Najwięcej kosztują złudzenia

Najwięcej kosztują złudzenia

Czasem związki szczęśliwie trwają latami.

Czasem związki kończą się za późno, kiedy już próbowano schodzić się osiem razy i po każdej próbie wychodziło się z niej z większymi obrażeniami i mniejszymi szansami na porozumienie.

Czasem związki kończą się za wcześnie. W chwili kiedy żyłami krążą endorfiny, a adrenalina miesza się z oksytocyną. Nie myśli się trzeźwo i zostaje się z wyrytym w pamięci zapisem cudownego uczucia. Cudowne uczucia mają natomiast to do siebie, że z biegiem czasu stają się coraz bardziej cudowne, coraz bardziej idealne i coraz jaśniejsze.

Derren Brown mówił, że to działa na korzyść iluzjonistów, bo sztuczka, która podczas występu wydawała się niezła, miesiąc później jest genialna. Jeden wyczarowany szary gołąb zamienia się we wspomnieniach w całe stadko białych gołębi, które nie dość, że pojawiły się znikąd to jeszcze ułożyły się w kształt serca.

Takiej iluzji doświadczają kobiety i mężczyźni. Sam nie wiem kto częściej, ale mam dobrą historię. Kiedyś mój znajomy poznał dziewczynę. Miała na imię Magda, dogadywał się z nią i w głowie usłyszał charakterystyczne kliknięcie. Może nie grała z nim na konsoli, ale przynajmniej lubiła Star Wars. Wyglądała nieźle i czasem specjalnie dla niego zakładała pończochy. Jednak jest tak, że do pewnego czasu mężczyźni sądzą, że kobiety zamiast konkretów wolą powoli. Że chcą się poznać. Trochę pomiziać, ale nie za dużo, a przede wszystkim, że chcą się poprzytulać. Jakoś nie przychodzi im do głowy, że zamiast samego przytulania chcą też poczuć jego jedną rękę ściskającą jej kark, a drugą mieć między jego nogami. Tak więc rozgrywał to powoli, żyjąc jak w Defto Jamala minus seks, minus używki i minus przygody.

Każda relacja ma jednak „termin do spożycia”. Czasem trwa on godzinę. Czasem tydzień. Niemal nigdy jednak nie trwa dłużej niż trzy miesiące. W końcu więc ona skłamała tak jak kłamią kobiety: „Przepraszam, ale nie wiem czego teraz chcę. Potrzebuję pobyć sama”. Ona odeszła, a on został z żyłami wypełnionymi miłosną chemią i myślą w głowie: „Ona była inna niż wszystkie”.

Słyszałem, że jest plemię, w którym kiedy komuś zdarzy się coś złego, ma prawo opowiedzieć o tym trzem osobom. Później nie wolno poruszyć mu tego tematu i ma żyć dalej najlepiej jak tylko umie. On o tym nie słyszał, więc jeszcze przez trzy lata o niej myślał. Z każdym miesiącem była dla niego piękniejsza i lepsza. W tym czasie co najmniej dziewięć dziewczyn właściwie mówiło mu: „Jestem twoja! Bierz mnie tu i teraz!”. On nie brał. Całowali się, ale później stwierdzał: „Przepraszam, ale dziś nie mogę. Zadzwonię.” Nie dzwonił. Mimo to z dwoma czy trzema się przespał, ale jego to nie cieszyło. Każdą porównywał do wyobrażenia Magdy, a to mniej więcej jak porównywać pocztówkę z Hawajów, których się nie odwiedziło, z Radomiem, w którym się mieszka. Z Radomiem w brudno-błotnisto-depresyjną jesień.

Któregoś dnia, po tych trzech latach, spotkał Magdę w galerii handlowej. Szła z koleżankami. Serce mu waliło, ale pogadał, widział, że zrobił na niej wrażenie i umówił się na randkę.

Kupił sobie nowe bokserki, duże opakowanie prezerwatyw i czekał. Randka jak randka. On jadł jakiegoś kurczaka, ona lazanię ze szpinakiem i czosnkiem. Zapytała, czy nie będzie mu to przeszkadzało. Powiedział że nie. Było trochę nudno. Szczerze mówiąc wydawała mu się nawet trochę głupia, bo on pracował w banku, jeździł bmw i miał plany, a ona była kelnerką, żyła z dnia na dzień i lubiła czasem posłuchać disco-polo. Życiowo rozjechali się w przeciwnych kierunkach. Już nie dogadywali się jak dawniej. Wyznała mu, że wtedy kogoś poznała i nie wiedziała co zrobić, więc dlatego z nim zerwała. Zrobiło mu się przykro, ale pomyślał, że przynajmniej teraz są razem. Charakterystycznego kliknięcia w swojej głowie nie usłyszał.

Później poszli do hotelu. Ona się rozebrała, ale nie miała takiego ciała jak w jego głowie. Całowali się, ale w jego marzeniach, jej pocałunki nie smakowały czosnkiem. W myślach uprawiał z nią seks wszędzie. Tutaj za pierwszym razem było po misjonarsku. Za drugim razem chciał, żeby zaspokoiła go oralnie. Powiedziała, że na to za wcześnie i musi się postarać. Powiedzieć coś takiego komuś kto przez trzy lata na nią czekał to jak nabić broń, wcisnąć mu ją do ust i pociągnąć za spust.

Kiedy zasnęła zostawił na nocnym stoliku pieniądze na taksówkę, wyszedł, zapłacił za noc w hotelu i wrócił do domu. Z myślenia, że ona jest wyjątkowa wyleczył się raz na zawsze.

To nie jest tak, że nie wierzę w wyjątkowość kobiet. Wierzę, że można latami przed zaśnięciem rysować na suficie czyjąś twarz. Wierzę w to, że istnieją osoby, dla których warto to robić. Ja tylko nie wierzę osobom, które mówią o „tej jedynej”, chociaż nie przeżyli z nią co najmniej trzech, pięciu, dziesięciu lat.

Kiedy nie byli z nią wystarczająco długo, żeby przestała wstawać przed nim i malować się w łazience, żeby nie pokazać mu się bez makijażu. Kiedy nie zobaczył jak zachowuje się jak jest chora i wkurwia się na wszystko dookoła. Zanim przeżył przy niej kryzys finansowy, emocjonalny lub twórczy, a ona wciąż go wspierała. Zanim nie obcięła sobie fatalnie włosów i przestała nosić na co dzień szpilki, a wciąż była dla niego wyjątkowa. Zanim zobaczył nie tylko jej jedną, idealną twarz, ale też wszystkie pozostałe – nie tyle gorsze co zwyczajnie ludzkie.

