Dlaczego mężczyźni nie lubią feminizmu?

Dlaczego mężczyźni nie lubią feminizmu?

Jakieś dwa tygodnie temu Sylwia Koladyńska zapytała, czy nie wypowiedziałbym się u niej na blogu na temat feminizmu. Na początku stwierdziłem, że nie ma sprawy, zwłaszcza, że jeszcze niedawno miałem u siebie tekst o tym, że jestem feministką. Ciężko znaleźć jakikolwiek feministyczny postulat, którego bym nie popierał, lub który w najgorszym wypadku nie jest mi pozytywnie obojętny. Nie zdarza mi się mówić: „Kobiety do garów!”, „Widać, że baba prowadziła”, „Skoro kobiety są równie zdolne, to dlaczego mają mniej Nobli?”, ani: „Feminizm kończy się tam gdzie trzeba wnieść lodówkę na trzecie piętro”, bo dwie słabe feministki i tak sobie z tym poradzą lepiej, niż jeden samiec alfa ociekający piwem i tłuszczem z golonki. Bez problemu łapię również to, że chodzi o równouprawnienie, czyli równe prawa kobiet i mężczyzn, przy czym te prawa nie zawsze występują w formie ustaw, ale bardzo często w normach społecznych, stereotypach i uprzedzeniach. To jest ok.

Tylko, że myśląc o tym, uświadomiłem sobie, że mam problem z feminizmem i jest to ten sam problem, który ma większość mężczyzn – w feminizmie nie chodzi już o równe prawa, chodzi o przywileje.

W książce Zimbardo „Gdzie ci mężczyźni?” (swoją drogą polecam całość), znajduje się wyjątkowo celna uwaga:

„Przed powstaniem ruchu kobiecego dziewczęta uczyły się, jak wiosłować rodzinną łodzią wyłącznie z prawej strony (wychowując dzieci), a chłopcy wyłącznie ze strony lewej (zarabiając pieniądze). Ruch kobiecy pomógł dziewczynom stać się kobietami, które mogą wiosłować po obu stronach. Brak analogicznego ruchu dla mężczyzn sprawił, że chłopcy zamieniają się w facetów, którzy potrafią wiosłować tylko ze strony lewej – wyłącznie zarabiać. W czym problem? (…) Łódka zaczyna kręcić się w kółko.”

Równe prawa rozwinęły się jednopłciowo. Kobiety są w XXI wieku, mężczyźni tam, gdzie byli zawsze. Kobiety zyskały, mężczyźni wzruszyli ramionami.

Jeszcze pięćdziesiąt lat temu oczekiwania wobec kobiet i mężczyzn były określone poprzez zestaw zachowań i umiejętności, które należało opanować. Mężczyzna musiał więc umieć zarabiać, obronić siebie i bliskich, być dżentelmenem i wpisywać się w szeroko rozumianą zaradność. Kobieta musiała być wierna, być dobrą matką i żoną, nauczyć się gotować, prać, prasować i wspierać męża.

Pięćdziesiąt lat później męskość wciąż jest skonstruowana wokół siły, a więc w domyślnej opcji facet musi ogarniać, a wszystko, czego nie da się zakwalifikować do szeroko rozumianej zaradności, jest byciem ofermą. Kobiecość jest skonstruowana wokół słabości, co oznacza, że w domyślnej opcji jest wrażliwa, delikatna, niezbyt zaradna i potrzebuje opieki.

Konsekwencją tego jest fakt, że męski świat jest ograniczony do słów „musisz” i „nie możesz”. Musisz być męski, zadbany, dobry w łóżku, zarabiać dużo, być dżentelmenem, umieć przyjebać, ale też być troskliwym… Nie możesz z kolei być słaby, płakać, nie radzić sobie i być wrażliwym. Nie ma tu za wiele wolności – jest tylko czarno-biały podział na rzeczy męskie i niemęskie.

Dla odmiany kobiecy świat od kilkudziesięciu lat składa się już z możliwości. Kobieta może uprawiać tyle seksu, ile chce, bo wtedy jest wyzwolona. Może nie uprawiać go w ogóle, bo nie jest taka, jak faceci, którym zależy tylko na seksie. Może zostać w domu i zajmować się dziećmi i raczej nikt nie powie o niej nic złego. Może pracować 70 godzin tygodniowo w korpo i ma do tego pełne prawo.

Kobiety mogą realizować się tak, jak chcą (albo nie robić tego w ogóle), ale nie istnieje inna społecznie akceptowana forma realizowania się jako facet, niż koszenie hajsu, bzykanie na potęgę i rządzenie żelazną ręką, bo bycie gamerem to nie praca, a facet z mopem może jest modny, ale seks z nim jest jednak gorszy, niż z konkretnym samcem.

Mężczyzna albo realizuje się jako facet, albo nie zasługuje na nazywanie się facetem. Kobieta może nie robić ze swoim życiem nic, poza malowaniem paznokci i przeglądaniem fejsa i to wciąż będzie ok, bo ma do tego prawo. Może też budować karierę, wyplatać koszyki albo się rozwijać i wtedy jest fajna i zaradna. Mężczyzna może tylko mieć cel podboju świata, ale wtedy nie jest super – wtedy robi tylko to, co do niego należy. Wszystko co kobieta robi, jest na plus. Facet robi tylko to, co dla niego należy. Najwyższy poziom uznania dla faceta to stwierdzenie: „O! I to jest prawdziwy facet!”.

Kobieta, która wykonuje męski zawód jest odważna i walczy ze stereotypami. Mężczyzna będący pielęgniarzem nie walczy z nikim. Jest pizdą, a przecież mógłby być bankierem, prawnikiem albo chociaż oficerem. Równe prawa?

O kobietach w wojsku bez problemu można zrobić poważny film biograficzny stawiający je na piedestale. O mężczyznach zajmujących się domem, robi się komedie.

Mężczyzna po studiach mieszkający z rodzicami to maminsynek. Kobieta albo jest w takiej sytuacji troskliwą córką albo po prostu nie ma możliwości, żeby się wyprowadzić i to jest ok.

Łatwiej powiedzieć, że jest kryzys męskości, a wszyscy faceci to „pizdy” i „siury”, niż zrobić to o kobietach, bo wtedy nikt nie oburzy się na to w ogólnopolskich mediach nazywając to seksizmem.

Kobiece organizacje powstają, jak grzyby po deszczu. Przedsiębiorczość i sukces jest kobietą. Śląsk czy Białystok są kobiece. Nie ma w tym nic złego pod warunkiem, że idzie to w obie strony, ale nie wyobrażam sobie, że ktoś założyłby organizację Męski Śląsk, w której udział braliby wyłącznie mężczyźni, a środowisko kobiecych aktywistek wzięło przykład z kierowcy autobusu i zaczęło klaskać na stojąco.

Przeciwnie – kobiety uczestniczące w takiej działalności określa się, jako te, które chcą się rozwijać i poprawiać jakość swojego życia. W analogicznej sytuacji o mężczyznach nie słyszałem, że chcą się rozwijać, ale że mają problemy, sami sobie nie radzą i potrzebują jakiegoś wspomagającego gej kółka.

Kobieta, która uprawia seks z kim chce, już nie jest godna pogardy – jest wyzwolona. Za to facet, który to robi jest niedojrzały i „nie dorósł do założenia rodziny”. Pff.

Opieka nad dziećmi jest wciąż znacznie częściej przyznawana kobietom, nawet jeśli na to nie zasługują, a nie jest tak, że rola ojca jest mniejsza, niż rola matki. Czy myślenie, że mężczyzna gorzej zajmie się dziećmi, niż matka, to nie jest obrzydliwy i podły stereotyp?

Kobiety walczą o to, żeby przestano traktować je stereotypowo, a jednocześnie same stereotypowo traktują mężczyzn. Czy są obszary życia, w których kobiety są dyskryminowane? Na pewno. Ale z pewnością są też takie, w których dyskryminowani są mężczyźni.

Wiem, że ciężko spojrzeć na jakieś zjawisko z drugiej strony, ale spróbuj – przestanie ciebie dziwić dlaczego mężczyźni uważają, że kobiety są roszczeniowe, żonglują feminizmem tylko dla swoich korzyści, wymagają jednocześnie równości i specjalnego traktowania, a efektem tego jest tylko to, że w kolumnie o nazwie „Mężczyźni” zapisuje się coraz większą ilość czynności typu „musisz”, chociaż nie idą za tym lustrzane konsekwencje w rubryce „Kobiety”.

Feminizm w takiej formie, w jakiej istnieje, pożera swój własny ogon, bo już nie ma związku z równymi prawami – służy przede wszystkim zyskiwaniu przywilejów kosztem mężczyzn. Jestem wykształcony, mieszkam w dużym mieście, zarabiam pięciocyfrowe kwoty miesięcznie i w moim otoczeniu nie ma mężczyzn, którzy uważają, że dziewczyna zakładająca krótką spódniczkę sama prosi się o molestowanie albo, że kobiety słusznie zarabiają 75 centów na każdego dolara zarabianego przez mężczyznę. Patologią jest natomiast to, że wciąż wokół mnie są kobiety, teoretycznie na tym samym poziomie, które mimo to uważają, że to całkowicie normalne, że kobiety otrzymują prawo opieki nad dziećmi albo że zdradzający facet to świnia, a zdradzająca kobieta ma po prostu niezaspokojone przez mężczyznę potrzeby. Za zmianami światopoglądowymi dotyczącymi kobiet nie poszły żadne tego typu zmiany dotyczące mężczyzn.

Czy teraz naprawdę aż tak ciebie dziwi, że mężczyźni nie lubią feminizmu?

  • ciotka zła rada

    w trzecim wersie zamiast bym nie popierał masz bym nie popieram.

  • Magda Gawron

    Aleś pojechał. Trochę za bardzo.
    Wybuch organizacji kobiecych, kobiecych biznesów i tym podobnych to nic innego tylko nadrabianie dziury, która powstała w czasach, nazwijmy to, mniejszego zrównoważenia możliwości. Póki się to nie wyrówna, będzie tak jak piszesz, będziemy miały handicap, bo wy to, co my zaczynamy mieć, macie od dziesięcioleci.
    Dlaczego nie słyszałeś o męskich organizacjach, chociażby przedsiębiorczości? Bo ich nie ma. Panowie są przyzwyczajeni, że za robienie „od do” zostają docenieni i nikt niczego więcej nie oczekuje. Tak jak Zimbardo napisał – kobieta macha wiosłem z dwóch stron, czyli i pracuje, i sprząta, a mężczyzna umie tylko zarabiać. Feminizm was przeraża, bo wraz z równowagą dociera do was, że żeby było równo, to trzeba wykonać pracę. A wielozadaniowość zawsze będzie dla was abstrakcją, coś mi się wydaje. Chociaż znam wyjątki.

    Z tym sypianiem na prawo i lewo to już taki niepotrzebny stereotyp, nie popadajmy w skrajności bo traci na tym mimo wszystko interesująca teza.

    • Marcin

      Magda szczerze nie wiem czy się śmiać czy złożyć rękę na twarzy z popularnym tekstem facepalm. Handicap chyba nie rozumiesz tego słowa, feminizm także nie powinien do niego prowadzić.

      Męskie organizacje przedsiębiorczości – są istnieją. Jesteśmy przyzwyczajeni do „od do” ponieważ takie są prawa rynku, nikt tu nie płaci dodatkowej gotówki za dodatkową pracę. Robienie „od do” to bardzo duże zajęcie jeżeli kobieta posprząta dom będzie doceniona, jeśli mężczyzna posprząta dom będzie także doceniony, czy bardziej? to zależy od poglądów oceniającego. Tak samo ma się sytuacja z parkowaniem, nikt nie bije brawo mężczyźnie za parkowanie prostopadłe tyłem, zaś sam byłem światkiem jak 3 facetów biło brawo kobiecie co tak zaparkowała. I tu nie chodzi o przedrzeźnianie, a o to co kto ma w głowie.

      Bardzo mnie ujęła twoja wypowiedź „męzczyzna umie tylko zarabiać”, szkoda tylko że w samej Polsce ponad 20% mężczyzn mieszka samotnie, sugerujesz że jadą na mistycznej energii kosmosu i poklepywaniu po ramieniu: „świetnie stary”. Już nie wspomnę o tym, że bardzo duża część kobiet ma większy bałagan w pokoju po 3 dniach od ostatniego sprzątania niż mężczyzna po miesiącu.

      Facetów boli jedynie wstępywanie na ich pole, na mówienie im co mają robić, że mają sobie odebrać aby ktoś poczuł się lepiej. Kłopot w tym że faceci to istne bestie, które same między sobą się rozszarpują, a gdy między to wchodzi łagodna osóbka która chce im powiedzieć schowajcie pazury zróbcie mi miejsce, to się na nią rzucą! My na codzień walczymy o jak najlepszy byt dla siebie i ja osobiście nie ustąpiłbym wywalczonego przez siebie miejsca bo ktoś chce poczuć się lepiej mimo iż nie zawalczył o swoją pozycję ani trochu. Życie każdy ma takie samo, w wieku 20 lat każdy ma już mniej lub bardziej wywalczoną pozycję i idiotyzmem jest myśleć że ktoś odda ją w imię zasad.

      Dla przypomnienia od samego początku to faceci muszą wykonywać pracę, do 17 wieku kobieta nie musiała absolutnie nic. Mężczyźni nie są wielozadaniowi co nie znaczy że nie wykonują swojej pracy dobrze. Rozmawianie przez telefon i pisanie notatek jest wielozadaniowością którą każdy ogarnia, a mniej więcej taki poziom wielozadaniowości wystarczy aby prowadzić firmę. Wielozadaniowość jest mitem utrzymywanym przez kobiety, bo nigdy nie zajmujecie się dwiema rzeczami na raz. Prosty przykład: pilnowanie dziecka i nauka. W jednej chwili spoglądasz na dziecko w drugiej w książki to tylko robienie jednej czynności na przemian z drugą.

      • Piotrek

        „(…)do 17 wieku kobieta nie musiała absolutnie nic(…) – Serio? Jesteś pewien że w tym momencie nie pomyliłeś literatury pięknej z rzeczywistością?

        Inny artykuł o historii zależności między kobietami i mężczyznami. W dłuższej perspektywie i z mniej poważnym podejściem. No i dotycząca bardziej krajów zachodnich, ale ciągle ciekawa – http://markmanson.net/male-female-relations/

  • Valthard van der Sand

    Racja, tylko kto sie tym bedzie przejmowal?
    Dwa minusy to:
    - napychanie do glowy mlodych dziewczyn bzdur zwiazanych z feminizmem. (co bywa czasem zabawne)
    - duzo mniejsze prawa ojcow w kazdym przypadku zwiazanym z opieka nad dzieckiem – w sadach, z urlopami, etc ( co jest dosyc istotnym problemem, zwlaszcza w PL)

    To, ze maminsynek grajacy w gry jest slabym materialem na prawdziwego mezczyzne to nic nowego. To, ze korporacyjna hetera, rozpychajaca sie lokciami i sypiajaca z kim popadnie jest slabym materialem na prawdziwa kobiete to tez nic nowego.

