Nie musisz robić tylko tego, co się opłaca, żeby być szczęśliwym

Nie musisz robić tylko tego, co się opłaca, żeby być szczęśliwym

Kiedy myślę o tym, co najbardziej wpłynęło na moje życie to zawsze do głowy przychodzą mi trzy sceny.

W pierwszej z nich mam jedenaście lat.

Zdejmuję z półki „Trzech muszkieterów”. Jest to pierwsza książka „dla dorosłych” po jaką sięgnąłem. Po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów kolejne strony przewracam już z wypiekami na twarzy. Od tamtej pory czytam książkę tygodniowo przez następne sześć lat.

Nie sądziłem, że do czegoś mi się to przyda, ale mając siedemnaście lat piszę swoje pierwsze zdanie. Później pierwsze opowiadania. Następnie pierwszą powieść, dziesiątki artykułów i kolejną powieść, co łącznie objęło kilkaset stron surowych tekstów. Mając dwadzieścia trzy lata zakładam swojego pierwszego bloga, pierwsze forum, a później drugiego bloga i w końcu Volantification. Kolejne pięć lat później mam dwie wydane książki na koncie, jednego z największych blogów w Polsce i jestem w stanie żyć z pisania w kraju, w którym więcej osób pisze, niż czyta.

W drugiej scenie zaczynam zajmować się rozwojem osobistym.

Rejestruję się na forum, gdzie każdego dnia dzielę się swoim doświadczeniem pisząc najbardziej użyteczne i szczegółowe posty. Jeśli mogę komuś pomóc to nikomu nie odmawiam i nie przeszkadza mi to, że tych osób nigdy nie spotkałem, ani nie spotkam. Wystarcza mi to, że mogę puścić w świat pomoc, którą sam otrzymałem i od czasu do czasu dostanę wiadomość o treści: „Dzięki stary!”. Tylko że miało to swoje nieoczekiwane konsekwencje, bo kiedy założyłem bloga, przyszło na niego za mną kilkanaście osób. Od nich przyszło kilkadziesiąt kolejnych. Od nich wszystkich kilkaset następnych, a od nich pierwsze kilkanaście tysięcy czytelników.

Czasem początkujący blogerzy zadają mi pytanie, jak wypromować bloga. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że nie wiem, bo zrobili to za mnie moi przyjaciele.

W trzeciej scenie idę na studia.

W kole naukowym poznaję starszego o rok studenta filozofii, z którym dzieli mnie wszystko. On studiuje filozofię, a ja praktyczne prawo. Jego nie interesują pieniądze, a mnie bardzo. On świetnie czułby się na zlocie hipisów gdzie koleś w sandałach grałby na gitarze „Stairway to heaven”. Ja jednak wolałem porządne imprezy. Łączyło nas tylko jedno – czarne poczucie humoru, cięty język i wprowadzanie w zakłopotanie losowych osób. Nawet przez chwilę nie pomyślałem, że ta znajomość mi się do czegoś przyda, ale na trzecim roku nauczył mnie, jak wyszukiwać stypendia i wypełniać na nie wnioski. Dzięki temu zostałem stypendystą Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Dało mi to dwa kluczowe zasoby – czas i pieniądze, dzięki czemu w tym samym roku mogłem otworzyć pierwszą firmę i nawiązać pierwsze kontakty biznesowe. Oczywiście i tak ta firma padła prawie szybciej, niż wystartowała, ale dzięki temu wiedziałem, co później zrobić lepiej. Zacząłem jeździć na szkolenia, przekopywać się przez książki, a następnie założyłem kilka kolejnych projektów, w tym: agencję eventową, portal analogiczny do Kwejk.pl, który wystartował niezależnie i to niemal w tym samym czasie, czy świetne forum, które pozwoliło rozwinąć skrzydła nie tylko mi, ale też wszystkim innym użytkownikom.

Konsekwencji żadnego z tych wydarzeń nie przewidziałem, ale to dzięki nim żyję tak, jak to sobie wymyśliłem będąc dzieciakiem. To również dzięki temu mam głębokie poczucie, że zmierzam w odpowiednim kierunku i za kolejne pięć lat wrócę do tego tekstu i pomyślę: „Jest jeszcze lepiej!”. A później podziękuję zbiegom okoliczności, którym to zawdzięczam.

Zawsze kiedy o tym myślę, to nie tylko jestem wdzięczny, ale też współczuję osobom, które zanim zaczną cokolwiek robić, chcą wiedzieć, czy będzie im się to opłacać.

Współczuję, bo:

Nigdy nie wiesz, co będzie ci się opłacać.

