Supermarket z partnerami. Dlaczego bycie z kimś stało się tak trudne?

Supermarket z partnerami. Dlaczego bycie z kimś stało się tak trudne?

Jeszcze nie widać żółtych liści, ale w powietrzu czuć już jesień. Pomimo tego, jedna z nich ma na sobie sukienkę, która musi budzić zazdrość w jej korpo. Druga założyła obcisłe dżinsy i gustowny top, na który opadają jej włosy – sądząc po wyglądzie pożyczone z reklamy Taft. Obie powoli zbliżają się do trzydziestki.

Siedzę niedaleko, a one nie ściszają głosu. Nie muszę się więc szczególnie wysilać, żeby słyszeć ich rozmowę przerywaną rytmicznym pochłanianiem sałatki z szynką parmeńską i kozim serem. Rozmowa jest o facetach, o współczesnych związkach i o koleżankach, którym jakimś cudem udało się poznać kogoś normalnego. Im się nie udało – wciąż uważnie lustrują rzeczywistość za barierką ogródka, żeby przekonać się, czy jest tam ktoś warty uwagi. W końcu pada zdanie, które słyszałem tak często, że gdybym za każdym razem, kiedy pada, rósł o centymetr, to już dawno zastąpiłbym Marcina Gortata w NBA.

- Za naszych dziadków było lepiej. Prościej, łatwiej, a teraz? Czemu nagle bycie z kimś stało się takie skomplikowane?

Możliwych przyczyn są dziesiątki. Jednak jedną z najważniejszych jest to, że przez ostatnie pół wieku całkowicie zmienił się model dobierania się w pary.

Związki z osiedlowego sklepu

Pięćdziesiąt lat temu wybór partnera przypominał wyjście po buty do osiedlowego sklepiku mającego problemy z zaopatrzeniem. Sprzedawano w nim tylko jeden model butów w kilkunastu rozmiarach.

Rozmiarami byli dostępni partnerzy i partnerki, którzy pochodzili z bliskiej okolicy i tej samej warstwy społecznej. Modelem była ograniczona tradycją i zdaniem „co ludzie powiedzą?” wizja tego, jak związek powinien wyglądać. Każdy wiedział, kto w małżeństwie ma być pewny siebie i zdecydowany, a kto skromny, potulny i pozbawiony zdania. Wiedziano też kto ma zarabiać pieniądze, kto opiekować się chorym dzieckiem, kto ma bronić rodziny, a kto szorować podłogę, żeby lśniła jak lustro.

Odstępstw nie przewidywano. Sklep nie sprowadzał na życzenie innych „butów”. Jeśli byłaś kobietą, to mogłaś więc sobie chcieć przystojnego, wysokiego bruneta, który będzie realizował swoje przedsiębiorcze ambicje, ale jeśli w „sklepie” był tylko kulejący prostak realizujący się na zakrapianych imprezach, to lądowałaś właśnie z nim – z odpowiednikiem crocsów w palmy, a nie z idealnie wykrojonymi szpilkami od Manolo Blahnika. Wymiana na inny model była niemożliwa – to przecież buty na całe życie!

Helen Fisher, profesor antropologii z Indiana University wyjaśnia, że wbrew internetowym mądrościom o niezwykłym dopasowaniu i pracy nad związkiem, do niedawna niski odsetek rozwodów w kulturze zachodniej wynikał z tego, że ludzie „nie byliby w stanie przetrwać w pojedynkę”. Bardzo często trwali obok siebie, bo byli do tego zmuszeni – przez religię, konwenanse i strach przed życiem oddzielnie. Patrzyli na siebie i mówili – cóż, crocsy nie crocsy, ale przynajmniej nie idę przez życie boso. Pary staruszków, którym robi się zdjęcia w parku podczas karmienia kaczek, należały do rzadkości.

Wybierając w supermarkecie

W przeciągu ostatnich dwóch, trzech dziesięcioleci, to się zmieniło. Już nie musisz wybierać z kosza pełnego butów z wyprzedaży. Dlaczego? Bo osiedlowy sklepik zdążył zamienić się w supermarket, w którym dokonuje się wyboru partnera z nieporównywalnie większej grupy osób, do których masz dostęp w wieżowcach, klubach, restauracjach i na portalach społecznościowych. Jeśli nie lubisz crocsów to nie musisz ich brać – możesz wybrać airmaxy, szpilki, conversy albo cokolwiek innego. Jeśli buty ci się zepsują to możesz je od razu wymienić. Jeśli chcesz konkretnego modelu, to możesz po prostu na niego poczekać. Zamiast podchodzić do relacji z cichą rezygnacją, można ją zbudować jak z klocków – dokładnie taką, jaką się chce.

A pomimo to, jakimś cudem relacje sprzed dziesięcioleci wydają się bardziej udane.

Chociaż od lat wskaźniki statystyczne pokazują, że radzimy sobie lepiej niż kiedyś w niemal wszystkich sferach od zdobywania wykształcenia po zdrowe odżywianie, to wyjątkiem jest jakość związków. W tym przypadku biografie wypełniają się kolejnymi weekendowymi romansami, urwanymi kontaktami i relacjami, które przypominają wychodzenie do pracy, z której nie ma radości, pieniędzy ani perspektyw awansu.

Nic dziwnego, że jeśli powiesz losowej kobiecie w wieku od 20 do 35 lat, że dawniej było lepiej, bo rzeczy się naprawiało zamiast je wyrzucać, ona spojrzy na ciebie tak, jak patrzy się na małe kotki – z chęcią natychmiastowej adopcji. W końcu to czasy, kiedy związki były bez konserwantów i poza nielicznymi wyjątkami na całe życie, a nie do najbliższego kryzysu. Jeszcze niedawno mówiło się o kryzysie trzeciego-czwartego roku. Dzisiaj częściej zdarza się kryzys trzeciej-czwartej randki.

Dlaczego tak się dzieje?

Czy większy wybór i swoboda kształtowania relacji nie powinna działać korzystnie? W teorii tak. W praktyce nie – przynajmniej z pięciu powodów.

# 1
Ludzie nie potrafią wybierać

Wszystkie badania dotyczące procesu decyzyjnego są zgodne – jako ludzie preferujemy posiadanie dużego wyboru, ale nie potrafimy z niego korzystać. Mój ulubiony przykład dotyczy niezwykle korzystnych planów emerytalnych 401(k) oferowanych w Stanach Zjednoczonych przez pracodawców. Kiedy pracownikom przedstawiano dwie opcje do wyboru, to do planów emerytalnych przystępowało 75% załogi. Jednak im więcej funduszy mieli do wyboru, tym liczba przystępujących drastycznie topniała. Opłaciłoby im się wybrać pierwszy z brzegu plan, a pomimo to niemal połowa z nich nie wybierała żadnego.

Posiadanie dużej ilości możliwości paraliżuje. Przeciętna osoba czuje się przez nie przytłoczona. Nie wie, co jest dla niej najlepsze. Tworzy listy argumentów albo stwierdza, że podejmie decyzję innym razem. W końcu albo w ogóle jej nie podejmuje albo podejmuje decyzję prowizoryczną, przypadkową – taką, którą przecież jeszcze będzie mieć czas zmienić.

To perfekcyjnie tłumaczy dlaczego tak wiele osób mogąc mieć świetny związek wraca do pustego mieszkania, w którym czeka na nich tylko kot, któremu trzeba dać żreć. Albo jeszcze częściej – grzęznąć w przygnębiająco nudnych relacjach, w których nie da się oprzeć wrażeniu, że obie strony traktują go jak przystanek, z którego odbierze ich ta właściwa osoba.

Zła wiadomość jest taka, że zwykle ona też na to czeka, ale na zupełnie innym przystanku.

#2
Od towarów z supermarketu oczekuje się więcej

Z dużą ilością możliwości wyboru jest powiązane jeszcze jedno zjawisko – szybowanie oczekiwań.

Jedną z rzeczy, które się myśli patrząc na obrazy piękności z XVI, XVII czy XVIII wieku to: „Boże! Jakie one były brzydkie!”. Wśród przyczyn podaje się najczęściej zmieniające się kanony piękna. To prawda, ale tylko częściowa. Tamte osoby były piękne, ale w realiach ówczesnych osiedlowych sklepików. Będąc w nich, były najbardziej atrakcyjne. Jednak można śmiało założyć, że w grupie 100 osób najatrakcyjniejsza osoba wygląda znacznie przeciętniej, niż osoba wybrana spośród czterdziestu milionów, prawda?

W ten sposób działają aplikacje randkowe, konta na instagramie i śledzenie życia celebrytów – sprawiają, że standard staje się coraz bardziej wyśrubowany. Widząc świetnie wyglądające aktorki porno bez żadnych zahamowań, oczekuje się tego samego. Patrząc na samych trenerów personalnych, zaczyna się oczekiwać, że nawet przeciętny facet nigdy nie będzie miał brzuszka.

Co zabawne, te oczekiwania w kulturze nastawionej na aspekty wizualne, zdjęcia i wideo najczęściej dotyczą powierzchowności. Dopiero później dochodzi się do wniosków, które sformułowała niezapomniana Maria Czubaszek: „Prawdziwa tragedia to przystojny facet, ale durny i bez poczucia humoru.”

#3
Tam gdzie decyzję da się zmienić, tam nie ma ona znaczenia

Który egzamin uznasz za ważniejszy – ten, z którego ocena jest ostateczna, czy ten, który można poprawiać w nieskończoność? Pewnie pierwszy. Niestety współczesne związki znajdują się w drugiej grupie.

Skoro zawsze można poznać kogoś innego, to nie trzeba sobie zawracać głowy takimi banałami jak: docieraniem się, dbaniem o cudze uczucia, dotrzymywaniem słowa i poznawaniem się. Bo po co, skoro to być może znajomość tylko na chwilę? Na trzy randki? W porywach na pół roku?

Nie warto pracować nad usunięciem swoich wad, bo po co, skoro następnej osobie może nie będą one przeszkadzać?

Nie trzeba nawet dotrzymywać słowa, przychodzić na randki, podtrzymywać kontaktu i dbać o jakość ewentualnych rozstań. Dlaczego? Bo statystycznie to nie ma żadnego znaczenia. Jeśli ma się trzy osoby do wyboru, to niszcząc jeden kontakt traci się 33% szans na udany związek. Mając tysiąc opcji, nie traci się niemal nic. Tylko czy to na pewno prawda?

#4
Zmienił się model zalotów

Dawniej układ był prosty – mężczyźni rywalizowali o kobiety. W randkowym supermarkecie mniej atrakcyjni rywalizują o cieszących się większym wzięciem, przy czym ich płeć nie ma żadnego znaczenia. Przystojny, zaradny facet ma tyle samo adoratorek, co dziewczyna o gładkiej skórze i idealnej figurze.

To zjawisko ma doniosłe konsekwencje. Kiedy taka kobieta poznaje przystojniaka w typie Jamesa Bonda to oczekuje, że w tym momencie on zacznie ją uwodzić, zdobywać, podtrzymywać kontakt i robić wszystkie drobne, czułe gesty, które łącznie znaczą: „Jesteś dla mnie ważna”. Tak byłoby prawdopodobnie pięćdziesiąt, sto i trzysta lat temu. Co on zrobi w 2017 roku? Prawdopodobnie nic, bo atrakcyjni mężczyźni już się w taką grę nie bawią. Nie muszą.

Kiedyś potrafili się żenić dla seksu. Teraz dla seksu mogą co najwyżej zapłacić za kolację, a i to niechętnie – lepiej zrzucić się pół na pół. Dlaczego? Bo wiedzą, że jeśli ta dziewczyna się nie zgodzi, to kolejna to zrobi i jeszcze będzie myślała, że to początek wspaniałego romansu. Statystycznie częściej jest to odgrywanie ulubionej sceny z pornosa.

A to z kolei prowadzi do tego, że funkcjonując w światach, w których jesteśmy w centrum, stale mijamy się z osobami na naszym poziomie. Jesteśmy oddzielnymi galaktykami, które niemal nigdy nie wchodzą na kurs kolizyjny.

