Czy da się znaleźć miłość będąc kobietą po trzydziestce?

Czy da się znaleźć miłość będąc kobietą po trzydziestce?

Michał, uwielbiam Twojego bloga, ale może kiedyś napiszesz coś dla kobiet po trzydziestce? W święta po roku intensywnej znajomości, usłyszałam że to jednak nie to. Na pocieszenie przeczytałam kolejny raz Twój wpis „Jak masz mieć byle jakie oparcie, to lepiej oprzyj się o ścianę”. To wszystko prawda, ale wiesz, co najbardziej boli? Słuchanie jak ludzie dookoła mówią: „Pamiętaj, jesteś po trzydziestce. Trzydziestki się bzyka, robi się im nadzieje, a bierze się ślub z dwudziestkami.”

To jedna z tych wiadomości, z których wieje takim defetyzmem, że muszę na nią odpowiedzieć.

*   *   *

Ze swojego dzieciństwa pamiętam gumy z Kaczorem Donaldem, pozdzierane kolana i zapach powietrza u swoich dziadków, którego nie czułem już w żadnym innym miejscu. Pamiętam też swoje reakcje na informacje, że jakiś kuzyn miał trzydzieści lat. Wydawał mi się tak dorosły, że z pewnością każdy powinien mówić do niego: „Dzień dobry” i „Proszę pana”. Sądziłem, że w tym wieku ma się wszystko tak poukładane, jakby było się Niemcem z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi. Generalnie, kojarzyłem ten wiek z granicą, po której jest najpierw życiowa stabilizacja, a następnie stabilizowanie kolan, bioder i licytowanie się, kto jest bardziej chory.

Dzisiaj patrzę sobie na zdjęcie Taylor Swift, na którym ma usta pociągnięte czerwoną szminką, myślę o tym, że za dwa lata będzie trzydziestolatką i stwierdzam: „Łał! Taka młodziutka!”. Albo Emma Stone – jedna z moich ulubionych aktorek, która zdmuchnie 30 świeczek na swoim torcie 6 listopada, a przed sobą ma jeszcze wszystko – i śluby, i dzieci, i Oscary, bo ten jeden za „La La Land” to z pewnością nie koniec. Z kolei Monica Bellucci, symbol tragicznego piękna z „Maleny”, urodziła pierwsze dziecko dopiero w wieku 39 lat i nikogo to nie dziwi.

Prawda jest taka, że zegar biologiczny jak tykał, tak wciąż tyka, ale „złoty okres w życiu” zdecydowanie się przesunął. Czy będąc po trzydziestce można więc poznać kogoś fajnego? Jasne, że tak. Pod kilkoma warunkami.

#1 Nie będziesz jak Monica Bellucci umawiając się z pięcioma facetami rocznie

Ten dialog odbyłem już tyle razy, że gdybym za każdy dostawał kawałek pizzy, to mógłbym już zostać profesjonalnym zawodnikiem sumo.

– Uważam, że jestem fajną dziewczyną, ale z jakiegoś powodu jestem sama.
– A ilu facetów poznałaś w tym tygodniu?
– Żadnego, ale to tylko dlatego, że dużo pracuję…
– A w miesiącu?
– Przestań! Czy to naprawdę takie ważne?

Prawdę mówiąc nie ma nic ważniejszego. Jakiś czas temu rozmawiałem z kumplem o naszym wspólnym znajomym, który od kilku miesięcy jest w związku. Ten znajomy jest jednym z fajniejszych ludzi jakich znam, a lista jego zalet zaczyna się na 187 cm wzrostu, przechodzi przez świetną pracę, niezły wygląd i szereg pasji. Dziewczyny szukał randkując z kobietami z Tindera. Jak myślisz, z iloma z nich musiał umówić się fajny facet, żeby znaleźć dziewczynę, która odpowiada mu pod względem atrakcyjności, z którą ma o czym rozmawiać, a przy okazji, ona jest nim równie zainteresowana, co on nią?

Z pięcioma? Dziesięcioma? Może piętnastoma?

Kogokolwiek można znaleźć szybko, ale w przypadku posiadania wyższych standardów, właściwa liczba to… Siedemdziesiąt! Jeśli więc chodzisz na randki z pięcioma facetami rocznie, to nie zdziw się, jeśli wejdziesz w związek za… 14 lat.

Wydaje się, że to dużo, ale nie ma w tym nic dziwnego. To raczej my, kierując się historiami z kinowego ekranu, nie doceniamy ilości prób, jakie trzeba podjąć, żeby osiągnąć pożądany efekt. Jakby tego było mało, to kiedy tego efektu nie ma, to zamiast stwierdzić: „Ok, takie jest życie, zostało mi jeszcze 47 prób” kobiety zaczynają się obwiniać i płakać do pudełek z karmelowymi lodami.

Wiem, że pójście na kilkadziesiąt randek brzmi trudno, zwłaszcza kiedy już się nie studiuje i życie towarzyskie bez przerwy trzeba stymulować. Tylko umówmy się – nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. W życiu albo ma się dobrze i interesująco, ale trudno albo łatwo i byle jak. Ty wybierasz.

#2 Warto znaleźć złoty środek między pośpiechem, a brakiem zdecydowania

Z poznawaniem się jest jak z nasionami. Z jednej strony trzeba dać im czas wyrosnąć, a z drugiej, wyrzucić kiedy okaże się, że zamiast pięknego kwiatka wyhodowało się dorodny chwast.

Problem w tym, że część kobiet po trzydziestce wpada w panikę, która sprawia, że:

1) Wymagają od nasionka, żeby od razu wyrosło

W jaki sposób? Na przykład publikują opisy w stylu: „Jeśli nie jesteś zainteresowany stałym związkiem, to do mnie nie pisz!” albo oznajmiają na pierwszej randce: „Szukam czegoś poważnego”.

Nie zrozum mnie źle. To super, że wiesz, że nie zależy ci na jednorazowym seksie po pijaku w obskurnym mieszkaniu. Rozumiem też, że w ten sposób chcesz od razu odsiać facetów zainteresowanych wyłącznie seksem. Problem w tym, że w ten sposób wydajesz się nastawiona zbyt ofensywnie, przez co zniechęcasz normalnych mężczyzn. Poznawanie się wymaga… poznania się, a nie określania swojego zainteresowania już na samym starcie.

2) Widzą w doniczce chwast, ale i tak mówią: „Cóż, może przynajmniej ładnie zakwitnie”

To druga skrajność płynąca z podejścia: „Nie chcę marnować więcej czasu”. Takie kobiety są w związkach, które ewidentnie nie działają, ale mówią sobie, że poświęciły na nie tyyyyle czasu i szkoda to kończyć. Zwłaszcza, że może to był już ostatni pociąg, więc jak się z niego wysiądzie, to będzie się siedzieć na dworcu razem z menelami.

Jeśli tak myślisz, to mogę cię zapewnić, że w końcu i tak nadejdzie dzień, w którym pomyślisz: „Gdybym pięć lat temu tak głupio nie myślała, dziś byłabym w zupełnie innym miejscu”. Prawda jest taka, że decydując się na zmiany, zawsze jesteśmy w gorszym położeniu, niż byliśmy wczoraj, ale też zawsze jesteśmy w lepszym położeniu, niż będziemy jutro, za rok albo za dziesięć lat. Bez względu na to ile czasu zmarnowaliśmy, to każdego dnia budzimy się mając przed sobą całą swoją przyszłość.

Podsumowując, nie bój się dawać innym szans, ale kiedy przychodzi ci do głowy myśl, że zamiast kwiatka dorobiłaś się kłującego chwastu, to pozbądź się go jak najszybciej.

#3 Ciężko będzie ci z kimś być, jeśli w swoim wieku będziesz doszukiwać się samych wad

Jest takie zabawne zdanie tłumaczące kobiecą zazdrość: „Ty się starzejesz, a jakaś dwudziestolatka wciąż ma dwadzieścia lat”. Cóż, dwudziestolatki zawsze będą istnieć. Będą miały młodsze ciała, jędrniejsze piersi i bardziej sprężyste pośladki.

Dobra wiadomość jest taka, że z wiekiem może traci się kolagen, ale przy odrobinie autorefleksji wyciąga się słodkie wnioski z gorzkich doświadczeń i zyskuje się cechy, które są potwornie ważne. Dziesięć z nich wymieniłem już trzy lata temu, a cały tekst przeczytało tak dużo osób, że po 24 godzinach wypowiedziano mi hosting.

Seksuolodzy wiedzą, że mężczyźni nie są tylko z jędrnym ciałem, ale też z jędrnym mózgiem. Powszechne jest przekonanie, że mężczyźni zdradzają partnerki z kobietami, które są od nich bardziej atrakcyjne fizycznie. To się oczywiście zdarza, ale znacznie częściej zdradzają je z kobietami ciepłymi, świadomymi swoich potrzeb, rozwiniętymi intelektualnie, otwartymi seksualnie.

To nie jest więc tak, że śluby bierze się z dwudziestolatkami. Śluby bierze się z kobietami, którym chce się oddawać czas, a nie tylko go poświęcać. Albo z tymi, z którymi można wspólnie czytać Houellebecqa i oglądać ciepłe włoskie filmy. Albo z takimi, z którymi życie jest taką samą frajdą jak przejażdżka na diabelskim młynie i wżeranie waty cukrowej. Albo z tymi, które zachowują się jak milion dolców, a są warte jeszcze więcej. A to czy mają 20, 40 czy 60 lat, nie jest już takie ważne, bo wiek jest ważny jak chcesz w gimnazjum kupić zgrzewkę browarów. W miłości liczy się dużo więcej.

Dlatego przede wszystkim bądź mądrą kobietą i podejmuj kolejne próby. Wtedy jeszcze będzie pięknie, a jak już będzie, to napisz do mnie dwa słowa:

„Miałeś rację”.

Print Friendly, PDF & Email

89
Dodaj komentarz

avatar
100000
31 Comment threads
58 Thread replies
21 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
52 Comment authors
WaniliovaWaniliovaMichałAgataMarcowy Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mateusz
Gość
Mateusz

Wiesz co jest śmieszne? Ty mi piszesz o 30 latkach, a sam jestem facetem w wieku 23 lat i powiem szczerze że… jest źle, coraz źle. Znaczy, ogólnie rzecz biorąc miałem dużo kobiet i nie mam z tym problemu, jestem w miarę fajnym facetem, ale Ty piszesz o kobietach po 30 a ja widzę że większość moich znajomych 21-26 lat nie szuka już nie wiem, fajnej miłości, mocnego romansu czy nie wiem, jakichkolwiek emocji… Większość z nich chce znaleźć „chłopa na stałe, nie musi być fajny ale żeby był dobrym ojcem, dobrym mężem, ułożony”, po prostu byle jakiego chłopa który zarabia i którym łatwo manipulować… Mówisz że kobieta po 30 może mieć problem ze znalezieniem fajnego faceta, a ja w wieku 23 lat moge powiedzieć że jest trudno znaleźć normalną fajną dziewczynę… Większość tych 21-26 patrzy na koleżanki które zaręczone albo które wyszły za mąż i już szukają takiego typowego „męża’… pewnie wiesz o co chodzi. Śmieszne te czasy. Pozdrawiam mistrzu! ;)

Paweł
Gość
Paweł

Nie martw się. Jak Ty będziesz po 30-tce to się będą o Ciebie zabijać. A na razie się nie napinaj i po prostu spędzaj czas z osobami, które naprawdę lubisz :).

Stara Panna Z Kotem
Gość
Stara Panna Z Kotem

Urocze!!! <3 :D

Ilona - chillife
Gość
Ilona - chillife

Jedno i drugie – t.j. fajna miłość czy emocje oraz nadawanie się na „chłopa na stałe” – idą w parze częściej niż się wydaje. Może po prostu dziewczyny z dzisiejszego pokolenia nie mają ochoty zadawać się z facetami, którzy są na dłuższą metę toksyczni. Z mężczyzną można się wdać w „mocny romans”, ale – niestety – jeśli nie posiada cech rokujących na przyszłość, to na 90% również w perspektywie 2-3 miesięcznego romansu ostatecznie trzeba będzie za te emocje zapłacić przykrością.

No chyba, że masz jakieś inne postrzeganie „chłopa na stałe” – np. że ma mieć sweter w kolorze X, grzywkę na bok, zarabiać XYZ i tak dalej. Ja to rozumiem raczej jako mężczyznę, który nie wymaga obsługi przez mamę, jest wystarczająco obrotny, żeby zapewnić sobie stały dochód i nie ma wiecznie problemów z kasą, wie, jak używać miotły i pralki i nie robi wstydu w miejscach publicznych – to są dla mnie cechy chłopa na stałe, ale równocześnie ich brak zniechęciłby mnie NAWET do romansu. Bo nie ma nic pociągającego w chłopaku, który ciągnie od taty na piwo, nie potrafi utrzymać pracy dłużej niż przez tydzień i żyje w brudzie – ani życiowo, ani tu i teraz seksualnie i emocjonalnie.