Też nie wiedziałem czy pisanie kiedykolwiek przyniesie mi zyski, ale tak samo pracuję dziś, jak wtedy, kiedy mieszkałem z rodzicami albo zarabiałem 1300 zł miesięcznie usiłując się za nie utrzymać w dużym mieście. I prawdę mówiąc to nie jest istotne. Ważne jest to, żeby robić to, co ciebie ekscytuje bez względu na to, czy to jest bezpośrednio korzystne.

Wszystko co robisz ci się przyda, tylko jeszcze nie wiesz jak.

Jeśli się czegoś nauczyłem to tego, że nie można być zawistnym, małym człowieczkiem, który wszędzie węszy w poszukiwaniu zysku i skreśla zajęcia i ludzi, którzy nie są jej potrzebni. Może na kursie nurkowania nic nie zarobisz, ale może poznasz na nim biznesmena, który zostanie twoim mentorem? Może wyjazd do Singapuru sprawi, że tylko wydasz pieniądze, ale może wpadniesz na pomysł, który przekujesz na firmę? Może nie jesteś zainteresowany tą dziewczyną, ale nigdy nie wiesz, czy ona nie przyjaźni się z kobietą, którą kiedyś pokochasz.

Jednego jestem pewny – żadna wiedza, żadne doświadczenia i żadna znajomość nie idzie na marne. Dlatego nigdy nie powinno się rezygnować z możliwości wywarcia dobrego wpływu na czyjeś życie.

Możesz przejechać się na człowieku, ale nie na ludziach.

Jeśli zawsze dajesz z siebie więcej i nie pozwalasz sobie na to, żeby zardzewieć, to nie zawsze będą spotykać cię same dobre rzeczy. To dlatego nie raz kiwałem głową słysząc porzekadło, że jak masz miękkie serce to musisz mieć twardą dupę, tylko że wciąż dostałem od innych więcej dobrego, niż mogłem tego oczekiwać. Jestem przekonany, że nigdy nie znalazłbym się tu, gdzie teraz jestem, bez pomocy setek przypadkowych osób. Dlatego mówię, że zawiodły mnie jednostki, ale nie społeczeństwo.

Warto martwić się tylko pierwszym krokiem, a nie drogą, którą musisz pokonać.

Będę teraz okrutnie szczery… Gdybym wiedział, że będę:
- pisał przez osiem lat zanim zarobię na tym pierwszą złotówkę
- prowadził fanpejdż pisząc trzy teksty tygodniowo przez dziesięć miesięcy zanim pojawi się na nim pierwsza setka fanów
- wyrzucę do kosza trzy książki zanim opublikuję pierwszą
- albo że będzie mi się udawał tylko co czwarty pomysł biznesowy…

…to pewnie nie zacząłbym żadnego z nich. Ale to wciąż nie ma znaczenia, bo każdego dnia dawałem sobie radę i nie interesuje mnie, że trwało to tak długo. Ten czas i tak by minął.

Dlatego mam do was apel…

Bez względu na to kim jesteście i w jakim jesteście miejscu, nie wykreślajcie ze swojej rzeczywistości magii zbiegów okoliczności. Nie kierujcie się tylko swoim interesem, dawajcie innym ludziom szansę i nie zapominajcie o tym, żeby dawać te szanse także sobie.

Życie to nie suma oddechów tylko chwile, kiedy dajesz z siebie coś ekstra, chociaż nie musisz – zapisujesz się na kurs tańca, płyniesz Amazonką śladami Arkadego Fiedlera, pomagasz komuś zrobić następny ważny krok nie dlatego, że musisz, ale ze znacznie ważniejszego powodu – dlatego, że możesz.

Do tego, co najważniejsze nie dojdziecie, jak z punktu A do B, bo możliwe, że będziecie musieli po drodze zahaczyć o Z, G i Ę, a czasem nawet K, U, R, W i kolejny raz A. Dlatego nie siedźcie w miejscu czekając na wyjątkowe szanse, bo takie szanse są tylko w bajkach gdzie księżniczka przypadkiem śpiewa w środku lasu i przypadkiem idealny książę przez ten las przejeżdża na rumaku. Okazje spotykają tylko osoby, które są w ciągłym ruchu i odciskają swoje piętno tak często, jak tylko to jest możliwe, nawet jeśli nic z tego nie mają.

Bez tego będziesz jak malarz, który z palety kolorów używa tylko kolorów podstawowych, bo dzięki temu wie, jaki uzyska efekt, ale nie widzi, że każdy jego obraz będzie do bólu nudny i przewidywalny, a po sześciu latach zorientuje się, że złapał swoje życie jak szmatę i wycisnął ją z tego, co w życiu najlepsze i najgorsze.