To jest prawdziwe! Jeśli to przeżyjesz to powiedz, że jest „inna niż wszystkie”.

To w dużej mierze naturalne. Dzięki marzeniom, złudzeniom i kłamstwom jesteśmy jak te trzmiele, które według fizyków mają zbyt małe skrzydła w stosunku do masy ciała, żeby latać, ale latają, bo o tym nie wiedzą. Dzięki nim jesteśmy ludźmi.

Jest jednak różnica między pielęgnowaniem w sobie złudzeń, dzięki którym żyjemy pełniej i stajemy się lepsi, a tymi, które sprawiają, że wbrew wszelkim faktom odpuszczamy, stoimy w miejscu, niszczymy swój potencjał albo czekamy aż ktoś się zmieni, zmądrzeje lub nas doceni. Każdy dzień spędzany na czekaniu to dzień, którego nie wykorzystuje się na zwyczajne dobre życie, ludzi których się kocha i robienie tego co sprawia, że tu i teraz jest dobrze, a nie że kiedyś może będzie.

Wszystko kosztuje, tylko że zazwyczaj na końcu najdroższe okazują się takie złudzenia.

Dodaj komentarz

76 komentarzy do "Najwięcej kosztują złudzenia"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Red
Gość

Teksty pisane przez miesiąc, to takie małe horrorki dla samego twórcy. Wiem coś o tym. Wszyscy mówią aby zostawić. Ja proponuję lekko tylko skrócił całość. Wyłuskać to co najlepsze…

Najlepiej było by wziąć sobie masę wolnego od danego tekstu. Wypić, zapomnieć i wrócić do niego za jakiś czas. Świeże spojrzenie jest tu najważniejsze. Chociaż domyślam się, że Ty właśnie tak zrobiłeś.

Tekst jest świetny, chociaż przesłanie gorzkie. I o to chodzi…

Zarazbędę
Gość

Nie ten tekst jest idealny. Tak prawdziwy że aż boli.

Kamil
Gość

Jak dla mnie genialny tekst, wprowadzenie mało ciekawe idealnie przygotowujące czytelnika na bombę szczerej i gorzkiej prawdy! :D

jejciu
Gość

Zgadzam się z Twoim tekstem, jak można mówić o „idealności”, o idealnej osobie, tej jedynej, jeśli nie przeżyło się, nie dzieliło się z tą osobą tych zarówno wspaniałych chwil jak i tych złych w życiu. Tak na prawdę mówiąc o jedynej osobie, można tylko wtedy jak spędziło się z nią/nim długi staż. Co do złudzeń, to prawda ludzie żyją złudzeniami, czasem mi się wydaję, że dla nie których osób to jest jakaś ważna kwestia, że nie potrafią bez tego funkcjonować. Mamy wyobrażenia, złudzenia o danej osobie i często żyję się z tym przez większość życia, albo kiedyś przychodzi taki dzień, że dochodzimy do prawdy i te złudzenia znikają, przestajemy w nie wierzyć gdy ujrzymy prawdę. Nie lubię złudzeń, robić sobie nadzieję, czy tworzyć czyjś idealny wizerunek, wierzyć w kogoś, czekać na kogoś kto naszymi oczami jest idealny, a potem przychodzi taki czas, że uwiadamiamy sobie, że za bardzo idealizowaliśmy pewną osobę. Tylko jak można kogoś idealizować jak tak na prawdę nie znało się tej osoby do końca, mogła się zmienić lub po prostu wydawało nam się, że ją znamy.

opc
Gość

Tekst bardzo dobry i niech będzie przestrogą dla innych.
Sam po rozstaniu nie wierzyłem, że znajdę równie wartościową osobę z która byłem. Wystarczy podnieść tylko głowę do góry i się rozejrzeć

Natalia
Gość

Masz dużo racji, często tęsknimi za czymś czego po prostu dobrze nie poznaliśmy. Ja jestem teraz w takiej sytuacji. Spotykalam sie 6 mięsiecy temu z chłopakiem, który po jakimś czasie powiedział mi, że nie chce się angażowac etc. Bolało bardzo, boli do tej pory. Mam w głowie tylko nie liczne wspomnienia, ale częto chciałabym, żeby po prostu był przy mnie kiedy mam gorszy dzien (np. taki jak dziś, kiedy nic sie nie układa) i chciałabym żeby był tez kiedy spełniaja się marzenia, żeby móc mu o tym opowiedzieć. Tylko wlasnie zastanawiam się czy on reagowałby tak jak w moich myslach – pewnie nie. Najgorszy jest fakt, że nigdy tego nie sprawdze i pewnie nigdy go już nie zobacze. W ostatnim tekście pisałeś, żeby przed 30-stka spotkać się z wieloma różnymi osobami – tak to prawda, że wtedy uczymy sie przebywania z innymi ludźmi itp, ale drugi człowiek może też bardzo zranić i nie wiem czy kolejny raz przeżyłabym coś podobnego. Jednak to prawda – nie można cały czas żyć przeszłością. Nie zawsze jest tak jak chcemy i po porażce po prostu trzeba wstać, otrzeć łzy i iść dalej. Potrzeba do tego ogromnej siły, której życzę sobie, autorowi tego bloga oraz wszystkim czytelnikom.

kate
Gość

Tekst jak zawsze świetny, trafiłeś w samo sedno!

Piotr
Gość

Jak dla mnie bardzo dobry tekst, chociaż chyba trochę nie w Twoim stylu, i przez to mnie zaskoczyłeś.
Z doświadczenia wiem, że takie przeżycie jaki opisałeś, bardzo kształtuję dalszy światopogląd na temat relacji międzyludzkich.
Czasami się tak zastanawiam czy to nie jest aby tak, że każdy facet powinien przejść coś takiego w swoim życiu, w większym lub mniejszym stopniu ?

pytanie
Gość

Volant, zastanawiałeś sie dlaczego przy swoich tekstach, które sa o wiele lepsze niż „kominka”, masz znacznie słabsze komentarze (merytorycznie, treściowo)? Btw. mój komentarz też jest słaby, ale musiałem zadać to pytanie, bo sam nie potrafię tego pojąć.

