed tobą szansa, to ją złapiesz i już nie puścisz. Bo nie będziesz przed nią stał nagi, ale uzbrojony po zęby i gotowy.

Ja dzięki swoim przygotowaniom byłem gotowy na chwile, które nadeszły. Nie na wszystkie. To chyba nawet nie jest możliwe, ale umiałem wskoczyć na największe trampoliny, bez których z pewnością byłbym gorszym, smutniejszym, mniej usatysfakcjonowanym człowiekiem.

Dlatego tego tekstu nie zakończę puentą. Zakończę go pytaniem: A czy Ty, będziesz gotowy na szanse, które dopiero nadejdą?

Print Friendly, PDF & Email

48
Dodaj komentarz

avatar
100000
14 Comment threads
34 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
24 Comment authors
MatStaraPannaZKotemAleksSaraRadek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Kaja
Gość
Kaja

Troszkę mnie przeraził ten tekst, bo zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie utknęłam w czekaniu, mimo otwartości na nowe rzeczy w moim życiu.
Zastanowił mnie fragment o kobietach, które „nie potrafią być pociągające, dopóki nie odsłonią uda” bo szczerze mówiąc seksapil u mnie jest na poziomie kombajnu, ale zupełnie nie mam pomysłu jak miałabym go ćwiczyć.

Malwa
Gość
Malwa

Też tak o sobie kiedy myślałam, o tym kombajnie, i pewnie to była prawda. Czułam się taj jak mówi Katarzyna Miller: „lubimy pięknych mężczyzn, tyle że widząc ich, wstydzimy się, że same jesteśmy za mało ładne. nie aspirujemy więc do tego, co najlepsze, najbardziej zmysłowe i poruszające, póki mamy kompleksy”. I ten proces poznawania siebie, stawania się pewną siebie- z poczuciem wartości opartym na mocnych fundamentach nauczyłam się flirtować i uwodzić, w swobodny sposób i to jest naprawdę fajne uczucie. Pamiętam też jak obserwowałam kobiety, które miały duży ładunek sekskapilu i starałam się przejmować od nich zachowania, pewnie wyglądało to sztucznie na początku–dobrze,że się nie widziałam- ale z czasem stało się to naturalne. Dużo robi też wysoka inteligencja emocjonalna, bo granie ciałem, jak napisał Volant, to nic szczególnego jeśli nie jest to powiązane z czymś więcej niż cielesność.

Julian drozd
Gość
Julian drozd

Podlewając kaktusa można mu posyłać powłóczyste spojrzenia :)) Ja biorę się za obalanie ustroju kosząc trawnik, dlatego mogę doradzać.

Morro
Gość
Morro

Nie przejmuj się dziewczyno seksapilem na poziomie kombajnu. Są różne gusta i guściki, są faceci lubiący kombajny. A jak jesteś fajnym , wartościowym kombajnem to niech Cie głowa nie boli o seksapil , niech Jego głowa boli czy aby przypadkiem fajny kombajn nie jest dla niego za fajny i czy on sam ma dostatecznie dużo seksapilu. Nie dajcie się dziewczyny sprowadzić do roli obiektów ktore maja być piękne i sexowne bo w tym ich cała wartość. Mam córkę w pewnym wieku i widzę jak współczesny świat i współcześni mężczyzni próbują traktować młode kobiety, oburza mnie to niezmiennie choć wiem , że jest bezpieczna ze względu na to jak ją wychowaliśmy.Nie chciałbym nigdy żeby moja córka spotkała na swej drodze kogoś kogo zainteresuje tylko jesli „odsłoni udo” . Nieciewe to chociaż zdaję sobie sprawę że blog pisany dla poczytności.

Jeremi
Gość
Jeremi

Jeżeli po przeczytaniu tego tekstu łapiesz za książkę, odkurzasz swoje narzędzia czy przystępujesz do nauki – wiedz, że to był dobry tekst. Tylko cholera niech się ta motywacja utrzyma i będzie dobrze. Dziękuję. Wspaniale mieć takich ludzi jak Ty – nawet w feedzie :) Trzymaj się Volant.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Warto dodać, że na końcu (którymś z kolei) ma się na koncie milion nieprzydatnych rzeczy i może ze dwie sensowne. Rozmienianie się na drobne z własnego wyboru, jest cholernie trudnym zadaniem.

Medżix
Gość
Medżix

Ale też człowiek uczy się całe życie a i tak umrze głupi… Nie wiadomo, czy te nieprzydatne rzeczy nigdy się nam nie przydadzą. Wydaje mi się, że nie ma co żałować tego czasu, ale rzeczywiście czasem warto usiąść i zastanowić się, dlaczego chce się zrobić właśnie to.

Morro
Gość
Morro

No przecież większość facetów też nie jest zbytnio pociągajacych nawet jak zdejmą spodnie a w przypadku tych wcale nie pociągających ZWŁASZCZA jak zdejmą spodnie. Piszesz o kobietach tak jakby nie wiedziały czego chcą, nie znały siebie bo to cecha pewnego rodzaju ludzi ogólnie, nie kobiet. Jest cała masa facetów ktorzy nie mają bladego pojęcia kim jest kobieta i mają bardzo nierealistyczne podejście do związku z nią. Bo jeśli założyć ze kobieta chce księcia na białym koniu to facet chce wyuzdanej dziewicy itd. Ok rozumiem że blog niby dla facetów i musisz czasem coś napisać jaka to kobieta nieporadna i nie wie nic o świecie ( a juz najmniej o sobie) albo rzucić „chujem” czy inną „kurwą” … ale ja jako stary już facet (ale tylko metrykalnie:) wiem dokładnie że to nie jest tak, jak o tym piszesz. Zawsze masz taki sam scenariusz swoich wpisów na tym blogu a mianowicie że oto poznałeś gdzieś jakąś kobietę/dziewczynę która jest nieszczęsliwa bo a) nie ma faceta b) ma nieodpowiedniego faceta, a wszystko to wynika z jej niezrozumienia, że powinna chodzić na wiele randek i poznawać ludzi a nad związkiem pracować. Podczas gdy to nie dotyczy tylko kobiet, to dotyczy LUDZI w sensie ogólnym . bo to nie tylko kobiety nie rozumieją płci przeciwnej. Ja np. pomimo swoich ponad 50 lat kobiet nie rozumiem chociaż ciagle staram sie usilnie. Napisz kiedyś o facetach, będzie bardziej realistycznie ;)

Xxx
Gość
Xxx

Większość facetów nie jest zbytnio pociągających? Przejdź się obecnie po ulicach większego miasta to zobaczysz kto chodzi w koszulach, ma wyćwiczoną sylwetkę i stara się pokazać z najlepszej strony. Niestety kobiety bardzo się opuściły jeśli chodzi o wygląd, zwłaszcza ciało a to że nie są ogarnięte to fakt, dlatego coraz więcej wymagamy od was i musisz pogodzić się z takimi regułami gry

