3 powody, dla których trzeba się cieszyć z cudzych sukcesów

3 powody, dla których trzeba się cieszyć z cudzych sukcesów

Pewnie to znacie… Jest grupa znajomych – wszyscy są mniej więcej na tym samym poziomie. Mają zarobki przeciętne lub lekko powyżej przeciętnej, wszyscy są singlami, którzy w wersji męskiej kłamią: „Z bliska nie była taka ładna”, a w wersji żeńskiej: „Prawdziwi faceci skończyli się w czasach Bogarta”. Mieszkają w dobrych dzielnicach, ich rodziny nie są patologiczne, ale oni i tak uważają, że sposób w jaki byli wychowywani ich zniszczył. Mają też marzenia – wypadałoby rzucić ten etat i zarabiać o jedno zero więcej, bo przecież to jest możliwe. Fajnie byłoby spędzać czas z jedną nową dziewczyną na tydzień, zamiast z jedną na rok. Może nawet dałoby się zwiedzić kawał świata. Słyszałeś o tym gościu, co był w piętnastu krajach za mniej niż 5 000 zł?! Trzeba tylko ruszyć tyłek z kanapy.

Inaczej mówiąc – wszyscy mają podobne życia i marzenia, których nie realizują, bo żyją teraz, a marzenia są zawsze w czasie przyszłym.

Teraz wyobraź sobie, że ktoś z nich dokonuje tej arcytrudnej czynności podniesienia tyłka z kanapy. Rzuca pracę, zaczyna sprzedawać zapachy do wnętrz i zarabia 500% więcej. Bierze porsche w leasing i poznaje wspaniałą dziewczynę. Liczy na to, że jego znajomi szczerze mu pogratulują, a co widzi? Fałszywe uśmiechy i komentarze, że z taką dziewczyną to oni by nie chcieli być, samochód fajny, ale gdyby był za gotówkę to zupełnie inna historia. A ta nowa praca? Fajnie, że zarabia więcej, ale wcześniej pracował w bardziej prestiżowym miejscu.

Inaczej mówiąc, liczył na gratulacje, a dostał niezbyt zawoalowane słowa: „Chuj ci w dupę”. Niewykorzystana ambicja i społeczny ostracyzm wybuchają jak fajerwerki. Wszyscy to znacie, prawda?

Według obiegowej opinii prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. To prawda, ale ludzie, którzy osiągnęli cokolwiek, co nie udało się ich znajomym, dodadzą, że ci przyjaciele niezwykle rzadko zostają przy tobie, kiedy zaczyna ci się wieść. Bo ludzie są w stanie zaakceptować to, że masz dziwaczne poczucie humoru, nie masz za grosz empatii albo jesteś brzydki. Najczęściej nie zaakceptują tylko tego, że jesteś od nich lepszy, szczęśliwszy lub bogatszy – zwłaszcza jeśli jakiś czas temu nie byłeś.

Smutna prawda jest taka, że większość osób nie umie się cieszyć cudzym szczęściem. I jeśli też tego nie umiesz to jest to najgorsza rzecz jaką możesz zrobić. Przede wszystkim sobie i już ci mówię dlaczego. Robiąc to:

1. Bierzesz udział w tworzeniu środowiska przeciwnego zmianom

Gdyby cofnąć się o 300 lat wstecz to można byłoby śmiało założyć, że jeśli twój ojciec był kowalem, to ty też będziesz kowalem, a po tobie będzie nim twój syn. W pięć minut po urodzeniu dostawałeś narodowość, religię, status społeczny i zawód. Nie decydowałeś o tym sam, tylko decydowała o tym twoja przynależność do grupy.

Czasy mają jednak to do siebie, że pozornie zmienia się wszystko, a w praktyce nie zmienia się niemal nic. To dlatego o twoim życiu w największym stopniu decyduje to, w jakiej grupie jesteś. Single spotykają się z singlami, dzieciaci najczęściej z innymi dzieciatymi, a jeśli w paczce pięciu znajomych czterech wejdzie w związki to statystycznie w ciągu najbliższego pół roku też będziesz w związku.

