Najlepsze kobiety są egoistkami

Najlepsze kobiety są egoistkami

Mam kumpli i jak każdy kto ich ma, siłą rzeczy słucham lekko przetrawionych wniosków na temat kobiet – tych współczesnych, modnych, potrafiących mówić w co najmniej jednym obcym języku. Zwykle te męskie rozmowy prowadzą do stwierdzenia, że poznawanie się ludzi jest jednak przewrotne, bo wszyscy składamy się z warstw i tylko w niewielu przypadkach zyskujemy na ich zdzieraniu. Znacznie częściej osoby, które wydawały się dziwne, po dłuższej chwili wydają się jeszcze gorsze, a z tych, które zakwalifikowaliśmy do grupy normalnych, wychodzą pozaszywane lęki, bolące blizny przykryte warstewką podkładu i pytania, które wracają jak bumerang.

Jeśli po tym wstępie sądzisz, że to jest tekst o tym, że kobiety są złe, to jesteś w błędzie. To tekst o tym, że kobiety nie są wystarczająco dobre – przede wszystkim dla siebie.

Na przestrzeni ostatnich dwudziestu paru lat kobiety nauczono wszystkiego. Usłyszały, że mogą zostać naukowcami, menedżerami i politykami. Dowiedziały się, że dojrzewają szybciej od chłopców i rozwijają się sprawniej. Ich wiarę w siebie wzmocniono przekonaniem o multizadaniowości, a świat skurczył się tak bardzo, że poczuły, że w zasięgu ich ręki jest cokolwiek zechcą, jeśli tylko będą pracować wystarczająco ciężko i wystarczająco mądrze. To dzięki temu statystycznie osiągnęły więcej niż ich matki.

Tylko jednocześnie nie nauczono ich, jak ważne są ich potrzeby, bo o seksie i związkach z dziećmi się nie rozmawia. Najpierw są na to za to za małe, a nagle stają się za duże. Zawsze ten temat jest nie po drodze i nieważne, że będzie towarzyszył ci przez całe życie jak ścieżka dźwiękowa w filmie i lepiej, żeby dodawał energii, niż zgrzytał, wkurwiał i wprowadzał w depresyjny nastrój. Nie mając innych wzorców, kobiety najczęściej przejmują postawy swoich rodziców – tych wszystkich matek-polek, które podkulały ogony, bo właśnie to powinna robić kobieta, starały się o to, żeby lepiej gotować, prać i sprzątać, oraz rezygnowały z własnych celów dla czegoś ważniejszego – dla miłości. Bo kobieta się poświęca. Kocha po cichu i nie bardzo liczy na wzajemność. Kobieta jest zabiegana, zmęczona niedoceniana, a skoro tyle z siebie daje to też jej się dużo należy. Tak powstaje jedna z wielu wariacji na temat syndromu sztokholmskiego w wersji light i szklanymi wieżowcami w tle.

Dzięki temu wejście przez przeciętną dziewczynę w dorosłość oznacza znalezienie się w świecie, w którym nie wie gdzie jest góra, a gdzie dół i w którym musi poruszać się skrępowana społecznymi nakazami i zakazami. W szkole sumiennie odrabiały lekcje bez zastanawiania się czy to ma sens. Po zakończeniu szkoły równie bezrefleksyjnie przyjmują, że szczęście jest dodawane gratis do sukni ślubnej. Ewentualnie stwierdzają, że mają to w dupie i nie popełnią błędów swoich matek, więc każdy ich związek jest niekończącą się wojną o wpływy, dominację i pokazywanie, że się nie podporządkują i wolą żyć z kotem, psem lub świnką morską, niż z facetem.

Dla mężczyzn oznacza to wybór spomiędzy kobiet typu „Dam ci wszystko” i „Wezmę od ciebie wszystko”. Pośrodku nie ma miejsca dla postawy: „Dam ci tylko to, co będę chciała dać i wezmę to, czego potrzebuję”. Sprawia to, że randkowanie sprowadza się do spotykania wydmuszek – dziewczyn, które według obowiązującego prawa mogą wziąć kredyt hipoteczny, pojechać do Las Vegas i wyjść za mąż, a za wielokrotne morderstwo dostać dożywocie, a jednocześnie paraliżuje je problem: „Co on pomyśli, jeśli zagadam pierwsza?”.

Klask, klask. Powitajmy silną i niezależną kobietę XXI wieku.

Taka ciekawostka. Co kobiety piszą do mnie w mailach? Pytają czego chce facet. Czy nosić szpilki czy airmaxy? Czy jeśli on okazał się być skończonym idiotą, to co zrobić, żeby to zauważył i jednak wrócił? Wszystko to podlane dawką pytań o czy w łóżku mruczeć czy krzyczeć, jak mają wyglądać i jak się zachowywać, żeby było dobrze?

Moja odpowiedź brzmi: Jak ci się podoba.

Egoizm ma w Polsce słaby PR, bo PRL nauczył, że o siebie dbają społeczne pasożyty. Dobry człowiek to ten, który jest trybem w maszynie, a egoista sprawia, że ta maszyna się psuje. Tylko, że tak nie jest. Egoista to nie człowiek, który wykorzystuje innych, nie cham i nie skurwysyn. Egoista to ktoś, kto pamięta, że jego potrzeby są ważne. Tylko tyle. Mam wrażenie, że duża część kobiet bardzo potrzebuje usłyszeć coś, czego nie usłyszały w domu – że mają prawo żyć jak chcą, że nic nikomu nie są winne i że dbanie o siebie nie czyni ich złymi osobami. Więc powiem ci to: Masz do tego wszystkiego prawo i jest to lepsze nie tylko dla ciebie, ale też dla wszystkich.

Tylko teoretycznie spotykanie kobiet, których celem życiowym jest zrobienie dobrze mężczyźnie brzmi świetnie. W praktyce wiąże się z tym więcej wad niż zalet i stawiam Jacka, że nie tylko ja podpiszę się pod każdym ze zdań poniżej.

