Ludzkie potrzeby potrafią mieć tyle odcieni, że da się je opisać tylko w modelu RGB. Nie zmienia to tego, że w swoim zasadniczym rdzeniu, chcemy tego samego.

Żebyśmy byli dla kogoś tak ważni, że będzie oddawał nam ostatnie ciasteczko, udając, że już się najadł.

Żeby w letnie wieczory siedzieć w gwarnym ogródku restauracji, a nie gdzieś, gdzie czujemy się jakbyśmy utknęli na bocznej drodze z rozładowanym telefonem w kieszeni.

Mieć przed sobą dni, dla których wyskakuje się z łóżka, a nie tylko takie, w które zwlekamy się w rytm „Requiem” Mozarta.

Robić rzeczy istotne i dobre.

Mieć życie, które mogłoby zagrać w reklamie. Wiesz, w jednej z tych, w których jesteś przed trzydziestką (albo niewiele po), jeździsz niezłym samochodem, wracasz do apartamentu urządzonego na podstawie inspiracji z pinteresta, a na mieście wszyscy przybijają ci piąteczki.

No i na koniec, jeść pizzę i nie tyć.

[Jeśli masz na to ochotę, to śmiało możesz wykorzystać tę listę do składania uniwersalnych życzeń urodzinowych, rocznicowych i noworocznych.]

Wszystko byłoby super, bo jak głosi Deklaracja Niepodległości kraju najczęściej atakowanego przez kosmitów, każdy ma prawo dążyć do szczęścia. Nikt jednak nie mówi tego, że to dążenie będzie wyłożone aksamitem i wybrukowane czekoladą. Przypomina raczej ten dowcip, w którym idzie facet do piekła i widzi wielkie kotły. Pierwszego pilnuje pięciu diabłów, więc pyta oprowadzającego go Lucyfera:
– Kto jest w środku?
– Tutaj gotujemy Amerykanów. To przedsiębiorczy spryciarze, więc diabły pilnują, żeby któryś nie uciekł.
Następnego kotła pilnuje tylko dwóch diabłów.
– A tutaj kto siedzi?
– Tutaj gotujemy Niemców – obowiązkowi ludzie, przestrzegają zasad, więc dwóch diabłów tu wystarczy.
Przy ostatnim kotle nikogo nie ma, więc zdziwiony facet pyta:
– A tego kotła dlaczego nikt nie pilnuje?
– Aaa – mówi Lucyfer i macha lekceważąco ręką – tutaj gotujemy Polaków. Jak tylko któryś chce się wydostać, to reszta od razu ściąga go na dół.

Szczerze mówiąc, nie znam innych narodowości wystarczająco dogłębnie, żeby stwierdzić czy Polacy faktycznie się na tym polu wyróżniają. Intuicja mi podpowiada, że nieszczególnie. Wiem za to, że jeśli kiedykolwiek spojrzałeś na swoje otoczenie i ośmieliłeś się chcieć więcej, niż średnia oczekiwań otaczających cię osób, to doświadczyłeś tego dowcipu na własnej skórze.

Do dzisiaj pamiętam jak byłem młodym chłopakiem w rozciągniętych sweterkach z targu (jeden czarny, drugi pomarańczowy). Jeździłem na wykłady 30 kilometrów w jedną stronę i 30 kilometrów z powrotem, w busie, który został dopuszczony do ruchu tylko dzięki wkładce z Władysławem Jagiełłą. Żeby oszczędzić pieniądze na cokolwiek, nigdy nie korzystałem z komunikacji miejskiej. Poruszałem się piechotą, obserwując z poziomu chodnika ludzi, którym było lżej. Nie to żebym się szczególnie nad sobą użalał, bo jednak mam wszystkie kończyny, po dziesięć palców u rąk i nóg oraz nikt nie naparza do mnie z kałacha. Tylko wiecie, wciąż drzemała we mnie niezgoda na moją sytuację. W końcu musiałem wykipieć.

Przez całe wakacje pracowałem na umowie zlecenie, nabijając nadgodziny jak cyborg. Przestałem uciekać przed swoimi potrzebami. Wymieniłem garderobę. Rozwinąłem się towarzysko. Wziąłem mentalną łopatę i wymiatałem brudy ze swojej głowy. Zacząłem funkcjonować według innych priorytetów. Wyznaczyłem cele i zacząłem głośno mówić o tym, co się dla mnie liczy.