Magda
Gość
Magda

Trochę nie rozumiem jak dziewczyna mogłaby odpowiedzieć sensownie na pytanie: „Ok. A co się stanie, jeśli spotkasz tego faceta, który wyrwie cię z butów?” Tzn. nie wiem czy dobrze rozumiem. Chodzi o to, że czeka, o to, że nie chodzi na randki, o to, że jednak szuka jakiejś iskry (na randki nie chodzi, ale spotyka się ze znajomymi, a to też jest w jakimś sensie szukanie), o to, że nic sobą nie reprezentuje? Ja miałabym problem, żeby odpowiedzieć, bo można spotkać kogoś takiego, a do niczego to nie dojdzie, bo druga strona nie okaże zainteresowania. No przecież nie będzie się rzucała mu na szyję w takiej sytuacji. Może być wiele scenariuszy. Mam wrażenie, że faceci często sobie zaprzeczają. Jeżeli dziewczyny nie jara jakiś koleś, to co ma na siłę chodzić z nim na randki, żeby odhaczyć, a potem mieć przypiętą łatkę „wodzącej za nos” ? Dziewczyna ma trochę racji, jak znajdzie miłość, to będzie się uczyła bycia z tą osobą. No akurat taki system działa w środowisku osób, w którym się obracam, zawsze zaczynało się od mocnego zakochania, a potem „docieranie”. I każda z nas też nie traktuje i nie traktowała randkowania jak sportu. Chodzi się na randkę z osobą, w której się zaczyna zakochiwać. Jak poznaje się fajną osobę, z energią która nam odpowiada to połowa sukcesu..a o to najtrudniej, bo jednak los trochę musi pomóc, cała reszta to ciężka praca, ale z racji tego, że chemia działa, jest łatwiej. Chyba, że chciałeś usłyszeć, że wyśle mu bukiet róż do domu…bo tak trochę zabrzmiało.

Tianzi
Gość
Tianzi

Ja muszę się przyznać, że w pewnym momencie zainstalowałam Tindera i zaczęłam chodzić na randki… no, właśnie po to, żeby przerobić podstawy i nabrać trochę ‚obycia’. I to był dobry krok.

Magda
Gość
Magda

To jest jedna z dróg. Ja osobiście uważam, że wystarczy, że osoba, która żyje w społeczeństwie spotyka się z drugą taką uspołecznioną osobą. Każdy z nas jej inny, trudno stwierdzić, gdzie kończy się obycie, a zaczyna charakter (a to już ciężko zmienić, można nauczyć się grać, ale chyba nie o to chodzi). Byłam świadkiem bardzo dawno temu takiej sytuacji, gdzie znajomy mojej koleżanki (akurat umówiłyśmy się na piwo w tej samej knajpie, więc miałyśmy okazję zaobserwować tą sytuację) siedział z dziewczyną na randce. Dziewczyna milczała jak wmurowana, nic nie mówiła, dosłownie, wyglądało to wręcz komicznie. Koleś widać, że męczył się niesamowicie, próbował zagadywać, mimo wszystko był cierpliwy. I sobie myślę jak to teraz dużo mówi się o tym, że kobieta też powinna się na początku starać, zapraszać na kawę chłopaka, którego sobie upatrzyła, nie powinna się krępować, bo to zachowania jest jest bardzo korzystnie przez nich odbierane…a to gówno prawda. Facet jest tak skonstruowany, że lubi zdobywać. Jeżeli podchodzi do nich kobieta, do której mają letni stosunek, to faktycznie odbiorą to bardzo dobrze, bo ego wygłaskane, humor poprawiony, jednak zupełnie inna sprawa się ma z sytuacją, gdy facetowi tak na serio spodoba się dziewczyna no i ona widząc to sama coś zainicjuje. Jak dla mnie pojawi się jeden z 2 mechanizmów: 1 – ucieczki lub 2- automatyczny spadek zainteresowania. I serio, niestety dochodzę do wniosku, że niestety to facet ma dużo więcej do powiedzenia w początkowych fazach znajomości, kobieta ma jedynie wykazywać zainteresowanie, przyciągnąć uśmiechem itd. Wracając do tej milczącej dziewczyny: jakimś sposobem została przez kolesia zauważona, spodobała mu się, zaprosił ją. Historii dziewczyn, które chłopcy podrywali mimo, że jawnie wodziły ich za nosy, że były to kobiety bluszcze, toksyczne zołzy znam bez liku. Wniosek prosty: MOŻNA. Kobiety, która rzekomo szuka księcia na białym koniu, nie chce wcale więcej niż kobiety z pokolenia naszych mam, czyli męskiego zachowania…żadnego księcia. Jest takie powiedzenie: „Mężczyzna ma zrobić pierwszy krok, a kobieta milion następnych”, wpisuje się to po prostu w naszą kulturę, bo mężczyzna ma więcej narzędzi, które może wykorzystać nawet jako nieśmiały człowiek np. może wysłać kwiaty. Nieśmiała kobieta podchodząc do faceta, niezgrabnie mu pokazując swoje zainteresowanie niestety naraża się na większą śmieszność.

Magda
Gość
Magda

Angażowania nauczyć? Z kim? Z kolesiem, którego kopnie się w dupę, gdy pojawi się lepszy nabytek (taki, w którym się realnie zakochamy)? Właśnie wszystko rozbija się o to, czym jest to angażowanie, jak dla mnie to cyniczna gra, coś na zasadzie pobawię się człowiekiem i „nauczę zaangażowania”…. Co do dziewczyny: pewnie to była pierwsza i ostatnia randka, chodzi o to, że mężczyzna jak chce to żadne przeszkody nie są mu trudne. Dziewczyna mogła być nie obyta, albo taką była dziewczyną, po prostu dziwną dziewczyną, tego nie wiemy, taka kogoś zainteresowała. Ja jak widzę fajnego kolesia nie zwracam uwagę czy jest obyty w randkowaniu, bo nie w tym obyciu się zakochujemy, owszem może nam ułatwić parę rzeczy, ale nie mówi to nam nic o wartości człowieka. Co do miliona kroków to chodziło mi o to, że nie można oczekiwać takiego samego zachowania na początku relacji od dziewczyny i chłopaka, bo każda płeć ma różne role do spełnienia, biologii nie oszukasz.

StaraPannaZKotem
Gość
StaraPannaZKotem

Mnie się wydaje, że facetom jest trudniej na początku. Dużo trudniej. Właśnie to bycie odrzuconym- facet doświadcza tego na co dzień, to jest jakby częścią jego w ogóle funkcjonowania w relacjach damsko- męskich. Ja może jestem odrzucana miliony razy dziennie, ale nie wiem o tym, bo po prostu koneserzy biuściastych blondynek do mnie nie podchodzą ;) Mężczyzna zawsze musi podejść, zagadać, i wziąć na klatę potencjalne odrzucenie. Czasami bardzo niemiłe- sama bywałam opryskliwym chamem, gdy ktoś mnie zagadywał (wynikało to z mojego strachu, złych przejść, itp.- ale dla kolesia, któremu robiłam przykrość to przecież żadna różnica… Wpierdol to wpierdol, powód nie jest do końca istotny.)
I jakoś (popraw mnie, jeśli się mylę) nie wydaje mi się, żeby kobieta podchodząc narażała się na śmieszność… Wydaje mi się, że to jest tak rzadkie, że każdy facet, któremu by się to przydarzyło, nawet niezainteresowany,zareagowałby grzecznie i sympatycznie.