    Niech sobie kazdy wybiera taki scenariusz zycia jak lubi i jako druga polowke szuka tego co potrzebuje. Wyzowlenie kobiet generalnie przynioslo wiecej mozliwosci mezczyznom, bo parcia na slub juz nie ma, wyzwolone kobiety ida do lozka jak malowane, czego wiecej potrzeba, w koncu mezczyzna moze sie zajac soba i swoimi potrzebami a nie caly czas lozyc na kobiete.
    Paradoksalnie, mimo tej calej aktywnosci feministek – nadal, tym razem na facetow znowu narzekaja one :)

  • Tesia

    Wszystko fajnie, tylko znowu ta liczba mnoga… o mężczyznach mówi się w pojedynczej, zaś kobiety w wszelkich analitycznych tekstach tworzą jakiś magiczny wspólnie myślący organizm. Klasyk.
    Mnie do szału doprowadza kwestia przyznawania praw rodzicielskich wyłącznie kobietom, uważam to za z gruntu niesprawiedliwe. Kwestia nierównego podziału urlopu rodzicielskiego to kolejny absurd. Ogarnięty pielęgniarz albo szkolny pedagog? Totalnie! Chciałabym ich widzieć więcej, chciałabym by faceci którzy czują powołanie do „żeńskich” zawodów nie mieli społecznych problemów z jego realizowaniem.

    I tak dalej. I piszę to zupełnie szczerze. Co teraz? Wrzucamy mnie do wora „wyjątek”? Obawiam sie że takich wyjątków jest tyle, co facetów którzy nie uważają że dziewczyna w mini sama się prosi o molestowanie.
    Mężczyźni nie lubią feminizmu bo feminizm wpieprza się z butami w „ich” zakres praw i obowiązków, a feministki są trudniejsze w obsłudze – słowem, dla nich nie ma z tego całego feminizmu profitów. Co tu lubić? To jest tak proste. Dorabianie teorii że feministki są same sobie winne bo „nie tak” korzystają z feministycznych poglądów, a w ogóle kobiety to są roszczeniowe i oczekują że należy im się wiecej to… cóż, dorabianie teorii. Deczko seksistowskie w dodatku;)

    • „Wszystko fajnie, tylko znowu ta liczba mnoga… o mężczyznach mówi się w pojedynczej, zaś kobiety w wszelkich analitycznych tekstach tworzą jakiś magiczny wspólnie myślący organizm. Klasyk.”

      Przeczytaj jakikolwiek tekst z cyklu „kryzys męskości”, a wtedy wróć i przeczytaj jeszcze raz swój komentarz.

      Jasne, że są wyjątki. Podejrzewam, że każdy to łapie bez pisania o tym :)

  • Zmiany światopoglądowe dot.mężczyzn również zachodzą.
    Facet, który świetnie zajmuje się dzieckiem i jest empatycznym partnerem dla swojej kokiety to nie pizda. To obecnie ideał mężczyzny. Jasne, musi te umiejętności połączyć ze znaną sobie rolą zarabiającego i silnego samca. I tu widzę największe wyzwanie dla mężczyzn w obecnych czasach. Kobiety z kolei też na wielu płaszczyznach godzą tradycyjne role z realizacją zawodową.
    Obydwie strony MOGĄ to robić, bo w XXI w. są takie możliwości i powszechne przyzwolenie. To w dużej mierze zasługa feminizmu, tego zdrowego, który koncentruje się wokół walki o równouprawnienie i z dyskryminacją kobiet (wiele innych twarzy feminizmu to po prostu jego karykatura). Mężczyźni również MOGĄ wchodzić w nowe dla siebie role nie tracąc przy tym męskości.
    Rozumiem że macie problem z agresywną formą feminizmu. Ale ona jest w dużym stopniu zbudowana na stereotypach. I o ile stereotypy można i trzeba atakować, o tyle istota równouprawnienia leży gdzie indziej.I żaden światły facet nie powinien jej kwestionować.

  • Anna

    Abstrahujac od merytoryki wpisu (bo musze sie nad tym dluzej zastanowic), chcialam zwrocic uwage na pewien blad jezykowy, ktory czesto popelniasz – zapewne nie wiedzac, ze to blad :)
    Stosujesz forme akcentowana (ciebie, tobie) zaimka osobowego w srodku zdania co jest niepoprawne, bo wystepuje ona na poczatku zdan, w srodku natomiast pojawia sie forma nieakcentowana (ci, ci). I stad, zamiast ”
    przestanie ciebie dziwić dlaczego”, powinno byc „przestanie cie dziwic”.
    Pewnie, ze jest to blad coraz bardziej popularny i na pewno sa wieksze, ale skoro mozna miec bezbledne teksty, to czemu nie? Mam wiec nadzieje, ze moja mala lekcja gramatyki sie przyda :)

  • Maya Koss

    Jestem feministką, popieram feminstki, lubię Cię. :-D

  • Rosemadder

    To prawda, że feminizm skupia się w dzisiejszych czasach na przywilejach, ale to dlatego, że dopiero od niedawna kobiety mają jakieś przywileje, wcześniej przywileje mieli sami mężczyźni. Mamy do czynienia z wybuchem organizacji kobiecych, ale pomyśl, jak długo na świecie istniały tylko i wyłącznie męskie organizacje! Mężczyźni są traktowani stereotypowo, ale kto stworzył te stereotypy? Faceci właśnie! Sami o sobie mówią, że „muszą” coś zrobić, bo robili to ich ojcowie, dziadowie itp. Nie myślą o tym, żeby się wyłamać, tylko sami stwierdzają, że coś „muszą”. To nie feminizm ponosi tutaj winę, tylko strach przed dążeniem do tego, co pragniemy robić, co dyktuje serce, bo inni sobie pomyślą, że ktoś jest niemęski. Właśnie z tego lęku powinni się wyleczyć faceci, z lęku o to, co pomyśli o nim otoczenie, co powiedzą inni, kumple, przyjaciele, rodzina, jak oświadczy, że np. zostanie nauczycielem przedszkolnym. Tak naprawdę trzeba mieć głęboko w nosie zdanie innych i myśleć o spełnieniu własnych marzeń, nawet jeżeli są nietypowe. Jestem nauczycielką wychowania przedszkolnego, pracuję w zawodzie już od ładnych paru lat i nie spotkałam żadnego mężczyzny, który byłby opiekunem w przedszkolu. To właśnie faceci uważają, że przedszkole to nie miejsce dla nich, kobiety byłyby zachwycone obecnością mężczyzny, zarówno matki, jak i nauczycielki. i nie ma się co dziwić, że kobieta wiosłuje z obu stron naraz, jak już się dorwała do lewego wiosła, to teraz chce się nacieszyć!

    • Valthard van der Sand

      Znam goscia, ktory pracowal w przedszkolu i nie jest gejem a wrecz przeciwnie. I rzeczywiscie kobiety byly nim zachwycone.
      „Musze” mowi masa osob niezaleznie od plci, glownie ci, ktorzy nie wiedza czego chca od zycia i w zwiazku z tym wlasnie musza. I wiekszosc mezczyzn woli meskie zawody nie dlatego bo jest to modne, tylko po prostu je wola. Wynika to z budowy, gospodarki hormonalnej i innych ewolucyjnie uwarunkowanych rzeczy.
      Problelem feministek jest to, ze uwazaja, ze one wiedza lepiej. Wiedza lepiej czego chca mezczyzni i wiedza lepiej czego chca kobiety. I zeby bylo smieszniej caly czas walcza o prawa kobiet a nie o rownouprawnienie wszystkich.

  • Kobiece organizacje i ruchy powstają by zrównoważyć panujący patriarchat. Po co męskie ruchy, skoro cała kultura jest ukształtowana na stereotypowo męskich wartościach typu dążenie do sukcesu, hierarchia pionowa itd.

  • Nikt nie zmienil swiata, chociaz wszyscy chcieli i nikt nie zmieni. Jak było na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Tworzenie iluzji ze strony kobiet jest tylko obrona przed prawda.

    • Dagmara Deborah

      Na początku był matriarchat ;)

      • Matriarchat – hipotetyczny[1] hierarchiczny ustrój społeczny i polityczny

        z rzeczywistoscia ma to nie wiele wspolnego ;]

      • Dagmara Deborah

        och, jaki Ty mądry. A teraz powiedz, dlaczego niby z rzeczywistością nie ma to nic wspólnego? Matriarchat w niektórych krajach był tysiące lat temu, na niektórych wyspach jest do tej pory.

      • Dziękuje. 1% ogółu można potraktować jako błąd statystyczny. Zresztą w przyrodzie znane są przypadki matriarchatu, wobec tego u ludzi będzie to kwestia uwarunkowań naturalnych. Rozumiem, że optujesz za Matriarchatem i masz go w DNA ?

    • TylerDurden

      Lepiej się tego nie dało podsumować

  • Jak dla mnie to w kwestii praw rodzicielskich jest to też dla kobiet krzywdzące, że to im w większości przypadków przypada opieka. Jestem za tym, żeby opieka była dzielona 50-50. Za dużo już widziałam lasek które się urabiają po łokcie, martwią, jeżdżą po lekarzach, nie śpią po nocach, a facet rzuci parę stów alimentów i idzie na dupy. Często kobiety same są sobie winne, bo chciały facetowi dopiec i w sądzie walczyły o minimalną ilość spotkań faceta z dzieckiem. A teraz nie wyrabiają na zakrętach. Ojciec też jest w życiu dziecka ważny i też powinien przy nim być. Więc póki obydwoje z rodziców nie mają poważnych problemów ze sobą, to zarówno matka jak i ojciec powinni tyle samo czasu z dzieckiem spędzać.

  • A ja się zgadzam z Tobą całkowicie. Szczególnie teraz, kiedy rozglądam się w kółko i widzę kobiety, które „są piękne bo są”, „kochają swoje ciało takim jakim jest” i „samorealizują się”. Podział na kobiety prawdziwe i nieprawdziwe, któremu z taką lubością przyklaskiwał nawet tak genialny człowiek jak Zbigniew Nienacki, gdzieś się już stracił. Teraz każda kobieta jest prawdziwa.
    Tymczasem mężczyźni zaczęli podlegać modom, modom na dany typ faceta, bo „w tym sezonie modni są brodaci”. Kobiety wciąż szukają owych mitycznych prawdziwych mężczyzn, którzy mają być konkretnie tacy i owacy, podczas gdy one mogą być takie, jakim im się podoba.
    Przykład na równouprawnienie dziś: zakładasz partię tylko dla kobiet – super idea! Zakładasz partię tylko dla mężczyzn – przejaw szowinizmu.

  • Chillout

    Facet jest tylko narzędziem rozrodczym, finansowym i wystawowym.
    Polki nie lubią facetów, a nawet dochodzę do wniosku, że oprócz siebie nikogo więcej.

  • O! To jest skuteczna synteza tego wszystkie co w facecie się gotuje gdy słyszy hasło „feminizm”. Dodałbym jeszcze jedno: ignorowanie cech biologicznych determinujących zachowanie. I nie mam tu na myśli tego, że kobiety są lepsze/gorsze bo mają macicę (bo równość moim zdaniem wynika z różnic między nami), tylko że my jako faceci mamy prawo inaczej patrzyć na świat niż kobiety i vice versa – ba tak już nas natura zaprogramowała.

    Ps. ciekawe czy w którymś kraju pełnomocnikiem ds. kobiet jest facet i czy gdzieś jest jego męski odpowiednik?

    • Better

      O właśnie, dobrze napisane. Bo ten feminizm to nie, ze mamy byc równi, bo chociaż nie wiem jak się postaram i będę miała talent to i tak w wiekszosci dyscyplin sportowych nie osiągne tego co faceci, a im się jakoś nie uda rodzić dzieci. Tylko o to, zeby to co nas otacza uwzgledniało potrzeby obu płci i tworzyło możliwości do bycia takim jakim każdy chce byc. Coraz częsciej mówi się nie o poełnomocnikach ds.praw kobiet, ale o pełenomocnikach ds. praw człowiek i to uwzględnia potrzeby i problemy obu płci, róznych ras itp.

  • Marcin

    Ja bym wszystko podsumował : „Kobieto, rób co chcesz. Mam to gdzieś, ale jak wejdziesz na moje „pole” mówiąc, że czegoś nie mogę to ci się oberwie”. Bo prawdą jest, że faceci mieli kiedyś więcej praw niż kobiety, ale dziś w większości cały ten feminizm walczy by zabrać mężczyznom ich prawa. Przykładowo:
    - Są feministki, które za ujmę uznają otworzenie przed nimi drzwi. Z drugiej strony facet ma prawo zachować się jak chce i równie dobrze może pierdyknąć tymi drzwiami przed ich nosem.
    - Są feministki, które walczą o to aby przy władzy było więcej kobiet, kłopot w tym że kobiet na świecie jest więcej niż mężczyzn,a więc logiczne jest że jeśli by kobiety głosowały na kobiety to byłaby ich większa ilość przy władzy.
    - Są feministki, które walczą wciąż z tym że kobiety otrzymują mniejsze pensje, już pominę tutaj szczegóły takie jak ryzyko zajścia w ciąże, przejmowanie się innymi rzeczami wpływającymi na jakość obowiązków itp. ale aż chce się przeklnąć do ch… kto je zmuszał do podpisywania takich umów o pracę. Jeśli nie zgadzam się na coś to się nie zgadzam, a nie: zgadzam się tylko po to aby krzyczeć później „my zarabiamy mniej!”.

    Ogólnie jako facet jestem skłonny powiedzieć, że ruch feministyczny to zbędna ideologia, na poziomie „Latającego potwora spagetti”, jednak jak się tak bliżej przyjrzeć za wszystkim stoją pieniądze, a skoro są osoby skłonne płacić kilkunastu kobietom sporą kasę aby wmawiały wszystkim że szanse nadal nie są wyrównane to ruch istnieje.

    • Better

      Zbedna ideologia? Mówisz, że są równe prawa – nie, nie są. Ojciec nie ma takiego samego prawa do dziecka jak matka i widać to wszędzie. Nawet prawo mamy tak skonstruowane, że urlop rodzicielski jest pochodną urlopu macierzyńskiego. Nie mamy równych praw, bo pomimo, że z dziewczynką można współżyć leganie jak skończy 15 lat, to nie może ona bez zgody rodziców kupić tabletek antykoncepcyjnych (lekarz może jej tego odmówic) czyli decydować o własnym zdrowiu.
      Faceci nie mają takiego problemu.
      Jak kobieta porzuci dziecko to ona odpowiada za to przed sądem, ale nikt nie pyta gdzie był wtedy ojciec.
      Nie mamy równych praw, bo o gwałtach sie mówi coraz częściej, ale o tym, że mężczyzna też moze byc ofiarą ( bo np zgwałci go inny mężczyczna) to już w sie nie wspomina. A co zrobiłbyś jakby Ciebie to spotkało?
      I takich przypadków w których można pokazać, że tych praw równych nie ma można mnożyć.