Dobra wiadomość jest taka, że nie ma lepszego akceleratora zmian, niż wejście w nową grupę towarzyską. Zła wiadomość jest taka, że jeśli chcesz coś zmienić to nie ma nic bardziej hamującego, niż przebywanie wśród tych samych osób. Dzieje się tak z prostego powodu – będąc wśród nich zajmujesz akceptowane przez wszystkich miejsce w szeregu. Każdy wie co lubisz i jaki jesteś. Nie sprawdzasz się w nowych sytuacjach. Poruszasz się utartym szlakiem. Grupa daje poczucie bezpieczeństwa. Świetnie radzi sobie z poklepywaniem po ramieniu kiedy coś komuś nie wyjdzie, ale nie ma pojęcia jak zachować się, kiedy ktoś wyjdzie z szeregu. Wtedy go gnoi.

To jest naturalny mechanizm, który zaobserwowano też u innych człekokształtnych, ale to że on istnieje nie oznacza, że trzeba za nim podążać. Przede wszystkim dlatego, że jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana. To co odpowiada ci dzisiaj nie będzie odpowiadać ci jutro. Na przestrzeni lat zmieniają się warunki życiowe, cele i priorytety. Jeśli więc przyłączasz się do gnojenia kogoś teraz to dokładasz swoją cegiełkę do tworzenia środowiska, w którym nie akceptuje się zmian. Ty gnoisz teraz, a ciebie zgnoją jutro.

Dlatego dużo lepiej jest mówić: „Ekstra, że to zmieniłeś”, bo to zwiększa szanse na to, że ktoś powie to tobie, kiedy naprawdę będziesz tego potrzebował.

2. Programujesz się na porażkę

Z zazdrością jest jak z kijem – ma dwa końce. Nie masz wpływu na to, że ją odczuwasz, ale masz wpływ na to, co z nią zrobisz. Możesz wykorzystać ją do deprecjonowania czyichś działań albo do tego, żeby chcieć być lepszą osobą. Możesz łapać kogoś za kostkę i ciągnąć w dół albo ścigać się na jakość.

Pierwsze pokazuje twoją małostkowość. Drugie pewność siebie. Osoby, które krytykują cudze osiągnięcia najczęściej są tymi, które są przerażone, że nigdy same nie będą ich mieć. Wolą więc mówić, że to wcale nie jest takie fajne. Nie zauważają jednak tego, że w ten sposób programują się na porażkę. Nigdy nie osiągniesz tego, co krytykujesz, bo sam siebie w ten sposób uczysz, że to jest złe. Im częściej mówisz, że pieniądze szczęścia nie dają, tym mniejsze są szanse, że kiedyś będziesz je mieć. Tak to po prostu działa, więc jeśli krytykujesz cudze sukcesy to zmniejszasz szanse na to, że osiągniesz podobne.

Jeśli mogę coś o sobie powiedzieć to, że lubię wygrywać. Nie znaczy to, że wygrywam zawsze. Raczej jest tak, że kiedy ktoś z moich przyjaciół coś osiąga to jestem zazdrosny i przytłoczony, ale jestem w stanie iść do sklepu, kupić mu dobrego single malta i szczerze mu pogratulować. Również dlatego, że w ten sposób cieszę się tym, co sam osiągnę za jakiś czas. Brzmi to dziwnie, ale w swoim życiu miałem bardziej i mniej produktywne okresy. Te bardziej produktywne wiązały się z sukcesami moich znajomych. Kiedy ktoś zaczynał nagle zarabiać dużo więcej, to było to jak kopniak o treści: „Hej! Ty też możesz!”, więc wkrótce sam wspinałem się na wyżyny swoich umiejętności. Bez tego tylko marnowałem swój czas. Im lepiej żyje się moim znajomym, tym lepiej żyje się mi, bo pompuje mnie to taką motywacją jakiej nie dałoby mi szkolenie za 10 tysięcy złotych.

3. Usuwasz ze swojego otoczenia najbardziej wartościowych znajomych

Nie wiem jak wy, ale ja lubię mieć jak najbardziej ogarniętych znajomych. Pieniądze? Jasne, są ważne, ale nie tylko one się liczą. Lubię mieć też w znajomych zajebistych rodziców, ludzi, którzy dużo podróżują, seryjnych przedsiębiorców i ludzi pracujących naukowo. Z jednego prostego powodu – bo wiedzą w jakiejś dziedzinie coś, czego ja nie wiem.