Nie chcę poznawać zestandaryzowanego wizerunku kobiety, która będzie rumienić się w tych samych momentach, mówić, że nie jest taka jak wszystkie i nie napisze mi pierwsza SMS’a, bo „co on sobie pomyśli”.

Nie chcę żebyś zachowywała się tak, jak bezrefleksyjnie uznałaś, że powinnaś, a następnie wystawiała mi za to rachunek w postaci słów: „Robiłam to dla ciebie”. Nie chcę mieć służącej, sprzątaczki, kucharki, damy w salonie i dziwki w sypialni. Chcę osoby, która robi to, czego sama chce. Gdybym chciał mieć kucharkę to za bardziej sprawiedliwe uznałbym zarabianie tyle, żeby ją zatrudnić. Jeśli chodzi o partnerkę to chcę, żeby robiła to, co chce, a nie naginała się dla związku. Chcesz? To tak się zachowuj. Nie chcesz? To tego nie rób. Tylko nie dopisuj do tego ideologii, że są rzeczy, które musisz robić, bo inaczej każdy facet od ciebie odejdzie. Wiesz co? Chuj z nim. Niech idzie. Związek to nie miejsce na kompromisy i najgorsze co możesz zrobić to przehandlować siebie w zamian za cudzą uwagę.

Nie chcę żebyś dla wyższego celu (czyt. związku) umniejszała swoje osiągnięcia albo poświęcała swoje plany, bo nie jest moim marzeniem relacja wymalowana przez żal i poczucie straty. Chcę wiedzieć, że jesteś ze mną, bo mnie akceptujesz, a nie dlatego, że właśnie na twojej tablicy na FB pojawił się wysyp sukien ślubnych, a ciotka powiedziała: „Kiedy zatańczę na twoim weselu, Ewcia?”.

Nie chcę, żeby uszczęśliwiał ciebie związek. Naprawdę wolę, żebyś weszła w niego będąc szczęśliwa.

Nie chcę w swoim otoczeniu kobiet, które zanim nauczyły się kim są weszły w długi związek i zamiast tego nauczyły się, że bez faceta u boku, one nie istnieją. Nie chcę tych, które tak długo zastanawiały się nad tym, czego chce facet, że nie zastanowiły się czego chcą same. Czego oczekują? Jak chcą być traktowane? Jakich zachowań nigdy nie zaakceptują? Co im sprawia przyjemność? Jakie cele chcą zrealizować całkowicie dla siebie, żeby kiedyś stwierdzić: „Tak, miałam fajne życie”?

Na koniec nie chcę poznawać kobiet, które czytając tę listę stwierdzają: „Ok, ty nie chcesz, ale inni mężczyźni tak nie myślą”. To wymówki.

Każdy chce mieć piękną relację zbudowaną na szczerości i porozumieniu. Jednak mam wrażenie, że niewiele osób tego doświadcza. Zwykle poznajemy tylko swoje maski. Dotykamy ich w rękawiczkach przez jakiś czas, a następnie odchodzimy od siebie rozczarowani, oszukani i z irytującą świadomością, że nigdy naprawdę się nie poznaliśmy.

Bardziej powinnaś bać się tego, że przeżyjesz w ten sposób życie, niż że nigdy nie spotkasz kogoś, przy kim będziesz mogła być tą osobą, którą jesteś kiedy nikt nie patrzy.

Dodaj komentarz

105 komentarzy do "Najlepsze kobiety są egoistkami"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Ewa
Gość

Bardzo dobry tekst. Niektóre fragmenty warto zapisać i wrócić do nich w sytuacjach, kiedy robi się głupie rzeczy.

ariel
Gość

Kiedy zatańczę na twoim weselu, Ewcia?

Ewa
Gość

To zdanie akurat sprawiło, że się śmiałam, bo ostatnio często obija się o uszy.

marcelina.b
Gość

klask, klask!

Małpka
Gość

Szczerze to denerwują mnie kobiety marionetki, które dla „facetów” jako pewnej grupy ludzi zrobią wszystko, żeby się przypodobać. Osobiście mam gdzieś pewne rzeczy, nie noszę dekoltów, obcasów ani sukienek, ale pomimo wszystko czuję się zajebiście w swojej skórze i ludzie to czują. Jednak sama przechodziłam przez ten etap, w pewnym momencie zrozumiałam, że tu nie o to chodzi. Co z tego jak kobieta wygląda jak Daria Werbowy, a jest zwyczajnie nieszczęśliwa i czeka na oklaski przy każdej, łapczywej próbie zaskarbienia uwagi każdego faceta na ulicy. Wyrosłam z tego. Na szczęście.

x
Gość

Chyba bardziej denerwujące od kanonu urody i wyglądu „idealnej” kobiety jest ten ideał matki-polki poświęcającej wszystko dla mężczyzny, dzieci, rodziny. I facet może robić co chce- i to jest niesprawiedliwe.

Małpka
Gość

O tym to już się nie wypowiem, bo jest to poza moją świadomością i tylko mogę współczuć takiej kobiecie. Wracając do kanonu wyglądu to żaden mężczyzna tego nie doceni, że kobieta nie próbuje się przypodobać tylko jest sobą. Chce, ubiera sukienkę i obcasy, nie chce olewa temat i żaden maślany wzrok jej nie przekona. Jednak faceci to wzrokowcy, kobiety też swoją drogą, ale osobiście rozumiem jak facet nie lubi obcisłych bokserek, bo są niewygodne, pomimo tego, że bardziej działają na wyobraźnię.

xiiix
Gość

Nie wiem tylko czy tłamszenie swojej kobiecości, nienoszenie sukienek i fryzura na chłopaka nie jest jakimś sposobem karania sie za to ze jest sie kobieta (i znowu ta matka polka). Nie lubisz podobać sie samej sobie? Nosić perfum nawet jak jesteś sama w domu? Czuć ze masz na sobie fajna, seksowna i wygodna bieliznę mimo ze nie masz planów pokazywania jej nikomu tego dnia? To jakby pokazywać wszystkim wokół ze sama nie zasługujesz na najlepsza wersje samej siebie. I przyciąganie w związkach naprawdę dziwnych facetów których kręcą takie rzeczy.

