Nic nie jest na zawsze

Nic nie jest na zawsze

Wychowaliśmy się na bajkach, które urywały się w kluczowych momentach. Wystarczyło pokonać mniejsze lub większe trudności, a później przychodziły już słowa: „I żyli długo i szczęśliwie”. Książę już nie musiał walczyć o swoje państwo i księżniczkę. Księżniczka nie musiała kontrolować ilości zjadanych tortów, ani dbać o to, żeby książę się nie znudził i nie zaczął chędożyć dziewek. Morał z tych bajek płynął taki, że wystarczy uwieść kogoś raz, a następnie można traktować drugą osobę jak trofeum zdobyte na zawsze.

To ma związek z poczuciem bezpieczeństwa. Jest takie powiedzenie, że każda kobieta chce jednocześnie domku z ogródkiem i przyciskania ust dłonią, rozrywania pończoch i wyginania pleców w łuk. Im więcej mamy przygód, tym bardziej rośnie w nas potrzeba zawinięcia do portu i bezczynnego postania w nim przez jakiś czas. Im mniej mamy bezpieczeństwa, tym bardziej go szukamy, a tak się składa, że bezpieczeństwo nie istnieje teraz bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Nasze dzieciństwo już dawno umarło, przyjaciele rozjechali się po świecie, pracę zmienia się raz do roku jak kurtkę na zimę. Pamiętasz miejsce, do którego zabrałeś ją po szkole, rozmawiałeś z nią sam nie wiesz o czym i cały czas miałeś wielką gulę w gardle, nawet kiedy już czułeś jej usta? To dobrze, bo ono też już nie istnieje.

Mamy świadomość, że wszystko przemija i pewnie dlatego tak bardzo lubimy przenosić zadania na listę zakończonych spraw. Nawet kupując kanapę pytamy o gwarancję, bo chcemy mieć pewność, że choćby nie wiadomo co się stało, to przynajmniej ją ma się odhaczoną na liście.

Znam dużo osób, które w taki sam sposób traktują swój związek. Dbają o to, żeby być tak seksownymi, bystrymi i czarującymi osobami jak to tylko możliwe, a kiedy spotykają osobę, która im odpowiada, stwierdzają: „Zasłużyłem/am na nią/niego”. Jeśli są odpowiednio naiwni pytają nawet o gwarancję: „Czy myślisz o mnie poważnie?”. Później już zostaje tylko zrealizowanie obietnicy z bajki, zaklętej w słowach: „I żyli długo i szczęśliwie”. Kiedyś mówiło się, że po ślubie ludzie się zmieniają. Dzisiaj już tak łatwo nie bierze się ślubów, więc etap zdobywania kończy słowo „Kocham”. Od tej pory zaczyna traktować się związek jak źródło wyłącznie korzyści. Wtedy ona już nie wstaje pół godziny wcześniej, żeby się dla niego umalować, a on nie idzie po bułki na śniadanie głęboko zaciągając się powietrzem. Relacja dla nich to tylko pakiet korzyści: musisz słuchać moich problemów, musisz chodzić ze mną do przyjaciół, musisz mieć zawsze ochotę na seks, musisz być na miejscu, kiedy cię potrzebuję, musisz dbać o moje dobre samopoczucie jak cyrkowy klaun.

Większość osób wie, że to nie działa. Większość osób traktuje to jak oczywistość. A następnie większość osób zachowuje się całkowicie odwrotnie.

Jeśli jesteś w związku to pewnie też to robisz. Zakład?

Kiedy ostatni raz ubrałaś się w domu dla niego, zamiast chodzić w dresie i z kokiem na głowie?
Kiedy ostatni raz spędziliście dzień inaczej niż zawsze?
Kiedy ostatnio poszliście do łóżka nie wiedząc, jak będziecie uprawiać seks?
Kiedy ostatni raz poczułeś, że wysłuchiwanie twoich problemów to coś, za co powinieneś być wdzięczny zamiast mówić: „To moja dziewczyna. Dziewczyna MUSI mnie wspierać”?
Kiedy ostatni raz zamówiliście deser i śmialiście się ze swoich nosów ubrudzonych bitą śmietaną?

