Kiedy ludzie się zdradzają?

Kiedy ludzie się zdradzają?

Znacie te historie, które kończą się puentą, że za siedmioma górami, za siedmioma lasami był piękny związek, a później pojawiła się ta trzecia osoba i wszystko się posypało?

Pewnie, że znacie – jeśli nie z doświadczenia, to chociaż ze słyszenia, kiedy koleżanka z miną zbesztanego psiaka tłumaczyła, że to przez jego byłą, która nie dawała mu spokoju albo kiedy kumpel wypił o jednego szota za dużo i mówił, że gdyby Mariolka nie spotkała jakiegoś lokalnego Casanovy to wciąż byliby razem.

Wiem, że tracenie innej osoby jest tak samo łatwe, co picie herbatki w chwili, kiedy jest się rozrywanym od środka przez granat. Tylko że wmawianie sobie, że przyczyna tkwi w tym, że twój partnerk/ka spotkał kogoś nowego jest życiem w wielkiej iluzji.

Coś ci wyjaśnię – za związek i jego trwanie są odpowiedzialne tylko osoby, które ze sobą są. Nie ich rodzice, nie przyjaciele, nie ksiądz, nie laska z najzgrabniejszymi nogami na imprezie, ani nie model z klatą jak u Kita Harringtona poznany w delegacji.

Twierdzenie, że gdyby nie jakaś przypadkowa osoba to wciąż bylibyście razem jest jak mówienie, że okazja czyni złodzieja. To tak nie działa. Złodzieja tworzy decyzja. O uczciwości nie świadczy brak okazji do bycia nieuczciwym, ale wybór. Możesz pójść z kumplem na lunch, zwinąć kluczyki od jego Audi i ukraść, ale tego nie robisz. Możesz pójść do Żabki, znokautować ekspedientkę i wziąć zawartość kasy dla siebie, ale tego nie robisz. Możesz pójść na domówkę i wynieść z niej jakieś cenne drobiazgi właściwie nie ryzykując złapania, ale tego nie robisz. Masz okazje, ale nie kradniesz i właśnie dlatego nie jesteś złodziejem.

To samo dotyczy zdrady. Są osoby, do których podejdzie wcielenie atrakcyjności, a one nic z tym dalej nie zrobią. Być może pomyślą, że ta osoba jest seksowna, może zwizualizują sobie seks z nią, ale nie przekroczą granicy, po której rozmowa staje się dobijaniem targu. Okazja to nie wszystko. Tu chodzi o świadomy wybór, bo nawet majtkom z pękniętą gumką trzeba pomóc, żeby przed kimś spadły. A jeśli te majtki spadają to trzecia osoba jest tylko statystą, pretekstem, kimś, kto pojawił się w dobrym miejscu o właściwym czasie.

Wiesz kiedy ludzie podejmują takie decyzje?

Kiedy ich relacje są nic nie warte. Kiedy nie ma w nich czego bronić. Kiedy obietnica, że „może tym razem będzie inaczej” jest wystarczająca, żeby zapomnieć o wszystkim, co mówiło się drugiej osobie. 

Kiedy zdarzało mi się poznawać zajęte kobiety, to nie mówiły one: „Och, jaki jesteś wspaniały!”. Tak mówią singielki. Zajęte kobiety mówią:
- Jesteś inny, niż mój facet. Z tobą tak dobrze się rozmawia. Przy tobie czuję się kobieco.

W takich rozmowach nie chodziło o to, że w ich życiu pojawił się ktoś inny, ale o to, czego im brakowało. Ich związki zaczęły się od wielkich oczekiwań, ale jedyne co w nich zbudowano to fasadę szczęścia, za którą ciągną się hektary rozczarowań: poczucie osamotnienia, brak zaangażowania, posiadania gdzieś cudzych potrzeb i zasieki zrobione z ograniczeń i przyzwyczajeń. Za taką fasadą nie ma miejsca, żeby żyć – jest tylko pustka, która czeka na wypełnienie. Smutny, powtarzalny schemat wyszywany nudą i przygnębiającym przeczuciem, że wszystko, co dobre w ich życiu już się skończyło.

