Mając małe plany nie zrealizujesz wielkich marzeń

Mając małe plany nie zrealizujesz wielkich marzeń

Ucząc w szkołach o Aleksandrze Wielkim próbuje się przekazać dzieciakom to, jak wielkim był on badassem. Bezskutecznie. Nic dziwnego, bo ciężko docenić dziesięciolatkowi to, że ktoś przeciął jakiś tam węzeł, w wieku 22 lat wyruszył podbijać nowe terytoria, a w wieku 32 lat kierował największym imperium ówczesnego świata. Jest to już dużo łatwiejsze z perspektywy absolwenta uniwersytetu, który każdego dnia widzi osoby, które zamiast tworzyć imperia zastanawiają się, co też by ze swoim życiem zrobić.

Z mojej perspektywy, na uwagę zasługują dwa elementy dzięki którym Aleksander stał się Wielkim. Po pierwsze, zmitologizowano jego urodziny twierdząc nie tylko, że Artemida uczestniczyła w jego porodzie, ale też, że jego prawdziwym ojcem nie był Filip II, ale sam Zeus. Po drugie, wychowywano go stawiając mu za wzór przede wszystkim Achillesa, czyli największego skurwiela spod Troi, na którym ciążył wybór czy żyć długo i szczęśliwie, ale bez sławy, czy żyć krótko, ale zdobywając chwałę. Wybrał to drugie. Gdyby żył dzisiaj, pewnie byłby rockmanem, dzień zaczynałby od wciągania koksu, a wieczór kończył na pieprzeniu modelek za sceną.

W rzeczywistości te dwa elementy, które wpajano Aleksandrowi przełożone na współczesny język, w największym stopniu odpowiadają za posiadanie mocnych filarów osobowości, którą z braku lepszej nazwy należy nazwać osobowością sukcesu. Jednocześnie bez względu na swoje osobiste cele i ich wielkość są to elementy, które zawsze przekładają się na zadowolenie z życia na wybranym przez siebie poziomie.

1. Bez względu na wszystko myśl o sobie dobrze.

Czy był dzień kiedy myślałeś, że stać cię na więcej? Że urodziłeś się, żeby zrobić coś wspaniałego i kiedyś będzie patrzył na ciebie cały świat?

Założę się, że tak, ale w końcu przyznałeś, że to nie dla ciebie.

Wiesz kiedy ludzie rezygnują z marzeń? Wtedy, kiedy zaczynają oceniać siebie ze względu na osiągane wyniki.

Są dwa typy ludzi – ci, których określa to, co na zewnątrz i ci, których określa to, kim są. Ci drudzy osiągają znacznie większe sukcesy, bo mają dużo skuteczniejszy sposób myślenia. Sposób myślenia, którego się nas nie uczy, bo żyjemy w kulturze, w której nie wspiera się ani indywidualności ani poczucia własnej wartości. Jesteśmy uzależnieni od wyników. Zawalenie egzaminu nie znaczy: „Za mało się przyłożyłeś” tylko: „Jesteś beznadziejny, głupi i w przyszłości będziesz kopał rowy”. Błędy nie oznaczają tylko błędów, ale również to, że popełniasz je, bo czegoś nie wiesz, nie umiesz, nie nadajesz się i nie jesteś tak dobry, jak inni.

Inaczej mówiąc, powszechnie funkcjonuje przekonanie: „Jestem fajny, bo mam porsche”, a nie: „Mam porsche, bo jestem fajny”. Prowadzi to do tego, że nie mamy stałego poczucia własnej wartości, ale zależy ono od pogody, osiągnięć, kupienia sobie nowej kanapy, stracenia pracy albo tego czy ktoś nam powie: „Dziękuję”. Bardziej wierzymy w to, że rzeczy nadają nam wartość, niż w to, że mamy określone rzeczy, ze względu na to, co sobą reprezentujemy.

Zdrowe podejście jest takie, że brak wyników nie pozbawia cię wartości, a wyniki nie sprawiają, że jesteś lepszy. Zawsze jesteś taki sam. Po prostu lepiej lub gorzej to pokazujesz. To tak jak w przypadku Aleksandra – mógł zawalić dużo rzeczy, ale i tak byłby synem Zeusa i nikt by mu tego nie zabrał, prawda?