Żyjemy w świecie, w którym łatwo znaleźć argumenty podpierające tezę: „Nie da się”. Ludzie w twoim otoczeniu, którzy mają na koncie osiągnięcia wytrącają ci te wszystkie argumenty z rąk. Są tacy jak ty – po prostu zaczęli robić coś innego, mają inne strategie i skuteczniejsze metody. To jest świetny powód, żeby zapytać: „Stary, jak to zrobiłeś?!”, a nie żeby od kogoś się odcinać. Wiesz dlaczego? Bo w ten sposób odcinasz się od wartościowych osób i od wartościowej wiedzy, którą masz pod ręką.

Nie mówiąc już o tym, że nie możesz swoim zachowaniem karać kogoś za to, że mu się chciało ruszyć tyłek.

Mam taką teorię, że dorosłość zaczyna się wtedy, kiedy uczysz się całkowicie świadomie mówić proste słowa. Wtedy umiesz powiedzieć: „Tak” bez dodawania listy warunków. Umiesz powiedzieć: „Nie” bez tłumaczenia się dlaczego tego nie zrobisz, bo masz świadomość, że możesz to zrobić i nic nikomu do tego. Potrafisz mówić „cipka”, „penis” i „seks” bez używania zastępczych eufemizmów, bo już rozumiesz, że twoja seksualność jest w pełni naturalna.

Uważam też, że do tej listy trzeba dodać szczerze wypowiadane słowo: „Gratuluję!”, bo oznacza to, że widzisz i doceniasz cudze osiągnięcia, ale nie czujesz się z tym źle, bo wiesz, że sam osiągniesz co zechcesz.

To nazywa się klasą i mieli to twoi dziadkowie.

Z kolei brak umiejętności cieszenia z sukcesów innych nazywa się byciem smutnym jak pizda i mam nadzieję, że nigdy taki nie będziesz.

Print Friendly, PDF & Email

49
Dodaj komentarz

avatar
100000
25 Comment threads
24 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
33 Comment authors
pearlYatkaAntoine HalikHexeleinMhl Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
gojira
Gość
gojira

Cały wstęp jest o mnie. Tez mam prace na etacie znajomych o takich samych zarobkach i którzy też są singlami i tez chce zarabiać więcej dlatego za miesiąc ruszam za granicę żeby nie martwić się o kasę. Ciekawe jak na mój sukces zareagują moi znajomi.

chris
Gość
chris

Jak zawsze trafnie opisany mechanizm właściwej reakcji w tym wypadku na sukces innych.
Niestety wokół nas jest strasznie dużo zawistnych i leniwych ludzi i gdyby czytali to może by się czegoś nauczyli z Twojego bloga ale tacy ludzie nie czytają więc koło się zamyka a szkoda.

Mateusz 'Teo' Janusz
Gość
Mateusz 'Teo' Janusz

Bardzo dobre spostrzeżenia. Gratuluję :)

Poza tym co napisałeś trzeba dodać, że zazdrość sama w sobie to bardzo destrukcyjne uczucie w sensie procesów chemicznych, które zachodzą pod czaszką.

A jeśli chodzi o stado (czyli nasze otoczenie) zgadzam się w 100%. Już w szkole jesteśmy uczeni, że wszyscy mamy być równi. Dlatego słabszych ciągnie się za uszy, a tym, którzy próbują zrobić coś więcej podcina się skrzydła.

Sam pamiętam jak w LO dostałem na koniec 6 z plastyki i WF-u, ale usadzili mnie na rok z fizyki :) Dzisiaj prowadzę dochodowy biznes, w którym m.in. z plastyki korzystam w 90%, natomiast z fizyki ni chu chu. Obserwuję też znajomych, którzy mniej więcej jechali stabilnie z każdego przedmiotu na 3/4/5, ale w niczym się nie wyróżniali. Ich pensje dzisiaj też się w niczym nie wyróżniają…

PS
@Volant, czy jest szansa, żebyś zrecenzował mojego e-booka z dziedziny rozwoju?

samaprawda
Gość
samaprawda

lol, dyskretna reklama. Ktoś kto popełnia taki tekst: http://teoporter.pl/jedzenie-o-czym-nie-wiesz/ chce żeby zrecenzować kolejny rozwojowy ebook? Ekspert od wszystkiego… typowy „coach”. Powodzenia w sukcesach w każdej płaszczyźnie życia. ;)
Czy tylko mnie denerwuje, że każdy chce dzisiaj wydawać jakieś „rozwojowe” książki?