Tianzi
Gość
Tianzi

Szczerze mówiąc, mężczyzna, który odbiera negatywnie inicjatywę kobiety, byłby dla mnie na minus (a piszę to jako kobieta, która niespecjalnie lubi okazywać inicjatywę). Co do tej niezgrabności, to właśnie chciałam napisać, że im więcej kontaktów, tym łatwiej wykształcić sobie jaką taką ‚zgrabność’ :)

Magda
Gość
Magda

Jestem takiego samego zdania, przełamywanie się kształtuje charakter. Sama też kiedyś przejęłam inicjatywę…niestety koleś się przestraszył. Od tamtej pory jednak stwierdzam, że nie bez powodu tak został skonstruowany świat, zaczęło wszytko sklejać mi się do kupy. Jeżeli widzisz zainteresowanie u jakiegoś kolesia nieśmiałego, to niestety trzeba dać mu się wykazać, nie ułatwiać mu sprawy. Widzisz Volant pisze, że kobiety też bywają opryskliwe, a co powiecie, gdy to koleś, który ciągle się w Ciebie wpatruje, przy próbie podejścia robi „unik”…powiecie, że nieśmiały, a duma kobieca i tak urażona, bo już bardziej ułatwić nie mogłaś, a i tak sytuacja skopana. Kobieta zakochana chyba w taki sposób by nie postąpiła, po prostu skakałby z radości.

Magda
Gość
Magda

Widzisz, dla Ciebie ważna jest efektywność, a dla mnie uczciwość wobec siebie i innych.

„Piszesz, że nie zwracasz uwagi na to, czy facet jest obyty w kwestii randek i możesz tak myśleć na poziomie świadomym, ale nieświadomie zauważasz, że czujesz się w jego towarzystwie lepiej lub gorzej, że potrafi cię zaciekawić albo delikatnie podejmować decyzje, dzięki czemu randka jest przyjemniejsza. Tak czy inaczej, jego obycie sprawia, że ma dużo większe szanse na to, że odbędzie się też druga, trzecia i czwarta randka, a nie tylko pierwsza.”

Jasne, tylko, że obycie to jest żadne kryterium, którym kierujemy się czy z kimś być, czy nie. To tylko maska, którą zakładamy, pewien rodzaj umiejętności.

„A czy na tej samej zasadzie nie jest cyniczne przyjęcie gorszej pracy, żeby nabrać większego doświadczenia i dostać lepszą posadę? :)”

No i to akurat nietrafione porównanie. Pracę zwykle wykonuje się na podstawie umowy, są konkretne wypisane warunki. Żaden, absolutnie żaden szef, nie myśli, że będziesz pracę konkretną wykonywał do końca życia, to czysty absurd, nie ma nawet takich oczekiwań, zgadzasz się na pracę to ją wykonujesz, nie pasuje to zwalniasz się, nie ma w tym uczuć, emocji, odpowiedzialności za drugiego człowieka. Według mnie zaklinasz rzeczywistość, kobieta chce być na zawsze nr 1 dla mężczyzny, nic z tym nie zrobisz, nie ma czegoś takiego jak podświadome godzenie się na ewentualne odejście mężczyzny.. Ok. Idź do swojej partnerki i powiedź: „Wiesz, nie jesteś tą idealną, ale wiesz, chcę nabrać doświadczenia, żeby móc zarwać do lepszej. Umowa?”. Domyślasz się co zrobi, prawda? Jeżeli tak faceci by postawili sprawę, to spoko, uważam, że to uczciwe, tylko, że żadna kobieta się na taki układ nie zgodzi. Kobieta uważa, że jak z nią jesteś to znaczy, że jest „tą jedyną”. I ok, na jakimś poziomie rozumie, że coś się może popsuć, ale podświadomie już planuje, szuka domu i wymyśla imiona dla dzieci, mamy to w naturze.

„Widzisz, myślisz, że to jest cyniczne, bo zakładasz coś takiego: dla mnie to nie będzie nic znaczyć, a on będzie zakochany we mnie po uszy i będzie planował ze mną wspólną przyszłość. W rzeczywistości patrzysz na skrajność. Można zdobywać obycie bez ładowania się w takie sytuacje i bez nabijania sobie licznika seksualnego.”

Można, pod warunkiem, że faktycznie umówicie, się na takie luźne układy. Powstaje pytanie: Jeżeli dziewczyna sugeruje, że chce poznać kogoś, kto wyrwie z butów, tzn kogoś wyjątkowego, to rozumiem, że Ty dopuszczasz, że zaczniesz się spotykał z kimś…kto z tych butów nie wyrywa, czyli niby coś związek znaczy.. ale nie do końca? W takim razie dla mnie to jest właśnie cyniczne, bo dziewczyny starają się wiązać z takimi typami, w towarzystwie których czują się wyjątkowe (no chyba, że mają jakieś niezaleczone rany z dzieciństwa, czują się zakompleksione i uważają, że nie zasługują na nic).

„(znam wiele osób, które myślą, że liczy się to, jak bardzo się kogoś kocha, jednak ważniejsze jest to, jak się to pokazuje)”

Ok, tylko dziewczyna, którą nazwałeś księżniczką, może ma świadomość czym to zaangażowanie jest. Może czytała, może obserwuje ludzi, czyta o męskiej naturze, nie wiemy, ale i tak musiało jej się oberwać. Może jest mądrzejsza i fajniejsza niż cała masa reszta eksperymentujących dziewczyn, ale to nie ważne. Ważne, że nie nabierze obycia…

Możemy założyć, że pierwszy związek z zasady musi być niedoskonały i skazany na porażkę (bo przecież spotyka się niedoświadczona dziewczyna i niedoświadczony chłopak). I teraz zastanów się czy tak faktycznie jest. Ludzie są ludźmi i o ile potrafią otwierać usta, na starcie mają szansę ,aby coś stworzyć.

Zauważ, że bardzo mężczyźni są wyrozumiali wobec innych facetów, którzy są nieśmiali… no tak, kobieta musi być obyta, a facet już nie? Czemu facet ma przyzwolenie na bycie nieśmiałym? No jemu trzeba pomóc, a jak dziewczyna nie zareaguje odpowiednio przez swoją nieśmiałość, to przecież księżniczka, która czeka na księcia na białym koniu. Mężczyznom trzeba ułatwiać, ale tylko w zakresie pokazania zainteresowania, a nie bezpośredniego zapraszania, jeżeli nie zareaguje tzn. że nie jest zainteresowany i wtedy należy wlepiający się wzrok zwyczajnie zignorować.