2. Rośniesz tak duży, jak duże są problemy, które pokonujesz.

Czym różnią się drzewa rosnące w lesie od tych, które rosną na wolnej przestrzeni? Te drugie są karłowate, bo nie muszą walczyć o dostęp do promieni słonecznych. Zamiast tego mają poskręcane konary, bo muszą walczyć z wiatrem.

Kształtują nas nasze problemy, a jeśli ich nie wybieramy sami, to jednocześnie nie mamy potrzeby wzrostu. Wtedy problemy same nas znajdują i zwykle zostawiają połamanych. W rzeczywistości najskuteczniejsza definicja problemu brzmi – przeciwności, dla których pokonania musisz stać się lepszą osobą.

3. Bierz przykład od najlepszych.

Jeśli chcesz być największy to rywalizuj z największymi, nawet jeśli nie wiedzą o twoim istnieniu. Dopiero wtedy możesz wykorzystać swoje możliwości. Owszem, być może Richard Branson jest w innym punkcie życia, ale stosując lepsze praktyki, niż on, w końcu go zastąpisz. Za to nigdy tego nie zrobisz wzorując się wyłącznie na osobach ze swojego „podwórka”, których zaletą jest tylko to, że są trochę lepsze niż ty.

Jeśli trenujesz np. boks i jest twoim marzeniem zostanie mistrzem, to od początku przygotowuj się na pokonanie braci Kliczko, a nie na wygranie z najlepszym bokserem w twoim lokalnym klubie. To nie on jest twoim rywalem.

To banał, ale jednocześnie jest to rzadko stosowany banał. Inspirowanie się określonymi osobami sukcesu z jednej strony sprawia, że wierzy się w swoje możliwości, a z drugiej strony sprawia, że umiemy rozwiązywać problemy.

To z tego powodu rodziny, które miały wzloty i upadki („Mieliśmy fortunę, straciliśmy wszystko, a później znów ją odbudowaliśmy”) odnoszą większe sukcesy. Dzięki temu są wyposażone one w wiedzę o tym, że złe sytuacje się zdarzają, ale jednocześnie wiedzą, że je przetrwają. Nie wierzysz? To jak załamiesz się po stracie pracy, przypomnij sobie jak twój dziadek opowiadał o wizycie SS-manów u was w domu albo o tym, jak w czasie wojny handlował czym popadło, dzięki czemu również ty się urodziłeś jako nieplanowane, pozytywne, długoterminowo następstwo. Jeśli masz okazję to porozmawiaj z nimi o ciężkich czasach i jak przez nie przebrnęli, będzie to lepszy coaching, niż jakikolwiek inny, za który zapłacisz ciężkie pieniądze.

4. Mając małe plany nie zrealizujesz wielkich marzeń.

Rośniesz tak duży, jak duże jest twoje akwarium. To zdanie pochodzi z przemówienia Mateusza Grzesiaka. Wynika ono z obserwacji, że zwierzęta należące do tego samego gatunku, ale żyjące w większym akwenie, osiągają dużo większe rozmiary. Jeśli część narybku suma wpuścisz do akwarium, a część do Wisły, to po dwóch latach sumy z Wisły będą znacznie większe.

Działanie w skali mikro nie da ci sukcesu w skali makro. To bardzo częsta bolączka początkujących blogerów, przedsiębiorców i osób rozpoczynających karierę zawodową. Znam osoby, których świat ma rozmiar wsi, małego miasteczka albo Polski, bo „Po co mam się uczyć obcych języków, skoro nie zamierzam wyjeżdżać?”, ale jednocześnie są to granice, poza które ta osoba nie wykroczy.

Jeśli czegoś nauczyłem się po zakończeniu studiów to tego, że ma się znacznie większe możliwości zarabiania pieniędzy, niż czasu, żeby to robić. Problem w tym, że zazwyczaj ich nie widać, kiedy obejmuje się wzrokiem zbyt mały obszar. Trzeba mieć rozmach. Im większy twój świat, tym szybciej rośniesz. Poznaj więcej osób. Wyjedź za granicę. Poszukaj klientów i partnerów biznesowych za granicą. Jeśli zarządzasz dziesięcioosobowym zespołem, to dlaczego nie możesz zarządzać dziesięcioma takimi zespołami albo szkolić liderów takich zespołów?

W coachingu jest takie popularne powiedzenie: „Jeśli patrzysz na drzewo, to może warto zrobić krok w tył i spojrzeć na las?”.