A teraz dodatkowe pytanie: Kto nie zrobił żadnej z tych rzeczy od tak dawna, że osoba, z którą jest spojrzałaby na niego jak na idiotę, gdyby zrobił to teraz?

Wiecie, co jest fajnego w krajach arabskich? Niewiele, ale jedna rzecz daje do myślenia… W Arabii Saudyjskiej kobiety wychodzą na miasto w abaji lub innej burce, ale kiedy przychodzą do domu, to ją zdejmują, a pod spodem mają dobry makijaż, pięknie ułożone włosy i seksowną bieliznę. Dla męża. I to wcale nie dlatego, że muszą – przynajmniej jeśli wierzyć temu co pisze Tomek Michniewicz w „Swoją drogą”.

My mamy odwrotnie. W naszej kulturze jest naturalne to, że staramy się dla obcych. Nie wyjdziemy na miasto w podartych dresach, bo zobaczy nas jakiś bałwan, którego i tak nie zapamiętamy, ale założymy je, żeby spędzić czas z najbliższą dla siebie osobą. Żeby zrobić dobre zdjęcie na instagrama spędzimy pół dnia w kuchni, ale na kolację ze swoim facetem otworzymy słoik od mamy. Nie zrzucimy naszych problemów na znajomego z pracy, ale będziemy obciążać nimi osobę, z którą żyjemy.

Mamy zdrowo popieprzone priorytety i nie dbamy o rzeczy, które są blisko. Wierzymy w złudzenie, że będziemy je mieć zawsze, a na końcu i tak się okazuje, że wygrywają ci, którzy robią całkowicie odwrotnie. Najważniejsze rzeczy w naszym życiu są dostępne tylko na zasadzie abonamentu. Dbanie o nie ma tylko początek, ale nie ma końca. Dotyczy to zdrowia, związku, przyjaciół i pieniędzy. Zapomnisz o tym na trzy miesiące, to nic się nie stanie. Zapomnisz o tym na kilka lat i któregoś dnia uświadomisz sobie, że nie masz nikogo z kim możesz porozmawiać, a wszyscy, którzy kiedyś nawet nie byli twoją konkurencją, osiągnęli znacznie więcej.

Druga osoba nigdy nie jest statuetką odstawianą na półkę, która ma tylko spełniać pokładane w niej oczekiwania, a jeśli jesteście z kimś już na tyle długo, że dbanie o związek brzmi dla was jak obietnica ciężkiej harówy, to przypomnijcie sobie, że wciąż jest to ta sama osoba, przez którą nie mogliście spać w nocy.

Tylko na chwilę o tym zapomnieliście.

  • Kasia Koczułap

    Volant, dzięki Ci za ten tekst. Potrzebowałam to dziś przeczytać.

  • Zgadzam się, ale też przesłanie tekstu nie ograniczało się do zdania: „Ubieraj się ładnie na co dzień”.

  • Magdalenaen

    Cieszę się, że mogłam przeczytać ten tekst. Dziękuję.

  • Kiedy ostatni raz ubrałaś się w domu dla niego, zamiast chodzić w dresie i z kokiem na głowie?
    W tym tygodniu.

    Kiedy ostatni raz spędziliście dzień inaczej niż zawsze?
    Nie ma żadnego zawsze, więc trudno powiedzieć.

    Kiedy ostatnio poszliście do łóżka nie wiedząc, jak będziecie uprawiać seks?
    W tym tygodniu.

    Kiedy ostatni raz poczułeś, że wysłuchiwanie twoich problemów to coś, za
    co powinieneś być wdzięczny zamiast mówić: „To moja dziewczyna.
    Dziewczyna MUSI mnie wspierać”?
    Zawsze dziękuję, że mnie wysłuchuje i wspiera.

    Kiedy ostatni raz zamówiliście deser i śmialiście się ze swoich nosów ubrudzonych bitą śmietaną?
    Daaaawno, ale sezon gofrów jeszcze się nie zaczął w tym roku.

    Serio to takie trudne? To po cholerę w ogóle być w związku.

    • wisznu

      pytania dodatkowe:
      - ile masz lat?
      - jak długo jesteś w związku?

      • Mam 32 lata. W związku dwa lata, więc teoretycznie powinno już być po pierwszej euforii zastąpionej etapem nudy.