Role są cały czas aktualne, przecież nawet sami mężczyźni robią na ten temat filmiki na youtube, uczą podrywu, pokazują jak zagadywać do nieśmiałych mężczyzn, żeby myśleli, że to oni bohatersko do dziewczyny podeszli i zaprosili na randkę. Zauważ, że normalnym jest to, że facet ma do dziewczyny podejść z konkretną propozycją, a dziewczyna ma użyć sztuczki, ma użyć wdzięku, uroku i zasugerować, że mogłaby spędzić z nim więcej czasu. Po co? A po to, żeby czasem kolesia nie wykastrować.

„Wszyscy jesteśmy ludźmi, więc traktujmy siebie jak ludzi, a nie jak organy rozrodcze z doczepionymi ciałami :)”

No właśnie to próbuję powiedzieć, czy jesteś obyty, czy nie, nikogo to nie skreśla, ale dziewczyna z historii jakoś została.

Sorry, że tak długo, ale już to kolejny raz (na innym blogu też ostatnio), kiedy czytam o „księżniczce” , którą niby się poznało, ale nie do końca, mimo wszystko to wystarczy żeby się do niej uprzedzić. Może ma wymagania, bo sama je spełnia?

Pozdrawiam i nie męczę już :) Nie będę zaśmiecać Ci już strony.

mialeczka
Gość
mialeczka

Nie zgadzam się, że czytanie o męskiej i kobiecej naturze cokolwiek daje. Po pierwsze dlatego, że są różni mężczyźni i różne są kobiety. Czego można się z takiej literatury nauczyć ? Chyba głównie stereotypów, które później dopasowuje się do rzeczywistości. Po drugie cale to gadanie o płciach mózgu, te książki – często są naciągane. Owszem są różnice w mózgach kobiet i mężczyzn, różna jest ich społeczna sytuacja – ale nie przesadzajmy. Dawno też wyszliśmy z jaskiń i jaskiniowych zachowań, nasze mózgi wyewoluowały i musimy się przystosować do obecnej rzeczywistości, a nie jaskiniowych norm. Każdy nastolatek wchodząc w świat dorosłych musi wykonać pewne zadanie – zbudować swoją tożsamość, określić swoje cele, wartości. Naprawdę książki o płciach mózgu żeby się w nich odzwierciedlac nie są do tego szczególnie potrzebne. Owszem można kogoś angażować w znajomość za pomocą neurolingwistycznego programowania czy metod manipulacji zawartych np w dlaczego mężczyźni kochają zołzy. Tylko trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy chce się ciągle udawac, stosować sztuczki, czy wreszcie czy typ mężczyzn którzy wymagają takich metod – to to o co nam chodziło. Prawdę mówiąc zanim zaczęło się mówić o uwodzeniu i zanim ludzie zaczęli kochać wszelkiego rodzaju techniki – znali całkiem dobre sposoby na angażowanie. Po prostu poznawali się powoli, odsłaniali siebie, tworzyli wspólne doświadczenia i wspólne sprawy,sprawdzali czy zgadzają się co do wspólnych celów i dążeń. Jeżeli oczywiście związek był dość zdrowy, nie mówię tu o toksycznosciach. Czasem nie wychodziło i w pewien sposób to dobrze – bo chroniło o to obie strony przed byciem z nieodpowiednia osoba.Dobra komunikacja to bycie tu i teraz, znajomość partnera i umiejetnosc słuchania i odnoszenia się do jego potrzeb – tych realnych, a nie dopasowanych z książki. Owszem zgadzam się z tym, że warto czytać o zasadach dobrej komunikacji i rozwiązywaniu problemów. Ale też zgadzam się z Magdą, że ćwiczymy te umiejętności w różnych sytuacjach zyciowych- w pracy, z przyjaciółmi, z rodzicami, rodzeństwem itd itd. Zgadzam się z Magdą że obycie można zdobywać spotykając się ze znajomymi, szukając różnych kręgów znajomych, łapiąc się za różne aktywności – a nie chodząc na randki dla sportu. Bo chodząc na takie – można się wyćwiczyć …w instrumentalnym traktowaniu innych osób. I nawet jeśli chłopak nie będzie tak skrajnie zaangażowany jak to opisała Magda – to i tak nadal jest to granie z czyimiś emocjami. A jak jednak tak skrajnie będzie? Ktoś może to zagwarantować, że nie? Myślę też że wiele pięknych rzeczy by się na świecie stało gdyby mężczyźni więcej czytali o fazach związku, a mniej uczyli się mając dużo doświadczeń z kobietami.
Owszem warto pracować nad swoją dorosła tożsamością, samodzielnością – by nie uniezależniać się od drugiej osoby.Warto pracować nad granicami. Nie wiemy jednak czy dziewczyna o której opowiada artykuł tego nie zrobiła. Nie zgadzam się też Volancie z Twoimi przepisami odnośnie nie mówienia o chęci założenia rodziny- bo związki muszą najpierw dojrzeć i urosnąć. Owszem taka decyzję podejmuje się nie na początku znajomości – tylko w wyniku zaangażowania. Tylko że w tym tkwią rozmaite pułapki. Po pierwsze każda osoba , która ceni i mówi o wartościach rodzinnych można wrzucić do wora – jako niedojrzały bluszcz. A to tworzenie stereotypu. Po drugie nie rozmawiając na takie tematy nie można ustalić czy ma się wspólne cele, dążenia, jak ktoś widzi swoją przyszłość. Potem ludzie żyją ze sobą latami i po latach okazuje się, że są pełni żalu – bo nie porozmawiali czy obie strony chcą mieć dzieci i ile, czy chcą ślubu, gdzie zamieszkaja,jakie reguły będą obowiązywać w ich domu. Tworzenie tematów tabu bo to ” desperackie” bywa niebezpieczne.
I muszę Ci powiedzieć , że wolałabym aby facet na randce za siebie podejmował decyzje a nie za mnie. Nawet w delikatny sposób. Moja świadomość jak i podświadomość mówi mi , że lubię zdecydowanych mezczyzn, decyzyjnych we własnym życiu. Naprawdę nie jest dla mnie niczym interesującym jeśli facet za mnie wie co dla mnie dobre. Nawet delikatnie.