Dodaj komentarz

32 komentarzy do "Mając małe plany nie zrealizujesz wielkich marzeń"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Wayne
Gość

„Jeśli patrzysz na drzewo, to może warto zrobić krok w tył i spojrzeć na las?”. – to samo napisałeś mi kiedyś w wiadomości. :)

Mrs Always Right
Gość

Wszystko pięknie, ale… Co by było, gdyby każdy zastosował się do tych rad i chciał dokonywać wielkich rzeczy? ;) Lub raczej – gdyby te rady zadziałały i każdy miał stać się wielki. Już teraz globalnie cierpimy na brak rąk do wykonywania podstawowych prac, bez wyzysku.

Volant
Gość

Pisałem o tym w Piątym poziomie. Po pierwsze, świat i tak sobie wtedy poradzi. Po drugie, nigdy wszyscy nie zastosują tych rad (niestety). Po trzecie, i tak zawsze patrzymy na to, żeby nam i naszym bliskim było dobrze i nikt mając wybór nie zdecyduje: „Ok, będę prostym robotnikiem, mimo, że moje dzieci będą miały mniejsze szanse, bo inaczej nie będzie miał kto wiercić w ścianach dziur”.

Mrs Always Right
Gość

Właśnie o to mi chodzi; gdyby każdy stosował się do tych rad i za wszelką cenę podążał za swoimi ambicjami, to na drugi plan schodziłaby rodzina, związek, druga osoba. Za cenę wielkości. Wiadomo, coś za coś, zwykle najpotężniejsi płacą samotnością albo jakimśtam wyobcowaniem ze społeczeństwa ze względu na swoją odmienność.

Pomyślałam sobie, że jeśli ktoś ma być wielki, to ma do tego głowę, predyspozycje. Wie, co robić. Prowadzi go pasja i idea. Po co dawać innym „narzędzia” do wielkości, skoro hipotetycznie nie są do niej stworzeni lub nie będą z niej czerpać w należyty sposób – ani korzyści, ani szczęścia?

Beata
Gość

Myślę, że nie rodzimy się wielcy, tylko nimi stajemy. I nigdy nie wiadomo, gdzie dana osoba znajdzie swoją iskrę – być może komuś właśnie ten tekst pomoże! Jest on wartościowy, a ludzie są na różnych poziomach samoświadomości, każda okazja, żeby się czegoś nauczyć o sobie czy czerpać z cudzych doświadczeń jest dobra :)
To też trochę jak w szkole – uczymy się rzeczy, których później nie wykorzystujemy. Czy to bez sensu? Nie sądzę, to nas rozwija.
Pozdrawiam!

SIS
Gość

czyli robol zawsze będzie robolem, bo ma to w genach, a nawet jak nie i zacznie się rozwijać, to i tak to ma w genach, żeby się rozwijać. Czyli Volant nie ma racji bytu :P

Volant
Gość

Otóż to zupełnie nie jest mój styl myślenia.

Po pierwsze, uważam, że w życiu nie trzeba wybierać między rodziną, a realizacją celów i przeciwne myślenie jest bardzo hamujące. Założę się, że osoby kierujące firmami z listy Fortune 500 mają tak samo szczęśliwe rodziny jak każdy inny.

Po drugie, uważam, że każdy ma predyspozycje jeśli nie do bycia kimś wielkim, to z pewnością do bycia kimś większym niż teraz. Ludzie nie osiągają swoich celów nie dlatego, że nie mogą, ale dlatego, że ktoś ich po drodze pokrzywił, nie mają umiejętności albo mają wadliwy styl myślenia (np. poszukiwanie walidacji zewnętrznej zamiast wewnętrznej). Mówienie, że ktoś nie powinien dostawać lepszych narzędzi to jak mówienie, że kobieta, którą bije mąż, powinna i tak z nim być, bo gdyby była stworzona do posiadania lepszego związku to przecież w nim by po prostu była.

Valthard van der Sand
Gość

Wszystko prawda, jesli chce sie cos osiagnac trzeba wziac sie do roboty i mierzyc wysoko.
Niestety doba ma tylko 24h i nie mozna tego czasu inwestowac we wszystko. Skupieniu sie na osiaganiu celow np w biznesie wiaze sie z kosztem w postaci zaniedbanych innych obszarow.
Z osiaganiem sukcesu klasy Fortune 500 nie jest tak latwo – jak sie poczyta historie tych ludzi, to najczesciej dostali oni w preszencie od losu znajomosci rodzicow (np. Gates) albo pieniadze. Z drugiej strony jest przyklad Jobsa – ktory byl niepoprawnym pracoholikiem.
Ergo – kazdy sukces ma swoja cene.

