Co mówią o tobie sukcesy (lub ich brak)?

Co mówią o tobie sukcesy (lub ich brak)?

Mateusza poznałem już dawno – z osiem lat temu. W tamtym momencie byliśmy na dwóch różnych biegunach. Ja poza niezdrowym samozadowoleniem z siebie i pięknymi dyplomami kończonych szkół nie reprezentowałem sobą zbyt wiele. On przeciwnie. W tamtym momencie zarabiał regularnie po 20 000 zł miesięcznie, co znaczyło wtedy tyle, co obecnie znaczy jakieś 40 000 zł. Nie jest to setka najbogatszych, ale wciąż sporo, a zaczynał z niczym.

Jego rodzice nie byli przystosowani do realiów gospodarki wolnorynkowej, więc w latach 90-tych trzymali się kurczowo posad w nierentownych zakładach, a później je stracili. Następnie już tylko chwytali się jednej dorywczej pracy, którą zamieniali na drugą dorywczą pracę. Chodzili do nich w szpalerze billboardów prezentujących rzeczy, których nigdy nie mieli mieć, posiadane przez osoby o ciałach, których nie widzieli na żywo, za wynagrodzenie, na które sami musieli pracować przez cztery miesiące.

Mateusz zaraz po liceum wyjechał z pierwszą falą nowej emigracji tylko, że do Niemiec, a nie do Anglii. Wynajął cuchnące grzybem wilgotne mieszkanie i znalazł pracę w fabryce na taśmie produkcyjnej, co oznaczało pracę na zmiany i wykonywanie tych samych czynności w towarzystwie osób, które nie miały wielkich zadatków na bycie drugim Einsteinem. Kiedy nie stał przy taśmie, nie spał i nie jadł najtańszego śmieciowego żarcia to zamiast przepijać swoje zarobki, uczył się programowania. Z książek. Nie mając ze sobą laptopa. Kupił go dopiero po trzeciej wypłacie.

Rok później wrócił do Polski z mocnym postanowieniem: „Nigdy więcej!”. Otworzył firmę programistyczną z biurem w kawiarni. Zrobił kilka prostych aplikacji, ale bez większych sukcesów. Za to bez przerwy się uczył. Wypuszczał kolejne infoprodukty, a że był bardziej charyzmatyczny niż Rasputin, to się sprzedawały. Stworzył kurs obsługi wordpressa, podstaw programowania w kilku językach i kilka świetnych skórek na blogi, które sprzedawał na całym świecie.

To w końcu musiało się opłacić.

Z nauką, rozwojem czy jakąkolwiek dużą inwestycją czasu jest jak z gąbką – jak wlejesz w nią wystarczająco dużo wiedzy, czasu i energii to w końcu zacznie przeciekać. Najpierw pojedynczymi kroplami, a później całym strumieniem. W ten sposób rosły jego dochody – od nędznych groszy na początku do pieniędzy, o których statystyczna osoba tylko marzy.

Kiedy to się stało wciąż pracował dużo, ale trochę mniej. Nie aktualizował produktów, bo schodziły na pniu. Jak już zrobił coś nowego, to osiągał przychody wyższe, niż kiedykolwiek wcześniej. Pomyślał, że tak będzie zawsze i kupił porsche. Pięcioletnie, ale wyglądające jak nowe. Następnie wziął kredyt na mieszkanie, a w końcu stwierdził, że coś należy mu się od życia i postanowił, że nie będzie pracował więcej niż trzy godziny dziennie. Każdego tygodnia budził się z nową dziewczyną u boku i zapachem włoskiej kawy w mieszkaniu. To było piękne życie.

Inna sprawa, że jego finansowa gąbka nie była uzupełniana jego zaangażowaniem, więc zaczęła schnąć. Niewiele w nią wlewał, więc też płynący z niej strumień zaczął być coraz mniejszy. Dochody spadały najpierw delikatnie, a później coraz mocniej. W końcu zostały mu tylko krople – szybkie deale, które nawet nie przypominały o dawnych sukcesach.

Rok temu zamknął firmę.

To historia jakich wiele. Jedna z tych, które chętnie opowiada się do tezy: „Ty się nie skupiaj na sukcesie, bo dzisiaj jest, a jutro go nie będzie”. To czego się wtedy nie mówi, to tego, że szeroko rozumiany sukces (nie tylko finansowy, ale też ten wyrażony w formie fajnego związku, trwałej przyjaźni czy kontaktu z dziećmi) jest bezpośrednim testem tego, jaką osobą jesteś.

Czy potrafisz tylko mówić, czy umiesz też działać?

W życiu chodzi o trzy rzeczy: jaja, wartość i unikalność. Jest wiele osób, które chcą mieć dom na Malediwach, są przekonane, że potrafią to zrobić i mają umiejętności, które są do tego potrzebne. Tylko, że niewiele osób wychodzi poza słowa. Poświęcają czas na mówienie, ale nie na działania, więc kolejne lata spierdalają im mając za tło wciąż to samo jednogwiazdkowe tło, które po dużej ilości photoshopa wygląda najwyżej na dwie gwiazdki.