      • wisznu

        to jeszcze jesteś dość młoda by Ci sie chciało myśleć, kombinować, żyć z tym facetem z którym jesteś.
        No i jesteś w sumie w związku dość krótko. Juz jesteście ze sobą oswojeni, ale jeszcze nie znudzeni. Jeszcze nie jestescie do siebie „przywiązani jak Jaś do Małgosi” ;). Jeszcze Wam się chce gdzieś wyskoczyć, coś zrobić dla samej przyjemności zrobienia.

        Zwłaszcza, jak jeszcze nie jesteście po slubie.
        Bo ślub dużo zmienia we wzajemnym podejściu. Naprawdę większość ludzi po slubie przysiada. To się dzieje nieświadomie, bo człowiek ma wgrane w podświadomość bajki o tym, że ślub jest na zawsze – tak jak pisał Volant we wstępie. I nawet ja sobie muszę co jakiś czas przypominać, że ślub też nie jest na zawsze, ze wieczne to sa tylko pióra ;), ze kobieta to nie jest ustrzelone trofeum, które ze ściany nie zejdzie ;)

        Bo ma sie poczucie, że jest odhaczony kolejny punkt programu zwanego życie – a teraz trzeba skupic sie na zarabianiu na raty kredytu na mieszkanie/samochód.

        A jak jeszcze pojawi się dziecko, to juz w ogóle sie nic nie chce. Zmęczenie, wielomiesięczne niedospanie, zaczyna przeważać i nawet najbardziej zgodni, najbardziej kochający i przyjaźniący sie ludzie zaczynają sie zachowywać momentami jak wściekłe psy (zwłaszcza jak dziecku coś dolega – choćby zwykla kolka – a poza darciem się taki maluch nie jest w stanie nic innego zrobić).

        Z resztą – przyjrzyj się pokoleniu swoich rodziców. Nie wiem jak Twoi, ale moich wypchnąć choćby do kina to orka na ugorze. Nawet jak dostali wejściówki – ważne przez pół roku, to poszli dopiero jak zbliżał się termin ważności – bo szkoda zmarnować.
        Długo mógłbym opowiadać co obserwuję u ludzi, którzy sa ze sobą przez XX lat. I tylko jedno stare małżeństwo jakie znam daje nadzieję, że mozna wyjśc z utartych ścieżek.

      • Wiem, że po ślubie dużo się zmienia. Faceci są najfajniejsi przed ślubem i po rozwodzie :) Inna sprawa, że ja nie myślę o życiu etapami, nigdy nie miałam planów typu: studia – etat – ślub – kredyt na mieszkanie – dziecko i tak do emerytury, więc niczego nie odhaczam. A jeśli chodzi o dzieci – o kolkach wprawdzie nie mam pojęcia, ale po kilku godzinach ze zbuntowaną nastolatką można albo się przytulić, żeby odpocząć, albo jeszcze się pokłócić z nadmiaru emocji.

      • Kakokina

        A moim zdaniem po ślubie wszystko zmienia się na lepsze. U nas tak jest. 6 lat w związku, 1,5 roku po ślubie – może to jeszcze mało, ale serio mamy dla siebie więcej czasu i uwagi po ślubie, niż przed, a Mąż jest jeszcze fajniejszy.

      • Dot

        To gratulacje :) Myślę, że to zależy od ludzi, każdy przypadek jest trochę inny. U Ciebie zmieniło się wszystko na lepsze, ale są takie małżeństwa, u których, nie wiedzieć czemu, ślub zmienia wszystko na gorsze.

      • Lenta

        Wycztalem ostatnio, że małżonek nie jest po to, żeby dawać szczęście współmałżonkowi. Małżonek ma pomagać i motywować współmałżonka w rozwoju i stawaniu się lepszym człowiekiem :)

      • Dot

        Dobra definicja małżonka :)

      • Dot

        Ładnie napisane :) I myślę, że to bardzo prawdziwe, masz dużo racji.

  • natioush

    Myślę że ten tekst jest początkiem zmian w moim życiu, dziękuję! :)

  • „Przypomnijcie sobie, że wciąż jest to ta sama osoba, przez którą nie mogliście spać w nocy.”
    Piękne to. Dziękuję!