      Zawsze można powiedzieć, ze przecież można czegoś nie podpisać, nie zrobic i tak w ogóle to siedzieć w domu i się nie ruszać, no ale nie o to nam chodzi przecież.

      • Marcin

        Better tylko że nie wiele feministek interesuje się losem mężczyzn, gdyby ruch ten był nastawiony na wyrównywanie praw to nie nazwany byłby przydomkiem kobiecym.
        Ojciec ma takie samo prawo do dziecka – to że sądy przyznają je kobietom oznacza iż ktoś tak zdecydował, prawa są równe. Nie można nakazać odgórnie 1/2 dzieci ma trafić do mężczyzn, bo załóżmy aktualny wynik dla sędziego to 5 dzieci dla kobiet, 4 dla mężczyzn więc teraz ma przymus oddania dziecka mężczyźnie, a tu trafia się pijak i gwałciciel. Prawo jest równe, gdyby tak nie było nie byłoby spraw w sądzie.

        Co do współżycia z 15 latką, poczytaj o tabletkach antykoncepcyjnych nie są one obojętne nawet dla kobiety z ustabilizowanym cyklem. Bardzo niewiele tabletek też będzie skutecznych kiedy u 15 latki cykl trwa raz dwa tygodnie a raz półtorej miesiąca. Po za tym, tak nawet za młodego chłopaka 15 letniego decydują rodzice, przypominam że pełnoletniość jest od 18 roku życia. To że można kupić prezerwatywę oznacza tylko tyle, że jest ona całkowicie obojętna dla organizmu (poza nielicznymi wyjątkami ), prezerwatywa nie jest tylko metodą antykoncepcyjną mężczyzn – jak każda inna jest metodą antykoncepcyjną, co oznacza że obie strony się chronią.

        Jesli kobieta jest samotna to czemu facet miałby za nią odpowiadać. Załóżmy nie ma pracy, wyjeżdżasz za granicę, w tym czasie twoja kobieta porzuca wasze dziecko, czy miałbyś za to odpowiadać? Po części jesteś odpowiedzialny, ale to ty robiłeś wszystko aby to dziecko mogło żyć. Jeżeli oboje rodziców się zdecyduje na porzucenie, odpowiadają oboje!

        O gwałtach mówi się coraz częściej bo to faceci idioci znaleźli argument „sama się prosiła”, co trzeba nagłośnić. W prawie nie ma rozkładu na to kto gwałci i którą płeć.

        Prawo jest równe, jego interpretacja czasem nie. Myślę, że zdrowo myślący facet i kobieta, którzy skończą studia już nie mają poglądów że któraś płeć ma być gorsza, a takie osoby stanowią prawo i sądzą innych.

      • Better

        Nie, prawo nie jest równe. To, że 15 latek również za siebie nie odpowaida to jest jasne, ale nie zachodzi w ciąże, a to duża różnica. Jesli już ktoś przyjął, ze można współżyc leganie z 15latką to też powinien jej dać gwarancję decydowania o swoim ciele i zdrowiu. Tak robią to bardziej cywilizowane kraje. Prezerwatywe jednak uzywa facet. Tabletki nie są obojętne dla zdrowia, ale lepsze niż aborcja w podziemiu czy niechciana ciąża. Może przeczytaj jeszcze raz co napisałam, albo może jakis niezły artykuł prawniczki na ten temat i to naprawdę tak nie działa w systemie prawnym. „Sama się prosiła” to argument który wynika z kolizji przepisów prawnych stąd taka def. sytuacji. Mogę opisać każdy case oddzielnie, zeby było to bardziej zrozumiałe, tylko na tym blogu jestem gościem i nie mogę dominowac dyskusji :)
        A i jasne, zę ruch jest kobiecy bo to nadal na świecie przede wszystkim kobiety są bite, gwałcone przymuszane do róznych społecznie akceptowanych ról. Tylko że w konsekwencji ma pozwolić na realizację swoich potrzeb każdemu i tyle.

        Ja mówię o prawach męzczyzn, gejów, lesbijek itp. przy okazji dyskusji o feminizmie.

    • Ann Traceur

      Ha, tekst o otwieraniu drzwi jest śmieszny. Ile spotkałeś kobiet które to obraziło? Ile razy cię za to objechały? 1 raz? ? ile razy (załóżmy np, że bujasz się na krześle) ktoś powiedział ci żebyś tego nie robił i ty nagle wziąłeś sobie to do serca? jak człowiek jest cipą, to będzie się takimi pierdołami przejmował. Po co robić wielkie halo, można przecież powiedzieć że otwieranie drzwi to twoje hobby i pójść sobie dalej. Chyba że jesteś zawiedziony bo oczekujesz pokłonów i słów uznania- no cóż różni ludzie doceniają różne rzeczy. A, i jeśli szukasz pracy a masz niewiele do zaoferowania na rynku to możesz sobie przebierać i wybrzydzać jak piszesz, tym bardziej że 3/4 ofert pracy jest mniej korzystna dla płci żeńskiej? Co mają zrobić w takiej sytuacji młode matki? No bo widzisz, ktoś te dzieci rodzić musi żeby na emeryturę pracowały. Czy twoje czy czyjeś, czy ciąża, czy rodzicielski czy praca, kobiety powinny zarabiać tyle samo co mężczyźni, bo za dodatkowy etat- rodzenie i wychowanie-nikt im nie płaci, a pieniądze zarabiane przez te dzieci idą równo w przyszłości do kobiet i mężczyzn. Pracodawca jest tu stratny jak zatrudni kobietę i o tym wie i wykorzystuje to. Rozwiązaniem równouprawnienia byłyby wypłaty jakie dzieci daja matce za rodzenie, a za wychowywanie-tej osobie która wychowywała- „emeryturę”. Każdy zarabiałby tyle na ile zasługuje i kobiety nie musiałyby narzekać że mniej zarabiają. Ale to jest bez serca i strasznie materialistyczne, nie? Ale najwyraźniej to, albo feminizm, którą opcję wolisz?

      • Marcin

        Otwieranie drzwi to przenośnia, dziwne że tego nie załapałaś i poświęciłaś na to pół swojego postu. Później o pracy nie bardzo rozumiem, bo wspominasz że niewiele do zaoferowania i o przebieraniu. W mojej branży kobiet jest niewiele, niektóre zarabiają więcej inne mniej, moja branża jest taka że w jednej firmie jedna osoba może mieć 10 tyś na rękę a inna minimalną krajową gdyż bardzo łatwo o ocenienie umiejętności jeśli ktoś wie jak to robić. I też nikt nikogo nie zmusza do podpisywania umowy. Pracodawca jest stratny na tym że nie może przewidzieć kiedy w życiu kobiety wypadnie gorszy okres, kiedy ma miesiąc na wykonanie czegoś a 1/4 zespołu ma problemy rodzinne i nie potrafi tego oddzielić od pracy to jest stratny o to mi chodzi. O tym że rodzina bardzo wpływa na kobiety zauważyłem w technikum, kiedy to problemy z chłopakami przekładały się na oceny, później na studiach i teraz w pracy z nimi jak i dla nich. Nie mówię, że nie ma wyjątków, ale jest to dostrzegalne. Jeśli chodzi o okres wychowawczy to rząd płaci, więc nie tutaj nie jest pracodawca stratny po za tym że musi etat uzupełnić. Osobiście dałbym kobietom jak to Cezary Pazura w skeczu powiedział, nawet więcej niż mężczyznom niech sobie kupują co zechcą, lecz prawa rynkowe to liczby bez emocji. Kobiety wykonują (nie mówię tutaj o tych samych etatach a ogólnie) najczęściej prace, które nie wymagają z punktu widzenia mężczyzn ogromnego wysiłku, zaś z punktu widzenia kobiet jest on dość spory. Przykładem jest tutaj np. recepcja, kobiety narzucają sobie że mają być śliczne, uśmiechnięte i wiedzieć wszystko, zaś jeśli ktoś spotkał kilku facetów na recepcji to wygląda to tak: „-Do kogo? -XXXX – Czekaj sprawdzę” po czym sprawdza w liście lub na kompie pokój i mówi. Dla mężczyzny liczy się informacja nie jak zostanie przekazana.
        Jeśli chodzi o etaty te same, też spotkałem kobietę, która nie słysząc pochwał od szefostwa (prawda robiła więcej niż my przy tym projekcie) bardzo szybko obniżyła loty (pod koniec nawet sabotowała projekt). Wg. mnie bardzo długo można by rozmawiać dlaczego kobietom płaci się mniej, ja osobiście płaciłbym mniej lub nie zatrudniał wcale gdyż dla mnie obsługa „pod sobą” mężczyzn wymaga mniej wysiłku, jednak jak i do tego chcesz się doczepić to od razu wyjaśniam, jeśli widziałbym że zasługuje ona na więcej to bym jej to więcej dał. Mam koleżanki które uważają, że szef nie da im podwyżki bo by spowodował niesmaki w grupie bo jak to kobieta zarabiająca najwięcej w zespole, może coś w tym jest, choć nie widziałem to w takim wypadku serio jest problem. Rodziny dostają becikowe -> wypłata za rodzenie, nie wiem jak u ciebie w rodzinie, ale ja mieszkając z rodzicami codziennie w czymś pomagałem. Zapominasz, że mężczyzna także pomaga w wychowywaniu. I tutaj podobnie jak z recepcją, kobiety uważają że dziecku potrzebna jest opieka, bliskość i przedkładają to nad zdobywanie środków do życia, mężczyźni (nie wiem na ile mogę się tu wypowiadać za wszystkich, ale niech będzie) bardziej wolą pierw zapewnić dobrobyt, a następnie skupić się na zabawach. Osobiście bardzo lubię bawić się z dziećmi, może nie do końca dorosłem ;) ale mając do wyboru uśmiech dziecka a zapewnienie mu tego co potrzebuje, wybrałbym to drugie. Kobiety rzadko wybierają drugie o czym świadczy skala zwolnień po okresie wychowawczym i nikt mi nie wmówi, że to tylko decyzja pracodawcy, bo przed porodem jakoś był zdecydowany na taką pracownicę.

        Ja nie wybieram żadnej opcji, dla mnie ten ruch jest tak sztuczny i nie potrzebny że dziwie się że nie zniknął po dwóch miesiącach. Uważam, że każdy powinien otrzymywać to na co zasługuje. Jednak nigdy nie będzie to równość, kobiety potrzebują czegoś innego niż mężczyźni. A i same kobiety/mężczyźni różnią się między sobą.

  • TylerDurden

    Volant jak zwykle ujął to genialnie a poematy wypisywane przez panie pod tym wpisem świadczą, że jednak poczuły się mniej lub bardziej oburzone. Jest to wszystko śmieszne. Moim zdaniem pewnym panią na pewnym etapie życia ktoś wpoił chore myślenie do głowy, że jej się należy, że facet powinien być taki i taki i taki i jeszcze taki a Ty masz wyglądać, ubierać się, pstrykać sobie fotki. Wiemy nie od dziś, że kobiety żyją w swoich iluzjach i kochają się usprawiedliwiać stąd chociażby „zdradzająca kobieta ma niezaspokojone przez mężczyznę potrzeby a zdradzający facet to świnia”. Na to po prostu trzeba przymknąć oko i się uśmiechnąć pod nosem bo taka natura kobiet. Tak naprawdę od zarania dziejów to facet jest głową rodziny, to facet jest stroną dominującą, taka jest natura tak po prostu jest i nie można czegoś na siłę zmieniać. Feminizm to jedna wielka abstrakcja, słysząc to hasło czuję się jakby małe dziecko krzyczało mi do ucha, że chce kupić tamte zabawki a wtedy tylko się uśmiecham i wychodzę ;)

  • Ewa Janikowska

    Są też i kobiety, które nie lubią feminizmu. Wręcz uważają, że jest szkodliwy. Masz słuszne spostrzeżenia, ale jak dla mnie i tak łagodnie podszedłeś do tematu. Co do różnicy w zarobkach – proponuję googlać „wage gap myth debunked”, może doprowadzi Cię to do ciekawszych materiałów i bardziej „niepoprawnych politycznie” analiz sytuacji. Warto na takie tematy patrzeć krytycznym okiem i nie łykać bezmyślnie „niebieskiej pigułki” :)

  • Czarn@

    Volant dzwoń na policję bo chyba ktoś na konto Ci się włamał i pieprzy jak biedny chłopiec, którego olśniło nagle, że poza zarabianiem pieniędzy i spłodzeniem dzieci można wykonywać też inne czynności związane np.z pracą w domu. Cholera jasna faceci wymagają od kobiet nienagannego wyglądu, dobrej pracy, tego żeby dziećmi i domem umiała się zająć, miała pasje, rozwijała się a w łóżku była jak Sasha G. ale jak kobiety wymagają to już jest to jakiś przejaw nadmiernego feminizmu? Wiesz jak spotykam mężczyzn, którzy mają teoretycznie „damskie” zajęcie, to wiesz kto ich wyśmiewa? inni mężczyźni! to oni się z tego nabijają, uważają że to niemęski. w swoim kręgu mam jedną koleżankę, która uważa podobnie. „Kobieta, która uprawia seks z kim chce, już nie jest godna pogardy –
    jest wyzwolona. Za to facet, który to robi jest niedojrzały i „nie
    dorósł do założenia rodziny” problem polega chyba jedynie w tym, że faceci rzadko mówią, że chcą tylko sexu. Bajerują, okłamują i dlatego są takie kwiatki później. To z czym się zgodzę to to, że opieka nad dziećmi jest na wyrost zazwyczaj przyznawana matkom.