Czasem chcą, ale niewystarczająco mocno, więc w końcu zamieniają się w ujadające pieski typu: „Zrobiłbym to lepiej”, ale które nigdy nic nie zrobiły albo w osoby, które wiele mówią o poświęceniu, ale nigdy nie zostaną przy tobie parząc ci fervex, kiedy będziesz mieć prawie 40 stopni gorączki.

Czasem myślą, że mają unikalne umiejętności, ale w rzeczywistości umieją tyle co każdy i giną w tłumie.

Czasem też mają umiejętności i wiedzę, ale nie mają jaj, żeby powiedzieć: „Jestem lepszy. Robię to lepiej. Zasługuję na więcej” albo „Możesz zadowalać się przeciętnością albo przyjść do mnie”, co kończy się tym, że sami muszą zadowolić się życiem kategorii B.

Tymczasem twoja rzeczywistość jest odbiciem tego, czy naprawdę czegoś chcesz, czy robisz coś lepiej niż inni, czy umiesz pokonywać przeszkody, czy umiesz przekonywać innych, czy umiesz zdobyć zasoby, których ci brakuje i czy w ogóle dajesz cokolwiek, czego ktoś może chcieć.

Czy sprzedajesz rzeczy dobre dla innych?

Każda osoba jest jak sklep, w którym sprzedaje określone produkty. Produktami są nasze umiejętności i całokształt oferowanego doświadczenia. Produktem jest więc to, że umie się rekrutować pracowników, inspirować innych albo sprawiać, że dobrze się z nami czują. Bardzo często spotyka się też osoby, które w swoim sklepie mają tylko narzekanie, słowa „Nie da się” i umiejętności, które były przydatne 150 lat temu, ale obecnie nie mają zastosowania. Wszystko razem sprawia, że u niektórych osób się kupuje, a innych się unika, tak samo jak unika się obskurnych sklepów, prowadzonych przez oszustów i mających w ofercie rzeczy, których nie potrzebujemy.

Zarabianie pieniędzy znaczy więc: Chcę u ciebie kupować, bo robisz mi dobrze. Robisz mi dobrze, więc daję ci pieniądze. Robisz dobrze wielu osobom, więc zarabiasz dużo.

Facet dobry z kobietami to nie ten, który dużo bzyka, ale ten, który dużo bzyka, bo kobiety kochają być w jego otoczeniu. Dobry przedsiębiorca to nie ten, który dużo zarabia, ale ten który dużo zarabia, bo rozwiązuje problemy innych osób, za które one chcą mu płacić.

Tak to działa.

Czy po osiągnięciu celu spoczywasz na laurach?

Mój znajomy – Mateusz, był świetny. Potrafił zrobić coś unikalnego i następnie nie utrzymał jakości. Zatrzymał się w miejscu, bo uwierzył, że jest idealny w tym jednym momencie. Patrząc z boku wyglądało to tak, jakby zrobił sobie zdjęcie w chwili kiedy wyglądał najlepiej i nakleił je na lustro. Dzięki temu codziennie wstawał, patrzył na siebie i myślał: „Jestem zajebisty”, ale już nie był. Rósł mu mentalny brzuch, dostawał zadyszki wchodząc po schodach, zrobił się leniwy i zamienił się w przeciętniaka. Zapomniał o tym, że nic nie ma na stałe i przyszłość nadeszła, a on wciąż stał w przeszłości.

Na rynku nic nie jest wieczne i w praktyce są na nim trzy rodzaje firm:

1) Nieuczciwe, które wybiły dzięki posiadaniu olbrzymich jaj, które pozwalały wciskać klientom coś, co nie było dla nich dobre. Ot taki „Wilk z Wall Street” – na krótką metę to się opłaca, ale w końcu taki system biznesowy się łamie. Ludzie dają się oszukać raz, czasem dwa lub trzy razy, ale nie więcej. Wtedy odchodzą.

2) Rozczarowujące, które zaczęły dobrze, ale przestały dawać jakość, z której stały się znane. To grupa, w której są wszyscy producenci, którzy stwierdzili: „Mamy tylu klientów, że zarobimy więcej jeśli trochę oszczędzimy i zrobimy mniejsze opakowania w tej samej cenie”.

3) Utrzymujące jakość, które rozumieją, że stanie w miejscu to faktycznie cofanie się, oszczędzanie na jakości zawsze mści się na brandzie, a sprzeniewierzenie się swoim zasadom zawsze się źle kończy. Nie wiem czy pamiętacie, ale kilka lat temu dotknęło to Starbucksa, który zamiast sprzedawać dobrą kawę zaczął serwować kanapki, wydawać książki i płyty, aż w końcu klienci przestali wiedzieć czym Starbucks jest i zaczęli odchodzić.

