Związek ze 100% zaufaniem albo żaden

Związek ze 100% zaufaniem albo żaden

Jeśli masz więcej niż dwadzieścia pięć lat i nie należysz do osób, które imprezę spędzają pijąc w kącie i wydmuchując dym papierosowy na chwilowo pustym balkonie, to z pewnością widziałeś kobiety, które mają chłopaka, narzeczonego, a nieco rzadziej męża, a zachowują się jakby go nie miały. Ich miękkie usta mówią do telefonu: „Kocham”, a chwilę później dotykają ust świeżo poznanego faceta. Dlaczego? Bo ona czuje się samotna, nieszczęśliwa i niezrozumiana.

Równie łatwo spotkasz mężczyzn, którzy będąc w związku nie poprzestają na oglądaniu z uwagą długich nóg w rajstopach z Calzedonii, ale też rozmawiają z ich właścicielkami, zapraszają je na kawę i rezerwują pokoje w hotelach. Dlaczego? Oczywiście nie dlatego, że są samotni, nieszczęśliwi i niezrozumiani, ale dlatego, że są sukinsynami, którzy nie szanują uczuć innych osób.

Monogamia podczas przeżywania pierwszej letniej miłości wymieszanej ze smakiem pierwszego palonego jointa jest brana za regułę, ale z biegiem czasu zaczyna być uważana za porywającą, ale głupawą teorię w rodzaju tej, że Ziemia jest podtrzymywana przez wielkiego żółwia.

Biorąc to pod uwagę chciałbym powiedzieć, że rozumiem osoby, które są w związkach, ale nie ufają sobie w 100%. Ufają sobie tylko na 70, 85 albo 99%, ale nigdy w pełni, dzięki czemu zawsze zostawiają sobie furtkę do sprawdzania, podpytywania i pasywno-agresywnej kontroli.

Niestety ich nie rozumiem.

Dla mnie nie istnieje związek z elementami kontroli, bo za mocno kojarzy mi się to z więzieniem i z przymusem zamiast wolności. Wtedy jest to tylko chwilowy, patologiczny sojusz, w którym oczekuje się, że lada chwila ktoś zrobi tobie z tyłka jesień średniowiecza.

Niestety jest taki rodzaj kobiet, które lubią się martwić i nie wpadają na pomysł, że wyszłyby lepiej pracując nad sobą niż przejmując się tym, co „może się kiedyś zdarzy”. Mają w głowie brednie o tym jak mężczyźni krzywdzą biedne kobiety i w końcu zadają sobie pytanie: „Czy mu ufam?”, które automatycznie sprawia, że skanują jego zachowanie w poszukiwaniu sprzeczności, niejasnych sytuacji i kłamstw. Ich radar już nigdy nie świeci się zielonym światłem kiedy doświadczą czegoś dobrego. Zamiast tego jest pełen żółtych i czerwonych znaków ostrzegawczych.

Od kiedy w ich głowie wykiełkuje pytanie dotyczące zaufania, przestają zauważać, że ich faceci do nich przyjechali, zrobili kolację i kupili wino. Nie jest to już seksowne. To jest podejrzliwe! Kobiety siadają wtedy na kanapie udając że czytają Glamour, a w rzeczywistości patrzą i myślą: „Dlaczego to zrobił? Dlaczego dzisiaj? Co chce mi wynagrodzić?”. Już nie są dobre, szczere, ufne, pewne siebie i swobodne. Zamiast tego są wycofane, zdzirowate i poważne. Przebywanie z nimi przestaje być przyjemnością, chyba że ktoś gustuje w spacerach po polach minowych. Po trzech miesiącach zaczynają ryczeć w poduszki. Po pięciu miesiącach robią afery pod tytułem: „Wydaje mi się, że spotykasz się z kimś jeszcze”. Po dziewięciu miesiącach mężczyźni znudzeni tłumaczeniem się z czegoś, czego nie zrobili zaczynają się z kimś spotykać i odchodzą. One natomiast zostają same z gorzką satysfakcją obecną w słowach: „Wiedziałam!”.

Wniosek jest z tego taki, że kobiety to kreatywne istoty, które nie tylko potrafią krzyknąć rano: „Ty świnio! Śniło mi się, że mnie zdradziłeś z Kylie Minogue!”, ale też potrafią stworzyć nieistniejący problem i drążyć go tak długo aż stanie się w pełni rzeczywisty.

W rzeczywistości to nie ma sensu. W pewnym sensie wszystko co powiesz o sobie, o kimś innym lub o świecie będzie kłamstwem. Są jednak kłamstwa, które działają na twoją korzyść i takie, które ciebie niszczą. Jeśli będziesz sobie powtarzać, że każdy ciebie lubi to mimo że nie jest to prawda, i tak będziesz miał lepsze życie towarzyskie niż powtarzając sobie, że ciężko ci znaleźć sobie przyjaciół. Wtedy huczna impreza w twoim wykonaniu będzie obejmowała siedzenie w kącie z butelką wina i wycieranie łez swoim kotem.

Pozytywne myślenie z racjonalnego punktu widzenia jest idiotyzmem, ale też statystycznie działa lepiej. Firmy zakładane z przekonaniem podbicia świata też padają, ale od czasu do czasu ten świat podbijają. Firmy zakładane z myślą: „Eeee, ten pomysł jest beznadziejny” nigdy nie wychodzą poza pomieszczenie, w którym się narodziły. Przede wszystkim dlatego, że żeby zapalić innych trzeba samemu płonąć. Żeby dostać zaufanie, trzeba samemu ufać, a żeby mieć fajny związek trzeba myśleć o nim, że taki jest. Nie wbrew wszystkiemu, ale chociaż zgodnie z faktami i nie szukając dziury w całym.

