Na czym ci zależy w życiu? Ankietowani „Familiady” pewnie odpowiedzieliby prosto: „Na tym, żeby być szczęśliwym”.

Tymczasem z tym szczęściem bywa różnie. Są ludzie, którym psuje się samochód, a oni podrapią się po głowie i już po chwili bez cienia żalu zadzwonią po lawetę. Inni dostaną gwiazdkę z nieba i zapytają dlaczego jest taka mała. Niektórzy dryfują gdzieś pomiędzy błogością a ekscytacją tylko czasem doświadczając bardziej mrocznych uczuć. U innych osób proporcja jest odwrotna i jeśli wierzyć naukowcom, jest to w dużej mierze wrodzone.

Natomiast dobra wiadomość jest taka, że da się swoim samopoczuciem sterować, żeby pozostawać w swoich górnych rejestrach zadowolenia, a nie zaliczać kolejne doły. Nieszczególnie pomoże ci w tym wygrana na loterii (tak wynika z badań, ale osobiście wolałbym to sprawdzić na własnej skórze), ale warto zadbać o sześć innych elementów.

Po pierwsze, zadbać o wysokość zarobków (do pewnego pułapu)

Pieniądze nie dają szczęścia, ale zapobiegają różnym życiowym dramatom. Fakty są takie, że choroby, wypadki, rozwód, samotność i inne niekorzystne zdarzenia losowe znacznie mocniej uderzają w osoby niezamożne. Noblista Daniel Kahneman zbadał, że ból głowy zwiększa odsetek osób odczuwających smutek i niepokój w każdej warstwie społecznej. Jednak u osób żyjących względnie dostatnio wzrasta on z 19% do 38% podczas gdy w najuboższej części społeczeństwa startuje z poziomu 38% i dobija do poziomu 70%. Z kolei weekendowy odpoczynek działa na nie znacznie mniej korzystnie, niż na wszystkich pozostałych.

Ten sam badacz zebrał dane pozwalające stwierdzić, że wzrost satysfakcji z życia podąża w parze ze wzrostem zarobków aż do osiągnięcia pułapu 75 000 dolarów rocznie, czyli około 300 000 złotych. Czy to oznacza, że powinno się zarabiać ok. 25 000 złotych miesięcznie, żeby osiągnąć maksymalną satysfakcję z życia? Niekoniecznie. Najczęściej oceniamy swoje życie na tle innych i czujemy się lepiej, jeśli nasza sytuacja jest lepsza niż naszych „sąsiadów”. Oznacza to, że zarobki rzędu 25 000 złotych w środowisku milionerów znaczą zdecydowanie mniej, niż w średniej wielkości mieście. Za to w każdym przypadku warto postarać się o więcej.

Po drugie, skupić się na elastyczności

Jeśli zapytasz dowolną osobę kiedy będzie szczęśliwa, to zarzuci cię listą czynności, które lubi i których chciałaby doświadczać więcej. Jednak równie ważne jak CO się robi jest to KIEDY się to robi.

Osoby, które mają dużą dowolność w ustalaniu rytmu swojej pracy są z niej dużo bardziej zadowolone, niż te, które muszą wstać o określonej godzinie i przystąpić do wykonywania zadań. Zjawisko to znają młodzi rodzice, których satysfakcja z życia po zostaniu rodzicami gwałtownie spada. W znacznym stopniu wpływa na to brak kontroli nad swoim czasem, bo ich posiłki, sen i czas wolny zaczyna kontrolować 3,5 kilogramowa istota w łóżeczku z karuzelą z hipopotamami.

Po trzecie, spełniać swoje oczekiwania

Dotyczy to tzw. mocy sprawczej, czyli poczucia, że to co masz i co możesz mieć zależy od ciebie, twojej pracy i twojego wysiłku. Jeśli coś postanawiasz i potrafisz to wykonać, to czujesz spokój i pewność siebie. Jeśli robisz postanowienia, ale nic z nich nie wychodzi to kończysz i zaczynasz kolejne dni, mówiąc sobie w myślach tylko jedno słowo – „Fuck!”.

Po czwarte, zadbać o właściwy kierunek ruchu

Jak wiesz, weekendowy odpoczynek znacznie słabiej oddziałuje na osoby w złej sytuacji życiowej niż na pozostałe, ale dlaczego tak się dzieje? Czy pozytywne doświadczenie nie powinno na wszystkich działać tak samo? Dzieje się inaczej, bo wszyscy żyjemy w jakimś kontekście, a kierunek w jakim rozwija się nasze życie jest często ważniejszy niż obecna sytuacja.