Wbrew pozorom dotyczy to nie tylko pieniędzy, ale też wszystkich innych sfer życia. Wystarczy uwierzyć, że coś jest w nim już na stałe, żeby boleśnie przekonać się, że to nieprawda. Że osoba, z którą dzisiaj się obudziłeś jutro też tu będzie. Że przyjaciele zostaną z tobą, mimo że nie utrzymujesz z nimi kontaktów. Że boskie ciało wciąż takie będzie, mimo że przestaniesz o nie dbać. Życie uczy jednego – wszystko, w co przestajesz wkładać swoje zaangażowanie, któregoś dnia umiera.

Natomiast tego nie uczy już ciebie sukces, tylko zachłyśnięcie się nim i chociaż to ważna lekcja, to mam nadzieję, że jej nie poznam.

Dodaj komentarz

59 komentarzy do "Co mówią o tobie sukcesy (lub ich brak)?"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
ebro
Gość

3) Albo ferrari, które sprzedaje buty i perfumy… Wiadome, że się do nich nie umywam i w ogóle nie zarządzam takim przedsiębiorstwem, ale moim zdaniem głupie to.

Volant
Gość

To akurat zależy od filozofii i spójności. Moim zdaniem perfumy Ferrari jako produkt dla uboższych fanów marki nawet się broni, ale to też kwestia spojrzenia.

Valthard van der Sand
Gość

Porsche tez ma Porsche design i sprzedaje mu sie to calkiem niezle.
HD tez ma ciuchy dla tych co moze nigdy w zyciu na motocyklu nie siedzieli.
Chetnych do zaplacenia za znaczek jest najwyrazniej sporo

Crazy bitch
Gość

O ile Ferrari faktycznie wydało w porozumieniu z Pumą produkty wątpliwej jakości (praktycznie logując produkty Pumy) o tyle dodatki by Porsche nie zeszły z jakości marki. Sygnowane jest np. BlackBerry z klawiaturą qwerty albo okulary przeciwsłoneczne w tytanowych oprawach (cenowo 3 pary popularnych RayBanów). Do czego zmierzam. Jedna i druga firma od dawna nie sprzedaje samochodów. Sprzedają styl życia.

Aleksandra Sudoł
Gość

Dzięki, dałeś mi do myślenia.

Przemek
Gość

Potrzebowałem tego tekstu… właśnie dziś, dokładnie o tej porze…

Michał
Gość

„Facet dobry z kobietami to nie ten, który dużo bzyka, ale ten, który dużo bzyka, bo kobiety kochają być w jego otoczeniu. Dobry przedsiębiorca to nie ten, który dużo zarabia, ale ten który dużo zarabia, bo rozwiązuje problemy innych osób, za które one chcą mu płacić.” Amen. Nawet jakbym chciał to nie mam nic do dodania.

Valthard van der Sand
Gość

Rozszerzylbym to: „Dobry facet, to ten, do ktorego lgna te kobiety, ktore on ma ochote bzykac” Pieniadz to pieniadz, od kazdego jest dobry – z seksem jest troche inaczej…..

Maya
Gość

Tu w ogóle nie chodzi o to kto ma na co ochotę tylko jaką reprezentuje sobą jakość. Jeśli masz dobrą jakość to nie działa wybiórczo. Jeśli masz dobrą markę to nawet ludzie nie zainteresowani twoim produktem będą go chwalić. Więc do faceta „dobrego z kobietami” lgną wszystkie kobiety niekoniecznie nawet zainteresowane jego bzykaniem, a już na pewno nie tylko te, na które on ma ochotę.. To nie jest dobry facet..

Vika Nova
Gość

Oczywista oczywistość zabija wszystko… „Po co miałem dzwonić w przerwie, przecież wiadomo, że po powrocie będziesz” i się zdziwił. Świetny wpis. Brawo!

Syntia Grochowska
Gość

Super wpis ! :) Jak zawsze.. :D haha, uwielbiam czytać Twoje wpisy :)
Czasami tak mam, zachłysnę się swoją ‚zajebistością’, a później stoję w miejscu.. :)
Np. kiedyś w pierwszej technikum mój poziom angielskiego na tle klasy był tak wysoki, że inni mogli tylko pomarzyć o tym by mówić tak jak ja. Oczywiście nauczyciel mnie chwalił itp.. No i właśnie stanęłam w miejscu, pod koniec technikum połowa klasy mówiła o niebo lepiej niż ja, wiedzieli więcej, a ja zostałam na poziomie pierwszej klasy technikum i porządnych zdań nie umiałam skleić. :)

Michał Stępkowski
Gość

Święte słowa. Inny przykład. Żeby zrobić dziecko też trzeba się trochę postarać. Żeby wychować dziecko trzeba o wiele więcej pracy.
Wracając na grunt firmy, zdobyć klientów to nie problem. Utrzymać i rozwijać firmę w czasach hossy i bessy to już sztuka. Nawet najlepsze pieczywo czerstwieje z czasem. Trzeba wypiekać kolejne żeby ludzie kupowali. Rynek zazwyczaj pozwala wielu firmom konkurencyjnym istnieć obok siebie, ale jak się nic nie robi to klienci szybko do konkurencji odchodzą.