A wiesz co jest w nim najgorsze? To, że jest nieprzewidywalne. Wiesz co jest w nim najlepsze? To samo.

Dodaj komentarz

55 komentarzy do "Nie musisz robić tylko tego, co się opłaca, żeby być szczęśliwym"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Michał
Gość

Podpisuję się pod tym :)

grabarzchaosu
Gość

trzeba jeszcze miec zycie, ktore to umozliwia.

Helena Czereszewska
Gość

Szukaj okazji i mozliwosci! Gdzie: wszedzie!
Powodzenia :)

grabarzchaosu
Gość

żeby szukać czy tworzyć okazję trzeba mieć czas.

Wiktoriaaa
Gość

żeby mieć czas, można na przykład nie czytać blogów.

Angelica
Gość

Możesz dalej szukać wymówek, jeśli chcesz.
Albo zobaczyć, co się stanie, gdy poszukasz odpowiedzi na pytanie: jak mogę to zrobić?
Zamiast pisać komentarz albo czytać Volanta, mogłabyś robić to, na co nie masz czasu teoretycznie. :)

grabarzchaosu
Gość

książkowe rady są fajne, ale priorytety są ważniejsze.
Problem dużej cześci społeczeństwa nie leży w braku działania, ale braku czasu na właściwe ukierunkowane działanie. Co innego jeśli mówimy o ludziach, którzy swój sens opierają na szukaniu sensu i każde działanie z zakresu „Hobby” traktowane jest jak suckes ;)

Volant
Gość

Zgadzam się z tym, że ludzie nie mają czasu na właściwie ukierunkowane działanie, ale to wynika z braku:
a) priorytetów (tak, jak sam napisałeś)
b) skupiania się wyłącznie na krótkoterminowych celach

Spójrz np. na to, ile osób nie potrafi chociażby zarządzać swoim budżetem domowym. Pracują na etacie, mają w miarę stałą pensję, wiedzą ile powinni odkładać, żeby swobodnie pojechać na wakacje i co robią? Na pewno nie to, bo np. biorą kartę kredytową, bo „jakoś się spłaci”, a w ten sposób pieniądze przeciekają im przez palce.

To samo dotyczy też innych sfer w tym braku czasu i w końcu dochodzi do powstania uroczej pętli – „Nie zajmuję się długoterminowymi celami, bo nie mam czasu, żeby się nimi zająć, a nie mam na nie czasu, bo się nimi nie zajmuję.” I ja rozumiem, że nie ma się czasu, ale to wciąż nie oznacza, że nie można go mieć, ale wtedy trzeba wprowadzić zmiany, a wprowadzanie zmian jest bolesne, bo wiąże się z dużym dyskomfortem psychicznym i groźbą ostracyzmu.

entropysphere
Gość

Cele krótkoplanowe powinny byc krokami do celów długoplanowych.
Co innego, jeśli całe życia sprowadza sie do gaszenia pożarów, ale to świadczy o wyjątkowo „ekstrawaganciej” przeszłości.

grabarzchaosu
Gość

Zgadzam się tylko, że z „sukcesem” i prawidłowym życiem jest jak z dobrą dietą – musi być dopasowana do konkretnego człowieka.
I nie każde rozwiązanie, które z góry służy jego rozwiązaniu jest dobre.

Mad Max: Fury Road. Max Rockatansky: You know, hope is a mistake. If you can’t fix what’s broken, you’ll, uh… you’ll go insane.

Małgorzata Sambor-Cao
Gość

Przepraszam bardzo, ale „nie mam czasu” to najczęściej spotykana wymówka co by nic nie robić. I to tego jest jedna wielką ściemą. Jestem samotną matką z dwójką wspaniałych dzieci. Wspaniałych dlatego, że mam dla nich czas. Ale nie jestem na każde zawołanie, za to gdy już spędzam to intensywnie. Poza tym muszą radzić sobie same, bo niestety jeszcze pracuję na etacie. Próbuję uzyskać niezależność finansową i zarabiać na tym co lubię robić i co więcej jestem w tym dobra. Napisałam i wydałam powieść – „Sapere Aude” – już dwa tomy. Staram się dbać o kondycję – ostatnio kiepsko, ale chcę wrócić do formy i wrócę. No i randkuję :). Żyję w tej samej czasoprzestrzeni co ty. Co ty wiesz o braku czasu?

