Lepszego sensu życia nie znajdziesz

Lepszego sensu życia nie znajdziesz

Na początku stycznia prawie zginąłem. W jednym ułamku sekundy krzyczałem: „O kurwa!”, a w drugim zdążyłem dodać: „Będzie co będzie!”. Później z całym impetem rzuciło nas na drzewa, metal z samochodu rozrywał się z trzaskiem, a tłuczone szkło rozsypało się dookoła. Kilka minut później scenerię rozświetliły niebieskie światła straży pożarnej i karetki. Z samochodu zostało niewiele i mało brakowało żeby ze mnie zostało jeszcze mniej.

W swojej głowie na kilka sekund już byłem martwy i w tym czasie nie było mi szkoda, że nie osiągnąłem więcej. Może troszkę. Żałowałem, że nie zrobiłem dla siebie więcej przyjemnych, dobrych rzeczy. Kiedy jest się blisko śmierci życie nie przelatuje przed oczami. Przelatują bardzo plastyczne, świetliste sceny przedstawiające to, czego się nie zrobiło. Twarze osób trzecich, nauczycieli, przechodniów i aktorów z brukowców odsuwają się za horyzont, a przed oczami ma się tylko twarze najbliższych. Tych, którym nie mówiłeś, że ich kochasz.

Kiedy ma się szesnaście, siedemnaście, no może dwadzieścia pięć lat (tak strzelam) to szuka się sensu życia. Po omacku i z trudem. Wydaje się wtedy, że żeby życie miało sens to trzeba zrobić coś fantastycznego. Nie wiadomo co dokładnie, ale odkrycie szczepionki na wirusa ebola brzmi nieźle. Sprawia to, że dążymy do tego, żeby jak najwięcej osiągnąć, chociaż w rzeczywistości osiągnięcia są skutkiem robienia określonych czynności wyjątkowo dobrze. Nie jest to możliwe bez odczuwania satysfakcji z ich wykonywania.

W zeszłym miesiącu gościłem na blogu ponad 120 tys. osób, a on zaliczył pół miliona odsłon. Po prostu łał! Jednak przy okazji dowiedziałem się też, że jestem pracoholikiem, to bardzo nieładnie, że zarabiam pieniądze, jestem hedonistą, a w moim życiu z pewnością brakuje głębi i wartości. Zawsze najlepiej znają cię osoby, które nic o tobie nie wiedzą.

Może i jestem hedonistą, ale odkąd życie polega na umartwianiu się? Lubię siąść w kawiarni i pić kawę gorącą, słodką i z mlekiem.
Lubię iść do kina i nielegalnie się w nim upijać.
Lubię jeść kanapki na ciepło z mozzarellą i szynką parmeńską.
Lubię czuć pod stopami ciepły piasek i pływać w morzu.
Lubię lecąc samolotem patrzeć na chmury.
Lubię pieniądze nie dla nich samych, ale dla możliwości rozwijania nowych projektów.
Chcę mieć i w przeciągu następnych kilku lat będę miał świetną rodzinę.
Chcę dać z siebie 100% mając gdzieś konwenanse.
Chcę kiedyś obudzić się w świecie szczęśliwych osób nieposiadających mentalności biedaków. Wierzę, że się do tego przyczynię, chociaż przez to mogę wydawać się zadufanym bucem.

Nie przeproszę za to, że dużo pracuję, bo robię to, co dla mnie ważne, a nie coś przy czym zgrzytam zębami. Jeśli robię to drugie to tylko jeśli sprzedaję godzinę swojego czasu za 500 złotych.

Kiedyś napisałem tekst „Przepis na życie”. Była nim pusta strona. Można zapisać ją jak się chce. Problem w tym, że większość osób oddaje długopis komuś innemu. Żyje po to, żeby spełnić oczekiwania rodziców, wybrać zawód tylko ze względu na pieniądze i bojąc się opinii innych. Świat jest pełen kolorowych osób, które nigdy nie zdejmą z siebie szarej maski.

Nie wiem ile poznałem osób. Pewnie kilka tysięcy. Wśród nich nie spotkałem nikogo kto nie miałby wyjątkowego talentu. Za to spotkałem mnóstwo takich, które robiły coś całkiem innego niż to w czym były dobre. Znam dziewczynę, która opowiada historie lepiej niż połowa coachów i stand-uperów, a pracuje w sklepie zoologicznym czyszcząc klatki z gówna. Znam inną dziewczynę, która pisze jak marzenie i jest jak trzy razy lepsza niż Lena Dunham, a która owszem, pisze, ale magisterki na zamówienie. Znam też chłopaka, który potrafi składać motocykle, a studiuje prawo. Znam pielęgniarkę, która już do końca życia będzie żałowała, że nie jest lekarzem, bo nie podeszła drugi raz do rekrutacji, więc wolała zmarnować 40 lat życia niż poświęcić rok na przygotowania.

Z wyborów jakie dokonujesz ma znaczenie tylko jeden – decyzja czy będziesz robić rzeczy, które cię uszczęśliwiają czy te, które według innych powinieneś robić. Tyle! Bez nadmiernego komplikowania. Bez wmawiania sobie jakie to życie jest trudne i jak wiele powinieneś osiągnąć. Słowo „powinieneś” nie idzie w parze z tym co wewnętrznie dla ciebie dobre. Wakacje dwa razy do roku, określanie siebie w 140 znakach, spotykanie się z osobami, których nie lubisz, korpo-life, obecne wzorce piękna, toksyczni ludzie, portale randkowe zamiast prawdziwych relacji. Jeśli tego nie lubisz to powiedz grzecznie: „Mam to w dupie”.

Chcesz być otyły? To bądź. Chcesz się bzykać dziesięć razy dziennie? To proszę bardzo. Chcesz mieć miliardy i własny wieżowiec? To zarabiaj. Chcesz mieć dzieci? Nic skomplikowanego. Chcesz ratować szczeniaczki? Proszę bardzo.

Możesz żyć chwilą. Możesz oddać gorsze dzisiaj za lepsze jutro. Tylko rób to co czujesz bez dorabiania do tego ideologii. Nie urodziłeś się po to, żeby się tłumaczyć. Nie urodziłeś się po to, żeby zdobywać sympatię każdej spotkanej osoby. Nie urodziłeś się po to, żeby otaczać się osobami i rzeczami, które odejmują ci energię.