    „Mężczyzna albo realizuje się jako facet, albo nie zasługuje na nazywanie
    się facetem. Kobieta może nie robić ze swoim życiem nic, poza
    malowaniem paznokci i przeglądaniem fejsa i to wciąż będzie ok, bo ma do
    tego prawo.” serio? i co o takiej kobiecie się mówi? że można ją tylko bzyknąć i tyle. czytam Cię od dawna ale takiej frustracji we wszystkich tekstach razem wziętych nie widziałam. ocenianie i porównywani z góry tak naprawę jest niefajne. niech każdy, bez względu na płeć żyje i realizuje się jak chce i tyle. bo można znaleźć przykłady gdzie jak facet coś zrobi jest uprzywilejowany/doceniany a o kobiecie powie się jedynie „robi to co do kobiety należy”. tylko pytanie po co się tak licytować

  • Volant, chyba potrzebujesz okulisty :D Za zmianami w myśleniu kobiet/o kobietach poszły też mocno zmiany dot. panów, nie ma tak że dzierżycie przywilej stałej i niezmiennej.
    Nawet głupie stereotypy się zmieniają.
    Każda grupa jest gdzieś dyskryminowana, i nie wyobrażam sobie naszego świata bez tego. Nie wytrzymaliśmy sami ze sobą, kochamy stereotypy, żyjemy dzięki nim w takiej komfortowej bańce, ty także :) W końcu – stereotypowo – jak każdy facet – narzekasz na kobiety (czy ich sposób myślenia).
    I czemu to zawdzięczasz? :D

  • ola

    Jestem zdecydowanie za równouprawnieniem : w wychowywaniu dzieci , podziału domowych obowiązków, wykonywaniem zawodu (ktory moim zdaniem zależy od charakteru, a nie płci) uprawianie niezobowiązującego sexu ( chociaż mimo wszystko faceci sa wtedy Ci fajny a kobiety te łatwe … – dyskryminacja ;) ) przy zdradzie – też nie ma znaczenia ( facet – skurwysyn a laska – dziwka) kobiece organizacje? kiedyś było kółko gospodyń… ;) kazdy, niezaleznie od płci chce o coś walczyć, gdzieś sie wykazać, a czy jest to kółko różańcowe, związki zawodowe, strajkowe czy walka o krzyż to kwestia idei… jedyne co mnie drażni to jak widzę parę gdzie ona niesie te ciężkie zakupy, on jej nawet nie otworzy drzwi i inne małe gesty gdzie mimo wszystko mężczyzna powinien wykazać się nienagannymi manierami ,a kobieta być poprostu kobieca :)

  • Łukasz

    Wszystko spoko, ale niektóre rzeczy to są bardzo jednopłciowe i należy je wykonywać starannie :D

  • Łukasz

    Wszystko spoko, ale niektóre rzeczy to są bardzo jednopłciowe i należy je wykonywać starannie :D

  • Myślę, że powinno to iść w dwie strony, ale panowie, my to wywalczyłyśmy, teraz wy walczcie.

    • Valthard van der Sand

      O co walczyc? Poza nierownym traktowaniem w sadach w sprawach o dziecko – o co wlka ojcow juz jest rozpoczeta – nie ma zadnych innych powodow.
      Parytety sie nie utrzymaja, a nawet jesli to i tak sa tylko niewielkim skrzywieniem rzeczywistosci.
      Kobiety sobie same strzelaja w stope – mezczyzni nie przejmuja sie modami, opinia spoleczna, etc. A jesli sie przejmuja, tzn, zasluguja na taki los jaki im zgotowano

      • nierówne traktowanie? śmiechu warte. jeśli i ojciec i matka równo się przykładają do wychowania dziecka, a nie tylko kobieta je wychowuje, to traktowanie będzie równe. mój chłopak ma dziecko i choć podział opieki jest równy – córka spędza tyle samo czasu z tatą, co z mamą, to jednak to on ma decydującą władzę

  • wisznu

    Widzę, że trafiłes w czuły punkt.

    A dopowiem, że ostatnio trafilem na genialne opowiadanie Rafala Kosika „Nowi Ludzie” (w zbiorze opowiadań pod tym samym tytułem), który pokazuje w jakim kierunku zmierza nasz świat, gdzie dyskryminacja w pełni sprawnych mężczyzn jest „pozytywna”.
    Naprawde polecam, autor to chyba jakiś prorok – przewidział nawet to, że jak faministka zostanie ministrem, to każe się tytułowac „ministrą”

  • Ann Traceur

    A kobieta MUSI -od czasów powojennych, gdy ONI razem chcą mieć dzieci-
    zajmować się dziećmi i iść do pracy , bo nie dostanie emerytury, i łachy
    tu nikomu nie robi. I to musi nie jest w cudzysłowie, także nie wiem
    czym się rajcujesz powyżej, bo żeby było równouprawnienie, czasami to
    „musi” musi wykonać facet. Dzieci się same sobą nie zajmą a raczej nie
    powinny zdychać z głodu jak mamusia w pracy. Nie zgodzę się z twoim
    stwierdzeniem że kobieta ma mniej „musi” w życiu, popatrz na stereotyp
    dobra/zła matka i to jak faceci próbują ingerować w to co kobieta chce
    zrobic ze swoim ciałem. Rodzenie i wychowanie dzieci to najcięższa praca
    na świecie, dlatego nie wiem czemu mamy nie mieć taryfy ulgowej-a nie
    niższych wypłat czy gorszych warunków zatrudnienia- i kilka przywilei w
    życiu. Kobieta wbrew pozorom płaci najwięcej za posiadanie dziecka i
    nikt jej tego nawet nie próbuje kompensować-bo ona w końcu musi.

  • zwracanie uwagi, jak to faceci mają źle i jacy są teraz biedni, to tylko problem zastępczy – może w tekście brzmi to faktycznie jak tragedia, w prawdziwym życiu to jednak wciąż kobiety mają bardziej przesrane… a że mogą realizować się w wielu rolach? bullshit! nie mogą, tylko muszą! oczekiwania wobec kobiet są tak sprzeczne, że kobiety nigdy nie są wystarczająco dobre…. niestety, bardzo spłycasz problem równouprawnienia, które bardzo często wciąż istnieje tylko w teorii… zresztą z tymi facetami też demonizujesz, tak mi się wydaje… gdy byłam dzieckiem, to moja mama pracowała, a tato siedział z nami w domu (ze mną i dwójką mojego rodzeństwa) i nikt nie mówił, że pizda, że niezaradny itp., a to były lata 90, gdy taka postawa była na maksa rzadka, więc taka łatka tym bardziej powinna chyba do niego przylgnąć. z moich obserwacji wynika, że właśnie często jak facet zrobi coś, co jest stereotypowo przypisane kobiecie, to nagle jest wow, np. gdy stara się mniej pracować, by więcej czasu spędzać z dzieckiem – wow, jaki dobry ojciec! jeśli robi tak kobieta – pfff, kura domowa!

    • Wojtek

      Bez sensu jest mówienie kto ma gorzej. Bo z Twojej perspektywy, kobiety mają gorzej. Mógłbym lekką ręką wymienić argumenty czemu z mojego – męskiego punktu widzenia mężczyźni mają gorzej. Tylko pytanie po co? Wszystko bym raczej sprowadził do kwestii personalnych. Są faceci strasznie nieogarnięci i są ogarnięci. To samo dotyczy kobiet. I w zasadzie widzę, że osoby (kobiety i mężczyźni), które nie zaprzątają sobie głowy rozmyślaniem „kto ma lepiej, a kto gorzej” wychodzą na tym najlepiej :) Po co ta wojna płci?

      • to nie żadna wojna płci i wcale nie chce mi się wykłócać, kto ma gorzej, po prostu skomentowałam wpis i tyle. zwyczajnie uważam za śmiechu warte zwracanie uwagi, że faceci też nie mają za fajnie podczas gdy w wielu aspektach równouprawnienie to wciąż tylko pusty frazes (i nie, nie personalnie, ale w ogólnym rozrachunku).

  • Ana

    Bo feminizm, który znamy, a przynajmniej ten, który wciskają nam media, chyba za bardzo odszedł od dobrych ideałów. W kierunku ślepego „bo nam się należy” zamiast owego ideowego równouprawnienia, które zauważa obie strony medalu. Przynajmniej ja często mam takie wrażenie. Niestety.

  • Monika

    Po przeczytaniu tekstu mam wątpliwości, czy aby na pewno jest tak jak piszesz. Popatrz na to z innej strony, świetny tekst Kamili Rowińskiej

    : „Na długo w pamięci pozostaną mi słowa które ze sceny wypowiedział Les Brown „Czyjaś opinia na Twój temat wcale nie oznacza prawdy o Tobie”

    Nikt tak często, surowo i wielowątkowo nie jest poddawany ocenie jak kobieta. Niemal na każdym polu, cokolwiek zrobi może się spotkać z krytyką otoczenia. Począwszy od wyglądu na zachowaniach kończąc. Kiedy mężczyzna jest ledwie urodziwszy od diabła mówi się o nim, że jest interesujący, ewentualnie, że może nie jest najprzystojniejszy, ale za to dobry z niego człowiek. Niewielu panów przypomina amantów z reklam najbardziej markowych garniturów, mimo to mało kto pozwala sobie pod ich adresem na komentarze dotyczące rozmiaru ich ramion, klatki piersiowej, tego ile tłuszczu mają w okolicy pasa. Natomiast, kiedy kobieta swoją aparycją odbiega od tej pani widzianej i wyretuszowanej w reklamie bielizny, niemal od razu jest powód aby ją o tym poinformować. Że biodra za szerokie, za wąskie, że brzuch nie wystarczająco płaski, pośladki obwisłe, piersi nie takie (za duże, za małe, za szeroko rozstawione, w złym kształcie lub nawet brodawki za duże, za ciemne, za małe). Palce koślawe, usta zbyt małe, powieki opadnięte, rzęsy za krótkie, włosy za puszyste, za cienkie… Brwi jakieś takie zbyt odstające, kości policzkowe zbyt wyraziste (za co notorycznie „dostaje się” Hannie Lis). „Oczy wyłupiaste i ogólnie wygląda jak wieszak” to można przeczytać o Miss – pięknej, Anecie Kręglickiej. Nos garbaty zarzuca się Justynie Steczkowskiej, której niemal każda część ciała, zachwyca. Ten nos jednak daje wielu osobom powód do tego aby parsknąć śmiechem, gdy ktoś inny powie o niej, że to piękna kobieta. Cokolwiek kobieta zrobi w kwestii wyglądu, zawsze znajdzie się grono ludzi, które poinformuje ją, że nie wygląda wystarczająco dobrze.

    Trudno jest każdemu dogodzić i nawet nie warto próbować. Kobiety jednak podejmują tą próbę i wiele z nich wciąż czuje się winne, że nie wyglądają „idealnie”. Cokolwiek to słowo znaczy.

    Równie często jak wygląd komentowana i oceniana jest rola kobiety jako żony i pani domu. Czy ciasto na przyjęciu podane to domowej roboty czy kupne? Bo jak kupne, to pewnie z tej kobiety jakieś beztalencie. Czy w domu jest wysprzątane, wyprasowane i czy dzieci mają idealnie ułożone zabawki? Jeśli kobieta nie sprząta sama to zapewne „leniwa kwoka”, która nie radzi sobie z prowadzeniem domu. To nieważne, że pracuje tyle samo godzin dziennie ile jej mąż. Jest złą żoną i tyle. Co będzie gdy jednak zdecyduje się samodzielnie sprzątać i gotować? Wtedy znajdą się Ci, którzy jej powiedzą, że jest „kurą domową”. Niezależnie od tego co wybierze, znajdzie się ten, który powie, że wybrała źle. Mężczyznę mało kto będzie rozliczał z tego, czy kładł kafelki w łazience samodzielnie czy też zrobił to za niego wynajęty fachowiec. Nawet fakt wymiany żarówki w samochodzie w serwisie zamiast w garażu nie będzie powodował tylu komentarzy, co zamówienie przez kobietę pierogów na wynos, zamiast samodzielnego ich klejenia.

    Kobieta jako szef lub przedsiębiorca będzie oceniana równie często i surowo. Jeśli będzie stanowcza i ukierunkowana w swoich działaniach na realizacje celu usłyszy, że jest „babo-chłopem” albo „zimną suką”. O mężczyźnie powie się, że jest charyzmatyczny i wymagający. Taki rasowy przedsiębiorca. Gdy kobieta będzie wyrozumiała dla współpracowników uzna się ją za niezdolną do budowania swojego autorytetu, mężczyznę zaś za empatycznego o wyjątkowym poziomie inteligencji emocjonalnej.

    Mężczyzna krzątający się po kuchni to zasługujący na podziw przypadek reprezentujący męskość i zaradność jednocześnie. Mało tego! Zapewne, potrawa, którą ugotuje będzie pyszna, bo „mężczyzna gotuje z pasją, a nie dlatego, że musi”. Natomiast kobieta na motocyklu to już jakiś wybryk natury i wchodzenie w obszar zarezerwowany dla mężczyzn.

    Kiedy kobieta będzie w ciąży, to niezależnie od tego jaki będzie jej przebieg – będzie niedobrze. Jeśli będzie aktywna zawodowo, ponieważ dobrze się czuje i będzie podążała swoją ścieżką, znajdą się tacy, którzy powiedzą, że jest karierowiczką i nie zna umiaru. Ta, która z braku sił położy się do łóżka i nie wróci do obowiązków zawodowych będzie słyszała, że „miliony przed nią w ciąży były i jakoś przeżyły”, „ciąża to nie choroba, a sąsiadka to do ostatniego dnia pracowała, a w nocy jeszcze wieszała firanki”. Będzie podejrzewana, że wykorzystuje pracodawcę „wiecznie” przynosząc L4.

    Jak się zdecyduje na poród ze znieczuleniem, to znajdzie się taki, który skomentuje, że „to jakieś wymysły, bo przecież natura tak stworzyła kobietę, że może rodzić dzieci, więc po co to całe zamieszanie”.

    Zawsze podczas takiej dyskusji o tym, do czego kobiety „natura stworzyła” zastanawia mnie, czemu od mężczyzn nie wymaga się, że o poranku pójdą do lasu i upolują niedźwiedzia. W dodatku ręcznie?!

    Niezależnie od tego ile czasu po porodzie kobieta spędzi w domu z dzieckiem, będzie to oceniane. Za krótko, za długo. Będzie karierowiczką, niedojrzałą do macierzyństwa lub znów kurą domową. Jak będzie chodziła w dresie i bez makijażu może usłyszeć, że się „zapuściła”. Natomiast jeśli ktoś ją zobaczy w spódniczce i szpilkach z wózkiem w kawiarni z koleżanką może usłyszeć, że w ogóle nie zauważyła faktu iż została matką. Powinna w domu siedzieć i pieluchy prasować, bo to już nie te czasy, kiedy się w szpileczkach chodziło.

    Mężczyzna wystarczy że zmieni pieluchę raz w tygodniu i wróciwszy z pracy powie, że jest wykończony, nikt nie będzie rozważał tego czy dojrzał do ojcostwa, ani jakim jest mężem. Przecież chodzi do pracy, nie pije, nie awanturuje się, a i kanapkę sobie sam sobie potrafi zrobić.

    Jeśli mężczyzna zadeklaruje, że nie chce w ogóle zakładać rodziny, mieć żony i dzieci, nikt mu nie powie, że nie jest „prawdziwym mężczyzną”. Raczej doceni się jego dojrzałość do takiej deklaracji i fakt, że podejmuje odpowiedzialne decyzje w zgodzie z sobą samym oraz nie mami kobiety pustymi obietnicami tylko od razu stawia sprawę jasno.

    Kiedy kobieta powie, że nie chce mieć dzieci i męża, od razu usłyszy, że jej się w głowie pomieszało, że „każda kobieta ma instynkt macierzyński i powinna mieć dzieci i że ma się zastanowić, bo kariera karierą, ale najważniejsza jest rodzina”. No i oczywiście, przy tej okazji dowie się też, że nie jest „prawdziwą kobietą!”.