Aneta Kicman
Gość

Też mi się kiedyś wydawało, że nie mam czasu. A potem posłuchałam Martyny Wojciechowskiej, przeczytałam biografię Jobsa, przyjrzałam się życiu kilku innych osób… wszyscy mamy 24 godziny! Zaskakująca oczywistość ;)

Kamila
Gość

To trzeba sobie je albo stworzyć albo nie narzekać, bo jak na dojrzałego faceta to już chyba trochę wstyd:)

Wawrzyn
Gość

Nie na wszystko w naszym życiu mamy wpływ i zdarzają się chwile i sytuacje, które dają nam porządnie po mordzie i nie możemy tego zmienić. Ale jeżeli spotyka nas coś takiego to jedyne na co mamy wpływ to nasze nastawienie i stosunek do tego.
Wielu osobom życie nie umożliwiało sukcesów, a jednak byli w stanie się na nie zdobyć. Wg mnie sukces to suma pracy, determinacji, szczęścia i przypadku. Na dwa ostatnie nie mamy wpływu, ale na dwa pierwsze tak. Szanse? 50 na 50. Warto zaryzykować.
Sukces obcych ludzi zawsze wydaje się łatwiejszy do osiągnięcia nawet jeśli ich droga była do niego była trudna. Dlaczego? Bo to nie my musieliśmy na niego pracować.

Właściwie to nie wiem, czy piszę adekwatnie do tematu, ale to moja luźna refleksja.
Dobry tekst. Pozdrawiam.

Gregory Beaver
Gość

Adekwatnie jak najbardziej :)
Do osiągnięcia może nie tyle sukcesu ale swoich celów, założeń ect. dorzuciłbym do tego co już wymieniłaś tzw pulę genów którą otrzymujemy na stracie ;) niestety niezależną od nas ale mającą ogromny wpływ na naszą osobowość.
Zauważ że jednym coś przychodzi na pstryknięcie nie musza się specjalnie wysilać a innym idzie jak po grudzie…pomimo tytanicznej pracy.
Wiec nie zawsze 50/50 ;)
pzdr

Volant
Gość

„Zauważ że jednym coś przychodzi na pstryknięcie nie musza się specjalnie wysilać a innym idzie jak po grudzie…pomimo tytanicznej pracy.”

Wydaje mi się jednak, że to tylko złudzenie, bo w takich przypadkach porównujesz cudzą scenę z własną garderobą.

Osobowość też ma znaczenie, ale zauważ, że duża część kluczowych postaw jest niezależna od charakteru albo talentu np. punktualność, wkładanie dodatkowego wysiłku, to z jakim nastawieniem się przychodzi, bycie przygotowanym albo realna chęć nauki. Duża część osób jakie się poznaje nie robi nawet tych rzeczy.

Wawrzyn
Gość

„Do osiągnięcia może nie tyle sukcesu ale swoich celów, założeń ect. dorzuciłbym do tego co już wymieniłaś tzw pulę genów którą otrzymujemy na stracie ;) niestety niezależną od nas ale mającą ogromny wpływ na naszą osobowość.”

Zawsze miło dostać w pakiecie „dobre geny” i dużą dozę uśmiechu od losu, ale próżno na to liczyć. Było też wielu takich, co je otrzymali i pięknie przebimbali wszystko lądując na dnie. No cóż – można? Można :) Poza tym „geniusz to 1 procent talentu i 99 procent potu”.

Gregory Beaver
Gość

„geniusz to 1 procent talentu i 99 procent potu”.

Nie wiem czemu ale skojarzyła mi się scena z w filmu „Buntownik z wyboru” a mianowicie polemika między geniuszem bez szkoły i durniem z dyplomem.

entropysphere
Gość

Każde życie to umożliwia. Jedynie jeden ma trudniej, a drugi łatwiej. Jak masz bogatych starych albo ładna buzie będzie łatwiej. Jeśli nie masz to i tak pozostaje ci tylko wziąć się do roboty i walczyc o swój sukces lub/i szczęście, bo to samo nie przyjdzie.
Pisałem o tym tutaj: https://entropysphere.wordpress.com/2016/03/16/wiekszy-moze-wiecej/ (Volant, jak linku u Ciebie nie są ok, to skasuj)

Łukasz
Gość

Czytając ten tekst, przypomina się cytat zamieszczony w Fastlane Milionera – „Mocno wierzę w szczęście i odkryłem, że im więcej pracuje, tym więcej go mam.” A odnośnie kursy nurkowania i wyjazdu do Singapuru – moja największa przygoda biznesowa zaczęła się na 4 lata temu, na początku studiów, w drodze na wyjazd integracyjny – jechałem tam na zwykłą imprezę.

Helena Czereszewska
Gość

niesamowite, wlasnie to byla moja ostatnia mysl wczoraj! ze tak naprawde… to nieprzewidywalnosc jest w zyciu najlepsza!