Valthard van der Sand
Gość

Problemem dzisiejszych czasow jest to, ze wlasnie kazdy powinien byc jak sklep….
Sprzedaje sie, sprzedaje swoje zdrowie, czas, osobowosc tak aby zadowolic innych. Jesli robi cos co jest bliskie jego sercu to jest ok, pomga ludziom, robi to z pasja, realizuje sie. Duzo gorzej, jesli miara sukcesu i zadowolenia sa wylacznie pieniadze. Czesto, Volant, promujesz ten drugi modus operandi – o wiele za czesto.
Ludzie czesto za bardzo skupiaja sie na sukcesie finansowym, i to glownie dlatego, zeby pokazac innym jacy sa zajebisci. A po prostu zapominaja o tym, zeby ZYC

Karolina G.
Gość

Z ust mi to wyjąłeś! Ze swojego punktu widzenia mogę powiedzieć, że większość sukcesów jakie udało mi się osiągnąć są kompletnie niewymierne i nieprzekładalne na pieniądze. Rzeczy, których się nauczyłam kompletnie dla własnej satysfakcji, radochy i dlatego, że o moje hobby. Bariery, które w sobie przełamałam szukając sposobu metodą prób i błędów, bo stwierdziłam, że żaden lekarz nie zna mnie lepiej niż ja sama. I tak się teraz zastanawiam – z przymrużeniem oka, ofkors – czy powinnam nazywać je sukcesami wedle tego co Volant napisał. Czy to może raczej jedynie jakieś tam osiągnięcia, a nie sukcesy, skoro nie zarabiam na nich.

Adrian Pakulski
Gość

Sukces to dobicie do wcześniej postawionego sobie celu, niezależnie od tego, jaki ma wymiar (finansowy, emocjonalny). Dla jednego to wejście na Everest, innego nowe Audi A8 za pół bańki, dla kolejnego zerwanie z nałogiem etc. Trudno byłoby mierzyć wszystko liczbami zer na koncie, prawda?

Pragmatus
Gość

Ale to jest naturalne jak grawitacja, póki nie wyjdziesz poza socjalistyczną mentalność w tym zakresie, to będziesz cierpiał. Z resztą… to zapominanie żeby żyć to błąd taktyczny tych którzy tak robią, trzeba umieć sobie wyznaczyć granice.

Valthard van der Sand
Gość

Zyj i pozwol zyc innym. Jesli ludzie chca robic wszystko tak aby zarabiac pieniadze – kapitalizm jest swietnym systemem, zeby to robic, plutokracja tym bardziej.
Dla mnie sprzedawanie sie na kazdym kroku tworzy tlum identycznych ludzi, z ktorymi nawet nie da sie szczerze porozmawiac, bo na kazdym kroku szukaja okazji do zarobienia pieniedzy – „networking” i zachowuja sie tak, aby „wygladac, ze odniesli sukces”.
Dla mnie to ultra sztuczne, ale skoro pieniadze sa dla ludzi warte takiego zachowania – maja do tego prawo.

Pragmatus
Gość

Dobrze! Ale to jest ICH wola, nikt nie ma prawa narzucać ludziom JAK mają żyć. Tak ten świat po prostu skonstruowany jest. Możemy krzewić idee innego sposobu życia JEDYNIE, ale wymuszanie tego poprzez uregulowania prawne to faszyzm, terroryzm. Ja także jestem anty w stosunku do tego jak jest z wielu powodów, żyję w sposób minimalny itd. i mogę jedynie polecać określony styl życia, promować, ale nigdy nie przyłożę ręki do regulacji, które narzucałyby innym jak mają żyć – a dziś to jest nagminne.

Karolina G.
Gość

Dlatego warto mieć pasje i zainteresowania żeby uniknąć tego obrzydliwego uczucia stagnacji i nie czekania na nic. Nawet w związku.

Adrian Pakulski
Gość

Każdy sukces potrafi rozleniwić. To trochę tak, jak rekinem, który upolował wieloryba, opchał się i nie czuje już tej krwi w oceanie, nie szuka dalej. Stymulacja żołądka jest na tym etapie kluczowa.

Volant
Gość

Na tym etapie próbuje się pozbierać i zaczął nowy projekt. Jeszcze nie wiadomo co z tego będzie, ale bardzo mu kibicuję.

Ciekawa dusza
Gość

To dobrze. Nie można się poddawać. Mówią, że co nas nie zabije, to wzmocni. M. na pewno da radę.

Crazy bitch
Gość

Zajebista w formie opowieść człowieka, który nie ma pojęcia o czym pisze. Człowiek nie jest maszyną do sukcesów, czy do zaspokajania klienta coraz lepszymi produktami. Czasem trzeba odpuścić. Pożyć. Po co Mateuszowi ta kasa i sukcesy skoro po 10 latach był już znerwicowanym pracoholikiem nie mającym czasu wydawać tych pieniędzy? Gdyby nie zwolnił tempa po 20 kiepnąłby na zawał albo od przedawkowania środków nasennych. Bo taka jest cena ‚sukcesu’. Sukces to żyć szczęśliwie

Volant
Gość

„Po co Mateuszowi ta kasa i sukcesy skoro po 10 latach był już znerwicowanym pracoholikiem nie mającym czasu wydawać tych pieniędzy? Gdyby nie zwolnił tempa po 20 kiepnąłby na zawał albo od przedawkowania środków nasennych.”