Poświęć czas marnowany na walczenie z tym, co ciebie wkurwia na budowę tego z czym będziesz czuł się dobrze. Małostkowych, mentalnych biedaków jest już wystarczająco dużo, więc skończ z rozpamiętywaniem przeszłości, spełnianiem cudzych oczekiwań i traktowaniem siebie gorzej niż traktują cię inni ludzie.

Nie musi być łatwo. Ważne, żeby było warto to robić.

Jeśli przyjmie się, że cały okres istnienia Ziemi to jedna doba, to pierwszy człowiek pojawił się cztery sekundy temu. Twoje życie nie znaczy wiele, ale jeśli masz inny cel niż wstawać codziennie z uśmiechem na ustach to wtedy nie znaczy nic.

Lepszego sensu życia nie znajdziesz.


Źródło zdjęcia: http://goldendiamond89.deviantart.com/

  • mademoiselle zu

    przepiekny tekst i koncowka. jak zawsze usmiecham sie do Ciebie na odleglosc kiwajac glowa ;) pozdrawiam, Zu

  • Red

    „Lubię iść do kina i nielegalnie się w nim upijać”…..cholerka, myślałem, że tylko ja lubię robić tyle nielegalnych rzeczy w kinie:)

    Nie cierpię mówić tekstów typu: ” To Twój najlepszy tekst, jaki czytałem”. Bo to taka trochę obraza i dla autora i dla osoby ów „komplement” mówiąca… ale tekst ten mnie poruszył. A dawno nie zostałem poruszony przez tekst pisany. Ba, za Chiny Ludowe nie uda mi się prędko takiego tekstu sklecić samemu.

    Więc: ” To Twój najlepszy tekst, jaki czytałem” a czytałem ich cholerka wiele…

  • venila

    Ale dałeś mi teraz do myślenia! Tytuł skojarzył mi się ze stwierdzeniem Cz.Miłosza: „Innego końca świata nie będzie” („Piosenka o końcu świata”).
    Pozdrowienia!

  • VQ

    potrzebowałam dzisiaj tego tekstu. demony wkroczyły na arenę, a ich cienie wydawały mi się ogromne. teraz jakby trochę zmalały. nie pozwolę, by ktoś inny przejął moje pióro i pisał sobie nim w moim dzienniku. będzie wojna, krew, pot i łzy. ale przynajmniej spojrzę sobie w twarz, patrząc w lustro i odnajdę w moich oczach to, o czym piszesz.
    dzięki, Vol.

  • Nat

    Czasami zastanawiam się jak to jest, że Internet zna moje życie. Idealny tekst w idealnym momencie. Dostałam mentalnego kopa w tyłek!

    • ejbi

      Poczułam dokładnie to samo. Co by znaczyło, że wszyscy jesteśmy tacy sami, co mnie wcale nie cieszy. Chyba, że te teksty są tak uniwersalne, że każdy się nabiera, że to dokładnie i tylko o nim;)

      Właśnie dzisiaj o tym myślałam, że pozwalam sobie narzucać jakąś drogę. Czuję presję, że muszę założyć rodzinę, mieć dobrą pracę, budować imperium, którego nie chcę. A ja marzę o tym, żeby pojechać na koniec świata i zrywać jedzenie z drzewa. A jak mi się znudzi to porobić co innego. Tylko ten plan ma jeden feler. Jak sobie teraz pojadę spełniać marzenia i żyć z uśmiechem na ustach to mój chłopak stojący pod drzwiami z pierścionkiem pewnie zapuka do sąsiadki… :/

      • Wojtek

        Jeśli ten pierścionek jest ważniejszy od Twoich marzeń to nad czym się zastanawiasz? A jeśli nie jest? Doskonale wiesz jaka jest odpowiedź.

      • klaudia

        Nienienie to wcale nie jest takie proste ;) Bardzo motywujący i dający nadzieję post, warty wzięcia sobie do serca, ale nie można wszystkiego rzucić i spełnić sobie marzenie. Bo może się okazac, że to nie było to i wszystko zepsujemy, okaże się że jednak chcieliśmy czego innego, będziemy żałować. Myślę, że najlepiej znaleźc złoty środek- dbać o siebie, swoją satysfakcję, spełniać marzenia i nie poddawać się presji spolecznej, ale mimo wszystko nie być egoistą na tyle, by potem żalować swoich spontanicznych decyzji ;)

  • Elka

    Od kilku miesięcy zmieniam dość intensywnie moje życie i siebie, a właściwie wyciągam z siebie co najlepsze. Idzie mi zajebiście. Za każdym razem jak włączam myślenie „co dalej?” i muszę podjąć jakąś decyzję trafiam tutaj na jakiś tekst, który mnie utwierdza w tym co robię.
    Zdecydowałam się na najambitniejszą wersję specjalizacji, jestem pewna, że zdam dobrze jutrzejszy egzamin i wreszcie czuję, że mogę być w tym naprawdę świetna, podbiłam skutecznie do najprzystojniejszego chłopaka w klubie, umawiam się z trzema facetami na raz, bo mam taką ochotę i jeszcze nie wiem, czy któregoś chcę, biegam i ćwiczę codziennie, kupiłam 2 pary 12-centymetrowych szpilek i czerwoną szminkę. Bo taka jestem i robię co chcę.
    I muszę podziękować, bo Twoja wersja kobiety pokrywa się w dużej mierze z moją a dzięki Twoim tekstom sobie to uświadomiłam i realizuję.

  • Accalia

    Kiedy w ustach czuje się słodki smak adrenaliny i niczego już nie możesz zrobić to jedyna rzecz, którą wiesz to to czego ci zabrakło . Żaden sukces nie daje takiego kopa. Wszystko się zmienia, bo jeśli poczuje się czym jest taka bezsilność nie walczy się już z kimś lub z czymś tylko o siebie. Nikomu nie życzę takiego doświadczenia, każdemu natomiast docenienia czasu który ma.