Alicja
Gość

Ciekawy tekst, choć muszę przyznać, że czytało się go trochę ciężej od innych dotąd. Nie spotkałam się jeszcze z tym, aby ktoś podjął ten temat, a jest to istotny problem.
Własne urojenia zakorzenione głęboko w głowie mogą być największą zmorą. Człowiek spala się opierając jedynie na fałszywych złudzeniach. Ogromna strata czasu i energii. Dobrze, jeśli znajdzie się w sytuacji gdy będzie mógł ponownie skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością, tak jak opisałeś to w tekście. Najgorsze jeśli marnuje wiele godzin życia tęskniąc nawet nie za osobą ale za tym, jak się przy niej czuło i utworzy się schemat „ideału”, do którego trudno dopasować kogokolwiek innego. Każdy człowiek to trochę inne zachowania, sposób wypowiadania się, po prostu sposób bycia. Mówię to wszystko, bo sama takie coś przeżyłam. Konfrontacja, nawet jak dojdzie do niej o wiele za późno jest wyzwalająca. Ale i dołująca, bo człowiek zda sobie sprawę, że koncentrował się na czymś co w istocie nie mogło być kiedykolwiek spełnieniem marzeń.
Pierwszy raz komentuje, a więc w końcu to napiszę- świetnie się Ciebie czyta :)

VQ
Gość

Fellini twierdził, że siła kobiet leży w tym, że są w stanie uznać złudzenia za rzeczywistość, co mnie zawsze zastanawiało, bo ja sądzę, że jest zupełnie przeciwnie. to słabość, a nie siła, żyć złudzeniami, w jakimś głupim oczekiwaniu na coś, co nigdy może nie nadejść. niestety wiem to z własnego doświadczenia, to durne porównywanie to idealnego hologramu również nie jest mi obce.
siła kobiety, siła człowieka leży w tym, czy i jak szybko jest w stanie stanąć oko w oko z rzeczywistością, pogodzić się z nią i iść dalej. i tez nie wierzę, że istnieje „ten jedyny”, ponieważ na każdym etapie życia ktoś inny był „tym jedynym” dla mnie. jeśli nie stoję w miejscu, zmieniam się przez całe życie, to albo ta druga osoba ewoluuje razem ze mną, albo przestaje „być tym jedynym”. a mówienie tak o osobie, z którą nie przeżyło się jakichś upadków, problemów czy hardkorowych sytuacji, jest raczej nieporozumieniem, tak może powiedzieć nastolatek, a nie dojrzała osoba.

dexi88
Gość

Bardzo dobry tekst. ” Najwieksza miłość to ta niespełniona” Tak to chyba leci;) Zakochujesz się, jest ta niespotykana fascynacja, motyle w brzuchu. Nalge kończy się… i zostajemy z tymi wyobrażeniami i człek myśli, że tak by było zawsze. Nie znając drugiej osoby.
Szkoda tych straconych lat przez kolegę. Uczymy się na doświadczeniach…

Michał
Gość

Kurwa, ale ja lubię tego Twojego bloga.

Dża
Gość

Dokładnie to samo pomyslalam:)

A
Gość

Czasem łatwiej karmić się złudzeniami i jest to przykre, bo rzeczywistość często mija się zupełnie z naszymi wyobrażeniami o danej osobie. Kolejny przykład, że nadmierne myślenie często nie wychodzi nam na dobre, wręcz przeciwnie szkodzimy sobie, a kiedy już nabierzemy wystarczająco dużo odwagi, aby się przekonać- widzimy, że nie było warto. Niestety tak to zazwyczaj działa, że idealizujemy coś, czego mieć nie możemy, a opcji, że tak naprawdę może wcale nie bylibyśmy zainteresowani wiedząc coś więcej, nie bierzemy pod uwagę.
I ja komentuję po raz pierwszy- lubię Ciebie czytać, z pewnością niebawem wrócę :)

Eff
Gość

zgadzam sie. stu procentowa prawda. najbardziej zastanawiajace jest to, ze wielu ludzi WOLI zyc tymi zludzeniami niz stawic czolo faktom. a potem. boli. cholernie.

Lea
Gość

„Najwięcej kosztują złudzenia”… Tak, to prawda. Złudzenia i życie mirażami dnia codziennego. Czasami jednak odnoszę wrażenie, że niektórzy katują się celowo. Są masochistami i w gruncie rzeczy taka egzystencja nieszczęśliwca kopniętego w dupę przez los, całkiem mu odpowiada. Zamiast wstać i otrzepać kurz z kolan, sunie na nich niczym pielgrzym do Częstochowy, prosząc chociażby o iskierke nadziei, że to, na co tak czeka, przyjdzie. Świetnie – przyszło… podobno jak się na coś długo czeka, to dwa razy mocniej doceniamy moment, w którym to dostajemy. Gówno prawda. Perwsze moje skojarzenie z opisanym przez Ciebie przypadkiem było takie. Kiedyś czytałam rewelacyjną książkę, a że nie mam w zwyczaju czytać czegoś dwukrotnie, przez 3 lata zachwalałam ową lekturę, oklaskiwałam autora, a w myślach wręczałam mu Nobla, wykrzykując „ochy” i „achy”. W tej całej wiecznej euforii i fascynacji, postanowiłam zdmuchnąć z niej kurz i otworzyć raz jeszcze. Po raz ostatni. Moja „idealna pozycja” z domowej biblioteczki, nie była już taka idealna. Emocje, które we mnie wywoływała, już nie były takie silne… mogłabym je raczej porównać z nieudanym seksem i problemem z erekcją. Totalna klapa. Wniosek? Kotleta się nie odgrzewa.

heet
Gość

I kolejny tekst, i kolejne podejście do tematu. raz „lepsze 2 cukierki jutro niż 1 dzisiaj”, A raz „nie warto czekać, żyj tu I teraz”

to się nazywa schizofrenia.

Rafal G
Gość

Volant, jeszcze kilka takich tekstów i albo będę Cię miał za Boga, albo stanę się homo i wyznam Ci miłośc:)… Uważam, że kilka Twoich ostatnich tekstów to doprawdy szczyt formy. Lubię takie mocne, trafiajace w sedno teksty . Swoja droga kiedyś uważałem, że najlepszy w ich pisaniu jest Kominek, ale Ty bijesz go pod tym względem o kilka długości. Szczerze Ci życzę, aby przekładało się tu u Ciebie na ilość odsłon, pieniędzy… czy czegokolwiek byś chciał.