Stara Panna Z Kotem
Gość
Stara Panna Z Kotem

Zgadzam się w 100% i jeszcze, absolutnie rozumiejąc, że wpis powstał w odpowiedzi na konkretny problem czytelniczki, ale mimo wszystko ja mam problem z tym, że wszystkim się wydaje, że kobieta po 30 tak straszliwie MUSI kogoś znaleźć, i tak straszliwie SZUKA, bo przecież jest takim przegrywem… A tymczasem bardzo często dziewczyny mają to po prostu gdzieś. Kolesie po trzydziestce to wcale nie jest takie złoto, jak im samym się wydaje ;) I naprawdę wiele lasek woli być samej, nawet mając trzydzieści, czy o ZGROZO, czterdzieści lat… niż być z kolesiem, jak ci, o których pisze Ilona. W sensie, dobrze jest być z fajną osobą u boku, ale jeśli takiej nie ma, naprawdę bycie samemu nie jest jakąś mega traumą…

Payne
Gość
Payne

Ale to nie te czasy, feministki rozpieprzyły rodzinę, mężczyźni nie chcą się wiązać, nie chcą brać ślubów, nie zależy im na poważnych relacjach, bo po co? Romans wystarcza. Po co komu jakaś baba po 30stce, która będzie chciała kwiatki w domu przestawiać i zmieniać kolor tapety? Nie te czasy. Mężczyźni nie mają tych cech, bo stałe związki przestały się opłacać.

Małgorzata Sambor-Cao
Gość
Małgorzata Sambor-Cao

A o potrzebie bliskości i intymności słyszałaś (słyszałeś) . Plotka głosi ze mężczyźni też tego potrzebują a nawet pragną.

Starapannabezkota
Gość
Starapannabezkota

I dlatego wszyscy dookoła są zajęci/po ślubie/zaręczeni? ;) a ze znajomych mężczyzn i współpracowników każdy jest zajęty.

Prekariusz
Gość
Prekariusz

Wszyscy dookoła to znaczy kto? Co to w ogóle za grupa odniesienia? Robiła pani kiedyś jakieś badania, dobierała próbę badawczą? Druga rzecz – pani znajomi, a więc pewnie inne pokolenie, młodsi faceci są bardziej świadomi sytuacji i liczba ślubów/związków według prognoz będzie drastycznie spadać.

Ola
Gość
Ola

Feministki rozpieprzyły rodzinę? A ja myślałam, że rodzinę rozpieprzyli mężczyźni, któzy zdradzali, pili, bili. A my, zarabiając już własne pieniądze (choćby i 1500zł na rękę) możemy już się od takich mężczyzn wyprowadzić. Nie chciałabym być w jednej z takich „rodzin”.

Łukasz
Gość
Łukasz

Ilona – jestem facetem, który ma pracę, a nawet dwie. Udzielam się społecznie, nie jestem od nikogo zależny, zapewniam sobie stały dochód, wiem jak używać miotły, pralki, nie robię wstydu w miejscach publicznych i nawet umiem zakupy zrobić i nie zgubię się w sklepie :) Cały czas się rozwijam i podnoszę swoje kwalifikacje, mam swoje pasje. Nie wyglądam najgorzej na swoje 35 lat, czyli da się ze mną wyjść „w miasto”. Zamiast piwa wolę czerwone wino. Lubię teatr. Da się ze mną porozmawiać na różne tematy. I wiesz.. uważam, że 95% dzisiejszych dziewczyn jest roszczeniowych. Aby zwróciła na Ciebie uwagę musisz mieć „to, to, to i jeszcze to”. Mam to, ale „na pierwszej randce” nie afiszuję się tym wszystkim. A i tak większość z nich uważa, że jestem żonaty ;)

Emilka
Gość
Emilka

95% dziewczyn może i tak, ale zapewne gustujesz w kobietach, a te z kolei mają już ze sobą bagaż doświadczeń, i naprawdę niewiele jest takich, „którym ciągle mało”. Życzę powodzenia w dalszych poszukiwaniach i trzymam kciuki, abyś spotykał na swojej drogie tylko takie, które polubią Ciebie za to jaki jesteś, a nie za to co masz. :)

Łukasz
Gość
Łukasz

Nic dodać, nic ująć. Celny komentarz. Dziękuję :)

Waniliova
Gość
Waniliova

Ja bym się chętnie z Tobą umówiła :) bo oprócz tego co napisałeś, to używasz jeszcze polskich znaków :)

Łukasz
Gość
Łukasz

Zacznijmy więc randkować :)

Waniliova
Gość
Waniliova

Mogę zaryzykować ;)

Łukasz
Gość
Łukasz

Pytanie -> jak to zrobić, żeby nie podpaść Michałowi ;)

Waniliova
Gość
Waniliova

hm… a myślisz, że Michał miałby coś przeciwko temu? ;) jestem tu (na blogu) od dwóch dni, ale się nie doczytałam, by zakazane były spotkania towarzyskie osób komentujących :)

Łukasz
Gość
Łukasz

Słusznie, w takim razie poproszę o jakiś namiar na Ciebie (poza blogowy) :)

Waniliova
Gość
Waniliova

Napisz pod jasnoslyszenie@wp.pl :)

Justyna
Gość
Justyna

Misiu, tak było zawsze. To nie jest kwestia czasów. Miałam salon sukien ślubnych 10 lat – laski w 90 procentach sa nastawione na szukanie frajera dzieki ktoremu zmienia status na fejsie. ;) Zawsze

Kasia
Gość
Kasia

Bardzo pozytywne przemyślenia :) Mam 29 lat i dorosłam do tego, żeby dosłownie szukać faceta, bo samo się nie zrobi i nie wyczaruje :) Fakt, że dalej jestem sama, ale randki sprawiają, że czuję się jak milion dolarów, więc się nie poddaje i polecam ;)

gsxr
Gość
gsxr

Wpis o kobietach. Po przeczytaniu idealnie też pasuje do mężczyzn.

Anik
Gość
Anik

ok.dam znać :-)

Michal
Gość
Michal

Mam 32 lata i spore doświadczenia z płcią przeciwną, po których mogę jednogłośnie stwierdzić, że kobiety od 30 w górę idealnie nadają się na budowanie poważnych relacji i związku ale tak jak wspomniałeś V, nie mogą one być desperatkami. To Nas odstrasza i działa jak słońce na wampiry.

Agata
Gość
Agata

Bardzo to miłe co piszesz!!! Kobiety po 30 wiedzą czego chcą i czego nie chcą i to jest w nich iesamowite są ogarnięte i pewne siebie i bardzo o siebie dbaja pozdrownia od kobiety po 30

Mad
Gość
Mad

Piszę już teraz – miałeś rację – i niech się spełni.

Duśka
Gość
Duśka

ja też dam znać :) dziękiii za ten tekst

Fanka:)
Gość
Fanka:)

Volant czytam Ciebie od wielu lat, czasami do niektórych tekstów wracam wielokrotnie. Znalazłam swojego ,,księcia z bajki”. Trochę dzięki Twoim tekstom, trochę dzięki uporowi a przede wszystkim dzieki temu czego nauczyłam się na studiach. Miałam przedmiot o nazwie statystka. Skoro statystyka zakłada margines błędu( kilka %) a prawdopodobieństwo mogę sobie obliczyć to dlaczego by nie użyc tego w życiu? Gdy ktoś mnie pyta czy wierzę w miłość… Ja wierzę w Boga ,, szukajcie a znajdziecie” i matematykę: nie ma oczekiwango wyniku- widocznie za mało prób. Nie wierzę w czekanie, nie wierzę w bierność, nie wierzę że uczucie powinno sie pojawić samo bo inaczej to zabijanie magii. Jeśli magią jest wzięcie kogoś bo akurat się pojawił… nie dziękuję.

A personalnie do Volanta – Nie wiesz jak wiele rzecz zmieniłeś w mojej głowie dzięki temu, że piszesz to co piszesz:)

basta89one
Gość
basta89one

Fanka;) gratulacje, że Ci się udało. Opowiem Wam mojeg case’a.
Też wierzę w statystykę. Mam 29 lat, oceniam siebie sam i raczej inni mnie jako atrakcyjną osobę. I tak. W przeciagu ostatniego roku:
– zagadnałem ok 70 dziewczyn na ulicy, w parku, na rynku etc
– troche dziewczyn w klubach
– jakaś tam wycieczka, kolejne kilkanaście kobiet
– kolejne 40-50 w moim przedziale wiekowym poznałem w pracy
Wyniki: randki z kilkunastoma dziewczynami. Część nie chciała dać numeru, od części już po krótkim smaltalku wiedziałem, że ja nie chce. Nie poznałem osoby, z którą chciałbym wejść w powazny związek. Z tym, że jestem raczej zerojedynkowy i jak widzę, że coś mi nie pasuje to od razu kończę. A wbrew pozorom wcale nie mam wymagań z kosmosu.
Jako typowy zadaniowiec, któremu znudziło się bycie singlem co zrobię? Poznam kolejne 100-200 kobiet w tym roku i powinno się udać ;) Wolę się trochę postarać, bo wiem czego chcę (a raczej czego nie chcę) i nie chce być z kimś tylko po to żeby być ;)
Powodzenia dla wszystkich szukających ;)

Fanka:)
Gość
Fanka:)

Moze Twoj system jest w ktoryms momencie wadliwy? Stastyka tez zaklada ze proba musi byc odpowiednio skontruowana by mozna bylo osiagnac pozadany efekt. Ja np. Zakladalam 4 cechy charakteru ktore facet miec musi bo inaczej nie przejdzie. Szlam na randkę i w glowie odhaczalam-mial te cechy szlam na kolejną, jak nie wychodzilam. Czasami ciagnelo mnie żeby zaryzykowac z kims kto cech nie spelnial ale wiedzialam ze nie mam czasu by sie przekonywac ze to byl błąd :-) Wczesniej zbyt wiele czasu poswiecilam takim delikwentom :-) myslalam o znalezieniu chlopaka jak o projekcie x :-) szukalam tak z dwa lata, majac zwiazki po drodze i mase randek. Czasami nawet sama je proponowalam. Bo nie lubie czekac na rozwoj wypadkow. Mojego obecnego ksiecia poderwalam ja :-) ale staralam sie nie skreslac bo mi sie jedna cecha nie podobala, jesli spelnial te ktore chcialam, przechodzil do nastepnego etapu :-) obecnego ksiecia poderwalam na Tinderze :-)

Iwona
Gość
Iwona

Super tekst jak zawsze. Ale… Ja za miesiąc skończę 33 lata i ktoś może uwierzyć lub nie, nigdy nie byłam na randce, jak się można domyślić nigdy nie byłam w żadnym związku. Dziś uważam się za atrakcyjną kobietę, bardziej świadomą siebie, naprawdę długo i ciężko nad tym pracowałam (i nie były to operacje plastyczne). Kiedyś wiele razy słyszałam że „może faceci się Ciebie boją”, „jesteś za mało otwarta” itd …. ale co to niby znaczy? I nie żałuje, że nie mam tego doświadczenia czy też porównania co inni, będący przynajmniej w jednym związku. Skupiam się na tym co jest teraz, ale przyznam, że trochę się zmartwiłam, jeśli ilość odbytych randek ma świadczyć o szybkości czy jakości przyszłego związku?, bo to by znaczyło, że do końca musiałabym być sama.

Małgorzata Sambor-Cao
Gość
Małgorzata Sambor-Cao

Dziewczyno, jakbym miała podać definicję braku otwartości to najbardziej pasującą byłoby: osoba, która w wieku 33 lat nigdy nie była na randce.
W jaki sposób chcesz poznać kogoś skoro nie chodzisz na spotkania? Czy myślisz że nagle któregoś dnia mężczyzna spadnie z nieba i ta tam! stanie się twoim facetem?

Iwona
Gość
Iwona

Nie uważam, żeby w moim przypadku była to właściwa definicja „braku otwartości”, może jakieś 4-5 lat temu faktycznie, dziś nie, przepracowałam to wierz mi. Spotykam wielu ludzi, poznaję wielu mężczyzn, udzielam się towarzysko, ale jeśli ja nie zrobię pierwszego kroku to oni jakoś się do tego nie garną. Nie wspominam tu o portalach i aplikacjach typu Tinder, z których owszem korzystam i kiedy już się zgadzałam na spotkanie, oni nagle znikali :/ I na pewno nie jestem z tych której cokolwiek spada z nieba.

