Żyjemy w czasach, kiedy nie istnieje już niemal żadne tabu. Religia? Pff. Seks? Spowszedniał tak, że gdyby obecnie żyła Messalina, to nie wytrzymałaby konkurencji i została zakonnicą. Osobiście potrafię wskazać tylko dwa tematy, które budzą szersze oburzenie. Pierwszym jest stwierdzenie, że kobiety zasługują tylko na to, na co zapracują. Drugim jest stwierdzenie, że pieniądze są ważne, bo co jak co, ale Polacy mają problem nie tylko z zarabianiem pieniędzy, ale też z wyceną swojej pracy, docenieniem czyjegoś powodzenia, rozmawianiem o pieniądzach, a nawet nazywaniem ich pieniędzmi zamiast „pieniążkami”.

Przeciętna osoba bardziej boi się powiedzieć, że zarobiła w miesiąc 80 tysięcy złotych niż, że podczas wakacji zabrała ze stołu w formie bufetu pięć kanapek i osiem bananów.

Niepisane, powszechne zasady brzmią:
Po pierwsze, nie mów o pieniądzach.
Po drugie, nie mów o pieniądzach.
Po trzecie, jeśli już zacząłeś paplać to mów, że ciężko jest wyżyć i w tym kraju po prostu się nie da dobrze zarabiać.
Po czwarte, jeśli wydało się, że mimo wszystko zarabiasz sporo powyżej przeciętnej to przeproś, zaczerwień się i przyznaj, że to wszystko kwestia szczęścia.

Jeśli tego nie zrobisz to usłyszysz jedną z następujących 11 rzeczy:

1. Pieniądze szczęścia nie dają.

Objadanie się tanim pasztetem i jeżdżenie dwudziestoletnim autem też jakoś szczególnie nie uszczęśliwia.

2. To nie liczą się dla ciebie żadne głębsze wartości?!

Mówiąc, że pieniądze są ważne stwierdzam tylko, że dobrymi uczuciami w piecu się nie napali, a jeśli mam przez czterdzieści lat spędzać 40 godzin tygodniowo pracując to wolę ten czas wykorzystać na rzeczy, które lubię i sprzedawać go za 5, 10, czy 40 tysięcy złotych zamiast za 600 złotych.

3. Przyczyną wszelkiego zła na świecie są pieniądze.

To jak z rozważaniem czy zabija broń palna czy człowiek, który pociąga za spust. Osobiście uważam, że winne są poszczególne osoby, przy czym zwykle wina osób mających pieniądze polega zwykle na tym, że oni je mają, a ty nie. Są różni ludzie, a wrzucanie ich bezmyślnie do jednego worka to wyraz skrajnej ignorancji.

4. Wcale nie, bo mój kumpel Krzysiek jak zaczął więcej zarabiać to całkowicie się zmienił!

Owszem, pieniądze zmieniają człowieka. Tak jak wszystko inne, bo zmieniają nas doświadczenia. To, że urodził się przystojny, niski czy niezbyt inteligentny, miejsce, w którym się wychowywał i to jakie osoby spotkał na swojej drodze. Jednocześnie człowieka zmienia też niezaradność finansowa, w tym jeżdżenie na drugi koniec miasta po kilogram schabu, na którym oszczędzi się 5 złotych i chowanie do torebek potraw ze szwedzkiego stołu „na później”.

To dlatego osoby, które nie posiadają pieniędzy i nie wspinają się po szczeblach zaradności finansowej, są mniej ufne, czują się wykorzystywane i przesadnie ostrożne, co odbija się również na ich życiu towarzyskim, osobistym i zawodowym.