    „Być prawdziwą kobietą” – to kolejne stwierdzenie, obok którego trudno mi przejść obojętnie. „Prawdziwa kobieta lubi chodzić na zakupy”, „Prawdziwa kobieta nigdy nie wie czego chce”, „Prawdziwa kobieta, nigdy nie wychodzi z domu bez makijażu”, „Prawdziwa kobieta nigdy to, zawsze tamto…”. Co to w ogóle za stwierdzenia?

    Kobieta to kobieta! Nie ma prawdziwych i nieprawdziwych kobiet.

    • Valthard van der Sand

      Kobiety same sobie kopia pod soba dolek – sluchajac i przejmujac sie ty co mowia inni. I to jest glowny problem. faceci maja to po prostu gdzies.
      Plus najwiecej negatywnych komentarzy jest od innych kobiet, ktore w ten sposob rekompensuja sobie to co same uslyszaly niemilego.
      Zacznijcie, Drogie Panie, byc mile dla sibie, ale tak szczerze bez wbijania sobie nawzajem szpilek i nagle okaze sie, ze bycie kobieta moze byc calkiem fajne

      • Czarn@

        faceci maja to po prostu gdzies.-skoro macie to gdzieś to skąd tyle złości i pretensji o to, że to niby tylko faceci „muszą”. patrzycie na problem tylko ze swojej perspektywy, a prawda jest taka, że kobiety też wiele „muszą” a nie „mogą” tak jak pisze Volant. Problem jest w tym,że ogólnie społecznie, kulturowo, religijnie narzuca się na ludzie za dużo nakazów,przykazów, zakazów tworząc bariery i człowiek nie może być po prostu sobą. i zamiast po prostu żyć ciągle z czymś/kimś toczy walkę

  • Kiedyś chciałam być chłopcem, bo sądziłam, że macie łatwiej – nikt wam nie każe nosić sukienek i niewygodnych baletek, a garnitur jest przecież znacznie łatwiej wybrać niż kolejną sukienkę, która ma wyglądać dobrze. Tak myślałam w przedszkolu. Ale kilka lat później mój kolega został wyśmiany i pobity, za to, że nie chciał iść za szkołę i pić na przerwie. Uznali go za „ciotę” – to było takie popularne określenie w podstawówce na tego, kto był „niemęski”. I przestałam chcieć być chłopcem. Nie zniosłabym presji i natłoku obowiązków, jakie społeczeństwo nakłada na mężczyzn. Tak jak napisałeś – facet musi, kobieta tylko może.

  • Też mnie to trochę frustrowało, choć nie do końca potrafiłem to nazwać. Bardzo trafne spostrzeżenia. Poszerzenia kobiecego „może” nie idzie w parze ze złagodzeniem męskiego „musi”. Może właśnie w tym kierunku pójdą zmiany społeczne przez najbliższe dziesięciolecia.

  • Better

    Ładnie:) Wiktor Osiatyński powiedział coś takiego „Jestem feministą, ponieważ wiem, że nierówność płci czyni mnie samego gorszym i odziera także mnie z godności. Wierzę zatem, że jeśli będziemy się traktować z równym szacunkiem, to będzie lepiej nie tylko kobietom, ale także mężczyznom”.

  • papugazusa.wordpress.com

    A ja powiem krótko: Mimo, że jestem kobietą, podobnie jak Ty, feminizmu nie lubię…

  • barrow8

    Tak sobie mysle, ze meskosc to powinno byc cos, co sie nabywa, co sie pielegnuje i o co nalezy dbac. Te „gej kolka” to rzeczywiscie bardzo szkodliwy stereotyp dla facetow i te wszystkie „nie mozesz”, ktore robia z facetow robota, ktory pozniej leje swoje dzieci w domu. W ostatnim podcascie Michala Szafranskiego z Dorota Zawadzka ta druga powiedziala cos takiego, ze my nie uczymy chlopcow tego zeby przyznawali, ze sobie z czyms nie radza. W efekcie nie radza sobie jeszcze bardziej.

  • Asmasaryn

    W Polsce feminizm nie istnieje

  • anonim

    Nie chcę wyjść tutaj na „wojującą feministkę” ale z moich obserwacji wynika, że chociaż masz dużo racji w tym co piszesz, to wydaje mi się,że jednak w pewnym sensie to wy, faceci sami sobie taką krzywdę robicie i utrudniacie sobie życie…
    Przykład? Wejdź na jakikolwiek portal, forum, czy stronę, gdzie będzie dyskusja o np. facetach w rurkach i spójrz na komentarze…. Dam sobie rękę uciąć,że ponad połowa z tych negatywnych, wyzywających takich mężczyzn od ciot czy pedałów to dzieło nikogo innego,tylko właśnie przedstawicieli tej samej płci..
    Sorry ale to nie kobiety krzyczą, że należy wprowadzić obowiązkową służbę wojskową, bo „pedalstwo” się szerzy, to nie kobiety nabijają się z wrażliwych mężczyzn (wbrew pozorom znam mnóstwo kobiet,które takich preferują), nie znam żadnego „pedalskiego” faceta,który nie miałby dziewczyny, za to duża część z nich była gnębiona w szkole przez KOLEGÓW.
    Fakt faktem jest taki, że macie serio przekichane w niektórych sytuacjach ale często na własne życzenie.

  • joyandfame

    „Za zmianami światopoglądowymi dotyczącymi
    kobiet nie poszły żadne tego typu zmiany dotyczące mężczyzn.”

    Chyba Mateusz Grzesiak Cię czyta, Volant ;):

  • Kat

    Nie massz w tym wypadku racji. Po pierwsze do końca nie rozumiem kto w Twoim tekście jest pryzmatem oceniającym – jakaś szeroko pojęta koniunktura społeczna? Osobiście jako kobieta nie widze mężczyzn pielęgniarzy jako ‚pipy’ ani też kobiet-wojskowych jako ‚odważne’ (częściej jako ‚babochłopy’ jeżeli mam być zupełnie szczera.) Po drugie – problem nie jest w tym, że feminizm zbyt rozwinął kobiety ale w tym, że faceci w swej dumie i uprzedzeniu zdecydowali się pozostać w tyle. Myślisz, że kobiety nie pragną by cechy takie jak emocjonalność czy smutek przestało się postrzegać (jak sam piszesz!) jako ‚słabość’ zamiast normalną część ludzkiej egzystencji? Problem jest taki z feminizmem, że sprawił, że kobiety przeszły całą drogę – bo oto kobieta ‚wyzwolona’ jest jednakże cudownie podobna do mężczyzny alfa. Feminizm zamiast gloryfikować i normalizować to co kobiece typu delikatność, podejście subtelne to to zdemonizował de facto każąc kobietom być jak faceci. Można nawet wnioskować, że Twoja debata odnośnie męskości-żeńskości odbiega od płci a zaczeła symbolizować relacje siła-słabość i w tym celnie stwierdzasz, że faceci nie sa na tyle bystrzy by przyznać się do swoich słabości czy użyć ich na swoja korzyść z powodu źle atrybutowanej dumy. Każda jednostka myśląca wie, że człowiek zawsze funkcjonuje gdzieś na spektrum siła-słabość a jak faceci nie chca sie do tego przyznać czy wykorzystać do swojej ideologi to ich własny problem.

    • Vindicare

      Cechy takie jak emocjonalność czy smutek postrzega się jako słabe bo takie są, nie dlatego że są kobiece. Kiedy emocjonalność czy smutek pomogły komukolwiek czegoś dokonać?

  • Vindicare

    „Prawdziwy mężczyzna” to tylko użyteczny idiota. Wszystkie cechy „prawdziwgo mężczyzny” mają jeden wspólny mianownik. Wszystkie są dla innych, kobiet, dzieci i społeczeństwa, kosztem „prawdziwego mężczyzny”, rzecz jasna. Grzeczny chłopczyk/prawdziwy mężczyzna. To tylko foma manipulacji oparta o wykorzystanie męskiego ego.

  • Vindicare

    Odpowiem pytaniem. Kim jest nieprawdziwy mężczyzna?

  • Vindicare

    Samotność to stan umysłu, możesz być z rodziną i być samotnym możesz być samemu całe życie i nie czuć się samotnym.
    Obawiam się że całe straszenie samotnością(wielu ludzi to robi) to projekcja własnych strachów/stanu umysłu.

  • Vindicare

    Matriarchalne społeczności nigdy nie wyszły poza bycie prymitywnymi plemionami.

  • Vindicare

    Interesuje mnie tylko prawda, jeśli kogoś ona smuci to trudno.
    Sama nie oceniasz mnie teraz choć nie byłoby w tym nic złego. Złe i nieprawdziwe są twoje przypuszczenia o mnie. Jestem bardzo radosny bo dopuszczam do siebie prawdę która ciebie mogła by smucić, pozwala omijać to prawdziwe problemy i smutek. Radość można znaleźć tylko w sobie, jeśli nie podejmie się złych wyborów które ci ją wyrwą.

    PS: Mój oceniający styl komentowanie nikogo by nie raził jeśli byłby „radosny i pozytywny”. Nie oceniaj dla większości ludzi znaczy nie oceniaj(negatywnie).

    • Lenta

      O jakiej prawdzie piszesz, że mogłaby mnie smucić?

      • Vindicare

        O takiej którą omijasz błędami logicznymi.

  • Vindicare

    „Samotność dopadnie każdego kto aktywnie nie będzie jej przeciwdziałał.” Wystarczy przestać być samotnym, to tylko emocja stan w twojej głowie. Tam i tylko tam da się mu zaradzić. Można być samotnym wśród rodziny i nie być samotny jako „pustelnik w dziczy”.

    Większość ludzi nie lubi ciężkiej i świadomej pracy nad własnym emocjonalnym „ja”. Łatwiej odwracać od samotności uwagę innymi ludźmi, widzimy potem ludzi z rodziną i znajomymi samotnymi wśród swoich.

    • Lenta

      Zgadzam się, że podstawowym wyzwaniem jest rozpoczęcie pracy we własnej głowie. Ale jak już uporasz się ze sobą, zaakceptujesz siebie takiego jakim jesteś, to nadal będziesz samotny, jeżeli nie będziesz miał choć jednej prawdziwej relacji. Potrzebujemy bliźniego. Przyjaciela, przyjaciółkę. Bez nich, nawet z czystą głową, pozostajemy samotni.

      • Kat

        Do Pana Lenta – dyskusja jest już lekko przedawniona ale przypadkiem wróciłam tu i spostrzegłam całą dalszą debatę. Chciałam Panu podziękować za takie piękne, dojrzałe wypowiedzi w temacie tym wspanialsze bo pochodzące od mężczyzny. Niezbyt często można dziś spotkać się z wypowiedziamy mężczyzny, który nie jest w swych osadach cyniczny czy samolubny a za to otwarty i świadomy.

        Co do Pana Vindicare, jego światopogląd jest infantylny i pełen dumy. Podejrzewam, że albo ktoś go kiedyś skrzywdził albo dojrzewał na solidnej diecie klipów z MTV i serialu „Two and a half man.” Nie czytałam wszystkich jego wypowiedzi bo wydały mi sie repetytywne – uderzyło mnie jego myślenie, że społeczeństwo musi sobie „zasłużyć” na dobrą postawę od mężczyzn – taką która ma na względzie nie tylko ich samych ale też innych. Ten konkretny tekst wydał mi sie skrajnie kuriozalny by nie powiedzieć głupi. Przykro mi w imieniu pana Vindicare, że napisał coś tak fascynująco idiotycznego i to zupełnie na serio.

      • Lenta

        Hej Kat,
        przyjemnie usłyszeć miłe słowa – to pomaga nie tracić nadziei, że są umysły również poszukujące otwartości i zgłębiające świadomość. Choć dodam, że mój optymizm i nadzieja skutecznie są zwalczane przy próbie poznawania nowych ludzi… I choć ręcami i nagami się bronię … powoli brakuje mi motywacji i poddam się, dołączając do grona życiowych pesymistów. Momentami czuję prawie fizyczny ból wynikający z ignorancji ludzi wokół… skoncentrowanych w 100% na swoich małych i większych tragediach. Tak rzadko zdarza się, że ktoś szczerze zapyta „co u Ciebie”.
        Tym bardziej miło mi, że „zauważyłaś” moje komentarze, a to, że zrobiłaś to po czasie – dodaje autentyczności:)
        Dziękuję Ci.
        W poruszanym temacie właśnie nabyłem książkę „Teoria King Konga”. Mam nadzieję, że mnie nie przerośnie.
        Pozdrawiam.

      • TRP

        Aż się nie mogę oprzeć. Artykuł trafiłem przy okazji, i wiedziałem że się nie rozczaruję. Aż się przyjemnie czytało, niesamowicie. Miło jest znaleźć kogoś o podobnym podejściu, kto nie boi się być mężczyzną, mówić jak jest. Miło się czytało Twoje komentarze… Vindicare :)

        Lenta, mam nadzieję, że przejrzałeś na oczy. I już nie jesteś rycerzem w lśniącej zbroi. Jak kobiety chcą być szanowane, to muszą na to zasłużyć. Nie ma tutaj żadnego „pvssy pass”.

        Rozpieszczanie kobiet i „rycerzowanie” i nowoczesne media społeczne ( np jakieś „heej, obczajcie kompilacje jak laski biją facetów” – 10291029 wyświetleń) spowodowały ten feminazizm.

        Daj palca, a odgryzą ręką. Genetycznie faceci mają być silni i mieć pozycje, a kobiety szukać bezpieczeństwa. Jaki morał?

        Kobiety szukają jak najlepszego faceta, a „gałązke” odpuszczą dopiero jak znajdują „gałązke” wyżej. Mężczyźni są wbijani w bycie kimś w rodzaju „chłopiczki”, gdzie zachowują się jak niepewne siebie dziewczyny, a jak taki Lenta pisze na forum to nie wiem czy jest kobietą, facetem czy feministką, czy jakimś dzieckiem w etapie dorastania.

  • Vindicare

    Społeczeństwo musi na to zasługiwać, dawny kontrakt społeczny jest w koszu. Widzimy teraz karykaturę tego co zostało. Najszlachetniejsze cechy mężczyzny są wykorzystywane przeciwko niemu. Lata ciężkiej pracy, posiadanie rodziny mogą zostać ci odebrane jeżeli zrobisz to czego społeczeństwo oczekuje. Dziecko i dom mogą być ci bez żadnej winy. Możesz być zmuszony na dziecko które okaże się nie być twoje, bo „powinieneś je kochać”. Taka analogia jak z własnej „miłości do Matuszki Rosijji” nie pójdziesz umierać to masz za sobą NKWD. Jak prawo może mówić że powinieneś kochać? Jeśli dobro dziecka jest tak ważne że każemy płacić osobie która nie jest rodzicem to może sędzia/sędzina zapłaci. Ciekawe czy wtedy dobro dziecka byłoby najważniejsze.

