Odkąd pamiętam bycie bogatym wydawało mi się dobrym pomysłem, więc moim priorytetem było nabywanie wiedzy biznesowej. Kiedy polubiłem jakąś firmę, zastanawiałem się jak ona zarabia, a kiedy jakiejś firmy nie polubiłem, zadawałem sobie pytanie, jakim cudem ona zarabia. Później wykorzystywałem tę wiedzę tworząc markę osobistą, realizując strategie marketingowe i sprzedając produkty.

Nigdy nie żałowałem ani minuty, którą poświęciłem na biznes i cały czas uważam, że jest to najlepsza rzecz jaką można się zająć. Nie tylko dlatego, że fajnie jest nie jeść gruzu i od czasu do czasu poleżeć na plaży, ale przede wszystkim dlatego, że szybko zauważyłem, że niektóre ogólne zasady, które sprawdzają się w firmie, potrafią sprawiać, że nasze codzienne życie staje się dużo łatwiejsze.

.

#1 Nie potrzebujesz trudnych klientów

Trudni klienci to ludzie, którzy są zainteresowani twoimi usługami/produktami, ale zanim je kupią negocjują, wykłócają się i usiłują tobą manipulować. Żmudnie pokonujesz ich wątpliwości czemu towarzyszą dziesiątki słów zaczynających się na „k”, „p” i „j” (podpowiem, że nie chodzi o kawę, pierożki i jabłka). Kiedy w końcu klepniecie „deal”, to masz wrażenie, że pożegnanie się przez tą osobę z pieniędzmi jest dla niej równie trudne, co ułożenie kostki Rubika przez mopsa. Płatność otrzymujesz. Z łaską i po osiemnastu przypomnieniach.

Nie znam przedsiębiorcy, który nie spotkałby takich klientów. Jeśli mają wyjątkowego pecha, to taką osobą jest ich główny klient, więc z miesiąca na miesiąc mają coraz większe wrzody żołądka, ale oszukują się, że przecież nie mogą zerwać z nim kontaktów, bo to taka gruba ryba, która zapewnia takie wysokie dochody.

W końcu i tak dochodzą do momentu, kiedy mówią: „A jebać to!”. Wtedy okazuje się, że zamiast tego jednego klienta, można mieć kilku innych, którzy nie robią problemów, zarabiać dużo więcej i żyć bez wrażenia, że każdy dzień to czołganie się przez zasieki z drutu kolczastego.

Jest to bardzo uniwersalne, bo trudnych ludzi nie potrzebujesz też w swoim życiu i nieważne jak bardzo są atrakcyjni, jaki mają piękny uśmiech i ile sobą reprezentują. Jeśli nie chcą tego, co im oferujesz albo nie chcą nic z siebie dać, to niech idą. Na ich miejsce zawsze pojawi się ktoś lepszy.

.

#2 Nietrafione inwestycje się ucina

Poza ludźmi, którzy nic nie robią, naprawdę trudno znaleźć osobę, której każdy pomysł okazuje się trafiony. W każdej innej sytuacji mierzymy się ze źle skalkulowanymi kosztami, nieprzewidzianymi komplikacjami i odbiorcami, którzy z niewiadomych powodów nie są zachwyceni, chociaż powinni być.

Dochodzi do tego, że staje się przed pytaniem, co z takim projektem zrobić. Do głowy przychodzi wtedy czarna myśl: „Pora to zakończyć”. Jednak zaraz za nią idą wątpliwości:

– Ale kosztowało mnie to tyle pracy. Ale stracone pieniądze. Ale emocje. Ale może coś z tego jeszcze być.

Znasz to? Pewnie tak. Dobra wiadomość jest taka, że zgodnie z danymi statystycznymi i badaniami naukowymi, decyzja jest prosta. Jest nią ucięcie inwestycji, które nie przynoszą założonych zysków, bo wszystkie inne działania doprowadzą tylko do powiększenia szkód.

.

#3 Nic nie jest dla każdego

Niedawno napisałem tekst „Nie jesteś kablem USB. Nie musisz pasować wszędzie”. To bardzo uniwersalne zdanie, bo chociaż jest wiele osób, które próbuje swoich sił w biznesie mówiąc: „Mój produkt jest dla wszystkich”, to nie wiedzą, że to droga donikąd.

Nawet jeśli stworzysz produkt o najlepszych parametrach w branży, to wciąż to będzie za mało, żeby wszyscy go kochali. Fani Ferrari nie kupią Lamborghini nawet jeśli będzie mieć znacznie lepsze osiągi. Fani Tesli nie zamienią jej na inne auto, bo poza obiektywnymi cechami, liczą się także skojarzenia, emocje, pozycjonowanie marki i odpowiedź na pytanie „jaką jestem osobą”.