Małpka
Gość

A skąd wiesz kogo przyciągam do siebie. Lubię od czasu do czasu włożyć sukienkę, lubię się sobie podobać, lubię przeglądać się w koronkowej bieliźnie w lustrze, lubię się ładnie pomalować jeśli nie ma upału i kiedy fluid nie spływa mi po czole. Wszystko to lubię, tylko muszę mieć na to ochotę. Nie lubię się podporządkowywać w szczególności facetowi. Nie chodzę w szpilkach, bo mnie stopy bolą i co z tego powodu jestem matką polką, bo nie lubię cierpieć? Mam obecnie trudny okres w życiu i może to zabrzmiało tak, że nie chcę być najlepszą wersją samej siebie. Nie martw się o mnie, bo chcę. Tylko wszystko z rozsądkiem. Jednak nie ubiorę szpilek na nasze polskie, krzywe chodniki, żeby pójść na imprezę i się lansować z krzywą miną i obolałymi odciskami na stopach. Z resztą wezmę sobie tę uwagę do serca, może coś w tym jest. Nie powiem, bo do ideału mi daleko. Może dlatego, że przestałam przywiązywać uwagę do wyglądu, aż tak bardzo jak kiedyś. Jeśli chcesz wiedzieć, to codziennie psikam się ulubionymi perfumami, bo lubię ładnie pachnieć. Jestem skomplikowana i nie stawiam swojego wyglądu na pierwszym miejscu. Wszystko zależne od nastroju. Może faktycznie powinnam bardziej skupić się na sobie. Zanim przeczytałam ten komentarz, stwierdziłam, że muszę zapisać się na siłownię i wziąć się za siebie, po uwadze bliskiej osoby. Może faktycznie to nie przypadek. Dobra, dzięki za spostrzeżenie. Pozdrawiam

grabarzchaosu
Gość

Ludzie to wzrokowcy, ale uzasadnienie tego jest inne, bez obserwacji nie ma reakcji – fizyka kwantowa. Nie chodzi, więc o piękno a o samą interakcje pomiędzy osobami.

Małpka
Gość

Masz rację, dlatego pomimo, że nie mam wyglądu standardowej piękności przyciągam do siebie mężczyzn, kobiety, a w dużej mierze także dzieci. Wypracowałam sobie dobrą energię, choć wiem, że to dopiero początek pracy nad sobą.

pionierka|pionierka.pl
Gość

Najlepszą wersją siebie byłam jakieś trzy dni temu. W ciemnościach szłam przez las, miałam ubłocone buty, podrapane jeżynami i niewydepilowane łydki i przepoconą koszulkę. Jedna z najfajniejszych chwil z ostatniego roku, spędzona z mężczyzną, który też w tym momencie był najlepszą wersją siebie.

Joanna Waszkiewicz
Gość

Zgadzam się z większością poza jednym. To co opisywałeś jako kompromis to bardziej poddaństwo. W związku jest miejsce na kompromisy – tak jak podczas każdej współpracy, każda ze stron niekiedy musi ustąpić. Chociażby przy jednym samochodzie i dwóch miejscach, w które się wybieramy ktoś ustępuje – ja pojadę autobusem, Ty weź samochód. Tak samo przy dzieciach – Ty się zajmiesz dzieckiem w ten weekend, ja jadę na szkolenie/wypad do SPA. Związki bez kompromisów przemieniają się właśnie w jedno wielkie przeciąganie liny – obu nam się należy, dlaczego to ja mam ustąpić? Problem jest jedynie jeśli tylko jedna strona zawsze jest tą, która ustępuje, wtedy staje się poddaną/poddanym (bo mężczyźni też tak mają) i nie jest to już związek – piszę to ja, osoba będąca w długim szczęśliwym związku :)

Volant
Gość

Zgadzam się. Po prostu to, co ty definiujesz jako poddaństwo to u mnie jest kompromis. Natomiast to co nazywasz kompromisem to dla mnie drobiazg. I w ten sposób wychodzi cała niedoskonałość języka jako formy komunikacji :)

Karla
Gość

Proponowalabym jednak okreslenie Wspolpraca:

Współpraca – zdolność tworzenia więzi i współdziałania z innymi, umiejętność pracy w grupie na rzecz osiągania wspólnych celów, umiejętność zespołowego wykonywania zadań i wspólnego rozwiązywania problemów.

Zdolność tę zalicza się do kompetencji emocjonalnych; umiejętność ta stanowi jeden z wyróżników kompetencji społecznych, które warunkują jakość relacji z innymi ludźmi.

Współpraca i współdziałanie prowadzą do tworzenia wewnętrznych więzi wśród członków grupy, jak też rodzą ich poczucie tożsamości z zespołem, co zapewnia trwanie i sprawne funkcjonowanie tego zespołu na rzecz osiągania wspólnych celów jego członków.

Ola Bonk
Gość

Zagadzam się, to jest rozwiązywanie problemów i dzielenie obowiązków, tylko :)

magda na zimno
Gość

Nigdy, ale to nigdy, nie jedź autobusem.

Joanna Waszkiewicz
Gość

Tak szukam i szukam argumentu poza „bo tak” i jednak dalej go nie widzę… Raz ja, raz on jedziemy autobusem – wszystko zależy kto ma gorzej w dostaniu się do celu :)

Karolina G.
Gość

Też miałam o tym napisać. I wydaje mi się, że Volatnowi zbyt kategorycznie nazwała się słuszna myśl. Co do kompromisów – nie ma lepszego miejsca na nie niż wiązek. Pod warunkiem, że nie są to „zgniłe” kompromisy, bo zaczyna się dziać to, o czym trafnie wspomniałaś. Choć z drugiej strony, tak jak Volant tu w odpowiedzi napisał – kiedy dwie osoby dogadują się ze sobą na tym dobrym, właściwym poziomie, to słowo „kompromis” jest jak wykopywanie topora wojennego.