Wiem, że pisząc to mogę być naiwny, bo każdy związek ma w sobie potencjał, że rozpadnie się z hukiem i dźwiękiem trzaskających drzwi. Jednak z drugiej strony odkąd miłość, zakochanie czy zauroczenie powinno być logiczne? Spotykamy się po serii przypadków jak M&Msy tego samego koloru wymieszane w 38 milionowej paczce, które jakimś trafem stwierdziły, że przy sobie lubią być bardziej niż przy wszystkich innych ludziach. Czasem spotykają się na chwilę, czasem na lata albo do końca życia. Nigdy nie wiesz jak długo to potrwa. Nie wiesz kiedy i jak się skończy. Masz ograniczony wpływ na to czy twój związek będzie trwały, ale masz 100% pewność, że wnosząc do niego brak zaufania nie tylko do drugiej osoby, ale również do swoich decyzji obecnych w słowach: „Chcę z tobą być”, sprawiasz, że trwały nie będzie.

I wciąż myślę to samo, co napisałem w Sexcatcherze – pierwsze związki są piękne, bo myślisz, że już tak będzie zawsze. Kolejne są piękne, bo wiesz, że kiedyś się skończą. Dlatego trzeba wykorzystać je jak najlepiej. Żyjąc jak w hollywoodzkim filmie. Jedząc watę cukrową, wykorzystując przymierzalnie do zdejmowania ubrań zamiast do ich przymierzania, pływając nago w jeziorze i jeżdżąc latem na wzgórze pod miastem, żeby siedzieć obok samochodu, patrzeć w gwiazdy i dzień po dniu decydować czy chce się być razem, nie myśląc czy za pięć lat przypadkiem to się nie zmieni. 

Dodaj komentarz

55 komentarzy do "Związek ze 100% zaufaniem albo żaden"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
LubieRZca
Gość

Trochę przekoloryzowane, ale zdarzają się tacy ludzie niestety, nie tylko wśród kobiet zresztą.

Ania
Gość

Dokładnie, niestety faceci też tak mają… a wiesz jak twój facet zaczyna Cię podejrzewać i izoluje od wszystkich i wszystkiego to prędzej czy później ty też zaczynasz go podejrzewać i na odwrót. I nie ważne czy ona ma pociąg do innych, czy może on jest sukinsynem. A to co napisałeś w Sexcatcherze bardzo mi się podoba, dlatego ukradłam udostępniając ;)

Jola
Gość

Cóż za znajomość psychiki kobiety!!! Warta pozazdroszczenia;) Trudno się z tym nie zgodzić, co piszesz. Choć temat bardzo dyskusyjny, a obraz nieco uproszczony:) Mogłabym napisać kontrartykuł p.t. jak to niektórym facetom ciężko pogodzić się z tym, że są po prostu dobrymi facetami, a jednak bagaż wyniesiony z domu rodzinnego każe im uparcie udowadniać sobie i swojej partnerce (którą się zresztą bardzo kocha), że jest się zwykłym skurwysynem.
P.S. „znam Cię” od poniedziałku, ale już zdążyłam zauroczyć;)

Bodbelle
Gość

A ja uważam, że to nie jest przekoloryzowane. Uważają tak kobiety, których teraz cierpi duma. No bo heloł? Czy tak nie jest naprawdę? Oczywiście, że jest. Żyjemy w czasach, w których zamiast coś doceniać, cieszyć się chwilą póki trwa – dołujemy się, że kiedyś nadejdzie jej kres. Co do teorii na temat kobiet – również się zgadzam, choć jestem jedną z nich. Jasne, mogłabym napisać, że to nieprawda z tą podejrzliwością, że gówno prawda i jesteś podłym szowinistą, ale doskonale wiem, że z niepewności oraz podejrzliwości zaczynam rzucać ciężkimi rzeczami i mieć pretensje, kiedy jest mi zbyt dobrze.

Kasia
Gość

OK, tekst fajny, ale pytanie jedno. Dlaczego nie „odchodzą i zaczynają się z kimś spotykać” tylko „zaczynają się z kimś spotykać i odchodzą”? Ja w tym widzę problem. Stałam się podejrzliwa, bo zostałam zdradzona w dwóch poprzednich związkach. Pewnie coś ze mną nie tak, OK, ale nie to teraz jest ważne. Ważne jest to – dlaczego zdrada i odejście, a nie po prostu odejście i znalezienie kogoś innego? Dlaczego żaden z moich byłych nie powiedział po prostu „Ej, chu***o mi z tobą, musimy się rozstać”? Zgodnie z Twoim tekstem to norma. Że najpierw się z kimś spotyka, a później odchodzi. Bo co, boi się zostać sam? Nie będzie z kim pójść do łóżka? Nie rozumiem w ogóle tej całej akcji ze zdradzaniem. Jest mi źle, to mam dwie opcje: rozmawiam z drugą połówką szczerze i próbujemy coś naprawić albo rozmawiam z drugą połówką szczerze i się rozstajemy. Możesz to wytłumaczyć?