    Nie ma żadnego sensu życia oprócz tego które mu nadasz sam. Umrzesz i dla ateisty(mnie) umierasz twoja świadomość przestaje istnieć. Niema ciebie by cie coś obchodziło. Jęli Bóg istnieje to jesteś szczęśliwy z nim albo no ta gorsza opcja.
    Ja gardzę tym społeczeństwem i życze mu jak najgorzej. I nie zrobię nic by mu pomóc ale też nie szkodzę. Ono wykańcza się samo mimo najlepszych intencji.

  • Vindicare

    I bardzo dobrze że jest egoistą. Kto oprócz niego samego postawi go na pierwszym miejscu.

    • Lenta

      Tak jest. Egoizm to stawianie siebie na pierwszym miejscu. Ale do czego to zaprowadzi?

      • Vindicare

        Do nie stawiania przed sobą „altruistycznych” pasożytów ustawionych zawsze po wygodnej dla nich stronie dzielenia się.

      • Lenta

        Witaj Vindi,
        Określiłeś się niedawno jako osoba radosna – zastanawiam się, kiedy dasz się poznać od tej strony. Odrobina agresywności w dyskusji jest dobrym zagraniem, bo łatwiej krytykować kogoś kto nie zachowuje się skromnie… Ale Twoje komentarze są wręcz aroganckie:)
        Czy nie można sobie poradzić z „altruistycznymi” pasożytami postawą asertywną? Np. hej, to moje życie, zajmijcie się swoim. I kim są Ci pasożyci?
        W równoległym poście pytasz czy czysta miłość prowadzi do poszukiwania bogatszych mężów lub czy jest źródłem częstszej przemocy… Nie dajesz nawet szansy potencjalnemu odpowiadającemu na sensowną odpowiedź.
        A na koniec w jeszcze innym poście wytykasz mi zamierzone błędy logiczne, by rzekomo nie znaleźć prawdy…
        Mam nadzieję, że rozumiesz moje zakłopotanie wynikające z zagadkowości Twoich przemyśleń. Nie zapytam zatem wprost jaka jest wg Ciebie ta prawda; zapytam czym wg Ciebie jest prawda?
        Pozdrawiam.

      • Vindicare

        „W równoległym poście pytasz czy czysta miłość prowadzi do poszukiwania
        bogatszych mężów lub czy jest źródłem częstszej przemocy… Nie dajesz
        nawet szansy potencjalnemu odpowiadającemu na sensowną odpowiedź.”

        „Matriarchat oparty jest na miłości matki – bezwarunkowej, czystej.
        Patriarchat oparty jest na miłości ojca – warunkowej, brudnej.”

        Masz szanse na sensowną odpowiedź jeśli znajdziesz dane czy statystki sugerujące że to miłość jednej płci jest lepsza od drugiej. Jest tylko w odwrotnej kolejności niż ci się to zdaje.

        Nie zamierzam dyskutować też reszty tego nonsensu jeśli nie sprawdzisz swoich założeń, dane się z nimi nie zgadzają.

        Osobą radosną jestem w prywatnym życiu, moje posty to odrębne myśli nie wpływają na radość z wieczornego spaceru czy spotkania ze znajomymi.

        Pisze to tylko dla „internetowych przechodniów” bo nie łudzę się że można wygrać dyskusji w internecie.

        Jeśli chcesz prawdy to znajdź ją sama. Sprawdź założenia, błędy w toku myślowym. Do prawdy dochodzi się samemu lub z pomocą innych jeśli omija się błędy. NP: Równia pochyła. Jeśli smutek to samotność, nie nie jest to automatyczne i oparte na błędnym rozumowaniu. Nie będe ci pisał tu „prawdy”, żeby ją przyjąć musisz naprawić swój sposób myślenia. Nie jestem tak arogancki żeby myśleć że zrobię to za ciebie. A pasożytnictwem gardzę i będę gardził. Asertywność jest dla ludzi z którymi się nie zgadzam ale mogę szanować.

      • Lenta

        No dobrze, poddaję się. Ciekawość mnie jednak trawi w temacie statystyk dotyczących porównania płci… Mam głęboką obawę, co do analizy tych statystyk. Jeżeli Twoja „prawda” trzyma Cię w przekonaniu, że kobiety są winne patologii w wychowaniu dzieci, to z prawdziwym szacunkiem poproszę Cię o szukanie d l a c z e g o tak się dzieje. Jako trywialne natchnienie zapytam: jak się ma do tego ilość istnień ludzkich pogrążonych w męskich wojnach na naszej planecie…?
        Jako facet nie utożsamiam się z naszym testosteronowym egoizmem, bo poznaję na własnej skórze jego destrukcyjny potencjał. bez niego życie mężczyzny traci sens, ale coraz bardziej się przekonuję, że to bardzo groźna substancja….
        Pozdrawiam

      • Vindicare

        Nie będę teraz wykopywał tych statystyk . NIe nie będe szukał dlaczego kobiety biją dzieci częściej od mężczyzn. W odwrotnej sytuacji czy ty szukał byś „d l a c z e g o tak się dzieje”. Nie wierze abyś szukał usprawiedliwień dla mężczyzny który bije dzieci, kobietom już szukasz wymówek.

        „Jako facet nie utożsamiam się z naszym testosteronowym egoizmem.” Ja też nie. Jeśli byłbyś bity na ulicy zachowam się jak kobieta i przejdę obok :)
        I ilość mężczyzn wdających się w przemoc spadnie. Widzisz ten egoistyczny testosteron sprawia że mężczyźni ryzykują skórę dla innych. W przypadku wojen to samo, poddać się to wojny nie będzie.

        „Jako trywialne natchnienie zapytam: jak się ma do tego ilość istnień
        ludzkich pogrążonych w męskich wojnach na naszej planecie…?” Nie bronić się i skapitulować, wojny nie będzie. Widzisz tylko agresje.

        Jak bardzo chcesz to pokopie w tych statystyckach, ale nie porobiłem zakładek a kopanie w googlowym śmieciu mnie nie bawi.

      • Lenta

        Nie szukam wymówek dla kogokolwiek bijącego dzieci. To jednoznacznie słabość dorosłych – kobiet też, ale przede wszystkim mężczyzn.
        Czy zgodzisz się, że agresja obiektywnie jest raczej domeną mężczyzn? Choćby z powodu obecności testosteronu w naszych organizmach…

  • Vindicare

    Miłoćś kobiety czysta, mężczyzny brudna.
    Zgadnij która płeć oda życie za swoje dziecko a która częściej bije dziecko.

    Odp. 1 mężczyzna odp. 2 kobieta. Statystyka.

    • Lenta

      Biorąc pod uwagę, że miłość kobiety jest czysta i bezwarunkowa, wydaje się, że schemat matriarchalny powinien być „czystszy i bardziej bezwarunkowy” niż schemat patriarchalny…

      • Vindicare

        Ten post to nie świadectwo miłości tylko narcyzmu.
        Czysta bezwarunkowa miłość prowadzi do szukania mężów o lepszej sytuacji materialnej czy do częstszej przemocy wobec dzieci niż ojcowie? Schemat matriarchalny to prymitywne plemiona.

  • Vindicare

    Wspólny mianownik był w tym poście. Wszystko jego kosztem. Wielcy altruiści nie mający problemu poświęcić dobro innego człowieka.

    Gorzej. Są oburzeni jak się sam nie poświęci, jeżeli tego nie zrobi jest zły. Kochaj innych i się poświęć albo inni cię poświęcą. Naprawdę nie są tego warci.

  • Antoine Halik
  • Pingback: Miesiąc zblogowAny (6/7/8): lekko spóźniony letni kwartał, cz. I - Świat zblogowAny()

  • Roman

    Za totalne skurwysyństwo uważam brak równowagi przy podejmowaniu decyzji o aborcji lub ustalaniu ojcostwa. Dlaczego mężczyzna ma tylko 6 miesięcy na zrobienie badań genetycznych potwierdzających lub zaprzeczających ojcostwo? Później płaci 20 lat za nieswoje dziecko bez możliwości zrobienia czegokolwiek w tym temacie nawet jeśli okaże się że to nie jego dziecko? Przecież kobieta wie z kim spała!
    Jeśli kobieta chce dokonać aborcji facet nie ma nic do gadania – szanuję to. Decyzja dotyczy jej ciała. Ale jeśli kobieta zachodzi w ciążę której on nie chce ale ona chce uważam że cały ciężar odpowiedzialności za dobrobyt dziecka, w tym finansowy, powinien spadać na kobietę która tego dziecka chciała nie licząc się ze zdaniem partnera.

  • illegitima

    O smutku…:( Opinie w artykule oraz poniższych postach wcale nie są oryginalnymi opiniami kobiet (a na pewno nie większości), tylko wizją facetów o tym co rzekomo kobiety myślą, a tak naprawdę projekcją ich własnych stereotypów które sami sobie narzucają. Z całego artykułu bije przekonanie, że kobiety traktują mężczyzn podejmujących tradycyjnie kobiece czynności i zawody (jak opieka nad dziećmi, sprzątanie itp) jak niepełnowartościowych, cyt. „„pizdy” i „siury”” itp. Wuut?:O Przecież tego nie napisała kobieta tylko facet właśnie, w życiu od żadnej kobiety nie słyszałam podobnych komentarzy. Jestem od kilku lat żoną i moim skromnym zdaniem udaje nam się stworzyć faktycznie partnerski związek. Mój mąż ma prawo do słabości, frustracji i łez, tak samo jak mam ja; nie postrzegam go przez to jako „mniej męskiego” tylko jak „bardziej ludzkiego”, i dobrze. Oboje zarabiamy +/- tyle samo, obojgu zdarzało się też być bez pracy i wtedy jedno z nas przejmowało w całości utrzymanie domu podczas gdy drugie zajmowało się gotowaniem i sprzątaniem. Wcale nie wspominamy tego jako okresu niczyjej „dominacji” czy „p-/m-atriarchatu” tylko jako fajną sytuację „win-win”, w której oboje mamy więcej czasu dla siebie samych oraz siebie nawzajem, możemy zwolnić i odpocząć oraz sprawdzić swój wiązek w innych warunkach. Znamienne jest to, że kiedy mój mąż zajmował się domem ja sama zaczęłam mu o wiele bardziej ufać i przekonałam się, że jego deklaracje partnerstwa nie są puste i na pokaz, tymczasem reakcje naszych znajomych płci męskiej często wahały się od „jak Ty się z tym biedny czujesz” do „jesteś dziwką swojej żony”. I to mówił facet do faceta, a nie kobiety, które rzekomo „jednocześnie same stereotypowo traktują mężczyzn”.
    Czemu zatem mężczyźni nie lubią feminizmu? IMO odpowiedź jest prosta: bo boją się utracić swoją tradycyjnie dominującą pozycję w rodzinie i społeczeństwie. Nie demonizujmy tego ani nie oszukujmy się: każdy z nas, facet czy kobieta, jest trochę narcyzem, lubi się czuć ważny, podziwiany itp itd., a wg utartych schematów nawet najmniej inteligentny i niezaradny mężczyzna i tak stał wyżej w hierarchii niż połowa (a wręcz większość?) społeczeństwa i nie musiał absolutnie nic zrobić żeby na tę pozycję zapracować, wystarczyło się urodzić z siusiakiem – kusząca perspektywa:) Równouprawnienie znacznie podnosi poprzeczkę i największy opór wywołuje wśród tych panów, którzy boją się (słusznie lub nie), że nie mają innych atutów i tym samym znajdą się na społecznym dole. Że tak zacytuję z angielska: „Don’t be that guy!”

    • Lenta

      Witaj illegitima,
      dzięki za świeżą myśl. Jeżeli pozwolisz, nie będę ciągnął tematu feminizmu i dominacji patriarchalnej, gdyż temat jest ogólnie znany/dyskutowany/potępiany/manipulowany, a przede wszystkim wydaje mi się, że to tylko pochodna znacznie wcześniejszych błędów naszego gatunku, sięgających tysięcy lat wstecz. To, co dyskutujemy dziś, to już musztarda po obiedzie…
      Interesują mnie przypadki partnerskich związków, tym bardziej jak piszesz „faktycznie partnerskich związków”. Właśnie w kontekście natury, która formowała (się) miliardy lat, formowała gatunki, w tym nasz, wyposażyła nas w instynkty odpowiednie dla płci żeńskiej i męskiej, mając w tym swój nie do końca jasny plan… Co jest „faktyczną” wartością partnerskiego związku w Twoim przypadku? Jak ta wartość scala związek dwóch, nie do końca dopasowanych do siebie z punktu widzenia natury, istot?
      Dzięki.

      • illegitima

        Chętnie odpowiem, ale chyba nie do końca rozumiem pytanie:) Już powyżej napisałam co jest dla mnie faktyczną wartością: no właśnie to, że możemy nawzajem na siebie liczyć, od wsparcia emocjonalnego przez porady osobiste i zawodowe, kończąc na czysto przyziemnych i pragmatycznych sprawach w rodzaju: ja mam dużo pracy to mój mąż mi ugotuje i wyprasuje bluzkę przed ważnym spotkaniem (i na odwrót) oraz: mój mąż traci pracę to ja przejmuję finansowanie naszych wydatków (i na odwrót) Tylko tyle i aż tyle. Życie składa się z codzienności, oboje próbujemy sobie tą codzienność nawzajem po ludzku ułatwić, zamiast perorować o jakichś rolach i instynktach. Celem szerszego ujęcia tematu proszę opisz mi związek niepartnerski i co w takim związku jest wartością, wtedy zyskamy jakiś kontekst i może będę w stanie odpowiedzieć pełniej na Twoje pytanie.
        Co do „odmiennych instynktów”, „nie do końca dopasowanych istot”, stosujesz pewnie jakiś skrót myślowy, tylko że on nie jest dla mnie do końca czytelny, więc uściślij proszę. Ja nie wiem, może my dwoje jesteśmy dziwni, a może to ludzie/społeczeństwo te różnice wyolbrzymiają, ale mój mąż i ja generalnie widzimy świat tak samo i dążymy do tego samego, więc o co chodzi? Wydaje mi się też, że w ogóle większość ludzi bez względu na płeć chce tego samego: pewnego sukcesu zawodowego i finansowego, szczęśliwej rodziny (wcześniej czy później, mniej lub bardziej licznej, ale jednak), a także pewnego marginesu własnej wolności kiedy to może odpocząć i porobić jakieś rzeczy dla własnej przyjemności. Oczywiście ludzie realizują to w przeróżne sposoby, ale im dłużej żyję na świecie tym bardziej widzę że te różnice wynikają nie tyle z samej płci, co z indywidualnego charakteru oraz wpojonych wzorców (łolaboga, gender alert!:D). Pewnie, że ma to odzwierciedlenie w statystykach aktywności „zawodowej”
        kobiet i mężczyzn, ale kto teraz odróżni przyczynę od skutku, tj.
        instynkt od wpojonego wzorca? Potrzeba bycia akceptowanym i „pasowania” jest tak silna, że część ludzi nawet jeśli nie podąża za wzorcami to udaje że to robi. Miałam byłego, który lubił gotować, ale to była „nasza tajemnica” żeby jego maczystowscy koledzy się nie śmiali, a znajoma dawała swojemu wtedy-bezrobotnemu chłopakowi pieniądze przed wyjściem na miasto żeby wyglądało, że to on płaci. No i stereotyp napędza się sam, nawet jeśli rzeczywistość bije po oczach. Celowo też daję cudzysłów przy
        „zawodowa”, bo IMO gospodyni domowa to też zawód w pełnej jego
        definicji: wymagający umiejętności, wysiłku i przynoszący wymierne
        korzyści finansowe – tyle tylko że nie w gotówce a w oszczędnościach w
        domowym budżecie, przez co jest często niedoceniany, deprecjonowany i
        staje się obiektem licznych nadużyć, jak chociażby w artykule, niestety. Nadużycia wsiąkły w zbiorową świadomość do tego stopnia, że obecnie wszyscy łącznie z autorem nie dostrzegają żadnej sprzeczności w twierdzeniach: „kobieta musiała … gotować, prać, prasować i wspierać męża” i zaraz potem:
        „Kobiecość jest skonstruowana wokół słabości” i „w domyślnej opcji jest
        wrażliwa, delikatna, niezbyt zaradna i potrzebuje opieki”. Od tego już tylko krok do dominacji, przemocy ekonomicznej i nie tylko, a już wizja kobiety jako istoty roszczeniowej i leniwej jest oczywista. Tymczasem w tych historycznych czasach na które powołuje się autor, prało się na tarce w rzece, prasowało rozgrzanym żelastwem albo kamerdolcem, gotowanie obejmowało mielenie żarnami czy ubijanie masła, a oprócz tego samodzielnie szyło się ubrania dla rodziny a także pracowało w polu (i to całą rodziną włącznie z dziećmi, bo bez maszyn) Natomiast stereotyp „wie swoje”, wg niego kobieta jest słaba, niezaradna i oczekuje ochrony (przed czym?), tylko… czy naprawdę widać to w codziennym życiu, czy może bardziej w popkulturze, internetach, a historycznie w literaturze pięknej, która jeśli w ogóle zajmowała się kobietami, to szlachciankami albo w ogóle zmyślonymi rusałkami.

