Pewnie to znacie… Jest grupa znajomych – wszyscy są mniej więcej na tym samym poziomie. Mają zarobki przeciętne lub lekko powyżej przeciętnej, wszyscy są singlami, którzy w wersji męskiej kłamią: „Z bliska nie była taka ładna”, a w wersji żeńskiej: „Prawdziwi faceci skończyli się w czasach Bogarta”. Mieszkają w dobrych dzielnicach, ich rodziny nie są patologiczne, ale oni i tak uważają, że sposób w jaki byli wychowywani ich zniszczył. Mają też marzenia – wypadałoby rzucić ten etat i zarabiać o jedno zero więcej, bo przecież to jest możliwe. Fajnie byłoby spędzać czas z jedną nową dziewczyną na tydzień, zamiast z jedną na rok. Może nawet dałoby się zwiedzić kawał świata. Słyszałeś o tym gościu, co był w piętnastu krajach za mniej niż 5 000 zł?! Trzeba tylko ruszyć tyłek z kanapy.

Inaczej mówiąc – wszyscy mają podobne życia i marzenia, których nie realizują, bo żyją teraz, a marzenia są zawsze w czasie przyszłym.

Teraz wyobraź sobie, że ktoś z nich dokonuje tej arcytrudnej czynności podniesienia tyłka z kanapy. Rzuca pracę, zaczyna sprzedawać zapachy do wnętrz i zarabia 500% więcej. Bierze porsche w leasing i poznaje wspaniałą dziewczynę. Liczy na to, że jego znajomi szczerze mu pogratulują, a co widzi? Fałszywe uśmiechy i komentarze, że z taką dziewczyną to oni by nie chcieli być, samochód fajny, ale gdyby był za gotówkę to zupełnie inna historia. A ta nowa praca? Fajnie, że zarabia więcej, ale wcześniej pracował w bardziej prestiżowym miejscu.

Inaczej mówiąc, liczył na gratulacje, a dostał niezbyt zawoalowane słowa: „Chuj ci w dupę”. Niewykorzystana ambicja i społeczny ostracyzm wybuchają jak fajerwerki. Wszyscy to znacie, prawda?

Według obiegowej opinii prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. To prawda, ale ludzie, którzy osiągnęli cokolwiek, co nie udało się ich znajomym, dodadzą, że ci przyjaciele niezwykle rzadko zostają przy tobie, kiedy zaczyna ci się wieść. Bo ludzie są w stanie zaakceptować to, że masz dziwaczne poczucie humoru, nie masz za grosz empatii albo jesteś brzydki. Najczęściej nie zaakceptują tylko tego, że jesteś od nich lepszy, szczęśliwszy lub bogatszy – zwłaszcza jeśli jakiś czas temu nie byłeś.

Smutna prawda jest taka, że większość osób nie umie się cieszyć cudzym szczęściem. I jeśli też tego nie umiesz to jest to najgorsza rzecz jaką możesz zrobić. Przede wszystkim sobie i już ci mówię dlaczego. Robiąc to:

1. Bierzesz udział w tworzeniu środowiska przeciwnego zmianom

Gdyby cofnąć się o 300 lat wstecz to można byłoby śmiało założyć, że jeśli twój ojciec był kowalem, to ty też będziesz kowalem, a po tobie będzie nim twój syn. W pięć minut po urodzeniu dostawałeś narodowość, religię, status społeczny i zawód. Nie decydowałeś o tym sam, tylko decydowała o tym twoja przynależność do grupy.

Czasy mają jednak to do siebie, że pozornie zmienia się wszystko, a w praktyce nie zmienia się niemal nic. To dlatego o twoim życiu w największym stopniu decyduje to, w jakiej grupie jesteś. Single spotykają się z singlami, dzieciaci najczęściej z innymi dzieciatymi, a jeśli w paczce pięciu znajomych czterech wejdzie w związki to statystycznie w ciągu najbliższego pół roku też będziesz w związku.

Dobra wiadomość jest taka, że nie ma lepszego akceleratora zmian, niż wejście w nową grupę towarzyską. Zła wiadomość jest taka, że jeśli chcesz coś zmienić to nie ma nic bardziej hamującego, niż przebywanie wśród tych samych osób. Dzieje się tak z prostego powodu – będąc wśród nich zajmujesz akceptowane przez wszystkich miejsce w szeregu. Każdy wie co lubisz i jaki jesteś. Nie sprawdzasz się w nowych sytuacjach. Poruszasz się utartym szlakiem. Grupa daje poczucie bezpieczeństwa. Świetnie radzi sobie z poklepywaniem po ramieniu kiedy coś komuś nie wyjdzie, ale nie ma pojęcia jak zachować się, kiedy ktoś wyjdzie z szeregu. Wtedy go gnoi.

To jest naturalny mechanizm, który zaobserwowano też u innych człekokształtnych, ale to że on istnieje nie oznacza, że trzeba za nim podążać. Przede wszystkim dlatego, że jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana. To co odpowiada ci dzisiaj nie będzie odpowiadać ci jutro. Na przestrzeni lat zmieniają się warunki życiowe, cele i priorytety. Jeśli więc przyłączasz się do gnojenia kogoś teraz to dokładasz swoją cegiełkę do tworzenia środowiska, w którym nie akceptuje się zmian. Ty gnoisz teraz, a ciebie zgnoją jutro.

