7 rzeczy, których nie musisz robić, żeby wciąż mieć dobre życie

7 rzeczy, których nie musisz robić, żeby wciąż mieć dobre życie

Każde czasy mają swoją charakterystykę. Miały ją lata przełomu XIX i XX wieku, miał ją okres międzywojenny, a nawet mroki PRLu. Każdy z tych okresów definiowały określone wartości, problemy i przedmioty użytkowe.

Obecnie jest identycznie, pomijając to, że żyjemy w czasach dobrobytu, na który nie zapracowaliśmy oraz możliwości, którym towarzyszy brak odwagi, żeby je wykorzystać.

To czasy związków, które powinny być idealne, ale ich idealność kończy się przed upływem dwóch lat, startupów, które powinny przynieść fortuny przed trzydziestką, zdjęć herbatek odchudzających na instagramie oraz podróży do Indii, żeby przekonać się czy świat wygląda gdzieś inaczej, niż w Sochaczewie. W sklepach mamy do wyboru pięćdziesiąt rodzajów musztardy, dwa regały przypraw i designerskie modele papieru toaletowego. Tylko jakoś sensu życia brak.

I chociaż większość idei składających się na współczesny styl życia ma sens, to podążanie za częścią z nich prowadzi tylko do powierzchownej egzystencji pustej jak wydmuszka, presji i nadmiernych oczekiwań.

Dlatego trzeba jasno powiedzieć, że:

Nie musisz mieć markowych rzeczy, żeby coś osiągnąć (albo być spełnionym)

„Jeśli chcesz pisać to tylko na Macbooku.”
„Nie warto zaczynać biegać, dopóki nie masz w szafie butów za 500 zł.”
„Jeśli zegarek to tylko Michaela Korsa, bo przecież nie chodzi o jakość tylko o metkę.”

Każde z tych zdań można wyrzucić do kosza. Abraham Lincoln napisał Gettysburg Address na zwykłym papierze w losowym domu. Usain Bolt nie zaczynał biegać w najdroższych butach. Hemingway nie miał najbardziej wypasionej maszyny do pisania, bo jej nie potrzebował i wolał używać zwykłego pióra wiecznego (chociaż jestem przekonany, że na każdym kroku spotykał aspirujących twórców mówiących, że im nie wychodzi, bo takiej maszyny nie mają).

Obecnie za mało wierzy się w człowieka, a za bardzo wierzy się w rzeczy. To przedmioty mają rozwinąć twój talent, dać ci prawdziwą miłość i sprawić, że poczujesz zastrzyk endorfin, który cię uszczęśliwi. Problem w tym, że pod rzeczami można się ukryć. Można zamaskować nimi kompleksy, zakryć lęki i bolesne miejsca, założyć jak maskę i grać inną osobę, niż tą, którą zostaje się w swoim M3. Nie da się zrobić z nimi tylko jednego – zbudować tego, co prawdziwe.

Dzieje się tak z jednego prostego powodu - osiągnięcia, poczucie zadowolenia i fajne relacje poprzedzają zawsze porządki zrobione w swojej głowie, a nie kupienie nowego laptopa i wycieczki all inclusive. Jak nie zajmiesz się sobą to żadna ilość logotypów jakimi się otoczysz, tego nie naprawi.

Nie musisz osiągnąć sukcesu przed trzydziestką

Nie musisz też zakładać startupu, pracować w innowacyjnej branży, „rewolucjonizować sposobu w jaki się komunikujesz”, ani dążyć do tego, żeby wszystko, co robisz przychodziło ci łatwo. Właściwie to lepiej jeśli czasem się zmęczysz. Różnica jest taka, jak ze zbieraniem jabłek, które spadły z drzewa i wspinania się po drzewie, żeby je zerwać. Te pierwsze zdobędziesz łatwiej, ale to wspinaczka pomoże ci się rozwinąć.