Ania z Osobiedlamnie
Gość
Ania z Osobiedlamnie

A ja już po czterdziestce. Z dziesięcioletnim stażem w tym samym, wyjątkowym związku. Jedynym, na który warto było czekać, dla którego próbować, przed którym sparzyć się wiele razy. W dodatku z mężem zapoznaliśmy się przez internet, a poznaliśmy zaraz potem w realu.
Próbować trzeba. Trzeba grać, żeby wygrać. Warto było potykać się przez całą dwudziestoletnią przeszłość, żeby zyskać tę właściwą przyszłość.

Just
Gość
Just

Mam 23 lata, a mam wrażenie jakbyś pisał o mnie. Fakt, na randki nie chodzę, depresyjnie nie szukam nikogo. W sumie nie podejmuje zadnego wysiłku, bo jakoś to będzie i gdzies ktoś chyba czeka. Nie wynika to też z mojego charakteru. Uważam się za otwartą osobę, do ludzi wychodzę, na imprezę tez zdarzy mi się wyjść. Ale prawdą jest, ze poznaje bardzo mało facetów, jak już się uda to raczej na stopie typowo kumpelskiej. Raczej tez uważam się za atrakcyjną, na ulicy widzę na sobie wzrost facetów, ale zazwyczaj kończy się na patrzeniu. Takze tak. I gdzie tu poznać kogoś w realu? Pomijając tindery i inne wspaniałe aplikacje.
Pozdrawiam

Sławomir
Gość
Sławomir

Cześć, tu Sławomir !
Just jakiś wartościowy mężczyzna czeka właśnie na Ciebie – to pewne! :) Słuchaj, jeżeli mężczyzna patrzy na Ciebie, szczególnie gdy patrzy Ci w oczy to może oznaczać, że jest Tobą szczerze zainteresowany – on w ten sposób wysyła do Ciebie sygnał: „Podobasz mi się: zrób „coś” aby mnie zachęcić do „podejśćia” :D Tak to działa… Jeżeli będziesz tylko patrzeć na niego bez żadnych emocji to może nie znać Twoich intencji, nie być na tyle pewny siebie, albo obawiać się ryzyka porażki i nie podejdzie. Więc pytanie czy Ty jako atrakcyjna kobieta wysyłasz interesującym Cię mężczyznom jakieś sygnały? Czy uśmiechasz się do niego ? Czy seksownie bawisz się włosami w jego towarzystwie ? Czy przygryzasz seksownie wargę na jego widok?Czy utrzymujesz jak najdłużej kontakt wzrokowy(patrzysz na niego jak na słoik nutelli :D ) ? :D To jest tak zwane KOKIETOWANIE :D Kobieta powinna w jakiś sposób zachęcić potencjalnego mężczyznę do podejścia! Gwarantuję Ci, że jeżeli będziesz w ten sposób subtelnie stosować powyższe techniki i bardziej rozmaite ich odmiany to PRAWDZIWY WARTOŚCIOWY MĘŻCZYZNA (nie siusiumajtek, czy też nie pewny siebie chłopiec) na pewno to dostrzeże, odbierze Cię jako atrakcyjną pewną siebie Kobietę i Bang ! :) Zaatakuje, ale w odróżnieniu do chłopców będzie patrzył na Ciebie przez pryzmat kobiety i na pewno nie będzie chciał abyś została jego koleżanką :D co to to nie ! ;) Także młoda damo, trochę odwagi i zdecydowania, subtelnie pokaż jaka jesteś piękna i ciekawa, a bardzo możliwe, że przyciągniesz do siebie takich mężczyzn :) Jednym słowem baw się trochę tym, będzie wesoło i pozytywnie :) Reasumując, nawiązywanie relacji to czynność obustronna i to Ty jesteś odpowiedzialna za swoje szczęście :) Wyjaśnione ! :) Tinder i inne aplikacje randkowe to wg mnie największe zło: rozleniwiają, zabijają uczucia w człowieku i co najgorsze nierzadko sztucznie budują pewność siebie i atrakcyjność użytkowników – wg mnie słaba opcja. Poza tym wiem z doświadczenia i z obserwacji, że tam raczej mężczyzn nie znajdziesz :D Także tego Ci nie polecam ;)
Pozdrawiam,
Życzę udanego nawiązywania niekoleżeńskich relacji z mężczyznami :)

Just
Gość
Just

Muszę przyznać, że tak, masz racje. Coś w tym jest, nic się samo nie wydarzy, czasami trzeba pomóc szczęściu. Wcześniej też niby o tym wiedziałam, ale jakoś żyłam dziwnymi złudzeniami, że jak kogoś będę miała poznać to na pewno poznam i nie muszę się wysilać. Patrząc realistycznie, prawda jest taka, że samo nic się nie zrobi i wydarzy. Dziękuje za uzmysłowienie mi tego, bardzo mi pomogłeś. Teraz została troszkę trudniejsza część, trzeba to wdrożyć w życie ;)
Pozdrawiam

Sławomir
Gość
Sławomir

Cieszę się, że się ze mną zgadzasz :) Just uważam, że życie z przekonaniem: „jeżeli będę miała Kogoś poznać to i tak poznam” nie jest złe i nie nazwałbym tego złudzeniem. Sam jestem tego żywym przykładem – wolę czekać na prawdziwość niż przejechać się donikąd ;) Uważam, że takie podejście do życia determinuje wrodzona skromność i pokora wobec otaczającego Nas świata. Człowiek, który zna swoją wartość i kocha siebie rzadziej będzie usilnie poszukiwał nadmiernej atencji ze strony bliźniego. Czasem może oczekiwać, aż ktoś dostrzeże jego piękno.
Wysiłek, o którym wspomniałaś daje bardzo dużo przyjemności! :) To paradoksalny wysiłek opierający się jedynie i aż na empatii do ludzi, pozytywnym podejściu do życia i bliźnich. Zwizualizuj sobie to: Komu nie zrobi się miło gdy w autobusie, na ulicy, czy gdziekolwiek indziej Ktoś obdarzy Go serdecznym uśmiechem, zagada itp. ? Każdemu – i to bez wyjątku! ;)
Uważam, że nie trzeba się szczególnie starać wystarczy tylko mieć/wdrożyć odpowiednie nastawienie :) Rób swoje, ciesz się każdym dniem i podążaj za głosem serca – to moja prawda ;) Bo…nie ma jednej jedynej prawdy i jednego jedynego właściwego sposobu zachowania/myślenia – każdy z Nas ma własne prawdy w swoim umyśle, najważniejsza jest dla Ciebie prawda, w którą wierzysz ! Twoja prawda:)
A tak na marginesie to : Relacje damsko – męskie są jak łoniaki terriera Z dupy i pokręcone – ciężko zgłębić się od zera

Pozdrawiam serdecznie !

Mimi
Gość
Mimi

Rozumiem, że można mieć nienajlepszą opinię o Tinderze, ale jetem 33letnią kobietą, po rozwodzie (10 lat małżeństwa) i swoją drugą Miłość znalazłam właśnie dzięki tej aplikacji :) Także ten tego…Nie jest to aż tak beznadziejna opcja jak mogłoby się wydawać. Trzeba tylko podejść do tego z głową ;)

Sławomir
Gość
Sławomir

Mimi gratuluję Ci ! :) Po prostu wiem z doświadczenia jakie wiadomości otrzymywały koleżanki od chłopców korzystających z Tindera. Dokładnie, tak jak piszesz trzeba podejść do tego ze zdrowym rozsądkiem i z głową. Wszystko jest dla ludzi. Ja nie zamierzam korzystać z tego typu aplikacji. Dla mnie Tinder to taki „sklep internetowy z ludźmi”. Ot, Ciebie wrzucę do koszyka, a Ciebie zostawię na półce – to mnie odrzuca. 3 x Nie :)
Pozdrawiam!

kropka
Gość
kropka

Uwielbiam punkt drugi. Naprawdę nie rozumiem, czemu kobiety na siłę próbują sobie wmówić, że mężczyzna, z którym się związały jest fajny, podczas gdy dobrze wiedzą, że nie jest. Często nawet już po fazie zakochania, kiedy wytracają powoli jakiekolwiek emocje do tego człowieka i o patrzeniu przez różowe okulary nie może być mowy. Sama jakiś czas temu zdecydowałam się zakończyć kilkuletni związek i też obawiałam się, jak to się wszystko dalej potoczy. Wiedziałam tylko, że nie wyobrażam sobie spędzić tak kolejnych 40 lat mojego życia, że zgasłam w tym związku zupełnie, zatraciłam samą siebie i że tak to dłużej nie może wyglądać. Uznałam, że warto zaryzykować. Nawet jeśli się nie powiedzie – trudno. Skoro i tak nie jestem szczęśliwa, to zostając na pewno tego nie zmienię. Było trudno, ale odeszłam. Nie chciałam od razu wchodzić w nową relację, chciałam najpierw odbudować poczucie własnej wartości, skupiłam się na poszukiwaniu nowych zainteresowań. Podczas jednej z tych aktywności poznałam człowieka, który wywrócił mój świat do góry nogami, motywuje mnie, daje mi przestrzeń, daje mi miłość i szacunek. I kiedy pyta mnie od czasu do czasu, czy jestem z nim szczęśliwa, to bez odrobiny zawahania, z błyskiem w oku, za każdym razem odpowiadam, że nieskończenie. Naprawdę czasem warto zaryzykować pozorną stabilizację, żeby zacząć oddychać pełną piersią i odzyskać radość życia.

Adam
Gość
Adam

Brakuje mi w tym wpisie informacji o wieku kobiety, z którą Ty się związałeś Volant. Miała wtedy powyżej 30 lat? :) I jasne, bycie wartościową osobą zawsze pomaga w znalezieniu kogoś w każdym wieku. Ale wiek odejmuje kilka(dziesiąt) % w skali atrakcyjności. Tak jak u młodych chłopaków, tak i u starszych kobiet. Jakkolwiek, można nadrabiać te straty osobowością.

Stara Panna Z Kotem
Gość
Stara Panna Z Kotem

Fajny tekst, choć motyw 70 randek rocznie jest dla mnie totalnie bajką o żelaznym wilku… ale ja chyba po prostu nawet jeszcze za bardzo nie wiem, czy w ogóle chciałabym jeszcze z kimkolwiek być (a według społeczeństwa POWINNAM wiedzieć i raczej NIE WYBRZYDZAĆ ;)) Widziałam ostatnio takiego mema-demotywatora, coś w rodzaju: „Jeśli bardzo czegoś pragniesz, to przestań!” I myślę, że to jest clou- niezależnie od płci (choć oczywiście kobietom jest trudniej, bo ten słynny ZEGAR), jak mamy zbyt duże ciśnienie na coś, to po prostu nic z tego nie będzie. I jeśli chcemy związku, bo lata lecą i zaraz będzie za późno, to to są bardzo niedobre pobudki do wchodzenia w związek. Przy czym, ja znam bardzo dużo takich par, które są w takich związkach, bo się boją, i ten strach jest po obu stronach, choć pewnie oczywiście koleś ma gdzieś podświadomie kojące przeświadczenie, że w sumie to zawsze jeszcze zdąży bzyknąć… w sensie, POŚLUBIĆ dwudziestkę;) W sensie, pułapką, w którą wpadają kobiety po trzydziestce jest właśnie ta schiza, że już za późno, że już pozamiatane. Tymczasem w momencie, jak zacznie się mieć to po prostu gdzieś (to, ile mamy lat), zaczyna dziać się magia :D

Mimi
Gość
Mimi

Zagadzam się z Toba i tak było w moim przypadku – opanowałam schiz tykającego zegara, zajełam się sobą i zadziała się magia o której piszesz :)

Tianzi
Gość
Tianzi

#najgorzej to jest wtedy, kiedy Ty przejdziesz trzydziestkę, a chłopcy, którzy Ci się podobają, są wciąż w tym samym wieku (czyli wczesne 20).

70 prób?! Nie żartuj, tylu to ja lajka nie dałam. Przez kilka miesięcy posiadania Tindera. Idę adoptować kota.

nvm
Gość
nvm

Ja tu widzę potencjał na serwis randkowy. Bo skoro statystyczny „volantowicz” jest facetem odnoszącym sukcesy (vide „chwalmy się 20XX”)lub do nich dąży, podobnie jak statystyczna „volantowiczka” a priorytety mają zgrubsza te same to czemu by ich nie łączyć w pary. Obyłoby się bez tych 70 prób a np. kilka/kilkanaście. Pół żartem, pół serio.