Koniczynka
Gość

Czasem trudno jest rozeznać kiedy człowiek żyje złudzeniami a kiedy ma wgląd w rzeczywistość. Spotykałam się z nim 6 miesięcy. To był bardzo trudny okres w moim życiu, poważne problemy z mamą. Wspierał mnie jak nikt inny. Nigdy nie mogłam bardziej polegać na nikim jak na nim. Mówił, że kocha. Że jestem wspaniała. Okazywał troskę. W końcu problemy się skończyły a on zaczął się odsuwać. Potem usłyszałam: nie kocham cię, to był błąd, niepotrzebnie się angażowałem. Myślałam, że to, co dla mnie robił, wynikało z miłości, a okazało się, że z litości. To było więcej jak szok. Do tej pory nie mogę się pozbierać. Nie wiem co w tym wszystkim było prawdziwe a co zwykłym oszustwem. Przez przypadek dowiedziałam się, że ma wirtualny romans. I nawet takie wiadro zimnej wody nie pomogło mi bym zmieniła zdanie na jego temat. Ciągle myślę o tym, jaki był dla mnie dobry. Żadne z moich przyjaciół nie wierzy w to, co się stało. Tym bardziej ja. I zupełnie nie wiem jak sobie z tym poradzić.

Radek
Gość

Nie wiem Koniczynko czy mój komentarz w czymkolwiek Ci pomoże ale spróbuję. Zacznę od tego, że niektórzy idą przez życie mając „wbite” różnorakie misje. Być może Twój znajomy lubił kiedy może pomagać/wspierać innych. W momencie kiedy już poukładałaś sobie wszystko – przestałaś być dla niego atrakcyjna ( w sensie ogólnym, nie fizycznym). Być może On potrzebuje kobiet, którym cały czas może pomagać. Są tacy… Jak było, to w sumie nieważne. Piszę o tym bo mam wrażenie, że za wszelką cenę chcesz to zrozumieć ( jego zrozumieć). A o wiele ważniejsze jest to co Ty możesz z tego wynieść dla siebie. Pomyśl, miałaś trudny okres w życiu ( każdy ma taki czasem). Miałaś przy sobie kogoś kto Ci pomógł. Zaakceptuj to. Pomógł mi, skończyło się. Jestem wolna i otwarta na wszystko. Trzeba umieć się pogodzić z tym, że czasem nam nie po drodze z innymi. I tu poniekąd docieramy do sensu artykułu Volanta: szkoda czasu na „rozkminianie” o co chodziło i dlaczego, idź dalej, ciesz się tym co miałaś. Podziękuj mu za wszystko co dla Ciebie zrobił i idź dalej. Potraktuj to jakbyś była na świetnym filmie. Film był wspaniały, wzruszyłaś się, może popłakałaś ale się skończył. Każdemu wtedy trochę smutno. I tylko od Ciebie zależy co po tym „filmie” będzie dla Ciebie prawdziwe a co tylko fikcją filmową. W każdym razie, zamiast wciąż przewijać do tyłu i oglądać po raz setny stary film – lepiej wybierz się na „nowy” :-) Pozdrawiam.

Kate
Gość

Pamiętam cytat z filmu „Vicky, Christina, Barcelona”: „Tylko niespełniona miłość może być romantyczna”. Nienawidziłam tego „głupiego” tekstu, dopóki oczywiście nie przytrafiła mi się taka miłość. Czekałam na faceta i doskonale wiedziałam, że jeśli nic z tego nie wyjdzie, będę po kres moich dni go wspominać uznając za największą miłość mojego życia, hajtnęłabym się pewnie z przymusu (by nie zostać na starość z 72 kotami) i płakałabym przy każdej lampce wina myśląc o nim. Życie jednak spłatało mi figla. Jestem z nim i faktycznie, nie jest taki idealny, odziwo ma nawet wady (!) ;) Ale jestem z nim szczęśliwa i kocham go. Czasem warto poczekać, czasem warto jak najszybciej zapomnieć i pozbyć się złudzeń. Jak zawsze mistrzowsko Volant.

ozzi1987
Gość

Świetny tekst ;)

Można go spuentować na pewno dobrze znanym Ci cytatem… :) :

„…przeszłość nigdy nie wraca.”

Lenta
Gość

Brawo! Każdemu znane jest powiedzenie „najgorsze jak Ci się coś wydaje…” – tu rozwinięte w anegdotę o wymarzonej dziewczynie. W złudzeniach jest jeszcze jedna pułapka. Trzymamy się ich, gdyż karmimy się podświadomie „własnym nieszczęściem”… Jest nam dobrze użalając się nad sobą, „jaki to ja jestem nieszczęśliwy”, i skupiamy się na przyjemnym uczuciu rozpamiętywania kilku rozkosznych przeżyć, budując na ich podstawie złudne, wyidealizowane scenariusze przyszłości, których z definicji nie będziemy mieć, więc zapętlamy się w przeświadczeniu o marności i bezsensowności naszego życia. Przerwanie tego błędnego koła, to pożegnanie się z myśleniem o tej wymarzonej istocie.
Dlatego tak boli wydostanie się z błędnego koła złudzeń…

Vykos
Gość

Dobrze, ze piszesz o takich rzeczach, moze to otworzy ludziom oczy na to jak dziala rzeczywistosc.
Ludzie uwielbiaja zyc zludzeniami. I jak wszystko ma to i dobre i zle strony :)
Jesli tak jak ten kolezka opisywany wyzej czeka sie nie wiadomo na co 3 lata (dziwne, ze w miedzyczasie nie probowal jakos kontaktu z Magda nawiazac) to jest to ewidentna strata czasu. Zakochiwanie sie w wyobrazeniu o osobie zamiast w konkretnej osobie jest zarowno popularne (wsrod obu plci) jak i glupie. A przede wszystkim takie zachowanie jest nieskuteczne, bo z pewnoscia nie wywola zainteresownia drugiej strony – to co jest za darmo nigdy nie jest docenione.
I jest to kolejnym dowodem, na to, ze jesli sie czeka na nie wiadomo co, zupelnie niespojnie z wlasnymi pogladami – jak to jego czekanie na seks, bo tak „wypada” (?) to nigdy nic dobrego z tego nie wyniknie.
Z drugiej strony, to tworzenie wyobrazen pozwala przezywac te najfaniejsze momenty w zyciu, kiedy widzi sie cos normalnego a obraz jest postrzegany jako niesamowicie piekny. Bez czegos takiego pozstaje sie jak robot operujacy dobrym aparatem, wiernie oddajacy swiat, ale nie wkladajacy w to zadnych uczuc.