To tylko media sugerują, że żyjemy w świecie nastoletnich milionerów. Szybko kończy się to jednak tak, jak w przypadku Piotra Kaszubskiego, które media okrzyknęły najmłodszym polskim milionerem, a w ciągu roku był już poszukiwany przez policję. W realnym świecie, najbardziej spektakularne sukcesy przypadają na czwartą i piątą dekadę życia. Wyjątki dotyczą aktorów, sportowców i muzyków. 90% światowej listy najbogatszych nie należy do żadnej z tych grup.

Kiedy słucham studentów zafiksowanych na punkcie pieniędzy jakby byli Wilkiem z Wall Street to zazdroszczę im energii, ale też współczuję, bo jest to prosta droga do tego, żeby ich ewentualny sukces przypominał fajerwerki. Przez kilka sekund zachwycają i błyszczą, a później zostawiają za sobą zapach palonego prochu.

Osobiście uważam, że ważniejsze są sukcesy trwałe i stabilne, a nie szybkie. Szybko to trzeba wypić sok jednodniowy, a nie zdobywać kompetencje i budować karierę.

Nie musisz bzykać się jak „50 twarzach Greya”, żeby mieć fajny związek

Nie dlatego, że seks nie jest świetny, bo jest. Nie dlatego, że nie lubię seksownej bielizny, bo lubię (gdybyście tylko widzieli mnie w koronkach!). Nie dlatego, że przeszkadza mi epatowanie seksualnością w przestrzeni publicznej, bo nie jestem jedną z dziewczyn, które farbują swoje owłosienie w pachach na niebiesko.

Raczej jest tak dlatego, że to wystarczy na pierwszy tydzień, a w wyjątkowych przypadkach na pierwszy miesiąc znajomości, ale jeśli później związek nie będzie napędzany czułością, zrozumieniem, wartościami czy podobnym stylem życia, to zacznie dławić się, jak polonez w gazie.

Bardzo prawdopodobne, że kiedyś atrakcyjność seksualną wymieniłbym na pierwszym miejscu w kategorii: „Wpływ na trwałość relacji”. Teraz wymieniłbym ją tylko na pierwszym miejscu w kategorii: „Wpływ na rozpoczęcie relacji”. W kategorii trwałości zdecydowanie wygrywa chęć dawania drugiej osobie swojego czasu, a związki kończą się tam, gdzie kończy się chęć rozmowy.

I bardzo mi przykro, ale jeśli przestajesz chcieć dzielić się z drugą osobą tym, co ci się przydarzyło, to żadne seksowne pończochy i kajdanki tego nie naprawią.

PS. Zwykle pary, które ze sobą szczerze rozmawiają, mają też lepszy seks. Potwierdzone info.

Nie musisz żyć chwilą

Najczęściej kiedy piszę o tym, że przyszłość ma znaczenie, to znajduje się ktoś, kto pisze: „A gdzie miejsce na życie? Gdzie teraźniejszość? Przecież tu i teraz to jedyny istniejący stan”.

Moja odpowiedź brzmi: „Skoro jutra nie ma, to pójdź do banku, weź kredyt gotówkowy przynajmniej na 100 000 zł, rozpierdol wszystko na Ibizie, a później sprawdź czy komornik też uważa, że przyszłość nie istnieje”.

Największa zaleta życia chwilą polega na tym, że żyje się obecną chwilą. Największa wada życia chwilą polega na tym, że… żyje się obecną chwilą. Spuszcza się wtedy z oka chwile, które mają nadejść i zachowuje się jak kierowca patrzący tylko na maskę swojego samochodu zamiast na drogę. Tylko że w rzeczywistości to miejsce, do którego się zmierza nadaje sens całej drodze. To cel sprawia, że wysiłki są jego warte, a przeżywane chwile są czymś więcej, niż sumą wdechów i wydechów.

Nie musisz mieć idealnego związku z idealną osobą

Możesz mieć związek, który będzie pokrzywiony i porysowany, bo relacja to nie smartfon prosto z salonu. Nie musisz w nim wiedzieć o partnerze wszystkiego. Nie musisz zaspokajać w nim wszystkich swoich potrzeb. Nie musicie do siebie pasować jak dwie połówki jabłka, bo jednak sok jabłkowo-bananowy jest lepszy.