Yyyyy a skąd te założenia? Gdyby to tak działało to ani Kulczyk ani Solorz nie dożyliby swojego wieku.

Valthard van der Sand
Gość

Mariusz Łukasiewicz sobie za dlugo nie pozyl.
A przyklady nomenklatury z PRLu sa slabym wzorem dla przyszlych biznesmenow.
Co innego Richard Branson albo Bernard Madoff :)

Volant, ciekawe czy Jerzy Kukuczka, Alan Watts albo Richard Dawkins wg Ciebie odniesli sukces?

Crazy bitch
Gość

Madoff? ;> To akurat nie jest słaby przykład. Jest tragiczny. I nie żal mi ludzi, którzy inwestowali w ryzykowny biznes bo to było modne i elitarne. Biznes to biznes. Jednak… Syn Madoffa popełnił samobójstwo w rocznicę aresztowania ojca, argumentując to tak, że staruszek okrył go hańbą i wychował w kłamstwie. Z czego nie potrafi się dźwignąć i czego nie może sobie wybaczyć (pracował w firmie ojca). Bernard poniósł klęskę jako człowiek.

Valthard van der Sand
Gość

Zgodnie z definicja w artykule Madoff sukces odniosl.
W koncu zarobil kupe kasy

Karolina G.
Gość

Idąc Twoim tropem rozumowania, z którym się zgadzam, Maria Skłodowska-Curie (ostatnio na biograficznym topie) też jest świetnym przykładem. Na epokowym odkryciu nie zarobiła złamanego grosza, żyła skromnie, nie rozumiejąc dlaczego nagle wszyscy chcą się nią i jej pracą interesować. Mało tego, nie wzięła pieniędzy, które jej oferowano za odkrycie radu. Argumentowała to tym, że nie wynalazła niczego nowego, a tylko odkryła pierwiastek, który od zawsze istniał w przyrodzie.
Zaś na drugim biegunie jest moja absolutna faworytka, która mogłaby być świetnym, w dodatku pozytywnym przykładem do postu Volanta. Ze zrozumiałych przyczyn i bez złośliwości zakładam, że o niej nie słyszał – Helena Rubinstein. Jest uznawana za jedną z najbogatszych kobiet świata. Wyjechała z Polski, z krakowskiego Kazimierza do rodziny w Wiedniu, stamtąd popłynęła do Australii. Jak zwykle bywa w takich historiach, miała przy sobie jakieś skromne pieniądze. O tym, co udało się jej stworzyć zadecydowały zmysł obserwacji, odwaga żeby przeciwstawić się konwenansom i… przepisy na maseczki do twarzy własnej mamy. I wielce żałuję, że jeszcze do tej pory nie nakręcono filmu biograficznego właśnie o niej, a robi się takie gnioty jak Wilk z Wall Street, czy Jobs.

Volant
Gość

Dlaczego miałbym nie słyszeć o Helenie Rubinstein? Przecież to nie jest jakaś niszowa postać. Nie słyszeć o niej to tak jak nie słyszeć o Maxie Factorze albo o braciach Warner.

Karolina G.
Gość

Bo jesteś facetem. Rzadko interesujecie się historią marek kosmetycznych. I owszem, jest to dość niszowa postać; podobnie jak Eugene Schueller, czy Antoine Cierplikowski.

Volant
Gość

Mam nadzieję, że nigdy nie powiem zdania w stylu: „Na pewno nie wiesz kto to Niki Lauda, bo jesteś kobietą”. Co płeć ma do rzeczy? Kobiety tak płaczą, że są stereotypowo traktowane, a jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że tak samo stereotypowo traktują innych.

Karolina G.
Gość

Płeć ma wiele do rzeczy, jeśli nie większość – polecam książkę „Paradoks szympansa”. Są kobiety i są mężczyźni i nie da się postawić między nimi znaku równości na pewnej płaszczyźnie. Ja nie płaczę z powodu stereotypów, bo z nimi spotykam się od kiedy usiłowałam po raz pierwszy znaleźć pracę. Przywykłam do tego, że ludzi się ocenia w taki, a nie inny sposób. Mało tego, uważam, że nie ma takiej osoby, która wymyka się owej ocenie. Nawet Ty. Piersiami nieba nie podniesiesz, no nie da się. 3/4 wpisów na Twoim blogu o tych różnicach traktuje.
O Nikim Laudzie powstał jakieś 2 lata temu film, całkiem fajny z resztą „Wyścig” (Rush). Polecam. I w pewnym sensie będziesz miał rację, jeśli powiesz, że nie wiem kto to. Z grubsza wiem, ale mnie jego postać nie fascynuje tak bardzo, jak wspomniane wyżej dwie kobiety.
I jeszcze mała uwaga dot. semantyki – użyłam określenia „rzadko interesujecie się”, co oznacza, że dopuszczam możliwość istnienia mężczyzn, którzy z różnych powodów mają takie, a nie inne zainteresowania. To po pierwsze, po drugie z szacunku do Ciebie, jako autora bloga i osoby, która jakiś poziom sobą prezentuje. Zaś Ty użyłeś sformułowania „na pewno”. Na pewno to się umrze i zapłaci podatki.