Sally
Gość
Sally

Tekst jak zwykle świetny i dający nadzieję, przeczytałam jednym tchem;-) Ale moje pytanie jest takie, jakie ciepłe włoskie filmy polecasz do obejrzenia? I oczywiście bardzo dziękuję za wcześniejszy wpis o książkach, już zakupiłam kilka pozycji i jestem w trakcie czytania;-)

April
Gość
April

A ja tuż przed 30-tką sie z hukiem rozwiodłam. Była to moja decyzja i wszyscy, serio wszyscy dziwili sie co ja robię , szczególnie bliskie koleżanki argumentowały to, że przecież najfajniejsi juz pozajmowani! Jakoś sie tym nie przejmując przebrnęłam przez małe piekiełko sama i to była najlepsza decyzja mojego życia. Wymagała tylko odwagi i pewności siebie. Co chyba najważniejsze nie zamknęłam sie, nie odgrodziłam od ludzi, nie zaczęłam gadać głupot ze wszyscy faceci to dranie( przepraszam), tylko szlam dalej . Kilka miesięcy później poznałam mojego obecnego męża , jesteśmy razem już bardzo, bardzo długo. Najfajniejszy jednak sie znalazł:)

Alex
Gość
Alex

Od kiedy jesteś za kobietami? Czy ten blog nie powinien być dla mężczyzn? Lepiej uświadamiać kobiety, że w każdej chwili możemy je zmienić niż wmawiać im że są piękne, niezależne czy mogą wszystko..

Payne
Gość
Payne

Przecież ten blog jest pisany dla kobiet. Statystyki mówią same za siebie, głównie czytają go kobiety. Żeby koło się kręciło, trzeba pisać pod kobiety. Było kilka wpisów, które naprawdę szanuję np. kto wychowuję mężczyzn a potem na nich narzeka i można było zauważyć jaki rak tutaj panuje. Wielkie oburzenie, bo napisano coś nie po myśli płci przeciwnej. Szkoda strzępić ryja.

Tianzi
Gość
Tianzi

‚Od kiedy jesteś za kobietami?’ – czytaj: ‚Czemu nie przeciwko nim?’ :
D
Myślę że generalnie zdrowy psychicznie człowiek powinien pragnąć, żeby jego potencjalny partner był szczęśliwy, spełniony i miał wysokie poczucie własnej wartości.

Ala
Gość
Ala

Volant, dziękuję za ten tekst! 70 facetów? No to jeszcze pewnie ok. 30… Ale mam czas- choć po 40tce:). Zaczekam. Albo będzie jak chcę i potrzebuję albo nie będzie wcale. Pozdrawiam:).

Marq
Gość
Marq

„30 to nowa 20”

Lakay
Gość
Lakay

I właśnie takie powiedzonka tworzą ludzi spóźnionych o 10 lat z życiem.

Subiektywny
Gość
Subiektywny

Na tak postawione pytanie odpowiedź, być może ku radości kobiet, jest jedna:

Tak, da się znaleźć miłość życia po 30 stce będąc kobietą :)

A teraz żeby nie było za miło i optymistycznie.

A) presja społeczno-ekonomiczno-kulturowa sprawiła, że samotnych kobiet po trzydziestce poszukujących „miłości życia i sensownych partnerów na których się można oprzeć” jest multum!
Więc konkurencja jak cholera. Na jednego „wolnego, sensownego” czeka kilka, jeśli nie kilkanaście „poszukujących”.
B) stałe związki, a już szczególnie małżeństwa, przestały być dla mężczyzn w jakikolwiek sposób pociągające. To też wynik otoczki społeczno-ekonomiczko-kulturowej. I niestety prawnej (tak, tak…).
C) Nie oszukujmy się. Jeśli kobieta po 30 ma do zaoferowania od siebie wartości, nazwijmy je umownie X,Y i Z a takie same X,Y i Z ma do zaoferowania kobieta lat 25 to … No właśnie. Wybór jest oczywisty. Więc Drogie Trzydziestolenie Poszukujące – wybijcie się czymś na plus !
D) nie ciśnijcie ! Nie patrzcie na zegarek i kartki z kalendarza! Łóżko po tygodniu, zaręczyny po 3 miesiącach a ślub po roku, najpóźniej po roku ;)

Samych Sensownych, Wolnych i Dających Oparcie partnerów życzę,

S.

Payne
Gość
Payne

Dokładnie. Ostatnio David Durden dodał fajny wpis, gdzie zawarł list od czytelniczki po trzydziestce z dzieckiem, której lista wymagań sięgała jak stąd do Honolulu. A potem narzekanie, że wybrał dwudziestkę, co to za „słabi” mężczyźni.

mialeczka
Gość
mialeczka

Obserwując otoczenie wcale nie zauważam iż na jednego mężczyznę przypada nie wiadomo jak duża ilość sensownych kobiet. Gdyby tak było nie trzeba by było się wysilać, nie trzeba by było tych wspomnianych w komentarzach 70 randek by znaleźć kogoś kto odpowiada pod względem areakcyjnosci, intelektu, umiejętności współdziałania i ma te same wartości i cele w życiu. Czy gdy taki facet po 70 randkach znajdzie taką kobietę uzna, że jest łatwo podmienialna?Szczerze wątpię.Owszem różne czynniki sprawiły, że po 30 jest dużo wolnych kobiet. Ale kobiety nie są w tym osamotnione, jest również dużo wolnych mężczyzn i jest w czym wybierać. Świat się nam „rozszerzył „i właśnie dzięki tym czynnikom ekonomiczno- społeczno – kulturowym kobiety mogą sobie pozwolić na luksus wybierania jak nigdy dotąd.
Mężczyżni nie chcą się wiązać?Statystyki pokazują, że nadal mimo wszystko większość mężczyzn wybiera małżeństwo,drugą pokaźną grupa są Ci żyjący w nieformalnych związkach. Faceci którzy zamierzają przeżyć życie od romansu do romansu to nadal mniejszość, mały procent wszystkich mężczyzn jako ogółu. Zresztą to bardzo dobrze, że nie chcą się wiązać bo jeżeli związek czy małżeństwo straciły dla nich na wartości bo i tak interesował ich tylko seks, który teraz i bez wchodzenia w stałe relacje mogą mieć ot tak – to przynajmniej patologicznych zwiazkow będzie mniej. Może też uda się jakos, że Ci szczególni mężczyźni nie będą mieć dzieci to i z dużym zyskiem dla ludzkości będzie. Ogólnie ludzie nadal twierdzą , że najważniejsza jest dla nich rodzina. Owszem ta rodzina jest odczarowana, na wierzchu są różne jej czarne strony, które czasem niektórych przerażają. Ale też więcej mówi się o tym jak się dogadywać, co jest ważne, więcej jest dostępu do seksuologów, terapeutów małżeńskich, rodzinnych dzięki czemu rodziny, małżeństwa, związki mogą być zdrowsze niż kiedykolwiek. Ludzie wiążą się dokładnie tak samo jak zawsze bo potrzebują bliskości, intymności, bezpieczeństwa, chcą mieć dzieci. Dzięki przemianom ekonomiczno – społeczno-ekonomiczna kulturowym jest tylko szansa na to, że mniej będzie związków pod presją, dla dachu nad głową i pieniędzy albo dla seksu.Ja tam nie żałuję. Poza tym kobiety też mogą podjąć decyzję o byciu samej. I często tak jest lepiej niż wybierać mężczyzn, którzy swoją wartość budują na podcinaniu czyichś skrzydeł, na obniżaniu czyjegoś poczucia wartości, na tworzeniu roszczeń. Którzy boją się że kobiety mogłyby czuć się piękne, niezależne i sięgać po to co chcą.
Jest mało realne żeby kobieta dwudziestoletnia miała te same zalety co 30 , bo pewnie rzeczy przychodzą z wiekiem. I nie o to też w życiu chodzi żeby 30 latka porównywała się z 20 latka i dążyła do bycia zabawką z jeszcze większą liczbą funkcji. 30 latka ma rozwijać się zgodnie ze swoimi marzeniami, celami, wartościami, intuicją, potencjałem i to wystarczy. Bo jak mądrze wspomniał Volant ludzie dobierają się wiekiem, doświadczeniem, statusem społecznym.

Prekariusz
Gość
Prekariusz

Próbujesz wypierać pewne rzeczy, które są faktami. Czasami trzeba zaakceptować sytuację, a nie ciągle krzyczeć swoje. Subiektywny opisał czynniki, które sprawiają jak to wszystko wygląda, a ty starasz się to zracjonalizować i wytłumaczyć na swoją korzyść. Nie da się oszukać natury. Mówisz, że trzydziestka ma doświadczenie życiowe, wiedzę etc. Ale to nie ma znaczenia, chyba, że dwudziestki przestały istnieć. Tak już działa ten świat. Poza tym co to za śmieszna grupa odniesienia pt. „moje otoczenie”? No, a moje otoczenie dyma na potęgę i o czym to świadczy? O niczym, bo to żadna próba badawcza. Racjonalizowanie tego, że to lepiej dla ludzkości to straszne brednie. Oczywiście, że tamci się rozmnożą. Ba, może będą mieli więcej potomstwa niż panowie w związkach, którzy często wychowują nie swoje dzieci. Śluby biorą najczęściej panowie o cechach bankomatu i wychowani na bajkach Disneya. I jak już ładnie przedstawiłaś sytuację – „ja wcale nie chce tych najlepszych z paczki, bo po co, oni podcinają skrzydła, ciągną w dół”, a więc wiesz podświadomie, że kogoś nie możesz już mieć, więc jakoś musisz to sobie wytłumaczyć. A kto korzysta z tych terapeutów? Jaki odsetek? Zdrowsze niż kiedykolwiek, podczas gdy mamy tyle rozwodów ile jeszcze nigdy wcześniej. Bzdura.

mialeczka
Gość
mialeczka

Prawda jest taka,że w Polsce 1/3 mężczyzn jest kawalerami. Czyli 2/ 3 mężczyzn żyje w związkach małżeńskich. Część z tej 1/3 to również mężczyźni , którzy żyją w związkach nieformalnych. To otaczajacy mnie świat i owszem jest potwierdzony danymi naukowymi.
Prawdą jest również to,że na 100 kobiet w Polsce przypada ok 93 mężczyzn. Skąd więc wnioski,że na jednego mężczyznę czeka kilkanascię kobiet? Czynniki kulturowo- społeczno – ekonomiczne działają akurat na korzyść kobiet. Ponieważ jeżeli komuś nie do końca opłaca się wiązać to….. właśnie kobietom. Obecnie dzięki czynnikom kulturowym kobieta może bardziej przeciwstawić się presji społecznej, iż koniecznie musi być w związku,jak najszybciej wejść w związek,czy tez ze jej wartość zależy od posiadania partnera. Obecnie kobieta jest samodzielna finansowo i jej byt nie zależy od partnera. Może też czuć się dzięki służbom państwowym jako tako bezpieczna fizycznie. Jeżeli wychowuje czy utrzymuje dzieci to regulacje prawne działają zarówno w przypadku związków formalnych,nieformalnych jak i znajomości na jedną noc. I właśnie dlatego kobiety wnoszą o rozwody w przypadku niesatysfakcjonujących związków, mogą sobie pozwolić na luksus wybierania partnerów lub nie wiązania się w ogóle. A to powoduje ból tyłka niektórych mężczyzn. Którzy chcą mieć kobiety a nie z nimi być. Tych którzy nie chcą za pomocą swojego rozwoju, umiejętnosći społecznych, czy zaradności życiowej przyciągać do siebie kobiet- tylko chcieliby to robić uzależniając je od siebie finansowo, stosując subtelne formy przemocy psychicznej – obniżając ich poczucie wartości, podcinając im skrzydła lub tworząc klimat braku czy limitu. Tak naprawdę czynniki społeczno- emocjonalno – kulturowe sprawiły,że jest szansa że mniej ludzi będzie się wiązać z niezdrowych pobudek, jak presja społeczna, chęć traktowania kogoś przedmiotowo czy to do zaspokojenia swoich potrzeb finansowych czy tylko i wyłącznie seksualnych. Jeżeli ktoś ma kogoś traktować przedmiotowo to lepiej żeby faktycznie nie wchodził w związek, bo tylko będzie on patologiczny. Płakać ,że takie osoby nie chcą się wiązać nie trzeba. Jeżeli będą mieć dzieci to niedobrze, bo nie mając umiejętności tworzenia więzi, bycia z kimś drugim tylko je skrzywdzą. To dobrze,że ludzie nie chcą trwać w niesatysfakcjonujących związkach,że mogą mieć wybór, że mogą mieć względem siebie zdrowe oczekiwania. Natomiast związki ludzi którzy chcą być ze sobą dla realizowania swoich wspólnych wartości i celów, dla wychowania dzieci, dla tworzenia intymności i bliskości – jeżeli chodzi o motywację do nich – mają się dokładnie tak samo jak kiedyś. I zazwyczaj chcą je tworzyć zdrowi ludzie – a nie jak zapewne Adept wyprał Ci mózg – ludzie wychowani na bajkach Disneya albo o cechach bankomatu. Tak są autorzy, którzy piszą pod mężczyzn ale niekoniecznie na ich rzecz. Ani na rzecz związków, ani dobra ogółu. I tam biznes się kręci. Są świetnymi manipulantami ale niekoniecznie zdrowymi ludzmi. I mają problem z blogiem Volanta sądząc po ostatnich wpisach.