Dlatego dużo lepiej jest mówić: “Ekstra, że to zmieniłeś”, bo to zwiększa szanse na to, że ktoś powie to tobie, kiedy naprawdę będziesz tego potrzebował.

2. Programujesz się na porażkę

Z zazdrością jest jak z kijem – ma dwa końce. Nie masz wpływu na to, że ją odczuwasz, ale masz wpływ na to, co z nią zrobisz. Możesz wykorzystać ją do deprecjonowania czyichś działań albo do tego, żeby chcieć być lepszą osobą. Możesz łapać kogoś za kostkę i ciągnąć w dół albo ścigać się na jakość.

Pierwsze pokazuje twoją małostkowość. Drugie pewność siebie. Osoby, które krytykują cudze osiągnięcia najczęściej są tymi, które są przerażone, że nigdy same nie będą ich mieć. Wolą więc mówić, że to wcale nie jest takie fajne. Nie zauważają jednak tego, że w ten sposób programują się na porażkę. Nigdy nie osiągniesz tego, co krytykujesz, bo sam siebie w ten sposób uczysz, że to jest złe. Im częściej mówisz, że pieniądze szczęścia nie dają, tym mniejsze są szanse, że kiedyś będziesz je mieć. Tak to po prostu działa, więc jeśli krytykujesz cudze sukcesy to zmniejszasz szanse na to, że osiągniesz podobne.

Jeśli mogę coś o sobie powiedzieć to, że lubię wygrywać. Nie znaczy to, że wygrywam zawsze. Raczej jest tak, że kiedy ktoś z moich przyjaciół coś osiąga to jestem zazdrosny i przytłoczony, ale jestem w stanie iść do sklepu, kupić mu dobrego single malta i szczerze mu pogratulować. Również dlatego, że w ten sposób cieszę się tym, co sam osiągnę za jakiś czas. Brzmi to dziwnie, ale w swoim życiu miałem bardziej i mniej produktywne okresy. Te bardziej produktywne wiązały się z sukcesami moich znajomych. Kiedy ktoś zaczynał nagle zarabiać dużo więcej, to było to jak kopniak o treści: “Hej! Ty też możesz!”, więc wkrótce sam wspinałem się na wyżyny swoich umiejętności. Bez tego tylko marnowałem swój czas. Im lepiej żyje się moim znajomym, tym lepiej żyje się mi, bo pompuje mnie to taką motywacją jakiej nie dałoby mi szkolenie za 10 tysięcy złotych.

3. Usuwasz ze swojego otoczenia najbardziej wartościowych znajomych

Nie wiem jak wy, ale ja lubię mieć jak najbardziej ogarniętych znajomych. Pieniądze? Jasne, są ważne, ale nie tylko one się liczą. Lubię mieć też w znajomych zajebistych rodziców, ludzi, którzy dużo podróżują, seryjnych przedsiębiorców i ludzi pracujących naukowo. Z jednego prostego powodu – bo wiedzą w jakiejś dziedzinie coś, czego ja nie wiem.

Żyjemy w świecie, w którym łatwo znaleźć argumenty podpierające tezę: „Nie da się”. Ludzie w twoim otoczeniu, którzy mają na koncie osiągnięcia wytrącają ci te wszystkie argumenty z rąk. Są tacy jak ty – po prostu zaczęli robić coś innego, mają inne strategie i skuteczniejsze metody. To jest świetny powód, żeby zapytać: „Stary, jak to zrobiłeś?!”, a nie żeby od kogoś się odcinać. Wiesz dlaczego? Bo w ten sposób odcinasz się od wartościowych osób i od wartościowej wiedzy, którą masz pod ręką.

Nie mówiąc już o tym, że nie możesz swoim zachowaniem karać kogoś za to, że mu się chciało ruszyć tyłek.

Mam taką teorię, że dorosłość zaczyna się wtedy, kiedy uczysz się całkowicie świadomie mówić proste słowa. Wtedy umiesz powiedzieć: „Tak” bez dodawania listy warunków. Umiesz powiedzieć: „Nie” bez tłumaczenia się dlaczego tego nie zrobisz, bo masz świadomość, że możesz to zrobić i nic nikomu do tego. Potrafisz mówić „cipka”, „penis” i „seks” bez używania zastępczych eufemizmów, bo już rozumiesz, że twoja seksualność jest w pełni naturalna.

Uważam też, że do tej listy trzeba dodać szczerze wypowiadane słowo: „Gratuluję!”, bo oznacza to, że widzisz i doceniasz cudze osiągnięcia, ale nie czujesz się z tym źle, bo wiesz, że sam osiągniesz co zechcesz.

To nazywa się klasą.

Z kolei brak umiejętności cieszenia z sukcesów innych nazywa się byciem małostkowym gnojkiem i mam nadzieję, że nigdy taki nie będziesz.