  • Gosia

    Dobrze i na luzie czuje się w domu jak do niego wracam i rozbieram się. Chodzę po nim nago :-)

  • Kaviel

    Czytając ten tekst dochodzę do wniosku, że piszesz bardzo tendencyjnie. Niestety nie mogę wypowiedzieć się o innych Twoich wpisach, więc nie jest to próbą przypięcia Tobie żadnej łatki, bo moja opinia może być bardzo nieobiektywna. Nie mniej jednak mówi się, że po książce od razu widać, czy pisze ją kobieta, czy też mężczyzna – to samo czuć w tekście powyżej. Dostrzegam próby „wyrównania rachunku” między obiema stronami związku, jednak nie można się pozbyć wrażenia, że głównie do kobiet skierowana została Twoja praca. Trochę osobiście mnie to ukuło, bo o ile kobieta może przestać się malować i zacząć chodzić w dresach, o tyle sam mężczyzna również często przestaje wyglądać atrakcyjnie, kiedy już wie, że „ją zdobył”. Kobiety też są estetkami, szczerze mówiąc wolę nie dostać świeżych bułek na śniadanie, ale mieć przy sobie ogolonego mężczyznę w koszuli, a nie w T-shircie z mało ambitnym tekstem. Ostatecznie jednak to co mnie zgorszyło, to porównanie do krajów arabskich. Do tego momentu naprawdę Twój tekst zrobił na mnie pozytywne wrażenie (nawet pomimo wyczuwalnej stronniczości). Widzisz, te kobiety nie robią tego z miłości, czy chęci zaimponowania mężowi… robią to ze strachu i nacisku społeczeństwa. Poza tym wiesz co dzieje się z kobietą, którą mąż zostawi? Może odejść tylko z tym, co ma w tej samej chwili na sobie, dlatego nosi pod ubraniami mnóstwo biżuterii – nie ku uciesze „ukochanego”, a dla własnego „poczucia bezpieczeństwa”, którego mit tak ochoczo obalasz.
    Nie mam na celu obrażenia Twojej twórczości, więc szczerze liczę na to, że nie uznasz tego komentarza za przejaw prostackiego chamstwa. Jedynie chciałabym zaznaczyć, że prezentowanie pewnych postaw nie może być przeplatane różnymi realiami, szczególnie jeśli chcesz kogoś zachęcić do działania, a nie zdołować.

    Pozdrawiam.

    • Marta

      Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tymi tekstami i jak na początku
      zachłysnęłam się tym blogiem tak teraz mam mieszane uczucia. Uderza mnie
      właśnie tendencyjność, przewidywalność wpisów. Edwin z Zabij Grubasa
      napisał, że Volant na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie zakochanego w
      sobie ale coś w tym jest.

    • Dot

      „Ostatecznie jednak to co mnie zgorszyło, to porównanie do krajów arabskich. Widzisz, te kobiety nie robią tego z miłości, czy chęci zaimponowania mężowi… robią to ze strachu i nacisku społeczeństwa.” Też mam wrażenie, że te kobiety robią tak z braku wyboru. Nie mają prawa chodzić po ulicach ubrane jak chcą, zobowiązane są do zakrywania swojego ciała od stóp do głów. Więc to, że w swoim domu ściągają ten strój i chodzą ubrane inaczej, mają ozdoby i odkrywają włosy, moim zdaniem wynika z tego, że te kobiety chociaż w domu chcą z tego prawa korzystać, wychodzą z założenia, że coś im się od życia należy. Te kobiety zostały wychowane w takiej, a nie innej kulturze, i być może na nas Europejki patrzą dziwnie, nie rozumiejąc jak możemy pokazywać swoje ciało całemu światu, a nie tylko mężowi. Co kraj, to obyczaj ;)

  • Karolina

    Dzisiejszy wpis, w ani jednym zdaniu NIE dotyczy mojego związku. Z czego bardzo się cieszę, bo to by oznaczało, że obydwoje mamy wystarczającą ilość zdrowego rozsądku, odpowiednią ilość „renegactwa” i zamiast oceniać i kategoryzować, umiemy okazywać empatię i zrozumienie (nie mylić z ciągłym wybaczaniem tych samych błędów).
    I owszem, istnieje coś takiego jak „na zawsze”, bo gdyby tak się nie działo, to marnowałoby się we Wszechświecie tyle dobrej energii. A ona nie znika, tylko trwa, jak trwała i trwać będzie.