  • Ekstaza

    Tak już jesteśmy stworzeni- doceniamy coś dopiero gdy możemy to stracić. Jeśli nie było Ci szkoda, że nie osiągnąłeś więcej to powód do radości i smutku, jednak „może troszkę” ratuje sytuację. Drobiazgi cieszą, sprawiają ze się uśmiechamy i nadają sens życiu jednak cele które osiągamy kształtują nas, motywują, sprawiają ze budzimy się z uśmiechem na twarzy. Myślę, ze każdy kto dąży do samorealizacji nigdy jej w pełni nie osiągnie i to jest w tym najpiękniejsze- nie ma ostatecznej rozgrywki, jednak rzuty karne potrafią sprawić ze gdzieś po drodze możemy się pogubić. Co do osiągania tego co nam się zamarzy to już nie taka prosta sprawa, ludzie wolą karmić się półśrodkami ta droga jest łatwiejsza- skoro mają w miarę stabilną posadę boją się zaryzykować, boją się o jutro, o to czy będą w stanie spłacić ratę kredytu (a dodam, że Franek to już nie takie potulne dziecko jak dawniej), najnormalniej w świecie odczuwają lęk przed konfrontacją ze swoimi niedociągnięciami, zżera ich strach przed tym, że nie będą w czymś odpowiednio dobrzy i skończą w gorszym miejscu niż zaczynali (a przecież czyszczenie klatek w zoologicznym jest lepsze od braku pracy). Zawsze będę powtarzała: You can have anything you want if you are willing to give up the belief that you can’t have it. Tyle w temacie…

  • Gabi

    Zupełnym przypadkiem trafiłam na Twojego bloga i to jest chyba najlepsze co mnie ostatnio spotkało. Jestem na życiowym zakręcie, a to co piszesz, mimo, że jestem kobietą, to w końcu głośno wypowiedziane moje myśli i obawy, których sama nie potrafiłam z siebie wydobyć, a każdy kolejny Twój tekst mnie w tym utwierdza. Jesteś moim zaginionym „światopoglądowym” bliźniakiem :P Dawno żadne teksty tak do mnie nie trafiały, dzięki Ci za to ;)

  • Marcin

    Na twojego bloga trafiłem w sierpniu szukając drogi by żyć tak jak się chce. Zapomniałem już jakie hasło wpisałem w googla. Teraz wiem, że nie ma jednolitej ścieżki do szczęścia, uniwersalnej dla każdego. Trochę posegregowałeś mi myśli, które krążyły w mojej głowie od dłuższego czasu, dzięki kumulacji pozytywnych wydarzeń. Teraz zamiast siedzieć w pracy w godzinach nie odpowiadającymi dla mnie oraz z ludźmi, których na pewno bym nie polubił nawet za milion dolców, otwieram firmę. Jest tak jak mówiłeś „Z wyborów jakie dokonujesz ma znaczenie tylko jeden – decyzja czy będziesz robić rzeczy, które cię uszczęśliwiają czy te, które według innych powinieneś robić”

  • #FajnaSprawa

    „Nie urodziłeś się po to, żeby się tłumaczyć. Nie urodziłeś się po to, żeby zdobywać sympatię każdej spotkanej osoby. Nie urodziłeś się po to, żeby otaczać się osobami i rzeczami, które odejmują ci energię.” I właśnie dlatego dokonałam selekcji znajomych. Mając mniej przyjaciół, dostaję od nich o wiele więcej.

  • Michał Janota

    To niesamowite, jak takie wypadki pozwalają spojrzeć świeżym okiem na swoje życie. Sam doświadczyłem tego mając zaledwie osiemnaście lat, kiedy to wyleciałem z motocykla przy prędkości koło 100km/h i przeleciałem niecały metr od słupa energetycznego. W kilka miesięcy później byłem już o wiele szczęśliwszym człowiekiem.

  • Reowneras

    Zabawne, piszesz, ze wlasnie prawie zgineles, a ludzie dziekuja ci za to, ze dajesz im pomysly przy czym pomijaja mozliwa twoja smierc.
    Juz dawno sie nauczylem, ze bardzo malo ludzi posiada emaptie i od tego momentu przestalem udawac czlowieka. Dla mnie 90% to szara nic nie znaczaca masa a 10% to ludzie, ktorzy sa ciekawi, z czego 1% ciekawi dla mnie.
    Pozdrawiam

    • Elka

      Dla większości przesłanie jest dość wyraźne – przemyślenia po są ważniejsze, mam wrażenie, że nie tylko dla Czytelników, ale dla samego Volanta, po co skupiać się na tym, co mogło się stać? Lepiej wyciągać wnioski… Empatią będzie napisanie „ale jak to? Nic Ci nie jest? Jak się czujesz? Coś Ci dolega?”
      Bez sensu. Zwłaszcza, że sporo osób taki moment w swoim życiu przeżyło i nie ma sensu szukania empatii w internetach. Mi osobiście przed oczami przeleciała tylko gaśnica, a nie całe życie :D

      • reaunera

        Wybacz, ale kobieta jest ostatnia istota, ktora powinna sie wypowiadac na temat empatii. Wedlug mojej wiedzy i literatury, kobiety nie posiadaja moralnosci, mysle, ze to tyle w temacie ;)

      • Elka

        To Cię zdziwię. Szczerze współczuje krzywdy, której zrobiło Ci życie, zapewne kobieta…

      • Pucybut

        Oj kobietko! W jednym zdaniu jest tyle bzdur, że logika Twojej wypowiedzi w dysykusji wyszła tylnymi drzwiami.

  • Vłodarz

    Volant zamiast ocieplać wizerunek kawą z mlekiem, chmurami i romantycznymi popijawami w kinie wyjmij dechę i chwytaj falę.

    OCB ?

    Po prostu nie próbuj się bronić, gdy wybija szambo ludzkiej zawiści. Nie zaprzeczaj, gdy pieni się gnojówka zazdrości tylko … wyjmuj dechę i chwytaj falę.

    • Volant

      Yyyy… nie rozumiem. Wydaje mi się, że dokonałeś mocnej nadinterpretacji tego tekstu.

      • Vłodarz

        Metafora taka …

        Już tłumaczę co miałem na myśli.