#5
Nie ma już jednego modelu relacji

I dotyka to głównie kobiety.

Współczesna Monika, Klaudia i Karolina, wciąż wierzy w to, że jej rolą jest czekać, bo w końcu wartościowy facet ją doceni i będzie wysyłał jej kwiaty zamiast zdjęć fiuta. Że będzie ją adorował i doceniał. Że jak facet się z nią spotyka, to znaczy to, że widzi ją w swojej przyszłości. Że „na zawsze” nie stało się tylko bezmyślnie powtarzanym powiedzeniem. Oraz przede wszystkim – że będzie przynajmniej tak szarmancki, elegancki, zaradny i odpowiedzialny jak każdy facet pół wieku temu, a nie jak jakiś czterdziestoletni szczyl w powyciąganym t-shircie, który mówi tylko słowo „kiedyś” – kiedyś zwiedzę świat, kiedyś rozwinę coś swojego, kiedyś będę chciał dzieci, kiedyś odetnę mentalną pępowinę, która łączy mnie z matką.

Problem w tym, że teraz każdy inaczej wyobraża sobie związek, a powstająca para musi sobie zadać pytania, na które odpowiedzi w czasach ich dziadków były oczywiste. Obecnie nie są.

Czy chcesz mieć dzieci? Jak dzielimy domowe obowiązki? Kto będzie opiekował się ewentualnym dzieckiem? W jakim kraju będziemy mieszkać? Kiedy chcesz się ustatkować? Czy zdrada to dla ciebie seks czy czułość? Jak bardzo otwarty będziemy mieć związek?

Prowadzi to do tego, że nawet osoby, których charaktery są zgodne, mogą ze sobą nie być, bo ich plany nie są kompatybilne. Bo ona oczekuje więcej spontaniczności. Bo on chce z nią być, ale dopiero za dziesięć lat, bo jeszcze nie rozwinął firmy i nie zwiedził świata.

Wnioski?

Wnioski są proste – od dobrobytu w dupach się nam poprzewracało. Może nie tobie. Może akurat ty czytasz ten tekst i myślisz: „WTF?!”. Ale i tak poprzewracało się nam w dupach jako pokoleniu. Zamiast czerpać korzyści z większego wyboru i braku ostracyzmu społecznego (a przynajmniej tak silnego), unikamy decyzji, mijamy się, traktujemy się bezdusznie jak postaci z „Simsów”, których losem sterujemy za pomocą kliknięć. W efekcie toniemy w chwilowych znajomościach, które nawet jeśli są wspaniałe to pozostawiają nas z uczuciem niedosytu, bo nigdy nie są tak nieskazitelne jak na zdjęciach z retuszem i podkręconym kontrastem.

Tylko, że to nie oznacza, że kiedyś było lepiej, a idea supermarketu jest zła. Złe jest tylko to, jak się w nim zachowujemy. Nie zmienia to tego, że wciąż są to czasy, w których – być moze po raz pierwszy w historii – można zbudować taki związek jaki się chce. Pod jednym warunkiem – nie znajdzie się go na ulicy. To zawsze ręczna robota, która wymaga traktowania drugiej osoby jak… osoby, a nie kolejnej bezimiennej kolumny w Excelu.

Dodaj komentarz

85 komentarzy do "Supermarket z partnerami. Dlaczego bycie z kimś stało się tak trudne?"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Daria
Gość

O, jak mi brakowało takiego tekstu! Jest on w punkt i mam takie same odczucia co do dzisiejszego świata i relacji. Na domiar złego mam zaledwie 23 lata, a czuję się jakgdybym miała z 50tkę na karku. Pracuję od 4 lat na pełen etat, studiuję zaocznie, mam swoje hobby i chcę się rozwijać cały czas, a przy tym brakuje mi drugiej osoby w tym wszystkim. Wszyscy poznawani „mężczyźni” obecnie, nie są stworzeni do prawdziwego, stabilnego związku. Dzisiejsze priorytety to szybki, bezimienny seks „na raz”, kitka włosów, rurki ciaśniejsze niż moje, mała inteligencja i dwie lewe ręce. Gdzie są faceci, którzy się zaopiekują, posiadają szczyptę empatii, potrafią – a przynajmniej chcą nauczyć się rozmawiać, a zarazem będą potrafili naprawić coś w domu, no i mama nie będzie podcierać pupy? Dokąd ten świat zmierza i dlaczego nie urodziłam się kilkadziesiąt lat temu? Pytania bez odpowiedzi…

Niemniej dziękuję za ten tekst. Dobrze jest wierzyć, że kiedyś spotka się taką osobę, której się szuka. A wtedy wszystkie kompromisy będą lżejsze do wypracowania, a człowiek będzie w końcu szczęśliwy.

Marian
Gość

Jak się szuka człowieka orkiestry to tak się to kończy. A Ty umiesz chociaż gotować?

Joanna
Gość

Zgadzam się z tą wypowiedzią. Dziś mamy zamianę ról i paradoksalnie przez równouprawnienie facet już niczego nie musi. Nie musi zdobywać, bo zwierzyna pcha się sama, nie musi być w związku, bo kariera i podróże, a ugotuje i opierze często mama. Wszystko się pokomplikowało, mamy internetowe :sklepy z ludźmi: i przez szereg opcji nie trzeba się trudzić. Pojawiają się kłopoty w związku? Nie ta, to będzie następna! Nieciekawie się robi…

Natalia
Gość

Volant, umówisz się ze mną na kawę i papierosa?

Jac
Gość

Nie obraź się, dostałaś łapkę w dół.
Za papierosa.

Subiektywny
Gość

„To bardzo dobrze widać po kobietach, które akceptują zdobycze feminizmu w życiu społecznym, a nie akceptują zmian w sferze związków”

Volant, z ust mi to wyjąłeś :)
W sumie, piszę to szczerze, jest mi ich trochę żal… Ale cóż, pożądały zmian. Dostały. Nie przewidziały tylko, że wraz ze wzrostem uprawnień rośnie proporcjonalnie odpowiedzialność oraz konieczność ponoszenia kosztów i dodatkowych obowiązków.

Lidia
Gość

Ale dlaczego do k… nędzy Wy tak generalizujecie?! Ja nie żyłam w czasach, gdy kobiety pchały się na traktory. I owszem, cieszę się z wielu zmian na rzecz kobiet. Wcale nie chciałabym spędzić życia w kuchni z gromadką dzieci. I że spodnie mogę nosić – najlepiej! To, że facet zajmie się swoim dzieckiem, to chyba dobrze dla obojga. Ale ja akurat lubię jak mnie mężczyzna w drzwiach przepuści, w rękę pocałuje. I że nie zawsze muszę być silna. Ale nie, muszę. Bo mężczyźni sobie tak bardzo wbili do głowy, że my WSZYSTKIE tego chcemy. Akurat to Wam się spodobało. Coraz częściej mam wrażenie, że to po prostu dobra wymówka dla Was. Szczególnie, że z jednej strony godzicie się na ten „feminizm”, a z drugiej jak kobieta (całkiem atrakcyjna, adorowana) wychodzi z inicjatywą (idźmy na całość – podrywem), to uważacie, że coś z nią nie tak. Czy nie można tego jakoś wypośrodkować? Tylko ze skrajności w skrajność?

Jaa
Gość

Kobiety oczekują, że będą zdobywane, ponieważ chcą jakoś przy sobie faceta zatrzymać, to dla nich dowód prawdziwego uczucia (jak komuś zależy, to się stara, prawda? a to oznacza, że prawdopodobnie coś czuje). Jak powszechnie wiadomo, facet, który na tacy dostaje od razu wszystko, nie docenia tego, co dostał, bo dostał to zbyt łatwo. Jest to zasada, która funkcjonuje w wielu aspektach życia, nie tylko w relacjach damsko-męskich. Gdybym wiedziała, że idąc na całość z facetem, który naprawdę mi się spodobał pod względem wyglądu i charakteru i nie tracąc czasu angażując się całkowicie w relację powiedzmy po miesiącu, on nie uzna mnie za łatwą i nudną zdzirę, to pewnie bym się nie trudziła w tym żeby udawać taką niedostępną, bo to też jest pewna gra, nieszczerość, która czasami męczy. Niestety pod tym względem faceci zostali tacy, jak byli a to że zlewają kobietę i im się nie chce starać tłumaczą właśnie tym, że „przecież chciałyśmy feminizmu”.

jakkolwiek
Gość

„Jak powszechnie wiadomo, facet, który na tacy dostaje od razu wszystko, nie docenia tego, co dostał, bo dostał to zbyt łatwo”

Odwrót na jest.

Jak mu zależy, to sie stara.

Jeśli nadajesz sie do czegoś poza sensem na jedna noc, to będzie druga, potem wspólnie spędzony dzień, potem trzecia noc, więcej wspólnie spędzonych dni itp.

jakkolwiek
Gość

* seksem
Autokorekta :)

Jaa
Gość

To uproszczenie, które tutaj stosujesz jest niezwykle krzywdzące. Nie uważam się za osobę, która się „nadaje tylko do jednego” zresztą – czy ktokolwiek się nadaje tylko do jednego, skoro nawet gwiazdy porno tworzą po czasie związki? Wydaje mi się, że to bardziej nie zależy od kobiety jaka jest, tylko od podejścia faceta. Bo jeśli facet widzi albo szuka w kobiecie tylko tego, to nawet się nie pokwapi żeby poznać ją lepiej ( i przekonać się tym samym co sobą reprezentuje). Powstrzymując się i sprawdzając czy się zniechęci przynajmniej możesz stwierdzić, czy zależało mu tylko na jednym czy nie. Wolę nie ryzykować, pękłoby mi pewnie serce gdybym oddała się od razu komuś do kogo coś czuję i bardzo mi się podoba a ten by potem mną pogardził.

Jeżeli zaczynasz od tego właśnie a facetowi zależy tylko na tym to skąd może wiedzieć czy „nadajesz się do czegoś więcej”?

„Odwrót na jest.
Jak mu zależy, to sie stara. ”
Jak mu zależy to się stara. Ale jeśli od razu dostanie to o co się stara to mu przestaje zależeć. Koło się zamyka.

Małgorzata Sambor-Cao
Gość

Dlaczego pójście do łóżka z facetem na pierwszej randce ma się kończyć tym, że on cię uzna za nudną???
Godząc się na grę „w zdobywanie” wygrywasz w niej faceta, który ma przekonania, że seks na pierwszej randce czyni z kobiety zdzirę. To jest tylko przekonanie, nie fakt, nie prawo fizyki.
Zachowywanie się zgodnie ze swoimi wewnętrznymi przekonaniami daj ci szansę na spotkanie osoby myślącej podobnie. Kłopot z tym, że trzeba najpierw wypracować sobie swój osobisty pogląd na świat, a nie powielać „prawdy” wciskane przez społeczeństwo.
Może Cię to zaskoczy, ale mojego obecnego partnera zachwyciłam właśnie tym, że nie bawiłam się z nim w żadne gierki i poszłam z nim do łóżka właśnie wtedy, gdy poczułam, że ma na to ochotę. Ogół uznałby, że zdzirowato za szybko :D

Jaa
Gość

Na pewno jest to zdeterminowane moimi własnymi, przykrymi zresztą doświadczeniami i posądzeniami o różne rzeczy, których doświadczyłam będąc jeszcze bardzo młodą osobą. Trafiłam w złe towarzystwo, które rozpowiadało plotki i byłam uważana przez wiele osób za zdzirę mimo tego, że z żadną z tych osób nie uprawiałam seksu. Czyli tak, w moim środowisku był to „fakt”. M. in. od tamtego momentu, ale też przez różne inne rzeczy, na pewno trochę przez wychowanie, jestem w tych kwestiach bardzo ostrożna i prowadzę ostrą selekcję. Druga sprawa że moja natura jest bardzo złożona i mam ogromne libido a jednocześnie jestem bardzo wrażliwa i pójście z kimś do łóżka na 1 randce jest na pewno nie dla mnie :p Pójście z kimś na 1 randce do łóżka albo nawet nie randce uważam za rozwiązłość i nie uważam za coś dobrego bo jednak m. in. ryzykuje się utratę zainteresowania. Więc tak, jest to pogląd zgodny z moją naturą a przynajmniej jej częścią. Gdybym się kierowała tylko swoim libido to pewnie bym nie patrzyła na to z kim, kiedy gdzie :) Bo ono jest tak ogromne że chwilami aż uciążliwe. Ale moja psychika każe mi selekcjonować. W sumie trochę obawiam się tego, że gdybym raz zrobiła coś tak „łatwo i szybko” to puściłyby mi wszelkie hamulce a tego bym nie chciała. Myślę, że to bardziej skomplikowany temat, niż się wydaje xd

„Może Cię to zaskoczy, ale mojego obecnego partnera zachwyciłam właśnie tym, że nie bawiłam się z nim w żadne gierki i poszłam z nim do łóżka właśnie wtedy, gdy poczułam, że ma na to ochotę. Ogół uznałby, że zdzirowato za szybko :D”
Ja mam od razu ochotę, więc musiałabym od razu xd ale moja psychika mówi: NIE.