Kiedyś myślałem, że ludzie nie szukają szczęścia poza związkiem, kiedy nic im nie brakuje w ich relacji. Później zrozumiałem, że nie ma relacji, w których można zaspokoić swoje wszystkie potrzeby. Zawsze wybiera się coś, kosztem czegoś innego. Otwiera się jedne drzwi ze świadomością, że robiąc to, też coś się traci. Osoby, które nie zdradzają różni to, że wiedzą, że to co zyskały jest dużo bardziej wartościowe, niż to, co straciły. Że może w swoim związku już nie przeżywają tak intensywnych emocji, ale zyskały coś, co jest trudniejsze do osiągnięcia – to, co razem wypracowali, a co nie brzmi porywająco, ale jest esencją relacji dłuższych niż trzy lata:

  • wsparcie
  • możliwość bycia przy kimś całkowicie sobą
  • to że nie jest się ocenianym
  • poczucie bycia akceptowanym, szanowanym i atrakcyjnym
  • wspólny gust
  • wiedza kiedy ktoś ma ochotę na herbatę, a kiedy chce zostać sam.

Generalnie chodzi o więź – unikalną przestrzeń, której nie da się dzielić z kimś innym i którą buduje się latami. Przy niej wszystkie motylki w brzuchu wypadają blado, bo jest łatwiej o namiętny romans, niż o piekny związek, w którym można się rozwijać, a jednocześnie nie podusić wzajemnymi oczekiwaniami ani nie wydzierać sobie nawzajem szczęścia jak za krótkiej kołderki.

Dlatego dobry związek nie jest wtedy, kiedy ktoś siedzi zamknięty w stumetrowej wieży strzeżonej jak Alcatraz i nie zdradza, bo nie ma do tego okazji. Dobry związek jest wtedy, kiedy ktoś ma okazje, żeby zdradzić, ale tego nie robi, bo ma świadomość, że ta relacja jest warta więcej, niż kilka nocy połączonych ze zdzieraniem pończoch w hotelowym pokoju.

I dopóki obie osoby, które ze sobą są, nie będą mieć takiej świadomości, to żadne zakazy, groźby i cele w stumetrowych wieżach nic nie dadzą.

Dodaj komentarz

43 komentarzy do "Kiedy ludzie się zdradzają?"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Bies
Gość

Czy tylko ja mam wrażenie że Volant siedzi w naszych głowach i pisze akurat o tym co jest na tapecie?
Nie wiem skąd takie wyczucie, ale efekt powalający
Cieszę się że trafiłam na to co tworzysz :)

Magda Moryc
Gość

ja mam tak samo :D

entropysphere
Gość

Do tego dochodzi kwestia możliwości.
Mężczyznę poznaje się po tym jak sie zzmienia, gdy nagle zyska bardzo dużo, a kobietę po tym jak jej mężczyzna wszystko straci.
Quasimodo na środku Central Parku nadal będzie bardziej wierny niż James Dean w Alcatraz….

monique1313
Gość

Oznacza, że to również nie był wartościowy związek. Dopóki będziesz myślał, że kobiety tylko na kasę lecą i dopóki ją masz to jest ok a jak ją stracisz to będzie źle dopóty będziesz właśnie takie kobiety wybierał. Później będziesz myślał dajej swoimi stereotypami. Jest ich wiele a stosowanie ich jeśli chce się zbudować coś trwałego nie ma sensu prowadzi jedynie do etykietowania ludzie bez dania im szansy.

entropysphere
Gość

Zabawne, nie pisałem o kasie, nie pisałem równieź nic o sobie. Nie dałem również żadnej etykietki.

Związek jest takim jakim go ludzie stworzą. Czasem jest wartościowy dla jednej ze stron, która pełnymi garściami z niego czerpie (nie chodzi mu tu o pieniądze) i bezwartościowy dla drugiej, która jest wysysana z energii, pozytywnych uczuć, życia towarzystkiego i swoich pasji. Czasem dla obu a czasem dla nikogo. Chęć budowania czegos trwałego nie wystarczy jeśli nie ma w niej tego o czym pisał Volant powyżej.

WuVox
Gość

Z czystej ciekawości: mógłbyś uzasadnić, dlaczego akurat „dłuższych niż 3 lata”?
Pozdrawiam!

Volant
Gość

Wśród psychologów jest rozpowszechniona opinia, że po trzech-czterech latach wyczerpuje się początkowa chemia (chemia w dosłownym znaczeniu produkowana przez mózg) odpowiedzialna za zakochanie. Jeśli do tego czasu ludzie nie wypracują czegoś, dzięki czemu warto, żeby ten związek trwał (i byli w nim szczęśliwi) to niezwykle często się w tym okresie rozstają.

