Pierwsze co przychodzi na myśl to jędrne piersi i pośladki, płaski brzuch i smukłe nogi. To oczywiście bardzo istotne, ale nie są to jedyne rzeczy, które przychodzą mi do głowy, bo oprócz tych widocznych na pierwszy rzut oka elementów, jest jeszcze coś niezwykle ważnego, co jest kształtowane podczas regularnego uprawiania sportu – charakter i mentalność.

Jeśli chodzi o facetów to sprawa jest dosyć prosta. Zdrowy mężczyzna musi uprawiać jakiś sport (esport się nie liczy, dziubaski). Tak jest przyjęte i ten stereotyp jest dla większości korzystny. Gdy mężczyzna stroni od aktywnego spędzania czasu, od razu staje się podejrzany i należy się zastanowić co jest z nim nie tak. Prócz lenistwa, bo to jest jasne. Sport dla facetów jest urzeczywistnieniem pierwotnych instynktów, które może wyzwolić. Buzują w nim wtedy hormony: testosteron, dopamina i adrenalina, jest rywalizacja i chęć pokazania się od jak najlepszej strony, jest pragnienie postępu, no i jest żądza zwycięstwa. To powoduje, że stajemy się tacy, jacy zawsze powinniśmy być – twardzi i gotowi do codziennych zmagań, a nie „miękcy i pizdowaci”. Niestety często tak nie jest, bo „bezradne męskie nóżki” nie wzięły się z kosmosu.

Z kobietami jest bardziej skomplikowana sprawa. Każda chciałaby być super atrakcyjna, ale nie każdej chce się na to zapracować. Najgorzej, że nam facetom to nie przeszkadza, a w zasadzie to nam pasuje. Lepiej nie wyobrażać sobie, że kobieta może być kiedykolwiek spocona, bez makijażu, albo w okropnych adidasach zamiast w szpilkach. Najlepiej by gorące i seksowne laski na świecie się po prostu pojawiały – na przykład wyrzucane z morza na brzeg. Żyjemy w czasach „instant”, gdzie dostęp do wszystkiego jest bardzo szybki i prosty, i bardzo niepożądane jest „marnowanie” czasu w oczekiwaniu na cokolwiek. Wolimy iść na skróty, bo liczy się dla nas tylko to co na końcu, jakimkolwiek kosztem, najlepiej natychmiast. Popkultura lansuje sylwetkę kobiety wysportowanej, nie pokazując drogi do jej osiągnięcia. Widząc zdjęcie uśmiechniętej, szczupłej blondynki widzimy tylko iluzje, która mówi w haśle obok niej, że ty też możesz taka być już zaraz. Obrobione w Photoshopie zdjęcie wypacza realny obraz, tak jak to było ze światem w Matrixie przed wzięciem czerwonej pigułki. Pokazuje efekt, ale nie pokazuje całego procesu, który moim zdaniem jest zawsze kluczowy.

Boom na ćwiczenia i styl życia fit robi sporo dobrej roboty w propagowaniu zdrowego trybu życia i aktywności fizycznej wśród kobiet. Moda, która nastała i która namawia  kobiety do wzięcia się za siebie jest jedną z niewielu mód, które opłacają się nie tylko twórcom, ale też odbiorcom. Oczywiście nie ma co się oszukiwać, że jest to bardzo skuteczna metoda na zarobienie sporych pieniędzy i wszystkie książki, poradniki, płyty DVD z treningami mają również takie zadanie, ale co z tego, jeśli na końcu można uznać transakcję za win-win. Tak samo wybuch crossfitowego szaleństwa sprawił, że więcej ludzi chce dołączyć do elitarnego grona ćwiczących. Na siłowniach dumnie noszone są opaski z wielkim napisem „CROSSFIT”, które mówią, że ich posiadaczy należy brać  na poważnie, a nie jak niedzielnych atletów w skarpetkach do połowy łydki. Jest to dosyć zabawne, ale nikomu specjalnie nie przeszkadza. Pozytywnym aspektem jest też to, że nie faworyzuje się w tym przypadku jakiejkolwiek płci, jest to sport na równi dobry i dla kobiet, i dla mężczyzn. W końcu przestało się wierzyć, że cudowne, wibrujące pasy spalą za nas zbędne kilogramy i wymodelują mięsnie, w czasie gdy my będziemy oglądać kolejny odcinek „Miłości na bogato”, zagryzając popcornem z polewą karmelową. Nie owija się też w bawełnę, że wszystko przyjdzie super łatwo, i że krew, pot i łzy sie nie pojawią. Pojawią się i bardzo dobrze. Ktoś mi kiedyś powiedział, że coś co nic nie kosztuje, nie jest nic warte. Jest różnica miedzy osobą, która pozbyła się nadmiarowych kilogramów, bo poszła na odsysanie tłuszczu, a tą, która ciężko trenowała na siłowni, mimo niechęci, mimo złego samopoczucia, mimo braku czasu. To hartuje osobowość i sprawia, że nie poddajemy się drobnym przeciwnościom losu i jesteśmy gotowi zrezygnować z chwilowej przyjemności teraz, na rzecz trwałych korzyści w przyszłości.

To moim zdaniem odróżnia prawdziwe kobiety od księżniczek, które na wszelkie niepowodzenia i napotykane trudności tupią nóżką i czekają z założonymi rączkami, aż jakiś altruistyczny książę te ich wszystkie problemy rozwiąże. Nie nauczone ciężkiej pracy, chociażby nad sobą, nie potrafiące zmobilizować się do wysiłku, przyzwyczajone, że Nutellę je się łyżkami, aż się zobaczy dno, żyją sobie z dnia na dzień, wciąż się zastanawiając, czemu wszyscy faceci lecą na cycki, tyłki i zgrabną figurę. Przecież to takie płytkie.

Systematyczne uprawianie sportu sprawia, że kobiety stają sie bardziej ogarnięte, a przez to mega atrakcyjne.  Widać, że w ten sposób uczą się czym jest życie, czyli codzienne wygrane, ale czasem również porażki. Obie te sytuacje sprawiają, że nabywa się doświadczenia i umiejętności wyciągania wniosków z sukcesów, jak i niepowodzeń, które nas spotykają. A jedną z najważniejszych lekcji, jaką daje sport jest to, że na sukces trzeba zapracować w głównej mierze samemu, uczciwie i bez dróg na skróty, bo w tym przypadku jedyną osobą, którą się oszukuje, jesteś ty sam/sama.

P.S.

To nie oznacza, że samo chodzenie na siłownię sprawi, że kobieta będzie ogarnięta życiowo. Kompleksowo rewelacyjne życie powinno składać się z rozwoju fizycznego, ale też umysłowego – czytanie książek, zdrowe podejście do relacji, wykształcenie, panowanie nad emocjami, świadomość swoich pragnień i celów. Chodzenie na siłownię dla zdjęć na Instagramie i robienie wszystkiego by się nie spocić, jest tym samym co zamawianie Coca-Coli Light do powiększonego zestawu w Macu – uroczo idiotyczne.


Tekst napisał Łukasz, który ostatnio zaczął prowadzić bloga LAKAY.pl Zapraszam.