Tomasz Sławek
Gość

Ambicja i przykładanie dużej uwagi do realizacji swoich planów, wcale nie musi negatywnie odbijać się na związku. Pod warunkiem, że obie osoby mierzą wysoko. Razem z żoną tworzymy świetny i świadomy związek, a fakt, że oboje chcemy więcej, tworzy z nas partnerów również biznesowych. Wyklucza to także pewną formę egoizmu. Nie jesteśmy pasożytami ciągle żerującymi na uwadze partnera, bo każde ma również swoje własne życie.

Istnieje takie gloryfikowane i przeceniane słowo jak potencjał. Czasem jest on nie wykorzystywany nie z lenistwa, tylko z błędów w światopoglądzie, złych założeń i przeżytych traum. Tego typu teksty mogą ww. zlikwidować lub przynajmniej zaopatrzyć w narzędzia, aby móc to zrobić. A wtedy można stać się lepszą wersją siebie.

Natalia Jot
Gość

A ja się wcale nie zgadzam, że podjęcie decyzji o zajęciu się „pracami fizycznymi” to skazanie na biedę, porażkę, niższy standard. Choć zgodzę się, że bycie „prostym robotnikiem” się z tym wiąże. Jak już zostało napisane powyżej na „pracę rąk” jest duże zapotrzebowanie i jeśli ktoś się zdecyduje być przedsiębiorcą od „pracy rąk”, nie zaś poprzestanie na byciu „prostym robotnikiem” to ma szansę naprawdę daleko zajść. Tak gwoli ścisłości, choć to mam nadzieję dla wszystkich obecnych więcej niż oczywiste! :)

cantata
Gość

mysle ze nawet te podstawowe prace mogą byc dla kogos pasją. moja babcia mawiala ze ona tak lubila w sklepie pracowac ze moglaby to za darmo robic. kiedys rozmawialam z właścicielką mięsnego. mowila ze zawsze miala dryg akurat do sprzedawania mięsa. nie chciala byc tylko sprzedawcą. ona chciala sprzedawac mięso. teoretycznie nie robila rzeczy wielkich i pasjonujących. ale ona to lubila. chodzi o to by znac swoje potrzeby i marzenia i nie zawężac horyzontów. nawet wykonując prace podstawową, można sie rozwijac i osiągac swoje cele, ewentualnie traktowac je jako okres przejsciowy, by rownolegle rozwijac inne zdolnosci i gromadzic srodki na realizację marzeń.

slowemprzezswiat
Gość

Bardzo podoba mi się definicja problemów jako przeciwności, które trzeba pokonać, żeby stać się lepszym. Wtedy przestajemy je traktować jako dopust boży, a zaczynamy jako początek pozytywnych zmian.

Ania Diduch
Gość

Just what I needed.

magda
Gość

Volant przestałeś już pisać na 5levels?

Blog Ojciec
Gość

Odnośnie tekstu Mateusza o tym, że rośnie się tak dużym, jak wielkie jest nasze akwarium, to polecam opowiadanie Piaseczniki, napisane przez Georga R. R. Martina. Tam to jest świetnie pokazane :)

Eli Milamalim
Gość

Chcieć to znaczy móc, jeśli nie możesz to znaczy, że nie chcesz…

Piotr Z
Gość

Chciałbym mieć 1,90 m wzrostu albo znów 20 lat. Czy dlatego, że nie mogę znaczy, że nie chcę?
Typowy tekst ze szkół rozwoju :/ Moim zdaniem taki slogan, że jak czegoś zechcesz to, to dostaniesz (typ księżniczki, ogólnie ludzi z zasadą mi się należy), a ja wolę jak czegoś chcesz to nie bój się po to sięgnąć, ale licz się z ciężką pracą. która może cię czekać przy jego realizacji.