Identycznie jest z nami. Możemy być odpowiednikiem Ferrari, ale wciąż dla niektórych ludzi będziemy tylko szczytem bezgustownej ostentacji. Czy to się liczy? Tak długo, jak trafiamy do tych osób, do których chcemy, odpowiedź brzmi nie, więc warto wyluzować.

.

#4 Jak coś nie działa od początku, to rzadko zaczyna działać później

Podobno kiedy Stephen King pisał „Carrie”, to na początku wcale nie był zadowolony z tego, co wychodziło spod jego rąk. Kartki maszynopisu z zarysem powieści wyrzucił więc do kosza na śmieci. Tak się złożyło, że te fragmenty przeczytała jego żona i powiedziała:
– Mamy to!

Sama fabuła była nieidealna, wymagała licznych poprawek, a dokończenie powieści mnóstwa pracy, ale już w tych fragmentach dało się dostrzec składniki przyszłego bestsellera. Gdyby ich nie było, to żadne starania, jakie podjąłby autor, w niczym by nie pomogły.

To trochę jak z roślinami. Jeśli nie wyrosną z nasion, to nie możesz zrobić nic, żeby wyhodować z nich kwiaty. Poprawki działają tylko wtedy, kiedy masz nad czym pracować.

Nie od początku to rozumiałem, więc próbowałem rozwijać projekty, które „nie kiełkowały”. To samo robimy wszyscy trudząc się nad rzeczami, w których nie ma iskry. W związkach dobrze oddaje to słynne „Fuck yes!”. Jeśli poznając kogoś masz w głowie jakiekolwiek inne stwierdzenie, to mało prawdopodobne, że stworzycie wybitny związek. „Fuck yes!” też tego nie gwarantuje, ale daje szansę.

.

#5 Brak ryzyka=brak wyników

Wiecie dlaczego większość nowych firm i twórców się nie przebije? Bo są nudne. Tak bardzo silą się na profesjonalizm i uniknięcie ryzyka, że jednocześnie nie ma w nich nic ciekawego. Nie da się tego powiedzieć o Ryanie Reynoldsie (jeśli tu klikniesz to znajdziesz świetny tekst o marketingu marek Reynoldsa), Janinie Bąk, Tomku Palaku albo chłopakach z Make Life Harder. Stoi za nimi profesjonalizm, ale też dowcip i oryginalność, które sprawiają, że zastanawiasz się, czym ciebie zaskoczą następnym razem. Nie zawsze też zaskoczą ciebie pozytywnie, bo mogą cię oburzyć albo wkurwić, ale nie zostawią cię obojętnego.

Dobre potrawy potrzebują przypraw. Tego samego potrzebuje skuteczność. Skuteczność w czymkolwiek.

.

#6 Żeby być bezkonkurencyjnym, musisz przestać patrzeć na konkurencję

Są dwa rodzaje firm. Jedne patrzą na to, co robią inni, a następnie tworzą swój produkt. Reklamują go słowami: „Lepsze niż konkurencja”, które oznaczają zwykle: „Takie same jak konkurencji, ale podkręciliśmy kilka parametrów oraz dodaliśmy masę zbędnych funkcji”. Być może są przypadki, kiedy pozwoliło to komuś zdetronizować rynkowego lidera, ale ja ich nie znam. Prawdziwie bezkonkurencyjne firmy nie rozglądają się po rynku kopiując cudze pomysły, ale patrzą na to, czego potrzebują ich klienci, po czym robią to, na co mają ochotę.

Tylko taka postawa daje unikalną wartość. Niestety robi tak niewiele firm oraz równie niewiele „zwykłych” osób. Na randkowym rynku też widać głównie ludzi, które rozglądają się i pytają: „Co oni mają, czego ja nie mam?” zamiast zastanowić się w czym są na tyle wyjątkowi, że nie będzie dało się to skopiować. Kończy się to tym, że faceci masowo pozują z nagimi torsami, a kobiety mówią, że nie są takie, jak wszystkie, ale ciężko zauważyć czym się różnią.

Można z tym zrobić tylko jedno – skupić się na sobie i pogrzebać we własnym wnętrzu, żeby znaleźć unikalne przewagi. Kuba Rozpruwacz cenił ludzi za piękne wnętrze (zwłaszcza za nerki i wątrobę), ale coś mi podpowiada, że w sobie znajdziesz znacznie więcej.

Podobał ci się ten tekst?

Dołącz do obserwujących bloga na facebooku lub instagramie, żeby zawsze być na bieżąco.