Joanna Waszkiewicz
Gość

Tak jak Volant napisał – wszystko jest kwestią nazewnictwa, bo faktycznie jeśli wszystko w związku jest ok, to tych małych kompromisów się nie zauważa i staja się po prostu drobiazgami :)

Max
Gość

Daje do myślenia… mężczyznom…

A teraz poproszę analogiczny tekst, dotyczący mężczyzn ;) Nasz egoizm też jest ważny !!!

Aneta Kruczek
Gość

To teraz wytłumacz to współczesnym mężczyznom.

Chillout
Gość

Co tłumaczyć? Że nie wiecie czego chcecie? To mi nowina…

Individualistic
Gość

Musisz wytłumaczyć to sama sobie.

Chillout
Gość

Dziękuje za takiego pasożyta.
Wie czego nie musi robić, ale nie wie czego chce od życia.

Volant
Gość

Nie znajdzie się taki równoważnik, bo to o czym mówisz, owszem, może być problemem, ale nie ma to związku ze stosowaną przeze mnie definicją egoizmu (którą posługiwałem się nie tylko na blogu, ale też szerzej opisałem w Piątym poziomie). Obawiam się, że nawet jakby napisało się idealnie wyważony tekst to wciąż znalazłyby się osoby, które by przegięły w jego stosowaniu. Całe szczęście moja wiara w mądrość przedstawicieli homo sapiens sapiens jest na tyle silna, że wierzę w to, że takie sytuacje nie będą częste.

Petronela
Gość

Mocne. I boleśnie prawdziwe.

Shelterka
Gość

Nie chcę w swoim otoczeniu kobiet, które zanim nauczyły się kim są weszły w długi związek i zamiast tego nauczyły się, że bez faceta u boku, one nie istnieją.

– od lat toczę ze sobą walkę, ponieważ jestem młoda i uważam dokładnie tak samo.Fakt faktem od wielu lat jestem również w związku ze wspaniałym mężczyzną i tylko czasem czuję ukłucie w sercu, że za wcześnie to wszystko się zaczęło. Że nie miałam szansy ukształtować się w większym stopniu, wypróbować zanim przyszedł on.

Z drugiej strony czy bycie w związku nie jest okazją do lepszego, szybszego i bardziej intensywnego samorozwoju?

ukrywajacy_sie_czytelnik
Gość

Byłem 7 lat. Poczujesz jeśli nie jutro to pojutrze niedosyt i co by było gdybym.. jesli przyjdzie ta dziwna myśl aby spróbować odzielnie to będzie boleć ale te doświadczenie będzie dla Ciebie bezcenne. Polecam

NAT
Gość

Wszystko jest wzgledne, ale tylko od nas zalezy jak nasze zycie bedzie wygladac, a podazanie za kogos stylem zycia, nie wynagrodzi straconych szans.. – jak pisales zreszta wczesniej.

Better
Gość

Świetny tekst i mądry, tylko chyba sprawa jest bardziej
złożona. Tak z drugiej strony tłumacząc kobiety, albo pisząc jak to wygląda to od
naszej strony. Nam się od urodzenia mówi, że mamy być grzeczne, skromne,
opiekuńcze i miłe. Wychowali nas rodzice, którzy byli wychowani w podobnym tradycyjnym
klimacie. I co z tego, że możemy zarządzać duża firmą jak relacje w domu nadal
są tradycyjne. Moi rodzice zawsze wydawali mi się całkiem nowocześni, a mój
tata często mi mówił, że mnie nikt nie zechce, bo nie umiem prasować koszul. To był niby żart, ale
tak to wygląda w wielu polskich domach. Jeśli weźmiemy pod uwagę różna społeczne
aspekty, czyli to co się mówi wszędzie w telewizji, w kościele, w szkole (nawet
w podręcznikach widać tradycyjną rodzinę ) to trochę nie dziwne, ze kobiety nie
wiedzą, że można inaczej, albo muszą być bardzo odważne, żeby być sobą.

W sumie jeżeli faceci rzeczywiście chcą mieć kobiety, które mówią
czego chcą to powinni mieć też większą wrażliwość na to co się wokół nich
dzieje. Zazwyczaj wasze matki chciałyby, żebyśmy były ładne i ułożone i się wami dobrze zajmowały. Wiele z nich chce, żeby ich synami opiekowały się podobne do nich kobiety. Wasze rodziny bardzo często to sygnalizują niekoniecznie wprost. (uogólniłam, żeby się nie rozpisywać) Może się mówi, że
dojrzewamy szybciej, ale tak mentalnie to raczej znacznie później.

Kasia
Gość

!!

Nemesis Nave
Gość

Też jestem tu od dawna. Jak inne blogi się wypalają, tak tu są coraz lepsze teksty. Tak trzymać.