WuVox
Gość

Dzięki za odpowiedź :-)
Napiszesz coś o tym, jak poznać pary z mniejszym (niż 3 lata) stażem, które zdecydowanie rokują na trwanie? A jeśli nie rokują, to jak wspólnie dojść (bez ofiar w ludziach) do porozumienia, co z tym fantem zrobić…

Volant
Gość

Mogę napisać, ale ze swojej strony polecam książkę Johna Gottmana „7 zasad udanego małżeństwa”, która powstała na podstawie przeprowadzonych przez niego badań dotyczących trwałości par.

Madix
Gość

Cóż, to jest chyba jednak bullshit i ściema. Po pierwsze, ileś lat temu to nie były 3-4 lata, a 2 lata, więc najwyraźniej zmienili metodologię i już inny wynik. Po drugie, czytałam kiedyś o metodologii tych badań, i co ciekawe, to to, że ŚREDNIO po 3-4 latach wygasa chemia… czyli u większości par wygasa po kilku miesiącach, ale średnią zawyżają wieloletnie związki, u których nadal ta chemia jest ;)

Volant
Gość

Mnie akurat te 3-4 lata przekonują. Ewolucyjne wytłumaczenie jest takie: zakochujemy się, żeby spłodzić dziecko i przeprowadzić je przez pierwsze, najtrudniejsze lata życia. To właśnie ten cel ma ułatwić cała chemia produkowana przez mózg, która sprawia, że ignoruje się wady partnera i nieświadomie się do niego przywiązuje.

Madix
Gość

Bardzo ciekawa koncepcja :)

ka
Gość

logo powiesiło na mieście billboardy ze strasznie mądrym tekstem: „wybierz swoją drogę w życiu, ale najpierw spróbuj wszystkiego”. ja w ten sposób myślę o relacjach, których się nie zdradza – żeby to było możliwe, trzeba wcześniej dużo przeżyć, dużo widzieć i dużo się dowiedzieć. o sobie przede wszystkim. dopiero wtedy świadomie wybiera się to, co się wypracowało, a nie to co przechodziło przypadkiem lub się wydarzyło.

Volant
Gość

O tak!

Stiela
Gość

Niby to wszystko logiczne i sensowne. Ale….. moim zdaniem to pokrętne usprawiedliwienie nieuczciwości. Związek nieidealny (bo idealnych nie ma) to nie powód do zdrady, tylko do naprawy albo odejścia. Bywa też, że zdrada jest chwilą słabości, albo egoistycznym „raz się żyje” i nie ma nic wspólnego z dobrym czy złym związkiem. Zgodziłabym się z tym, jeśli związek miałby być wynikiem kalkulacji, gdzie mi będzie lepiej, ale miłość jest bardziej skomplikowana.

Volant
Gość

Czuję, że muszę sprostować kilka rzeczy.

1) Nie chodziło mi o usprawiedliwianie nieuczciwości – zgadzam się z Tobą, że najlepiej byłoby nie zdradzać, ale w gruncie rzeczy to nie ma większego znaczenia, bo powód rozstania jest dokładnie takie sam, co powód zdrady – to, co poza związkiem jest warte więcej, niż związek. Dlatego podejmuje się taką decyzję, a nie inną.

2) Nie pisałem, że nie zdradza się w dobrym (albo idealnym) związku, ale w więcej wartym związku. To blisko, ale to nie to samo. W klasycznie rozumianym dobrym związku dostaje się dobre rzeczy. W wartościowym dostaje się to, co ma dla nas subiektywną, emocjonalną wartość i mogą być to też złe elementy – niepewność, skrajne emocje, strach o drugą osobę itd. Rzeczy dobre i wartościowe mogą być tą samą kategorią rzeczy, ale wcale nie muszą (i zwykle nie są).

3) Zgadzam się, że zdrada może być egoistycznym „raz się żyje” i to akceptuję, ani nie oceniam. Można mieć taką potrzebę. Nie kupuję tylko tego, jak ktoś mówi: „To dlatego, że pojawił/a się X” – wtedy to nie nie jest realizowanie swojej potrzeby tylko tchórzostwo i brak brania odpowiedzialności za swoje decyzje.

