Jakie życie wybrałeś?

Jakie życie wybrałeś?

W 1980 r. psycholog z University of Pennsylvania, Richard Solomon stworzył teorię procesów przeciwstawnych. Zgodnie z nią za emocjonalne korzyści „płacimy” emocjonalnymi kosztami. Skacząc pierwszy raz ze spadochronem jesteś przerażony, ale kiedy znów dotkniesz ziemi poczujesz euforię, która zrównoważy wcześniejszy strach. Narkotyczny haj zostanie zrównoważony przez bolesny zjazd, tak jak zakrapiana impreza przez kaca. Im mocniej się zakochasz, tym bardziej będzie to dla ciebie wyjątkowe, ale podczas rozstania poczujesz się tak, jakby ktoś rzucił tobą o ziemię i połamał wszystkie 206 kości.

W ten sposób organizm dąży do homeostazy – punktu, w którym równoważą się zalety i wady.

Ta teoria, stworzona początkowo dla emocji, znajduje swoje zastosowanie również do naszych wyborów.

Działa to w ten sposób, że Andrzej idzie do pracy za 3 000 zł, pewnie nigdy nie kupi mieszkania za gotówkę i nie przepada za swoim kierownikiem, ale wraca po ośmiu godzinach i jest psychicznie wolny. Za to Zenon zakłada firmę, wkłada w nią wszystko, co ma, mierzy się z ryzykiem, że będzie ona wśród tych dziewięciu na dziesięć firm, które padają, bez przerwy czuje się tak, jakby był w pracy, ale wraca do domu zarabiając 15 000 zł. Zenon chciałby mieć takie poczucie bezpieczeństwa, jak Andrzej, a Andrzej takie pieniądze, jak Zenon.

To nie znaczy, że któryś z nich ma lepsze życie. Po prostu wybrali określone korzyści i ich określone konsekwencje. Mogą sobie nawzajem zazdrościć, ale obaj wychodzą na zero.

Wiesz dlaczego tak często ludzie myślą inaczej? Bo gdyby wziąć kartkę, podzielić ją na pół i po lewej stronie napisać: „Co posiadam i na co mam wpływ?”, a po prawej: „Czego nie posiadam (a co mają inni) i czego nie mogę zmienić?” to zwykle okazałoby się, że patrzą tylko na prawą stronę. Mentalnie biczują się swoimi brakami. Wpatrują się w listę szans, które odeszły, odtwarzają w myślach żenujące sytuacje i bez przerwy zazdroszczą patrząc na Kaśkę, która ma lepszy tyłek i Grześka, który kupił sobie Audi z salonu i teraz ma w dupie używanie kierunkowskazów.

Dzięki temu myślą: „Łał! Chciałbym być na jego miejscu!”. Nie widzą jednak tego, że chcieliby mieć tylko plusy czyjejś rzeczywistości bez jej minusów. Postępując w ten sposób przymykają oko na korzyści swoich wyborów. Myślą, że trawnik sąsiada jest zieleńszy, ale stoją zbyt daleko, żeby zauważyć rosnące w nim chwasty.

Jednak ludzi nie różnią trawniki, które mają. Różnią ich dwie rzeczy:

Pierwszą są priorytety.

Wybory, których dokonują. Decyzje czy wolą czytać Pudelka czy książki, dzięki którym będą żyć lepiej. Czy wolą wyjść na miasto czy spędzić dzień w łóżku oglądając seriale. Czy będą uczyć się i pracować bez względu na to, czy będzie im się opłacać, czy stwierdzą, że nie warto.

Drugą jest ich postawa.

Czy biorą odpowiedzialność za swoje wybory lub brak tych wyborów? Jeśli spojrzysz na ludzi dookoła to u większości z nich zauważysz strach o to, czy coś ich nie omija i brak pewności, że żyją tak, jak powinni to robić (jakby w ogóle dało się na to odpowiedzieć). Tylko niektórzy oceniając swoją rzeczywistość czują spokój i są w stanie szczerze powiedzieć: „Mam to, co wybrałem”.