Magda
Gość

Czytam już drugi dzień, któryś raz i za każdym razem odnajduje w tym tekście coś nowego, coś dla siebie …

Piotr Z
Gość

Takie idealizowanie czasami może przynieść też coś dobrego, choć w 99,9% przypadków jako produkt uboczny. Sam miałem sytuację, że wyidealizowałem pewną dziewczynę, żeby ją „zdobyć” ogarnąłem swoje życie, podniosłem jego jakość w wielu kwestiach żeby dorównać jej poziomowi życia. Dziewczyna po poznaniu okazała się nie warta zachodu ale w pewien sposób pomogła mi poprawić moje życie, zmienić je.
Ps. Uważam, że tekst powinien zostać bez zmian.

durnybej
Gość

Mam dokładnie tak jak jest to opisane w tym tekście.Jestem świadomy że wygładzam ostre krawędzie i tuszuje niedoskonałości mojego przeszłego związku.Trwa to już prawie 4 lata i mam świadomość że krzywdzę tym nie tylko siebie ale również dziewczyny które poznaję.Tylko jak nazwać sytuację kiedy po tym jak Twoja kobieta robiła Cię w wała a ty ciągle z nią byłeś dopiero gdy spedzała więcej czasu w rodzinnym mieście oddalonym o pół polski zdobyłem się na powiedzenie jej cześć.potem trzy miesiące zagryzałem wargi żeby sie nie odezwać…a potem sie odezwałem i dowiedzialem sie że ona pieknie tańczy i przebiera w kolesiach a jednak chcialem zeby wróciła a ona nie wróciłą…..frajer jestem :P a ona ciągle mi siedzi w głowie a byliśmy z sobą ponad 6 lat.

eel
Gość

Lubię u Ciebie to , że teksty są raz w odniesieniu do kobiet, a raz do mężczyzn. Standardowo, to kobiety czekają na ” tego jedynego” – idealnego, który ideałem jest tylko w ich głowie, a u Ciebie bohaterem jest mężczyzna. Dzięki !

Paweł
Gość

Tak na marginesie, jacy fizycy twierdzą o trzmielach, że nie mogą latać?

Domi
Gość

mialam i mam tyle ze juz wylacznie w sercu osobe idealna …byl idealny dla mnie …6 lat zwiazku,6 miesiecy malezenstwa,1,5 roku osobno i przyjazn do samego konce a teraz juz nie ma go na zawsze …tak jestem pewna ze byl tym jedynym …nie zaluje nawet jednego dnia od dnia gdy go poznalam …tesnie :(

ChicaMal
Gość

Mnie wciąż fascynuje to, że istnieją kobiety, które wstają wcześniej od faceta i się malują. Mi to nawet nie przyszło nigdy do głowy. Z drugiej strony – ja się sobie zawsze podobałam również bez makijażu ;-)

Natomiast co do lat – można być z kimś miesiąc i poznać go dokładnie, a można być 10 i nic o drugim człowieku nie wiedzieć. Tu reguły nie ma, ale poza tym się zgadzam. Zawsze lepiej chociaż spróbować kogoś poznać niż zakochiwać się w swoim wyobrażeniu o tej osobie.

Jared
Gość

Podsumowaniem jest wypowiedź, którą niedawno przeczytałem:
Byłam z nim nieszczęśliwa, ale wróciłabym do niego…

nae
Gość

mam pytanie w sumie związane z tekstem do ciebie Volant
gdzie zaczynaja sie zludzenia, a gdzie konczy nadzieja, ze czlowiek moze sie zmienic i stac sie kims innym dla drugiej osoby
stoje troche na rozstaju drog w poltorarocznym zwiazku i nie wiem czy rezygnowac z tego co mnie interesuje zeby pokazac drugiej osobie ze mi na niej zalezy bardziej niz na czymkolwiek innym
czy zrezygnowac i zaczac zyc po swojemu bez nakladania na siebie ograniczen?

Gburrek
Gość

Porównanie do trzmiela – skąd ty bierzesz takie metafory, skąd wiesz takie rzeczy? :D
Tekst poruszający!

Ekstaza
Gość

Mężczyźni nie boją się silnych kobiet, a odrzucenia hmm słowa „nie”. Jak autor kiedyś wspominał to dla nich bolesne jak uderzenie w najbardziej delikatne miejsce „ego” (każdy może ów ”ego” interpretować na swój sposób). Kobiety… hmmm natomiast kobiety boją się braku akceptacji równie mocno jak mężczyźni. Jednak możemy je podzielić na kilka grup m.in.:
- kobiety, które mają świadomość
- kobiety z brakiem świadomości.
Z czego pierwsza kategoria to kobiety, które od początku wiedzą, że nie zaspokoją wyimaginowanych potrzeb mężczyzny i odchodzą pozostawiając złudzenie, dodam że jeśli należą do niej jako takie „bystrzachy” już więcej nie pojawią się w życiu takiego absztyfikanta i [tutaj] Pani Magda popełniła podstawowy błąd wynikający z przerostu ambicji. Druga grupa to”naiwniaczki” (oczywiście Pani Magda taką się okazała) charakteryzuje je fałszywa skromność, często to kobiety urodą grzeszące- kusicielki, które z pozoru są pożądane, mężczyźni je adorują, one podsycają napięcie licząc na uwiedzenie mężczyzny, na to że będzie pragnął jej jak żadnej innej. Taka kobieta również nie usatysfakcjonuje swojego kandydata jednak nie zdaje sobie z tego sprawy. Namiesza mu w głowie, pozostawia na jakiś czas z niedosytem „lizanie lizaka przez papierek”. Mężczyzna tworzy jej fałszywy obraz i tym się karmi. Tylko Pani „naiwniaczka ” wraca i w 5 minut daje mu coś czego nie dała mu przez 5 miesięcy starań. Złudzenia znikają- mężczyzna się uleczy, a taka Pani zostaje zdemaskowana i nawet w myślach nie będzie dla niego wymarzoną „Boginią seksu”. Ta uboga grupa jednak należny do większości, dlatego Panowie potrafią traktować Panie z góry i mocno generalizują. Oczywiście jest jeszcze jedna grupa należąca do mniejszości jednak nie powinna być omawiana pod tym tekstem. A tak swoją drogą mamy wspólne cechy i nie chodzi tutaj o sytuacje w której usłyszymy jakże bolesne „nie”, a o fakt że ludzie nadal boją się konfrontacji z rzeczywistością, wolą żyć przekonaniem że będzie dobrze, przy czym rezygnują z życia „tu i teraz” siadając przy jednym stole z złudzeniem , pragnieniem, niespełnieniem i wypijają zdrowie „iluzji” która rządzi całym towarzystwem przy tym stole. Zapominają, że lepiej by coś kończyło się fiaskiem jednak było realne- wtedy uczymy się życia i podejmowani walki z samym sobą, ponieważ by coś osiągnąć musimy pozbyć się przekonania, że nie możemy tego mieć. Pozdrawiam