Maciej
Gość

Volant, takiego tekstu mi tutaj strasznie brakowało! Dzięki!

Brzeska
Gość

Życie to suma okazji. Niby nic nie znaczące chwile/umiejętności/znajomości/etc. nie raz przeistaczają się w coś bardzo dużego. Istny efekt motyla. Trzeba właśnie tylko chcieć, mieć w sobie pasję życia i działać, mimo porażek które i tak będą, podejmować aktywności, mimo że niekoniecznie będzie z tego „jasny zysk”, bo wszystko co w życiu robimy jest przydatne mniej lub bardziej. Szybciej lub później. Ważne, by to zauważyć i tak jak to opisałeś, nie być mentalną kurwą

Angelica
Gość

Droga pojawia się, gdy idziesz. To proste, ale dopóki się tego nie doświadczy – można się bać, że się nie pojawi. Nie trzeba mieć całego planu i wiedzieć, jaki krok jest do zrobienia za pół roku. Po prostu – rób swoje, miej marzenia i keep going. One się spełniają. :)

milosević
Gość

Cytując Kubę Bączka: marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia! ;)

chickenpox
Gość

„w którym więcej osób czyta, niż pisze.” z kontekstu wypowiedzi (i oczywiście obserwacji…) wydaję mi się że powinno być „więcej osób pisze niż czyta” ;)

Volant
Gość

Tak, już poprawiłem. Dziękuję.

une fille volante
Gość

W tym momencie zostałam najwierniejszą fanką, zakochaną w tych słowach!
Prawda, prawda, prawda!

Katarzyna Wentland
Gość

Motywacja w sam raz na poniedziałek ;) Dziena :)

Mik
Gość

ostatni tydzień był dla mnie ciężki, mając 25 lat dostałem 2 oferty pracy i awansu w swojej „korporacji”, jedna z ofert była z zagranicy, pieniądze zadowalające nie wspomnę, że w kraju tym mam bliską rodzinę. Dylemat był naprawdę ogromny i po kilka razy dziennie przez tydzień miotałem się i zmieniałem decyzję, w grę wchodziły takie aspekty jak czystość powietrza (Kraków :)
Mając z tyłu głowy, że być może przez długi czas nie zobaczę znajomych tydzień był bardzo intensywny.

Umowa u obecnego pracodawcy kończy się z końcem kwietnia, finalnie powiedziałem im czy z awansem czy bez mogę pracować, ale na 3/5 etatu i czuję, że to dobra decyzja
Dzięki, musiałem się tym podzielić, a to miejsce wydaje mi się odpowiednie, pozdrawiam

Blake
Gość

kolejny bardzo fajny i życiowy wpis, i zgadzam się z tym w stu procentach, szkoda tylko że tak mało ludzi zdaje sobie sprawę z tego że tak to wszystko wygląda w rzeczywistości, i nic nie spada z nieba jak manna, a także samo się nic nie zrobi

Volant
Gość

Dzięki Dawid!

entropysphere
Gość

Dobrze napisane. Można by sie czepiać szczegółów, ale to na dyskusje przy, whisky a nie blogowe komentarze :)

Wiadomo, że fajni ludzie przyciągają ludzi fajnych. Najwyraźniej, Volant, masz talent przyciągania właśnie fajnych ludzi, bo jesteś równym gościem.

Nie negowałbym jednak stwierdzenia, że „twarda dupa” jest potrzebna. Determinacja to właśnie twarda dupa oraz twarde wiele innych elementu ciała i ducha. Jeden ma więcej szczęścia i dostaje od ludzi więcej a inny mniej. Cameron Russell w bardzo dobrym TedTalku, opowiada jacy mili są dla niej ludzie i dlaczego…

Pani od biologii
Gość

Napisałeś dokładnie to, co potrzebowałam przeczytać :) Od razu mi lepiej, dzięki :D

piotrosc .
Gość

Świetny wpis! Po raz kolejny zostałem zmotywowany do ciężkiej pracy. Znów na chwilę zrozumiałem, że nie ważne jak daleko jest Twój cel, właściwie nigdy nie zdarza się osiągnięcie go przez wielki skok. Potrzeba dziesiątek, setek, czasem tysięcy małych kroków!
ALE
Mam jeden problem, może ktoś wpadnie na to jak go rozwiązać!