Mateusz 'Teo' Janusz
Gość
Mateusz 'Teo' Janusz

Haters Gonna Hate :) Dzięki za linka (wbrew insynuacjom ja się tutaj nie reklamowałem). Swoją drogą bardzo lubię ten tekst, do którego wrzuciłeś odnośnik. Jeśli cię boli co tam jest napisane to jest twój problem, nie mój.

Mhl
Gość
Mhl

W tym wypadku posądzenie o kryptoreklamę może mieć podstawy , bo spokojnie mogłeś wykonać ten manewr poprzez wiadomość prywatną czy też mail. Jednakże tak czy siak druga strona medalu to taka , że robisz to co uważasz za słuszne aby rozwinąć swój biznes czy dostać cenny feedback. Także powodzenia , sam chętnie zobaczę co masz do zaoferowania ;)

Hexelein
Gość
Hexelein

Otóż i reakcja opisana w poście w 100%. Proponuję napisać własną „rozwojową” książkę. Może być ciekawą alternatywą do już wydanych :) Spróbuj :)

liczbaavogadro
Gość
liczbaavogadro

Gratuluję świetnego wpisu!

PS
Zaraz odpalę Worda, by napisać (w koncu!) coś swojego. Dzieki za mądre słowa Volant :)

Monika
Gość
Monika

Potrzebowałam takiego tekstu! Dzięki!

Monika Gabas
Gość
Monika Gabas

Mój – Twój ulubiony.

Kasia
Gość
Kasia

Trafiłeś :)

majniaki
Gość
majniaki

Zawsze byłam otwarta na ludzi, broń Boże naiwna. Nigdy nie zadaję niewygodnych pytań jeśli mogą kogoś urazić, ale jeśli mam tylko okazję to staram się uczyć z doświadczeń innych, tych co potrafią więcej, lepiej, tych co osiągnęli to o czym ja marzę. Potrafię się cieszyć z sukcesu innych. Na pewno zazdrość gdzieś tam jest, ale ta motywująca. Nie jestem zawistnym człowiekiem, ale niestety większość społeczeństwa taka jest. Porażki mnie nie przerażają, bo przegrywać też czasem trzeba, żeby móc się rozwijać i uczyć. Znam ludzi, którzy mówi się, że mieli po prostu zajebiste szczęście, ale tak na prawdę po prostu wykorzystali chwilę i podjęli ryzyko w grze o marzenia. Utrata pozornej stabilizacji większość ludzi niestety, ale napawa przerażeniem, więc nic nie zmieniają, bo zawsze może być gorzej. Nie widzą tego, że może być lepiej i nie ryzykują. Już niedługo ja podejmę ryzykowną grę, w której mogę stracić to z czym mi dobrze, bo wiem, że może być jeszcze lepiej. Nie omieszkam się pochwalić jak już wypali, bo dałeś mi piękny tekst, który utwierdził mnie w przekonaniu, że warto, który jest świetną motywacją. I wiesz jakoś nie przejmuję się tymi, którym godzi czyjś sukces w ego, bo wtedy nic bym nie osiągnęła. W tych czasach ludzie nie cieszą się prawie z niczego, nie mają na nic czasu (tak twierdzą) i nie szanują innych. Ale to już kwestia wzorców z rodzinnego domu. Świetny tekst, motywuj mnie częściej!

Pogromca Kompleksów
Gość
Pogromca Kompleksów

Najbanalniejszym i jakże częstym przykładem takiego „gnojenia” czyjegoś sukcesu, jest sytuacja, gdy w grupie mało zadbanych koleżanek jedna nagle spektakularnie schudnie i tym samym się „wylaszczy”. Ojj, znam te spojrzenia…Niby nadal należysz do paczki, ale już nic nie jest takie samo.

Pamiętam, jak po długiej przerwie zaprosiłam do siebie pewną koleżankę. (Obydwie długo zmagałyśmy się z nadwagą i kompleksy jednoczyły nas nad paczką chipsów). Dopiero po 2 butelkach wina przełamała się i wyrzuciła z siebie: „Jak Ty to zrobiłaś?”. Tamtego wieczoru przeglądałyśmy wspólnych znajomych na Fb i – jak zwykle- plotkowałyśmy. Podczas gdy ja rozpływałam się nad prezencją koleżanek znacznie ode mnie ładniejszych (bo uważam, że przyjemniej jest sobie pooglądać kobiety, niż facetów), ona każdą podsumowywała krótkim: „Patrz jaka chuda!”- [choć wyglądała całkiem normalnie] – „Pewnie pusta z niej lala”. Było jasne, że to samo myśli na mój temat. Sama oczywiście do dzisiaj nie schudła.