        Żyjemy w kraju, gdzie nieuzasadniony hejt trzyma się mocno. Dziewczyna która idzie „za szybko” – cokolwiek to znaczy – do łóżka może być nazwana dziwką. Ta co idzie „za wolno” może zostać ochrzczona mianem „kłody”. Prawie każdy zawód, każda postawa ideologiczna ma swoje pejoratywne określenia. Policjant – „pies”. Przedsiębiorca to „krwiopijca”. Zresztą administracja nic nie robi, w szkołach też się opieprzają, służby publiczne na nocnych zmianach śpią, a w mediach pełno „resortowych dzieci”, lewaków. W korpo siedzą „lemingi” biorące dla niepoznaki udział w „wyścigu szczurów”. Patriota nawet jeśli nie robi zadym i interesuje się historią kraju i martwi tym, „co będzie dalej” z pewnością dostanie łapkę „faszysty”, a jak patriota, to musi być „katol” obligatoryjnie. I tak płynie rzeka jadu, ekskrementów, żółci przez nasz kraj. A jest to rzeka która swymi falami obmywa całą Najjaśniejszą. I tu można różne postawy przyjąć. Można udawać, że nie plują, że deszcz pada (i tak muszą robić osoby w wielu branżach, przełykać gorzkie pigułki i nie reagować na szpile by zarobić na życie), można też zacząć obrzucać się tym całym ciepłym gównem, można stanąć w koncie i pytać: czemu rzucacie przecież jestem fajny ? Ale to nie znaczy, że się nie dostanie. Zazwyczaj się dostaje prosto w twarz. I jeszcze jest jedna opcja. Gdy jesteś niezależny finansowo (a Ty jesteś), gdy firma dla której pracujesz to Twoja firma (jak u Ciebie) można wziąć deskę surfingową i chwytać falę. Bawić się tym. Ja jak słyszałem lub czytałem takie epitety na swój temat dokładałem do ognia. Mówiłem, ze jestem taki, a nawet że gorszy … . Ci co są obok mnie będą, a na resztę mam wyjeb*ne. Chwytaj falę. Życie jest za krótkie, by tłumaczyć się za to, że nic się nikomu złego nie zrobiło.

      • Vłodarz

        Nie, że dokonałem nadinterpretacji :). Po prostu nie zauważyłeś, że pisząc ten komentarz mrugnąłem cztery razy lewym okiem :P

  • Kamil

    Widzisz? Nie rozumiesz, bo jesteś hedonistą, któremu brakuje głębi i sensu!

    • Vłodarz

      Dokładnie Kamil ! Nie rozumie bo taki jest właśnie … ;P

      • Reowneras

        Vłodarz powinnienes zrobic alternatywne dla bloga Volanta ;D

      • Vłodarz

        Tak serio. Jeżeli kiedyś zrobię bloga, to będę promował Volanta, bo lubię gościa, nawet pomimo tego, że jest przystojniejszy, lepiej zarabia, a nasz wspólny wypad pewnie wyglądałby tak, że on miałby trójkąt, a ja donosiłbym prezerwatywy :).

        God dammit !!!

      • Ekstaza

        Panie V, chyba Pan V może spać spokojnie mając takiego fana ;)

      • Ekstaza

        Faktycznie zapomniałam coś dodać – na waszym wspólnym „wypadzie” byłbyś prawdziwym „VOLaNT-ariuszem” …

      • Volant

        Nazwa piękna :D Kiedyś dla kogoś wykorzystam, ale od Volant-ariusza jeszcze lepsze byłyby Volant-ariuszki.

      • Vłodarz

        Być ocenzurowanym na libertyńskim blogu za obrazę uczuć i smaku – bezcenne :D. Twoje podwórko – robisz, co chcesz i bez pretensji :). Mam pytanie: w jaki sposób można otrzymać kontakt do Pani Ekstazy, bo mamy parę ciekawych rozdziałów do napisania.

        E. jak to czytasz to pisz tu:
        wlodarz86@wp.pl

      • Volant

        Vłodarz – jest różnica między cenzurą, bo nie podoba mi się to co piszesz, a usunięciem totalnie niezwiązanych z tekstem historyjek, które, przepraszam, ale nic nie wnoszą do dyskusji i zaśmiecają bloga. Gdybyś napisał co jesz na śniadanie i ktoś by Ci odpisał na to kilka razy to też bym to usunął. Nie dlatego, że treść mi się nie podoba albo uważam, że nie masz prawa być dumny ze śniadania, ale dlatego, że to nie jest właściwe do tego miejsce.

        Przykro mi, że tego nie rozumiesz, bo tego się po Tobie szczerze nie spodziewałem.

      • Vłodarz

        Przecież wiem, że przegiąłem :D. Akceptuje, że Ty tu rządzisz i nie mam żadnych pretensji i problemów oraz cieszę się, że tu jestem. Po prostu niespodziewanie dyskusja odnosząca się do tematu bloga, przemieniła się w intelektualną zabawę pomiędzy mną, a E. Z drugiej strony chciałem też trochę pokazać, że rozmowa z kobietą może być pełna takiego fun – u, dystansu i lekkiego żartobliwego wyuzdania. Że po prostu tak można i obydwie strony mogą się mieć z tym dobrze i bawić się takiego rodzaju flirtem. Zgadza się, że potrzeba do tego odpowiedniego miejsca (przepraszam jakby, co), no i oczywiście odpowiedniej kobiety (posiadającej dystans do siebie, do rzeczywistości, inteligentnej, korzystającej z wyobraźni, ale też stąpającej twardo po ziemi) – a takie cech E. ma – wystarczy, że poczytasz jej komentarze. E. jest kobietą i na pewno ma też wady, jak każdy, ale cieszy mnie to, że dobrze ogarnia męską naturę, a co najważniejsze nie konkuruje z mężczyznami, nie formułuje zarzutów i pretensji. Przegiąłem, ale nie żałuję, bo niekiedy tylko spotykam kobiety z którymi można wejść na taki poziom komunikacji. Mam nadzieję, że odezwie się na podany e – mail. „Przykro, że nie rozumiesz, bo się po Tobie tego nie spodziewałem” – ej daj spokój, niech Ci nie będzie przykro :D, zabrzmiałeś jak tato :). Ja napisałem, Ty usunąłeś, kein Problem :) naprawdę :). Pzdr. :D

      • Volant

        Ok.