Volant
Gość

Co do semantyki, to ja nie powiedziałem, że nie wiesz kto to Niki Lauda tylko podałem zdanie, którego mam nadzieję nigdy nikomu nie powiedzieć tylko na podstawie płci tej osoby :)

Karolina G.
Gość

A ja stwierdziłam ile jest warte określenie „na pewno”. Przy okazji – przypomniał mi się kawał z dość długą brodą. Co mają wspólnego kobieta informatyk i świnka morska – ani to świnka, ani to morska.

Volant
Gość

Pas :D

Better
Gość

Karolino, że kobiety pierwsze krzyczą, ze się je upodmiotawia, ale same traktujemy często facetów jak półsprawnych umysłowo. Jak my same nie zaczniemy widzieć w nich równych sobie w różnych sferach życia (nie tylko w tych w których nam wygodnie) to nie bardzo powinnyśmy narzekać.

Nie wiem zakładam, ze również duża częsc dziewczyn nie bedzie wiedziała kto to Helena Rubinstein. Czy bedzie ich mniej niż chłopaków nie jestem taka pewna. Dla wielu dziewczyn to poprostu luksusowa marka kosmetyków i nawet się nie zastanawiaja czy to coś znaczy czy nie:). Film o Chanel był wcześniej niż film o Jobsie.

Volant
Gość

Przykłady nomenklatury PRL to niemal jedyne, polskie, współczesne przykłady jakie mamy. Zgoda – nie są idealne, ale im pieniądze też z nieba nie spadły, bo dookoła nich było dużo osób, które też mogły skorzystać na byciu w dobrym miejscu i dobrym czasie, a wciąż tego nie wykorzystały. Kulczyk skorzystał z warunków jakie były, bo innych nie miał do dyspozycji i można tylko gdybać czy gdyby urodził się w innym miejscu i czasie to czy poradziłby sobie lepiej czy gorzej. Osobiście wolę więc nie skreślać tych osób, przede wszystkim dlatego, że bardzo nie chciałbym być osobą, która usprawiedliwia swoje życie (i kondycję finansową) argumentami o tym, że Kulczyk się dorobił dzięki PRL, agenci WSI rozkradali państwowy majątek, a inni ludzie współpracowali z mafią, bo to prowadzi do wniosku, że nie warto, nie da się, nie ma się szans i niezbędnych dojść, a na taki wniosek nigdy nie będę gotowy.

Co do innych postaci, które wymieniłeś to sukces jest łatwy do ocenienia, więc tak – uważam, że Kukuczka, Watts i Dawkins odnieśli sukces. Ba! Uważam, że Tadeusz Rydzyk też go odniósł. Tu nie ma pola do większej dyskusji.

Pole do dyskusji pojawia się przy ocenianiu sukcesu i tego, jak go konkretna osoba wykorzystała, jaką zmianę wywarła w świecie (i czy jakąkolwiek) oraz co po sobie zostawiła.

Uważam też, że to bardzo korzystne, że jest tyle wzorów osób, które odniosły mniejszy lub większy sukces, bo można wybrać wzór, który nam najlepiej pasuje i przewidzieć możliwe konsekwencje tego wyboru. W ten sposób wolę wybrać Bransona niż Jobsa i Rolling Stones, niż Nirvanę. Tylko, że to już subiektywna kwestia gustu i oceny konsekwencji czyjegoś sukcesu.

Szymek Woliński
Gość

Volant jak Ty to robisz? Nie chodzi o to, żeby Ci słodzić… ale… jeszcze nie natrafiłem na Twój tekst, który nie trafiałby w punkt. Czy to już po prostu aż tak dobry warsztat i odpowiednia praca z tekstem czy Ty naprawdę masz aż tak obiektywne i, nie ukrywajmy, właściwe postrzeganie rzeczywistości? To samo z „Piątym poziomem”… wszystko w punkt. Z jednej strony trochę Ci zazdroszczę a z drugiej czekam na kolejne teksty. Chapeau bas. Serio. Pozdrawiam :)

Volant
Gość

To jak sobie poradzisz z przukładem Amancia Ortegi, który rozpoczynał od poziomu robotnika do zostania najbogatszym człowiekiem w Europie?

Volant
Gość

Następnych shotów nie będzie. Już ogarnąłem, że dla ciebie każdy, kto zarabia jest kłamcą, oszustem lub farciarzem, a jeśli przypadkiem nie jest to stres go wykończy i umrze w męczarniach :)

Valthard van der Sand
Gość

Co jest zlego w byciu farciarzem? Przeciez to rewelacyjna sprawa.
A co do oszukiwania w biznesie – calkowicie legalnie, fair i uczciwie duzego biznesu nie da sie zrobic, bo zawsze konkurencja w postaci tych mniej fair, mniej legalnych i mniej uczciwych bedzie skuteczniejsza. Oczywiscie wszystko zgodnie z przepisami i prawem.