  • Nebelline

    Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że kobieta pragnie tysiąc razy słyszeć małe „kocham”, niż jedno wielkie w postaci nowego samochodu po 40 latach. Mężczyźni często tego po prostu nie wiedzą, a dla kobiet to oczywistość.

    Zarówno kobieta, jak i mężczyzna powinni starać się dla związku i dla siebie nawzajem. Dotyczy to zarówno rozmów i dzielenia czasu, które zbliżają parę emocjonalnie, jak i seksownych niespodzianek, które pobudzają pożądanie.

    • Dot

      „Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że kobieta pragnie tysiąc razy słyszeć małe „kocham” niż jedno wielkie w postaci nowego samochodu po 40 latach.” Nie uważam, żeby kupowanie żonie samochodu było właściwe. A przynajmniej ja tego nie potrzebuję, tym bardziej, że poczułabym się dotknięta jako bym sama nie mogła sobie kupić samochodu (nie byłoby mnie stać) i musiał to robić mój mąż.
      Dodatkowo uważam, że w małżeństwie można mieć jeden samochód jako wspólny, a nie później mieć powód do przypominania: „przecież samochód Ci kupiłem, doceń to!”.

  • Fajny tekst, ale na szczęście nie skierowany do mnie ;-)
    hi hi!

  • Zgadzam się z Pionierką…po cholere być w związku jeśli nie jest on dla nas piorytetem. Dla mnie miłość/relacja jest czymś (kimś) na tyle ważnym w moim życiu, że wkładam w to (w niego) całe serce! Myślę, że mój partner uważa podobnie, skoro na wszystkie pytania mogłam odpowiedzieć z szerokim uśmiechem na twarzy.

    Bardzo dobry tekst, szczególnie dla tych którzy dawno nie odkurzali…swojego serca rzecz jasna…swoich piorytetów…

    Pozdrawiam,

    Panna Joanna

  • Bardzo podoba mi się ten akapit:

    W naszej kulturze jest naturalne to, że staramy się dla obcych. Nie wyjdziemy na miasto w podartych dresach, bo zobaczy nas jakiś bałwan, którego i tak nie zapamiętamy, ale założymy je, żeby spędzić czas z najbliższą dla siebie osobą. Żeby zrobić dobre zdjęcie na instagrama spędzimy pół dnia w kuchni, ale na kolację ze swoim facetem otworzymy słoik od mamy. Nie zrzucimy naszych problemów na znajomego z pracy, ale będziemy obciążać nimi osobę, z którą żyjemy.

    Polecam, 10/10

  • Storm

    Ale masz mnóstwo usmiechniętych i rozanielonych dziewczyn w komentarzach po tym tekście ;) ! Spoko :) !

  • mallib

    Najciekawsze jest to, że większość dziewczyn w komentarzach oprawdza się, że ich to nie dotyczy. Tylko winny się tłumaczy moje drogie Panie, przeczytajcie, zrozumcie i wyciągnięcie coś dla siebie z tego tekstu. Oczywiście opisany problem dotyczy obu płci, dlatego romanse i flirt są tak częste.

    • Oczywiście, bo niewinny milczy jak grób i da sobie łeb uciąć, a tłumaczyć się nie będzie. To jedno z tych dennych powiedzonek powtarzanych bezmyślnie. A poza tym wyjątek potwierdza regułę, a pieniądze szczęścia nie dają.