      • Vłodarz

        No to piona :)

      • Ekstaza

        Fakt usuwanie komentarzy nienawiązujących, a prowadzenie bezsensownej dyskusji z fanami na ogóle to różnica. To nie mój plac zabaw, pozdrawiam

  • Marlena

    Voland, ciekawych ludzi znasz, którzy „zmarnowali” swoje talenty. Wymienienie ich spowodowało u mnie zastanowienie czy aby na pewno ja również nie marnuję swoich
    predyspozycji.
    I z miłą chęcią mówię „mam to w dupie” co nie przynosi mi rozwoju i próbuje hamować mnie.

  • lipslikewine

    ” Znam pielęgniarkę, która już do końca życia będzie żałowała, że nie jest lekarzem, bo nie podeszła drugi raz do rekrutacji, więc wolała zmarnować 40 lat życia niż poświęcić rok na przygotowania.” – Może jednak warto przemyśleć poprawę matury?

  • Gosia

    Aż się wzruszyłam. Pięknie powiedziane i takie prawdziwe :)

  • nae

    Lubie takie teksty, motywujace do dzialani i uporzadkowania swojego zycia
    niby to wsyztsko to truizmy i kazdy podswiadomie o tym wie, ale nieraz trzeba uswiadomic sobie to jeszcze raz

  • Tyler

    „Twoja praca to nie ty. Ilość pieniędzy, jaką masz w banku, to nie ty. Samochód, jakim jeździsz, to też nie jesteś ty. Ani zawartość twojego portfela. Ani nawet twoje pieprzone portki. Jesteś [Volant] rozśpiewanym, roztańczonym odpadkiem tego świata”.

  • Czary-Mary

    Brawo! Tekst warty przeczytania! Uświadomiłeś mi, że najważniejsze to robić w życiu to, co się kocha. Po prostu.
    Dziękuję! :)

  • Agadalucci

    Gratuluję: mądrości, odwagi i dystansu do siebie! Brawo i dzięki za ten tekst :)

  • Dominik

    Szanowny Volancie,

    z niezmienną przyjemnością czytam Twoje teksty.

    Chciałbym zwrócić uwagę na często popełniany błąd w naszym języku:

    ‚Chcę kiedyś obudzić się w świecie szczęśliwych osób NIEposiadających mentalności biedaków. Wierzę, że się do tego przyczynię, chociaż przez to mogę wydawać się zadufanym bucem.’

    Link do słownika języka polskiego:
    http://sjp.pwn.pl/zasady/;629516

    Pozdro,
    Dominik

    • Volant

      Dzięki :) Poprawione.

  • Magda

    Ooo taki wpis był mi właśnie potrzebny. Dzięki wielkie!

  • k@ties

    Trafiłam na Twojego bloga zupełnie przypadkiem i to był ważny dla mnie dzień ,bo od tej pory na życie patrzę zupełnie inaczej.Wiem jakie mam priorytety i jakimi zasadami mam się kierować,żeby codziennie patrząc rano w lustro widzieć zajebiście szczęśliwą siebie.Wiem też że jak się postaramy to marzenia naprawdę się spełniają,są na wyciągnięcie ręki.Lepszego sensu życia nie znam!
    P.S.
    Powodzenia w konkursie na najlepszego Bloga Roku 2014.

  • Lenta

    „wstawać codziennie z uśmiechem…” Zastanawiam się, jaka jest różnica między nami, skoro Tobie udało się dojść do tego wniosku o jedną dekadę życia wcześniej…

    Czy możesz „dzisiaj” napisać, opisać, jak będzie wyglądała Twoja świetna rodzina?
    Pozdrawiam.
    PS. Sorry, jeżeli taki temat już gdzieś umieściłeś na blogu.

  • Vykos

    W zasadzie to kazdy dzien jest jak ten dzien z wypadkiem, bo codziennie jestesmy o dzien blizej do smierci…. Ergo, trzeba pilnowac, zeby ta pusta kartke „Moje zycie” jakos zapisac. Najlepiej ciekawie.

    A co zrobic wtedy, kiedy posiada sie talenty w dziedzinach, ktorych wykonywanie nie sprawia zadnych przyjemnosci? I kompletny brak talentu tam gdzie by sie go chcialo miec?

    • Volant

      Powiem ci jak jest ze mną – kiedyś też chciałem mieć talent w innych obszarach niż mam, ale w końcu nauczyłem się ze sobą nie kłócić. Pogodziłem się z tym, że jestem dobry w niektórych rzeczach, a w innych nie. Jest mi tak lepiej, a wiem że swoje cele i tak osiągnę tylko w inny sposób.

      • Vykos

        Co do celu zgoda. Ale to dziala tylko na ludzi skoncentrowanych na celu.
        A co jesli ktos chcialby robic cos co lubi? A co gorsza nie ma w tej dziedzinie talentu i jeszcze nie daje to pieniedzy?
        Chyba taka osoba po prostu ma pecha, bo jest skazana na szukanie w zyciu substytutow tego co lubia…

      • Volant

        Możliwe, że są osoby, które lubią coś w czym nie są w ogóle dobre, ale ja takich osób nie poznałem. Poznałem takie, które chciałyby coś lubić. Ludzie jako istoty społeczne czerpią satysfakcję przede wszystkim z poczucia akceptacji wynikającej z pozytywnych reakcji innych osób, a mogą je dostawać w praktyce tylko za robienie rzeczy, w których są dobrzy. Najlepiej byłoby to przeanalizować na realnym przykładzie i idąc głębiej niż tylko w zapewnienia, że ktoś coś lubi.

      • Vykos

        To dotyczy glownie wszelkiej masci aspirujacych do profesji artystycznych, ktorzy w tej dziedzinie maja niewiele talentu: malarzy, poetow i muzykow.
        Zreszta zyc z tego nie bedac ultra gwiazda tez jest raczej ciezko.

        Co do czerpania satysfakcji z akceptacji innych – uwazam to za dosc plytkie. Sa dwa rodzaje ludzi: jedni, ktorzy czuja sie dobrze sami ze soba i nie potrzebuja potwierdzenia tego u innych i drudzy, dla ktorych opinia innych jest kluczowa. Najczesciej ci pierwsi maja wszystko gdzies i sa szczesliwi, a drudzy domagaja sie akceptacji od tych pierwszych jak kotka glaszczacej reki wlasciciela.