Eli Milamalim
Gość

Nie chciałam się rozwodzić nad tematem, bo sedno zostało powiedziane. Nie sądzę, że takie uproszczenie mojego zdania jest sprawiedliwe z Twojej strony .Tak, być może wiele lat w korporacji napchało w moją głowę tych banalnych, ale jakże motywujących sloganów. Jednak sens, chyba nie do końca wszystkim jest zrozumiały. Jeśli naprawdę chcesz coś mieć, to zrobisz wszystko, żeby to mieć, jeśli naprawdę chcesz być kimś wielkim, to zrobisz wszystko, żeby nim być. Ciężka praca, droga na skróty, to kwestia wyboru… „Jeśli naprawdę chcesz, to nie odpuścisz i przejdziesz tyle dróg, ile będzie trzeba, aby być lub mieć, co tylko chcesz” :-). A na drodze zawsze stoi, winne wszystkiemu lenistwo :-)

wisznu
Gość

taaa, a jak padniesz na drodze do sukcesu, to tylko dlatego, że tak naprawdę wcale nie chcesz ;P

jeśli chcesz być bliżej rzeczywistości, to przeczytaj ten tekst:
http://haloziemia.pl/sky-is-not-the-limit/

facet elegancko pokazał, że możesz zrobić wszystko by sukces osiągnąć, ale tak naprawdę ten sukces w niewielkim stopniu zależy od Ciebie.

Eli Milamalim
Gość

Zbyt dosłownie wszystko interpretujesz, to że chcę zostać malarką to nie oznacza, że nią zostanę, bo w tym wypadku potrzebny mi jest przynajmniej talent. Bardziej mi chodziło o to, że człowiek zdeterminowany na sukces, pracowity i chociaż idący drogą do marzeń, ma zdecydowanie więcej % szans na realizację tego co chce. Dodatkowo nie sama efekt końcowy daje nam szczęście, a właśnie droga, która do niego prowadzi. I zostaję przy zdaniu, że „Chcieć to móc”. Pozdrawiam

Nemesis Nave
Gość

Jak mawiał mój nauczyciel „Jak chcesz znajdziesz sposób, jeżeli nie chcesz – znajdziesz powód”.

Eli Milamalim
Gość

Amen :-)

Mała Mi
Gość

Jak tylko zobaczyłam tytuł to pomyślałam o początkach mojej największej pasji. Chciałam podróżować, ale zawsze były jakieś wyimaginowane przeszkody. W końcu pojechałam z namiotem w plecaku na treking w Karkonosze, mały krok ale jak znaczący. Druga podróż to już Islandia, potem Krym, Maroko, Gruzja, Oman itd… Planuję i marzę coraz więcej :)

Valthard van der Sand
Gość

Volant, pisales kiedys artykul o tym, ze swiat nad nikim nie zaplacze.
I tutaj jest podobnie, Aleksander Wielki mial potencjal, bo mial odpowiednie dziedzictwo. Inaczej takiego sukcesu by nie osiagnal.
Co oczyiscie nie znaczy, ze nie trzeba mierzyc wysoko, w zasadzie najwyzej jak jest realnie albo moze i kawalek wyzej. Niestety, czesto jest to rzucanie sie z motyka na slonce. Zeby walczy z bracmi Kliczko, najpierw trzeba zostac championem na wlasnym podworku, potem w lokalnym klubie, potem pobic Najmana :) a dopiero potem nastepnych. Nie kazdem jest dane siegnac na sam szczyt. Wazne jest to, zeby nie byc cale zycie nieszczesliwym, kiedy to sie nie uda. Zreszta sam piszesz ze nie masz oceniac sie przez wyniki tylko poprzez rozwoj, ergo pobicie Kliczkow nie jest do szczescia potrzebne.

Mimo, ze droga na szczyt jest meczaca i bolesna, widok jest warty wszystkich koniecznych wyrzeczen. I nawet jesli nie wejdzie sie na sam szczyt to im wyzej sie idzie – widoki sa piekniejsze

Piotr Z
Gość

Aleksander Wielki miał odpowiednie dziedzictwo, czyli? Coś poza tym, że urodził się jako książę? Fakt ojciec „przygotował” mu państwo i armię ale jednak Persja to był właśnie dla niego ten Kliczko. Nie mówiąc już o dalszych podbojach idąc w wielu przypadkach w nieznane.
Każdy z wielkich zawsze w jakimś momencie miał pomoc, którą każdy przymnie jako to, przez co on osiągnął sukces, a ja nie osiągnę. Jakąś jedną umiejętność często długo ćwiczoną, którą każdy racjonalnie sobie wytłumaczy dlaczego jemu się udało, a mi nie uda.