mialeczka
Gość
mialeczka

mojego wpisu. Owszem mamy dużo rozwodów, ale czy jest to tendencja rosnąca jest dyskusyjną sprawą. W zeszłych latach było dla odmiany tak, że że rozwodów było mniej ale za to więcej ludzi trwało w chorych związkach. I to tak bez nadziei. Bo nie było jak odejść, bo nie było takich możliwości dowiedzenia się co i jak nie działa.Wiele tematów było tabu, a teraz wychodzą na wierzch. I za to płacimy właśnie lękiem przed wiązaniem się. Ktoś żartobliwie powiedział, a kiedy to rodzina nie była w kryzysie. I miał rację, ponieważ dobrze rozwiązane kryzysy są normalna częścią faz rozwojowych rodziny. Jaki odsetek ludzi korzysta z różnych form działających na korzyść obecnych związków? – sądząc po liczbie czytelników bloga Volanta i innych blogów, artykułów o tej tematyce – całkiem spora. Nowością jest też to że zaczęli się tematyką relacji interesować także mężczyźni. Ile osób korzysta z terapeutów małżeńskich, rodzinnych, seksuologów – również to idzie ku dobremu. I jeszcze weźmy pod uwagę że nie wszyscy potrzebują takich form – ogólnie psychoedukacja, edukacja seksualna może załatwić wiele rzeczy.
Owszem 20 latki zawsze istnieć będą. Ale te 20 latki też się starzeją. W długotrwałych związkach bardziej od wyglądu przydaje się umiejętności współdziałania, negocjowania, komunikacji, rozwiązywania problemów, rozwoju pary i indywidualnych osób będących w relacji. Poza tym dana 20 latka nawet jeżeli posiada określone zalety x,y,z musiałaby być gotowa na stałą relację, musiałby dany pan spotkać taką osobę a to wcale nie jest takie szybkie i oczywiste, i wreszcie ona sama musiałaby być zainteresowana danym panem. Biorąc pod uwagę mniejsza dzietność, propagowanie zdrowego stylu życia , postęp medycyny i niezależność ekonomiczna i brak konieczności wiązania się kobietymogą być atrakcyjne pod względem fizycznym jeszcze bardzo długo, poza tym z wiekiem rośnie u nich doświadczenie i zapotrzebowanie na seks – przez co mogą być atrakcyjne także dla młodszych partnerów. Tymczasem panowie wraz z wiekiem mają problemy z erekcja, mają słabsze nasienie, bycie ojcem po 40 wg genetyków to kiepski pomysł bo wiąże się z ryzykiem występowania u dziecka różnych zaburzeń. Tak więc status społeczny, czynniki ekonomiczne jakie powodowały atrakcyjność mężczyzn w późniejszym wieku – mogą tracić na wartości dla współczesnych kobiet.
Wg ilości urodzeń liczba mężczyzn nie jest jakoś dramatycznie niższa niż kobiet. Nie jesteśmy też po żadnej wojnie czy innym kataklizmie, który zlikwidował mężczyzn i pozostawił jedynie pojedyncze sztuki.Owszem przesunął nam się wiek zawierania małżeństw, po 30 też wiele osób jest już po rozwodzie . Więc ogólnie po 30 jest subiektywnie dużo wolnych kobiet i dużo wolnych mężczyzn. Jest w czym wybierać, jeśli zada się sobie trochę trudu. Nie jest łatwo tylko żeby swój trafił na swego, dlatego zaznaczyłam, że partnerzy wcale nie są tak łatwo podmienialni. To, że jest jakiś odsetek mężczyzn, których można lubić lecz nie są wartościowi czasem jako ludzie czasem jako partnerzy – nie oznacza, że kwestia doboru mężczyzn przez kobiety jest jakos dramatycznie zła.To że Subiektywny trafia na pewnych ludzi o pewnych cechach – cóż Volant nie raz na blogu pisał o mechanizmach, które stoją za tym że ktoś obraca się i trafia na określone osoby. Mówiąc po kobiecemu i prosto z mostu – może Subiektywny powinien coś w sobie rozwinąć lub przepracować. Subiektywnie i subtelnie używajac słowa teoretycznie podważa zdolności kobiet. Cóż mogę odpowiedzieć – że mężczyźni też mogą istnieć bez kobiet tylko teoretycznie. I że odpowiedzialność za swoje życie, posiadanie zdrowych oczekiwań i standardów przy wyborze partnerki procentuje wszystkim.

Prekariusz
Gość
Prekariusz

O ludzie co za roszczeniowy wpis roszczeniowej kobiety. Jest pani kompletnie nieświadoma rynku seksualnego i zasad na nim panujących. Nie dociera do pani, bo nie chce żeby do pani dotarło, chce pani dalej wierzyć w swoje iluzje. W naturze tak to już jest, że często występuje rozkład 50 na 50. A więc coś za coś. Jesteś kobietą – do mniej więcej trzydziestki jak jesteś ładna nie musisz wiele robić. Masz ogromną przewage nad rówieśnikami i szukasz starszego chłopa, który już ma jakieś zasoby, a facet to ciężko na te zasoby pracował nie chce trzydziestki której nie wyszło, tylko młodej, jędrnej, pięknej dziewczyny, która da mu zdrowe potomstwo (chociaż niekoniecznie musi tego chcieć). Trzydziestka szuka jakiegoś zasobnego pana, który jest zarezerwowany dla tej młodej panny (co tłumaczy dlaczego mężczyźni 30+ i panie 20+ to takie powszechne zjawisko). Kobiety do 30+ mają przewagę nad facetami ogromną, potem wszystko się zmienia i mniej więcej od trzydziestki szanse się rozchodzą. Szanse kobiet na znalezienie super samca maleją (spada jej atrakcyjność), szanse mężczyzn na znalezienie super młodej i pięknej babki rosną (rosną ich zasoby, status i często mężnieją). Jak wszędzie zdarzą się wyjątki, ale to tylko wyjątki.

Facetom po 30/40 nie stoi i lepiej żeby nie mieli już dzieci? Cóż za bzdury. Według badań jest kompletnie na odwrót. To właśnie kobiety mają szansę dać najlepsze potomstwo w młodym wieku, a potem te szanse drastycznie spadają. U mężczyzn jest odwrotnie, decydują się na potomstwo gdy mają już zasoby, pozycję społeczną i będą potrafili dobrze wychować dziecko.

Ładnie pani usprawiedliwiła kobiety, które rezygnują ze związków małżeńskich i biorą rozwody. Co to w ogóle za rozumowanie? Usprawiedliwianie zdrad, zabierania dzieci, puszczania się? Nawet tego nie skomentuję.

„Poza tym dana 20 latka nawet jeżeli posiada określone zalety x,y,z musiałaby być gotowa na stałą relację, musiałby dany pan spotkać taką osobę a to wcale nie jest takie szybkie i oczywiste, i wreszcie ona sama musiałaby być zainteresowana danym panem. ”

Niemal się wzruszyłem. Wie pani, że w drugą stronę też to działa? Poza tym jak to nie jest szybkie i proste? Jeśli mężczyzna jest atrakcyjny, jest na górze drabinki społecznej to jest to banalnie proste. Może wręcz przebierać.

„Jeżeli wychowuje czy utrzymuje dzieci to regulacje prawne działają zarówno w przypadku związków formalnych,nieformalnych jak i znajomości na jedną noc. I właśnie dlatego kobiety wnoszą o rozwody w przypadku niesatysfakcjonujących związków, mogą sobie pozwolić na luksus wybierania partnerów lub nie wiązania się w ogóle. A to powoduje ból tyłka niektórych mężczyzn. Którzy chcą mieć kobiety a nie z nimi być. Tych którzy nie chcą za pomocą swojego rozwoju, umiejętnosći społecznych, czy zaradności życiowej przyciągać do siebie kobiet- tylko chcieliby to robić uzależniając je od siebie finansowo, stosując subtelne formy przemocy psychicznej – obniżając ich poczucie wartości, podcinając im skrzydła lub tworząc klimat braku czy limitu. Tak naprawdę czynniki społeczno- emocjonalno – kulturowe sprawiły,że jest szansa że mniej ludzi będzie się wiązać z niezdrowych pobudek, jak presja społeczna, chęć traktowania kogoś przedmiotowo czy to do zaspokojenia swoich potrzeb finansowych czy tylko i wyłącznie seksualnych. ”

A co za problem mieć kobiety i z nimi nie być? Jeśli ktoś jest dobry w te klocki to znalezienie partnerki na jedną noc, czy do relacji fuck-friends nie jest absolutnie żadnym problemem. Bardzo płytkie myślenie i brak wiary w mężczyzn wychodzi z pani wypowiedzi. Poza tym związałaby się pani z facetem, który zarabia mniej? Raczej nie. Teraz są wprowadzane jakieś śmieszne postulaty o przemocy ekonomicznej wobec kobiet. Jak facet zaciska pasa w związku – ojej, stosuje przemoc ekonomiczną, nie daje mi pieniędzy na ciuchy! Jak facet jest na utrzymaniu kobiety – ojej, stosuje przemoc ekonomiczną, co za kawał gnoja i nieroba. Podwójne standardy. Instytucja małżeństwa w tych czasach kompletnie nie opłaca się mężczyznom co pani ładnie potwierdziła swoimi wpisami. Kobiety są roszczeniowe, chcą kasy partnera, co ładnie ubiera pani w słowa, przykrywając „uczuciami, nadzieją, bezpieczeństwem”. A jak coś nie spasuje? To był zły, źle mnie traktował i mam luksus wybierania partnera, więc zabieram ci połowę firmy, bo MOGĘ, bo prawo jest po mojej stronie.

Na szczęście mężczyźni w porę się ocknęli i sytuacja z biegiem lat się znowu unormuje. Kobiety chciały zjeść ciastko i mieć ciastko, a to niestety niemożliwe.