Volant
Gość

„calkowicie legalnie, fair i uczciwie duzego biznesu nie da sie zrobic, bo zawsze konkurencja w postaci tych mniej fair, mniej legalnych i mniej uczciwych bedzie skuteczniejsza. Oczywiscie wszystko zgodnie z przepisami i prawem.”

Podejrzewam, że nie mówisz tego na podstawie swojego doświadczenia, więc nawet nie ma sensu tego komentować.

Valthard van der Sand
Gość

To opinia moich najblizszych znajomych biznesmanow.
Czy zatrudnianie 12 latkow do szycia ubran w Bangladeszu jest fair?
Czy zakladanie central w rajach podatkowych jest uczciwe?
Czy zatrudnianie ludzi na czarno/niejasne kontrakty jest legalne?

Dasz rade konkurowac z firma, ktorej koszty dzieki takim praktykom sa sporo nizsze, a produkuje dokladnie to samo?

Volant
Gość

Tylko, że tutaj dochodzi się do momentu, kiedy ocena nie jest taka prosta, bo czy np. lepiej zatrudnić kogoś na czarno czy nie zatrudnić kogoś w ogóle? Lepiej zatrudnić kogoś w Bangladeszu za miskę ryżu czy tego nie zrobić i doprowadzić do sytuacji, w której ktoś nie ma nawet tej miski ryżu? Jak w ogóle to ocenić biorąc pod uwagę, że ktoś podjął się tej pracy i stwierdził, że jak dla niego warunki są ok? Ja nie umiem tego jasno ocenić i zakwalifikować.

Valthard van der Sand
Gość

Dlatego napisalem „calkowicie legalnie, fair i uczciwie duzego biznesu nie da sie zrobic”.
Bo gdybys chcial byc w porzadku, zadbalbys o porzadne warunki BHP i pelnoletniosc pracownikow, zaplacil wszystkie podatki i oplaty socjalne a Twoja konkurencyjnosc by spadla.
Ja tez nie bede tego ani ocenial ani kwalifikowal. Moge najwyzej zastanowic sie gdzie i co kupuje, biorac pod uwage powyzsze czynniki

Crazy bitch
Gość

Nie. Absolutnie nie. :)

Po prostu dla mnie sukcesem jest dorobić się szybko i uczciwie, po czym rozsądnie ulokować fundusze i cieszyć się życiem. Umieć zejść ze sceny w dobrym momencie. Ludzie nie są równi. Smutna prawda. Nie warto poświęcać się na rzecz ciągłego gonienia króliczka. Porównywać się z farciarzami czy oszustami i stawać z nimi w szranki. A Ty właśnie to piętnujesz w swoim tekście. Zejście ze sceny. Przerwanie walki.

Podziwiam ludzi sukcesu (ale jest ich niewielu). Uwielbiam przebywać w towarzystwie geniuszy (nie mylić z nerdami i ekspartami-teoretykami). Wiesz co ich wyróżnia? Widzą więcej. Mają otwarty umysł. Nie generalizują i nie starają się upchnąć wszystkich i wszystkiego w szuflady. A Ty chyba masz akurat do tego skłonność :P Trafnie opisujesz fragmenty rzeczywistości, ale to nie są prawdy uniwersalne. Napisanie że w każdym podobnym przypadku jest podobnie to błąd.

Tak jak ten tekst o kobietach po 30stce. Jakby przekroczenie magicznej granicy wieku mogło zmienić człowieka. Opisałeś kobietę świadomą siebie samej, zakładając, że nabranie świadomości zajmuje określony kawał czasu. A to wszystko jest bardzo indywidualną sprawą.

Albo to tutaj: Określanie wartości faceta (dobry) bo dużo bzyka i kobiety do niego lgną? Zauważyłeś jak kobiety lgną do wyprzedaży? Kupują wtedy szmaty bo były w promocji, na które normalnie by nie spojrzały. I nie zakładają ich często ani razu. Tak samo jest z takimi ‚mężczyznami’. Co z tego, że dużo bzyka jak żadna go nie chce na wspólne życie? I wyrywanie kolejnych wątpliwej jakości dup nie podwyższy wartości takiego faceta.

Volant
Gość

Nie piętnuję zejścia ze sceny jeśli jest to czyimś wyborem. „Mam tyle ile potrzebuję – schodzę, jestem szczęśliwy” – spoko. Tylko to nie jest przypadek z tego tekstu, bo on dotyczy bankructwa, a nie cieszenia się życiem zgodnie ze swoją wolą, a ty usiłujesz dociąć go do swojego spojrzenia na rzeczywistość. Nie musisz. Serio. Bądź szczęśliwa z tym w co wierzysz. Czy to, że ja uważam zmienia jakoś twoje życie? Bo to że ty się ze mną nie zgadzasz nie sprawia, że jestem mniej szczęśliwy.