Małgorzata Sambor-Cao
Gość

Każdy jest obciążony jakimś bagażem doświadczeń i „prawd” wdrukowanych przez proces wychowania i socjalizacji. Dzieje się to określonym środowisku. No cóż :) Mamy kolejne lata na to by pozbyć się tego co nam przeszkadza. Pozbyć się tych „prawd”, które nam nie służą.
Problem z rozbuchanym libido :) doskonale rozumiem :). Witaj siostra :)
Poza libido mamy rozum, który pozwala nam sterować i tą naszą stroną. Czy iść do łóżka na pierwszej randce, czy na piątej – nie ma tu jakiś ustalonych reguł. Zależy jak się czujesz w towarzystwie danego faceta.
Wiem natomiast, że ja nie miałabym ochoty spędzić życia u boku kogoś kto ocenia kobiety na podstawie czasookresu potrzebnego na zaloty. Po prostu ktoś, kto ma wdrukowane takie przekonania nie wykonał pracy nad swoim rozwojem w tej dziedzinie.

Myślę, że nie potrzebnie obawiasz się o te hamulce. Moje doświadczenie wskazuje, że pierwszy szybki raz nie pozbawił mnie rozumu :) Raz było szybciej raz później. Zależy :)
A masz rację to nie jest prosty temat i na pewno pisząc sobie u Volanta tylko liźniemy temat :)
Pozdrawiam serdecznie :)

Jaa
Gość

Hm czy ja wiem czy mi to nie służy. Myślę, że właśnie służy mi to, pomaga rozumowi, bo moje libido jest już akurat niezależne od tego kim jest ta druga osoba. Gdybym temu ulegała pewnie bym cierpiała bardzo. Nawet ostatnio miałam taką sytuację, spotykałam się z kolesiem prawie rok zanim mu uległam a i tak tego bardzo żałowałam – czułam, że to zarządziło moje ciało a nie ja. Uległam mu z wielu względów. Nie podobał mi się, ale niestety – zwykle lecą na mnie faceci, którzy mi się nie podobają. Ale sugerował, że coś do mnie czuje no i przez to co robiliśmy przed samym stosunkiem mnie na tyle rozochociło że w końcu po takim czasie nie wytrzymałam, ale nie była to w pełni świadoma i przemyślana decyzja. Zależało mi na tym, żeby ktoś coś prawdziwie do mnie czuł, ale i tak to się po czasie okazało jakimś złudzeniem z jego strony.

Może się mylę, ale moim zdaniem to zależy od tego, czego chcesz. Jeśli chcesz seksu musisz się liczyć z tym, że on po szybkim seksie uzna cię za „zaliczoną” i nie będzie chciał relacji kontynuować. Szkoda więc takiej osobie się oddawać w ogóle, jeśli samemu się liczy na coś więcej. Bo nie ukrywajmy, że jednak kobiety ciągle są rozliczane na podstawie tego ilu partnerów miały a nie tylko tego, jak szybko idą do łóżka. Niby się czasy zmieniły a ja czytam sobie np. artykuł o Marcie Kaczyńskiej a ona miała raptem oficjalnie nie wiem może ze 3, 4 facetów a pod spodem komentarze że jest „gościnna w kroku” a kobieta ma prawie 40 lat xd to jak kobieta ma 20 i miała tylu facetów, to jaka jest?

To nie chodzi o to, że ja tak robiłam wobec tych kolesi, z którymi się dłużej spotykałam bo oni uważali, że jakbym się oddała szybciej to by o mnie źle świadczyło, tylko dlatego, że uważałam tak po 1 ja o sobie samej a po 2 chciałam, żeby się czuli docenieni tym, że nie ulegam im tak łatwo – bo zwykle może to oznaczać, że innym też albo nie ulegałam w ogóle albo nie ulegałam łatwo i mogą się czuć przez to wybrani, dowartościowani, wyjątkowi. Mniejsza szansa, że ich zdradzę, skoro nie ulegam instynktom tak łatwo (mimo tego że je mam ponadprzeciętnie rozwinięte). Poza tym się zawsze sugerowałam zasadą, że jak coś otrzymujemy łatwo to tego po prostu nie szanujemy. Jak coś pożyczasz albo kupisz za 2 zł, nawet jak to jest fajne to nie szanujesz tego, bo wiesz że nie wydałeś na to swoich/dużo pieniędzy. Jeśli coś jest drogie, długo na to składasz i w końcu kupujesz, to szanujesz bardziej. Ja tak do tego akurat nie podchodzę, rzeczy szanuję niezależnie od ceny, nawet o bluzkę za 2zł z ciucholandu będę dbać, jeśli mi się będzie wybitnie podobać. Ale większość ludzi podchodzi do tego tak jak opisałam.

Jeśli o Ciebie chodzi to cóż, każdy jest inny, ja mam pewne uzasadnione obawy, że mogłoby być inaczej. Ale dzięki za odpowiedź i zrozumienie i pozdrawiam również :)

Małgorzata Sambor-Cao
Gość

Oho, ho, ho! Tyle tematów poruszyłaś, że nie czuję się na siłach odpowiedzieć w formie jednego komentarza. Przydałaby się długa rozmowa. Jeśli masz ochotę skontaktuj się ze mną proszę poprzez moją stronę http://www.sapereaude.com.pl
Tu odpowiem tylko zaznaczając poruszone przez Ciebie zagadnienia.
Masz rację, że masa ludzi ocenia innych, w szczególności kobiety na podstawie także ilości partnerów. Masz rację, masa ludzi nie szanuje tego co im łatwo przyszło.
Pytanie czy chcesz się zadawać z tymi ludźmi, czy z tymi, którzy mają inny system wartości? Czy chcesz mężczyznę, który ceni cię bo jesteś dziewicą, czy tego, który zachwyca się twoją osobowością? Chcesz tego, któremu musisz udowodnić byciem trudną, że go nie zdradzisz, czy tego, który bardziej będzie przykładał wagę do tego by być tak zajebistym, żebyś nie chciała go zdradzić?
Masz rację społeczeństwo jako ogół kieruje się takimi schematami. Tylko ty nie idziesz do łóżka ze społeczeństwem tylko z konkretnym facetem :)

Małgorzata Sambor-Cao
Gość

Dziękuję :*

Jaa
Gość

Dzięki za tą zachętę do dalszego kontaktu. Odpowiem tutaj, ale też napiszę pod wskazany adres.
Jak już pisałam wcześniej zadawałam się z nieodpowiednim towarzystwem, ale ponieważ z ich strony spotkało mnie wiele złego, to przestałam się z nimi zadawać. Być może dorastałam w złych czasach, ale zostałam potraktowana bardzo niesprawiedliwie. Również w rodzinie wmówiono mi, że kobieta, która łatwo oddaje swoje ciało komuś innemu jest nic niewarta, łatwa, nie zasługuje na szacunek i że raz straconego szacunku przez kobietę się nie da odbudować, bo fama się roznosi i jak Cię nie zechce jeden facet to potem nie zechcą Cię też inni, bo się dowiedzą, że jesteś nic niewarta :)

Jeszcze odnośnie tego że coś dostajesz łatwo, wydaje mi się, że to jest taka ogólna zasada wśród ludzi, że im bardziej jest coś nieosiągalne tym bardziej tego chcesz. Być może się mylę :)

Mam wrażenie, że nie jest to tylko kwestia mojej chęci zadawania się z jakąś grupą, tylko po prostu środowisko jakby całe z którego pochodzę tak do tego podchodzi a przynajmniej w mniej więcej moim wieku, że kobieta powinna się szanować, że np. jednorazowe numerki to coś złego (ale tylko ze strony kobiet) dlatego – trochę w ramach zemsty a może trochę też z powodu pewnych faktów takich jak różne choroby itd. – zaczęłam dyskryminować facetów pod tym względem i dla mnie np. facet, który patrzy na kobiety przedmiotowo, „zalicza” itd. jest kimś, kto postępuje po prostu źle. W najmniejszym stopniu mi to nie imponuje, wręcz przeciwnie.

Wydaje mi się, ze seksualność z osobowością się w jakimś sensie łączy. Że to jakie masz wartości wpływa na Twoje zachowanie. Że to, że nie idziesz do łóżka z pierwszym lepszym kolesiem bo Ci się „chce” jest jakąś cechą Twojej osobowości, która jednak stanowi pewną wartość. Jeżeli ktoś puka co popadnie, bo ma „okazję”, to uważam, że jest to pewna cecha jego osobowości, o której wiedząc mam prawo kogoś nie chcieć, bo mi się to nie podoba.

Chcę tego, który… Spodoba mi się sam z siebie z powodu swojej powierzchowności, osobowości, poglądów, zachowania, zainteresowań. Niestety lub stety, ale mam tak, że taka osoba poza tym, że po prostu jest to nie musi mi udowadniać ciągle tego jaka jest zajebista – bo już to, że ktoś zwrócił na siebie moją uwagę tymi wszystkimi cechami sprawia, że po prostu go za takiego uważam a to że nie chciałabym go zdradzić nie jest zależne już wówczas od tego jak on się później zachowuje tylko od tego, że ja mam takie zasady i jestem zaangażowana emocjonalnie.

To prawda, że idę do łóżka z konkretnym facetem, ale potem część społeczeństwa się o tym dowiaduje i wyrabia sobie konkretną opinię, co czasami ma wpływ na to czy ta reszta społeczeństwa będzie mną zainteresowana dalej w razie co czy nie.

Prawdopodobnie jestem uzależniona od opinii innych ludzi :)

Małgorzata Sambor-Cao
Gość

Hmm… Od czego tu zacząć? :)
” im bardziej jest coś nieosiągalne tym bardziej tego chcesz” – być może niektórzy tak mają. Pewnie mnóstwo wśród nich takich, którzy gdy już to zdobędą tracą zainteresowanie. Czy chcesz spędzić życie na łapaniu króliczka? Albo byciem króliczkiem?
Ja nie.
Niektórzy powiadają, że „wszystko co dla mnie dobre przychodzi mi bez trudu”.
A ja myślę, że pomiędzy tymi skrajnymi opiniami jest miejsce na zdrowy rozsądek.
I zapewniam Cię jest cała masa fajnych facetów, którzy nie potrzebują nikogo zdobywać. Co więcej w ogóle nie podejmują takich wyzwań, bo szkoda im na to czasu. Wolą korzystać z życia, rozwijać się i delektować znajomościami, o które walczyć nie trzeba. Ja wybieram tą strategię.