Po odpowiedniej dawce motywacji
przestaje mi na chwile przeszkadzać, że do mojego celu jest tak daleko i po
prostu zaczynam działać, tylko że trwa to czasem parę godzin, czasem dzień,
ewentualnie od święta dwa a potem znów wpadam, a raczej spadam na ten poziom
swojej egzystencji, na którym przestaje mi się chcieć i na którym wolę sprawić
sobie minimalną przyjemność niż dążyć do tej wielkiej, wymarzonej, na którym po
prostu przestaje mi się chcieć poświęcać swoje dzisiaj za swoje lepsze jutro. To
moment w którym cel wydaje mi się znów niesamowicie odległy i nie tyle nie
jestem pewien jego osiągnięcia, co budzą się we mnie obawy, że ta męcząca dla
mnie droga będzie trwać przez większość mojego życia a młodość przeleci mi
przez palce i zanim osiągnę to co planuje będę u schyłku swojego życia…

Podsumowując, wykorzystuję
jedynie max jakieś 15% swojego czasu i tym samym moje cele wcale się do mnie
nie przybliżają zbyt szybko. A gdy sobie to uświadamiam, mam kaca. Co robić żeby nauczyć się poświęcenia i pracy
mimo częstego braku woli i zwykłej codziennej ludzkiej krótkowzroczności???

entropysphere
Gość

Dawaj sobie nagrodę, po osiągnięciu każdego małego celu. Może to pomoże?

milosević
Gość

Nie wiem, kim jesteś, kolego piotrosc ., ale dzięki, że napisałeś komentarz za mnie. Mam DOKŁADNIE tak samo. Sporo już trochę w kierunku mojego celu, ale wiem, że mogłem zrobić o wiele, o wiele więcej. Motywacja przez krótki czas jest, a potem na dłuższy czas znika i zamiast o moim projekcie myślę raczej o tym, żeby wziąć plecak, pojechać w Himalaje/gdziekolwiek indziej, gdzie jest ładnie i mieć wszystko w dupie. I korzystać z pięknych widoków. I nic nie robić, tylko podziwiać i medytować. Nie na chwilę, ale na zawsze. A potem sobie to przemyślam, czytam takiego Volanta i motywacja na chwilę wraca. I tak w kółko. Jestem uparty, jestem cierpliwy, ale coś w tej mojej głowie nie do końca gra.

To chyba najlepszy tekst, jaki tu przeczytałem, Volancie. Najbardziej prawdziwy (nie żeby pozostałe były bujdą na resorach, co to to nie), ale pewnie mam takie odczucie dlatego, że jest on idealnie dostosowany do mojego życia. Nie dlatego, że to wszystko zrobiłem, ale dlatego, że wiem, że już dawno mogłem to zrobić, a… nie do końca mi się to udało. Od kiedy skończyłem liceum (jest już dobre kilka lat) właśnie tak patrzę na to, co robię: czy będzie zysk. I wiem, że to jest złe spojrzenie, dlatego z tym walczę. Powoli, ale chyba jednak tę walkę wygrywam.

A co do braku czasu, to bzdura totalna. Jak jeszcze grałem w piłkę, to najlepszy trener, jakiego spotkałem w swojej 12-letniej przygodzie, powiedział kiedyś: [najwięcej czasu mają ci ludzie, którzy mają najbardziej zapchany grafik.] I to jest święta prawda. Wszystko da się jakoś upchać, jeśli się tylko do tego odpowiednio przyłoży i zmotywuje.

entropysphere
Gość

Musisz sie zdecydować czy robisz coś, bo to sie opłaca (projekt) czy dlatego, że sprawia ci to radość (Himalaje). Na razie pod artykułem, gdzie Volant pisze o rezygnacji z zysku, nie chcesz z tego zysku zrezygnowac i pojechac w Himalaje.
Sam musisz zdecydować, ale na razie sam sobie przeczysz….

Volant
Gość

Wiesz, to jest takie złudzenie, że innym jest łatwiej i mają niekończące się zasoby motywacji. Ja ich nie mam. Znam też sporo osób, które osiągnęły w swoich dziedzinach bardzo dużo i one też mają problemy z motywacją.

Wynika to z różnych czynników np. środowiska w jakim się obracasz, z tego, że jak zaspokajasz swoje najważniejsze potrzeby, to zaczynasz myśleć, że to jest niepotrzebne czy z tego, że nie da się pracować przez 100% czasu i trzeba odpoczywać. W praktyce rozwój jest więc cyklem pracy i odpoczynku.

Zauważyłem u siebie, że umiejętność skupienia się i wykonywania mało pilnych zadań ćwiczy się, jak mięsień i po pewnym czasie przychodzi to coraz łatwiej.

Pomaga mi ustalanie sobie kluczowych celów na dany rok (nie więcej, niż trzech).