Vaj aj
Gość

Kochanie, dlatego, że swoim zachowaniem (czyt. zasypywaniem wątpliwościami, robieniem scen, „męczeniem buły”, podejrzliwością i frustracja- tak to niestety dla niego wygląda) sama do tego prowadzisz. Tak jest, że to o czym myślimy często to przyciągamy. A my baby to już w ogóle w rozmyślaniu o przyszłości osiągnęłyśmy level hard (NIEPOTRZEBNIE! Psucie głowy). Mówisz, że „pewnie jest coś ze mną nie tak, OK”. Trochę pewności siebie kobieto! Miej swoje życie, swoje rozrywki, bądź szczęśliwa sama ze sobą, facet może być dodatkiem do Twojego świata. Ufaj sobie i pierś do przodu. Ludzie nie zawsze są przy nas do końca świata, warto brać taką ewentualność pod uwagę. Życzę szczęścia :)

Vitalis
Gość

To nie prawda, że to Twoja wina. Partner nie jest do samego końca pewien czy dobrze robi. Jak dla mnie to swojego rodzaju casting, w którym jesteś z góry na straconej pozycji, głównie dlatego że o nim nie wiesz i przez to, że partner kręci na boku (też inaczej się zachowuje), to na Ciebie wpływa i siłą rzeczy gorzej WYPADASZ. Może to również kwestia niedojrzałości? Miłość z czasem ewoluuje, a jeżeli ktoś tego nie rozumie, to nie rozumie właściwie zmian w związku, egoistycznie myśli o tym jak było pięknie na początku dla niego! i szuka „drugiego (trzeciego, czwartego, …) pięknie”.
A.

cynicalegoist
Gość

Ja to z chęcią za Volanta wytłumaczę (o ile mogę w „jego” imieniu pisać z doświadczeniem życiowym – powiedzmy delikatnie – trochę mniejszym)
Sytuacja przedstawiona przez Ciebi, Kasiu, jest ciekawym przypadkiem bo zazwyczaj taki zamysł stosują kobiety. Dlaczego? Bo kobieta będzie potrafiła odejść dopiero wtedy, gdy będzie potrafiła sobie to jakoś (teoretycznie przynajmniej) wytłumaczyć. I jak „wspólne oglądanie filmu” w jego mieszkaniu kończy się tak a nie inaczej, tak samo to wygląda w kwestii związków („Odchodzę od niego, bo kocham innego”, „Odchodzę bo już nie zasługuje na mnie” etc). Czemu tak macie? Stawiam na biologię i najbardziej pierwotną chęć bycia „czyjąś własnością” w celu przytrzymania najlepszych genów i w poszukiwaniu najlepszych warunków dla swojego przyszłego dziecka.

W sprawach facetów wygląda to trochę inaczej, bo myślimy inną częścią ciała. O ile kobieta zdradza dopiero wtedy, gdy w jej związku jest chujowo, to facet, jeśli będzie miał możliwość przerżnięcia ładnej dziewczyny bez jakichkolwiek konsekwencji, zrobi to. (Oczywiście mówię o przypadkach, gdy facet będący w związku nie potrafi się kontrolować i ten związek po prostu nie satysfakcjonuje go).

„Jest mi źle, to mam dwie opcje: rozmawiam z drugą połówką szczerze i próbujemy coś naprawić albo rozmawiam z drugą połówką szczerze i się rozstajemy. Możesz to wytłumaczyć?” – tak by było pięknie i ładnie, tyle że Utopia również jest piękna i ładna.

Jest również rzeczą, która nigdy się nie zrealizuje. Ludzie uwielbiają pierdolić sobie życie w gruncie rzeczy, a taki scenariusz wchodzi w grę tylko przy dwóch naprawdę dojrzałych osobach (co w pewnym sensie również jest swoistego rodzaju utopią).

Pozdrawiam. ;)

nae
Gość

Ale to nie jest konieczność…
Ja obecnie rozstaje się z dziewczyną. Żadne z nas się nie zdradzało i nie ma nikogo na oku.
Po prostu… nie potrafiliśmy dojść do porozumienia w pewnych kwestiach :(

Ludzie boją się samotności, może dlatego twoi byli odchodzili dopiero jak czuli się wystarczająco pewnie, że nie zostaną sami, a może po prostu byli chujami, i nie darzyli cię wystarczająco uczuciami? Tak czy inaczej lepiej dla ciebie, ja bym nie chciał być w związku, w którym dziewczyna odeszła od innego faceta dla mnie, to by oznaczało, że kiedyś może zostawić mnie dla innego…

Ika
Gość

Myślę, że są głównie dwie opcje:
-brak przysłowiowych jaj i niedojrzałość emocjonalna, która niestety dotyczy sporej części osobników płci męskiej;
- brak świadomości, czego tak naprawdę chcą i czepienie się impulsu z zewnątrz, aby przeskoczyć z mniej komfortowej sytuacji na bardziej komfortową, przynajmniej w początkowym założeniu ;)
Faceci -generalizując! Rzecz jasna, że nie wszyscy – są słabsi psychicznie i bardziej strachliwi, dlatego wolą kłamać i „działać” za plecami.. Większości nikt nie uczył, jak szczerze rozmawiać o emocjach, problemach w relacji (a co dopiero, jak je rozwiązywać), a intuicji chyba większość nie posiada lub są totalnie na nią zamknięci.. więc jak coś jest nie tak, łatwiej zmienić im scenariusz, niż skonfrontować się twarzą w twarz z zaistniałą sytuacją. Takie mam refleksje..
Druga sprawa – jak mówi mój mężczyzna: „facet, dopóki naprawdę nie kocha kobiety, jest skur…nem z założenia ;)”

Raownea
Gość

Nie rozumiesz jednej rzeczy, kobieta chce emocje, facet musi je miec, ale wcale nie jest z nich zadowolony, poprostu utrudniaja zycie, zwlaszcza kiedy ma sie byc glowa rodziny i opiekowac pozostalymi tzn. dojrzalymi kobietami, zyjacymi instynktami i emocjami. Facet ma inne priorytety, ktorych kobiety nie maja, wiec nie sa nawet tego w stanie zrozumiec. Kobieta jak poczuje tak zrobi. Facet ma wlasna wole, ktora dal mu bog, dlatego z mila checia korzystaja z tego co jest dla nich prawdziwym i najwiekszym skarbem.