      • illegitima

        Hehe, teraz widzę że jednak trochę popisałam o tzw. dominacji. Wybacz, to dlatego że ciężko rzeczowo rozmawiać o związku partnerskim, kiedy to model „dominacji” uznaje się za domyślny i wyjściowy, a partnerski za jakiś nowomodny wynalazek o nieoczywistej wartości. Tymczasem to nic innego jak po prostu związek oparty na współpracy, tyle tylko że zasady współpracy zmieniają się wraz z możliwościami obojga partnerów:) Zmieniły się już raz przy zmianie trybu zbieracko-łowieckiego na osiadły, zmieniają się przy rozwoju przemysłu i technologii, w sumie to dość ekhm.. naturalne:)

      • Lenta

        Witaj – to ja tylko o tych, jak piszesz, instynktach i wpojonych wzorcach. Pytasz: kto teraz odróżni przyczynę od skutku? Wydaje mi się, że tu właśnie należy doszukiwać się podstawowego dylematu większości związków – nawet tych, które uważają się za partnerskie, czyli obiektywnie rzecz nazywając – udane. Instynkt to pierwotna siła w każdym z nas. Wzorce, jak sama nazwa wskazuje, to wtórna siła, która powstała na skutek „wzorowania” się na poprzednikach, na ustanawianych przez nich prawach, zasadach, regułach i wartościach moralnych. A kto ustanawia prawa? Kto ciągnie do władzy? Nieudacznicy, którym nie powiodło się w życiu prywatnym – a zwłaszcza cechowało/cechuje ich (skrajne) niepowodzenie u kobiet. To oni ustanawiają te właśnie wzorce, wg których mamy żyć, ustanawiają normy polityczne, społeczne i religijne – a tu dobrem nie jest jednostka, tylko potulny tłum. A jak są zorientowani na społeczność, to zależy im na „zdrowej społeczności”, przyroście naturalnym, na zdrowych dzieciach, a zatem na „zdrowych” rodzinach, a to dla kobiet właśnie rodzina, dzieci, stabilność i bezpieczeństwo u boku odpowiedzialnego mężczyzny są podstawowymi instynktowymi wartościami – czy zatem ten patriarchalny walec paradoksalnie nie kręci bata na mężczyzn, dla których, jako samców, wiązanie się z jedną kobietą (samicą) nie jest „instynktownym” lecz „opartym na wzorcach” rozwiązaniem?
        Jeżeli to mylna myśl, to skąd tyle nieudanych związków, tyle rozczarowań, tyle całkowicie wypalonych par (ale w zaparte trzymające się całe życie – bo wstyd), tyle stetryciałych dziadków, tyle zawściekniętych na starość sąsiadek narzekających na po prostu wszystko?
        Jak to możliwe, by mężczyzna przez zaledwie kilkadziesiąt pokoleń mógłby wyprzeć swój najsilniejszy instynkt i zdecydować się na jedną partnerkę? Rozum mu pomógł – obawiam się , że właśnie przeciwnie – rozum go zgubił. A przez to zgubił też kobiety, które uwierzyły, że jest gdzieś taki, który „mnie nie opuści aż do śmierci, nie zdradzi, będzie zawsze kochał”.
        Tak, zgoda, że związek to piękna rzecz, gdy oparty jest na tolerancji, szacunku, zrozumieniu – niestety większość oparta jest na … roszczeniach. Najgorsze, że na nierealnych roszczeniach.
        Feminizm ma swoje dobre strony, ale i tak sztucznie głosi, że dziewczyny sobie bez facetów poradzą, ale żadna z kobiet w głębi serca w to nie wierzy – nie może wierzyć, bo to sprzeczne z jej instynktem.
        Pozdrawiam.

      • illegitima

        OK, po pierwsze, chodziło mi właśnie o doprecyzowanie o jakie instynkty Ci chodzi: „Rodzina, dzieci, stabilność i bezpieczeństwo u boku odpowiedzialnego mężczyzny są podstawowymi instynktowymi wartościami [kobiety]” „Feminizm sztucznie głosi, że dziewczyny sobie bez facetów poradzą, ale żadna z kobiet w głębi serca w to nie
        wierzy – nie może, bo to sprzeczne z jej instynktem.” Aye, aye Ciociu Krysiu!:D A na poważnie to jest straszne, Ty w to wszystko wierzysz?:O
        Kobiecie wmawia się słabość i zależność, a jednocześnie obarcza zadaniem opanowania narowistego samca alfa i wychowania gromadki dzieci, pozostając jednocześnie piękną i nieco naiwną wieczną 20-latką; facetowi wmawia się, że cała jego wartość sprowadza się do utrzymania i obrony słabej acz cnotliwej kobiety oraz wspólnego potomstwa, jednocześnie mimochodem „zaliczając” wiele innych kobiet, które najlepiej żeby już takie słabe i cnotliwe nie były. Śmiać się czy płakać? Ja się wcale nie dziwię, że faceci się w tym nie odnajdują. Surprise: kobiety też nie. Toż to nie są żadne „instynkty” tylko właśnie owe „wzorce”, wynikłe gdzieś tam głęboko z odmiennych strategii przetrwania gatunku („iść w ilość czy w jakość”), przemielone następnie przez religię, poezję, pornografię i co tylko chcesz, do tego stopnia, że ja osobiście nijak się w żadnym nie odnajduję i mam wrażenie, że znakomita większość ludzi też nie. Niestety, człowiek ma potrzebę „pasowania” i próbuje sprostać wszystkim wzorcom naraz, stąd ciągły konflikt, nie tylko w związkach, ale najczęściej ze samym sobą. Najszczęśliwsi są Ci ludzie, którzy to zwyczajnie olali. Są w związkach (małżeńskich albo nie), albo skaczą z kwiatka na kwiatek; czasem trzymają się jednej opcji całe życie, a czasem aż im się odmieni. Wszystko jest fajne pod warunkiem, że robią to bo chcą, a nie z „musu”, „powinności”, albo żeby coś komuś udowodnić. Zauważ, że zgorzkniali bywają i starzy małżonkowie, i starzy kawalerowie/panny, co dowodziłoby, że po prostu nie ma jednego uniwersalnego wzorca dla wszystkich. Najważniejsze żeby 2 osoby były szczerze chciały tego samego w tym samym czasie, voilla!

        Pozwól, że dodam jeszcze coś odnośnie samego wizerunku kobiety i mężczyzny, których wydajesz się być tak niezachwianie pewnym, a który wydaje mi się bardzo szkodliwy: Wmawianie kobiecie słabości i zależności popycha ją w skrajności: albo uwierzy i zostanie bierną, wtórnie bezradną wycieraczką (vide wszystkie ofiary przemocy domowej, nieraz same utrzymujące swojego męża alkoholika i broniące kata, bo „przecież sama sobie nie poradzę”), albo się zbuntuje i zacznie udowadniać swoją siłę na każdym kroku i po trupach (vide wszystkie paranoidalne „wojujące feministki” odbierające każdą próbę pomocy jako atak na ich niezależność). Albo uwierzy, że może spełnić się tylko w rodzinie i skupi jedynie na znalezieniu jakiegokolwiek męża (znamy?), albo też że rodzina jej zablokuje korzystanie ze wszystkich innych aspektów życia i zostanie samotną pracoholiczką (też znamy!). Podobnie z facetami: wmawianie im niezachwianej siły i roli jedynego obrońcy najwydatniej przekłada się na sprzedaż sterydów oraz odsetek samobójstw, bo taki facet w razie kłopotów nie widzi opcji zwrócenia się o pomoc i „okazania słabości”, aż zabrnie tak daleko że znajduje tylko jedno wyjście. Obecność w miarę rozgarniętej laski wielu chłopaków paraliżuje albo wywołuje agresję, bo czują się zagrożeni: nie tyle przez nią, co we własnej roli: „Jak nie będę żywicielem rodziny, to ***** kim??” spytał kiedyś w złości mój były, kiedy zaczęłam zarabiać ciut więcej niż on:( A jednocześnie marzą o silnej i zaradnej kobiecie, która nie będzie tylko wisieć na ich ramieniu. Mit wiecznie młodego, chętnego i gotowego samca powoduje, że coraz więcej facetów ląduje na pogotowiu po przedawkowaniu viagry. Itd. itp.
        Przecież nie o to chodzi, że ktoś ma być lepszy albo gorszy, i żeby sobie to nawzajem ciągle udowodniać, tylko żeby sobie pomagać, uzupełniać się i się po ludzku „zaprzyjaźnić”. Wszyscy sobie możemy bez siebie poradzić, ale po co?

      • Lenta

        Witaj – piszesz tak obszerne komentarze, że nie potrafię ustosunkować się do całości. Wybiorę zatem. Moje przekonania o sile instynktów pochodzą z obserwacji ludzi wokół, a ich przekonujące poparcie znalazłem w poglądach badaczy ludzkich charakterów z początku XX wieku, w tym niesławnej K. Horney. Czy w to wierzę? Ja to zauważam na każdym kroku niestety. Instynkty są w nas bardzo silne, a czy energię tracimy na ich realizację czy na ucieczkę od nich – to nie ma znaczenia, bo kończy się podobnie. Z jednym rozróżnieniem. W pierwszym przypadku człowiek wie dlaczego jest nieszczęśliwy, w drugim tego nie rozumie…
        Masz dużo racji w stwierdzeniu, że wmawianie kobietom ich słabości i zależności to błąd. Tylko że od tego nie ma ucieczki, bo ogół samców ma egoistyczne (i narcystyczne) klapki na oczach i zawsze w chwili upadku (np., przegrana jego ukochanego klubu piłkarskiego) będzie chciał się wyżyć na kimś słabszym fizycznie. A pod ręką będzie właśnie kobieta (lub co równie potworne – dziecko).
        Uważam siebie za osobę posiadającą szczyptę wrażliwości i jestem świadom tego chorego układu rządzącego przez mężczyznę – i zdaję sobie sprawę ze świadomych czy nieświadomych nadużyć w stosunku do kobiet – a co ciekawsze, jestem przekonany o tym, że kobieta jest w całym swym skomplikowanym świecie umysłowym istotą „lepszą” od próżnych i dumnych mężczyzn – a jednak nawet w mojej wypowiedzi nie udało mi się tego ukazać i zostałem zinterpretowany jako męski szowinizm… Dzięki, kolejna nauczka.
        Ostatecznie – ujęłaś to bardzo przejrzyście w ostatnim zdaniu – chodzi o partnerskie, przyjazne relacje, gdzie jedna osoba zauważa w pełni uczucia drugiej, i nie ma piękniejszego źródła szczęścia niż świadomość, że jest na świecie ktoś naprawdę Ci bliski:)
        Otwarte pytanie jednak pozostaje – dlaczego tych bliskich relacji jest tak niewiele? Sztaudynger puentuje to tak:
        „Niech nas statystyka nie łudzi,
        niewielu jest prawdziwych ludzi”
        Pozdrawiam:)

      • illegitima

        * Widzę właśnie, że całe felietony mi z tego wychodzą, postaram się nie:)
        Spokojnie, wcale nie wzięłam Cię za szowinistę, a Ty się niepotrzebnie samobiczujesz, samiec nie Twój/mój? wróg!;) Różnimy się interpretacją ludzkich zachowań, z Twojej bije pewien fatalizm, a tymczasem ja naprawdę obserwuję, że to wszystko skutek powielania złych wzorów. Zobacz, że jakoś najbardziej narcystyczni i agresywni są mężczyźni wychowani w kulcie „samca alfa”, tak samo jak „słabe” są te kobiety, którym od dziecka wpaja się, że to kryterium kobiecości. Tymczasem natura nie jest taka głupia, ani nie robi słabych jednostek bo takowe by nie przetrwały, ani też nie robi jednostek przesadnie agresywnych bo takowe by wymordowały własne potomstwo i stado. Instynkt zwykłego przetrwania jest najbardziej pierwotny i najsilniejszy. Pozdrawiam:)

      • Lenta

        Tak, to momentami ociera się o fatalizm. Jest on niewymuszoną reakcją na ludzką ignorancję. Choć staram się jak mogę być optymistą:)
        Piszesz „Różnimy się interpretacją ludzkich zachowań” – a ja przecież zgadzam się, że to wszystko skutek powielania złych wzorców.
        O jakiej różnicy myślisz?
        Pozdrawiam:)

      • illegitima

        Życzę Ci zatem jak najwięcej optymizmu, siły i odwagi, oraz akceptacji, że całego świata nie naprawisz ani wszystkich ludzi nie zrozumiesz. A w ogóle, to szkoda krótkiego życia na jakieś „lajsftajlowe blogi”. Miłego weekendu!

