Przeżyj wszystko! Czyli czy warto mieć dzieci?

Przeżyj wszystko! Czyli czy warto mieć dzieci?

Tomek Michniewicz to podróżnik, wyjątkowo sprawny reportażysta i jednocześnie osoba, którą cenię. Pierwszą jego książką, którą przeczytałem, było „Swoją drogą” – opis trzech podróży, w które pojechał z ważnymi dla siebie osobami: przyjacielem, żoną i ojcem. W jej treści opisy miejsc i ludzi, przeplatały się z osobistymi wątpliwościami, których rdzeniem było pytanie: „Czy powinienem zostać ojcem? Czy to odpowiedni czas? Jak pogodzić ciągłe podróżowanie z byciem wzorem dla dziecka?”.

Podczas czytania: „Swoją drogą” nie miałem jeszcze dzieci. Wizja trzymania 50% moich genów, za małą, lepką i słodką łapkę ledwie majaczyło na horyzoncie, ale i tak te pytania mocno ze mną rezonowały. Wiedziałem, jaka byłaby moja odpowiedź.

Dzisiaj mam dwójkę dzieci. To jeszcze małe brzdące w być może najgorszej fazie rozwoju, ale moja odpowiedź się nie zmieniła.

czytaj dalej…

A czy Ty, będziesz umiał wykorzystać życiową szansę?

A czy Ty, będziesz umiał wykorzystać życiową szansę?

Podczas pewnego z piątkowych wyjść poznałem jedną dziewczynę. Ona przyszła z przyjaciółką, która znała się z moim kumplem, koleżanką czy kimś tam innym. Jak to w takich sytuacjach bywa, usiedliśmy przy wspólnym stoliku i gadaliśmy gryząc w międzyczasie przekąski. Dziewczyna była w moim wieku, czyli wtedy już na pewno po studiach, i tak jakoś wyszło, że całkowicie poważnie powiedziała, że czeka na idealną miłość.

– No spoko – pomyślałem, bo myślę raczej zwięźle. Zresztą, nie ma w tym nic dziwnego. Dziewięciu na dziesięciu ankietowanych Familiady chce tego samego i jakoś nie spotkałem zbyt wielu osób, które chcą przez następne 30-40 lat patrzeć na kogoś, kto pasuje im w trzydziestu procentach.

Pewnie na tym wyznaniu rozmowa by się skończyła, gdyby ktoś nieopatrznie nie zapytał na czym to jej czekanie polega. Okazało się, że jej doświadczenia związkowe są mizerne, czekanie na uczucie to dla niej powód do chwały i ogromna zaleta, nie widzi sensu uczenia się bycia z kimś, bo „jak ma wyjść to wyjdzie”, a na randki też nie chodzi, bo żaden facet nie wyrywa jej z butów.

– Ok. A co się stanie, jeśli spotkasz tego faceta, który wyrwie cię z butów? – zapytałem.

Przez sekundę nie wiedziała co powiedzieć. Procesy myślowe w jej głowie straciły na chwilę orientację, a później zacisnęła zęby i syknęła ze złością:
– Będzie zachwycony, że na niego czekałam.

Nie wiem co się stało z tamtą dziewczyną. Życzę jej jak najlepiej. Mam nadzieję, że książę przycwałował do niej na rumaku i teraz żyją w jakimś przytulnym mieszkaniu oglądając wspólnie „Rzymskie wakacje” i pijąc czerwone wino.

Podejrzewam jednak, że są na to naprawdę niewielkie szanse…

czytaj dalej…

O regulowaniu odbiorników

O regulowaniu odbiorników

Antena telewizyjna moich dziadków przypominała gałąź drzewa, a metalowe pręty sterczały we wszystkie strony jak pędy wierzby. Zerwanie się wiatru albo rozpętanie burzy kończyło się tym, że ta chybotliwa konstrukcja układała się w zupełnie inny sposób, ale zawsze w gorszy od pierwotnego położenia. Oczywiście owocowało to brakiem obrazu i niemożliwością obejrzenia wiadomości albo meczu – jak można się domyśleć, dziadka to nie uszczęśliwiało.

Dalsza procedura wyglądała następująco: jedna z osób musiała wejść na dach i kręcić anteną, a druga pozostać na dole i obserwować obraz, czemu regularnie towarzyszyło wylewanie soczystych przekleństw.