mialeczka
Gość
mialeczka

1.Książki dzielące psychikę na męską i żeńska – tak się składa, że to książki o płci mózgu. Prawdę mówiąc nie spotkałam się z takim rozróżnieniem w poważnych opracowaniach. Depresję, lęki też będziesz inaczej leczył – w zależności od psychiki mężczyzn i kobiet? Będą chodzili oni do różnych specjalistów – psychiatry i psychologa od psychiki mężczyzn oraz psychiatry i psychologa od psychiki kobiet? Niczym do fryzjera damskiego i męskiego?
2. Serio uważasz, że nasze mózgi pozostają prawie takie same od 10 000 czy od 20 000 lat?
3. Wiesz być może wchodzą w grę nowe urządzenia – ale zasady fizyki pozostają takie same. Jeżeli rozumiesz metaforę. I tak jak zasady fizyki nie są przeterminowane – tak samo proces zaangażowania przebiega w dzisiejszych czasach zachowując swoje sedno i swoje zadania. I w procesie zaangażowania – nadal ludzie się poznają odsłaniając się przed sobą coraz bardziej, tworzą wspólne doświadczenia, wypracowują wspólne dążenia i cele – żeby podazyć jedna droga. Owszem w tym zawiera się także wypracowanie dobrej komunikacji i rozwiązywania problemów – ale to tylko jeden z elementów układanki. NLP być może bywa skuteczne ale bywa też manipulacyjne. Co do doświadczeń i wyciągania wniosków – ogólnie zgadzam się z ideą, która się pod tym kryje – ze sposobem realizacji, który zalecasz niekoniecznie. Napisała Ci o tym Magda, napisałam ja. Moim zdaniem to że ktoś nie nabija sobie licznika seksualnego – nie rozwiązuje problemu, ani nie sprawia że coś jest uczciwe. Bo i nie tylko o seks tu chodzi
Jeśli chodzi o rodzinę i desperację – to wyczytałam to w jednym z Twoich artykułów o dynamice relacji i podobne sugestie w wielu innych.
Co do decyzyjności – napisałam wyraźnie bardzo lubię decyzyjnych i zdecydowanych mężczyzn – jeśli chodzi o ich własne zycie. Uważam że to zupełnie wystarczy. O swoim życiu jak i do pewnego stopnia o relacji – wolę decydować sama za siebie. Serio uważasz, że jeśli się wyrazi potrzebę ” chciałabym żeby….” to prowadzi się już relację?

mialeczka
Gość
mialeczka

1.Tak powinieneś napisać o psychice. Poniewaz z takich książek można więcej się dowiedzieć – np. o mechanizmach dlaczego zakochujemy się w niewłaściwych partnerach. Jakie mechanizmy za tym stoją. Jak tworzyć tożsamość. Jak tworzyć granice. Jak mówić o swoich potrzebach i oczekiwaniach – a to więcej warte niż dyrdymały o naturze mężczyzn i kobiet – zawartych w książkach o płciach mózgu. To dobrze że wiesz, że książki takie to często sterta bzdur.
2. Owszem nie wyewoluowalismy z homo sapiens w inny gatunek. Ale nasze mózgi od 10 000 czy 20 000 nie są takie same. Głównie dlatego, że mózg to plastyczny twór, nie jest niezmienny jak skała – nasze nowe doświadczenia,nasza nowa rzeczywistość się w nim odbija. Pewne rejony mózgu są aktywowane i rozwijane bardziej, inne mniej. Na serio Volant pokaż mi badania we współczesnej nauce, z których wynika iż od 10 000 czy 20 000 nasze mózgi pozostają takie same. Że mamy takie same możliwości myślenia abstrakcyjnego, mowy, kontrolowania emocji itd. Chętnie się z nimi zapoznam.
3. Owszem rolę społeczne się zmieniają, konwencję społeczne się zmieniają, mamy małżeństwa
i związki oraz najróżniejsze relację i układy- ale zadania rozwojowe ludzi pozostają takie same. Pokaż mi udana fazę zaangażowania bez poznawania drugiej osoby i odsłaniania się, bez tworzenia wspólnych doświadczeń i spraw – czyli bez budowania bliskości, bez tworzenia wspólnych celów i dążeń. Gdzie tylko dobra komunikacja i rozwiązywanie problemów i nie psucie – i nazwanie tego zaangażowaniem wystarcza. Powiedz to seksuologom albo terapeutom rodzinnym. Owszem możesz mi napisać inny nowocześniejszy patent na udana fazę zaangażowania, z którą ten mój przestarzały model nie może konkurować – jestem szczerze ciekawa.Ogólnie rzecz biorąc mamy lepsze możliwości posiadania wspólnych doświadczeń, mamy lepsze zdolności komunikacyjne, mamy więcej wyboru jeśli chodzi o tworzenie związków – ale czy to co robimy współcześnie wpływa tak do końca na to że tezwiązki są lepsze – to dyskusyjna sprawa. Wiele osób powie, że przeciwnie współcześnie zatracamy intuicję i umiejętność tworzenia relacji. Może jeżeli właśnie usiłujemy konstruować coś wbrew zasadom fizyki – wychodzi jak wychodzi.
4. A czemuż to nie można na początku mówić o rodzinie? Właśnie dlatego, że ludzie pod słowem związek rozumieją różne rzeczy – może warto od początku nie bać sie swoich wartości. Mówić o swoich oczekiwaniach, celach – zaoszczędza to czasu i inwestowania energii. Naprawdę są sposoby na odróżnienie czy ktoś jest niesamodzielnym bluszczem – nie musi to być temat tabu. Jak również ogarnięty, dojrzały mężczyzna będzie potrafił odróżnić co jest czym.Nieogarniety -przerazi się śmiertelnie i nigdy nie będzie właściwego etapu by o tym porozmawiać.
Tak Volancie tak właśnie myślałam że przez decyzyjność rozumiesz pewna formę dominacji i mówienie ” delikatne ” kobiecie co ma robić. Nie widzę nic złego w facecie , który zapyta się kobiety – kochanie gdzie chcesz zjeść dzisiaj. To znaczy że liczy się z jej zdaniem, z jej potrzebami i jest ich ciekaw. Gorzej jeśli facet stałe pyta się kochanie gdzie chcesz zjeść i zdaje się wyłącznie na pomysły i inicjatywę kobiety. To by było bardzo obciążające, do budowania relacji potrzeba dwojga. Czym innym jest wykazywanie w związku odpowiedniej ilości inicjatywy – czym innym delikatne podejmowanie decyzji za dwoje i dominacja. Ja inicjatywę zapraszam, za dominacje – dziękuję.
Cenię w Magdzie moralność. To że oprócz efektywności i zdobywania doświadczenia – zastanawia się nad cena danych sposobów zdobywania tego doświadczenia – dla siebie i innych. Czasem może lepiej mniej miec przetestowanych różnych opcji i mniej narażać innych na urazy – a za to moc spojrzeć sobie w lustro. Trochę idealizmu nie zaszkodzi.
Tym bardziej że Ty też obracasz się w idealnym świecie. W Twoim świecie ludzie mają wysoką samoświadomość, angażują się w różne doświadczenia relacyjne które nic lub niewiele kosztują siebie i innych i wyciągają same konstruktywne wnioski. W rzeczywistości ludzie często nie mają wystarczającej świadomości, angażują się w wiele bolesnych doświadczeń , z których wychodzą potłuczeni a wnioski są dalekie od konstruktywnych. Czasem nie wszystko trzeba doświadczyć czy przetestować – żeby wiedzieć czy jest dobre lub złe, sprawdzi się czy się nie sprawdzi. Nie da się też uczyć angażowania z osobą,z którą właściwie nie chce się być a tylko się ćwiczy. Dlaczego? Bo trudno chcieć z nią spędzać czas i wykazywać odpowiednią ilość inicjatywy. Bo najlepsze techniki komunikacji i rozwiązywania problemow na nic się zdadza – jeśli ludzie mają inne wartości i cele. Bo angażowanie to budowanie – a trudno budować z osobą, której tak naprawdę się nie chce. Trudno się przy niej otwierać, ufać. Z takich randek czy związków dla sportu – biorą się Mariusze z poprzedniego artykułu. Zrobiono całkiem sporo badań nie związanych z PUA ani coachingiem – co jest predykatorem udanej relacji. Między innymi nad stylami przywiązania
Ludzie charakteryzujący się bezpiecznym stylem przywiązania – tworzą generalnie lepsze i dłuższe relacje. Nie potrzebują do tego randek dla sportu. Owszem dobre związki ani taki bezpieczny styl przywiązania nie bierze się znikąd . Muszą być spełnione różne warunki – i tutaj masz rację. Rację ma również Magda że drogi by to osiągnąć są różne i wiele ludzi z nich korzysta i ok.