Mięta
Gość

Zgadzam się z tym co powyżej napisałeś. Przede wszystkim słuchać siebie i znać swoje potrzeby. I je komunikować. Również szanować siebie i nie zgadzać się na takie traktowanie, na które nie chcielibyśmy aby godziła się nasza córka (rzeczywista lub gdybyśmy były matkami). Wszystko ok. Są jednak pewne nawykowe zachowania, których ja osobiście nie umiem póki co się pozbyć. I nie chodzi o dumę. O tym za chwilę. Mam 40 lat, jestem po długim związku, mam dorosłego syna. Spełniam się, maluję, tańczę, dbam o siebie i lubię siebie. Mam kilku kolegów z którymi miło spędzam czas. I łączy nas jedynie koleżeństwo bez F&B ponieważ nie widzę w nich kogoś z kim chciałabym być. W jednym przypadku nawet mocno się zauroczyłam, ale wyjaśniliśmy sobie, że kolega nie chce stałego związku a ja nie godzę się na seks jak to on nazywa bez zobowiązań. Chemia jest (bardziej u niego ostatnio hormony buzują), mamy o czym rozmawiać, może zrobimy jakiś wspólny biznes. Natomiast jak wspomniałam mam jeden problem. Wyżej wymienieni koledzy nie zwalają mnie z nóg :) Gorzej kiedy patrzy na mnie lub ma ochotę porozmawiać ze mną człowiek którego przynajmniej wizualnie widziałabym u swojego boku. Jak nastolatka jaram cegłę, drżą mi ręce i zwiewam gdzie pieprz rośnie. Masakra. Wczoraj w sklepie oglądałam (macałam) walizkę, wpatrzona w jej różowy kolor podziwiałam zalety. Oczywiście nie kupiłabym różowej walizki, tym bardziej, że niedawno kupiłam trzy inne. Odwracam wzrok, a za mną stoi, przygląda się i uśmiecha przepiękny mężczyzna. Brunet z niebieskimi oczami, postury jaką lubię i wreszcie wysoki. Inteligentne spojrzenie. I co? cegła i długa. I tyle w temacie. Na spotkaniu towarzyskim zapewne udawałabym, że go nie widzę, a gdyby zagadał pewnie też bym uciekła. Co najciekawsze mam obycie w towarzystwie, potrafię rozmawiać, uważam się za niegłupią i oczytaną osobę. Ale w mojej głowie ciało migdałowate bije na alarm „zagrożenie” i tyle w temacie. Za każdym razem obiecuję sobie, że następnym razem będzie inaczej, odpowiem uśmiechem, zagadam itd. Wychodzi jedynie wtedy kiedy facet nie specjalnie mi się podoba. I co z tym fantem? Można to jakoś zmienić Michale? PS. Mam kota :) jednak chciałabym być w związku, ale z kimś kto będzie mi odpowiadał, i nie dlatego, że tylko on chce (w ten sposób dawno byłabym w związku), ale, żeby to był również mój wybór. Bez sensu te moje uniki :) a może mają sens tyle, że sobie nie uświadamiam o co chodzi. Myślałam, że już siebie i te tematy przerobiłam, a tu d.. Wszystkie konsekwencje bycia w związku z bardzo przystojnym mężczyzną znam, w sensie zazdrości kiedy patrzą inne kobiety etc. mój eks miał powodzenie. To nie o to chyba chodzi. Tak samo chyba nie może to być problem na zasadzie, a co będzie jeśli mu powiem, że jestem starsza niż przypuszczał, albo obawiam się, że jeśli mnie pozna to zobaczy xyz. Nie sądzę. Jestem szczęśliwa sama, ale razem byłoby inaczej. Nie wiem jak, po prostu inaczej. Chciałabym z kimś rozmawiać wieczorami, wspierać się wzajemnie, śmiać się, uzupełniać … I niech ta chemia się kręci. Amen. Sama kiedy przeczytałabym taki tekst mogłoby mi przemknąć przez głowę: „dlaczego ona chce atrakcyjnego faceta? ludzi nie ocenia się tak powierzchownie” No cóż, tak mam, poza innymi wartościami które są przeze mnie ważne, wygląd ma znaczenie. Lubię podziwiać urodę mężczyzn, kobiet, dzieci, ptaków, drzew. Próbowałam coś z tym zrobić i się nie udało. Może zbyt długi tekst, jednak i tak dość ogólnikowy na tak ważny temat. Aha, bardzo podoba mi się Michale co i w jaki sposób piszesz. Podoba mi się Twój styl. Czasem w moim odczuciu zbyt materialny, ale jest to dość motywujące dla kogoś kto kiedyś miał bardzo dużo, w sensie „żył na bogato” a teraz bardziej ceni sobie życie w teraz i radość ze spaceru po lesie. Bo Twoje teksty „biznesowe” dają mi kopa, na tyle, żeby się bardziej chciało pracować. Z drugiej strony z ambicjami własnymi wolę nie przeginać, nie napinać się, nie za cenę zdrowia, czasu etc. I uważam, że nie tylko efekt się liczy, ale również droga do celu), choć pewnie zależy od sytuacji…;) np. tej jak wyżej :) Pozdrawiam, M.

Valthard van der Sand
Gość

Nie ma nic zlego w lubieniu atrakcyjnych ludzi. Niby dlaczego mialabys byc z kims kto Ciebie nie kreci?
Natomiast skoo palisz buraka, przy takim gosciu swiadczy o tym, ze za malo sie w towarzystwie takich ludzi obracasz. Oni w zasadzie niewiele sie roznia od innych, mniej atrakcyjnych, poza (czasem sztuczna) pewnoscia siebie tak samo maja zle dni, tak samo maja swoje kompleksy i tak samo puszczaja baki jak mniej atrakcyjni :)
Obiecaj sobie, ze za kazdym razem kiedy bedziesz miala taka okazje i ja spalisz, to wpalacasz 100PLN na jakies schronisko dla psow – w koncu bedzie Ci szkoda pieniedzy i zaczniesz rozmawiac. Bylo zapytac, czy rozowa walizka jest fajna albo o cokolwiek rownie glupiego. Uciec mozesz w dowolnym momencie, np. 5 minut po nawiazaniu kontaktu tlumaczac sie nie wylaczonym zelazkiem w domu ;)

Mięta
Gość

Ale fajna odpowiedź. Dziękuję. Mam kilka atrakcyjnych „okazów” w otoczeniu, na szczęście są żonaci, więc jestem „bezpieczna” ;) Co do sytuacji z walizką to pewnie gdyby nie zaskoczyła mnie obecność tego pana to może byłabym odważniejsza. Tzn. uciekłabym wolniej :) Jakieś dzikie instynkty i tyle. Masz rację, zawsze mogę się wycofać. Może to o to chodzi, że obawiam się, że stracę kontrolę nad sobą. Hmm…pomysł ze stówą jest super. A może zastosuję też taki: nie ucieknę, uda mi się nawiązać kontakt i wtedy zapłacę sobie! :))

anna
Gość

jejku, mam to samo, normalnie identycznie :)))