      • Volant

        Każdy potrzebuje innych. Fakt, że jedni bardziej, a inni mniej, ale wciąż akceptacja innych jest decydującą potrzebą.

        Co do przykładu o profesjach artystycznych to wciąż go nie łapię, bo musiałbym spotkać osobę, która tak lubi np. malować, że robi to po dziesięć godzin dziennie, a i tak namalowany przez nią pies wygląda jak test Rorschacha.

      • Vykos

        Jakby to byl test Rorschacha to jeszcze da sie to podciagnac pod sztuke nowoczesna. Wydaje mi sie ze taka osoba co cwiczy i cwiczy ale nie ma talentu moze zostac niezlym architektem, ale kiepskim malarzem, tzn wycwiczenie regul jest mozliwe, ale nie stworzenie wrazliwosci i talentu.
        Lepszym przykladem jest bycie muzykiem. Jesli ktos nie ma sluchu to tego sluchu raczej nigdy nie bedzie mial, albo po wielu cwiczeniach, moze wytworzy sobie 10% tego co maja inni od razu. I moze nada sie do grania na weselach.
        Jeszcze inny przyklad: Muggsy Bogues jest tylko jeden, pokazuje, ze majac 1.60 mozna grac w NBA, ale jest to ultra trudne.
        Ergo, mozna wszystko, ale jesli masz talent jest to o wiele latwiejsze, przyjemniejsze i skuteczniejsze. Inaczej pasjonujac sie zwierzetami czyscisz klatki z gowna, a moglbys byc coachem, do czego masz talent (przyklad z tekstu powyzej)

      • Volant

        Pytanie czy nie mając słuchu wciąż będzie lubił grać. Osobiście wątpię, ale żeby było jasne – w tym przypadku mogę nie mieć racji i się z tym liczę.

  • goś

    Świetny tekst w najlepszym z możliwych momentów;)

    Pozdrawiam

  • Patszy

    No i kolejny raz lecisz do ulubionych, bang!

  • Taka

    Jedno z pytań jakie mi się nasunęło po przeczytaniu to czy poinformowałeś tych ludzi ze zmarnowanymi talentami o tym, że je marnują? Bo czasami coś jest dla nas oczywiste, widzimy kogoś w danej dziedzinie, a ta osoba może sobie kompletnie nie zdawać z tego sprawy. I właśnie druga sprawa, ważne jest zdawanie sobie sprawy z mocnych stron i wykorzystywanie ich, a często nie potrafimy stwierdzić w czym jesteśmy lepsi od innych i zjamujemy się „byle czym”, nie dlatego, że jesteśmy za leniwi żeby robić coś innego tylko z niewiedzy.

  • Marcin

    Ciekaw jestem czy tylko ja tak mam, ale w swoim życiu przeżyłem mnóstwo wypadków / sytuacji, w których byłem o krok od śmierci i nigdy jeszcze nie myślałem że chciałbym cokolwiek zmienić w swoim życiu :)

    Co prawda sytuacja zawsze była inna – a to przelot przez kierownicę roweru na zjeździe przy 60 km/h, pierwszy w życiu odpad od ściany kiedy wiesz że następny uchwyt masz 2m niżej, poślizgnięcie się na Orlej Perci bez zabezpieczenia i tym podobne.

    I wiecie co za każdym razem myślałem? Tak jak Volant pierwsza myśl to: „o kurwa!”, potem ciemność – nigdy nie pamiętam co konkretnie zrobiłem w sytuacjach kryzysowych chociaż parę razy instykt uratował mi co najmniej zdrowie, a jak już wszystko się uspokoi: „I po to kurwa żyję!”. A jakoś nigdy nie pomyślałem że moje życie mogłoby być fajniejsze :D

  • Ania

    Oj coś czuję, że z największą ochotą zostałabym Twoją VOLaNTariuszką :) Brakuje takich facetów, z takim podejściem do życia. No ale dobrze, że chociaż mogę karmić się Twoim blogiem…

    • Volant

      Pewnie nawet bym przyjął Ciebie na Volantariuszkę :)

      • Ania

        Odważnie ;)

  • F.

    Ile czasu trwa dostawa Twojej książki licząc od zaksięgowania wpłaty na konto?
    z góry bardzo dziękuję za odpowiedź :)

    • Volant

      Zazwyczaj do trzech dni roboczych. Standardowo książki są wysyłane za pośrednictwem Poczty Polskiej więc w praktyce czasem są na drugi dzień, ale zdarzają się też obsunięcia. Żeby je wyeliminować możliwa jest wysyłka książek w inny sposób za dopłatą.

  • Nev

    Fajnie że dalej żyjesz :)

  • Pani Strzelec

    jestem tu pierwszy raz i od razu ŁAŁ. Myślę podobnie. I powoli buduję swoje życie według własnej wizji mimo niewiary lub podkpiwania otoczenia. Jeszcze się zdziwią! ;)

  • erer

    Z tą osobą która robi to co lubi, ale jest w tym słaba to np. ćwiczenie boksu :D daje frajdę, ale mnóstwo w tym przeciętności , nie wierze ze nikogo takiego nie spotkałeś – odniosłem się do powyższej wypowiedzi :D
    Progres odwiedzin jest widoczny przez liczbe fanow na fejsbuku , dziwiłem się, im mniej pisałeś ostatnio , tym więcej fanów :D Może chcieli cie w ten sposob goscie zmotywowac do pisania ;]

    • Volant

      Przykro mi, ale naprawdę nie spotkałem osoby, która robi coś co lubi przez pięć lat po 10 godzin dziennie i nie jest w tym dobra. Owszem, są osoby, które ćwiczą boks i daje im to frajdę, ale dobre nie są (chociaż mój trener zawsze mówił, że jak włożysz wystarczająco dużo pracy w treningi to w końcu idziesz na mistrza. Ja tego na sobie nie sprawdziłem), ale to tak jak z rozróżnieniem między: „Chcę mieć porsche”, a „Fajnie byłoby mieć porsche”.