Oczko
Gość

Dobry wpis. Wpłynął na mnie – pozytywnie. W chwili gdy napływała mnie fala tego czegoś – podejrzliwości. I została ona skutecznie zneutralizowana. Zapisuje artykuł do zakładek, a co.

Magdalena
Gość

Ja miałam podobnie.
I też zapisałam.
Alleluja!

Marlena
Gość

Volant, a mnie zastanowiłeś tym wpisem, dałeś do myślenia co do mojego zachowania. W tym przypadku szukanie dziury w całym oraz czarne myśli i tworzenie teorii to była moja domena. Teraz uczę się aby tak nie robić. Dziękuję za wpis, który kazał mi się nad sobą zastanowić.
Pozdrawiam!

mac
Gość

Pojadę klasykiem „Dawno temu ja też zaufałem pewnej kobiecie, wtedy dałbym sobie za nią rękę uciąć. I wiesz, co… I bym teraz, kurwa, nie miał ręki” – Fred :D Według mnie bardzo łatwo rozpoznać, czy ktoś jest godny zaufania. Chodzi o dotrzymywanie, nawet najmniejszego słowa. U mnie zawsze się sprawdza i w związkach i w biznesie. Niestety znam taką mężatkę ze wstępu. Ma męża zarabiającego fortunę, a chodzi na imprezy szukając fiuta. Zapewne często się jej trafia. Według mnie najwyższy rodzaj skurwysyństwa. Albo masz jaja i stawiasz sprawę jasno – zawsze, albo spierdalasz. Pozdrawiam.

Ola
Gość

W moim przypadku to zawsze faceci wiercą dziurę w całym. Wyjdę z koleżankami na piwo i zaraz mln smsow, nieodebranych połączeń… Gdzie? Z kim? Ale dokładnie gdzie? Co pijesz? Ile pijesz? ;| ja takich scen nie robię… Baw sie dobrze jak wychodzisz z kolegami. Jeśli zechce mi opowiedzieć jak bylo fajnie. Nie opowie? Trudno ale nie bede go rozliczać ze wypił juz 4 piwa i sorry Bejbe wracasz do domu bo jak nie to wiem gdzie jeste!!! Niestety mam koleżanki ktore dzwonią do mnie w nocy i błagalnym tonem proszą zeby pojechac z nimi tu i tu po ich Misia bo on MUSI wrocic JUZ do domu!!!

Greg
Gość

Po co z takimi się wiążecie? Nie lepiej poszukać mężczyzny?

Przecież to co opisałaś jest straszne. To przykłady jakiś nastolatków czy jak? Żeby kobieta jeździła po pijanego faceta. Żeby odgrywał na niej akcje rodem z 007. No dramat.

Co do samego wpisu, to ja to widzę tak. Ufasz i tyle. Jeżeli moja kobieta kiedykolwiek by znalazła faceta, którego uznała by za lepszego (cokolwiek to znaczy) ode mnie, to jeszcze bym jej pogratulował i pobłogosławił na nowej drodze… Tylko, żeby sama mi powiedziała a nie żebym ja dowiedział się przypadkiem. Ot, taki subtelny szczegół.

Ola
Gość

Dramat to chyba za mało powiedziane… No ale jeśli sa razem przez x lat to chyba musi im to pasować. Za każdym razem kiedy powiem ze zachowują sie jakby miały jakies zaburzenia to dostaje po głowie ze sie nie znam, ze one sie troszczą, ze kochają tak bardzo mocno i sie martwią a ja jestem ta zła i jak ja mogę stawać po stronie faceta a nie koleżanki…

Greg
Gość

To, że tkwią w tym bagnie X lat wcale nie musi oznaczać, że im to pasuje.

Wielu ludzi (naprawdę wielu) jest w takich związkach – „bo lepiej już z nim niż sama”. No kompletny bezsens. Życie jest za krótkie. Jest nas w tym kraju naprawdę dużo i spokojnie można poszukać kogoś wartościowego i PASUJĄCEGO do nas (choć w minimalnym stopniu), a nie wiązać się z pierwszym lepszym czy pierwszą lepszą. Znam kilka osób, które wzięły ślub ze swoją pierwszą miłością, a teraz płaczą, do którego adwokata iść, żeby załatwić papiery rozwodowe.

To, że dostajesz po głowie wynika z tego, że one bronią jak tylko mogą swojego podejścia. Nawzajem się poklepią po plecach i dadzą mentalne wsparcie – „Twój też się wczoraj zalał w trupa, wrócił i zarzygał pół mieszkania i jak ja biegałaś za nim ze ścierą??? Jaa też…! ALE SUPER! Jesteśmy najlepsiejsze psiapsiułki!”. Bo co mają zrobić? Przyznać się przed innymi, że są w związku z jakąś ofermą i niedojdą?

Tobie radzę wybrać sobie porządnego i reprezentującego coś swoją osobą faceta i mieć wywalone na takie koleżanki…

… a może warto zmienić koleżanki?

Ola
Gość

„Twój też się wczoraj zalał w trupa, wrócił i zarzygał pół mieszkania i jak ja biegałaś za nim ze ścierą??? Jaa też…! ALE SUPER! Jesteśmy najlepsiejsze psiapsiułki!” Hahah dobre :) nie no masz racje trzeba sie otaczać wartościowymi ludźmi a nie takimi z którymi spotkania kończą sie myślą ” jeszcze 5 min i bym jej/jemu zrobiła krzywdę” chociaż i tak uważam ze mam zajebisty dar dystansowania sie od takich dramatów ktore mnie nie dotyczą.