at
Gość

łatwo mówić o złudzeniach, boleśniej sobie z nimi radzić: mam koleżankę z którą długo rozmawiałem internetowo, spotkaliśmy się, okazała się jeszcze bardziej wciągająca mnie w realu, ale… i tu się pojawia ale, bo ok świetnie nam się gada, jednak obawiam się że moje złudzenia co do czegoś więcej dalej mogłyby zniweczyć i to coś co pojawiło się między nami jako fajna początkowa przyjaźń. A w tym przypadku mógłbym pójść choćby i na kompromis i cieszyć się z tej przyjaźni. I walczę ze sobą by nie wierzyć w złudzenia… albo nie mieć zbyt optymistycznych założeń bo jestem starszy o parę lat z bagażem rodzinnym i nie tak grubym portfelem, a dziewczyna to przepiękna kobieta, która by pewnie mogła mieć każdego kogo by chciała… Rozum podpowiada że taki związek byłby mało prawdopodobny, a serce i ciało pchają się ślepo w złudzenia… I nawet przyznanie się przed drugą stroną do takich rozterek nie wchodzi teraz w rachubę. Jak zwykle łatwo więc mówić, trudniej przeboleć czy uniknąć niekiedy.

Lenta
Gość

Cześć, Twój dylemat raczej różni się od opisanego przez Volanta… Złudzenie to idealizowanie rzeczywistości, którą już znasz – np. wmawianie sobie, że Twój partner będzie się o Ciebie troszczył, mimo że kolejny raz „zapomniał” o wspólnym weekendzie i wyjechał ze znajomymi… Pragniesz zajebistego związku i ł u d z i s z się, że za tydzień „na pewno wyjedziecie razem”. A tu kolejny raz zostajesz sam/sama… Bułka za masłem. Dylemat stoi jasno przed Tobą. Naprawiać lub zakończyć związek.
A Twoja sytuacja to … prawdziwy orzech do zgryzienia. To pytanie o sens życia: czy żyć swoim obecnym życiem, czy odważyć się na olbrzymią zmianę. Zaryzykować, czy prowadzić spokojny żywot. Rzecz najważniejsza: jak szczęśliwe jest Twoje obecne życie…? Milan Kundera ironizował wkładając w usta jednego z bohaterów: „Jestem w najgorszej możliwej sytuacji, przytrafiło mi się szczęśliwe małżeństwo. Zero szans na rozwód!”
Twój dylemat to poważna sprawa. Najpiękniejsze rozwiązanie to prawdziwy romans, sekretnie pielęgnowany i strzeżony (choć tu mogą pojawić się słowa dezaprobaty czy wręcz oskarżeń o „typowy kryzys wieku średniego” …). Inaczej będziesz zmuszony kogoś zdradzić. Prawdopodobnie siebie.
To nie złudzenie. To życie.
Powodzenia!

at
Gość

Dzięki Lenta za koment. Wiasomo, czasem jest prosto a czasem w tym cały ambaras aby dwoje chciało na raz.

at
Gość

A ironia Kundery zawsze w cenie! :)

Vykosh
Gość

At, zamiast sie zastanawiac, po prostu zrob.
Tzn pokaz o co ci chodzi a nie analizuj w glowie tysiecy scenariuszy, ktore nie wydarza sie na 100% jesli nic w tej sprawie nie zrobisz.
Wiadomo, ze jesli dostaniesz bezposrednia odpowiedz „Nie” – tzn ze nic z tego nie bedzie, ale pozostawanie w przekonaniu, ze moze cos bedzie, bo jeszcze sie nie spytalem jest jeszcze glupsze. jak nic nie zrobisz – zadaomowisz sie dosc skutecznie we „friend zonie”.
To rowniez nie znaczy, ze masz kolezance, ktora ledwo znasz mowic jak bardzo ja kochasz – to ma efekt dosc odstraszajacy :)
Lenta, chyba nie ma znaczenia czy iluzje tworzy sie ex post czy ex ante? Skutek jest z reguly tak samo niekorzystny

Lenta
Gość

Życie w iluzjach to cecha „przegranych”. Iluzja odnosi się raczej do przeszłości i teraźniejszości. To okłamywanie się, że moje życie jest piękne i wspaniałe, podczas gdy takie nie jest. Iluzja na temat przyszłości może być pozytywna lub negatywna. Ta negatywna to nic innego jak lęk (nie mylić ze strachem), a lęk to najgorszy możliwy sposób wykorzystywania wyobraźni:). Ta pozytywna to wiara, że istnieje piękniejsze życie, na które zasługuję. To ona może nam dodać odwagi, by podjąć tzw. męską decyzję, by zaryzykować utratę obecnego „wygodnego” życia i ruszyć w nieznane.
Świadomy umysł zada sobie dodatkowe pytanie: czy podążanie za moimi pragnieniami usprawiedliwi smutek/ból tych, których zostawię?