Zamiast tego musicie dawać sobie przestrzeń, mieć po co do siebie wracać i przede wszystkim nie oczekiwać, że druga osoba będzie wizualizacją projektu stworzonego przez was w swojej głowie, kiedy mieliście trzynaście lat.

Nie oszukujmy się – byliście wtedy jak wszystkie trzynastolatki – byliście idiotami. Też byłem.

Nie musisz wierzyć w to, że kiedy nie ma cię online to nie istniejesz

Mam silne wrażenie, że jest jednak całkowicie odwrotnie.

Internet jest wspaniały jako narzędzie do czytania Volantification, oglądania porno i wysyłania maili, ale nie jako substytut życia. Bez względu na to ile przeczytasz wiadomości i ile tyłków modelek z instagrama zobaczysz, to wciąż będzie tylko substytutem. Wygodnym, łatwym i ubogim.

Im dłużej żyję, tym mocniej przekonuję się, że zdanie offline is the new luxury ma głęboki sens. Skype to nie to samo, co rozmowa w kawiarni. Match na tinderze to nie wymiana kontaktu wzrokowego twarzą w twarz. Obejrzenie „Narodzin Wenus” w Google to nie to samo, co pójście do Galerii Uffizi.

Dlatego nie musisz być obsrany, że gdzieś, gdzie ciebie nie ma ucieka ci życie, ani że jak nie nagrasz filmiku (nie oszukujmy się – i tak będzie wyglądał jak nagrywany przez starca z Parkinsonem) to nie zapamiętasz jak się czułeś w czasie koncertu Kasabian. To ci nigdy nie ucieknie.

Nie musisz być wiecznie piękny i młody

Jest w internecie taki obrazek. Dorosły facet gra na konsoli. Podchodzi do niego syn, na oko czteroletni i pyta:
- Tato, kim chcesz być jak dorośniesz?

Mała tragedia w dwóch aktach, bo coraz częściej okazuje się, że formalnie dorośli ludzie, są tak samo zagubieni, jak ich dzieci. Z dumą mówią, że nie dali w sobie zabić wewnętrznego dziecka (i miłości do grania w fifę), ale jeśli nie idzie to w parze z dojrzałością i braniem odpowiedzialności za swoje otoczenie, to jest jak kaloryfer u chudego gościa – nie liczy się.

W dzisiejszym świecie nikt się nie zestarzeje. Umrzemy wysportowani, po liftingu, z farbowanymi włosami i ponaciąganą skórą. Tylko dlatego, że boimy się tego, że czas płynie i nie wykorzystamy tych wszystkich ponętnych szans, które się przed nami piętrzą, ale boimy się po nie sięgnąć i odkładamy je na jutro, na pojutrze, na za rok.

Jeśli tak robisz, to masz rację – powinieneś bać się płynącego czasu, bo to, że on się przesypuje nadaje mu wartość. Dzięki temu chce się przeżyć dwa i pół tysiąca początków tygodnia, a nie tylko dwa i pół tysiąca poniedziałków.

* * *

Każdy z tych siedmiu punktów łączą zdania, pod którymi podpisałby się Marek Aureliusz (albo chociaż Paolo Coelho). Mam tu na myśli takie z nich, jak to, że ważniejsza jest treść, niż pozory, że są rzeczy, dla których warto się spocić, że szybkie efekty niezwykle często okazują się również bardzo nietrwałe, a czyjaś powierzchowność nie gwarantuje zwyczajnej ludzkiej kompatybilności.

Wynika to z tego, że zmieniać może się wszystko dookoła, ale ważne dzisiaj pozostaje to, co było ważne sto lat temu – wytrwałość, zwiększanie poziomu kompetencji, dbanie o role stałe, a nie tymczasowe i zadawanie sobie pytania: „Czego właściwie chcę?” zamiast podejmowania prób złapania wszystkich srok za ogon. Nie zmienia się też to, że kiedy tego nie robisz, to kończysz biegając bez celu w kółko, w rytm zapętlonych hitów Coldplay.