Valthard van der Sand
Gość

Kazdy ma swoj wybor i kazdy definiuje sukces na miare swoich potrzeb. Jeden uzna Skolodowska za frajerke a Madoffa za geniusza a drugi zupelnie inaczej.

Mario
Gość

Już po pierwszych paru zdaniach nie chciało mi się tego czytać.. Po pierwsze programista. Programista i odrobina wysiłku = $. Gdybyś chciał zostać stolarzem czy nauczycielem to przy 100 razy większym wisiłku nie zarobiłbyś tyle kasy. Po drugie volant pisze blogi i sprzedaje książki więc również nie jest to praca typu korpo na etacie. To tak jak grzesiak który uczy jak być milionerem a stał się nim dopiero gdy zaczął uczyć jak sie stać milionerem

Volant
Gość

I ja się z tym zgadzam, ale to świadczy tylko o tym, że są zawody/zajęcia gdzie zarabia się dużo i takie, w których zarabia się niewiele. Jak ktoś chce zarabiać dużo to nie powinien wybierać zawodu, który mu tego nie da i zostawać np. nauczycielem, a jeśli bardzo chce być nauczycielem to warto byłoby postawić np. na organizację i zakładanie sieci szkół według dobrze opracowanego systemu edukacyjnego. Edukacja to bardzo duża i niewykorzystana nisza (o czym świadczy również przykład wspomnianego przez ciebie Grzesiaka). Wszędzie da się zarabiać dużo, ale nie w każdy sposób. Zwykle trzeba postawić na dużą skalę działalności.

pionierka|pionierka.pl
Gość

Bycie organizatorem i twórcą szkół nie pozostawia zbyt wiele czasu na bycie nauczycielem.

Volant
Gość

To zależy od definicji nauczania, ale nawet jeśli ktoś nie chce bawić się w tworzenie szkół to wciąż może uczyć bardziej przydatnych rzeczy, niż przedmioty szkolne, za większe pieniądze i delegując zadania, których nie musi osobiście wykonywać.

pionierka|pionierka.pl
Gość

Jeśli ktoś po prostu chce uczyć matematyki w szkole, bo to jego pasja to sugerowanie mu uczenia czegoś innego jest jak namawianie na pierogi z mięsem kogoś, kto ma chęć zjeść sushi.

Tomek
Gość

W pewnej z ksiazek o tematyce self-development sukcess byl definiowany jako „biproduct of achieving your goals” od tamtego czasu uwazam ze wazniejsze jest dazenie do realizacji swoich celow z czego mozna zdobyc wieksza satysfacje anizeli z samego tytulu finansowego zadowolenia

Adrian Pakulski
Gość

Gorzej, jeśli tych celów nie możesz osiągnąć ze względu na barierę finansową, a tak często jest.

iliq
Gość

Piszesz, tak jakby to miał być koniec dla niego. Sam to przerabiałem przez jakieś pół roku. Jak się zaczyna zarabiać dużo większą kasę niż przeciętny Polak to niestety tak jest. Życie jest pasmem pomyłek z których wyciąga się feedback. Będąc młodzi, bez bogatych rodziców, którzy od dziecka będą nas ostrzegać przed pewnymi rzeczami, będzie się takie rzeczy robić, nawet jak się wiele rzeczy czyta. Imo Michał zrobił bardzo dobrze, miał ciśnienie na ruchanie, baller lifestyle i inne rzeczy, zobaczył jaką to ma cenę, teraz stwierdzi co jest dla niego ważne i zacznie działać ponownie. Rozleniwienie wynikła z tego, że wydawało mu się, że spełnił wszystkie swoje marzenia.

iliq

Mięta
Gość

Bardzo prawdziwe. Zaangażowanie jest ważne. Nie wystarczy trzymać standardów, trzeba też przypominać o swoim istnieniu, nawet jeśli mamy zadowolonego klienta od 10 lat. Ponieważ konkurencja nie śpi. Dlatego w biznesie ważne są relacje. Co do zachłyśnięcia się dobrostanem to można poszaleć, wydawać po 10 tys za dobę w hotelu, kupować ciuchy po kilkadziesiąt tysięcy złotych, pić szampana, podróżować gdzie dusza zapragnie itd. żyć tak przez rok, dwa, trzy i obudzić się z ręką w nocniku. Przez jakiś czas żyć w iluzji, że nic się nie zmieniło. Potem zejść, albo runąć na ziemię. Tylko, jeśli wiedziałabym, że to się kiedyś skończy to pewnie żyłabym dojrzalej, bardziej racjonalnie, pewnie zainwestowałabym pieniądze itd. Czy żałuję? Nie.

dziennikipodrozne.wordpress
Gość

Trafiłem na Twojego bloga dopiero dzisiaj – i żałuję, że tak późno (ale jak wiadomo lepiej późno niz wcale). Dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy mają jaja żeby mówić to co myślą, do tego myślą mądrze i potrafią to przelać „na papier”. Pozdrawiam!

Renardyn
Gość

o sukcesach i porażkach finansowych
http://www.renardyn.pl

wpDiscuz