      Możliwe, że zbyt schematycznie patrzę na świat albo jestem zwyczajnie upośledzony, ale w moim mózgu nie ma kategorii dla: „Nie jestem dobry, ale to robię”, dlatego wierzę na słowo, że to jest możliwe :)

      • erer

        Ważna jest też kwestia porównania – ćwiczę 5 lat ze znajomym, a on jest gorszy ode mnie po tym czasie[czyli jestem dobry], mój brat ćwiczy 3 lata i jest lepszy ode mnie[czyli nie jest świetnie], kwestia talentu też jest ważna. Wszystko zależy od perspektywy z której patrzymy. Schemat nie zawsze działa

  • Paulina

    Jesteś zajebisty. Kolejny Twój tekst ląduje w mojej magicznej zakładce pt. ulubione teksty :)

  • KarolinaMurala

    Wszyscy bogacze powinni mieć Twoją mentalność i Twoje podejście do pieniędzy. Mimo rzekomego pracoholizmu wydajesz się zupełnie w porządku (Co nie znaczy, że pochwalam pracoholizm).
    Masz rację, zamiast szukać sensu życia w jakichś ideologiach najlepiej jest myśleć o każdym dniu, który ma być przeżyty z uśmiechem na ustach. :)

  • mamira

    Tekst jest w punkt. Wiele tekstów Volanta jest w punkt, ale chcę zwrócić uwagę na coś innego. Ludzi piszących jest cała masa, tematów, którym poświęcili swą uwagę równie dużo. Przemielone zostało już prawie wszystko w różnych ułożeniach. Volant ma dobry warsztat i styl, i już pierwsze zdanie przykleja do tekstu. Gratulacje :)

  • Ewelina

    A co zrobić, gdy żyje się w błędnym kole. Czuje się, że ma się ogromny potencjał, ale praca pochłania większość życia, nie możesz z niej zrezygnować bo nie będziesz miał za co żyć, nie możesz zacząć robić tego co chcesz, bo nie masz na to funduszy, a robiąc to w czym jesteś dobry i to co lubisz, pewnie zbiłbyś fortunę. Nienawidzę swojego zawodowego życia, ale tkwię w nim, bo jestem do tego zmuszona. Jak zrobić ten pierwszy krok, żeby nie upaść na dno po nim, żeby to nie był krok z wieżowca prosto w powietrze z bolesnym rozbiciem się o asfalt. Jakieś rady ze strony osoby, która dziś jest wzorem i inspiracją dla wielu. Dla mnie również. Pozdrawiam.

    • Volant

      Ewelina, w takim przypadku trzeba za to zapłacić, a ceną jest wolny czas, życie towarzyskie, godzina snu mniej itd. Praca zajmuje tobie średnio 8 godzin + dojazd. To dużo, ale też tyle czasu zajmuje tysiącom ludzi, którzy zamiast po niej odpoczywać rozkręcają start-upy, grają w zespołach i realizują się na inne sposoby. Można tylko trzeba coś poświęcić.

      • Vykos

        Volant, 8h w dzisiejszych czasach to mocno optymistyczne zalozenie. Grajac na pol gwizdka, zakladajac biznes na pol gwizdka za duzo sie nie ugra….

        Ewelina, jesli masz zobowiazania typu kredyt czy dzieci jest ciezko, bo nie mozesz sobie pozwolic na tzw. faze rozkrecania/inwestycji – to czesto sporo trwa. Mozesz albo zaoszczedzic i wtedy skakac z okna na asfalt i liczyc ze poduszka finansowa wytrzyma, albo rozkrecac cos nie bardzo odlegle od tego co robisz dotychczas

      • Łukasz

        Można też widzieć problemy i nic nie robić. Można też wracać do domu, mówić jestem zmęczony i oglądać TV.
        Szukajmy rozwiązań nie problemów. Nikt nie każe Ewelinie dzisiaj zakładać firmy. Volant mówi, żeby wykonać mały krok. Ruszyć z miejsca. Wykonać coś co przybliży nas do celu a nie od razu zaczynać wspinaczkę na Mont Blanc.

  • Rutelka

    „Chcesz mieć dzieci? Nic skomplikowanego.”
    A ja odpowiem: Nic bardziej mylnego.

    Bo na niektóre rzeczy po prostu nie mamy żadnego wpływu i choćbyśmy na głowie stawali, to pewnych spraw nie przeskoczymy. Niestety.

    Poza tym, piękny tekst. Pozdrawiam.

  • Paula

    Ja to mam z Tobą taki problem, że spisujesz moje myśli.
    Ale może już niedługo :) Ja wyprzedzę Twoje.

  • Maciek

    Volant, proszę, nie wsiadaj z idiotami do auta, bo kto nam będzie pisał?

  • Gnom

    A co mam zrobić, jeśli chcę żyć i pracować na dalekiej, głuchej, rodzinnej wsi (to mój talent, tam mnie ciągnie, tam widzę sens swojego życia), a osoba, z którą się związałem, baaardzo kocham i nie wyobrażam sobie życia chce żyć i pracuje w mieście (to jej żywioł, jej sens, jej środowisko, jej zarobki – i niestety nie da się tego na wieś przenieść/pracować zdalnie)?

    Btw.: trochę paradoksalne mi się wydaje, że opisujesz „przepis na życie” jako pustą kartkę do wypełnienia przez każdego (samodzielnie lub nie, jak na to wskazujesz) – z czym się zgadzam – a potem nagle dajesz własny przepis na życie. Gdyby trzymać się konsekwentnie pomysłu „przepisu…” i pustej kartki, to powinieneś był po opisie wypadku i swojej sytuacji właśnie pozostawić pustką kartkę, albo przynajmniej kończyć większość zdań znakiem zapytania, a nie kropką.

    • Volant

      A co mam zrobić, jeśli chcę żyć i pracować na dalekiej, głuchej, rodzinnej wsi (to mój talent, tam mnie ciągnie, tam widzę sens swojego życia), a osoba, z którą się związałem, baaardzo kocham i nie wyobrażam sobie życia chce żyć i pracuje w mieście (to jej żywioł, jej sens, jej środowisko, jej zarobki – i niestety nie da się tego na wieś przenieść/pracować zdalnie)?

      Trzeba wybierać i od tego nigdy nie uciekniesz.