Stiela
Gość

Rozumiem. Ja myślę, że zdrada pojawia się w związkach z kalkulacji a nie miłości i każdy z tego trójkąta jest w mniejszym czy większym stopniu winny.

entropysphere
Gość

Miłość to chemiczny dodatek do związku i tylko w tym kontekście jest nieracjonalna, bo bazuje na emocjach. Kiedy motyle sie skończą – tak jak pisze Volant po 3 latach lub wcześniej – wtedy zaczyna sie kalkulować za i przeciw – choćby nawet podświadomie – na zasadzie – stać mnie na kogos lepszego.
A spotkanie tego kogoś lepszego wyzwala reakcje – i związek dotychczasowy przestaje byc atrakcyjny.

Stiela
Gość

Każdy ma swoją definicję miłości. Dla mnie to uczucie dużo głębsze, coś więcej niż chemia przez pierwsze 3 lata i znam pary, które nawet po 20 latach nie kalkulują. Motyle to wg mnie nie miłość.

entropysphere
Gość

Jeśli ktoś jest razem, bo ma swoje religijne przekonania i wierzy, że wypada „być razem aż do śmierci” albo ląduje sie w piekle to kalkuluje czy nie?
Zgadzam się z Volantem i jego lista rzeczy trzymających ludzi w dobrym związku razem. Ludzi kochających bezwarunkowo nie znam – chyba, że rodzice dzieci, albo totalni altruiści klasy Jezusa.

Stiela
Gość

Zgadzam się z Tobą, że bycie razem ze względu na przekonania religijne, albo że wypada to też kalkulacja. Zgadzam się też, że rzeczy, które wymienił Volant trzymają ludzi razem. Ale uważam, że nawet jak te rzeczy są, to ludzie i tak zdradzają. I przyczyną zdrady nie zawsze jest ich brak w związku. A zawsze przyczyną jest brak miłości, bo jeśli kochasz to po prostu spotkanie kogoś lepszego nie „wyzwala reakcji”.

prz_
Gość

Również zgadzam się, że argument: „zdradziłem/am, bo było mi źle” jest żałosny. Jeśli było tak źle, to czemu nie odszedłeś/odeszłaś? Czyżby tchórzostwo, że zostałoby się samemu na lodzie i nie miałby kto gotować obiadków albo naprawić kibla?
Przyznam, że podchodzę do tego nieco emocjonalnie, bo miałem taki przypadek w rodzinie i generalnie każdy na tym stracił, a najbardziej Bogu ducha winne dzieci.
I nie uważam, że dobre może przeczyć temu, co wartościowe.

P.S. Było o tym pisane dawno, dawno temu w jakimś starym poście, ale nie mogę go znaleźć, a chciałem o tym wspomnieć, tym bardziej, że tematyka bliska… Otóż uważam, że osoba, z którą się zdradza, jeśli wie o tym, że ktoś jest w związku, jest w podobnym stopniu winna, co zdradzający. I nie ma co tego usprawiedliwić tekstami w stylu „nie ma obowiązku uszczęśliwiać całego świata”. Tu nie chodzi o uszczęśliwianie całego świata. Tu chodzi o moralność. A ją albo się ma, albo się nie ma. W sumie przeraża mnie lekkie podejście autora w tej kwestii.

Volant
Gość

O moralności zazwyczaj zaczynają mówić osoby, którym skończyły się racjonalne argumenty.

Zdradzający jest winny, bo:
- to jego relacja i jego obowiązek, żeby o nią dbać
- to on zaprzecza wszystkiemu, co mówił drugiej osobie o tym, jaka jest dla niego ważna
- on też był odpowiedzialny za to, jak ten związek wygląda i za jego naprawienie.

Do trzeciej osoby nie da się niczym potępić. Ona nic nikomu nie obiecywała, ani nic nikomu nie jest winna. Oskarżanie jej o cokolwiek jest zrzucaniem winy na kogoś z zewnątrz, żeby poczuć się dobrze, bo było się takim spoko gościem (albo taką fajną laską), ale przyszedł ktoś z zewnątrz i to spierdolił.

Madix
Gość

Cóż, tylko z tego co wiem, to oprócz tego, co odpisał Ci Volant, to jeszcze problem jest taki, że zdradzający partnera ludzie są często na tyle perfidni, że udają singli na początku znajomości… a o tym, że mają partnera, wspominają mimochodem, kiedy ta druga osoba jest już emocjonalnie zaangażowana :/ O ile w ogóle wspominają, bo masa zdradzających ukrywa fakt posiadania żony/męża tak długo, jak tylko może.