mialeczka
Gość
mialeczka

Prekariuszu, dzieciaku bo nie można Cię nazwać panem….Na czym konkretnie polega moja roszczeniowość – na niezależności myślenia? Na tym, że jestem za tym aby ludzie w życiu kierowali się możliwością wyboru i stosowali zdrowe lecz wysokie oczekiwania w wyborze partnera/ partnerki? Na tym że wiem że mogę i wiele kobiet może sobie na to pozwolić? Na tym że bardziej cenię ludzi, którzy chcą ze sobą być a nie siebie mieć? Na tym że jestem za współzależnością a nie uzależniania nikogo od siebie? Czy też dlatego że twierdzę, że kobieta po 30 może mieć wysokie poczucie własnej wartości i mieć oczekiwania względem partnera? – to spowodowało takie oburzenie wpisem Vokanta i moimi komentarzem? Z Twoich wpisów bije arogancja i bezczelność, nadużywasz słowa bzdura, usiłujesz dopytywać o badania naukowe – tyle, że to jeszcze nie udawadnia, że Twoje wypowiedzi mają jakikolwiek sens.
Więc Prekariuszu warto czerpać wiedzę z różnych źródeł, jak i również patrzeć na dane problemy z różnych perspektyw. Ile jest mężczyzn, którzy biorą ślub? Ile jest mężczyzn, którzy żyją w związkach nieformalnych? Jaki procent mężczyzn decyduje się na poligamię, ile postanawia na zawsze żyć od romansu do romansu? Są dane statystyczne, przestudiuj je – sprawdź jakie są proporcje i czy na pewno zgodne z Twoimi wizjami. Skoro tak lubisz wszystko co naukowe – może sam sprawdzisz swoje tezy, iż mężczyzn którzy biorą śluby cechuje infantylność i dawanie się wykorzystywać? Warto czasami takie rzeczy dla siebie samego sprawdzić, niż przejmować to bezkrytycznie od informatyka, który nazywa się specjalista od spraw damsko – męskich.
Jak to jest z tymi dziećmi?Panowie nastawieni na związki poligamiczne lub przez całe życie od romansu do romansu, są nastawieni na zabawę, na przyjemność , na kochanie się z kobietami ale nieszczególnie są zainteresowani posiadaniem potomstwa. W takim przypadku Ci szczególni mężczyźni, którzy Twoim zdaniem są z najlepszej półki – nie pozostawią po sobie żadnych genów. Gdybyśmy przyjęli inny wariant, że się nie zabezpieczają i jednak dochodzi do wielu zapłodnień – to znowu trzeba wziąć pod uwagę kwestię chorób wewnętrznych, i tego czy na pewno byłoby ich stać na alimenty na utrzymanie tak licznego potomstwa. A jeśli są nastawieni żeby mieć partnerkę, a nie z nią być – na ile to wróży, iż są w stanie tworzyć głębsze więzi z ludźmi? Na ile jest prawdopodobne, że nie mając tych umiejętności nie będą w stanie być dobrymi wzorami dla swoich córek i synów, zaopiekować się nimi, dać im szans na właściwy emocjonalny rozwój. Czy takie dzieci będą silne, czy będą w przyszłości partnerami z najwyższej półki czy też będą się długo i nie wiadomo z jakim efektem zbierać by takimi być?
Tak psychologia ewolucyjna w swoich teoriach głosi, że mężczyzna im starszy tym ma lepsze zasoby by zapewnić byt potomstwu. Tyle że to teoria, a w prawdziwym życiu różnie bywa. Poza tym psychologia ewolucyjna nie jest jedyną nauka, o ile w ogóle można ją tak nazwać. Tak troszkę schodząc na ziemię z tych teorii i kierując się ku medycynie to mamy mnóstwo stresu, chorób cywilizacyjnych. Coraz więcej mężczyzn ma problemy z jakością nasienia, płodnością. Tak owszem jest coraz więcej badań, iż zegar biologiczny tyka nie tylko dla kobiet. U dzieci ojców po 40 roku życia jest np. większe ryzyko wystąpienia autyzmu. Po 45 roku życia mężczyzna a nie może być już dawca nasienia – stoją za tym jakieś powody.Jak lubisz Prekariuszu badania naukowe wpisz odpowiednie frazy w google i sięgnij po nie. Jest ich coraz więcej, choć świadomość społeczna jest ich niewielka. Nie odkryłam też żadnej Ameryki mówiąc, iż u kobiet wraz z wiekiem wzrasta poziom testosteronu i ma ona większy apetyt na seks, u panów jest odwrotnie, spadają ich możliwości, pojawiają się problemy z erekcją .Popatrz ile jest reklam środków na takie problemy , pewnie dlatego, że jest na nie zapotrzebowanie. Nie chce sprawiać żeby nikt się czuł mniej męski ale robienie z tego tematu tabu i święte oburzenie – jakoś nie mogą oszukać rzeczywistości. Czy z moich wypowiedzi bije brak wiary w mężczyzn? Bynajmniej. Widzę ich w bardziej optymistycznych barwach niż Subiektywny. Mam fajnego brata, jestem z fajnym facetem, moje koleżanki są z fajnymi facetami.
. Mam do czynienia w codziennym życiu z wartościowymi mężczyznami, choć żyję w dużym mieście. Ale jednocześnie widzę mężczyzn realistycznie, nie tak zupełnie bez ograniczeń ani tak omnipotentnych za jakich chcieliby uchodzić. Cóż więcej – nie mam złudzeń, że mężczyźni mogą mieć partnerki na jedną noc. Tylko, że w dzisiejszych czasach nie jest to jakieś szczególne osiagnięcie. To tak jak bieg na 100 metrów. Wiesz co jest piękna cechą prawdziwych mężczyzn, tych naprawdę z najwyższej półki? Konstruktywność. Sztuka w dzisiejszych czasach jest zbudować długotrwałe i dobre relacje, sprawić by w różnych obszarach życia coś dobrego, mającego sens po Tobie zostało. To jest jak przebiec maraton i owszem to jest osiągnięcie.
Nie jestem świadoma praw rynku seksualnego? Widzisz gdybyśmy byli zwierzątkami i wszystko by nam się sprowadzało do potrzeby rozrodu – to tak przyznałbym Ci całkowitą rację. Tylko nie jesteśmy tylko zwierzątkami, jesteśmy ludźmi i jako ludzie mamy potrzeby wyższego rzędu niż tylko rozmnażania i rozrodu wchodząc w relację. I to akurat dobrze wyczuwa Volant powtarzając iż mężczyznę przyciąga atrakcyjność partnerki ale zakochuje się w jej osobowości.Różni badacze sprawdzają co jest predykatorem dobrego związku. Zachęcam Cię do zapoznania się z tymi danymi. No więc tymi czynnikami nie jest wygląd ani zdolność rozrodcza. Częściej się mówi właśnie o prawidłowej samoocenie i dobrze zbudowanej tożsamości, świadomości jednostkowych potrzeb i celów, posiadaniu podobnego systemu wartości, umiejętnosciach komunikacyjnych, umiejętnościach rozwiązywania problemów, podobnym statusie itd. Poczucie wartości ludzi, i kobiet i mężczyzn nie zależy tylko od wyglądu i zdolności rozrodczych ale też od ich samoświadomości i zdolności rozwoju, pasji, zdolnosci realizowania własnych celów, zdrowia i samopoczucia, kondycji fizycznej, zdolności do tworzenia relacji ze znajomymi i przyjaciółmi oraz rodziną, realizacji zawodowej. A to akurat przemawia na korzyść kobiet starszych. I nie teorie lecz praktyka pokazuje, że owszem kobiety przekraczające 30 i starsze po 40 i 50 i 80 mogą być jak najbardziej w cenie.I zresztą dane statystyczne potwierdzają, iż małżeństwa zawarte nieco później są bardziej trwałe niż te osób bardzo młodych, dwudziestolatków. Mozesz z danymi zapoznać.I dlaczego ktoś ma się wiązać z 30 latka ktorej nie wyszlo – niech wiąże się z 30 latka, w której wyszło ;D Czy bycie samemu po 30 jest dowodem jakiejś ułomności czy nieudacznictwo?Czy jestem za rozwodami? Nigdzie tego nie napisałam. Nie napisałam też że za nimi nie jestem. Powiedziałam tylko, że kobiety wnoszą pozwy o rozwód, bo mogą sobie na to pozwolic. I wiesz nie wiem jak w Twojej rzeczywistosci, ale w mojej jeżeli ktoś decyduje się na tak dramatyczny krok – to raczej nie z chęci puszczania się czy też zabierania dzieci. Swoją drogą to sam stosujesz podwójne standardy traktując mężczyzn z dużą ilością partnerek jako prawdziwych mężczyzn a kobiety z większą ilością partnerów jako puszczalskie. Jeżeli ktoś decyduje się na rozwód to najczęstszym powodem jest bezradność. Ktoś wyczerpał swoje zdolności naprawienia relacji, nie wie co źle działa lub wie lecz nie może tego przeskoczyć. Czasem decyzja o rozwodzie jest zbyt szybka a czasem jest jedynym możliwym wyjściem. Kiedy ktoś bije, kiedy ktoś stosuje właśnie przemoc ekonomiczna -a kryteria tego zjawiska nie są bynajmniej takie jak opisałeś w swoim komentarzu, kiedy ktos stosuje przemoc psychiczna,kiedy nie ma ochoty na zmianę swoich destrukcyjnych zachowań mimo iż w związku źle się dzieje. Czasem lepiej mieć szansę odejścia niż trwać w piekiełku.
Ja Ci ogólnie współczuję tej uogólnionej wizji kobiet, które tylko się czaja na pieniądze, na Twoją firmę, tylko zajmują ciuchami. Pewnie są i takie, ale przenosić to na wszystkie – to bardzo ograniczające dla Ciebie spojrzenie. Ale cóż ja Cię nie zresocjalizuję.
Piszesz mi, że wartościowy mężczyzna spotka się z zainteresowaniem większej ilości kobiet. No tak jest – tylko co z tego? Kobieta wartościową spotka się z zainteresowaniem większej ilości mężczyzn. Po prostu trafi swój na swego – choć i to nie jest takie proste i oczywiste. Bo dla ludzi mających różne doświadczenia z dzieciństwa różne cechy mogą być atrakcyjne i to może mocno w tych wyborach zamieszać. Ludzie mają różne oczekiwania, różne wartości i sami przedstawiają sobą w różny poziom rozwoju -tak wiec koniec końców przy odrobinie wysiłku każdy trafi na kogoś mu odpowiadającego. Żadne tworzenie klimatów limitu lub braku nie jest potrzebne.

xxxxx
Gość
xxxxx

„Swoją drogą to sam stosujesz podwójne standardy traktując mężczyzn z dużą ilością partnerek jako prawdziwych mężczyzn a kobiety z większą ilością partnerów jako puszczalskie.”

To akurat można łatwo wyjaśnić. Mężczyzna żeby posiadać wiele partnerek musi się mocno napracować, dlatego jest w społeczeństwie taki podziwiany. Kobieta żeby mieć seks nie musi robić praktycznie nic, dlatego jest traktowana jako puszczalska, ponieważ nie jest to dla niej żadnym osiągnięciem. Prawa natury.

mialeczka
Gość
mialeczka

XXXXX
Do odpowiedzi na pana komentarz inspirujące mogą być wypowiedzi Prekariusza: czy są jakieś badania na ten temat? Czy odnosi je pan do jakiejś szerszej grupy badawczej? Jeżeli pójść za tym, iż mężczyznę podziwia się za ilość odbytych aktów seksualnych to mężczyźni mający po 100, 200 czy 1000 partnerek byliby najbardziej podziwiani. Ciekawe co odpowiedzieliby badani gdyby ich zapytać jak wielki jest ich poziom szacunku do mężczyzn mających 100, 200, 1000 partnerek? Ciekawa by była analiza odpowiedzi odpowiadających z uwzględnieniem płci i grup wiekowych. To co by wyszło i sposoby interpretacji dlaczego tak by wyszło byłoby interesujące. Moja kobieca intuicja podpowiada mi, że najbardziej podziwiani by byli mężczyźni którzy mogą mieć wiele partnerek ale ich faktycznie nie mają. Bo duża ich ilość może kojarzyć się że słabymi granicami, rozmienianiem się na drobne, czymś na dłuższą metę męczącym i spustoszajacym. Ale to moje subiektywne spojrzenie, intuicja i oczywiście nie musi być prawdziwa.Tak w żartobliwym tonie mam refleksję, iż dyskusja zmierza nieco w absurdalnym kierunku. Jeden mężczyzna przekonuje mnie, iż najwięcej panie nie spełnia wymagań do angażowania się w związek. Drugi dodaje, iż wartość mężczyzny wzrasta latami wraz z zasobnością jego portfela, jakby wartość mężczyzny równała się pieniądze. Trzeci twierdzi iż podziw do mężczyzn wiąże się z ilością aktów seksualnych tak jakby wulgarnie rzecz ujmując mężczyźni byli” tylko do ruchania”. Ja mam szerszy obraz mężczyzn i męskości, bardziej optymistyczny, cenię wiele innych wspaniałych cech męskich, cenię związki z wartościowymi mężczyznami – i odnoszę wrażenie, że tak jak broniłam kobiet po 30 tak zacznę bronić mężczyzn przed panami;). Proszę się nie obrażać to naprawdę lekki żart.
A już kończąc moje wypowiedzi, bo nie zamierzam już zabierać głosu myślę że warto i kobietom i mężczyznom życzyć wspaniałych tożsamości i osobowości, dobrych granic, wiary i w męskość i kobiecość, zaufania do siebie nawzajem, dystansu do absolutnie do każdej wiedzy i tym bardziej do osob, które tę wiedzę przekazują – i naprawdę wszystko się ułoży, będzie dobrze:)