Ja też odczuwam zazdrość wobec ładniejszych/bystrzejszych i lepiej zarabiających kobiet. Ale w sytuacji, gdy ta zazdrość zaczyna mnie dobijać i wysysać energię, odcinam się od oglądania ich najlepszych zdjęć na Fb i skupiam się na SOBIE.

Volant
Gość
Volant

„Najbanalniejszym i jakże częstym przykładem takiego „gnojenia” czyjegoś sukcesu, jest sytuacja, gdy w grupie mało zadbanych koleżanek jedna nagle spektakularnie schudnie i tym samym się „wylaszczy”.”

To prawda, nawet miałem dać taki przykład w tekście.

Kamil Skrok
Gość
Kamil Skrok

To ja pogratuluję tekstu, bo naprawdę wartościowy!

Volant
Gość
Volant

Dzięki Kamil :)

Mateusz 'Teo' Janusz
Gość
Mateusz 'Teo' Janusz

„(…) (bo uważam, że przyjemniej jest sobie pooglądać kobiety, niż facetów)”

Mam dokładnie tak samo! :)

KaZet
Gość
KaZet

„(…) (bo uważam, że przyjemniej jest sobie pooglądać kobiety, niż facetów)”
zmien towarzystwo na atrakcyjniejszych facetow:)
tak w ogole gorzej jak jest odwrotnie a zdarza sie – trzeba wtedy bic na alarm :)

Jajo Faberge
Gość
Jajo Faberge

Kiedyś wzięłam kredyt i… rzuciłam pracę, bo powiedzieli, że tną pensji. To tnijcie, ale beze mnie. I złożyłam
wymówienie. Najbardziej zabolało mnie to, że osoba którą szanowałam, lubiłam i w którą wierzyłam powiedziała o mnie: „teraz unosi się honorem, a potem będzie płacz”… nie wiem czy kiedykolwiek na kimkolwiek bardziej się zawiodłam…
Ja dzisiaj pracuje z ludźmi, których majątek wręcz mnie onieśmiela. W ich domach nawet kwiatki rosną na
baczność, a na podjeździe stoi wypolerowane A7.
No cóż – ciągnie swój do swego.
Czy warto ryzykować? – oj WARTO!

Lady Perfect
Gość
Lady Perfect

Mi nie przeszkadza sukces… Ale to, ze ludzie robia niesamowite plany, rozpowiadając wszem i wobec, ze beda sie udzielać charytatywnie, założą własna firmę, i beda pisać ksiazki (na których oczywiście mega duzo zarobią). I juz przedstawiają wszystko to niczym plan na życie, ktory wymaga tylko zrobienia włącznika „on”, a Ty gratulujesz, klepiesz po ramieniu i po cichu myślisz – co mozesz zrobic lepiej? Przecież Ty nic nie robisz niesamowitego, nie podwijasz swiata, albo po prosu jestes zadowolony z tego jak jest bo i tak masz harmonogram napiety po brzegi – wiec jest co robic. A potem okazuje sie, ze mija pol roku, potem kolejne pol, i nadal nie wcisnęli włącznika, a życie przecieka im przez palce bardziej niz Tobie. Ale zebrali pochwały tak chetnie, jakby juz stali sie ludźmi sukcesu. Strasznie mnie to drażni.

Mateusz 'Teo' Janusz
Gość
Mateusz 'Teo' Janusz

@martynahordowicz:disqus to o czym piszesz, czyli „publiczne zobowiązanie” jest jedną z technik realizacji celów. Jeśli ktoś powie wszystkim znajomym, że rzuca palenie, może podświadomie nie chcieć wyjść na osobę ze słabym charakterem (czytaj: leszcza) i dotrzyma tego zobowiązania. Inna sprawa, że ludzie często ulegają owczemu pędowi spowodowanemu np. nowym rokiem i nie potrafią wytrwać w realizacji celów. Po prostu nie znają technik motywacyjnych i tyle.

Ja tam się cieszę, kiedy ktoś rozwija wizję swojego nowego życia bo to oznacza, że mu zależy, że chce coś zmienić, chce stać lepszym człowiekiem – bardziej wartościowym dla społeczeństwa. Ale wtedy nie klepię po ramieniu tylko pytam „OK, ale jaki masz plan? Kiedy zaczynasz? Kiedy masz zamiar do tego dojść?”.