Inaczej mówiąc – lądujesz w piekiełku, w którym w zamian za podążanie szlakiem społecznych trendów i swój wysiłek dostajesz tylko pustkę. Nie dlatego, że dajesz z siebie za mało, ale dlatego, że wybierasz pozory zamiast szczerości wobec siebie. Paradoksem jest to, że tylko skupienie się na tej ostatniej przynosi szczęście.

Dodaj komentarz

28 komentarzy do "7 rzeczy, których nie musisz robić, żeby wciąż mieć dobre życie"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Król Czasu
Gość

Programowanie społeczne wtłacza nam do głowy mnóstwo przekonań, które automatycznie uznajemy za właściwe. Uczestniczmy w wyścigu szczurków, bo reszta znajomych też biegnie. Największą plagą wśród młodych ludzi jest chyba bycie online. Tysiące godzin zmarnowane na podglądanie innych ludzi, a u nich samych stara bieda :P

Justyna Janiuk
Gość

Podoba mi się ten wpis. Choć trochę z punktem o życiu chwilą się nie zgodzę. Bo to można wypośrodkować, mieć plany, mieć marzenia, być świadomym swojej drogi, a jednak uprawiać bardzo intensywny mindfullness, żyć chwilą i być za nią wdzięcznym.
Generalnie chodzi mi o to, że samo określenie „żyć chwilą” jest odbierane dość pejoratywnie i kojarzy się właśnie z tymi, co się całymi weekendami po klubach włóczą. A szkoda, bo to niekoniecznie taką chwilą trzeba żyć :)

entropysphere
Gość

Z punktu widzenia celów nie ma znaczenia czy się wloczysz po klubach, sadzisz warzywa na działce, oglądasz seriale czy wschody albo zachody słońca. Dopóki nie ma to wpływu na przyszłość jest tak samo dobre.

Beata Gałuszka
Gość

Chce Cie zobaczyc w koronkach pls

Lakay
Gość

No ale to uczucie, kiedy zakładasz najnowsze Roshe na nogi… :D

Agnieszka Agucha
Gość

Liczy sie dokładnie ta droga , są to nasze doświadczenia , od tego jak ją przejdziemy zależy , co zastaniemy na jej końcu . Wydaje mi sie że w życiu „tu i teraz „nie chodzi o nie patrzenie sie w przyszłość , ale o nie zatracanie sie w niej , tracąc to co możemy przeżyć dzisiaj … Ważne jest to , żeby w tym wszystkim odnaleźć jakąś swoją prawdę , być uczciwym wobec siebie , wtedy wszystko pójdzie do przodu ;) Pozdrawiam .

MarGib
Gość

Świetne i idealne na piątkowy dzień przed weekendem.

S.
Gość

„Problem w tym, że pod rzeczami można się ukryć.”

O właśnie, bo nikt nie chce być nagi. Dosłownie i w przenośni :)

Anna Filipiak
Gość

TAK ! Ileż ja razy powtarzam ludziom te same „przykazania”……. Podawajmy dalej, może ktoś w końcu zrozumie!

Justyna Kuźniar
Gość

„Inaczej mówiąc – lądujesz w piekiełku, w którym w zamian za podążanie szlakiem społecznych trendów i swój wysiłek dostajesz tylko pustkę” – idealna puenta <3 <3

Alex | Melody My Air
Gość

Jeśli chodzi o te wszystkie „rzeczy” to mi się jakiś czas temu załączył minimalizm i coraz bardziej mi się to podoba ;) Ciągle nam się wtłacza do głów o „idealnych” związkach, życiach itd, a tymczasem wcale nie musi być idealnie, żeby było wystarczająco dobrze. Kolejny tekst w punkt :)

entropysphere
Gość

Przedostatnie zdanie mowi o wszystkim. Niestety bycie soba dla osoby mocno innej od przecietnego zjadacza chleba konczy sie spolecznym ostracyzmem.
Znalezienie drugiej polowy pomaranczy jest relatywnie proste, znalezienie drugiej polowy duriana graniczy z cudem

Zośka
Gość

Życie chwilą niekoniecznie musi oznaczać bezmyślność albo krótkowzroczność, które opisałeś w przykładzie z kredytem.
Bardziej bym rzekła, że chodzi o ostatnio modne wszędzie celebrowanie bycia „tu i teraz”, poprzez ćwiczenie uważności.