Stosuję też metodę kija – wyobrażając sobie, jak będzie wyglądało moje życie jeśli tego nie zrobię oraz metodę marchewki – wyobrażając sobie, jak będę żył po zrealizowaniu celu. Oznacza to, że jeśli po zrobieniu czegoś będę zarabiał np. 10 000 zł miesięcznie więcej, to każdy dzień zwłoki oznacza, że tego nie robię.

W praktyce uważam, że nie ma się co załamywać i skupić się na jak najlepszym wykorzystywaniu okresów silnej motywacji i pracy w zgodzie z własnym rytmem.

JW
Gość

Jakiś czas temu Volant polecał książkę „Siła nawyku” (tak na marginesie – bardzo wciągająca lektura) i właśnie w niej jest fajnie opisane skąd bierze się takie zachowanie i jak je zmienić.

Aneta Kicman
Gość

Polecam też „59 sekund” Richarda Wisemana – baaaardzo dobre rozdziały o realizacji celów!

Aneta Kicman
Gość

Czy nie wszyscy tak właśnie mają? Fajnie, jeśli wiemy, co nas motywuje i jak zaszczepiać sobie taką dawkę motywacji. Myślę, że warto też dowiadywać się jak najwięcej o sobie (np. w formie pisania list na różne tematy) i… po prostu aktywnie pracować nad celami – zapisywać je, rozpisywać na mniejsze kroki, a te jeszcze na mniejsze. Prowadzenie takich zapisków baaardzo motywuje, zwłaszcza jeśli pilnujemy i widzimy, że każdego dnia możemy coś wykreślić jako zrobione :) Dlatego ważne, by zapisywane kroki były odpowiednio małe (by codziennie realizować drobny postęp). Ja osobiście robię sobie też ogólniejsze plany miesięczne i sugerowane cele roczne – łatwiej mi wtedy trzymać się głównej drogi i sprawdzać, czy faktycznie nią idę i z jaką prędkością. Nie ma ludzi wiecznie zmotywowanych, ale moim zdaniem nic tak nie motywuje jak postępy :) Tylko trzeba je zauważać! (czyli stosować małe kroki i je ZAPISYWAĆ :)).

Tu Od Teraz
Gość

Nigdy nie kwestionowałam „zbiegów zdarzeń”, „przypadków”. Nawet jak dawały mi mocno po tyłku wiedziałam, że czemuś mają służyć. Zawsze uważałam, że to część mojego życia, nawet jeśli w tym momencie go nie rozumiem. A że jestem osobą, która na tyłku usiedzieć nie umie, wiec nie ma dnia abym „na coś” lub „na kogoś” się nie natknęła. Czasami jedna rozmowa, jedno zdanie a nawet jeden uśmiech potrafi zmienić kierunek mojego myślenia i postrzegania danej sytuacji a nawet życia.
Pamiętam jedną rozmowę. Zwykła podróż z Warszawy do Lublina. „Przypadkowa” kobieta wracająca z Sydney do Polski. Opowiedziała mi historię swojego życia. Płakałam gdy skończyła – ja, która nigdy nie płaczę przy ludziach. Wyniosłam z tej rozmowy więcej lekcji na życie niż z całych moich studiów. Nigdy nie zapomnę tej kobiety i tego co mówiła.
Volant gratuluję determinacji, odwagi i wiary w Samego Siebie! Lubię czytać o niemożliwym, o spełnianiu swoich marzeń – bo to jak dźwięk przypomnienia, że zmierzam we właściwym kierunku!

Lenta
Gość

Hej Volant,
piszesz:
Możesz przejechać się na człowieku, ale nie na ludziach…
oraz:
Dlatego mówię, że zawiodły mnie jednostki, ale nie społeczeństwo.

Nasze ludzkie niezdiagnozowane i nieleczone słabości – wymienię te podstawowe: chciwość, próżność, duma, agresja, zawiść i egoizm – z wiekiem rozwijają się razem z nami.
Zgodzisz się, że większość ludzi zaprzeczy, iż w życiu kierują się którąś z tych słabości?
A spośród tych, którzy są świadomi swoich słabości – ilu je w sobie zwalcza?

Na pewno przejedziesz się na człowieku, odczujesz obojętność i wrogość społeczeństwa zorientowanego na karierę, ale wiesz co jest najważniejsze? To, że są z pewnością wokół Ciebie wartościowi ludzie. I nigdy nie przestawaj ich szukać :)
Pozdrowienia.