Mięta
Gość

To jest nas już dwie :) I mam wrażenie, że mężczyźni bywają również nieśmiali w pierwszym kontakcie. Poza tymi z dużą ilością testosteronu (np. łysi), albo z zasobnym portfelem co nie zawsze idzie w parze z atrakcyjnością w moim odczuciu. Dziś wychodząc na koncert zapytałam syna „co mam zrobić kiedy widzę, że podobam się jakiemuś panu, ale wydaje się nieco onieśmielony, a ja też czuję się onieśmielona. Mam zagadać?” Odpowiedział „Tak, to kobieta wybiera. Poza tym skąd facet ma wiedzieć, że ma szansę”. Postaram się o tym pamiętać przy najbliższej okazji.

aniacz
Gość

tak tak tak! Im bardziej rezygnujemy z siebie w związku tym bardziej tracimy na atrakcyjności. To co łatwe szybko się nudzi :P Wiadomo czasem kompromisy są potrzebne, ale jeżeli partner nie toleruje mnie takiej jaka jestem to co to za partner :) kończy się to męczarnią przez resztę życia………….. :P

Karierownia
Gość

„Związek to nie miejsce na kompromisy i najgorsze co możesz zrobić to przehandlować siebie w zamian za cudzą uwagę.” połowa moich koleżanek powinna sobie wytatuować na czole te słowa!

Olga
Gość

nie jestem Twoją koleżanką, ale już zanotowałam to sobie w kajeciku;)
Czemu takich rzeczy nie uczą, zanim życie dokopie;)

Ania z osobiedlamnie
Gość

„Czego oczekuję? Jak chcę być traktowana? Co MI sprawia przyjemność? Jakie cele chcę zrealizować całkowicie dla siebie…” – ha! Codzienność niby tak mnie pochłania, że niby nie mam czasu na rzetelny rachunek sumienia i odpowiedzenie sobie…nie….uświadomienie! i wypowiedzenie na głos moich odpowiedzi na te pytania. Z domu nie musiałam wynosić wzorca kobiety uległej, bo mama na czas rozwiodła się z ojcem. Ale za to wyuczyłam się jak być kobietą 2w1, która sobie poradzi ze wszystkim, sama, bez pytania o pomoc. I zonk! Ja potrzebuję pomocy, partnerstwa, wsparcia w tej codzienności, żeby znalazł się czas na to, co lubię.
Dzięki za ten tekst. Będę wracać.

Karolina G.
Gość

Serio Volant dostajesz takie maile? Na Peruna, jak ja Ci szczerze współczuję. Serio serio.

Wawrzyn
Gość

Właśnie zrozumiałam dlaczego lubię czytać twoje teksty. Trafne spostrzeżenia to jedno, chociaż z niektórymi oczywiście można by podyskutować. Ale lubię porównania i przenośnie, których używasz (żeby nie powiedzieć metafor, bo zaraz się zrobi zbyt „polonistycznie”). Plus za umiejętność dobrego zestawienia języka potocznego z kawałkiem porządnej polszczyzny, której używa coraz mnie osób. Kontrasty lubię najbardziej.
To taka mała, nudna dygresja językowa.
Jeśli kiedyś napiszesz powieść – kupię ją.
Oby tak dalej. Powodzenia :)

Mariola
Gość

Serio, przeczytałam ostatnie zdania i prawie się poryczałam. Boleśnie prawdziwe. Mam nadzieje, że wszyscy wartościowi faceci uważają tak jak Ty Volant!

Monika Chmielewska
Gość

Wydrukuje i będę nosić ze sobą w portfelu, bo ja mam chroniczne poczucie winy, ze zrobiłam coś dla siebie, albo nic nie robi lam, bo mi się po prostu nie chciało, i co inni powiedzą, i że pranie sprzątanie, i jak się spotykam z koleżankami to raczej [pytam się o zgodę niż oświadczam mężowi, ze wychodzę. Tylko jak z tych cholernych schematów się pourywać? Na razie mam Twój tekst. Dziękuję.

Valthard van der Sand
Gość

W zyciu nie zdarza sie nic jesli na to czekamy. Zdarza sie jesli cos robimy ;)

„W życiu może zdarzyć się wszystko, a zwłaszcza nic” – Michel Houellebecq

Valthard van der Sand
Gość

IMHO jednym z podstawowych problemow kobiet jest brak umiejetnosci klarownego wyartykulowania swoich potrzeb. Zakladajac magiczna zdolnosc telepati u partnera mozna sie rozczarowac dosc czesto. Obrazek kiedy kobieta „sugeruje” albo „uwaza, ze on powinien sie domyslic” jest tak czesty w zwiazkach, ze az boli.
A konczy sie to najczesciej placzem i nieszczesliwoscia kobiety, bo „on dla mnie nic nie robi” a ja mu daje wszystko. Zeby bylo jeszcze zabawniej to „wszystko” czesto mezczyznie nie jest w ogole potrzebne.

Oprocz egozimu potrzebna jest jest jeszcze silna wola komunikacji, klarownej komunikacji swoich potrzeb. I to z obu stron w zwiazku.

Lenta
Gość

Twoje teksty typu „open your eyes” lub brutalniej „kop w dupę” to kawał pozytywnej energii. Lubię te pełne zachwytu komentarze „przebudzonych” ludzi. Z talentem dobierasz tematykę i dosadnie argumentujesz swoje stanowisko. Brawa!
Zasmuca natomiast co innego… Powtarzalność pełnych zachwytu komentarzy może oznaczać nowe umysły na forum … lub stałych bywalców, którzy doznają chwilowego natchnienia, po czym wracają do kuchni zeżreć resztki ostygłej jajecznicy, popiją zimną lurą … i schowają się w swej kruchej skorupie bojaźliwej egzystencji… aż do momentu kolejnego chwilowego przebudzenia, gdy wrzucisz nowy pełen nadziei tekst…
Tym nie mniej, Twoja terapia to zajebiste zjawisko. Nie sposób się zgodzić ze wszystkim co piszesz, nie ma ludzi wolnych od iluzji, ale znacznie więcej jest przemyśleń, które mają pozytywne i motywujące przesłanie. Trzymam kciuki, by czytelnicy przekuwali je na rozwój osobisty.