Vykos
Gość

Ludzie powonni byc ze soba tylko dlatego, bo czuja sie ze soba lepiej niz bedac z kims innym albo samemu. Wtedy zazdrosc potrzebna nie jest, bo po co tamta osoba mialaby czegos gdzie indziej szukac….

Niestety sporo ludzi uwaza, ze bedac z kims i przypieczetowyjac swoj zwiazek prawnie moga juz nie dbac o siebie, traktowac druga osobe jako wlasnosc, etc. I wtedy ta osaczona druga osoba szuka czegos na zewnatrz, pierwsza staje sie coraz bardziej podejrzliwa, kolo sie nakreca i konczy sie u prawnika….

Accalia
Gość

Zaufanie zmienia się wraz z nami. W pierwszych związkach wierzymy w romantyczną miłość, motyle w brzuchu i pożądanie, w kolejnych zaczynamy już wierzyć w drugiego człowieka, w tych dojrzalszych uczymy sie być szczęśliwi wierząc w siebie. Bo mając już swoją historię znamy się na tyle, żeby wiedzieć, że nawet jeśli wszystko skończy się źle, to po otarciu łez, otrzepaniu kolan i opcjonalnie dużej ilości dżinu z tonikiem i tak zostaniemy z wiarą we własne szczęście, bo właśnie tym jest zaufanie – jedną z form wiary we własne szczęście .

watson
Gość

No Volant… sądząc po komentarzach od płci przeciwnej, można śmiało założyć, że tym tekstem już dziś przyczyniłeś się do przetrwania kilku związków ;) Tekst zacny, jak zawsze. Owszem, podobne rozkminy czasami facetom też się zdarzają (przyznaję bez bólu, że dawno dawno temu sam tak miałem – może bez popadania w skrajności), ale u kobiet występują one chyba znacznie częściej.
No nic – jak zwykle: wielkie dzięki za ratowanie świata ;)

magdanazimno
Gość

Radzę szukać innych rajstop. Serio, serio.

VQ
Gość

Michał, ja też tego nie rozumiem. I doszłam do wniosku, że wolę być sama, niż z kimś, kogo nie stać na całkowitą szczerość, kto najwidoczniej uwierzył we własną propagandę. Jeśli w związku wszystko jest w porządku, to nie ma potrzeby szukania czegoś innego. Jeśli nie jest w porządku, a nie da się tego naprawić (bo życie to nie je bajka, to je bitwa, a zgniłe kompromisy nie są dobrym rozwiązaniem), to się rozstaje i tyle. Nie rozumiem innych kombinacji alpejskich i gierek między ludźmi. Niestety czasem, a nawet często, mam wrażenie, że jestem z melmak albo jakiegoś k-paxa.

Daniel
Gość

To po co mam się dokształcać w sferze związku,skoro za każdym razem powinienem wykazywać identyczne-pełne zaufanie?

Damian Krawczyk
Gość

Nie od dziś wiadomo, że brak zaufania i zazdrość to najkrótsza droga do rozpadu każdej relacji międzyludzkiej, nie tylko związku ;)
Świetny tekst :)

lemartillon
Gość

Czytając komentarze uświadomiłam sobie (po raz kolejny w krótkim czasie) jakim szczęśliwym człowiekiem jestem. Nie jest tak, że nigdy nikt nie zawiódł mojego zaufania, owszem, kilka razy i boleśnie doświadczyłam nieuczciwości… Ale przeszłość jest od wyciągania wniosków, a nie od wciągania sobie wora kamieni na plecy. Wytłumaczyłam sobie, że to, czego doświadczyłam, mimo że nieprzyjemne, miało nauczyć mnie MYŚLENIA. I nauczyło. Rozwinęłam się, zainwestowałam w swoją duszę i umysł, a najlepszy przyjaciel, którego nazywam teraz mężem, znalazł się sam. I nie musi bać się podejrzeń, bo jak napisał już wyżej mac, zaufanie buduje się spełnianiem najmniejszych obietnic i dotrzymywaniem najmniejszego słowa. Ja zostałam tak wychowana i zawsze traktuję tak innych, w końcu też znalazł się ktoś, kto to docenił, bo postępuje tak samo. Pozdrawiam

ebichu
Gość

Mam kilka takich koleżanek, które są w kilkuletnich związkach i regularnie, zawsze same, wychodzą na imprezy do klubów pod pretekstem „potańczyć”. Dlaczego to robią? Rozumiem, że chcą mieć tez przestrzeń dla siebie poza związkiem, ale dlaczego wychodzą na te imprezy bez facetów. I dlaczego zawsze w perfekcyjnym makijażu?

Ola
Gość

Bo chca po prostu fajnie wyglądać? Jasne ze zdarzaja sie laski ktore jak tylko nie ma ich faceta obok łaszą sie do innych kolesi i „no przecież wszystko jest ok bo do łóżka z nim nie poszłam” … Dla mnie słabe ale to ich życie. Wychodze sama wyłącznie kiedy jest typowo babski wieczor w innych przypadkach zawsze wychodziłam wspólnie z facetem. Nigdy nie ukrywam gdzie szlam z kim itd ale po setnym smsie to troche zaczyna być mało zabawne i co mam wyłączyć telefon? Awantura 3000. Fajnie jest spędzać czas razem i np pograć na playstation ale bez przesady nie przejadajmy sie sobą.