Jeśli jesteś aktorem, który ma na półce Oscara i konto bankowe pełne dolarów, ale obecnie zmaga się z kryzysem wizerunkowym i nie dostaje żadnych propozycji, prawdopodobnie będziesz czuł się gorzej niż młody aktor, który jest coraz częściej zauważany i dostaje dobre recenzje, ale jednocześnie zarabia grosze. Dlaczego on prawdopodobnie będzie szczęśliwszy? Bo życie tego pierwszego staje się coraz gorsze, a tego drugiego przypomina wykres ze strzałką skierowaną ku górze.

Jeśli twoja ogólna sytuacja przypomina trend spadkowy, to nawet świetny weekend zostanie zanieczyszczony stresem i niepokojem wynikającym ze złej ogólnej sytuacji. Co z tego, że teraz jesteś w spa, jeśli już lada dzień wrócisz do nielubianej pracy, dysfunkcyjnej relacji i mieszkania, w którym trzeba posprzątać i naprawić zlew?

Po piąte, szczęście to inni

Obecność bliskich ludzi dookoła jest uzdrawiająca. Przytulanie obniża poziom stresu. Świadomość, że ma się na kogo liczyć daje więcej wewnętrznej mocy, niż cokolwiek innego.

Doświadczenia tysięcy ludzi udowadniają, że nieważne jak duże odnosisz sukcesy, bo jeśli nie masz z kim ich świętować, to cieszą jak wygranie w loterii kilograma cebuli. Niby wygrana, ale jednak trochę smuteczek.

To ludzie są najważniejsi i właśnie dlatego piękne dzieciństwo, ma często tak niewiele wspólnego z markowymi ubraniami i zabawkami z reklam telewizyjnych. Ma za to silny związek z umorusanymi rękami, zrzucaniem się na coca-colę w szklanej butelce i spotykaniem się w swoich niezwykłych miejscówkach, które obiektywnie patrząc są całkowicie zwykłe. Ale ważne, że były wasze i to wystarczyło, żeby były szałowe, prawda?

Po szóste, nie przegapiając tego co ważne

To najbardziej podchwytliwy element, bo to co najważniejsze, rzadko najgłośniej krzyczy. Przeciwnie, wydaje się stałe i zagwarantowane, przez co jest tak mało doceniane. Na co dzień nie odczuwamy zbyt dużej satysfakcji z posiadania dziesięciu palców u rąk albo tego, że cieszymy się niezłym zdrowiem. Nastolatki nie skaczą z radości z powodu posiadania niemal nieograniczonych możliwości kształtowania swojego losu. Traktujemy swoich rodziców, partnerów i inne elementy naszego życia jak coś stałego, a nie coś uszczęśliwiającego.

Problem w tym, że kiedy to tracimy, to potrafi nas to zatruwać od środka. Chcemy cofnąć się do ostatniego automatycznego zapisu gry i znów mieć przed sobą szanse, które przegapiliśmy. Rozegrać zrąbane sytuacje nieco inaczej. Nie popełnić tych głupich błędów. Szanse na to są jednak tak małe, jak na to, że pojedziesz na wycieczkę na Ukrainę i nie napijesz się wódki. Jedyne co możesz robić, to od czasu do czasu usiąść, popatrzeć z dystansu na swoje życie i pomyśleć: „Nie masz tego na zawsze”.

To zdanie zeruje system. Sprawia, że bardziej doceniasz to co masz i skłania do tego, żeby poczuć satysfakcję z miejsca gdzie się jest. Albo żeby pójść pobiegać, bo po prostu ma się taką możliwość. Albo wziąć telefon i zadzwonić do bliskich osób, żeby opowiedzieć im o swoim dniu, bo chociaż to brzmi teraz niewiarygodnie, to kiedyś na twój telefon może odpowiedzieć ci tylko głuchy sygnał.

Mówi się, że warto pójść na nowego Tarantino, zobaczyć piramidy w Gizie, zakochać się albo spróbować swoich szans w biznesie.

Nie wiem czy to prawda. Wiem za to, czego nie warto – nie warto traktować ludzi dookoła i swoich możliwości jak czegoś, co jest dane raz na zawsze. 

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 400 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.