      Btw.: trochę paradoksalne mi się wydaje, że opisujesz „przepis na życie” jako pustą kartkę do wypełnienia przez każdego (samodzielnie lub nie, jak na to wskazujesz) – z czym się zgadzam – a potem nagle dajesz własny przepis na życie. Gdyby trzymać się konsekwentnie pomysłu „przepisu…” i pustej kartki, to powinieneś był po opisie wypadku i swojej sytuacji właśnie pozostawić pustką kartkę, albo przynajmniej kończyć większość zdań znakiem zapytania, a nie kropką.

      Bo w połowie to jest przepis na moje życie, a w połowie zasady, które sprawdzają się zawsze i w życiu w każdego np. każdy może w dowolny sposób realizować się w związki (standardowe, homoseksualne, swingers itd.), ale bez umiejętności komunikacyjnych na odpowiednim poziomie żadne się nie udadzą.

  • Pingback: Cotygodniowy Przegląd Internetu #13: seks z ideałem, bekon na walentynki i O.S.T.R.()

  • Paulina K.

    Trafiłam tu ze stayfly.pl Po przeczytaniu tego tekstu chce mi się płakać ( pisząc to, łzy ciekną mi po policzkach). Tyle przeczytanych artykułów, testów i innych dyrdymałów. A tu w jednym tekście zawarte wszystko co mi chodzi po głowie. Brutalnie zdałam sobie sprawę że za wszystkie wybory które dokonuje odpowiedzialna jestem ja. Robię to dla siebie. Liczy się tylko moje zdanie i moje chce. Dziękuję,

  • Aardwolf

    Tekst oparty na założeniu, że istnieją rzeczy które mnie uszczęśliwiają.
    Film Hurt Locker wg mnie przedstawia ten problem.

  • Marin Horn

    ja zaczynam szukać sensu życia, średnio raz na miesiąc, kiedy atakuje mnie depresja. Doszłam do wniosku, że jest mnóstwo sensów :)

  • Adrian

    Najlepszy artykuł jaki czytałem w tym roku. Doskonale cię rozumiem bo przez większość życia byłem w tym błędnym schemacie oczekiwań innych. Aktualnie od jakoś niecałych 2 lat robię to czego od dawna pragnąłem, nie zważając na to co inni sobie pomyślą i jest cudownie ;) Na szczęście szybko się obudziłem bo w wieku 19 lat a niestety niektórzy przeżyją tak całe życie. Ale na szczęście jesteś ty i na pewno nie jedna osoba natknie się na ten artykuł zmieni coś w swoim życiu. Dobra robota, trzymaj tak dalej :)

  • Zajebisty tekst. Dziękuję…

  • Cma

    Ciesze sie ze moge czytac twoje teksty. zawsze myslalam podobnie ale nie mialam odwagi tego robic I polowe zycia spedzilam na staniu rowno w szeregu. Dzieki Ci za to ze jestes.

  • Mag.

    Dzięki za ten tekst, jesteś boski!

  • niezaradna

    Potrzebowałam to dzisiaj „usłyszeć”, bo czuję, że poszłam na złe studia i zmarnowałam 5 lat… Wszyscy sobie myślą na mój temat co ona tu robi. Wiem to. Ja też tak uważam. Szkoda, że wcześniej sobie nie zdałam z tego sprawy. Czuję się tak niezaradna życiowo… I ciągle widzę wszystkich ludzi których spotykam w kontraście do mnie jednej.

  • melka

    Witam , zgadzam się z Tobą aby szanować siebie samego i rozumiem , że wartością powinny być nasze najwspanialsze marzenia ,ale nie zapominajmy o tym , że nie zawsze jest tak łatwo jakby mogło się wydawać , a na pewno nie rzucanie wszystkiego w imię „szczęścia” ,które być może i nim nie jest ,a słowo „powinieneś” czasami idzie w parze z naszymi wartościami . Odrzucanie wszystkiego , po to, żeby czuć się „wspaniale spełnionym” nie zawsze daje owo spełnienie , widzę jednak, że nasze czasy jednak dążą do bycia dzikim jak w dżungli i skupianie się tylko i wyłącznie na sobie.

  • Paula Paulineczka

    świetny tekst

  • Dominik

    Pięknie, lubie ciepły piasek również, dziś zaczynam malować :)

  • Lenta

    „Jeśli przyjmie się, że cały okres istnienia Ziemi to jedna doba, to pierwszy człowiek pojawił się cztery sekundy temu…”
    A może…
    „możemy datować poczęcie człowieka wstecz aż do początków życia komórkowego, około półtora miliarda lat temu, albo od początku istnienia pierwotnych ssaków, około dwustu milionów lat temu; można też przyjąć, że rozwój człowieka zaczyna się wraz z hominidalnymi przodkami, którzy mogli żyć około czternastu milionów lat temu lub wręcz jeszcze wcześniej. Datę narodzin człowieka związać możemy z pojawieniem się pierwszego homo erectus, wówczas mamy do czynienia z okresem od miliona do pięciuset tysięcy lat wstecz, albo z okresem sięgającym tylko czterystu tysięcy lat, kiedy powstał homo sapiens sapiens, który pod wszelkimi aspektami biologicznymi identyczny jest z dzisiejszym człowiekiem. W rzeczy samej, jeśli będziemy postrzegać rozwój człowieka w kategoriach czasu historycznego, można by powiedzieć, że w pewnym sensie człowiek narodził się dopiero kilka minut temu. A nawet nic nie przeszkadza nam myśleć, iż wciąż znajdujemy się w trakcie narodzin, że nasza pępowina wciąż jeszcze nie została przecięta, natomiast pojawiły się komplikacje porodowe, które nasuwają wątpliwości, czy człowiek kiedykolwiek się narodzi, czy też wszystko skończy się … poronieniem…”
    Przesyłam przedporodowe pozdrowienia:)

  • Kurde, a ja jak ta głupia tłumaczę się z moich decyzji i kolejnych podejmowanych działań. Chyba czuję się w obowiązku wytłumaczyć mojemu rozmówcy nowy „plan na życie”, jak by moje tłumaczenie miało przekonać kogoś do jego sensowności. Szukam akceptacji tam gdzie jej nie ma i nigdy nie było. A to przecież moje życie, moje pieniądze, mój czas i moja ciężka praca.
    Nie rozumiem tylko czemu jest tyle kwaśnych min na słowa „chcę zacząć coś nowego… chcę coś zmienić”. I potem cały czas mi te kwaśne mordy stoją przed oczami.