Dla mnie te sceny to nie tylko nostalgiczne wspomnienie, ale też niezła metafora sposobu w jaki się uczymy, żeby dostawać to, czego się chce (czyli raczej fajne związki i wysokie zarobki, niż raka i samotność). Przy okazji jest to metafora, dzięki której można zobaczyć dwa główne błędy, jakie w tych podczas tej nauki popełniamy. czytaj dalej…

Nauka stawiania kropek

Nauka stawiania kropek

Najpierw przyszła półlitrowa butelka wódki w wiaderku z lodem. Później przyszły zwierzenia. Ich autorem był mój kumpel – nazwijmy go Mariusz.

Mariusz ma dwadzieścia dziewięć lat, pracuje jako doradca finansowy, lubi chodzić na siłownię i używać zbyt dużej ilości Hugo Bossa. Jego problem nie jest jednak związany z tym, że dostał za małą premię, ani z kontuzją barku, która uniemożliwia mu przerzucanie kolejnych kilogramów.

Mariusz mawia, że jego problem ma na imię Karolina. Jak się domyślasz, to jest imię jego dziewczyny. Ich związek należy do tej dziwnej kategorii: za dobrych, żeby je skończyć, ale za słabych, żeby czuć się w nich jak heros. Fakty są takie, że Mariusz jest typem, który sam nie wie czego chce. Będąc ze swoją dziewczyną, potrafi myśleć tylko o tym, ile innych wrażeń mu ucieka, kobiet, przeżyć, podróży i imprez, które na pewno są lepsze, niż wieczorna posiadówa z Netflixem. Jednak wystarczy, że Karolina wyjedzie z koleżankami na weekend albo się pokłócą, żeby Mariusz czuł się tak jakby to nudne siedzenie obok niej, było brakującym puzzlem w jego życiu.

Zwykle swoje wątpliwości kończy stwierdzeniem:
– Stary! Ta sytuacja w końcu mnie wykończy.

I jest to jedna z tych rzeczy, o których musimy pogadać…

czytaj dalej…

Jak stawać się coraz lepszą wersją siebie?

Jak stawać się coraz lepszą wersją siebie?

Nie wszyscy widzą sens szlifowania własnego charakteru, uważając je za coś równie zbędnego, co oglądanie „My Little Pony”, ale ja nie jestem jedną z tych osób.

Już dawno zauważyłem, że praca nad sobą to najważniejsza robota w życiu, a my dostajemy to, co jest kompatybilne z nami. Żeby dostać pracę, w której jest wymagana zaawansowana znajomość języka niemieckiego, trzeba się go nauczyć. Żeby mieć dobry związek, można „być po prostu sobą”, ale jeśli jest się skrzyżowaniem socjopaty i stalkera, to jednak lepiej nad sobą popracować. Żeby mieć lepszy biznes, w pierwszej kolejności trzeba nauczyć się zarządzania sobą i swoim czasem.

Tę listę można wydłużać w nieskończoność. Natomiast fakty są takie, że możemy być lepszymi lub gorszymi wersjami siebie. Bycie gorszą wersją jest łatwe – wystarczy sobie odpuścić wysiłek, naukę, tworzenie relacji i dbanie o zdrowie, dietę czy samopoczucie. Z byciem lepszą wersją jest już trudniej, bo dążenie do wykorzystania swojego potencjału to proces, który wymaga uwagi. Najbardziej liczy się w nim samoświadomość, zbieranie inspiracji, planowanie, eksperymentowanie oraz wyciąganie i aktualizowanie wniosków.

O każdym z tych elementów dałoby się napisać oddzielną książkę „Lodu” Jacka Dukaja, więc dzisiaj piszę tylko to, co najważniejsze. czytaj dalej…

Drugie dno

Drugie dno

W ciągu ośmiu lat, od kiedy dzielę się swoim doświadczeniem, nauczyłem się wielu rzeczy. Jedną z nich jest świadomość, że możesz dać komuś gotowe przepisy na to jak wyrwać się z błędnego koła bylejakości, zapakować je do pudełka, przewiązać je czerwoną wstążką i wręczyć z najserdeczniejszymi życzeniami, żeby i tak usłyszeć:
– Łatwo ci to mówić. Gdyby mi tak łatwo przychodziło pisanie/zarabianie pieniędzy/poznawanie ludzi/cokolwiek innego, to też bym był w twojej sytuacji.

Też tak kiedyś mówiłem. Zmieniło się to kiedy poznałem Marcina.

czytaj dalej…

Nakarm lajkiem

Moja pierwsza książka

Kup teraz Informacje
Cena: 47,00 zł

Moja druga książka

Kup teraz Informacje
Cena: 49,90 zł

Archiwum

After work Volant lifestyle – Instagram

PARTNERZY

volantsotre1
brand24

Newsletter!

Zapisz się, żeby automatycznie dostawać informację o nowych tekstach bezpośrednio na swój adres e-mail.