Niby osoba uwikłana w związek ze zdradzającym powinna go zakończyć jak najszybciej dla własnego dobra (bo po co angażować się w związek z takim zdradzającym kogoś dupkiem?), ale to bywa równie trudne, jak dla zdradzonych partnerów porzucenie zdradzającego (mimo jego perfidii).

13 dziecko baby jagi
Gość

A ja tak sobie myślę, że oprócz tego co zawarte w artykule, bardzo ważna kwestią jest dojrzałość emocjonalna partnerów w związku oraz to jaki model partnerstwa wyniosło się z domu. Co do pozostałych kwestii zgadzam się z treścią artykułu. Przypomniał mi się cytat z Małego Księcia „Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Jeśli wróci – jest twoje. Jeśli nie – nigdy twoje nie było.” :)

Emilia
Gość

Volant, mistrz i mentor. Zawsze w punkt

w_w
Gość

Wiesz co, gościu – tym tekstem uświadomiłeś mi, dlaczego tak naprawdę moja żona wdała się w romans zakończony rozstaniem po kilkunastu wspólnych latach. Trochę wreszcie dotarło, trochę przy okazji zabolało. Tak czy inaczej – podziękowania Ci się należą.
I oczywiście, jak wszyscy pochwalę idealny moment na opublikowanie notki – równo rok od rozwodu :)

13 dziecko baby jagi
Gość

Witaj w klubie :) Ja jako kobieta jestem w podobnej sytuacji, artykuł pomógł mi wiele zrozumieć :)

entropysphere
Gość

Przeczytałem to kiedyś, ale nie mogłem znaleźć źródła wczoraj.

Zośka
Gość

Jest to częściowa racja,bo faktycznie badania udowodnily,że mając okazję do oszukiwania,korzystamy z niej. Zbadanie studentów,którzy sprawdzali sobie nawzajem pracę i wyniki były średnio o 4 pkt wyższe niż gdyby sprawdzali je wykładowcy.

Z drugiej strony, jeśli dochodzi do zdrady i rozpadu związku to dlatego,że już wcześniej zabrakło w nim intymności,która budowana od początku zespala ludzi i łączy.

Dobry tekst :-)

Zona w depresji.
Gość

Małżeństwo trwa 15lat. Mąż że upił poszedł na disco i całował się z dziewczyną która znał krótko z widzenia.bawil że. I pił do rana.dowiedzialam się ,wyraził skruchę i żałował tego co zrobił.czy to zdrada??czy wybaczyć??? Serce mi pęka.!!!

Volant
Gość

Z doświadczenia wiem, że takie zachowania nie biorą się znikąd. Najlepiej porozmawiać z nim szczerze o tym, co o tym zdecydowało. To lepsze niż zdawanie się w sprawie swojego małżeństwa na opinie losowych osób w Internecie.

Veo
Gość

Dzięki Ci Volancie za odkrywanie meandrów męskiej natury. Mam tu na myśli większość tekstów razem wziętych. Jestem tu od niedawna a wpadłam na dobre :) wiele tekstów pochłonelam w dwa wieczory i wyszłam z tej lektury dobrze doładowana, dzięki nim od razu czuję, że MOGĘ i zasługuję na więcej
Nie chcę Ci tu słodzić, bo już Ci wystarczająco posłodzili, ale dajesz siłę, oby tak dalej :)

Przemek
Gość

Mam w takim razie pytanie: jak to (ten tekst) się ma do Twojego zdania z Sexcatcher’a „każdą kobietę da się poderwać, ale nie zawsze i nie przez każdego”? W książce pisałeś, że praktycznie tylko przez kilka pierwszych miesięcy facet może być pewien wierności kobiety, a później wystarczy, że pojawi się lepszy koleś i laska do niego odchodzi. Z tego tekstu wychodzi, że jeżeli dwie strony są po prostu szczęśliwe i usatysfakcjonowane relacją to w niej są wierne. Czy może zadaniem Sexcatcher’a było zbudowanie w czytelnikach przekonań dzięki którym mieli się rozwijać jako osoby i nie „bali się” kobiet?

I druga sprawa: W tekście daje się wyczuć przekonanie, że romans jest fajniejszy niż związek lecz tylko z uwagi na jego krótki czas trwania zostajemy w stałych związkach.