Nie twierdzę, że ideałem mężczyzny i kobiety jest ktoś kto nie zważając na nic daje się ponosić emocjom i chodzić do łóżka kiedy ma tylko okazję. Między puszczaniem się na prawo i lewo a byciem dziewicą do ślubu jest ogromna przestrzeń. Doświadczenie zdobywa się tylko mając różnego rodzaju przeżycia. Skąd będziesz wiedziała jaką potrawę lubisz jeśli nie spróbujesz wielu. Tak samo jest z relacjami z mężczyznami. Skąd masz wiedzieć z kim Ci będzie dobrze jeśli nie będziesz w te relacje wchodzić? Chodź na randki. Dużo :) Niekoniecznie zakończone seksem, ale czekać rok by iść do łóżka też jest moim zdaniem bez sensu. Zorientować się czy ci z kimś po drodze można dużo szybciej. Czy warto inwestować czas w konkretną znajomość wiem po pierwszym spotkaniu, góra drugim. A najczęściej już po wymianie kilku zdań. Nie urodziłam się z tym. Praktyka czyni mistrza :)

No i zostaje ostatnia najważniejsza rzecz. Napisałaś:
„po prostu jest to nie musi mi udowadniać ciągle tego jaka jest zajebista – bo już to, że ktoś zwrócił na siebie moją uwagę tymi wszystkimi cechami sprawia, że po prostu go za takiego uważam a to że nie chciałabym go zdradzić nie jest zależne już wówczas od tego jak on się później zachowuje”.
Dlaczego późniejsze zachowanie partnera nie wpływa na to jak go traktujesz? Przecież powinno! Jeśli zdobycie męża/żony oznacza koniec starań to jest to śmierć relacji.
Nie chodzi o to by w momencie, gdy partner zachowuję się odmiennie od naszych oczekiwań (tak po prawdzie nikt nie ma obowiązku spełniać naszych oczekiwań :)) zacząć go zdradzać. Chodzi o to by dbać o własny rozwój i drugą osobę tak by nie mieć ochoty się zdradzać. To miałam na myśli pisząc o staraniu się by być atrakcyjnym dla partnera.

Volant ma taki znakomity wpis o tym, że nie ważne jest jak łatwo kobietę się zdobyło. Istotne jest by mężczyzna miał świadomość, że kobieta od niego odejdzie gdy jej będzie z nim źle. Poszukaj sobie, chyba, że gospodarz pomoże :)

I ostatnie :)
Dlaczego część społeczeństwa się dowiaduje o tym, że z kimś idziesz do łóżka? Kto temu społeczeństwu o tym mówi? Chyba nie ten mężczyzna bo to by oznaczało, że jest zwykłym gnojkiem.
Poza tym choćbyś nie wiem jak się starała nie dogodzisz całemu społeczeństwu, nawet lokalnemu :) Warto w ogóle próbować?

Max
Gość

Świetne podsumowanie Volant, faktycznie można obecnie założyć, że małżeństwo przed 30-stką to praktycznie rozpad gwarantowany. Kiedyś w pracy miałem 3 fajne dziewczyny, wszystkie około 25 lat, wszystkie się hajtnęły i … wszystkie rozwiodły po magicznych 3 latach (jakoś zawsze są 3 lata). Powód? Prozaiczny, ich facet zaczął robić karierę i nagle nabrał ochotę na życie bo ma pieniądze, władzę i wszystkie mu się pchają do łóżka. Znam też kobiety które dobiły pod 40-stkę i cały czas są przekonane o swojej zajebistości, gdzie każdy ich związek kończy się tak samo – czyli słabo – ale argument mają nie z tej ziemi – „bo młodsi faceci mówią, że są sexi” i inne bzdury dzięki którym oszukują się same. Chcą emocji, dzieci, małżeństwa, tylko gówno dają od siebię – o przepraszam, dają zajebistość i desperację, bo ani w głowie nie ma nic, praca od 20 lat ta sama, bo strach zmienić, poczucie własnej wartości na poziomie -5, ale gdzie k..wa ten książe z bajki. Oczywiście życie masz takie na jakie zapracowałeś, gówno zrobiłeś przez 20 lat imprezując z małolatami śmiejąc się z tych co zapie…lali, to teraz gówno masz i jedyną pretensje miej do siebie a nie wyżywaj się na partnerze.

Odnoszę wrażenie, a sam jestem pod 40-stkę, że im większy tłuk tym większe poczucie zajebistości. Baby coraz większe problemy z tej wywróconej teorii chyba mają, że to one teraz muszą w temacie „podrywu” przejmować pałeczkę. Coraz później wchodzimy w relacje a jak ktoś mi powiedział : „Kobieta dyktuje warunki do 30-stki, facet po 30-stce” – i niestety to się chyba spełnia. Także drogie Panie. Przeczytajcie choć jedną książkę, pochwalcie się jakimiś osiągnięciami, hobby i niezależnością. Miejcie poczucie własnej wartości. Same usta, cycki czy mini kiecka – nie wystarcza. W dobie internetu takich jak wy są tysiące i wszystkie młodsze. Miejcie coś do powiedzenia, podtrzymajcie rozmowę nie tylko dlaczego hybryda jest lepsza od… albo tematy fryzjerskie lub potencjalna poprawa urody. To jest żałosne, bo takich są 1000ce i żaden pożądny facet oprócz chęci na twój tyłek wmawiając Ci jaka jesteś seksi, nie będzie chciał nic więcej innego.

Margaret
Gość

Może niech mężczyźni tez pójdą tym torem? :) Takich umięśnionych, ładnie ostrzyżonych i wypachnionych jest tysiące, kij ma dwa końce, pozdrawiam.

Jaa
Gość

Moim zdaniem jest to pierdolenie i to ostre. Jak zwykle wszystkiemu winne są kobiety. Zawsze i wszędzie. Kiedy są/były czynne są winne. Kiedy są bierne też są winne. Kiedy kobieta siedzi w domu jest jazgot że nic sobą nie reprezentuje, jeśli pracuje i chce robić karierę – lament, że się poprzewracało w dupach, nie ma czasu na faceta, na dzieci itd. Co do Twoich koleżanek może dobrze, że rozwiodły się z kolesiami, którzy najwidoczniej nie kochali swoich własnych żon skoro ważniejsze były dla nich chwilowe uniesienia z kobietami, które „same pchają się do łóżek” (priorytety…). Nie ma jak krytykować kobiety za ich niskie poczucie własnej wartości (do którego często przyczynia się też nieodpowiedni facet lub różne krzywdzące opinie społeczne i presja). To tak jakbyś winił kogoś, że ma depresję albo anoreksję czy inne zaburzenie psychiczne. Niska samoocena to też pewne zaburzenie, nad którym trzeba pracować i wcale nie jest to takie proste. Nie ma też jak krytykować kogoś za to, że się czegoś boi. Być może nie ma odpowiedniego otoczenia, które by motywowało, wspierało, być może inne okoliczności nie sprzyjają. Co by nie powiedzieć jednak faceci mają większą potrzebę walki, rywalizacji, więc łatwiej im podjąć jakieś radykalne kroki, zwłaszcza, że zwykle ryzyko lubią. Ale oczywiście z drugiej strony łatwo się jest mądrzyć. Facetom jest łatwiej bo się im od dziecka wmawia że cokolwiek nie zrobią to są spoko, zawsze mogą zacząć od nowa, nigdy nie boją się tego, że jakaś laska im da kosza bo nie ta to przecież inna…

Nie masz żadnej racji proszę Cię, przykłady… Koleżanka poznała faceta, poszli do łóżka na 2 spotkaniu a on się od razu w niej zakochał – raczej nie miał za dużo czasu, żeby ją poznać na tyle, żeby mu czymś szczególnym zaimponowała, to kobieta całkiem normalna, ale nie ma żadnego hobby, jednak na tyle była w stanie go zainteresować sobą, że już po roku planują ślub i są bardzo zgrani. Dodam że koleś nie jest pierwszy lepszy, jest ogarnięty, bardzo w porządku, uczciwy, przystojny. Ciekawe czym mu zaimponowała – czyżby dupą? Faceci są wzrokowcami i wbrew temu co piszesz potrafią się zakochać w kobiecie patrząc tylko na jej wygląd a próbujesz was teraz przedstawić jako wyrafinowanych smakoszy, dla których wygląd tak naprawdę nie ma znaczenia a liczy się wnętrze.

Mam inną koleżankę, która z kolei ma hobby, podróżuje, rozwija się, pracuje w zawodzie, zmieniała pracę całkiem niedawno jak pierwsza jej nie podpasowała. Jest atrakcyjna, miła i jest sama. Hm czyżby jej ciekawość świata za mało przyciągała facetów do siebie? A może po prostu nie zadowala się byle czym/kim?

P.S. porządny facet pisze porządny przez rz.

XXX
Gość

facet już niczego nie musi? mamy najgorszy okres jaki kiedykolwiek był. Przeciętny facet ma dobre intencje, szuka kogoś do związku i zostaje odrzucany za każdym razem przez kosmiczne wymagania kobiet. Dodatkowo faceci obecnie są bardziej wrażliwi, uczuciowi i często popadają w depresje właśnie z powodów miłosnych. Kobiety mają za duże przyzwolenie społeczne, od faceta się wymaga wszystkiego

Oskar
Gość

Jeżeli z tego teksu wyciągnęłaś tylko tyle, że „dzisiejsi faceci są do kitu” to też jesteś częścią problemu. Volant też o tym zdaje się pisał. Oczekiwać należy najpierw od siebie. Czy tym „ogarniętym” facetom ty masz coś do zaoferowania? Nie oczekuje odpowiedzi, pozdrawiam i dobranoc.

Arek
Gość

Oczywiście, że ma Oskar !
Święte przeświadczenie o swojej wyjątkowości i byciu ‚inną niż wszystkie’.
Czyli dokładnie to samo co każda :D

EntropySphere
Gość

Są tacy faceci, ale oni mają większe wymagania niż panna, która nie płaci za siebie w knajpie, ma BMI 30, nie potrafi zadbać o dom, a jej głownym hobby jest oglądanie seriali.

Rafał
Gość

Faceci jeszcze istnieją, lecz jak sama wskazujesz, masz póki co inne priorytety i pytanie, czy masz gdzie go poznać, bo jesteś tak zabiegana, a jeśli już znalazł by się ten ,,jedyny” to, czy umiałabyś pójść także na ustępstwa, by dać mu więcej swojego czasu lub być może przestrzeni?

Małgorzata Sambor-Cao
Gość

„To zawsze ręczna robota, która wymaga traktowania drugiej osoby jak… osoby, a nie kolejnej bezimiennej kolumny w Excelu.” Ano właśnie. Zobaczenie przed sobą drugiego człowieka, a nie kogoś kto przyszedł spełnić nasze oczekiwania, nie kogoś kto jest narzędziem do realizacji naszych planów. Osobę czującą, z jej marzeniami, obawami i nadziejami. I uczuciami. To prawda, teraz mamy szansę na budowanie naprawdę głębokich budujących związków. Szansę.

Truth
Gość

Generalnie przez wyolbrzymioną hipergamię kobiety skupiają się na zasobach faceta, jego statusie, doszukiwaniu się wszelkich jego wad, rozwijaniu swojej kariery, niezależności kosztem relacji i hedonizmowi itd zatracają zdolność nawiązania emocjonalnej relacji i potrzeby angażowania się, tłumacząc sobie tak że facet wszytko powinien wywołać, być dostawcą emocji, a jeśli nie dostarczy ich tak jak chce kobieta to znaczy że nie ten etc. Do tego dochodzi brak umiejętności oceny możliwości partnera w perspektywie czasu przedkładając je nad stan faceta „tu i teraz” i przychodzenia, szukania partnerów mających stan zasobów -> „na gotowe”.

Skutkiem wrodzonego decydowania się na facetów o wyższym statusie od swojego, dziewczyny ładne + dobrze usytuowane nie są w stanie znaleźć facetów o podobnych parametrach dlatego że ich po prostu tyle nie ma „na rynku”, a jeśli już się zwiążą z kimś o takich samych albo niższych zasobach, nie będą starały się o utrzymanie związku, czyli nie będą tak w istocie w nim szczęśliwe -> myśląc ..”jeśli nie jest idealny to nie warto” Innymi słowy niemożliwość znalezienia sobie kogoś lepszego np z powodu swojego zbyt zaawansowanego wieku(niewielu potencjalnych partnerów na rynku), nierealnych wymagań etc jest częstym powodem tkwienia w pustej relacji(albo ich braku) dziewczyn atrakcyjnych. Uważam że dziewczynom jest baardzo trudno zebrać się, trudniej niż facetom, na przewartościowanie które pozwoliło by patrzeć na nich inaczej niż na „dawców” albo fajny gadżet którym można się pochwalić a na związek inaczej niż „deal”.