Ania
Gość

Ja słyszałam nawet, że kontrola jest podstawą zaufania, co dla mnie jest strasznym absurdem. Nie wyobrażam sobie ani kontrolować, ani być kontrolowaną. Wtedy to już koniec związku… W dodatku uważam, że im dłużej jesteśmy w związku, tym mamy mniej tajemnic, czy braku zaufania.

Lenta
Gość

Hej Volant, to chyba … najtrudniejszy z Twoich postów. Zanim spróbuję sklecić jakiś „wartościowy” komentarz, chciałbym zapytać Was – autorów postów – o Wasze doświadczenie (chodzi mi o zrozumienie znaczenia „związku”): ile lat trwa/trwał Twój najdłuższy związek?
Mój: 20 lat.

PS. Volant: chyba, że zadawanie takich pytań wykracza poza zasady bloga?
Pozdrawiam.

Magda.
Gość

no tak….ja ufałam na 100%, a on chyba na trooche mniej…..i sie rozlecialo….eh :/

Małgosia
Gość

Opisałeś właśnie efekt samospełniającej się przepowiedni… dotyczy on niestety każdej dziedziny naszego życia i nie jest uwarunkowany płcią ;) faktem jest jednak, że to nam kobietom, ów przyszłość zdarza się „przepowiadać” częściej. Wynika to jednak tylko z tego, że my po prostu inaczej niż mężczyźni odczuwamy różne rzeczy.

Ludzie w dzisiejszych czasach mają problem z pozyskiwania radochy z tzw tu i teraz. Mają problem z docenianiem tego co mamy w danym momencie, zbyt często wybiegamy w przyszłość martwiąc się na zapas przez co uciekają nam spod nosa miliony radosnych chwil.

Ale czy mamy ich za to obwiniać? Nie… Kiedy ciągle słyszy się „zdradził/zdradziła” siłą rzeczy gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, że cholera może i nas to czeka…
Powinniśmy się edukować z tego jak cieszyć się życiem, jak doceniać to co mamy i co robić by było nam dobrze :)

Pozdrawiam.

Vaj aj
Gość

Małgosia! Przepięknie poskładane litery rękoma Twymi. Zwykła życiowa prawda, poparta podręcznikowymi przykładami. Warto się czasem złapać nad rozpatrywaniem różnych przyszłościowych wizji, które tylko zaprzątają głowę i zabierają czas, ale złapmy się, a później powiedzmy szczere – „pie*rzyć to”, i róbmy swoje.

maruda
Gość

Jeśli uznasz, że to za długi komentarz, to nie publikuj – ja się nie obrażę, ale możesz napisać na priv, bo jestem ciekawa co myślisz, co pewnie słyszysz nie pierwszy raz.

Strasznie trywializujesz znaczenie emocji. Zaczęłam z grubej rury, bo to będzie za długi komentarz, a nikomu nie chce się czytać za długich komentarzy. Od razu zaznaczam, że nie mam zamiaru ani Cię atakować, ani być złośliwa. Jestem ciekawa co myślisz. Odkryłam Twojego bloga kilka dni temu – rozchorowałam się i tak jak nie lubię blogów, bo ludzie w nich strasznie upraszczają, to odłożyłam ciekawą książkę na bok i przeskakuje miesiącami, tekstami i czytam. Trochę mam wrażenie, jakbym czytała „Grę w klasy” Cortázara :) Podoba mi się to jak racjonalizujesz rzeczywistość, analizujesz, porządkujesz ją. Wszystko zdaje się prostsze, ciężka praca i odhaczanie kolejnych sukcesów na liście i wszystko się ułoży. Do tego jeszcze uśmiechałam się pod nosem – jaki ciekawy świata, otwarty koleś, dobry obserwator. Ale zauważyłam też coś innego i to „z biegiem lat”, bo tak jak mówię czytam tego bloga jak powieść. Robisz się coraz mniej wrażliwy na emocje – nie wiem czy w życiu, bo Cię nie znam, ale na blogu ewidentnie. Co chwilę pojawiają się komentarze typu: „przestań się martwić”, „pracuj nad sobą”, „ogarnij się”, „nie wnoś swoich problemów do związku” itp. itd. Tylko nie piszesz jak to zrobić. A to jest moim zdaniem najtrudniejsze. Bo jak dla mnie to dobra praca, pasja, fajny wygląd, otwartość na seks, satysfakcja z osiągnięć są mega ważne, ale to nie wszystko. To nie wystarczy, żeby stworzyć fajny związek. I nie mówię tylko o kobiecej emocjonalności. Osobiście uważam, że wy, faceci macie trochę bardziej przechlapane jeśli chodzi o emocje. I macie z tym większy problem niż „my”. Nam się daje prawo do tego, żebyśmy wypłakały się i okazały słabość. A wam od zawsze wmawiają, że to niemęskie. Ja nie cierpię mimoz, facetów którzy ciągle mówią o swoich cierpieniach, bo tacy faceci są samolubni, myślą głównie o sobie. Ale z drugiej strony prawdziwy, silny facet to dla mnie ten, który potrafi mówić o swoich emocjach, bo tylko dzięki temu podnosi jakość swojego życia, bo przez analizę emocji odnajduje sposób jak coś naprawić. Dla mnie największymi tchórzami są faceci, którzy nie potrafią mówić o swoich potrzebach – co z tego że naprężą mięśnie, kupią sobie fajny samochód i ciuchy, znają tysiąc sztuczek jak pobudzić kobietę. Co z tego, że pozornie w związku jest wszystko ok, jest miło, a on mówi, że wszystko jest dobrze. Potem okazuje się, że nie mieli odwagi (często przez lata) powiedzieć na głos, czego naprawdę potrzebują. A my nie czytamy w myślach, podobnie jak wy! No i wtedy zaczynają zdradzać albo są coraz bardziej nieszczęśliwi, a potem „wybuchają” i postanawiają zmienić swoje nieszczęśliwe życie. No i nagle kobiety dowiadują się, że on był nieszczęśliwy, tylko nic nie mówił bo się bał albo tak go nauczono, żeby nie mówił. Bo wy nie macie do nas zaufania, uznając, że nie jesteśmy w stanie pewnych rzeczy zrozumieć, naprawić czy po prostu uciekniemy. No i stąd też biorą się kobiety, które później nie mają 100% zaufania do mężczyzn. A to wpływa potem na to, że przestajemy was rozumieć i zaczynamy tworzyć kalki „wszyscy są tacy sami”. I przez to też wchodzimy w kolejne związki z coraz mniejszą wiarą w to, że w ogóle warto. I tutaj nie mówię o sobie! Bo ja właśnie „pracuję nad sobą” już jakiś czas, żeby kolejny mój facet nie był „zapchajdziurą”. Bo my też tak traktujemy facetów niestety – jak mamy nierozwiązane sprawy to wtedy nie jesteśmy z nimi, ale oni jedynie zapełniają nam pustkę, pozwalają nam sobie coś udowodnić, no i przede wszystkim nie jesteśmy same, a z tym większość kobiet zupełnie nie potrafi sobie poradzić. Nie chodzi mi o to, że faceci są winni, ja po prostu piszę z mojej, kobiecej perspektywy, bo ją znam najlepiej. Dlatego AUTORZE, skoro statystyki i gigantyczna ilość dziękczynnych komentarzy (zastanawiam się, jak może Ci nie odbić) świadczy o tym, że masz wpływ na wielu facetów, to w imieniu wielu kobiet proszę Cie, żebyś poświęcił też trochę miejsca na to, jak pokonać tą drogę do „ogarnąłem się” i przekonał facetów, żeby trochę zaufali kobietom. Sama chętnie się czegoś dowiem, bo ja akurat nie lubię się martwić.