PS. Ukłony za sianie uzdrawiającego optymizmu:)

Kamil Dyluś
Gość

Dla mnie najtrudniejsze w życiu to było/jest zrozumieć, że nie zawsze się opłaca… ten cholerny rozum! Jak się przejmie kontrolę nad tym mechanizmem wtedy życie staję się pełniejsze… ale cały czas pracuję nad tym ;)

Sielczykovsky
Gość

Dziękuję za ten wpis… Tyle razy próbowałem poddać się z moim projektem sportowym, jednak stwierdzam, że warto iść dalej. Nawet dla siebie. Jestem dość młody, jednak widzę w życiu codziennym, że ta zależność jest wpisana w nas. Chodzi tu o to, by nie patrzeć, czy coś mi się opłaca, już tu i teraz lub czy będzie się opłacać, tylko wszechstronnie chłonąć wiedzę, doświadczenie i przeżycia.

Rozi
Gość

Volant, jak zawsze inspirujesz i trafiasz w sedno :)

Aneta Kicman
Gość

„żadna wiedza, żadne doświadczenia i żadna znajomość nie idzie na marne.
Dlatego nigdy nie powinno się rezygnować z możliwości wywarcia dobrego
wpływu na czyjeś życie” – najważniejsze zdanie i najlepszy post jaki ostatnio przeczytałam, a czytam sporo :)

Sielczykovsky
Gość

„Zapomniałeś, jak zajebiste jest dążenie do celu. Umarłeś za życia, jednak pochowają Cię nieco później. ”

http://podejscierekina.blogspot.com/2016/04/umares-za-zycia.html

Ja
Gość

Nie czytałam, ale wiem o czym tekst. Miałam męża alkoholika, 2 dzieci, rozwiodlam się, w między czasie zrobiłam studia i pokonałam wiele trudnosci, o ktorych nawet nie macie pojęcia. Wiem ile trzeba mieć siły i samozaparcia żeby nie odlecieć i wstać rano do pracy, kupić buty dzieciom i czuc się kobieta. Teraz mężczyzna nie jest taki ważny choć samotność robi swoje. Nie obawiam się przyszłości, kłopotów choc czasem mnie przytlaczaja, dawałam radę. mężczyźni chętni jedynie na sex, odprawiam za każdym razem, tylko człowiek zaczyna się zastanawiać, kim jestem w takim razie? Jak to? Tylko do tego się nadaje? Jak to zwalczyć, samoocena spada i to bardzo nisko. Niby człowiek jest ok, a tu taka porażka. Spoko rok, a 4 , 5, 6 lat? To długo, można serio zacząć wątpić. Otwierasz sie i po jakims czasie odwrot na piecie, ciezko czasem ciezko. Ale wolę być sama, teraz już nie potrafię robić nic wbrew sobie, za dużo przeżyłam żeby się sprzedać za marne kilka miłych słów. Głowa do góry, zacisnąć żeby, kolano boli ale iść można, zapałki zawsze przy sobie gdyby ognisko trzeba było rozpalić ;)

Karina
Gość

Tak bardzo dziękuję. Za każde Twoje słowo. Akurat w tym momencie.

Wasz Parasol
Gość

Czym dłużej żyję, tym bardziej utwierdzam się w tym, że najważniejszą wartością w życiu jest samo życie.
Jego doświadczanie, smakowanie, po prostu delektowanie się nim.
A jeśli ustalimy sobie jakikolwiek cel, to jeśli będziemy do niego konsekwentnie dążyć, to prędzej czy później – zrealizujemy go. Zabawne jest to, że nigdy nie wiemy, która droga nas do tego celu doprowadzi. Jednak najważniejsze jest to, że ta droga istnieje, trzeba ją tylko znaleźć.

Magdalena Balicka
Gość

Jestem tutaj pierwszy raz, ale ten tekst tak wyraźnie do mnie przemówił, że na pewno tu wrócę. Zgadzam się z każdym zdaniem. Ludzie, którzy wszytko kalkulują, są nieszczęśliwi, ponieważ za dużo oczekują od życia. Albo inaczej. Rozczarowują się, gdy jakaś decyzja nie przyniesie im oczekiwanych sukcesów. Cenną umiejętnością jest korzystanie z tych okazji, które stawia przed nami los. Skoro niczego nie możemy przewidzieć, bo nie mamy takiej mocy, to warto ryzykować. Niewiele tracimy, a zyskujemy całkiem sporo. Nawet gdyby to miała być „tylko” nauczka na przyszłość. :)
Dziękuję za ten tekst. :)

Grzesiek
Gość

„Mając dwadzieścia trzy lata zakładam swojego pierwszego bloga, pierwsze forum, a później drugiego bloga i w końcu Volantification.” Czy forum o którym wspominasz jeszcze istnieje? Co to za forum? Może jest równie wartościowe jak ten blog. Podziel się :)

Volant
Gość

Już nie istnieje od dobrych pięciu lat :D

wpDiscuz