Pomyślności!

Grzegorz Bogusz
Gość

Kolejna pięknie napisana utopia, ku pokrzepieniu serc
niewieścich. Tak z własnych obserwacji do zastosowania przez jakieś 1% społeczeństwa.
Pozostałym zostaje egoistyczna samotność lub „niedoskonałe” relacje.

Kattessimo
Gość

Bardzo dobry tekst. w 100% się zgadzam:)

No i najważniejsze: „Nie chcę, żeby uszczęśliwiał ciebie związek. Naprawdę wolę, żebyś weszła w niego będąc szczęśliwa.” Wydaje mi się, że często chcemy związku dla związku, zapominając ze związek też może być wydmuszką i nie będzie dawał szczęścia

Nayantara
Gość

Nasuwa mi się na myśl tylko jeden mądry cytat, więcej dopowiadać nie trzeba…
Dodam od siebie jeszcze tylko, że odkąd nauczyłam się doceniać sama siebie i robić pewne rzeczy po prostu dla siebie jest mi i w życiu i w związku dużo łatwiej. I życzę tego każdej kobiecie.

Katarzyna Michalska
Gość

Niektore fragmenty to ja sobie w swoim zeszycie zapisze I jeszcze zaznacze razacym kolorem Bo Sa tak dobre. Dobrze ze jest ktos kto ma ochote uswiadamiac kobietom takie wazne rzeczy (ktore powinny byc oczywiste ale niestety dla wielu nie Sa…) Brawo :)

Leszek
Gość

‚Chcę osoby, która robi to, czego SAMA chce’… powinno być

Volant
Gość

Już poprawiam. Dzięki!

Naila
Gość

To jeszcze „świnką morką” ;)

Naila
Gość

Nareszcie! W końcu doczekałam się takich słów od faceta. Co prawda nieco pod kątem ‚Nie chcę tego i tego…’ ale możliwe, że takie ujęcie jest bardziej czytelne. Dzięki Volant! Wraca mi wiara w to, że są jednak tacy, którzy właśnie TAK na ten temat myślą :)

Ka Mila
Gość

chciałabym prosić autora tekstu o rękę!

Volant
Gość

Nie oddam! To jedna z dwóch rąk, które mam!

Ka Mila
Gość

słusznie wiec czy zostaniesz moim mężem?

Valthard van der Sand
Gość

primo, nikt nie musi isc do oltarza, zeby z kims byc
secundo, jesli wybiera sie partnera na tzw cale zycie – to dobrze jest sie bardziej rozeznac i zastanowic jaki to partner bedzie
PS wygodniej jest jesli zona ma wlasne moto

Create Your Health
Gość

Wyczerpałeś temat. Sama prawda :-)

ChrisTom
Gość

Jedna z najważniejszych rzeczy, z których trzeba zdać sobie sprawę przed wejściem w relację z drugą osobą to, to żeby akceptować samego siebie, takim jakim się jest. Bez akceptacji siebie, nie będziesz czerpał radości z odkrywania i poznawania drugiej osoby. Będziesz szukać za to czegoś, czego brakuje Ci w sobie samym. Najpierw musisz być szczęśliwy sam ze sobą, potem bierz się za szukanie i tworzenie szczęśliwego związku. To jest proces, który przebiega dla obu płci w ten sam sposób. Dobry tekst!

Agnieszka Czubak
Gość

Tekst pojawił się w odpowiednim momencie mojego życia. Dzięki!

Pat.U
Gość

Lubię cię. Mój egoizm chyba jeszcze bardziej.

grabarzchaosu
Gość

Volant ile według Ciebie takich kobiet istnieje w społeczeństwie ? Ja obstawiam na 10%.
Kobiety są bardziej chaotyczne a to tylko wytłumaczenie ich nie ogarnięcia życia a nie tego, że taki mają mózg. Istnieją kobiety co mają ogarnięte mózgi ; )

Olga
Gość

jaki fajny tekst. Ech, ale wszystkiego, o czym piszesz, dowiedziałam się dopiero na własnej, poharatanej skórze i złości mnie, że dopiero, kuźwa, teraz. Jest właśnie tak jak mówisz. Przynajmniej u mnie.

strongmanka
Gość

Twój tekst super, komentarze za to niektóre pokazują, że nie wszyscy tu zrozumieli :D

KaZet
Gość

Powiem szczerze dla mnie airmaxy u kobiety sa aseksualne.Co z takimi jak Ty? Musisz szukac takich jak Ty

Basia D.
Gość

Świetnie napisane i jakie prawdziwe. Gratuluję ! A kobiety nie wierzą, że Marsjanie to też ludzie ;) Udawanie wśród kobiet to prawdziwa plaga.

Olga
Gość

oprócz świetnego tekstu, fajnie się czyta komentarze. Masa ogarniętych ludzi tu pisze, każdy dorzuca swoje 3 grosze. Porządne forum.

Volant
Gość

Dajcie spokój – to tylko buty. Jasne, biologicznie jest tak, że szpilki są bardziej seksowne, bo podnoszą tyłek w sposób świadczący o płodności, ale to tylko element ubrania, który na dłuższą metę się moim zdaniem nie liczy.