      • Lenta

        Co się takiego wydarzyło, że komentarze od Illegitima zostały usunięte?
        Pozdrawiam.

      • Ja ich nie dotykałem, więc zakładam, że sama Illegitima je usunęła.

      • Lenta

        Hej, dzięki za info.
        Intrygujące, zważywszy, że nie zawierały raczej żadnych treści uwłaczających komukolwiek, w tym autorowi (kimkolwiek on był) :)
        Z drugiej strony… kolejna lekcja. Pokusić by się można o wniosek, że zadziałał tu jakiś … lęk.
        Pieprzone lęki – nie pozwalają temu naszemu gatunkowi normalnie żyć…:(
        Pozdrowienia dla nielękających się:)

  • illegitima

    Panie Michale Drogi XD
    Zanim zniknę w niebycie internetów,
    pozwolę sobie tutaj na jeszcze jeden wpis tym razem adresowany
    bezpośrednio do Pana. Trafiłam na Pana bloga wczoraj i temat mnie
    zaintrygował, bo o ile sama nie uważam się za „femi-” ani żadną inną
    „-istkę”, to często bywam wtłaczana w taką szufladkę i co za tym idzie
    konfrontowana z różnymi stereotypami oraz niechęcią części mężczyzn.
    Jako że jednak nic nikomu specjalnie złego nie zrobiłam, to dociekam
    przyczyn tej niechęci. Wiem już, że podobno wzorcowo spełniam definicję
    feministki: kobieta prowadząca z zaangażowaniem swoją firmę,
    interesująca się fizyką i najnowszymi technologiami (bo użyteczne
    gadżety, bo dalsze perspektywy ludzkości, bo transhumanizm?), o zgrozo
    lubiąca majsterkować, za to nie nie lubiąca gotować (nie że „gendery”,
    tylko dlatego, że efekty pierwszego można używać i podziwiać, a efekty
    drugiego nieuchronnie wędrują w dół kanalizacji:P), nie ubieram się też
    na co dzień jakoś seksownie (może to i ładne, ale w sukienkach zimno, a
    szpilki niewygodne – pass), a sama „seksowność” poza sypialnią jest wg
    mnie przereklamowana – tzn. ja wiem, że „fajnie”, tylko tłumacz Pan
    potem rozochoconemu kontrahentowi, że „prezentowany załącznik nie jest
    integralna częścią biznesowej oferty” i ja go wcale nie chciałam
    zachęcić tylko taki mam styl:) – a nie mówię tu o żadnym wulgarnym
    odzieniu, na spędzie nudnych panów po 50-tce już same szpilki + ołówkowa
    spódnica robią krecią robotę. Przez wszystko ww spotykam się regularnie
    z oskarżeniami o przejście jakiegoś lewackiego prania mózgu, a już
    bycie „typową feministką” to moja codzienność. Tymczasem ja zwyczajnie
    dorastałam w dużym stopniu „samopas”, nikt mnie specjalnie w żadną
    stronę specjalnie nie kształtował i tak to nieopatrznie stałam się
    „sobą”. Dopiero w moim dorosłym życiu (które się zbiegło z nastaniem
    internetów i ichnich mądrości, „przypadeq?”;), dowiedziałam się, że to
    generalnie „nie teges” (lawaczka! babochłop! świnka morska!), na co w
    swojej ideologicznej niewinności i ignorancji do dziś reaguję
    zdziwieniem oraz dziecięco naiwnym pytaniem „A dlaczego?”. Pogodziłam
    się z myślą, że zwyczajnie „nie łapię” części kulturowo-społecznego
    kodu, co jest źródłem wielu zabawnych i niezabawnych sytuacji (Y:
    „zastałem Pani szefa” X: „yy, nie?” Y: „a to przyjdę potem”). Nauczyłam
    się też automatycznie tłumaczyć swoje postępowanie czy zakres
    zainteresowań (vide u góry w nawiasach), bo zawsze padają o to mniej lub
    bardziej zawoalowane pytania, co poważnie utrudnia i wydłuża
    komunikację („No bo Ty przecież się tak naprawdę nie interesujesz
    technologią tylko chcesz znaleźć chłopaka” „Niii, w ogóle i
    brońmniepanbucek cobym miała z niej korzystać, a obrączka na palcu to
    dla picu”:D). Niestety przytoczone sytuacje potrafią się nieoczekiwanie
    (przynajmniej dla mnie) rozwinąć w słowną a czasem nie tylko! agresję
    adwersarza, co już takie śmiechowe nie jest, więc niech już samo to
    będzie komentarzem do tej rzekomej powszechnie akceptowanej
    nieograniczonej wolności kobiet w realizowaniu się:)
    Liczyłam, że z
    Pańskiego artykułu dowiem się czegoś nowego w temacie mojego mimowolnego
    bycia abominacją (na szczęście coraz rzadziej i tylko dla niektórych
    ludzi), tym bardziej że Pan też jest „feministką” (i to w
    przeciwieństwie do mnie świadomą!) i jednocześnie mężczyzną, więc
    rozumie zjawisko lepiej i głębiej. Niestety rozczarowanie:( Po
    zachęcających paru linijkach znajduję te same stereotypy, którym zdawał
    się na wstępie przeczyć. I tak (znowu) dowiedziałam się, że jestem słaba
    i roszczeniowa, wszystko mi wolno i mogę się realizować jak chcę (nawet
    wyłącznie przez malowanie paznokci), a biedny facet wszystko „musi” vs
    „nie wolno mu”, i dlatego mnie nie lubi. Aleeeee… „a dlaczego??”O.O.
    Spieszę wyjaśnić, że owszem „mogę się realizować jak chcę”, ale tylko do
    momentu jak zgłodnieję (oj często!:D), bo wtedy się okaże, że żywność
    kosztuje i jednak muszę się realizować tak, żeby z tego wyżyć. „Jestem
    słaba” – yyy, jesli tak, to nie mniej ani bardziej niż mój mąż czy
    jakikolwiek nasz kolega, bo: trzeba mieć siłę wykonywać swoją pracę
    (która bywa upierdliwa choćby była najulubieńsza), wrócić do domu i tam
    też wykonać swój kawałek na froncie obowiązków, a do tego mieć siłę
    walczyć o swoje przekonania i nie dać się wdeptać życiu w ziemię. No
    chyba że mowa o sile fizycznej, to …. oh wait, faceci też nie wnoszą
    lodówek na 5 piętro, specjalne firmy to robią:) Itd. itp. z każdym
    przytoczonym aspektem sielskiej kobiecej egzystencji. Oczywiście można
    (a nawet trzeba!) słusznie skomentować, że mimo nieprzychylnych
    komentarzy części społeczeństwa nadal mogę robić swoje i obecnie nikt
    realnie nie może mi tego uniemożliwić. Święta prawda, ale Panie Michale!
    Panowie! (i Ty, Sabo;) Wy też możecie!:D
    Pisze Pan „nie istnieje
    inna społecznie akceptowana forma realizowania się jako facet, niż
    koszenie hajsu, bzykanie na potęgę i rządzenie żelazną ręką”. Pewnie że
    istnieje, skąd się to Panu wzięło?? Po pierwsze, to co Pan opisuje w
    innych kręgach nazywa się „burak” i wcale nie jest akceptowane. Po
    drugie, znam mnóstwo facetów którzy tego nie robią, cieszą się ogólnym
    szacunkiem oraz mają powodzenie u dziewczyn/kobiet, bo są fajni,
    uczciwi, zrównoważeni i mają do siebie dystans. Więcej Panu powiem:
    mojemu ś.p. Tacie się to udawało na podkarpackiej wsi, a chyba ciężko o
    bardziej konserwatywne i wannabe-maczystowskie środowisko:) Więc da się?
    Da się! Po trzecie, jeśli Pan lub inny mężczyzna ma potrzebę
    realizowania się w inny sposób niż podany, to czemu zwyczajnie nie oleje
    niesprawiedliwych opinii i nie zacznie tego robić?? Pisałam już w innym
    poście niżej, że to są opinie facetów o facetach, zaryzykuję nawet
    twierdzenie, że w większości osiedlowych karków o innych karkach,
    ewentualnie różnych „blachar” – ale tacy ludzie nie tworzą społeczeństwa
    tylko jego margines, komu zależy na ich opiniach oprócz nich samych?
    OK, ja wiem że „karkostwo i blacharstwo” wkroczyło na salony wraz
    internetami i reality show, jednak co do zasady nic to nie zmienia.
    Weszłam
    na Pana profil i widzę, że stara się Pan budować swój wizerunek tak,
    żeby był jak najbardziej „społecznie akceptowalny” wg podanych przez
    siebie kryteriów. To nie jest wcale atak ani przytyk, jeśli ten model
    Panu albo dowolnemu innemu mężczyźnie odpowiada, to ma pełno prawo go
    realizować. Tylko czemu taki ktoś ma problem z feminizmem? Przecież
    aktywnie korzysta z feminizmu zdobywając kolejne wyzwolone kobiety,
    które nie tłumią już swoje seksualności (czyt. nie udają cnotek) i z
    którymi nie musi się potem na stałe wiązać – no i fajnie! A jeśli jednak
    ten model mężczyźnie nie odpowiada, albo w dowolnym momencie
    przestanie, to też – dzięki feminizmowi – ma do wyboru opcję kobiety,
    która odciąży go w tradycyjnie męskiej roli „providera” i z którą
    będzie na zmianę przewijał dziecko i mopował podłogę. Jeśli ktoś nazwie
    go z tego powodu „ofermą” to też nie koniec świata i z reguły świadczy o
    wewnętrznych problemach mówiącego, nie adresata. Dalej: jasne że,
    przyznawanie opieki nad dzieckiem zawsze matce jest niesprawiedliwe, ale
    to właśnie feministki walczą o to, żeby facet zajął się dzieckiem na
    równi z nimi, podczas gdy tradycyjny model mówi, że opiekunką jest tylko
    matka. Dzięki temu panowie też mogą iść na urlop rodzicielski, widok
    mężczyzny na zakupach z niemowlęcym wózkiem nikogo nie dziwi, a także –
    bardzo rzadko, ale jednak coraz częściej – ojcowie dostają opiekę nad
    dzieckiem po rozwodzie i alimenty, powstają też organizacje praw ojców,
    które im w tym pomagają (i nikt z nich nie kpi ani nie nazywa
    gej-kołkiem:)). Jasne, że póki co nie ma równości w tych kwestiach, ale
    też te kilkadziesiąt lat temu to wszystko było w ogóle nie do pomyślenia
    i właśnie feminizm zainicjował zmiany w tym obszarze. Sufrażystki,
    feministki czy jak im tam też długo walczyły o obecny stan rzeczy, a
    przecież nawet u nas w – bądź co bądź pierwszym świecie – idealnie nie
    jest. Wy Chłopaki też musicie przebyć swoją drogę.

    Tak, dziwię
    się narzekaniom na feminizm, bo moim skromnym zdaniem mężczyźni z niego
    również korzystają. Jeszcze bardziej dziwię się, czemu mężczyźni nie
    wezmą z feministek przykładu i nie zaczną się realizować jak chcą, wbrew
    jakimś tam utartym schematom, nie podniosą tego „prawego wiosła”?
    Kobiety miały dużo dłuższą drogę do przejścia, bo prawo zakazywało im
    głosować, kształcić się itp. Wy Chłopaki kwestie legislacyjne macie
    otwarte, nikt Wam nie jest w stanie prawnie niczego zabronić ani
    nakazać, zostaje tylko zmiana mentalności, w większości… własnej i
    innych panów. Na kogo czekacie żeby to za Was zrobił?
    Nie
    jestem też taka pewna, czy mężczyźni faktycznie nie lubią feminizmu. Mam
    wrażenie że spora część lubi, ale jako wygodną wymówkę, którą można
    szybko i skrótowo
    można własne niepowodzenia wytłumaczyć sobie i otoczeniu: „Czemu musisz
    się zajmować dzieckiem? Bo feminizm”; „A czemu nie możesz najmować się
    dzieckiem? Bo feminizm”. :D

  • Volant,

    Odkopię ten ważny wpis sprzed roku.
    100% zgoda – bo sam obserwuję, że w obecnym ruchu ‚femi’ gra toczy się nie o równouprawnienia w o uprzywilejowaną pozycję. Pozycję która zapewnia maksimum przywilejów, absolutnie minimum obowiązków oraz totalne zero odpowiedzialności. I roszczenia w tym właśnie kierunku najczęściej obserwuje.
    Mężczyzna – musi i basta, zero kompromisów ! Kobieta – może, a jak jej się nie zechce to nie musi. Deal with it !
    A argumenty, niezwykle pokrętne logicznie, że jest to poniekąd ‚kara’ za ostatnie kilkaset lat ‚opresji patriarchatu’ – pozostawię bez komentarza. Jasne, bo Ty Volant, ja czy inni żyjący mężczyźni mamy brać odpowiedzialność ze to, co zrobiła nasz pra-pra-pra przodek…
    Szkoda mi tylko zmanipulowanych, młodych wiekiem i niedoświadczonych życiowo młodych mężczyzn, których tak zindoktrynowano (lub chcę się wkupić w wątpliwe łaski pań-feministek), że powtarzają te alogiczne argumenty quasi-feminizmu i traktują jako oczywistość. Panowie, którzy tak czynicie – napiszę po męsku prosto w oczy – robicie za tzw. ‚pożytecznych idiotów’ i jako pierwsi na własnych 4literach przekonacie się jak wspaniały świat ‚równych praw’ przyniesie z sobą realizacja postulatów aktualnie głoszonego feminizmu. I wiecie co? Należy się wam! Za głupotę.

    Równe prawa? Owszem ! Zdecydowanie za!
    Równe OBOWIĄZKI ? Owszem, zdecydowanie za! (już widzę z lekka wykrzywione buzie co niektórych pań… jakie obowiązki…)
    Uprzywilejowanie kosztem kogoś i lansowanie podwójnych standardów (ja mogę! ty tego samego nie możesz!) ? NIGDY W ŻYCIU !!!

    • io 2

      Całkowicie się z Tobą zgadzam.

  • Lenta

    Kochajmy wszystkie kobiety.
    Prawdziwie.

  • Zbuntowana

    W obecnych czasach nikt nic nie musi i to dzięki feministkom bo gdyby ich ruch nie walczył o równość to nadal kobiety i mężczyźni musieliby. Mężczyzna musiałby być mężczyzną czyli ożenić się, zbudować dom, spłodzić syna, posadzić drzewo a kobieta musiałaby być kobietą czyli wyjść za mąż, urodzić dzieci, dbać o męża, dzieci i dom. Volant dzięki temu ,że kobiety mogą robić co chcą Ty też możesz robić co chcesz.

    • wojtek

      Gdybyś lepiej rozumiała feminizm, wiedziałabyś że musi on efektywnie dążyć do narzucania norm społeczeństwu siłą (inaczej nigdy się nie przebije, wrócimy do starej równowagi sił w społeczeństwie).