mialeczka
Gość
mialeczka

Ależ ja bardzo dobrze rozumiem co chcesz przekazać – tylko uważam, że przekazujesz to nieprecyzyjnie. Owszem obydwoje i pewnie inne osoby zgadzają się z tym – że dobre związki nie spadają z nieba. Ze żeby je stworzyć trzeba miec szereg umiejętności i oprócz tego mieć zbudowana tożsamość, być samodzielnym życiowo i ogarniętym emocjonalnie. W żadnej z mojej wypowiedzi – nie było namawiania do bierności czy niebrania odpowiedzialności za swoje życie. Po prostu chodzi o to, że upierasz się przy jednej słusznej drodze i trochę przez jej pryzmat opisałeś kobietę w artykule. Naprawdę jeśli ktoś nas nie wyrywa z butów, w sumie nie spotkało się osoby z którą naprawdę uczciwie chciałoby się pójść na randkę, która by zaciekawiła – to te wszystkie umiejętności można nabywać i rozwijac w innych sytuacjach społecznych. Nie trzeba chodzić na wiele randek żeby poznawać nowe osoby, obracać się w inspirujących kręgach. Chodzi o to że jeżeli coś jest wątpliwe moralnie – są inne sposoby , żeby to samo osiągnąć. Magda zwróciła Ci uwagę że kładąc nacisk, iż bohaterka nie chodzi na randki i oceniając ją tylko na podstawie tego faktu – pomijasz te aspekty.
A mnie natomiast chodzi o to że mieszasz groch z kapustą. Tzn umiejętności i zadania z fazy związku – zauroczenie z zadaniami i umiejętnościami z fazy związku – zaangażowanie. I tak owszem żeby dopomóc szczesciu żeby doszło do fazy zauroczenia – trzeba umieć choć trochę flirtować, zaciekawić swoją osobą, przekazać pewne treści postawa ciała, gestami, umieć tworzyć klimat gdzie nie tylko nam jest dobrze ale i druga strona ma szansę się dobrze poczuć. Ale to nie jest faza angażowania. Masz też rację – że żeby mieć większe szanse żeby przejść przez fazę zaangażowania i w ogóle być i w stanie angażować sie- warto być ogarniętym życiowo,mieć rozwinieta tożsamość – świadomość swoich potrzeb, celów, dążeń , znać techniki rozwiazywania problemów i komunikacji. Nie zgadzam się – że angażowania w całym szerokim znaczeniu zadań dla tej fazy związku – można się nauczyć w przypadkowych relacjach i w ich początkowym okresie. Nie myślę też o Tobie jak o złym Volancie i że miałeś jakieś szczególnie złe intencje. Napisałam że moim zdaniem idea, zamysł dobry – tylko sposób realizacji – nie zawsze do przyjęcia i dla wszystkich dobry. W sumie szkoda że w artykule nie położyłeś większego nacisku na to co wypunktowałes w komentarzu do Magdy , jakie umiejętności kobieta mogłaby zdobyc. To w sumie moim zdaniem było ciekawsze i wartościowsze niż to o koniach, jej złości, czy tym czy chodzi na randki czy też nie. Mam nadzieję , że teraz już się dobrze rozumiemy. Pozdrawiam serdecznie.

mialeczka
Gość
mialeczka

Jeszcze tylko dodam, że za budzeniem chemii czy emocji stoją konkretne informacje. Jeżeli werbalnie i niewerbalnie okazujesz pożądanie wysyłasz komunikat ” pragnę cię, nie mogę ci się oprzec, jesteś wyjatkowy/ wyjątkowa” Jeśli w jakiś sposób dążysz do skrócenia dystansu w relacji przekazujesz jesteś mi bliski/ bliska, czuje i myślę tak samo jak ty”. I jeżeli takich podświadomych komunikatów nawysyłasz mnóstwo – a tak naprawdę tak nie myślisz, czujesz też średnio ale chcesz protestować jak działa – to to że nie obiecywałes miłości po grób ani nie nabiles licznika seksualnego niewiele załatwia. Nie u wszystkich ale u niektórych te oczy szczeniaczka mogą powstać i świat jednak będzie trochę gorszy.

Magda
Gość
Magda

Dzięki za Twoje komentarze mialeczka, bo oddają istotę sprawy :). Tak naprawdę to my wszyscy mamy po trochu racji, tylko skupiamy się na innym etapie relacji. Jeżeli Ciebie Volant uraziłam w komentarzach, to przepraszam, mam taki lekko prowokacyjny sposób dyskutowania, nie każdy musi to trawić. Jeszcze tylko jedno odnośnie tej dziewczyny: Ona szuka tego „pierdolnięcia”, silnych emocji na początku, bez tego nie będzie mogła się zaangażować. Jak nie ma tego zakochania to i tym bardziej zaangażowania. Tych faz nie odwrócisz. Nie można się najpierw zaangażować, a potem zakochać…tzn. ja osobiście sobie tego nie wyobrażam. Dlatego wywnioskowałam z komentarzy Volanta, że nie ma nic złego z wchodzenia w zaangażowanie bez etapu zakochania…ja bym nie potrafiła. Tak sobie myślę, że wtedy (jak nie ma zakochania) musi pojawić się inna motywacja do zaangażowania się w relację: dla kobiet silna potrzeba założenia rodziny, urodzenia dziecka lub potrzeba bycia z kimś, dla mężczyzny…pewnie regularny seks :)? Tylko, no właśnie, tu pojawia się kalkulacja. Dobry wstęp do miłości na całe życie?

Vanilka
Gość
Vanilka

Uważam, że Magdo bardzo celnie ujęłaś istotę sprawy. Relacji międzyludzkich (w sensie romantycznych, nakierowanych na związek) nie da się sprowadzić do poziomu relacji biznesowych. Niestety, cała branża uwodzeniowa oraz autorzy wszelkiego rodzaju poradników o relacjach próbują nam wmówić, że jest inaczej. Relacje międzyludzkie to nie biznes, gdzie patrzymy na wyniki i skuteczność – nie w dzisiejszych czasach, gdy małżeństwa aranżowane i pobieranie od panny młodej posagu odeszły już do lamusa (mam na myśli kraje Zachodu, oczywiście). Naprawdę, smuci mnie to spłycanie wszystkiego do poziomu efektywności – po dwóch stronach relacji stoją żywi ludzie, którym nie mamy na celu wciśnięcie jakiegoś produktu ani poprawy wyników sprzedaży, bo to nie tak działa. Owszem, szlifować umiejętności społeczne można, ale wchodzenie w relacje wyłącznie w tym celu to już lekka przesada – gdyby mężczyzna mi powiedział, że spotykał się ze mną wyłącznie po to, żeby „poćwiczyć” swoje obycie, chybabym go wyśmiała.