Chilli
Gość

Cześć Voland :) I’m back! :D

Chciałem podkreślić jedną kwestię. Kobieta szukająca problemu wybiera najgorszą możliwą opcję którą ma do wyboru jako prawdopodobną a następnie rozwija ją w możliwie pesymistyczny sposób uznając za nawet nie tyle co prawdopodobną, ale za fakt który już się wydarzył.

Reszta niestety się zgadza… sam jestem takim facetem który po pół roku ciągłych bezpodstawnych podejrzeń woli skończyć związek „utwierdzając” w przekonaniu o mojej rzekomej zdradzie lub zdradzić i wiedzieć jakie są podstawy tych podejrzeń.

Kasia
Gość

Twoje książki powinny być lekturą obowiązkową dla każdego mężczyzny…

Eska
Gość

Podsumowując artykuł można jedynie zanucić jeden z kawałków Hey „do pracy nie mogę puścić Cię nie nie, tam tyle kobiet a każda w myślach gwałci Cię..”

Osobiście mam innym problem, zaliczyłam 3 poważniejsze związki i tak w pierwszym czułam się ubezwłasnowolniona, w drugim olana na całej linii a w trzecim ponownie ubezwłasnowolniona. Wiem, wiem wpadałam z deszczu pod rynnę…
2 z 3 facetów miało problem z zaufaniem mi, dlaczego? Nie wiem, nigdy nie dałam im powodu do zazdrości z naciskiem na nigdy.
Kobiety są zazdrosne – oczywiście! Jednak problem istnieje niezależnie od płci.

Gabriela
Gość

Chciałoby się zakrzyknąć „OMG, Uwielbiam Cię”! Twoje porównania szalenie mnie bawią, co więcej przekazywaną wiedzę chłonę jak gąbka. Nie wiem jak to się stało, że trafiłam na Twój blog, ale od tamtego czasu jestem najwierniejszą fanką. Rób dalej to co robisz, bo jesteś w tym świetny!
Ps. Chociaż wiem, że mój komentarz przepadnie w czeluściach innych wiedz, że trzymam za Ciebie kciuki i jeszcze nieraz Cię odwiedzę.
Ps. 2. Wybacz zbytnią poufałość!
Pozdrawiam!

Karola
Gość

Czy tyczy się to także sytuacji kiedy miałam podstawy do podejrzeń, szukania dziury w całym itp?
Dałam drugą szansę po tym jak na boku bajerował co wlezie. Staram się wierzyć, nie szukać problemów… Jednak są wątpliowści. I strach… Chcę żeby się udało. I walczę… Z czarnymi myślami, scenariuszami….
Ciężko jest lekko żyć….

Zosia
Gość

nie zapomnijmy ze istnieje też rodzaj mężczyzn którzy oskarżają swoje kobiety o zdradę po czym wychodzą z domu i je zdradzają podczas gdy one ślepo im ufają i na wszystkie sposoby próbują udowodnić że nie mają nikogo na „boku”.. to chyba ten rodzaj określa się mianem sukinsynów.