Każdy zna kogoś, kto osiągnął sukces i nagle „zapomina” o swoich znajomych, ale to przede wszystkim skutek ograniczonych zasobów. Każdy ma do dyspozycji 24 godziny na dobę oraz około 50 osób, z którymi może utrzymywać osobiste kontakty. Oznacza to, że kiedy zaczyna je angażować w innych sferach niż dotychczas to ma mniej czasu, a nie że jest gorszym człowiekiem. Spotkanie celebryty, który nie chce poświęcić ci pięciu minut nie oznacza, że jest chamem, ale wynika to z tego, że gdyby każdemu poświęcał pięć minut to nie robiłby nic innego. Fakty są takie, że powyżej pewnego pułapu trzeba liczyć się z tym, że będzie dostawało się zazdrość i nienawiść będąc tym samym człowiekiem co zawsze.

5. Powodzenie finansowe zależy od szczęścia.

Tak, jesteś taki sam jak Kulczyk – po prostu nie masz szczęścia. To pocieszająca perspektywa, ale nieprawdziwa. Owszem, można mówić, że na początku lat 90-tych większość Polaków dorobiła się dlatego, że miała dojścia i kupiła za bezcen państwowe przedsiębiorstwa, ale jednocześnie wciąż więcej osób miało dojścia niż postanowiło je wykorzystać, a jeszcze mniejsza ilość osób wykorzystała je do zrobienia fortuny. Nie mówiąc już o tym, że obecnie odnosi sukcesy już kolejne pokolenie przedsiębiorców, którzy wychowywali się w identycznych warunkach jak ty.

Generalnie tłumaczenie swoich wyników szczęściem to najbardziej szkodliwe zachowanie, bo generuje życiową bierność i ochoczo wspiera brak odpowiedzialności za to czego doświadczamy. Każdego spotykają okazje i szczęśliwe zrządzenia losu, ale ich wykorzystanie to już kwestia tego co zrobisz. Zwykle nie robisz nic, nie idziesz za ciosem, nie zaciskasz zębów i nie wyciągasz wniosków.

6. Nie boisz się, że ludzie będą cię lubić tylko ze względu na pieniądze?

Nie, bo bez powodu lubi się tylko swoje dzieci, pandy i czekoladę, a każdego człowieka lubi się z jakiegoś powodu: wspólnego poczucia humoru, gustu, inteligencji albo dlatego, że ma ładne i jędrne piersi oraz długie włosy. Każdy ma katalog cech, dzięki którym „wygrywa” w relacjach międzyludzkich i nie jest mu przykro, że ma osiągnięcia wyłącznie z ich powodu. To samo dotyczy pieniędzy – jeśli nie odziedziczyło się ich w spadku, to są one zasługą cech charakteru, które wciąż będzie się miało. Różnica jest taka, że większość osób ma przekonanie, że pieniądze to coś, co się przydarza – jak kupa gołębia lądująca na głowie, a nie kwestia wyjątkowo rozwiniętych umiejętności komunikacyjnych, kontaktów, wytrwałości, kreatywności i wiedzy finansowej.

7. Ja wolę mieć czas na zabawę z dziećmi niż spędzać każdą godzinę w firmie.

Ja wolę mieć ten komfort, że wyjdę ze swojej firmy kiedy zechcę, bo ktoś w tym czasie będzie pracował dla mnie.

8. Ha! Czyli chcesz się dorobić na ludzkiej krzywdzie!

Nie, bo długoterminowo na rynku utrzymują się przedsiębiorstwa, które zaspokajają potrzeby konsumentów i całościowo oceniane mają pozytywny wpływ na rzeczywistość. Zarzut może dotyczyć za niskich wynagrodzeń, ale:
a) Płace wynikają w dużej mierze z polityki państwa, podatków i składek ZUS.
b) Płace wyznaczane są przez rynek.
c) Płace są zawsze niższe niż wartość pracy, ale jeśli ktoś uważa, że jego praca jest warta więcej, może ją sprzedać komuś innemu albo założyć firmę.
Takie mówienie całkowicie pomija również kwestię własnych wyborów, w tym wyboru określonej ścieżki kariery, rozwijania się, jakości oferowanej pracy oraz umiejętności negocjowania swoich stawek i warunków w jakich się pracuje. W życiu maksymalnie możesz dostać to czego żądasz, ale jeśli nie żądasz nic, to dostajesz tylko minimum – pracę za 2 tysiące, seks na misjonarza dwa razy w tygodniu i grilla z kiełbasą z „Biedronki”.