Dobrym pytaniem jest czemu kilkadziesiąt lat wcześniej ludzie więcej przykładali wagi do rodziny, rodziło się więcej dzieci, rodziny posiadały ich więcej…Na pewno to nie jest to przez niezależność i kariery dziewczyn a raczej przez przedkładanie konsumpcji jak również ww ponad uczucia, grymaszenie i często nieuzasadnione wybrzydzanie ponad miarę To z kolei jest IMHO wywołane przez breję medialną laną do głów która to potęguje prymitywne instynkty a więc i hipergamię kobiet jak również kierowanie się wyglądem przez facetem TO również wypiera tzw wychowanie do życia w rodzinie, na korzyść hedonizmu. Emocje ze powodowane związkiem są niejako trudniejsze do wypracowania niż emocje konsumpcji, podróży etc

EntropySphere
Gość

Jak dobrze sobie ponarzekać jak to dobrze drzewiej bywało :)

Czasy sie zmieniły, technologia poszła do przodu, kobiety się wyemancypowały i chcą miec tyle seksu be zobowiązań ile faceci. I dobrze, a nawet bardzo dobrze. Można tesknić do PRL i jednego sklepu z butami, ale dziś są supermarkety.

To co obecnie się dzieje to wynik dostowywania się ludzi do czasów, optymalizacji swojego czasu i środków oraz odwagi do bycia szczęśliwym w taki sposób jaki się chce. Chcesz bzykać się na lewo i prawo – świetnie – masz Tindera, chcesz romantycznej relacji – możesz na studiach poznać miłość swojego życia i być razem do śmierci. Chcesz podróżować i nigdy nie być w zwiazku na poważnie – bomba, państwo zapewni emeryturę, nie trzeba mieć dzieci, w domu spokojnej starości będzie opłacona pielęgniarka. Chcesz mieć 8 dzieci – to też ułtwi państwo, a takich ludzi też można znaleźć. Same plusy.

Niestety dzisiaj większość chce i zjeść, i mieć ciastko. Kobieta ma mieć prawa do równych obowiązków w domu, ale to on ma ją utrzymywać, on ma być wrażliwy, ale nie może płakać i być zaradny, etc. Ona ma wyglądać jak aniołek Victoria Secret, zajmować się dziećmi i robić karierę, a on może hodować brzuch, grać w gry i żłopać browar…..

Zabawne jest jednak to, że każdy/a wierzy w swoją wyjątkowość. Masa kobiet ma „atrakcyjne” koleżanki, których nikt nie chce, masa kolesi uważa, że kobiety nie doceniają ich „bogatego wnętrza”, etc.

A rozwiązanie jest proste – jak pisze Volant – trzeba wiedzieć co się chce a potem cieżko na to zapracować….

olka
Gość

Kluczowe jest to co napisałes na samym końcu : ciężko na to zapracować. Moim zdaniem społeczeństwo troche zrobiło się próżne. Ok, napisze bez troche. Po prostu wylew próżności z insta i fb produkuje kolejne klony dziewczyn z przyczepianymi rzęsami, wygładzoną twarzą i ustami po ugryzieniu osy. Każda prowadzi teraz bloga i zna się na medytacji. Faceci nie pozostają dłużni – wystylizowani macho atakują. Instagram to świetne narzędzie marketingowe, ale nie o tym tutaj chciałam napisać…
Prościej grać online, użyć filtra i wstawić fotę, niż zabrać się faktycznie do pracy – czy zawodowej, rozwijaniu pasji czy pracy nad samą sobą.

Jest mnóstwo sprzeczności w oczekiwaniach, ale głównym problemem jest po prostu komunikacja. Jasne wyrażanie swoich szczerych potrzeb, oczekiwań, marzeń , planów. Plus atakują nas bodźce, z którymi sobie nie umiemy poradzić, bierzemy do serducha czyjeś „dobre rady” sugerujemy się życiem i wyborami innych i siup – katastrofa gotowa.

Btw, co do wyjątkowości – jak ktoś jest wyjątkowy to o tym nie trąbi na prawo i lewo. Po prostu jest, a zauważają to inni…

No i oczywiście znam syndrom „wyjątkowych koleżanek” i „takich uczciwych dobrych” kolegów. Gówno prawda – każdy z nich ma coś nieprzepracowanego co przeszkadza w relacjach damsko-męskich. Póki nie zrobią z tym porządku sami, to zawsze będą tkwić w swojej wyjątkowości w 4pustych ścianach.

Dobrego dnia :)

Anna
Gość

Chce mi się płakać…tak jest.Niestety nie umiem tego zaakceptować.

NNN
Gość

Zawsze możesz się przenieść do równoległej rzeczywistości gdzie spotkasz swojego wymarzonego faceta ;) Grunt to się nie załamywać, z każdej sytuacji jest wyjście tylko czasem trzeba spojrzeć trochę szerzej…

Tianzi
Gość

‚Przystojny, zaradny facet ma tyle samo adoratorek, co dziewczyna o gładkiej skórze i idealnej figurze. < No nie wiem, lesbijek jest jakby trochę mniej :D

#ucieczkaodwolnosci
Przyznam, że mnie ten tekst o naprawianiu tego, co się zepsuło, nie wzrusza, tylko szczerze przeraża, i z mało czego cieszę się tak bardzo jak z tego, że nie wyszłam w wieku 22 lat za pierwszego lepszego. I nawet nie piszę tego z punktu widzenia osoby, która jest teraz we wspaniałym związku, tylko jako singielka, która teraz czyta jednym okiem Volanta, a drugim forum Gry o Tron, wpieprzając biszkopty.

Magda
Gość

Mam wrażenie, że wzdychanie do czasów, że kiedyś było lepiej i że gdybym żył w tamtych czasach to bym na pewno nie był sam to usprawiedliwianie siebie – to nie tak że 20/30 lat temu wszystko było proste i jasne – też były związki udane i mniej udane i ślubne i nieślubne dzieci i problemy rodzinne, może nie było to tak nagłośnione jak w dobie facbooka i innych tego typu aplikacji. Na pewno do wielu rzeczy ludzie dochodzili latami i to co mają teraz było wypadkową wielu lat pracy i wysiłku, teraz oczekujemy, że na starcie będziemy mieć dom/samochód i jeszcze najlepiej zero problemów, a tak się nie da… jest wielu wartościowych facetów i kobiet tylko trzeba „szerzej” patrzeć i szukać nie w klubach, dyskotekach, choć i pewnie i tam można ale w codziennym życiu, realizując swoje pasje i przede wszystkim nie godzić się z powszechnym przekonaniem, że w dzisiejszych czasach to…odbiera to chęć działania już na starcie, jeśli wiemy czego chcemy to prędzej czy później to dostanieniemy, jeżeli nie będziemy się zadowalać półśrodkami ;)

olka
Gość

Jak to mój brat powtarza: Chcesz siostra księcia, to stań się księżniczką. Niestety, ale przedstawicielki mojej płci często marzą o kimś, kto nigdy na nie nie spojrzy, bo nie są na tym pułapie. Chipsik, odrost czy zero pasji, ale faceta chcą z najwyższej póki.
Jaka jesteś, takich ludzi przyciągasz. Nie ma innej opcji.
Sama to przerobiłam i zdałam sobie sprawę, że zmiana faktycznie zaczyna się od nas samych.
Patrząc na moich byłych – ok, słaboooooo. Ale czy ja byłam taka wspaniała? hmm.. rozdygotana emocjonalnie, z brzuszkiem i krótkimi włosami – nie byłam symbolem seksu.
Volant! Genialny, kolejny wpis.
Obiektywny, mimo wszystko i na czasie.

Pozdrawiam czytających i czytające ;)

Więcej samokrytyki, kochane koleżanki. I nie rżnijcie głupich księżniczek – prawdziwi, mądrzy mężczyźni nie szukają chodzącej pochwy, a kobiety, przy której sami rozkwitną.
Amen.

EntropySphere
Gość

Zlote slowa. Az ciezko uwierzyc, ze padlo to z ust plci pieknej.

Greg
Gość

Volant,
Z przyjemnością czytam Twoje teksty i z jeszcze większą przyjemnością obserwuję jak idziesz do przodu. Mam jedną – dosyć ogólną, ale ważną – uwagę: opisujesz pewne sytuacje, diagnozujesz i przedstawiasz obecny świat z pewnej perspektywy. Trochę jak psychoterapeuta, który prowadzi klienta do odkrycia mechanizmów stojących za jego zachowaniem i mając nadzieję (bo tak twierdził Freud), że samo uświadomienie kompleksu lub konfliktu go rozwiązuje. Niestety tak się nie dzieje. Najważniejsze kompleksy nie rozwiązują się tylko z powodu ich uświadomienia. Potrzeba czegoś więcej: chęci zmiany oraz wiedzy jak to zrobić. I tego ostatniego brakuje w tym co piszesz. Jest wiele konkretnych metod jakich zastosowanie pomaga rozwiązać opisywane przez Ciebie sytuacje i problemy. Nie podajesz ich, bo znajdą się w książce, czy z innego powodu?
Czyta Cię całkiem sporo ludzi, masz na nich wpływ. Zatem na ile chcesz pociągnąć ich w górę?

Dominik
Gość

Oh, jakie te nasze panie są biedne i uciemiężone, bo nie ma już żadnych „odpowiednich” facetów.
Bullshit! Problem nie jest w braku facetów, a w braku kobiet które mają olej w głowie i nie mają wybujałego zdania o swojej osobie;
Przykład 1; dziewczyna tuż przed 30tką, singielka, przeświadczona o swojej zajebistości i wyjątkowości, natomiast nie potrafi kompletnie zarządzać swoim życiem, nie ma pomysłu na siebie, siedzi w ciepłym gniazdku rodziców, czeka na adorującego i zabawiającego księcia. Rodzice finansują auto, mieszkanie (wkrótce), a ona nadal czuje pustkę w życiu i narzeka na brak sensu istnienia. Na spotkaniu nie potrafi niczym zainteresować, nie robi nic w swoim życiu, poza pracą i imprezkami weekendowymi. No ale „wokół sami Janusze! Nie ma porządnych facetów! Skończę samotna!” Tak, skończysz samotna, bo nie robisz nic aby uczynić swoje życie lepszym.
Przykład 2; Do tej pory facet wszystko mi kupował, więc ja nie potrzebuję ani konta w banku, ani ogarniętej pracy, ani zaradności w życiu. U poprzedniego faceta miała dostęp do konta, to u nowego też chyba (w końcu) będzie miała? Ważne, że ona jest BARDZO ładna i dba o urodę.

Takich przykładów można mnożyć, a chodząc na randki, tudzież nawet rozmawiając, ja napiszę i powiem o wielu aktywnościach; siłownia, sport, piłka nożna, hobby (książki, fotografia), rozwój osobisty (nie w stylu Paulo Coelho i Kołcz Majk, ale n.p. uczenie się nowych języków czy chodzenie na kursy zawodowe poszerzające kompetencje) a w zamian co usłyszę? „Noo ja to nie mam za wiele do roboty, lubie imprezy ze znajomymi”.

Dziewczyny mówią, że nie ma odpowiednich facetów? To może niech zajmą się ogarnięciem swojego życia, pokazaniem, że są w stanie czymś zainteresować i przyciągnąć do siebie, a wtedy spotkają odpowiednie osoby.

Einstein kiedyś powiedział, że szaleństwem jest robić ciągle to samo i oczekiwać innych efektów. A wiele spośród szanownych pań, wyznaje właśnie tę religię „szaleństwa”, robiąc to samo, obracając się w tym samym towarzystwie, nie zmieniając nawyków, zainteresowań i biadoląc nad swoim marnym, pozbawionym sensu losem.

I szczerze? Nie szkoda mi ich w ogóle.