To akurat przydatna forma poszerzania własnej świadomości i wrażliwości na świat zewnętrzny. Bo trzeba przystopować, bo trzeba się przyjrzeć, bo trzeba złapać oddech ( byle nie zassać za dużo smogu), bo trzeba ćwiczyć się w obieraniu bodźców z zewnątrz i przyglądaniu się potem własnym emocjom. To pomaga wypłynąć na powierzchnię, kiedy jest się za głęboko zanurzonym w odmętach myśli we własnej głowie.

Także nie wiem, czy Marek Aureliusz by się pod tym podpisał :P

Wadera
Gość

Przeczytałam drugi punkt i popadłam w coś w rodzaju ekstatycznej ulgi.
Masz absolutną rację. Tylko trochę mi się zapomniało.

Magnolia Pisze
Gość

Kurde.
Dziękuję.

Właśnie dlatego warto pisać. Możesz być z siebie dumny.
Dziękuję.

Marika
Gość

Bardzo mądry i dojrzały tekst. Gratuluję. Widać, że pisze to dorosła osoba, która przeżyła już co nieco, potrafi zdystansować się do wielu spraw i nie podążać ślepo za trendami. To była doskonałą lektura przed snem, dzięki ;)

Kamil Kołosowski
Gość

Czasami goniąc króliczka nawet nie wiemy po co go gonimy. Jak widać moda na sukces, moda na facebook, moda na to wszystko przemija, ma swój kres, a jedyną stabilność, spójność bytu zapewnia stworzenie swojej ‚mody’, innymi słowy podążanie za trendem swojego rozumu i serca, głębokich pragnień i marzeń. Gdyż jedynie to przedstawia prawdziwą, unikalną wartość indywidualną, nie materialną, nie podatną owczemu pędowi. Trzeba jednak do tego się dokopać oraz odważyć się z tak iść przed siebie… i po prostu żyć.

Adam
Gość

Fajny artykuł

//Nie musisz mieć markowych rzeczy, żeby coś osiągnąć (albo być spełnionym)
„Jeśli chcesz pisać to tylko na Macbooku.”
„Nie warto zaczynać biegać, dopóki nie masz w szafie butów za 500 zł.”
„Jeśli zegarek to tylko Michaela Korsa, bo przecież nie chodzi o jakość tylko o metkę.”//

Podpisuje się pod tym „dwiema rencami”. Niestety zbyt wiele osób tak właśnie podchodzi do życia, pasji i planów na przyszłość. Nawet mając talent, zapał i wizję swojej kariery boją się, że bez drogich gadżetów, wypasionych ciuchów itp, nie mają szans na przebicie się w świecie, który niestety taki wizerunek kreuje. Zgadzam się z tobą, że powinnismy skupić się bardziej na tym, co mamy w środku, a reszta powinna być tylko DODATKIEM do osiągnięcia celu. Uważam jednak, że internet, nowoczesna technologia, profesjonalne „dodatki” czy markowe ciuchy mogą nam takie dążenie celu umilić i ułatwić. Trzeba tylko pamiętać o zdrowym rozsądku i nie oczekiwać, że wszystko załatwi się za nas samo. Za wszystkim stoi jednak człowiek i to od niego samego zależy, jak to jego życie się potoczy.