Lenta
Gość

Zosia, to się zdarza. I nic nie poradzisz. W długotrwałej walce biologii z kulturą musi się przydarzyć również statystycznie zwycięstwo biologii… Szkoda, że tak rzadko:)
Zauważyłem jednak w Twoim komentarzu o wiele poważniejsze zagrożenia.
Zdrada? to nie taka znów straszna sprawa. To my robimy z niej koniec świata – a to tylko wygrana naszych prawdziwych instynktów w nierównej walce z wkuwaną nam od wieków wątpliwą moralnością.
„Oskarżanie” to jest dopiero podłość, która niszczy każdą relację.
„Ślepe ufanie” to drugi na liście kardynalny błąd partnerów. Zamiast tego powinniśmy kierować się po prostu szacunkiem. Ślepo ufać znaczy okłamywać samego siebie.
Więc z tych trzech „grzechów”, które poruszyłaś, uważam, że zdrada jest najlżejszym:) Otwarty umysł zacznie starać się zrozumieć jej genezę i będzie dążył do przeformatowania znaczenia „zdrady”. To pierwszy krok do prawdziwej wolności i do prawdziwego związku. Ale to dłuuuuuuga droga:) Nie ma na co czekać! :)

PannaNieLudzka
Gość

Witam!
Czytając wpis miałam uśmiech na twarzy, gdyż połowa z tego dotyczy mnie, a reszta to tylko czysta prawda. Nigdy nie zapomnę, jak obudziłam się pewnego ranka mój B. leżał koło mnie i z wielkim hukiem dostał w twarz, przez co naturalnie się obudził, a następnie ze zdziwiniem zapytał o co chodzi? Na co ja że mnie zdradził w moim śnie. Jego mina była bezcenna, znajomego który widział sytuację też. Na szczęście mój B. lubi „chodzić po polu minowym” i do dziś mamy ubaw po pachy z całej sytuacji ^.^

P.
Gość

Podejrzliwość kobiet bierze się z małych, nic nieznaczących kłamstewek dla faceta.

Jagna
Gość

Nie, żebym szukała [sensu stricte słowa] związku, ale im bardziej czytam tego bloga, tym mniej mam na związek ochotę. Obraz ludzi jaki się z niego wyłania jest mało atrakcyjny. Smutne to trochę. Tym smutniejsze im więcej przypadków tutaj opisywanych spotyka się wokół siebie.

Lenta
Gość

Jagna, spójrz na to z innej strony – czy to nie jest po prostu realny obraz związków?? Wyobrażenie o szczęśliwych związkach na całe życie to zmora naszych utopijnych pragnień. To oszustwo wszechczasów! Uważam, że Twoja konkluzja jest jak przebudzenie. Tworzenie trwałego związku działa w przeciwny sposób niż ten utarty. Całkowicie błędne jest: poznanie kogoś i już(!!) po roku czy trzech latach składanie mu/jej obietnic wiecznej wierności!? Czy nie wydaje się naturalne (aczkolwiek sprzeczne z ogólnie pojętymi zasadami), że poznajemy kogoś, zaczynamy z nim coraz bliższą relację i jeżeli odpowiada ona obu stronom, to po prostu ją kontynuujemy ciesząc się wspólnym szczęściem?

Volant
Gość

Tak, są.

Volant
Gość

Nie wiem czy psuć ci zabawę podając link do znaczenia słowa „ironia”…

Shadow18
Gość

A jak kobieta jest bardzo zazdrosna o koleżanki, obraża je, oczekuje że cały czas będzie się spędzać tylko z nią obkażde wyjście z kumplami czy na siłownie przesadnie komentuje

Evka
Gość

Fajny artykuł, ale tak jak poprzednikom brakuje mi spojrzenia na męską zazdrość i niepewność. Ile razy się słyszy „Bo moja kobieta nie wychodzi sama.” „gapisz się na moją kobietę gościu” i takie tam. Miałam ostatnio ciekawą dyskusję z moim partnerem, mianowicie co prowadzi do zdrady niskie czy wysokie ego. Ja uważałam, że wysokie, w końcu przekonanie że mogę mieć każdą laskę do czegoś zobowiązuje. On twierdzi, że niskie ego prowadzi do zdrady bo ktoś jest niepewny i musi sobie ciągle coś udowadniać. No i po burzliwej dyskusji przyznałam partnerowi rację. Zdrada jest w głowie i pochodzi z niepewności człowieka, z braku dowartościowania. Dlatego zgadzam się w 100%, że najważniejsza jest praca nad samym sobą, to pewność siebie i samoświadomość przyciąga do nas odpowiednich ludzi, to nie kwestia przypadku.

Muminek
Gość

Zaufanie sprawa sporna. Zgadzam się w pełni. Wchodzę w związek z 100% zaufaniem i tego samego oczekuję. Problem pojawia się, kiedy… 1. Tego nie dostaję – jest to jakaś czerwona lampka. Koleś może mówić, że nie ufa w pełni, bo Ziuta i Stacha zrobiły mu to i tamto. Przepraszać. A nawet się poprawić! Tylko lampka kolejna – kontrola. Nie afery, zawoalowane pytania j foszki. U mnie brak zaufania z 2 strony rodzi podejrzenie, że ktoś mnie „mierzy swoją miarką”… Zaczynam patrzeć baczniej. 2. Jeśli widzę, że ktoś manipuluje i kłamie, a to się powtarza w różnych sferach, wchodzę w tryb: ograniczone zaufanie, 3. Jak sobie nagrabisz ostro – zraniłeś mnie, czekam. Jak nic się nie zmienia albo jest gorzej: pa! Właściwie zachowanie takie, że nie pozwala odbudować zaufania to 2/3 przypadków moich eks, do których nigdy nie wróciłabym właśnie z tego powodu. Bez pełnego zaufania związek nie ma szans. A latwiej nim obdarować kolejną osobę niż usuwać toksyny. Aby usuwać toksynę zwykle musiałoby być bardzo, bardzo, bardzo warto. Tu nie było.

wpDiscuz