  • Emilja

    Ja nie rozumiem tego dresu – jestem przyzwyczajona, że niemal zawsze chodzę cały dzień w ubraniu, w którym mogę pokazać się na zewnątrz. Inna kwestia, że na co dzień nie muszę nosić eleganckich garsonek. Ale takie ubranie przecież też można zamienić na dżinsy i fajny tshirt. I od razu jest lepiej ;)

  • trafne jak zwykle hehe.. niestety osiągnęłam już dno dna.. pojechałam wczoraj do sklepu w dreasach i o zgrozo w kaloszach.. w dodatku rozczochrana i z szałem w oczach… BEZ MAKIJAŻU!( a u nas to i sławnego aktora jednego czy drugiego mozna spotkać w kolejce po mięso,) więc… narażam na ten dyskomfort i niemęża i reszte społeczeństwa… idę się pochlastać…

    Ps. w pewnym wieku robi się wszystko wyłącznie dla siebie. Jeśli się ma ochotę .. i człowiekowi nie spędza snu z powiek strach,że jak się nie umalujesz albo nie założysz szpilek i pończoszek raz na jakiś czas..to on sobie znajdzie inną..

    • basia

      100% racja

  • Z tym rozrywaniem pończoch bywa różnie. Do najtańszych nie należą :D

    A całe zjawisko opisywane w tekście może być – i najpewniej jest – pozostałością staroświeckich tradycji i przyzwyczajenia do „wydawania” za mąż oraz braku instytucji takiej jak rozwód. Zwykle po prostu wyprawiało się córkę, a syna przedstawiało w jak najlepszym świetle. Do momentu zaślubin wszystko było dopięte na ostatni guzik. Później nie miało to znaczenia, bo i tak rozstanie się graniczyło z cudem.

    Swoją drogą – bardzo łatwo jest wyczuć, czy ktoś dba o swój wizerunek, samopoczucie i rozwój dla siebie, czy dla innych. Jeśli z automatu nie podoba nam się osoba w nadmiernym stopniu przywiązująca uwagę do zdania reszty świata/bez pasji bijącej od tego, co robi, no to problem z głowy.

    Tekst z filmów „Gdzie jest człowiek, w którym się zakochałem/am?” jest zdecydowanie cliché. Nie ma złotego środka. Ale tekst zmusza do myślenia, a to już krok w dobrą stronę.

    • Dot

      „Z tym rozrywaniem pończoch bywa różnie. Do najtańszych nie należą :D” Zgadzam się! :D Choć Volantowi chodziło raczej o rozrywanie pończoch w przenośni ;)

  • Nuse

    Lekki off-topic: Volant w jednym z tekstów wspomniałeś kiedyś o planach napisania wpisu o umiejętnym mówieniu o swoich osiągnięciach jak i CV. Kiedy możemy się go spodziewać?

  • Tianzi

    Ten fragment z arabskimi kobietami jest trochę jak powiedzenie, że w niewolnictwie było dobre to, że się pracownik starał dla pana, a teraz panie tego, to się obijają i myślą, że się wszystko należy. Nie wiem, w jakim stopniu Saudyjka się ‚musi’ stroić dla pana męża, ale a) jest to dla niej w zasadzie jedyna okazja, kiedy może b) jest zależna od swojego pana męża w stopniu, w jakim żadna polska kobieta nie jest zależna od partnera, więc tak, zabieganie o jego względy jest pewną formą konieczności życiowej.

    • Dot

      Podpisuję się pod tym w 100% :)

  • To może analogiczny przykład, gdzie faceci chodzą w burkach na co dzień, a w domach w garniturach, bądź koszulach i super skrojonych spodniach tylko dla swoich kobiet?

  • Ania

    Jasne, zgodzę się z tym. To moja zasada, aby starać się również dla męża, w domu. Z tym, że nie zawsze facet, to dostrzeże i doceni. Bynajmniej mój przypadek jest taki, że staram się, aby mój wygląd był nienaganny zarówno w domu, jak i poza nim. Natomiast mój mąż to typ, który nie mówi komplementów, nie dba o siebie i uwierz mi, w pewnej chwili i kobiecie odechciewa się starań. Czuje, że nie ma dla kogo.