Słyszę jęki Twojej starej
Gość

Szanowny Volancie, wysoka izbo,

Chociaż ów bloga czytuję od pewnego czasu, teraz zdecydowałem się na komentarz. Czytelniku, jeśli nie masz czasu na przydługi wywód, przewijaj dalej w poszukiwaniu sukcesu. Tym bardziej, że komentarz jest mocno z dupy i nie odnosi się bezpośrednio do powyższego tekstu.

Swoim komentarzem chciałem się odnieść do wielu innych, jak i postów czytelników.

Cały czas obserwuję pewną pętlę i mam wrażenie że w dążeniu do wyimaginowanego sukcesu coś się pojebało. Sporo jest tu osób którym podobają się teksty, ale to mimo nie potrafią wprowadzić w życie zamierzeń autora. Po czym wnoszę? W dalszym ciągu jest tu mnóstwo generalizacji w stosunku do ogromnej grupy jaką jest płec. Mnóstwo dam i panów usprawiedliwiających swoje położenie przywarami XY/XX i argumentami typu „prawdziwych Cyganów już nie ma”, „społeczeństwo jest zepsute”, szczególnie w artykułach dotyczących związków. Tego typu podejście z miejsca dyskwalifikuje u mnie taką osobę jako godną zaufania. Mnóstwo komentarzy typu „w punkt, ło jezusie nazareński jak ty wiesz co mam w serduszku” i dalej komenty sprzeczne ze wcześniejszymi tezami. Koniecznie opatrzone jakimś anglosaskim, motywacyjnym wyrażeniem bo przecież mowa Lechitów jest bardziej „chuj” niż „seksi”.

Ten blog jest jednym z miejsc gdzie zauważyłem, że ludzie bardzo lubią utrudniać sobie życie. Przeczytawszy tu dziesiątki, jak nie więcej tekstów, podminowując je własnym doświadczeniem, można dojść do następujących wniosków: 1) rób dobry, uczciwy hajs 2) Szanuj siebie i swoją rodzinę/bliskich 3) Miej wyjebane, a będzie Ci dane. Każdy nowy tekst jest zawoalowaną formą krążącą wokół jednego z tych punktów, lub kilku jednocześnie. Póki ów warunki nie zostaną spełnione, dalej będziesz czytał Volanta z wypiekami na twarzy, tak samo się zaskakując.

Przyznam się bez bicia, że teksty, szczególnie książki Volanta, mi pomogły. Nie tyle pokazały nową wiedzę, co utwierdziły w przekonaniu że nie jestem osamotniony w swoich przekonaniach, co uważam za równie ważne. Także dziękuję Ci, mordo, za te dwa numery ISBN.

Kolejna rzecz o jakiej pozwolę sobie wspomnieć to „pieniążki”. Otoosh, są one podstawą do rozwiązywania wszelkich problemów. Podzielę się z komentującymi pewną obserwacją. Wraz ze zwiększającą się liczbą zer na koncie, do pewnego stopnia wzrasta radość bycia samostanowiącym się człowiekiem, pozwalającym sobie na swoje mniejsze lub większe zachcianki, ochoczo ten fakt sobie udowadniając. Później, pojawia się mądrość. Zaczyna widzieć się o wiele wyraźniej przyczyny i skutki problemów i relacji międzyludzkich, analizy przeprowadzane są szybciej i klarowniej. Zdjęte brzemię oczekiwań społecznych i poczucie wartości, powoduję że zdecydowana większość ludzkich zagwozdek ma proste i logiczne rozwiązania. W większości przypadków ludzie nie chcą ich dostrzec, a podświadomie o nich dobrze wiedzą. Dlaczego o tym pitolę? Bo jest to (szczególnie w przypadku facetów) absolutna podstawa do tego, by czuć jak człowiek, a nie jak cwel. Dobrze płatna praca w której jest się szanowanym powinna być startem, a nie metą. Kolego, chociaż byś przeczytał setki tekstów na Volancie, bez powyższego Twoje problemy nie znikną. Nie budujmy domu bez fundamentów. Bardzo szanuje tych którzy osiągali swoje ambitne cele mimo że mieszkali z mamą, niemniej jednak powyższy protokół postępowania uważam za bardziej zachowawczy i mniej bolesny.