Wiola
Gość

Dominiku masz absolutną rację ! Bo o czym rozmawiać z dziewczyną jeśli nie ma własnego gustu i nie rozwija się, ale nie można popaść ze skrajności w skrajność. Bo jedna z drugą zbyt poważnie weźmie do siebie Twoje zdanie i zacznie chodzić na te wszystkie kursy, szkolenia i będzie tak bardzo zajęta samorozwojem i doskonaleniem siebie, że przestanie zwracać uwagi na ,,prawdziwych facetów” bo nie będą jej odpowiadać poziomem intelektualnym, przestanie zwracać uwagę na prawdziwe życie, zatracając się w niebezpiecznej spirali samodoskonalenia.

Faceci tez nie są lepsi. Ostatnio jeden zapytał mnie ile zarabiam i jakie ma auto. Nie wiem na co liczył….
Sami nic sobą nie reprezentują, a wymagają.

Dominik
Gość

Pozwolę sobie to podsumować zwrotką z Rasmentalism;

Chłopaki mówią: „Jest, co ruchać, ale nie ma z kim wyjść”
To zabawne, bo dziewczyny mówią dokładnie to samo
Moi kumple z branży z moim hajsem pytają: „Jak żyć?”
Zabawne, ja to gówno brałem za wygraną
Stąpałem za miękko po ulicach jak na ulicznika
Z drugiej strony, źle się czułem przy tych chudych cipach
Musisz być najtwardszy albo musisz znikać
Powtarzałem w kółko, nie zrobiłem z tego prawdy nigdy
Patrole często jak poczta
Osiedla z których się ciężko wydostać
Na bank będą odtrącać, wylewam się przez skórę
Ale nie chcą mnie poznać

Jaa
Gość

Skoro się tego szuka to to się dostaje. Osoba, która mówi, że „jest kogo ruchać” najwidoczniej tego właśnie szuka więc narzekać nie powinna. Bo jeśliby to było dla niej za mało to nie godziłaby się na tak proste, konsumpcyjne relacje. Jeśli chcesz się „ruchać” z kimś, kto nic sobą dla ciebie nie reprezentuje to dla mnie rozmieniasz się na drobne.

Anya
Gość

Naprawde?! ale poważnie? To czuje, ze żyjemy chyba na innych planetach. Mam 32 lata – na pewno nie wyglądam jak Adriana Lima ale generalnie powodu do kompleksów raczej tez nie mam. Wlasnie wróciłam zreszta z siłowni, na której bywam regularnie, przeplatam z treningami biegowymi. To tak w temacie „kobietom nie chce sie ruszyć tylka”. Dalej – samodzielność i zaradność. Od lat utrzymuje sie sama, z własnych zarobków (żadnej pomocy rodziców – wręcz odwrotnie, jestem z niezbyt majętnej rodziny) udało mi sie kupic juz kilka mieszkań, jedno dla siebie, kilka na wynajem i inwestuje dalej, zeby za kilka lat miec pełna wolność finansowa. Żaden facet nigdy mnie nie utrzymywał i nie mam takich fantazji. Jestem dość samodzielna? Hope so. Dalej, zainteresowania: w międzyczasie podczytywania internetow czytam ostatniego Ziemkiewicza (uwielbiam) ewentualnie cos podróżniczego. Zwiedzam świat, kocham chodzenie po górach, o muzyce wiem wiecej niz moj statystyczny rówieśnik. A, i zeby nie było – mam tez „babskie” zainteresowania – nie, ze ja tak „jak facet, no!”. Tak wiec „zainteresowania” – tick! I co? Czy jestem sama? Jak najbardziej! Fakt, po rozwodzie, ale trochę juz trwam w stanie „nie bede sie decydować na wymuszone relacje, bo w relacji nie o to chodzi” co jeszcze powiększa skale problemu, bo przecież oznacza, ze jestem „wybredna”. A jestem? Ludzie, jesli podczas randki, juz po godzinie nudzę sie jak mops i marze juz tylko o pójściu do domu (sama!) to gdzie Ci fascynujący mężczyźni, którzy tylko czekają na „interesująca” kobietę? Bo ja nie spotkam. No na złość sie widocznie pochowali!

Dominik
Gość

Jeszcze dodam przykład numer 3 – kumpel ostatnio poznał dziewczynę; jedne z pierwszych pytań; „gdzie pracujesz? jesteś zadowolony z zarobków? Dobre są?”.
Dziewczyna oczywiście śliczna i uważa siebie za wyjątkową i ogarniętą.

Marcin
Gość

Artykuł świetny! A pod spodem mój nieco pokrętny komentarz ;D

Dziś żyjemy w dwóch światach na w pół rzeczywistych, na w pół wirtualnych. Na dodatek mają one na siebie wzajemny wpływ. Zakres tego co można robić w realu znacznie się poszerzył. Można z kimś mieszkać pod jednym dachem, ale to nie zmienia faktu, że można żyć w całkiem innej rzeczywistości. Dlaczego? Bo jest dzisiaj taka możliwość. Nie ma pięciu dróg kariery, tylko tysiąc, nie ma jednego serialu do obejrzenia, jest tysiąc. Ciężko dopasować się do kogoś w okolicznościach kiedy jest tak wiele ścieżek, wiele wyborów. Ciężej jest znaleźć kogoś kto obrał dokładnie taki sam punkt widzenia jak Ty – to prawie jak wygrana w lotto. Dawniej znacznie częściej ludzie którzy byli razem robili coś wspólnie. Wychodzili razem w pole, sprzedawali razem coś na rynku, obracali się wśród realnych ludzi, zwykle w tym samym gronie, bo bariera 20km już była dużym utrudnieniem. Nie mieli wyboru. Ich osobowość i charakter były w znacznie większym stopniu ukształtowane przez otaczającą ich rzeczywistość która była ograniczona w stosunku do tego co mamy dzisiaj. Skutkiem tego było to, że przynajmniej nieco bardziej mieli o czym rozmawiać, ich więź była silniejsza, spędzali ze sobą więcej czasu. Dziś żyjesz pod jednym dachem, wracasz z pracy totalnie innej niż posiada Twoja partnerka, potem zagłębiasz się w wirtualny świat – każdy w swój. Nie ma problemu aby nawiązywać relacje z ludźmi z innej części globu. To wszystko sprawia, że w tych dynamicznych czasach jest po prostu o wiele trudniej dorwać kogoś o podobnych celach, podobnych zainteresowaniach, podobnym doświadczeniu itd.

Fajne jest jednak to, że mamy większy wpływ na kształtowanie swojego życia, mamy ten wybór. Nie jesteśmy aż tak skazani na to gdzie i w jakich warunkach się urodziliśmy – tylko ten labirynt jest dziś znacznie większy i o wiele trudniejszy.

Marcin
Gość

Widzę, że sie wyłaczyłem na chwile pisząc ten komentarz xD. Należałoby uzupełnić: „…Skutkiem tego było to, że przynajmniej nieco bardziej mieli o czym rozmawiać, ich więź była silniejsza, spędzali ze sobą więcej czasu” ale też ich osobowości kształtowały się w bardziej podobny sposób ze względu na realia w której się wychowywali – prostszą, mniej złożoną, prawie taką samą (a przynajmniej w obrębie kilkunastu kilometrów).

krzysztof
Gość

>Czy chcesz mieć dzieci? Jak dzielimy domowe obowiązki? Kto będzie opiekował się ewentualnym
>dzieckiem? W jakim kraju będziemy mieszkać? Kiedy chcesz się ustatkować? Czy zdrada to dla ciebie
>seks czy czułość? Jak bardzo otwarty będziemy mieć związek?

Co z facetami, którzy jak najbardziej udzielają w miarę dorosłej i co najważniejsze kompatybilnej z ich poglądami i zamierzeniami, odpowiedzi na powyższe pytania, chcą traktować partnerkę serio, są jakoś na swój sposób „ciekawi” (opinie kobiet), mają przyzwoite dochody (powiedzmy, 4 średnie krajowe), a nie tworzą związku nie dlatego, że celują beznadziejnie w kobiety SMV +2, nie – nie tworzą związku gdyż żadna kobieta, łącznie z SMV -4, nie jest nimi zainteresowana?
Pytam dlatego, że brzmi jakby Volant podawał umiejętność dojrzałej i konsekwentnej rozmowy na powyższe tematy jako jeden z warunków tworzenia dobrego, trwałego związku. Cóż, mam wrażenie że obecnie związki tworzą wyłącznie ci którzy z paniką w oczach uciekają nawet od rozmowy o dzieciach, ustatkowaniu itd, za to mają fajny T-shirt, przyzwoicie tańczą i umiejętnie w tym tańcu w odpowiednim momencie kładą ręce na jej pośladkach. To że ona ich później utrzymuje przez 2 lata (zanim nie odejdą do innej), i że w sumie nie mają o czym rozmawiać, to nic….

Lilith
Gość

to samo co z kobietami, które są ogarnięte, zaradne, niezależne finasowo, inteligentne, aktywne, ładnie wyglądają i mają już prawie wszystko – swój dom, dziecko, stabilną pracę nie zajmującą zbyt wiele czasu, hobby. Dodatek extra – lubią gotować, chętnie podzielą się innymi obowiązkami. I nie są laluniami z kijkiem w tyłku – tak samo chętnie pojadą do spa jak wyskoczą na kajaki pod namioty itp.
I brakuje im tylko albo aż: miłości i PARTNERA – nie chłopczyka, playboya, maminsynka czy innego lebera.
Z moich obserwacji płeć męska dzieli się wtedy na 3 opcje: jedni się boją nawet zaprosić cię na kawę, drugim nie chce się wysilać, a trzecia grupa to ci krórzy lgną jak muchy do lepu ale są nic nie warci i chodzi im tylko o zaliczenie fajnej laski.

Sweety
Gość

Albo o osiągnięcie czegoś jej kosztem. :) Skoro laska jest ustawiona, to liczą na to, że im również to zapewni. Facetów-pasożytów nie brakuje. To taka zmiana mamusi i kula u nogi dla kobiety. ( tak, tak wiem, że kobiet-pasożytów jest więcej :) )

Tomek
Gość

cudowna jesteś

Jarek
Gość

Nie ma ‚super atrakcyjnego towaru’ w ‚dobrej cenie’ na który NIE MA CHĘTNYCH.
Jeśli chętnych brak – to znaczy że ‚towar’ nie jest aż tak atrakcyjny jak mu się samemu wydaje.
Ta reguła działa wobec przedstawicieli obydwu płci.

Ania
Gość

Tekst jest bardzo trafny, ale zastanawia mnie nieobecność pojęcia miłości. Czyżby aż tak się zdewaluowało? Metafora supermarketu jest najbardziej przekonująca gdy poruszamy się w obszarze chłodnej kalkulacji, nie ma zaangażowania emocjonalnego. Czy człowiek zakochany również jest w stanie odstawić partnera na półkę i ruszyć na dalsze poszukiwania? Nie mam tu na myśli sytuacji, gdy zaangażowanie jest, ale pojawiają się istotne rozbieżności rzutujące na relację, o których wspominasz. Chodzi mi o przypadki, kiedy spotykamy wymarzone szpilki – gra wszystko, co istotne, wyśrubowane oczekiwania zostają spełnione i właśnie dlatego się zakochujemy, a mimo to boimy się relacji i zamiast brać te szpilki do kasy, błądzimy między kolejnymi półkami.

Michał
Gość

Warto sobie odpowiedzieć czym jest miłość. Jak byś ją opisała? Czym ona dla ciebie jest?

Ania
Gość

Jako jedynie praktyk wolę odwołać się np. do teorii Sternberga, który definiuje miłość pełną jako współistnienie namiętności, intymności i zaangażowania. Oczywiście trudno odmierzyć jak od linijki, od jakiego momentu możemy już o miłości mówić, to proces i kwestia subiektywnych odczuć. Ale przyjmijmy sytuację, kiedy owe symptomy miłości istnieją albo właśnie się pojawiają. Zastanawia mnie, jak to widzi Volant, który opisuje powyżej raczej świat racjonalnej kalkulacji, pozbawiony uczuć. Czy w opisany świat wpisują się również ludzie, którzy czują miłość, ale ją celowo tłumią, na przykład w jej początkowej fazie nie dopuszczając do rozwoju zaangażowania? Czy może, co byłoby bardziej optymistyczne, model supermarketu miłości nie dotyczy?