Mee
Gość
Mee

Volant zabierzesz głos? Jestem ciekawa Twojej opinii bo x jednej strony zgadzam się z tym co napisałaś alez drugiej .. kurcze Nagda tez ma troche racji. Troche wiecej niz troche 😊

Heh
Gość
Heh

Podziwiam cię Volant, bo wiele twoich odbiorców bloga to takie karyny z kafeterii, a ty mimo tego, starasz się odpisywać z pełną powagą i zrozumieniem. Brawo za cierpliwość.

Radek
Gość
Radek

No dokładnie. Nie rozumiem po co wdaje się w z nimi w dyskusje. Przecież wyraźnie z teksów Magdy i mialeczki bije chęć uzasadnienia własnej postawy tj. tytułowej bohaterki – siedzę i czekam na wielką miłość. A rozwijać doświadczeń nie będę bo to nie moralne! Nie trafią do nich żadne argumenty bo musiałyby skonfrontować to z własnym życiem i postawą.
Ale w sumie to jego czas i jego blog.

mialeczka
Gość
mialeczka

Tak nie trafia, bo proces samowychowywania czy rozwijania swojego charakteru opiera się o swoje cele, dążenia i wartości. Nie znasz mnie , nie znasz Magdy a wysnuwasz daleko idące wnioski na temat naszych postaw i naszego życia a także zwiazkow. Być może dla kogoś nie ma problemu w tym, iż czytając o częstszych sposobach spojrzenia na różne kwestie u mężczyzn i kobiet i wykorzystując to na swoją korzyść/ testując wysyła komunikaty – „myślę to samo, chcę tego samego”, czy pokazując pożądanie – wysyła komunikaty ” jesteś wyjątkowy, pragnę Cię” czy stosując jeszcze inne techniki przekazuje komunikaty ” jesteś bliski”. Jeżeli stosuje się to do osob, o których się tak nie myśli albo nie czuje a częściej właściwie nie wie co myśleć lub czuć i za chwilę okaże się że dana osoba nie przechodzi przez sito oczekiwań ( i zostawia się ją ogłupiałą bo inne sygnały się jej wysyłało) – to dla mnie jest problem. Jakoś tłumaczenia – przecież nic nie obiecywalem ( miłości po grob) ani nie nabiłem sobie licznika seksualnego więc nic wielkiego się nie stało – jakoś mnie nie przekonuja. Może ktoś chce iść tą drogą i jego prawo, by zyskać jak największy wybór spośród mężczyzn/ kobiet i budzić jak największe zaciekawienie. Gratuluję Ci Radku prostej wizji świata, czarno – białej gdzie jest tylko bierność i roszczenia albo działanie bez myslenia wg tego co sprawdziło się w czyimś życiu ( ale w moim indywidualnym już nie musi). Jest taka możliwość że Magda jest naiwną idealistką, jest też możliwość iż nie znam się zupełnie na dzisiejszych realiach i związkach ( choć żyję współcześnie i współcześnie tworzę związki). Jest też możliwość, iż osoby które odnoszą się pogardliwie do procesów myślowych innych osób i uważają iż znają się na wszystkim bardzo dobrze -jednak nie biorą różnych czynników/ zmiennych pod uwagę. Może do drugiej strony/ stron również argumenty nie docierają bo musiałby/ musieliby je skonfrontować z własnym życiem i postawa – piłeczkę można odbić. Ja jednak wierzę że warto rozmawiać, poznawać różne punkty widzenia, zastanawiać się nad nimi i nie uważam tego za stratę czasu. Nawet jak się z kimś nie zgadzam.

Radek
Gość
Radek

mialeczka – masz koszmarny styl pisania. Czytam to po kilka razy i naprawdę sensu nie mogę wyłapać. Np. ” …czytając o częstszych sposobach spojrzenia na różne kwestie u mężczyzn i kobiet i wykorzystując to na swoją korzyść/ testując wysyła komunikaty – „myślę to samo, chcę tego samego”, czy pokazując pożądanie – wysyła komunikaty ” jesteś wyjątkowy, pragnę Cię” czy stosując jeszcze inne techniki przekazuje komunikaty ” jesteś bliski. ”
CO TO jest za zadanie!?! Gdzie to zdanie się właściwie kończy? Co to są te „częstsze sposoby spojrzenia”???
Nie jestem w stanie z Tobą dyskutować, jeśli będziesz pisać w ten sposób.
Zwięzłość i przejrzystość wypowiedzi uważam za decydujące przy ocenie wypowiedzi. Doświadczenie mnie nauczyło, że ludzie którzy nie potrafią jasno i przejrzyście się wyrazić na jakiś temat to dlatego, że sami niewiele z tego rozumieją.
Poniekąd tym mnie „kupił” kiedyś Volant – uderzyła mnie precyzja jego wypowiedzi i klarowność argumentacji.
Dlatego też odpowiem krótko. Tak, nie znam was. Oceniłem wyłącznie na podstawie tego co obie napisałyście. I nie odnoszę się pogardliwie do ” procesów myślowych innych osób”. To już jest twoja ocena.

mialeczka
Gość
mialeczka

Hm no i właśnie w tym pewnie problem, że nie rozumiejąc o czym piszę – ocenileś mnie po tym co napisalam. Owszem to co napisałeś mialo wymowę pogardliwą i moglo zostać tak odebrane. Dziekuję za informację zwrotną – spróbuję formułować zdania krócej. Pisząc o spojrzeniach, miałam na myśli to samo co Volant określił psychiką kobiet lub mężczyzn. Ponieważ takie określenie mi się nie podoba – napisalam, że są pewne częściej spotykane sposoby myślenia u kobiet i są pewne częściej spotykane sposoby myślenia u mężczyzn w odniesieniu do pewnych kwestii życiowych. Znając te punkty widzenia czy sposoby myślenia, można taką wiedzę wykorzystać do lepszego zrozumienia drugiej strony. Można sprawdzać czy kobiety/mężczyźni w taki właśnie sposób myślą i uwlędniać to we wzajemnej komunikacji. Są też jednak pewne zagrożenia. Można dopasowywać rzeczywistość za wszelką cenę do tego co przeczytało się w książce. Można podszywać się pod dany sposób myślenia lub manipulować nim, by osiągnąć dla siebie określone korzyści. Pisałam o tym, że za pomocą gestów, niektórych technik wysyłamy drugiej osobie podświadome komunikaty. Komunikaty te wcale nie są mniej ważne od informacji, które mówimy wprost. Jeśli nasze uczucia, myśli, intencje nie są zgodne z tymi wysyłanymi podświadomie komunikatami (lub jest za wcześnie, żeby je wysyłac bo dana osoba nie przeszła jeszcze przez sito naszych oczekiwań) – oszukujemy drugą osobę.Jesli wysyłamy te podświadome komunikaty np. bo wiemy, że są efektywne lub przeczytaliśmy o takich technikach i chcemy sprawdzić czy fajnie działają. Nie odnosiłam się do wszystkich randek jako takich. Nie neguję też wartości otwartości wobec innych ludzi. Pisałam tylko o przypadku „randek dla sportu”. Sprzeciwiałam się instrumentalnemu traktowaniu innych ludzi, bawieniu ich emocjami, budowaniu w ten sposób swojego ego i zapewniania w ten sposób szerokiego wyboru partnerów. Co do wielu pozostałych kwestii zgodziłam się z Volantem.