9. Pieniędzy do grobu nie zabierzesz.

Nie zabiorę też niczego innego, więc usiądę sobie w kącie i będę cichutko płakał. W rzeczywistości to zdanie jest kolejnym przykładem braku umiejętności połączenia kariery i rozwoju duchowego, a przecież można wspaniale realizować się robiąc rzeczy, które się lubi za więcej niż przyzwoite pieniądze. Zresztą robią to tysiące osób i jest ich coraz więcej.

10. Chcesz podporządkować swoje życie zarabianiu pieniędzy?

Nie, chcę je poświęcić robieniu dobrze tego co lubię, a nie chcę, żeby brak pieniędzy powstrzymywał mnie przed życiem na własnych zasadach.

11. Najważniejszych rzeczy w życiu nie kupisz.

Czy za pieniądze kupię sobie przyjaźń, miłość albo zdrowie? Pewnie nie, ale nie zapewnię sobie też tych rzeczy pozbywając się ambicji i krzycząc, że banknoty to wcielenie zła. Jeszcze gdyby istniały statystyki mówiące o tym, że osoby znajdujące się w górnych 5% społeczeństwa pod względem zarobków częściej mają raka, miłość widzą tylko na ekranie kina, a o przyjaźni słyszeli ostatni raz tak dawno, że muszą sobie sprawdzić to słowo w słowniku, ale niestety takich statystyk nie ma. Przeciwnie – z przeprowadzonych badań wynikają smutne wnioski mówiące o tym, że całościowo 10% dzieci jest wychowywanych przez nie swoich ojców, ale dotyczy to tylko 1% najbogatszych i od 10 do 30% mężczyzn o niskim statusie.

Przeczytałeś ten wpis i mnie nie lubisz, prawda? Masz mnie za wkurwiającego aroganta, któremu przydałoby się, żeby ktoś udowodnił, że nie ma racji? Jeśli tak, to mam dla ciebie złą wiadomość, bo jesteś klasycznym hipokrytą. Pieniądze liczą się dla ciebie tak samo jak dla każdego innego, bo jeśli się nie mylę jednym z kryteriów wyboru studiów były dla ciebie przyszłe zarobki, pracujesz, masz lub będziesz mieć kredyt hipoteczny, żeby żyć lepiej i chcesz, żeby twoje dzieci miały lepiej niż miałeś ty.

Jesteśmy uzależnieni od rzeczy materialnych, ale też jesteśmy tacy sami, bo każdy chce kochać i być kochanym, mieć fajną rodzinę, czuć, że żyje na 100% i że jego dzieci dadzą sobie radę w życiu. Różnica jest taka, że ty bierzesz udział w wyścigu mając zaciągnięty hamulec ręczny i wykorzystując tylko niewielką część swojego potencjału przez brak akceptacji, że zaradność finansowa to niezbędny obszar życia, a dbanie o niego umożliwia spełnianie marzeń, wpływanie w większym stopniu na swoje życie, życie swoich dzieci, a nawet to, co stanie się po naszej śmierci oraz samorealizację na jakimkolwiek poziomie wyższym niż podwórkowym. Robienie tego nie sprawia, że jesteś gorszy. Sprawia, że możesz być bardziej sobą.

Natomiast smutnym faktem wynikającym z braku szacunku do pieniędzy i osób, które je zarabiają jest to, że dzięki temu skutecznie zamykasz sobie drogę do bycia jedną z nich. Pomyśl o innych rzeczach i osobach, o których mówisz, że ich nie lubisz i policz ile z nich na stałe jest w twoim życiu. Niewiele, prawda? Wiesz co to oznacza? Że za dziesięć lat wciąż będziesz mówić, że inni mieli „więcej szczęścia do pieniędzy”, ale z pewnością mają mniej kochające rodziny i mniej prawdziwych wartości.

Podobnie jak dzisiaj, będziesz się mylić.