Subiektywny
Gość
Subiektywny

Dzień dobry Mialeczka,

To miłe z Twojej strony, że popełniłaś tak interesujący wpis. Dziękuję.
Nie odniosę się do niego w całości a jedynie do wybranych części, nie obrazisz się?
Niestety moje obserwacje nie do końca pokrywają się z Twoją tezą o dużym wyborze pośród wolnych, trzydziestoparoletnich mężczyzn, Już wyjaśniam :)
Jestem ojcem córki. Co prawda daaaaleko jej do wieku związkowo-zamążpójściowego ale ostatnimi czasy popatrzyłem na część otaczających mnie „wolnych, trzydzistoletnich” czy któryś z nich, moim skromnym subiektywnym zdaniem, nadałby się w moich oczach jako partner tudzież mąż. Tylko hipotetycznie, bo córka jest na początku szkoły podstawowej :)
Cóż, wiadomo – oko „ojca córki” mocno krytyczne jest ;) I kieruje się nie zmiennymi jak listopadowy wiatr emocjami a chłodną logiką.
Konkluzja jest jedna.
Nadał by się jeden. W moich oczach. Cała reszta, z należnym im szacunkiem i sympatią, rokuje poniżej moich potencjalnych wymagań ;)
Oczywiście proszę pamiętać, że to moja na wskroś subiektywna opinia oraz dotyczy wyłącznie „mojego otoczenia”, które jak celnie podkreślił piszący powyżej @Prekariusz, nie jest wystarczającą grupą kontrolną.
Zawodowo, siłą rzeczy, bywam w dużych ośrodkach miejskich w Polsce. I ośrodki te są mocno, pozwolę sobie użyć takiego słowa, nasycone wolnymi kobietami 30+. Zarówno rodowitymi jak i przyjezdnymi, które z dużym ośrodkiem typu Kraków, Poznań czy Warszawa wiążą swoją przyszłość zawodową jak i natury osobistej (związek, małżeństwo).
Napiszę szczerze po męsku – jest w kim wybierać, może brzmi to nieco przedmiotowo a nie podmiotowo – ale opisuje prawdziwy obraz rzeczy.
Druga sprawa.
Coraz częściej obserwuje zjawisko, które można opisać jako seryjna monogamia. Ludzie wcale nie są tak rozwiąźle-zdradzający jak by można sądzić po wpisach w necie.
Niestety seryjna monogamia poza zaletami ma jedną, zasadniczą wadę – oznacza przepotężne kłopoty gdy w grę wchodzą dzieci. Ale to temat-rzeka, pomińmy go w tym wpisie.
Bardzo cieszy mnie, że kobiety mogą stanowić o sobie.
Bardzo ciesz mnie, że mogą teoretycznie dowolnie kształtować swoje życie.
Bardzo cieszy mnie, że są niezależne zawodowo i finansowo.
I mogą decydować za siebie i swoje życie.
A czemu?
Chociażby dlatego, że nie muszę wtedy odpowiadać za to ja. Jako mężczyzna i partner.
Mogę wspomóc. Ale nie muszę wyręczać.
A to istotna różnica.
A że często-gęsto nie wszystkim podoba się, że za wolnością decydowania o sobie podążają konsekwencje w postaci pełnej odpowiedzialności – to już inna bajka.

Serdecznie pozdrawiam, S.

mialeczka
Gość
mialeczka

Witaj Subiektywny;
Dziękuję, iż zadałeś sobie tyle trudu by odpowiedzieć tak personalnie na mój komentarz. Niezmiernie bardzo się cieszę, z tego, że podkreślasz subiektywność swojej opinii, tego że odnosi się ona do Twojego indywidualnego doświadczenia, otoczenia, które nie stanowi żadnej wystarczającej grupy kontrolnej. Jesteś dla mnie całkowicie nieznajomym mężczyzną, nie ma żadnego powodu dla którego miałbyś stanowić dla mnie autorytet więc logiczna konsekwencją tego jest, że nie mam żadnego obowiązku przyjmować Twoich subiektywnych opinii jako faktów. Mam nadzieję, że się nie obrazisz.
Cóż oko ojca słynie już z nadmiernego krytycyzmu i wcale nie tak dużej chłodnej obiektywności jak to przedstawiasz jeśli chodzi o dobór ewentualnych kandydatów dla ukochanej córeczki tatusia. Nasze otoczenie, temat wielokrotnie wałkowany- często jest odbiciem tego kim jesteśmy, z kim przestajemy takim się stajemy. Nasze przekonania, doświadczenia jakie sobie zafundowalismy, zachowania wpływają , że przyciągamy do siebie takie osoby a nie inne. Niektóre miejsca czy sytuacje również mogą sprzyjać uwidacznianiu się bardziej pewnych postaw – co nie znaczy, że jest to ogólna norma. Dlatego mogę Ci powiedzieć po kobiecemu, prosto z mostu iż jeżeli natykasz się na tak dużą ilość mężczyzn pozostających poniżej Twoich wymagań – to być może trzeba rozważyć czy czegoś w sobie należy nie rozwinąć lub przepracować żeby Ci się świat do takich panów nie kurczył. Zwłaszcza, iż prezentujesz się jako inteligentny i obyty mężczyzna. Z całego serca Ci tego życzę. Świat nawet męski może napawać optymizmem – ale nawet jak ujrzysz jasna stronę mocy – nie wybieraj lepiej facetów swojej córeczce, a już zwłaszcza w okresie Szkoły Podstawowej.To tak ogólnie w bardziej żartobliwym tonie.
Jeśli chodzi o mnie nie mam problemów z braniem całkowitej odpowiedzialności za swoje życie i w żadnym razie mnie to nie przeraża. W swoim życiu kieruję się głównie takimi przekonaniami, które dają mi przestrzeń i wolność w działaniu. Są dla mnie dobre i mi się sprawdzają. Jestem na tyle na ile mi potrzeba skuteczna w swoim życiu. A i tak jak widać na przykładzie komentarza pana Prekariusza znajdzie się zawsze jakiś spec od mojego życia i mi powie co mam myśleć, gdzie szukać korzyści a gdzie mi nie wolno. Będzie wiedział czy jestem w związku czy też nie, czy mam partnera i z jakiej półki i partnerzy z jakiej półki są dla mnie dostępni. Będzie szybciej wnioskował o moich mechanizmach obronnych niż wykwalifikowany psychoanalityk. A nawet czytając mój komentarz usłyszy mój krzyk, co biorąc pod uwagę, że jest to wiadomość wizualna – jest bardzo interesujące.
Jestem zbudowana tym, iż deklarujesz, że bardzo się cieszysz, iż kobiety mogą się realizować zawodowo i finansowo , że mogą kształtować swoje życie i decydować o sobie. I nawet pominę subiektywności i subtelności wymowy dodania temu słówka ” teoretycznie”. Ponieważ się z Tobą zgadzam, że branie całkowitej odpowiedzialności za swoje życie jest absolutnym wyjściem do wszystkiego. Dodam tylko że wiele pięknych rzeczy by się zadziało na świecie gdyby również mężczyźni brali za swoje życie całkowitą odpowiedzialność. Tymczasem panowie, którzy nigdy nie potrafią się związać mają z nią problem. I można sięgnąć po wiele opracowań naukowych na ten temat. Cóż pewnie całkowita odpowiedzialność za swoje życie i to taka dobrze rozumiana przyczyniłaby się do ograniczenia monogamii seryjnej, która owszem może być dużym złem i nawet nie tylko w przypadku gdy są dzieci. Szkoda też tych dorosłych, którzy fundują sobie tylko kolejne nieprzepracowane porażki i urazy. Nie zmienia to jednak faktu, że brak możliwości wyjścia ze związku który jest niesatysfakcjonujący i brak możliwosci posiadania zdrowych oczekiwań przy wyborze i partnera i partnerki jest równym złem. Cóż czytając Twój pierwszy popełniony ( zapożyczyłem sobie słówko
od Ciebie) wpis zauwazyłam, iż nie tworzy on jakiegoś szczególnie dobrego gruntu zachęcającego do rozwijania się, usamodzielniania czy brania odpowiedzialności – co jak twierdzisz jest ważnymi dla Ciebie rzeczami. Postawiłeś różne wątpliwe tezy jako pewnik na podstawie swoich subiektywnych doświadczeń. Ale przede wszystkim dałeś cukierka a potem zatlukłes łopatą metaforycznie rzecz ujmując. Stworzyłeś klimat limitu lub braku, roszczeń, rywalizacji i porównywania się zamiast jednostkowego, indywidualnego rozwoju, obniżania wartości i podcinania skrzydeł. Czy to motywuje do tych rzeczy, które jak twierdzisz cenisz? Raczej nie – raczej może prowadzić w odbiorze do poczucia beznadziei i obniżania standardow. Jeśli ktoś w to uwierzy. Może nie zdawałes sobie z tego sprawy i miałeś inne intencje. Mam taką nadzieję.

Subiektywny
Gość
Subiektywny

Mialeczka,

Ciekawie odebrałaś mój wpis. A jeśli trafiło do Ciebie słowo „popełniony wpis” to proszę bardzo, używaj ile chcesz. Sam chyba też skądś je zapożyczyłem :)

Odnośnie określenia „teoretycznie kształtować swoje życie” spieszę z wyjaśnieniami.
Duże wrażenie zrobiła na mnie, jakiś czas temu, teoria determinizmu (pozdrawiam Rysiek / Artur Gutner). Owe „teoretycznie” dotyczy tego, że nasze wybory mimo wszystko są zawężone do pewnej puli możliwości. Puli, którą określają składowe naszego doświadczenia, charakteru, predyspozycji czy wieku itp.
I tak „teoretycznie” mogę zostać kosmonautą na ISS, pilotem myśliwca, wokalistą rockowym jak Leny Kratitzem czy wizjonerem pokroju Elona Muska ale … prawdopodobieństwo tego jest bliskie zeru.
Z wielu różnych powodów.
Więc ja również teoretycznie mogę wszystko. Praktycznie, co cóż, znacznie mniej.

A co do subiektywnego charakteru moich obserwacji i tego, że nie mają one roszczeń do pretendowania do miana „Prawda, Jedna Jedyna i Najprawdziwsza Prawda” ?
Cóż, nick który wybrałem mówi chyba wszystko :D

Pozdrawiam życząc wielu powodów do uśmiechu,
S.

mialeczka
Gość
mialeczka

Prawda jak to dobrze wiedzieć jak ciekawie wpis może być odebrany? Zawsze to może skłonić do refleksji. Po Twoich wyjaśnieniach owszem uśmiech pojawił się na mojej twarzy. I teraz również ja pozdrawiam i życzę wszystkiego miłego.

mialeczka
Gość
mialeczka

Subiektywny
A wiesz, niezależnie od tego jakie miałeś intencje w zestawianiu teorii determinizmu z kształtowaniem życia przez kobiety – to myślę, że bardzo dobrze, że o tym wspomniałeś. ( Nawiasem mówiąc determinizm kojarzy się mocno z brakiem wyboru i przestrzeni. Znacznie bardziej podoba mi się realizowanie jednostkowego, indywidualnego potencjału. Niby to samo- a jednak inaczej działa). Tak -myślę, że mowa o ograniczeniach to bardzo słuszna intuicja. I tak odwołując się do artykułu Vokanta to atrakcyjny facet wybierał sobie kobietę z pośród 70 innych. Tu można Ci przyznać rację – konkurencja jak cholera. Z drugiej strony na tę 70 odpowiadała mu tylko 1. A to oznacza, że w teorii tak miał wybór niemalże nieograniczony, w praktyce zawężony do określonej niezbyt licznej ” półki” osób – z której te osoby nie są wcale tak szybko znajdywane ani podmienialne.Czego to dowodzi? Otóż właśnie tego, że nie kierujemy się tylko względami biologicznymi, naszymi podświadomymi zwierzęcymi instynktami ale też ludzkimi potrzebami ( podobne cele, wartosci, doświadczenia, zainteresowania)Jeśli chcemy mieć łatwiej i właśnie wspomagać a nie wyręczać – to będziemy szukać osoby o podobnym poziomie umiejętności, podobnym statusie). Gdyby liczyły się tylko względy biologiczne to owszem 30 miałaby mała ilość partnerów do wyboru , musiałaby być osoba bardzo ” starająca się” w porównaniu do 20 i obniżająca standardy – jak sugerowałaby wymowa Twojego pierwszego popełnionego komentarza. Tylko, że rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana niż teorie. W teorii są same ideały. Możemy szybko znaleźć 20, którą już w tym wieku jest zainteresowana poważnym zwiazkiem, danym panem, i ma zalety 30. W praktyce cóż nie jest to takie proste. I pytanie, iż jeżeli jakiś mężczyzna ma niezaspokojone potrzeby emocjonalne – jak długo i z jakim uporem będzie chciał właśnie takiej szukać. Teoretycznie im starszy mężczyzna tym większy jego status społeczny i dochody – w praktyce niekoniecznie. Teoretycznie taki mężczyzna poza pieniędzmi powinien mieć również inne zdolności i umiejętności dobrego partnera. W praktyce niekoniecznie – np. politycy, którzy biją swoje żony.
Ponieważ takie ideały jak w teoriach rzadko chodzą po świecie często wybierany coś kosztem czegoś. I tak kobieta, która np sama sobie zapewniła status społeczny, warunki finansowe lub wie, że może je sobie zapewnić przywiąże większą uwagę do innych cech partnera niż akurat te. Mężczyzna wiedząc, że związki małżeńskie zawierane przez osoby starsze są bardziej trwałe, chcąc mieć bardziej długofalowo zaspokojone potrzeby emocjonalne – też może skierować swoją uwagę na inne cechy partnerki niż najlepszy okres rozrodu i największy poziom w jej życiu atrakcyjności. Mężczyźni napotykają na ograniczenia także w swojej wizji życia od romansu do romansu. Ciekawym przykładem są tutaj np. mężczyźni homoseksualni. Niby mogą ” dymać ile chcą” , niby mogą żyć bez zobowiązań, bez konsekwencji prawnych, cieszyć się intensywnymi relacjami a potem zmieniać je na nowe, wraz z wiekiem budować swój status społeczny i dochody, brać całkowita odpowiedzialność – a teraz we współczesnym świecie oni walczą, by móc zalegalizować związki. Chcą mieć dzieci. Ciekawe dlaczego?
Napotykamy na ograniczenia. Rzeczywistość jest bardziej złożona niż w teoriach psychologii ewolucyjnej.Wybieramy partnerów kierując się biologia, potrzebami emocjonalnymi, bilansem zysków i strat, naszymi uwarunkowaniami z dzieciństwa na określone cechy przyszłego męża/ żony, wreszcie też ogólnymi warunkami w których funkcjonujemy. A to pokazuje, że konfiguracja partnerów w rzeczywistości może być znacznie bardziej różna niz widzi to Prekariusz. A wszędzie tam gdzie jest złożoność, jest też ciekawiej i jest też pole do działania. Nikomu nie służyłoby to gdyby kobiety po 30 roku życia miałyby mieć niższa samoocenę, być bardziej ” starające się” niż rozwijajace swój potencjał, nie miały zdrowych oczekiwań co do wyboru partnera.