Vykosh
Gość

Nie moge odpowiedziedz i musze odpowiedziec sobie – co jest glupie.
Lenta, mieszasz dwie rzeczy, wyobrazenia i iluzje.
Wyobrazenia sa super, pozwalaja zrobic cos niesamowietego, kiedy sie wierzy, ze obrana sciezka nas wlasnie tam zaprowadzi. Widzi sie siebie na szczycie, wsrod niesamowitych ludzi, szesliwego robiac cos wyjatkowego. to jest pozytywne i daje motywacyjnego kopa. O ile ta wyobraznia prowadzi do dzialania, a nie konczy sie na marzeniach sennych.
Natomiast iluzje, ze cos bedzie super, kiedy ewidentnie nie jest, kiedy sie nic w nie robi w kierunku zmian, tylko ludzi sie ze bedzie dobrze samo z siebie – jest totalna glupota i naiwnoscia.
Zmiana zawsze wywoluje pewnien bol. Nie mozna tkwic w zlej sytuacji tylko dlatego, ze kogos to zrani (wlasciwie mozna, ale nie przynosi to niczego dobrego). Jak to mowil ksiaze Farquad w Shreku „Dzis pewnie wielu z was umrze, ale jest to ofiara na ktora jestem gotowy”. Po trupach nie warto isc, ale pewien zdrowy zasob egoizmu nalezy posiadac.

Lenta
Gość

Vykosh, zapewne mówimy o tych samych rzeczach za pomocą innych słów. Wyobrażenia i iluzje mają wiele wspólnego. Iluzje do rodzaj wyobrażeń. Sedno poruszyłeś później – „Nie mozna tkwic w zlej sytuacji …”. Cały problem, jeżeli sytuacja wcale nie jest zła. Pytanie: czy szukać lepszej?

at
Gość

Vykosh jestem zdania że to się czuje co się ma zrobić i nic na siłę. Jasne czasem przez chemię zauroczenie człowiek głupieje, ale też chemia może i dyktować działanie: na tak czy przy braku odpowiedniego jej natężenia na nie. Ale dzięki, i za koment i dyskusję. Tydzień rześkiej odległości studzi gorącą krew :) i omamiająca ułuda iluzji to pewnie domena ulegania emocjom, podsycana niedoświadczeniem, niezaspokojonymi potrzebami i brakiem racjonalności i dojrzałości oceny. Sam też wolę prostą grę tak – nie. Niuanse wolałbym zostawić jarającym się nimi nastolatkom. Friend-zona może więc zostaje dobrym wyjściem przy opcji nieskrępowanej wolności każdej ze stron. Pożyjemy zobaczymy.

layla
Gość

Uwielbiamy karmić się złudzeniami. Przytoczony przykład kolegi – gdyby nie wykreował w swojej głowie takiego obrazu niedoszłej partnerki mogłoby nie dojść do opisanego finału. Mogłoby, co nie oznacza, że tak by było. Ona zawsze taka była, być może on w momencie, w którym ją poznał był na tym samym etapie w życiu co i ona. Być może on zrobił krok do przodu a ona została w tym samym miejscu. Wszystko to „gdybanie”. Twoje podsumowanie – złudzenia, które są motorem napędowym są ok. Powiedz co w przypadku gdy kierowani swoją wyobraźnią dotrzemy do miejsca, w którym (wg naszych założeń) powinniśmy być bogaci, szczęśliwi a jednak nie jesteśmy ? Kontynuujesz, mówiąc, że złudzenia zabierają nam możliwość przeżywania naszego życia – tu się zgodzę. Po co więc się łudzić ? Nawet jeśli daje nam to energię do zmian to kiedyś te paliwo się skończy.

Miejmy oczekiwania wobec partnerów ale nie wyobrażenia na temat tego jacy są bo mogą temu nie podołać.

Temat, który poruszyłeś jest o wiele bardziej skomplikowany niż pozornie się wydaje, odnosi się do wielu aspektów naszego życia. Warto marzyć, warto się łudzić ale trzeba przekuwać te wyobrażenia w cele, które będziemy sukcesywnie osiągać.

tonykasprovsky
Gość

fajny tekst, mialem kiedys podobna akcje jak opisana; teraz wiem, ze nie ma co wszystkiego brac na powaznie, ale coz czasem dopoki samemu sie czegos nie przezyje to czlowiek sie nie nauczy ;d

Chill
Gość

Bardzo dobry artykuł. Co jednak, jeśli w czteroletnim związku poznało się tę drugą osobę na wylot, znało się każdą jej wadę i zaletę, wiedziało się, co w niej irytuje, a co doprowadza do mentalnego orgazmu, a pół roku po rozstaniu wciąż czuje się to samo i nie można się z niej „wyleczyć”? (oprócz, oczywiście, poczekania następnego roku, dwóch, czy piętnastu)

Jared
Gość

Można.
Musisz pomyśleć o tym co było spieprzone w waszym związku, a nie wspominasz tylko wspaniałe chwile. Coś się rozpadało nie bez powodu. Mamy skłonność po rozstaniu do idealizowania tej osoby. Podejść konstruktywnie do niej i do siebie. Nie bierz całej winny na siebie, bo związek składa się z dwóch osób. Nie babraj się dłużej niż pół roku, bo to Cię zniszczy.

Paula
Gość

Człowieku, tarfiłeś w 10! Dzięki!

Męska Energia.pl
Gość

Cóż, panowie, kobiety są dla nas takimi jakie my chcemy je widzieć. Tylko może nie podobać im się rola jaką przydziela kobiecie mężczyzna, tzn. np. On myśli, ze ona chce aby relacja rozwijała się powoli, małymi kroczkami, pełna czułości i sympatii a bez seksualności. Ona chciała by poczuć jego męską dominację, ale nie powie mu przecież tego wprost wiec wchodzi w rolę takiej romantycznej delikatnej kobiety. Bo on tak chce. Jednak gdy ona zorientuje się że to się nie „rozrusza”, nudzi ją to i po prostu zostawia mężczyznę. I nie ma co się dziwić. Kobiety pragną zmienności, zarówno seksualności jak i czułości, a w związku potrzebuję emocji zarówno pozytywnych jak i negatywnych. One mają wiele twarzy i to jest tak naprawdę w nich piękne.

Chillout
Gość

Nie za dużo wymagań? Dopasowałeś się?