Kwestii piekących damy nie zamierzam opisywać, szanowne gremium ekspertów mnie wyręczy. Z mniej lub bardziej oczekiwaną nawiązką.

Także tego.
Buziaki

entropysphere
Gość

W zasadzie ten komentarz też obraca się wokól tych samych trzech punktów.
Tylko o czym innym można pisać, skoro wszystko już tak naprwdę zostało gdzieś, kiedyś powiedziane…

Słyszę jęki Twojej starej
Gość

Masz rację. Trudno prowadzić bloga o lajfstajlu, omijając wyżej wymienione zasady. Moją myślą przewodnią nie jest krytykowanie tekstów, lecz fakt ze w pewnym momencie już trudno o jakiekolwiek zaskoczenie.

nvm
Gość

Świetny artykuł. Poważnie. Jedynie do czego mogę się przyczepić to teza, że internet jest świetny do oglądania porno. Z jednej strony racja. Każdemu wolno zaglądnąć od czasu do czasu. Z drugiej strony jest to tak jakbyśmy mieli w domu kran z nieograniczoną ilością najlepszego whisky/burbonu/koniaku, co kto woli, i płacili za niego stałą niewygórowaną cenę (abonamentu). Część będzie, pić od czasu do czasu, jak obecnie, ale ilu ulegnie? Wydaje mi się, że stąd mężczyźni (nie wszyscy) mają problem z realizowaniem siebie, nie układa im się związkach etc. (nawet nie dawno był artykuł na ten temat). Co ciekawe, nawet frontman Metallici dostrzegł ten problem i użyczył swego głosu, jako narrator w filmie dokumentalnym „Chasing the cardboard butterfly”. Tak, że uważam, iż przebywanie poza siecią bez wyjątków, jak najbardziej wskazane.

Lena
Gość

Hej, chciałabym prosić, jeśli oczywiście możesz, żebyś wypowiedział się o youtuberce/blogerce Olfaktoria. Pytam, ponieważ jest to dosyć specyficzna osoba z konkretnymi poglądami. Jestem ciekawa opinii o jej poglądach.
Pozdrawiam.

Volant
Gość

Być może prywatnie jest bardzo miłą i wartościową osobą, ale nie potrafię tego powiedzieć o tworzonych przez nią treściach (ani prezentowanych poglądach).

mallgos
Gość

No i gdyby wszyscy ludzie uważali tak jak ty, to relacje międzyludzkie byłby zdrowsze. Niech żyje dojrzałość :-)

Pan & Pani K.
Gość

Zastanawia mnie właśnie dlaczego sposób myślenia jaki przedstawiłeś, dla naprawdę mass jest ciężki do przyjęcia. Taka osoba nawet przeczyta go, przyzna Ci rację, ale zrobi to w drodze do salonu Apple wybierając nowego iMac’a, bo prestiż musi być. Oczywiście nie mówię tutaj o wszystkich posiadaczach sprzętu firmy Apple, bo jakby nie patrzeć jest wysokiej jakości. Chodzi mi tu oczywiście o tych, którzy kupują go dla lansu.

Czyżby była to kwestia przypodobania się dzisiejszemu społeczeństwu? Każdy dzieciak chciałby się pokazać z dobrej strony przed kumplami, a że światem rządzi technologia będzie chciał to co najnowsze. Prawdę mówią działa to w ten sam sposób u dorosłych.

Z drugiej strony może to kwestia wyboru. Jeden uzna te wszystkie „podpunkty” za błędy w sposobie myślenia/spojrzenia na świat, a inny uzna tylko część.

blessu
Gość

Tekst jak zwykle super, ALE…

Co jak co, ale polonez na gazie śmigał lepiej niż na benzynie!

YoungZ
Gość

7 pieprzonych rzeczy. Nadal uczę się jak je wyeliminować.

P.S – z kilku miesięcznym opóźnieniem, ale dotarłam tu.

wpDiscuz