Volant
Gość
Volant

Opowiadanie o planach zamiast o efektach to w ogóle inna historia, ale irytujące jest to bardzo. Zresztą przeprowadzone badania mówią o tym, że opowiadanie o planach zmniejsza szanse ich zrealizowania, bo pochwały, które się słyszy od innych zapewniają na tyle dużą gratyfikację, że już nikomu nie chce się nad tymi planami pracować.

ioreth
Gość
ioreth

Hahaha. Dlatego nie trzeba opowiadać, tylko robić, a dopiero później opowiadać ;)

Nemesis Nave
Gość
Nemesis Nave

„Pracuj ciężko w ciszy, niech efekty robią hałas”.

ka
Gość
ka

albo „czy kiedykolwiek słyszałeś o generale, który zamierza zaskoczyć cytadelę, informując wroga o swych planach? przemilcz swoje cele i ukrywaj osiągnięty postęp; nie odsłaniaj zakresu swych zamierzeń, do czasu gdy już nie będzie można im się przeciwstawić, aż walka dobiegnie końca. staraj się osiągać zwycięstwo zanim wypowiesz wojnę. jednym słowem, należy naśladować wojowników, których plany nie są znane nikomu z wyjątkiem splądrowanej krainy, przez którą przeszli.”

KaZet
Gość
KaZet

Jasne kazdy powie ze tekst fajny itd nikt sie prawie nie przyzna ze sam sie tak zachowywal;)
To jest tak jak jest grupa facetow-singli, wsrod nich 1 bardziej ogarniety czy po prostu bardziej smialy. Ma wieksze powodzenie u dziewczyn ale chwilowo dziewczyny nie ma. Podchodzi gdzies do dziwczyny i:
A) dostaje kosza -cichy aplauz reszty facetow – „nie jestes od nas lepszy”
B) udaje mu sie poderwac dziewczyne – kwestia szczescia, podejdz do innej, jest taka sobie ale…moze ma jakies kolezanki?;)
Dlatego fajnie miec znajomych ktorzy Tobie kibicuja.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Ludzie tacy sa. Po prostu.
Dla przecietnego zjadacza chleba fakt, ze jego znajomy cos osiagnal startujac z tej samej grupy i tego camego poziomu niszczy jego dobre samopoczucie podczas tkwienia w strefie komfortu. Przecietny Janusz uwaza, ze ma dobre zycie, bo osiagnal tyle co mogl – i jest mu z tym dobrze.
Kiedy ktorys z jego znajomych, np taki Volant :) wylamuje sie z tego schematu, to zakloca porzadek i Janusz czujac powazny dyskomfort musi to jakos zdyskredytowac, np. uznajac ze Porsche w leasingu to kupa, a 20latki wcale nie sa takie atrakcyjne. To nie jest atak na Volanta, ale obrona wlasnego ego.

Dawid Straszak
Gość
Dawid Straszak

Dodam od siebie, że Polacy mają to do siebie, że odejście od grupy traktują jako wymierzoną w nich obelgę. Niezależnie czy była to podstawówka, liceum czy praca to zawsze słyszałem słowo „zdrajca”, gdy ktoś awansował, dostał się do lepszej klasy albo przeszedł do grupy zaawansowanej. Ludzie, którzy są pewni swojej wartości i umiejętności zawsze się w takich sytuacjach uśmiechali się i mówili pod nosem „Fajnie, że mu/ jej się udało”, ale głosy niezadowolenia w większości wypadków były głośne i pozornie obrócone w żart.

Rosemadder
Gość
Rosemadder

Gratuluję! Świetny tekst! Wydaje mi się, że to o czym piszesz to taka nasza cecha narodowa, jak w tej anegdocie, w której złota rybka mówi do Polaka: „Możesz prosić o co chcesz, spełnię Twoje życzenie, ale pamiętaj, że cokolwiek ode mnie dostaniesz, Twój sąsiad dostanie dwa razy tyle.” Na co Polak mówi: „Wyłup mi jedno oko!”