Łukasz
Gość

Od podrywu do zdrady daleka jest droga i tak jak w tekście, każdy decyduje co z tym potem zrobi.
Gdzie w tekście daje się wyczuć, że romans jest fajniejszy?

Madix
Gość

Uwaga, czy nie powinno w tekście być:
„Tu chodzi o świadomy wybór, bo nawet majtkom z pękniętą gumką trzeba pomóc, żeby przed kimś spadły. A jeśli te majtki spadają to trzecia osoba NIE jest tylko statystą, pretekstem, kimś, kto pojawił się w dobrym miejscu o właściwym czasie.”???

Poza tym baaardzo dobry tekst :)

olcivks
Gość

Potrzebowałam to przeczytać.

Volant
Gość

Widzę, że w dużej mierze się zgadzamy. Wydaje mi się, że różnice między nami wynikają z poziomu optymizmu w stosunku do rzeczywistości.

Też uważam, że trzeba przede wszystkim rozmawiać i naprawiać. Po prostu wiem, że to oczekiwanie na wyrost, bo ludzie w dużej mierze nie potrafią lub nie chcą ze sobą rozmawiać i liczą na to, że „samo się wszystko ułoży”.

Też uważam, że zachowując się w taki sposób nie można oczekiwać, że ktoś też tak się nie zachowa w stosunku do nas. I osobiście tego nie oczekuję. Liczę na to, że to, co dobre w moim życiu będzie skutkiem wyłącznie moich działań. Całą resztę traktuję jak nieoczekiwany bonus.

Też uważam, że jeśli cokolwiek się robi to w sposób, który nie odbije się na dzieciach. Tylko, że kiedy ludzie zdradzają to chcą odmiany, a nie konkretnej, drugiej osoby. Jeśli ona się odsunie to znajdzie się następna. Nawet jeśli się nie znajdzie to nie sprawi to, że ten związek przestanie być dysfunkcyjny. To zazwyczaj nie jest więc kwestia „czy się rozstaną” tylko „kiedy się rozstaną”, a to w jakim stylu się rozstaną już całkowicie nie zależy od aktu zdrady tylko od szeroko rozumianej dojrzałości. Fakty są takie, że ludzie nie mają za wiele dojrzałości i nie zmienia tego ich wiek, wykształcenie, zdrada lub jej brak albo posiadanie dzieci.

Nie zgadzam się tylko, co do dziewczyny kumpla. Wtedy działa ta sama zasada, którą opisałem w komentarzu wyżej – Obowiązek dbania o relację spoczywa na tym, kto jest w relacji. W takiej sytuacji jesteś w relacji z kumplem opartej na konkretnych zasadach – łączą was wspomnienia, może plany, jakiś szacunek – to nie jest nic. W takiej konfiguracji jej obowiązek polega na dbaniu o związek, a twój na dbaniu o relację kumpelską. Podrywając jego dziewczynę metaforycznie „zdradzasz” kumpla, bo masz dbanie o wasze kontakty w dupie. Dlatego to nie jest fair.

Iwona
Gość

Cholera! Skąd tak dobrze to wiesz?
To było moje wczoraj i dziś a teraz spróbuję żeby to nie było moje jutro …

Paulina Lustig
Gość

ten tekst czytany z perspektywy kochanki…. hue hue

Mariusz
Gość

Witam, to o czym pisze autor jest swoistą doktryną. To jest dobre a to jest złe , nie ma natomiast powiedziane nic o tym dlaczego tak sie dzieje a nie inaczej. Sprawe tę w sposób naukowy tłumaczy Marian Mazur w swoim dziele „Cybernetyka i charakter”. Pozwala on zrozumieć siebie , zrozumieć w jaki sposób sie sterujemy. Mała jest natomiast szansa aby siebie zmienic , możemy jedynie szukac sytuacji w których bedziemy sie czuli bardziej komfortowo.

Magdalena
Gość

Czytam artykuł, czytam komentarze. Mowa o kochankach, bliższych, bardziej stałych relacjach i nie tylko. A jeżeli, ktoś kto ma żonę chce poznać młodszą od siebie dziewczynę ale nie w klubie, nie na imprezie, a dosłownie w komunikacji miejskiej to to nie jest dość dziwne, skoro ma rodzinę, to już oznacza jedno chęć posiadania kochanki czy niekoniecznie?

Volant
Gość

Oznacza to jedno – chęć posiadania kochanki :)

wpDiscuz