Wracając w październiku na studia, spodziewałem się, że od znajomych usłyszę to, co słyszałem od nowo poznawanych osób. Może niekoniecznie: „Masz problem?”, o co pytały troskliwe dresy, ale wiesz, rzeczy w stylu: „Fajnie wyglądasz. Gdzie kupiłeś tę koszulę? Rzadko widzę takie ambitne osoby. Inspirujesz mnie”.

Zamiast tego usłyszałem: „Co ci się stało? Skąd te zmiany? Naprawdę myślisz, że te twoje pomysły zadziałają?”. Zabawne, że te zdania wypowiadały osoby, z którymi jeszcze kilka miesięcy jeszcze razem siedzieliśmy i się śmialiśmy. Dziś był między nami uskok tektoniczny. Ja powoli oddalałem się od brzegu. Oni na nim stali i pokazywali mi środkowe palce.

Nie wiem ile razy słyszałem: „Zobaczymy czy będziesz taki mądry…” Następnie padały różne teksty: jak skończysz studia, jak sam będziesz płacił swoje rachunki, jak przejdziesz na pełny ZUS i zobaczysz ile płacisz podatków, jak będziesz miał dzieci itd. Za każdym razem myślałem, że prędzej obejrzę wszystkie odcinki “Mody na sukces”, niż dopuszczę do sytuacji, kiedy okaże się, że ktoś miał w tym rację.

Gdyby to dotyczyło tylko mnie, to zrzuciłbym winę na mój brak wyczucia, zadzieranie nosa, rozbuchane ego albo fakt, że w dzieciństwie należałem do zwyrodnialców, którzy nie jarali się Pokemonami. Niestety to nie tłumaczy tego, że przeżywają to samo także osoby będące przeciwieństwem mnie, a ich lista jest zdecydowanie dłuższa, niż bym sobie tego życzył.

Przekonuje mnie to, że zawsze będzie ktoś, kto zechce ci dokopać. Chcąc więcej, dowiesz się, że nie stworzysz bardziej udanego związku. Twoja firma splajtuje. Nie dostaniesz awansu. Dzięki swojej pasji może dostaniesz się do galerii ludzi pozytywnie zakręconych Teleexpressu, ale na większy sukces nie masz co liczyć. Nic ci nie przyjdzie z tych twoich fantazyjnych studiów, bo papierkiem to sobie można tyłek podetrzeć. Jeszcze wrócisz z podkulonym ogonem z tej Irlandii, Hiszpanii czy innej Warszaffki.

Znam osoby, które ze strachu przed tymi opiniami wpadają w bierność. Inne się wycofują albo hodują w sobie zwątpienie. Ja polecam uświadomienie sobie czegoś, co sam usłyszałem dawno temu – to nie osobniki alfa krytykują beta, tylko ludzie z samego końca listy krytykują tych, którzy robią coś ze swoim życiem.

Po prostu niektórzy ludzie potrafią wierzyć w naprawdę różne rzeczy. W supremację gatunku ludzkiego, w to że zostali stworzeni szóstego dnia, że wygrają na loterii, ale naprawdę rzadko wierzą w to, że są w stanie zmienić cokolwiek innego, niż swoje majtki. Wtedy swoje lęki przenoszą na tych, którzy mają więcej odwagi.

Czy to irytuje? Jasne. Czy boli? Z pewnością. Czy lubisz BDSM? Nie mam pojęcia. Wiem za to, że kiedy chcesz wystrzelić rakietę, jej silniki najpierw muszą ją wynieść w niebo na przekór grawitacji.

Dlatego bądź rakietą i pokaż, że jeszcze będziesz szczęśliwa tak obrzydliwie pełny, jak to tylko możliwe. Udowodnij im, że jeszcze będziesz pił drinki z palemkami niespiesznie spacerując plażą, robiąc to, na czym miałeś nie zarobić ani grosza.

Nie słuchajcie tego, że życie musi uwierać. Albo słuchajcie jeśli chcecie, ale nie gódźcie się na to bez wcześniejszego sprawdzenia, na co naprawdę was stać.

Nie pozwólcie, żeby inni określali na jakim poziomie wisi wasza poprzeczka. Zawieście ją sami, a później trenujcie tak długo, aż ją przeskoczycie. Bądź co bądź, po osiągnięciu swoich celów, zawsze robi się dwie rzeczy: dziękuje się wszystkim, którzy nam pomogli i pokazuje się fucka, tym którzy chcieli sprowadzić nad do parteru.

I może niewiele osób mówi o tym otwarcie, ale ta druga część, to wyjątkowo słodki składnik twojej nagrody za wysiłek.

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 400 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.