    • Dot

      „To moja zasada, aby starać się również dla męża, w domu. Z tym, że nie zawsze facet, to dostrzeże i doceni.” No właśnie! My się staramy, co jakiś czas kupujemy nowe ubrania, seksowną bieliznę, pomalujemy się inaczej niż zawsze, a nasz partner i tak tego nie zauważa :/

  • Lenta

    Wychowaliśmy się na bajkach… Ale czy czujemy sens tej prawdy?
    Ci wszyscy, którzy poświęcają swoje życie pięknej idei zbudowania związku pewnie jeszcze nie czują. Związek to cudowna rzecz, ale nie mamy na jego kształt takiego wpływu jak nam się wydaje. Więcej dystansu do siebie.
    Przecież … szczęście żona­tego
    mężczyz­ny za­leży od ko­biet, których nie poślubił…:)

    • Dot

      „Związek to cudowna rzecz, ale nie mamy na jego kształt takiego wpływu jak nam się wydaje.” Pięknie napisane!

  • Valthard van der Sand

    Czasem jest o wiele gorzej niz w powyzszym wpisie.
    Czasem ktos sie zapuszcza (dotyczy to zreszta obojga plci) i uwaza ze chcialby to zmienic, ale nie daje rady, bo ciezko, bo nie ma czasu, bo to meczace. Ale chcialby i przynajmniej probuje.
    Ta gorsza opcja wystepuje wtedy, kiedy ludzie uznaja, ze „widzialy galy co braly” (kiedys taki tekst uslyszalem) i powinno sie ich zaakceptowac takimi jacy sa tzn. 10kg ciezszymi, nie czytajacymi juz prawie niczego i spedzajacymi wiekszosc czasu przez serialem w TV badz durna gra na FB. I kazda proba, zrwocenia uwagi, ze cos jest nie tak wiaze sie z wyrzutami, ze jak to – jesli sie kocha to sie akceptuje wszystko jak leci…
    Na szczescie, nikt nie jest dzisiaj zmuszony do bycia razem.

    • Robert

      Właśnie zapominamy i traktujemy jak byśmy zapomnieli że to się nie wydarzyło.

    • Dot

      Zgadzam się, również to zauważyłam.

  • Glinah

    Szkoda, że przeczytałem ten wpis tak późno. Przyda się na przyszłość. Dzięki!

  • Dot

    Jaki wspaniały wpis!! <3
    "Morał z tych bajek płynął taki, że wystarczy uwieść kogoś raz, a następnie można traktować drugą osobę jak trofeum zdobyte na zawsze." To właśnie nasz, ludzi, częsty błąd, że zazwyczaj kiedy już zdobędziemy coś, za czym długo goniliśmy, w pewnym momencie przestajemy się starać (lub nie robimy tego już aż tak często) i zakładamy, że ten związek będzie na długo, że utrzyma się sam, bez względu na to, czy będziemy robić coś wyjątkowego czy nie. Zapominamy o tym, że najpierw trzeba dać coś od siebie, żeby móc otrzymać; komplementy, miłe słowa, niespodzianki lub zrobienie czegoś, co lubi ukochana osoba schodzą na dalszy plan. A to właśnie te magiczne chwile przypominają nam o naszych uczuciach i tym, że kiedyś dokonaliśmy wyboru "chcę być właśnie z Tobą" i nadal ten wybór podtrzymujemy.

    Zapisuję ten tekst w ulubionych jako zasady, o których nie należy zapominać po kilku miesiącach/latach związku :)

  • Dot

    Pytanie jak długo + czy warto się starać, kiedy nie przynosi to żadnego efektu, a co gorsza, druga strona wcale się nie stara.

    Minął rok od tego komentarza, jesteście dalej razem czy jednak przeważyła decyzja o rozwodzie?

  • Dot

    Zawsze można ubrać się ładnie dla siebie :) Na mnie pomalowanie paznokci, zrobienie makijażu nawet kiedy jestem sama w domu działa pozytywnie. Od razu czuję się zadbana i poczucie samozadowolenia idzie w górę. Polecam spróbować :)

  • Pingback: Lifestyle'owe fotografie - martaguzowska.plmartaguzowska.pl - Lifestyle Blog()

  • Joanna T

    ” Jest takie powiedzenie, że każda kobieta chce jednocześnie domku z ogródkiem i przyciskania ust dłonią, rozrywania pończoch i wyginania pleców w łuk” serio, jest takie powiedzenie? ;) Nie słyszałam. Za to czytałam o podobnych fantazjach w innym Twoim wpisie ;) Zapewne masz na myśli rajstopy, bo pończoch nie ma raczej po co rozrywać – kończą się na udach.