marzyciel
Gość
marzyciel

Volant – jeszcze żaden Twój tekst nie kopnął mnie w d..ę tak mocno jak ten: „Jeszcze inni siedzą na tyłkach, przechodzą kolejne życiowe levele na minimalnej energii, ale mówią, że jeśli pojawi się wyjątkowa szansa, to nauczą się wszystkiego, co potrzebne i będą szczęście wydzierać pazurami. Na razie tego nie robią, bo jeszcze nie potrzebują.” Zabolało – bardzo mocno zabolało. Ale taki był cel tego artykułu. To dobry ból, za który dziękuję. Fajnie otwierasz oczy i często trafiasz w dobry moment u tych, którzy Cię czytają. Jeszcze raz dzięki.

Tianzi
Gość
Tianzi

W krótkiej wersji: ‚Nadeszło kolejne lato, a ja znów nie schudłam…’

Pestka
Gość
Pestka

Ale takie przygotowywanie się na swoją szansę jest cholernie trudne i nie mówię o samym procesie (który może, a nawet powinien nieść dużo satysfakcji), ale o źródle. Bo zanim zaczniemy się do przygotowywać, musimy mieć w głowie ułożony plan, popełnionych parę błędów, wypróbowanych kilka scenariuszy… po to, żeby poznać siebie i swoje możliwości. Zwłaszcza te drugie, bo to czego „chcemy” nie zawsze jest dopasowane do tego, czym dysponujemy (w sensie predyspozycji). Więc najpierw trzeba poświęcić czas na zbadanie samego siebie, a dopiero potem myśleć, jak rozwijać swoje zalety i przygotowywać się na ewentualną szansę. I wydaje mi się, że ten pierwszy etap jest nawet ważniejszy, bo jak go skopiemy to żadne przygotowania nic nam nie dadzą. Nie chodzi ostatecznie o to, żeby łapać się wszystkiego, co nam wpadnie pod rękę, bo „a nóż widelec kiedyś się przyda”, ale żeby łapać się WŁAŚCIWYCH rzeczy.

Medżix
Gość
Medżix

To tak dla motywacji, bo nigdy nie jest za późno. Nieważne na co https://www.facebook.com/kobieta.gazeta/videos/1899481326779967/

Just.Pe
Gość
Just.Pe

Troszkę przerażające, trochę motywujące. Bardzo prawdziwe. Czasem coś, co wydaje się rzeczą, która do niczego się nie przyda, później okazuje się umiejętnością be której nie można ruszyć dalej. Nie można osiadać na laurach trzeba czerpać ze świata i ludzi tyle ile się da.
Idę czytać, nigdy nie wiadomo z kim będę mogła porozmawiać o tej książce!

Facet
Gość
Facet

To jest problem większości polek, że czekają na księcia a same ani trochę nie przypominają księżniczki.. Jeszcze jakby starały się, angażowały, próbowały.. ale nie, bo one są kobietami i będą czekać, aż to facet zrobi pierwszy krok a to zabawne. W międzyczasie ten książę rozwija się, zdobywa lepszą pracę, chodzi na siłownie i znajdują inną, która wykonała jakieś działanie i coś się zaczyna. Dla tej pierwszej jak nie było księcia tak nie ma, zostaje tylko postowanie wrednych memów na fb. Jako facet muszę przyznać, że czekanie aż facet.. (tutaj dowolna rzecz) już znas znudziło i mamy tego dość :)

Sara
Gość
Sara

No przyznam szczerze, że byłam w porę gotowa min. dzięki Tobie VOLANT. Wpłynąłeś znakomicie na młody umysł, kiedy zaczynałam Cię czytać miałam może 16 lat.. Teraz wpadam na bloga pokiwać głową z uznaniem i podesłać linka znajomym ;)
Dzięki!

Aleks
Gość
Aleks

Ja bardzo długo szedłem pod prąd, zamiast pójść zgodnie z moimi zainteresowaniami, przez presję którą wywierało na mnie otoczenie. Moją pasją zawsze były komputery, jednak rodzice skutecznie wybijali mi to z głowy. Tak samo jak otoczenie, przyszło mi dorastać w dość specyficznym środowisku gdzie siedzenie przy kompie nie było zbyt dobrze odbierane. Zmieniłem więc tory i najpierw poszedłem do liceum na profil historyczny a później na studia prawnicze. Dopiero po studiach i pierwszej pracy w zawodzie postanowiłem powrócić do korzeni i swoich zainteresowań, wbrew temu co mówili wszyscy – rodzice i znajomi wzięli mnie za szaleńca i zaczęli krzyczeć o „zmarnowanych latach” – po co tyle czasu zmarnowałem na studia? Przecież jestem już stary (człowiek daleko przed 30…) i powinienem do końca życia siedzieć w tym w czym się wykształciłem.

Wbrew wszystkim zacząłem dokształcać się na własną rękę. Przebranżowienie zajęło mi ponad rok ciężkiej pracy. Obecnie jestem szczęśliwy i spełniony zawodowo robiąc to co lubię. A doświadczenie z innej branży? Okazało się być bardzo cenne – mam bardzo rozwinięte umiejętności miękkie przez co wyprzedzam jakieś 80% kolegów z branży, mam szerszy horyzont i rozumiem potrzeby klienta często lepiej niż on sam.

Dlatego do puenty Twojego wpisu dodam – życiowe szanse się tworzy, a żadne doświadczenie nie jest zbędne. Poznałem wielu ludzi o ciasnych horyzontach, względem których mimo że mam mniej doświadczenia „w branży”, to całokształtem wyprzedzam o lata świetlne. Dla rodziny i znajomych zamiast szaleńcem, okazałem się być wzorem i przykładem, że zmienić w życiu można wszystko i wcale nie potrzeba na to nie wiadomo jakiego czasu, a jedynie zaparcia.

Przegrywa tylko ten, co nic nie robi i jak bezmyślna ameba słucha innych zamiast posłuchać samego siebie.

StaraPannaZKotem
Gość
StaraPannaZKotem

Twój komentarz BARDZO dobrze mi zrobił na psychikę, dziękuję! :)

Mat
Gość
Mat

jest taki angielskie przyslowie: „diligence is the mother of good luck”. I pasuje idealnie. :) pozdro