Wiktor
Gość

Pierwszy raz odczułem dotkliwie brak newslettera. Gdybym przeczytał to przed weekendem…

me
Gość

Tekst o tym, że dużo łatwiej żyć wspomnieniami, niż żyć tu i teraz. Bo dużo łatwiej sobie wmówić, że ktoś, kogo realnie nie ma przy nas jest idealny, niż zmierzyć się z niedoskonałością kogoś kto chce być obok nas.
I tak zamiast wchodzić w nowe relacje, zamykamy się w swoich bezpiecznych wyobrażeniach o tym, jak to by było cudownie gdyby on/ona tu byli. Taki rodzaj ucieczki przed własnym strachem…

Tak coś mi się wydaje, że gdzieś już o tej Magdzie pisałeś…i to nie była dziewczyna Twojego znajomego, ale może mi się wydaje ;)

gabryś
Gość

czyli złudzeniem np. jest to, że facet na pożegnanie mówi mi tekst: ”weź się za siebie to pomyślimy”…tak?

Derry Atari
Gość

Ten tekst spadł mi z jasnego nieba dziś :) Dzięki

Olga
Gość

No naprawdę, co za miłe zaskoczenie, że nie jestem jedyną frajerką, która się karmiła złudzeniami;)
Świetny tekst, widzę rozwój.

madzialenka
Gość

to co nieosiągalne i tajemnicze pociąga nas najbardziej…….,trzeba dojrzeć do tego by wiedzieć co tak naprawdę ważne a co tylko chwilowe. …

sylwia
Gość

Złudzenia nie bolą..dlatego czasami lubimy je toczyć,pieścić..
Ale wszystko do czasu,kiedyś trzeba się ocknąć,wylezć z letargu..
Bo czym jest złudzenie?jest dokładnie tym czym ,chcemy by było..
Pięknym niebieskim obłokiem,puchem różowej waty cukrowej..
Twój kolega otworzył oczy szeroko,nieistotne ile czasu mu to zajęło..
I nagle stwierdził,,ja pierdolę żyłem w śpiączce tyle lat..
Już skazałem się na dożywotnie ,kalekie emocjonalne rozszczepienie ..
Tak jakbym jednego dnia prócz czarnej dziury nic nie miał,.
Byłem jedną wielką porcją martwego mięsa jeszcze za życia..
Pozdrawiam.

Lenta
Gość

Trzeba dojrzeć,
aby dojrzeć…

sylwia
Gość

A dojrzewa się zazwyczaj latami do niektórych decyzji,wyborów..
No zawsze to lepiej ..pózno niż never..
Złudzenie – lepsza wersja kurewskiej rzeczywistości…
Parę metrów nad nami,,zadowolone z faktu,że tylu głupców wciągnęło w swoje sidła..
Tak bardzo potrzebujemy widzieć kolorowo..
Pozdrawiam

Lenta
Gość

Dojrzewanie to proces.
Złudzenie to reakcja na … kurewską rzeczywistość. A rzeczywistość staje się kurewska, gdy nasze głowy wypełnimy … oczekiwaniami.
Ja mam tyle namolnych oczekiwać w głowie, że miewam tylko momenty, gdy widzę życie na około. Ale te momenty, te chwile to wszystko co mamy:)
I do znudzenia… „w życiu piękne są tylko chwile…” :)
Uśmiechu!

Kika
Gość

W pierwszej kolejności, chciałabym wyrazić słowa uznania dla autora bloga. Trafiłam na Twoje treści kilka dni temu i wszystkie z zaciekawieniem zczytuję. Z wieloma tezami się zgadzam i były dla mnie jasne, ale niektóre otwierają mi oczy na pewne kwestie. Co do powyższego tekstu – 100% racji. Być może przesłanie tekstu burzy wizję „miłości od pierwszego wejrzenia” jako tej jedynej, pewnej, dozgonnej, ale dojrzała, doświadczona w pewnien sposób osoba się już, że to wielkie WOW z początku znajomości z reguły nie ma pokrycia podczas dalszej znajomości. Zawsze najbardziej tęsknimy za tym czego nie zweryfikowaliśmy i nie miało okazji okazać się totalnym nieporozumieniem. Jeżeli już mamy takie doświadczenia wiemy, że po pierwszych kilku tygodniach znajomości, za cholerę nie jesteśmy w stanie wywnioskować, czy spotkana przez nas osoba to partner „stojący najbliżej naszego ideału”. Z moim ostatnim (i przy okazji bylym) partnerem, przeżyliśmy Love niczym z filmu – mam tutaj na myśli moment zapoznania, głębokie spojrzenie w oczy i pewność, że to „TO”. Pierwsze powiedzmy 3-4 miesiące – bajka. Kolejne 5 – powrót do realnego życia i szok, że tak „wielka miłość” okazuje się być przelotnym zauroczeniem, że jednak życia to my razem nie spędzimy, bo wykonczy nas frustracja spowodowana „niezgodnością charakterów”. Mieliśmy okazję pobyć ze sobą kilka miesięcy, pomieszkać razem i sprawdzić się w wielu sytuacjach. Ułatwiło nam to w miarę szybkie dojście do siebie po rozstaniu i brak rozpamiętywania czy żalu: „O Boże, straciłam miłość życia”. Zastanawiam się natomiast co byłoby gdyby z jakiegoś powodu ta znajomość zakończyła się o wiele szybciej bez możliwości weryfikacji, jak nam ze sobą będzie w prawdziwym życiu? Śmię twierdzić, że pewnie łkałabym w poduszkę, że nic mnie już nie czeka jeżeli chodzi o sferę uczuć ponieważ poznałam już moją miłość życia i ona mi spieprzyła. Być może też żyłabym nadzieją, że jeszcze się spotkamy. Z aktualnej perspektywy mogę stwierdzić, że to byłoby co najmniej żałosne. No ale wiem to dopiero po pewnych doświadczeniach, gdzie mam już za sobą dwie „miłości życia” i kilka z regału: „O kurczę, chyba się zakocham”. Śmiało mogę stwierdzić, że takie doświadczenia są bardzo przydatne. Nieraz słyszy się opinie, że takie historie na naszej prywatnej mapie miłości, zmieniają romantyków w cyników etc., ale nie uważam tego za negatywny cynizm a realne podejście do tematu. Osobiście dzięki takim doświadczeniom wiem, że gdy spotykam faceta, przy którym uginają mi się nogi, czuję jakby amory napieprzały strzałami niczym główna bohaterka „Igrzysk smierci” a świat leżał u naszych stóp po czym dowiaduję się, że owy kandydat „przebywa w separacji z żoną”, potrafię użyć rozumu bo wiem, że to tylko chwilowe pierdolnięcie

Paula Stadnik
Gość

Kolejny dobry tekst. Chyba mam kolejny, ulubiony blog!

wpDiscuz