Magdalena M. Kałużyńska
Gość

Gawęda. Słyszałam takich wiele.

shooter
Gość

Zawsze jak czytam Twój tekst to mam milion myśli, często bardzo wielowątkowych :-) Tak jest i tym razem. Żeby się za bardzo nie rozpisać powiem tylko, że uderzyła mnie tu jedna, bardzo ważna myśl – wchodzenie w związek jako nieszczęśliwa osoba i oczekiwanie, że ta druga nas zmieni. No do cholery… Ile razy ja to w życiu słyszałem? Nie, nie, nie! Nie tędy droga. Z takich prostych rzeczy tworzą się takie patologie i cała masa nieszczęść.
Scenariusz w mojej głowie to nieszczęśliwa kobieta (to nieszczęście ma korzenie już w dzieciństwie przez błędy popełnione przez rodziców), USILNIE szukająca chłopaka, bo przecież bez tego życie nie ma smaku. W końcu go znajduje. On się w niej zakochuje i robi wszystko, żeby „ją wyprostować”. To się przeważnie nie udaje, a często ta druga osoba pociąga pierwszą za sobą. Oglądaliście „W głowie się nie mieści”? Tam był „smutek”. Ci ludzie to takie „smutki”. Dobrze jest im gnić w tym swoim smutku i zwracać w ten sposób na siebie uwagę.
W związek trzeba wchodzić z kimś, kto nawet jeśli miał ze sobą problemy, zdążył je SAMEMU poukładać. I mówię to, bo zaliczyłem tego typu wtopy.

Alex
Gość

Porcja zdrowego egoizmu jest niezbędna. Ale zdrowego. Zdrowy egoizm zapewnia taką wizję siebie, takie poczucie wartości, że nie potrzebna jest już walka z facetem o terytorium, drobnostki można odpuścić i to bez żalu i poczucia, że ktoś cię gwałci mentalnie, albo coś Ci odbiera. Bo wie się, że są priorytety i tych się nie odpuszcza. Lepiej żeby ich było mniej i żeby dotyczyły spraw raczej fundamentalnych niż pierdół, bo za dużo priorytetów to już fanatyzm. Wracając do tematu – do bliskiej relacji z kobietą, która „nie jest z tych opisanych przez Ciebie powyżej” nadaje się facet, który jest równie silny mentalnie i bez kompleksów przyjmie siłę swojej kobiety. Jest ich równie mało jak silnych kobiet. Nad czym ubolewam. Mądra, silna kobieta chce mądrego silnego faceta, bo tylko wtedy będą się dopełniać. Czego sobie i wszystkim życzę :)

ole!
Gość

„Każdy chce mieć piękną relację zbudowaną na szczerości i porozumieniu.”
„Związek to nie miejsce na kompromisy”.
Z czystej ciekawości: jak osiągnąć porozumienie bez kompromisu, kiedy dwie strony mają odmienne zdanie?

Volant
Gość

Zależy od sytuacji, ale doświadczenie uczy, że pokaźna część takich problemów występuje:
a) wśród ludzi, którzy nie powinni ze sobą być np. jedna osoba chce mieć dzieci, a druga sobie tego nie wyobraża. Zwycięstwo którejkolwiek ze stron wiąże się więc ze zdeptaniem osobowości i celów drugiej.
b) wśród ludzi, którzy nie znają pojęcia win-win np. on chce mieszkać w Nowym Jorku, a ona w Paryżu, jednak oboje chcą to robić z konkretnych powodów. Najczęściej da się to rozwiązać tak, żeby każdy był w pełni zadowolony, a więc to nie jest kompromis.
c) wśród ludzi, którzy z drobiazgu robią najważniejszą sprawę na świecie np. on lubi wyjść sam na miasto, a ona czuje się wtedy zaniedbana i nieszczęśliwa więc próbuje przeforsować swoje zdanie, chociaż nie ma to żadnego znaczenia.

Co najzabawniejsze, zazwyczaj ludzie mają problemy z punktem a) i idą na ustępstwa, na które nigdy iść nie powinni lub z punktem c) mając nierealne oczekiwania dotyczące związków.

Valthard van der Sand
Gość

Kazdy z tego a) b) i c) to kompromis.
Oczywiscie masz racje we wszystkich 3 punktach.

Wszystko ladnie brzmi, jesli zaklada sie podobna dynamike osob w zwiazku, tzn ze zmieniaja sie w podobnym tempie i w podobnym kierunku. Gorzej, kiedy jest inaczej, bo wtedy po prostu ludzie musza sie rozstac, mimo, ze bylo im razem dobrze, e.g. jedno nagle zaczyna chciec dziecko a drugie dalej nie…..

Volant
Gość

Tak czy inaczej dobre rozstanie jest lepsze niż zły związek.

Teodora Dostojewska
Gość

Cześć
To JA

 „Dam ci tylko to, co będę chciała dać”
Chociaż będziesz chciał więcej

„Wezmę to, czego potrzebuję”
A ty będziesz chciał dać więcej mając nadzieję, że wezmę
Mając nadzieję, że dając sprawiasz mi przyjemność

Lilka
Gość

Może i jestem nawiną gówniarą, ale kompletnie się z tym tekstem nie zgadzam. Bo ja słyszałam że mogę robić co chcę. Bo nie jestem winna nikomu tego że korzystam z życia. Bo robię mojemu mężczyźnie kanapki ale tylko wtedy kiedy nie mam nic innego do roboty. Bo daję i oczekuję. Bo kłócę się z nim. Ale nie do łez i pięści. Bo razem szukamy wpólnego zdania. Raz wygra on raz ja. I bronimy wspólnie wypracowanej drogi, niezależnie od tego czyje zdanie było na wierzchu tym razem. I wreszcie. Kobiety są skomplikowane jak reaktor jądrowy za czasów Stalina. Nikt tego nie uprości. To nie my jesteśmy zerojedynkowe. Nie uległo to zmianie w ostatnim ćwierćwieczu. Kleopatra, caryca Katarzyna, Victoria, Curie-Skłodowska, Lukrecja Borgia. Byłyśmy zawsze świadome swoich możliwości na równo z mężczyznami. Tylko w świecie penisów to dosyć smutna prawa. A im bardziej prawda się nam nie podoba, tym gorzej dla niej.

wpDiscuz