Valthard van der Sand
Gość

Chodzi o cos innego, jedni maja latwiejszy start inni trudniejszy. Jesli jest sie ksieciem to latwiej podbic swiat niz bedac chlopem. To, ze Conan mial droge od zera do krola nie znaczy ze uda sie tak wielu ludziom. Swiat jest niesprawiedliwy, jdni maja latwiej a inni trudniej.
Nie kazdy bedzie mial mozliwosc pobicia Kliczki, ale moze Najmana juz mu sie uda.
Moze nie kazdy zostanie CEO, ale przynajmniej zostanie dyrektorem.
Trzeba byc najlepsza mozliwa wersja siebie

Mikola
Gość

Volant, proszę powiedz mi czy jest tak że jak dorastasz to bezpowrotnie tracisz jakąś taką wewnętrzną, bezwarunkową radość z życia?

Jarek
Gość

Napisałeś: „Działanie w skali mikro nie da ci sukcesu w skali makro. , i pierwsze co w zasadzie wpadło mi do głowy, to czy ja u siebie, już w taki sposób się ustawiłem, wynik jest mi jasny – ale potem zauważyłem że nie masz ang. wersji bloga, i czy mógłbyś coś o tym opowiedzieć Volant. Pytam bo ja nie bloguję, natomiast wydaję mi się naturalnym procesem rozwoju bloga jest to, aby treść którą chce piszący napisać – zarabiała jak najwięcej. Nie jest ci z tym po drodze?(właściwie jedyny powód który mi wpada do głowy, to dlatego że opisywane treści bloga są adekwatne do tego kraju, ale to przecież da się pisać i tak żeby było lifestyle’owo i i adekwatne dla wszystkich państw? ;)

Volant
Gość

Dobre pytanie. Nie bloguję po angielsku, bo na dobrą sprawę blogowanie nie wydaje mi się dobrym sposobem na zarabianie. Bloga zakładałem dla siebie w czasach kiedy temat pieniędzy w blogosferze nieśmiało raczkował. Gdybym miał to zrobić drugi raz kierując się celami zawodowymi to bym tego nie robił i od razu wypuszczał produkty. I dokładnie to samo dotyczy rynku anglojęzycznego. Z pewnością pojawią się na nim moje książki i prawdopodobnie pojawi się również mocno wyedytowany blog wydany w formie książkowej, ale szczerze wątpię w to, żebym kiedyś miał pisać po angielsku poświęcając na to tyle pracy co poświęcam teraz na pisanie po polsku.

Paulina
Gość

„Mając małe plany nie zrealizujesz wielkich marzeń” – to zdanie ląduje na pierwszej stronie mojego kalendarza :)

Paulina Gaworska
Gość

Myślę, że do tego wszystkiego trzeba jeszcze odwagi, odwagi by patrzeć dalej i chcieć więcej. A ona jest w nas, tylko zbyt często poddajemy się strachom, że się nie uda, że nie warto, że to nie dla nas. Jeśli pracuje się nad swoim strachem można też stworzyć i zrealizować większe marzenia. Dzięki za wpis, budujący:)

ola
Gość

W tekście odniosłbys się do wszystkich aspektów?? i za każdym razem masz tylko duże plany?? z własnego doświadczenia zauważyłam taką prawidłowość że jeśli stawiam sobie mniejsze cele to łatwiej jest osiągnąć cos większego,( cos w stylu w miarę jedzenia apetyt rośnie) powolutku nie zdradzając nikomu swoich zamiarów (o tym żeby nie chwalić się swoimi planami pisałeś w piątym poziomie – i w 100% się u mnie to sprawdza ) np. po którymś sylwestrze w Nowy Rok nie mogłam patrzeć na papierosy i nie paliłam cały dzień, na 2 dzień postanowiłam ze skoro wczoraj mi się udało to dzisiaj tez spróbuje no i tak z dnia na dzień – minęło prawie 5,5 roku i dalej nie pale, podobnie się miała sprawa np. z ćwiczeniami i traceniem wagi kiedy udał mi się jakiś trening to myślałam sobie spoko – byle nie wrocic do poprzedniego stanu – no i udało się 15kg w dół (szczupła ja! ;) ) , jak biegam, jeżdżę na rolkach to jak już nie mogę to to mowie sobie jeszcze do następnego drzewa a okazuje się ze da rade jeszcze minąć 5 drzew , itd… w każdym z tych przypadków nie zakładałam od razu tak dużego sukcesu ( w sensie że myślałam że jak rzuce palenie na pół roku to będzie spoko, jak pójdzie 5 kg to tez zajebiście, a o tym że kiedyś będę biegała nigdy bym nie przypuszczała ze w ogóle zaczne! ) itd..

wpDiscuz