Roman
Gość

Przerabiałem różne „modelki”. Spotkałem w końcu normalną. Jak się okazało po rozwodzie ale bez dzieci. Część kobiet w końcu łapie gdzie sufit gdzie podłoga albo z wiekiem albo z doświadczeniami jak moja, pozostałe nadal uważają że bal trwa wiecznie.

Sweety
Gość

Model – Kobiety kuchni, faceci w pracy był po prostu bardzo racjonalny i praktyczny. Każdy wiedział co ma robić i gdzie jest jego miejsce.
Równouprawnienie, chociaż dało więcej możliwości kobietom, to nie potrafiły tego wykorzystać, tylko ciągle chcą więcej. Do czego to doprowadziło?
Faceci do 4o mieszkają z mamusiami i grają w gry komputerowe, a kobiety chleją do 30 mając nadzieję, że gdzieś czeka ich książe z bajki.
Zanika męskość, zanika kobiecość. Stajemy się automatyczni jak roboty. Próbujemy dopasować się do programu. Skrzywienie facebookowe świetnie pokazuje, jak fatalnie nam to wychodzi.
Chyba lepiej nie wiedzieć do czego to wszystko zmierza…

Tianzi
Gość

Jak tak przewijam tę kolumnę z komentarzami, to myślę, że kobiety od „faceci to teraz nieudacznicy!” i faceci od „kobietom to się w dupach poprzewracało!” są siebie warci.

Ale mam dla kogoś pomysł na biznes: platformę randkową „Miłość Jak Za PRL-u”. Tagline: „Naprawiamy zamiast wyrzucać!”, pula dopasowań max do 5 kandydatów i masz wybrać spośród nich. Dla użytkowników premium w zestawie kurs robienia zup dla pań i kurs machania kilofem dla panów. zapisy tylko dla dziewcząt, które udowodnią, że potrafią przyrządzić schabowego i chłopaków, którzy nie mieszkają z mamusią. Start!

Max
Gość

Obecny poziom testosteronu u facetów to katastrofa. Wiecie kto ma go najmniej? Najinteligentniejsi z nich. Ci którzy osiągneli sukces, go po prostu przepalają. Klinika Wellness i terapii zastępczej w leczeniu niedoboru testosteronu pęka w szwach. Sami prezesi, młodzi biznesmeni, finansiści i generalnie sami milionerzy przed 40stką. Powód wizyty? Depresja, zero libido, czy brak chęci w ogóle na kobiety. Zżera ich stres i praca. Są wyczerpani fizycznie i psychicznie i co 2 miesiące ładują specjalne zastrzyki po 1000zł za sztukę, wyskakując z gabinetu z pełnią energii do działania i samorealizacji i do stawienia czoła nowej dawce stresu. Większość z nich już … bezpłodna. Duża większość tych ludzi to maklerzy giełdowi i finansjera, ponoć taka klinika jest też w Niemczech tuż przy … Głównej giełdzie we Frankfurcie. Osoby bez testosteronu to obecnie istna PLAGA. Piszę osoby, bo role się odwróciły. Kobiety potrafią go mieć więcej niż faceci. Teraz facetom się nie chce i boli ich głowa, a kobiety są napalone tak, że i 4rech murzynów by jej chyba nie zaspokoiło. Ci ludzie wymagają też sporej opieki psychologicznej. Osiągnęli wszystko w wieku 40stu lat i świat się zatrzymał dla nich. Auto? Są 2. Dom? Jest + 3 mieszkania, Oszczędności? Nie mam na co już wydawać, konsumpcjonizm to zmora, na co mi 70 koszula? Podróże? Byłęm już wszędzie.

Nawet nie wiecie jakie dramaty Ci ludzie przeżywają. Pracuje w takim Wellness i każdy facet który tam wchodzi to mega przystojny, pewny siebie, z ogromnym dystansem, jednak nie mogą się złożyć do kupy ogólnie mówiąc. Na pytanie „A co z kobietami?”, słyszysz odpowiedź (upraszczając) „Mam wszystko, jestem samowystarczalny, realizowanie się zaspakaja mnie w 100%, nie mam czasu na kobiety”

W sumie nie dziwne, że nie ma jak poziom testosteronu tacy 30-40 latkowie mają na poziomie 80-cio latków. Potem Panie się dziwią, że same cipy chodzą w rurkach po mieście, albo napaleni budowlańcy i innych brak. Inni są, ale w pogoni za karierą doszli do wszystkiego, ale zapłacili za to widać ogromną cenę. Miejcie to na uwadze drogie Panie.

Stefan Jan
Gość

„Beznadziejni faceci będą istnieć tak długo, jak długo będą istnieć kobiety które się na nich godzą.” Ania Kęska
Zwykłe prawo popytu i podaży. Działa w obydwie strony.

Robert
Gość

Czyżby? Ja to widze inaczej. Bycie z kims stało się trudne bo jest nudne. Jesli facet ma zainteresowania, pasje, hobby, do tego zrobi elektryke, naprawi zlew, pomaluje, zbuduje altane, zaplanuje podróż i chce isc zyciem do przodu bedac przy tym przystojnym i zadbanym to wierzcie- ciezko jest spotkac osobe ktora dotrzyma mu kroku, dlaczego ? Jakie są kobiety ? Nie wszystkie, ale wiekszosc chce isc na łatwizne! Siedzą w telefonach, ogladaja glupie seriale, czytaja idiotyczne bestsellery…nie potrafia zaskoczyc, mysla ze smuklym cialem zatuszuja wszystko. Mysla ze zrobia obiad i wypiora i super- ok tez potrafie. Kiedys widzialem wpis jakiejs polskiej celebrytki- „kobieta ma dzis ciezkie czasy- musi byc zona, dobra matka i kochanka, ciezko podołać wyzwaniu” – wiekszosc kobiet mysli plytko. Jest flirt, jest rozmowa, jestem niby taka zagadkowa- za max miesiac okazuje sie, ze nie ma wiele do zaoferowania. Swoje towarzystwo moze, ale zagadaj, zapros mnie gdzies, pokaz cos fajnego…w zyciu. Masz przecietny umysl, przecietne potrzeby ( kasa, ciuszki, tv, fb, piwko na miescie) + jakies all inclusive raz czy dwa w roku- nie oczekuj ksiecia. Sa osoby ktore maja ambicje, oraz mezczyzni ktorzy nie bedąc misiem i scierka do podlogi uchylą Ci nieba, zadbaja zeby w zwiazku było dobrze, staraja sie ale oczekuja tego samego.

Jaa
Gość

Większość facetów ma podobne potrzeby jak wyżej opisane kobiet.

XXX
Gość

Jak to facet nie musi się starać? Jeszcze nie spotkałem się z sytuacją gdy kobieta podeszłaby, czy zagadała do faceta na ulicy/w klubie. Natomiast żeby przystojny facet musiał się użerać z przeciętną kobietą, bo ona jest „kobietą i nie będzie robić pierwszego kroku” tysiące.

Subiektywny
Gość

Wytłumaczę Ci, tak pokrótce.
Nie musi się ‚starać’ topowe 5% mężczyzn. Ci, którzy dostali w prezencie od losu zestaw super genów (przystojni) a na dodatek zajmują wysoką pozycję społeczną (zasoby, dochody, praca, zajęcia itd). Plus odpowiednie podejście (owe półmityczne bycie ‚alfą’). Do nich wzdychają zarówno te bardzo przeciętne panie, które mijasz codziennie na ulicy jak i topowe piękności.
Później dla młodych kobiet nie ma dłuuuugo nic. Normalny mężczyzna – jest dla nich zasadniczo nieatrakcyjny i niewidoczny. Do czasu aż mrzonki o topowych alfach polegną z styczności z realiami życia a i pannie zacznie lat niebezpiecznie przybywać. Wtedy powoli, powolutku zaczną schodzić z wygórowanych oczekiwań.
Nie ma co ich winić, tak zaprogramowała je Matka Natura – dla potencjalnego potomstwa chcą jak najlepiej (super geny od mężczyzny + zabezpieczenie stricte materialne). Rozsądne, bardzo rozsądne. Hipergamia.
Jednocześnie powoduje to, że przeciętna jak bułeczka kajzerka z Tesco dziewczyna w wieku lat 18-2x ma oczekiwania wobec potencjalnego partnera odwrotnie proporcjonalne od tego sama sobą reprezentuje. I stąd taki dysonans.
Powtórzę – nie co ich winić. Ale należy być tego, jako mężczyzna, w pełni świadomym.

Ania
Gość

A dlaczego te tysiące przystojniaków „użerają się” z przeciętnymi – tacy desperaci?

Tianzi
Gość

I gdzie są te „tysiące” przystojniaków? Kupiłabym bilet :D

Sub.
Gość

Parafrazując Zbigniewa Bońka.

Kobiety są uroczo zdziwione, kiedy mężczyźni zaczynają traktować je tak jak one zwykły traktować mężczyzn…

Sabina
Gość

Czasem mam wrażenie, że kobiety nie mają wyjścia, muszą same się starać szukać kogoś wartościowego, podrywać, adorować. W tych czasach jakie nastały, wydaje mi się, że facetom nie chce się już starać zdobywać kobiety. Jeśli ona raz powie nie to on najzwyczajniej odpuszcza. Na swoim przykładzie powiem, że mam dość już spotykania mężczyzn, którzy szukają tylko seksu i często udają inne osoby, mówią, że lubią robić rzeczy, których nienawidzą tylko dlatego, żebyś szybciej zaprosiła go do siebie na seks, a później zostawią Cię, bo „Zaliczyli”.
Serio co się stało z tym światem? Czy tylko ja mam wrażenie, że role się kompletnie odwróciły?
Prywatnie już nawet pogodziłam się z faktem bycia singlem, bo strach się otworzyć przed kimś i okazać uczucia, bo później jeśli coś mu się nie spodoba (każdy ma wady) to po prostu Cię oleje i już się nie odezwie, bo przecież nie ma jaj żeby zwyczajnie napisać/powiedzieć – „przepraszam, ale to nie wyjdzie”.
I nie, nie jestem desperatką szukającą związku, plus wcale nie mam wysokich wymagań, bo mam wrażenie, że w tych czasach nie można wymagać zbyt wiele, bo nazwą Cię księżniczką, która szuka księcia na białym koniu, mimo, że po prostu chcesz obok siebie osobę, z którą zwyczajnie jest o czym porozmawiać.

Robert Kozłowski
Gość

Jak dobrze, że zrobiłem pierwszy krok i od tego czasu jestem w szczęśliwym związku z kobietą, która jednocześnie jest moim najlepszym przyjacielem. Mogę z nią porozmawiać o wszystkim – dosłownie. Gramy razem w pokera, razem idziemy do teatru, ja mam jeszcze swoich kolegów, a ona koleżanki. Swoboda w relacji też jest bardzo ważna. Wspólne chwile celebrujemy, cieszymy się ze wzajemnych sukcesów, wspieramy i dbamy o to, by chociaż raz w miesiącu romantycznie spędzić dzień i wieczór. To buduje i pozwala zacieśnić więzy :)

Uzwiązkowieony
Gość

Czy ktoś wreszcie przyzna się, że ZWIĄZEK to dla mężczyzny skrępowanie i zasadzie koniec wolności dysponowania sobą i swoim czasem, zasobami i energią ?
I nie chodzi wcale o kwestie otwartego wyboru innych kobiet! ‚Związek’ to coś, co zostało zdefiniowane pod potrzeby kobiet – pisał nawet o tym Volant w swojej książce !!! zakres pojęciowy ‚związek’ nie jest skrojony pod potrzeby mężczyzn !!! Usłyszycie to od 95 na 100 pytanych mężczyzn ‚w związku’ – jedną z głównych wad związku jest pożeranie wszelkich zasobów czasu przez kobietę. Czasu, zasobu oraz energii. Nagle okazuje się, że wszystkie inne kwestie poza pracą zawodową mężczyzny (bo złotówki muszą się zgadzać) – stają się zbędne, niepożądane i niepotrzebnie rozpraszające go. A teraz wszystko ma iść na ‚my i nasz związek’. Czas. Pieniądze. Energia. Zaangażowanie. Do cna !
95 na 100 pytanych mężczyzn po paru latach związku powie Wam to samo !
Niestety – związek dla mężczyzny do ograniczenie oraz kanalizacja jego życiowej energii i zainteresowań wyłącznie w kierunku pożądanym przez kobietę.
Więc skąd nagle takie zdziwienie, że świadomi swojej wartosci mężczyźni nie chcą się wiązać? Proste – gdyby to było dla nich korzystne – sami ustawiali by się w kolejce! A skoro nie chcą to widać wizja ‚związku’ skrojona pod potrzeby przeciętnej kobiety – wcale a wcale ich nie interesuje.
Jak towar z zasady kiepski (związek) to i chętnych do jego kupowania mało…

Frysztyk
Gość

Kiepskiej baletnicy każdy parkiety krzywy ;)

Nie ma jednego modelu związku. Podstawa to rozmowa i komunikowanie potrzeb. Jeśli ktoś ma zapotrzebowanie na przestrzeń w związku, to jeśli tego z kobietą/facetem nie przegada, to sam jest sobie winien. Tę kurtkę można akurat dopasować przy kupnie, zamiast alternatywnie albo łazić w samej koszulce- albo w niewygodnym kubraczku i głośno narzekać na wrednych producentów ciuchów :p

Frysztyk
Gość

A mógłby mi ktoś wyjaśnić, dlaczego koniec związku to aksjomatycznie porażka, szybszy koniec – większa porażka, a celem ma być jakaś monogamia na całe życie? Bo trochę nie widzę.