Marcin
Gość
Marcin

Tekst mocno fantazyjny. Zacznijmy od tego, że zmiany robimy dla siebie, czemu więc miałbym oczekiwać pochwał czy jakichkolwiek opinii innych ? Robię to dla siebie i tyle, lepiej mi ? Jeśli tak, to nie ważne, że gnoją mi jest lepiej i tyle.
W kolejnym rozdziale jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie, tak nie jest. Sam mocno chwaliłem jednego kolegę w nauce pewnej czynności i pomagałem, a gdy ten miał okazję mi pomóc, nawet nie miał ochoty ruszyć palcem. Nie żyjemy w świecie sprawiedliwym i bez przesady, to że ty komuś powiesz super zmieniłeś pracę, to bardzo wątpliwe, że ten ktoś Cię pochwali, a gdy jeszcze zrobisz to w podobny sposób uzyskasz zgnojenie – powód: zagrożenie pozycji.

Volant
Gość
Volant

Uważasz, że fakt, że niektórzy ludzie czasem zachowują się nieprzyzwoicie jest dobrym argumentem do tego, żeby samemu być nieprzyzwoitym?

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Trzeba odroznic kolegow od przyjaciol.
Nie wszyscy zasluguja na poswiecanie im swojego czasu i energii.

ioreth
Gość
ioreth

Tutaj nie chodzi o tworzenie kółeczka wzajemnej adoracji i chwalenie osoby X, aby osoba X później nas pochwaliła/pomogła. Tu chodzi o to, że jeśli tworzymy taki świat, w którym wartością są sukcesy innych, to może nam się to zwrócić. To jest bardzo idealistyczne podejście, ale pomaga żyć ;)

Volant
Gość
Volant

Lubię Twoje komentarze :)

ioreth
Gość
ioreth

Bardzo dziękuję :)

Świat według Neo
Gość
Świat według Neo

Jak byłem mały, to starsi mówili, że za komuny ludzie byli lepsi, bo sobie pomagali, a teraz każdy na każdego wilkiem patrzy. Ja natomiast myślę, że nie byli lepsi, tylko nikt nic nie miał i nie było czego zazdrościć, a jak niektórzy zaczęli się wybijać ponad stan, to wtedy ludzie pokazali swoje prawdziwe oblicze. Zauważyłem, że sytuacja się poprawia i kolejne pokolenia równają w górę, bo coraz więcej ludzi odkrywa, że bardziej się opłaca wskakiwać na kogoś wyższy poziom, niż ściągać go do swojego.

Cortez
Gość
Cortez

VOLANT czy nie masz czasami tak że żałujesz iż jesteś spostrzegawczy, dostrzegasz w różnych sytuacjach więcej niż przeciętny człowiek i co jeszcze gorsze rozumiesz przyczyny i zależności w różnych sytuacjach? Czy
chociaż od czasu do czasu nie wolał byś być zwykłym, beztroskim człowieczkiem nieświadomym co się dzieje tak naprawdę?

Chodzi o to że jeśli ktoś nas krytykuje, ocenia, komentuje z reguły po prostu lepiej o tym nie wiedzieć, nie byś tego świadomym. To nam oszczędza zbędnych nerwów. Niestety jeśli jesteś spostrzegawczym
człowiekiem, to choćbyś nie chciał, zauważasz pewne zachowania i reakcje ludzi, które wszystko mówią. Najczęściej że ktoś cię nie lubi nawet nie za sukcesy a za samą twarz, bo sam ma jak z kubła…

Łukasz
Gość
Łukasz

Czy ty go pytasz, czy nie chciałby być tępy jak szpadel? :D

Volant
Gość
Volant

Na dobrą sprawę to wcale nie jest takie głupie pytanie. Nie masz wrażenia, że mniej inteligentne osoby zwykle są szczęśliwsze?

Cortez
Gość
Cortez

Dokładnie. Zwróć uwagę że często np. starszym ludziom nie mówi się że mają
poważną chorobę. Dzięki temu są szczęśliwsze i nawet dłużej żyją. Są sytuacje gdy brak wiedzy lub nieświadomość pewnych faktów wychodzi na dobre.

Ja nie twierdzę że lepiej być „szpadlem”, bycie spostrzegawczym ma jednak jak się
wydaje czasem swoje minusy…

Mimo wszystko w kluczowych momentach spostrzegawczość okazuje się
bezcenna. Dzięki niej łatwiej jest „poruszać się” w relacji międzyludzkich,
zwłaszcza damsko-męskich. „Łatwiej” o tyle, że zauważając u innych pewne niepokojące cechy, zachowania lub skłonności – nawet mimo innych, bardzo poszukiwanych przez nas zalet – dzięki spostrzegawczości właśnie możemy wycofać się z danej znajomości, nie ryzykując toksycznego zaangażowania i wszelkich jego konsekwencji…

Łukasz, szpadel potrafi być całkiem ostry … :P

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

„Ignorance is bliss” – to nic nowego.