Mea
Gość
Mea

Volant, dziękuję za tak przemyślany artykuł.
Jestem kobietą, która skończyła 30 lat, nie jest w żadnym związku ale za to ma pewien „bagaż” doświadczeń. Dobrych i złych, jak chyba każdy, który przeżył już parę lat na tym świecie.
Mimo, że czasy się zmieniają to idzie to bardzo powoli. Ciągle kobiety słyszą naciski ze wszystkich stron o znalezieniu sobie męża, urodzenia najlepiej gromadki dzieci i spędzenia reszty życia w jednym „wymarzonym” gniazdku. Wiele kobiet nie ma na tyle silnej woli i pewności siebie by powiedzieć na głos, że przecież 30ci lat to dopiero początek. Mogę zrobić jeszcze tyle rzeczy. Rozwijać się zawodowo, podróżować, spędzać czas z ludźmi, którzy są tego warci. Nie Muszę mieć faceta by to robić.
Oczywiście dzielenie tych wszystkich doświadczeń z ukochaną osobą jest wspaniałym marzeniem. Ale warto poczekać i poszukać tej właściwej osoby by można dzielić z nią swoje życie i doświadczenia, a nie dostosowywać się tylko do partnera.
Mam nadzieję, że jak najwięcej kobiet niepewnych swojej przyszłości przeczyta ten tekst i pomyśli sobie, że przecież te wszystkie mamy, ciotki i zamężne koleżanki może wybrały już swoją drogę życiową ale one nie muszą jej powtarzać, że mogą same wybrać i że mają na to czas. Czas na poznanie siebie i znalezienie idealnej dla Siebie osoby.

Agata
Gość
Agata

Uwielbiam Twoje teksty, ale z punktem pierwszym tego tekstu nie mogę się zgodzić, bo mam naoczny przykład wśród moich koleżanek, co Tinder robi z człowiekiem. Moja bliska koleżanka, bardzo inteligentna i ładna dziewczyna, odkąd założyła Tindera koncentruje się tylko i wyłącznie na szukaniu faceta. Umawia się na randki z 5 facetami jednocześnie. Przestała czytać wartościowe książki, wychodzić z domu dla przyjemności spędzenia miłego czasu ze znajomymi, a jedynie po to, by zrobić sobie selfie dla kolejnego gościa, o którym pewnie zapomni za tydzień. Bo przecież nawet jeśli na randce jest fajnie, to zawsze można znowu wejść na Tindera i przesunąć palcem w lewo czy w prawo, może znajdzie się ktoś lepszy. Nic z tego nie wynika, poza tym, że sama już nie jestem w stanie spamiętać imion jej kolejnych „randek”. Więc w sumie nie dziwię się, że poza odpisywaniem na wiadomości nie ma na nic czasu, bo nawet na wspólnych spotkaniach siedzi z nosem w telefonie.
Sama w tym roku skończę 30 lat i mimo mojej otwartości i zainteresowania facetów moją osobą, nie znalazłam jeszcze tego jedynego. Ale stronię od Tinderów i innych aplikacji, bo mam wrażenie, że dużo lepszym sposobem na znalezienie wartościowej osoby jest wyjście z domu – na siłownię, do kina, do kawiarni, na domówkę do znajomych, gdziekolwiek. W „realu” istnieje większa szansa, że nie pominie się osoby, która być może nie wygląda na zdjęciach jak milion dolarów, ale ma dobre serce i z którą połączy Cię prawdziwa chemia.
Co do zasady uważam, że internet jest takim samym miejscem jak każde inne i wszędzie znajdą się wartościowi ludzie i idioci, ale Tinder sprowadza randkowanie i relacje międzyludzkie do poziomu robienia zakupów w supermarkecie. A poza tym, czy możemy spodziewać się traktowania fair ze strony płci przeciwnej, jeśli same, w ramach tego poszukiwania, prowadzimy jednocześnie 5 relacji, czekając jak to się rozwinie?
A może po prostu jestem staroświeckim frajerem ;)
Niemniej, najważniejsze to po prostu żyć i nie robić dramatu z tego, że jest się singlem.
pozdrawiam!

madziadi
Gość
madziadi

Ciekawy tekst. Laduje pozytywna energia. To prawda, trzeba poznawac ludzi zeby z tego morza twarzy wylowic bratnia dusze. Jednia to robia wczesniej, inni pozniej. Zdarza sie. Liczenie lat zostawcie dla ciotek! :)

Czy można mieć wszystko?
Gość
Czy można mieć wszystko?

A ja mam taki problem ze jestem z kobietą 5 lat ona 43 ja 28 i wszystko byłoby ok gdyby nie problemy z poczęciem dziecka. Nie chcę też wziąć ślubu, ale nie jestem pewien czy powodem nie jest właśnie problem nr 1. Poznaliśmy się gdy jeszcze nie miałem kasy i firmy a ona bardzo dużo mi pomogła. Najbardziej cenię jej wsparcie w moich działaniach. Myślałem o założeniu firmy ona powiedziała,,zrób to,,tylko tyle i aż tyle. Myślałem o zakupie przyczepy kempingowej, o moich pasjach i pomysłach a ona nigdy nie powiedziała że to głupota. Dzięki wzajemnemu wsparciu dużo uroslismy przez te 5 lat ale problemem jest brak dziecka.

Firebird
Gość
Firebird

Witam, dziękuję Volant za Twoje teksty, dają do myślenia. Chcialabym dorzucić swoje dwa grosze do tej magicznej 30:) Mam 34 lata, i 7 letnią córkę,jestem dwa lata po ciężkim rozwodzie z księciem który czuł się wyższy gdy pożądnie poniżył innych, ale mniejsza o to. Każdego dnia pracuje żeby nadrobić te zmarnowane lata, prawojazdy, kursy czy wymarzony doktorat ktory zaczęłam dopiero w styczniu tego roku. Dla wielu jestem przegrana, bo robię rzeczy które inni zrobili kilka czy kilkanaście lat temu. Według norm społecznych jestem nisko w hierarchii: )bo rozwódka sama wychowująca dziecko. Czasem dopada mnie strach że będę już zawsze sama i chwilę później myśl, i co z tego?:) no właśnie nic z tego, bo czy gdybyśmy wiedzieli ze ten właśnie dzień jest naszym ostatnim, czy poświęcilibysmy go brunetowi czy brunetce którzy nas nie chcieli? Nie, i jeszcze raz nie. I w tym sedno sprawy, dbajmy o siebie, rozwijajmy się, róbmy to co da nam satysfakcję, spełnienie i sprawi że będziemy potrafili dać z siebie dobro, a nie wiadro frustracji i żali. Miłość jest bardzo ważna, ale jak to pisze mój ulubiony pisarz, (…) miłości uczysz się najbardziej gdy Ci jej brak (…) dajmy sobie kochani 20,30,40 żyć, przecież jesteśmy wspaniałymi ludźmi, którzy jeszcze wiele dobrego zrobią, nie definiujmy się tylko ilością związków, relacji czy polubien:) one są super, ale czy bez nich, nic nie jesteśmy warci? Takie myślenie to pułapka, strzał we własne kolano, a jak każdy z nas wie, tych którzy by nam strzelili nie tylko w kolano, w naszych życiach nie brakuje;) więc po co samemu sobie to robić? Trzymam kciuki za wszystkich poszukiwaczy, nie tylko miłości, szerokiej drogi:)

Karo
Gość
Karo

Jak się nie wypowiadam na takich forach, to aż a tym wypadku się wypowiem.

Chodzenie na 70 randek rocznie, oznaczałoby mniej więcej jedną lub dwie randki tygodniowo. Plus sensowny przesiew potencjalnych kandydatów z których można wybierać (zdrowy psychicznie, nie ułomny, nie socjopata) – czyli tygodniowo trzeba by poznać i poświęcić czas i energię na wstępne rozmowy (choćby jeden wieczór) z jakimiś plus minus 5-10 kolesiami. Genialna metoda, jeśli chce się swoje życie spędzić przykutą do komórki albo zagadując do każdego mijanego w miarę sensownego gościa. Dla mnie taki przemiał szczerze jest właśnie DEFINICJA desperacji. Owszem, miło mieć fajnego faceta, ale fiksowanie się na tym punkcie to tego stopnia, żeby wyrabiać normę min 1,5 randki na tydzień – dla mnie osobiście lekka przesada. Istnieje życie poza Tinderem i Sympatią; trzeba też mieć czas na te tak zwane przez was „pasje” (bo rzecz jasna w kobiecie to się liczy, żeby zdobywała ośmiotysięczniki i uwielbiała kleić modele samolotów – jak nie to nudziara).

A Monica Belucci wątpię czy dużo się nachodziła na randki. Przypuszczam że kolejka chętnych ustawiała się sama, bez jej specjalnego udziału. Raz uroda, dwa specyfika zawodu. Naprawdę pewna siebie kobieta nie będzie szukać faceta w internetach, bo nie będzie miała takiej potrzeby – chętni będą czekać sami.

I btw, pośladki są tak samo jędrne po 30 jak po 20. Naprawdę nie wiem czyje pośladki wy widujecie, że takie wnioski.

Lakay
Gość
Lakay

Gdzie w tekście jest napisane, że 70 randek rocznie?

CB89
Gość
CB89

Czyli mamy same zacząć zapraszać tych facetów na randki? Przecież większość z nich boi się słowem odezwać, a co dopiero gdzieś zaprosić…

funfela
Gość
funfela

Po 30-tce? A w czym niby problem? Czemu niby kobiety w takim wieku miałyby mieć problem? OK, rozumiem, że jest to trochę trudniejsze, ponieważ w dzisiejszych czasach ludzie dość szybko wchodzą w związki, które jednak niestety, właśnie z powodu prędkości rozwijania tych związków, po jakimś czasie się rozpadają. I w okolicach 30-tki większość osób jest w związkach, a dopiero później pojawiają się problemy. Jednak uważam, że jak ktoś naprawdę chce i jest na to gotowy, to w każdym wieku może spotkać swoją prawdziwą miłość. Sama miałam taki okres stagnacji, byłam sama i nie wiedziałam co mogę zrobić, żeby jeszcze kogoś znaleźć, gdzie szukać, w jaki sposób? Jednak okazuje się, że jest sporo możliwości, dla mnie najlepszym rozwiązaniem okazał się internet, po założeniu konta na mydwoje okazało się, że jest sporo osób, które są w podobnej sytuacji do mnie i są gotowe na poważniejsze związki. A jak ktoś siedzi w domu i po prostu narzeka, że jest już po 30-tce i nie ma szans na znalezienie miłości, to siłą rzeczy nikogo nie znajdzie, jest to taka samoistna przepowiednia, którą sami wprowadzamy w życie. Jednak jak ktoś chce, stara się, to naprawdę może prędzej czy później znaleźć odpowiednią osobę.

Marcowy
Gość
Marcowy

Szanowni Państwo przyjemnie się czyta wasze komentarze. Mam wrażenie że jest to taki galop hipokryzji troszeczkę. Żeby mieć szczęście w miłości trzeba posiadać 1 ważną cechę. Nie pieniądze, nie pozycję a wygląd. Trzeba być pięknym i wtedy życie staje się magiczne. Wtedy w każdej dziedzinie życia zaczyna nam się układać. Ludzie podświadomie przypisują nam same pozytywne cechy. Jak ktoś nie jest piękny musi nauczyć się radzenia z lawina przeciwności. Pozdrawiam