IMO: Człowiek nie jest z natury monogamistyczny, co najwyżej seryjnie monogamistyczny. Szybsza rotacja związków nie jest zła, bo też coraz szybciej się w ramach jednego życia sami zmieniamy. Nie zawsze razem z partnerem w tym samym kierunku. A akurat jest fajnie, że w dzisiejszych czasach nie musimy tkwić, tylko możemy wybierać/zmieniać. I że jest coraz mniej defaultowych modelowych układów, i może być przez to dużo fajniej… o ile się z drugą stroną rozmawia, a nie tylko popada w jakieś społeczne narzucone / tradycyjnie wyznaczone role.

Jak we wszystkim w życiu warto unikać pójścia w przegięcie. No ale to tak samo jak w dyskusji o jedzeniu nie trzeba dorosłym mówić o tym, że warto jeść, ale nie warto żreć bez opamiętania.

Jaa
Gość

Człowiek, który wierzy w prawdziwą miłość, wierzy w monogamię. Bo na tym polega wg mnie prawdziwa miłość a nie na „szybkiej rotacji” – bo wówczas jest to po prostu jakaś marna namiastka, co najwyżej zauroczenie. Pomijając różne inne kwestie wiążące się z poligamią, które są tu konsekwentnie przemilczane – jak np. choroby weneryczne, które teraz mam wrażenie rozprzestrzeniają się coraz szybciej. Są wśród nich takie jak np. hpv, które nigdy już nie wychodzą z organizmu i można się nimi zarazić nawet przez prezerwatywę, pewne odmiany mogą prowadzić do nowotworów itd. a już zupełnie pomijając kwestie uczuciowe i rodzinne – uczuciowe tj. że często „kończąc relację” nie zawsze ta druga osoba ma na to takie samo spojrzenie i niepotrzebnie wzbudziliśmy jej zaufanie sugerując, że chcemy się angażować a potem ją zostawiając ze złamanym sercem; rodzinne, gdy w grę wchodzą dzieci. Wiadomo, że gdy się je już ma to lepiej pozostać w relacji i zrobić wszystko, żeby była w porządku niż ulegać dalej „szybkiej rotacji”. Zresztą seks ma przecież pierwotnie taki cel – prokreację.

P.S. Jeżeli patrzysz w innym kierunku niż partner to może od początku lepiej sobie dać spokój niż zawracać komuś tyłek. A zmiana nie zawsze jest korzystna. Bo od kiedy inny znaczy lepszy? A jeść raczej nie warto a po prostu trzeba – słabe porównanie.

Jaa
Gość

Jeżeli monogamii nie ma to co powiesz na szczęśliwe związki na całe życie? Jak np. moich rodziców, którzy są ze sobą już ponad 30 lat i wiem, że mój tata akurat ciągle w moją mamę jest zapatrzony, to samo wujostwo, też ostatnio obchodzili 30-lecie i z tego co wiem, to bardzo im się dobrze żyje we własnym towarzystwie. Nawet jeżeli twierdzisz, że jest tylko coś takiego jak seryjna monogamia, to niech będzie, że właśnie taką mam na myśli (bo nie wiem co rozumiesz przez „nieseryjną” monogamię – że pierwszy związek jaki tworzysz na pewno przetrwa przez całe życie czy że w pierwszej osobie jakiej się zakochasz to będziesz zakochany przez całe życie? Wiadomo, że to zależy od różnych czynników – od rodzaju, intensywności relacji, uczucia, od drugiej osoby, jej wzajemności itd.) – czyli kiedy swoje ludzi decyduje się na bycie ze sobą, bo prawdziwie się kochają i z racji tego pracują nad związkiem i nie odpuszczają pod byle pretekstem, tylko starają się, żeby to przetrwało jak najdłużej. Nie wiem jak jest w przypadku mojej mamy, ale mój tata twierdzi, że ciągle kocha moją mamę odkąd są razem, co pokazuje, że da się jednak kochać przez wiele lat tę samą osobę.

Mówisz, że to kwestia decyzji i pracy. A co z uczuciami? Co jeżeli właśnie ta decyzja i praca nie jest spowodowana tylko normami kulturowymi i jakimiś naszymi zasadami, ale też właśnie tym co się za nimi kryje, czyli tym, co czujemy? Co powiesz na to, że u mnie np. skończyła się „decyzja i praca” ponieważ nie było tego z drugiej strony i moja relacja została zakończona przez druga osobę już jakiś czas temu a ja ciągle do niej coś czuję i nie mogę tego do końca z siebie wyrzucić, czy można to nazwać wtedy monogamią w sensie emocjonalnym?

Mam wrażenie, że ciągle nie bierzesz tej emocjonalnej kwestii pod uwagę tylko wszystko traktujesz tak rzeczowo i właśnie na płaszczyźnie kontaktów seksualnych tylko :) Sugerujesz, że kochanie kogoś przed długi czas jest nienaturalne i niemożliwe? Ale jednak się zdarza.

Jaa
Gość

To, że uważamy o kimś, że „już nigdy nie spotkamy kogoś takiego” nie zawsze jest spowodowane tylko emocjami. Chciałabym dodać że jednocześnie jest jeszcze jedna osoba, do której coś czuję, dokładnie od 5 lat, ale jest w tym momencie poza moim zasięgiem. Jeśli zakochanie trwa 3 lata, to co to jest? :)

Co do 3go punktu zgadzam się, natomiast sądzę, że bez uczuć niekoniecznie komuś chciałoby się ten wysiłek podejmować. A uczucia trwają albo znikają z różnych przyczyn.

Czasami po dłuższym czasie niż te niby podręcznikowe 3 lata wybielamy ciągle drugą osobę, jeśli chcemy wierzyć w jej szczere intencje, z racji przyzwyczajenia do zachowań niewłaściwych i braku dystansu z racji trwania w związku i braku kontaktu z osobami, które by pomogły nam tego dystansu nabrać.

Aha i nie byłabym tego taka pewna, że każdy jest zdolny do zakochania się w drugiej osobie :D

Wg mnie właśnie racjonalność jest prosta pod względem analizy, ponieważ nie uwzględnia niuansów, wyjątków, raczej się kieruje regułą, większością.

Ale oczywiście zgadzam się z tym, że praca nad sobą, nad relacją jest bardzo ważna i że racjonalność ma większe długoterminowe znaczenie.

Jeśli chodzi o ostatnią część wypowiedzi, to jednak bym poniekąd sprowadzała kwestię udanych relacji do „spotkania odpowiedniej osoby”, bo co nam po tym, że np jest chęć z Twojej strony stworzenia trwałego związku i chęć ze strony drugiej, osoba wydaje się w porządku, ale np. zupełnie Cię nie pociąga, nie kręci, mimo tego, że teoretycznie wszystko jest z nią ok? Że nawet nie masz ochoty zaczynać, bo ktoś Cię na tyle nie intryguje.

Ale uznając, że jest to pewien rodzaj postawy drugiego człowieka, to rzeczywiście jest to droga donikąd i myślę, że w dzisiejszych czasach się to skróciło, że już po miesiącu człowiek stwierdza, że to jednak nie to i szuka innej „odpowiedniej osoby” ;) Mam wrażenie jakby większość ludzi tak spłyciła relacje, że nawet nie zaczyna się angażować emocjonalnie a jeśli tak to tłumi te emocje w sobie i na rzecz wygody przestaje się starać przy pierwszym problemie.

Jaa
Gość

Jeżeli żyję już trochę na tym świecie i np. spotkałam osobę, która działa na mnie w taki sposób, w jaki nie działał nikt nigdy wcześniej i później a ciągle się te nowe osoby poznaje (przynajmniej ja poznaję) i to działanie nie tylko emocjonalne, to raczej wątpię, żebym spotkała kogoś, kto będzie działał bardzo podobnie, zwłaszcza, że chyba nie ma fizycznej możliwości poznać wszystkich ludzi na świecie xD Jakby działajmy w obrębie możliwości :) To miałam na myśli. Też nie mam zamiaru jeździć specjalnie po całym świecie w poszukiwaniu kogoś podobnego do tej konkretnej osoby :)

Szczerze to w moim życiu zdarza się bardzo dużo „wyjątków od reguły” ale to tak na marginesie. Po prostu w tym miejscu chciałam tylko powiedzieć, że racjonalność jest moim zdaniem pod jakimś względem prosta :)

W dużej mierze się z Tobą zgadzam, ale nie wiem czemu, u mnie jakoś ta racjonalność w relacji wynika właśnie z emocji i nie muszę nad tym pracować jakby poza związkiem. Tzn jeżeli zaczyna mi zależeć to robi się dla mnie naturalne, że o związek walczę, że chcę chodzić na kompromisy, że chcę rozmawiać i uczę się komunikować z tą drugą osobą. Dziwne, ale dla niektórych nie jest to takie oczywiste i czasem dopiero po fakcie sobie uświadamiają – aha, to ja schrzaniłem, bo nie umiałem, nie chciałem się dogadać, muszę zmienić swoje podejście – ale dopiero już w następnym związku. W sumie to dosyć słabe, że nie od razu.

Jeżeli chodzi o dobranie dwojga ludzi, to też nie stawiałabym intelektu na 1 miejscu, to znaczy mam paru kolegów, znajomych których uważam za inteligentnych a jednak mają oni cechy, które sprawiają, że nie chciałabym z nimi wchodzić w bliższe relacje niż te koleżeńskie. Oprócz tego, że nie mają „tego czegoś” to – no tak, trochę o nich wiem, trochę ich już znam i wiem, że nic by z tego nie wyszło.

Czy przypisujemy zbyt dużą rolę uczuciom? Czasami może tak, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie być z kimś, z kim np. dobrze się dogaduję, ale traktuję go tylko jako kolegę a poza tym między nami nie iskrzy. Albo też robić coś na siłę, czyli tak jak teraz, kiedy emocje po ostatniej relacji wciąż są bardzo silne i swoje próby poznawania bliżej innych mężczyzn odczuwam niemal jak zdradę :p

Piotr
Gość

Super tekst. Przypomina mi się ostatnia moja historia. Ja wybrałem, ona była w supermarkecie.
Padło tyle słów, że jestem tym jednym jedynym, że tylko mnie ufała jako facetowi i wiedziała, że nigdy jej nie zdradzę. Wiem, że tak by było więc pozostaje życzyć tylko powodzenia w poszukiwaniach.

Tak, w dupach się nam poprzewracało i pewnie w wielu 50 lat spojrzymy w lustro, pomyślimy o całej firmowej brygadzie która nas przeleciała, poczujemy się jak szmata i będziemy bardzo samotni.

wpDiscuz