A na pytanie czy lepiej byc szczesliwym idiota, czy swiadomym, ale mniej szczesliwym powinien sobie kazdy odpowiedziec osobiscie.
Zreszta, gdyby otepianie sie nie bylo potrzebne, to uzywki jak alkohol albo marihuana nie bylyby takie popularne :)

Łukasz
Gość
Łukasz

Wrażenie może i takie jest, ale bardziej bym się skłaniał ku temu, że jest to takie ludowe porzekadło i nikt się nad nim nie zastanawia. Ja widziałem szczęśliwych idiotów i nieszczęśliwych, więc nie ma reguły, ale jak już idiota się zorientuje, że nim jest, to raczej na pewno nie będzie szczęśliwszy :D
Osoba inteligentna zazwyczaj wie, co jest powodem jej smutku i potrafi zrobić tak, żeby polepszyć swoją sytuację, także z tych dwóch opcji wybieram tę.
Jeśli chodzi o pytanie Corteza, to trochę mnie rozśmieszyło, ponieważ sugeruje, że brak spostrzegawczości złych zachowań w naszym kierunku, spowoduje oszczędnośc naszych nerwów, tylko, jeśli ktoś nas krytykuje za plecami, to i tak o tym nie wiemy i mamy spokój, ale jeśli jest to krytyka bezpośrednia, a my tego niezauważamy, to jak dla mnie to na pewno nie jest in plus do szczęścia – to tak jakby ktoś nam pluł w twarz, a my patrzyli w niebo w poszukiwaniu oznak deszczu :)

ioreth
Gość
ioreth

Trafne uwagi, zwłaszcza o zazdrości. W języku angielskim mamy 2 przymiotioniki: „envy” i „jealous”, oba najczęściej tłumaczymy na polski jako: „zazdrosny”. Przy czym ten pierwszy oznacza: „jestem zazdrosna o to, co masz, ale życzę ci jak najlepiej i sama chciałabym to mieć”. Tego słowa używa np. piękna Monica Belluci w Matrixie 2, zazdroszcząc Trinity bycia z Neo. A drugie słowo, które przy okazji jest znacznie soczystsze: „jealous” znaczy: „jestem zazdrosna, bo twoja krowa daje więcej mleka i w ogóle, lepiej, żeby ci ona zdechła” i bliżej tu do zawiści. Niestety, to o zdychaniu krów lub koni pod maską jest jakoś wdrukowane w świadomość zbiorową naszego narodu.

sposobnaremont.pl
Gość
sposobnaremont.pl

Programowanie na porażkę – chyba najgorsze, co ludzie sobie fundują…

barrtekk
Gość
barrtekk

Jak zwykle celnie, jak zwykle trochę dołująco. Dzięki.

Tylko trochę to „cofanie wstecz” niepotrzebne (pleonazm;)

Renardyn
Gość
Renardyn

o finansach inaczej
blog dla takich jak Ty ?
sprawdź http://www.renardyn.pl

Antoine Halik
Gość
Antoine Halik

Nie wiem z jakimi pi*dami miałeś Waść do czynienia, ale te z którymi ja się zadawałem – w większości nie były wcale smutne! :P

Yatka
Gość
Yatka

moze sie ludze, albo otaczam dobrymi ludzmi, ale wydalej mi sie ze w doroslym zyciu cos takiego jak zazdrosc i inne tego typu nieprzyjemne emocje, nie istnieja

pearl
Gość
pearl

A ja u ludzi zauważyłam że gnoją tych gorszych, tych którzy zaliczą wpadkę. Mój przykład – rozstałam sie z wieloletnim partnerem, i nagle zostałam obiektem drwin z tego powodu, chamskich żartów. Ze strony znajomych ludzi w związkach. Nabijali się ze mnie, że jestem sama i mam pracę do bani. Wczesniej nikomu moja praca nie przeszkadzała, w ogole nikt na ten aspekt mojego życia nie zwracał uwagi. A kiedy przestałam być sparowana to jazda na mnie zaczęła się na całego.
Dodam, ze mam 30 lat, a ci znajomi są starsi ode mnie, żyją w małżenstwach, wychowują dzieci.