Wiesz jak możesz zmierzyć swoje bogactwo? Zgodnie z teorią procesów przeciwstawnych odpowiedź brzmi – tak, jak chcesz. Liczy się tylko to, według jakiego kryterium oceniasz swoje bogactwo. Przyjaciółmi, dolarami, wspomnieniami, uśmiechami i mądrością swoich dzieci? Wbrew temu, co mówią media, ja lub ktokolwiek inny, to są równorzędne wybory. Wiesz dlaczego? Bo świadomie wybierając jedno kosztem drugiego, jednocześnie mówisz: „To jest dla mnie ważniejsze”. To nie rezygnacja – to wymiana.

To dokładnie tak, jak w tej bajce Tima Ferrisa o rybaku, który mieszkał w meksykańskiej wiosce i łowił tuńczyki. Spotkał go amerykański biznesmen i zdziwiony, że Meksykanin pracuje tak mało, zapytał, co robi z pozostałym czasem:
– Długo śpię, trochę wędkuję, bawię się z dziećmi, w czasie sjesty odpoczywam z moją żoną Julią, co wieczór idę do miasta, gdzie popijam wino i gram z amigos na gitarze. Żyję pełnią życia i jestem bardzo zajęty, senor – odpowiedział rybak.

Następnie Amerykanin zdziwiony jego lenistwem zapytał dlaczego nie zacznie łowić więcej ryb, sprzedawać ich bez pośredników, a następnie nie kupi więcej kutrów rybackich i nie założy własnej przetwórni. Wytłumaczył mu, że w ciągu dwudziestu kilku lat byłby bardzo zamożnym człowiekiem i w końcu będzie mógł zrobić ofertę publiczną, sprzedać akcje i zarobić miliony.
– A co potem? – zapytał Meksykanin
– Potem możesz przejść na emeryturę, przeprowadzić się do małej rybackiej wioski nad brzegiem morza długo spać, trochę wędkować, bawić się z dziećmi, spędzać z żoną sjestę, a wieczorami wychodzić do miasta, by napić się wina i pograć na gitarze z przyjaciółmi…

Nie wiem czy ta historia się kiedykolwiek wydarzyła, ale rybak czuje w niej spokój, bo z puli wszystkich możliwych działań, wybrał te, z którymi czuł się najszczęśliwszy. Miał świadomość, że może być multimilionerem, wyjechać do innego kraju albo wybrać którąś z tysięcy pozostałych możliwości, ale on wybrał łowienie kilku tuńczyków dziennie, spędzanie czasu z rodziną i granie na gitarze z przyjaciółmi.

Liczy się tylko to, żeby nie dać wmówić sobie, że jest tylko jedna droga i nie możesz wybrać innej. Bo zawsze możesz i zawsze będziesz spotykał ludzi, którzy taką wybrali, a jeśli będziesz wystarczająco zgorzkniały, to będziesz im zazdrościć.

Nie ma tu wyborów lepszych i gorszych tak długo, jak długo żyjesz życiem, które sobie wybierasz i nie stajesz się małym, wrednym skurwysynkiem, który zrzuca winę za swoje niepowodzenia i powtarza w kółko: „Inni mają łatwiej”, „Nie znasz mojej sytuacji”, „Gdybym miał tylko milion złotych…” nie widząc, że brak wyboru też jest wyborem.

Jeśli natomiast nim jesteś, to nie powiem ci żebyś przestał zachowywać się jak ktoś, komu zabrano marzenia, bo jedyną osobą, która to robi, jesteś ty sam (chociaż to prawda). Zadam ci za to najpierw dwa pytania zamknięte, a później dwa pytania otwarte.

Czy to twoje życie?

,
Czy jest takie jak chcesz mieć?

,
Co możesz zrobić, żeby przybliżyć się do takiego życia, jakie chcesz mieć?

,
Jak to zrobisz?

,

Te pytania pokazują ci nie tylko to, co masz, czego chcesz i co możesz teraz zrobić, żeby to osiągnąć. One przede wszystkim pokazują ci, że możesz się nad sobą użalać, ale nigdy nie jesteś w sytuacji, w której masz zerowy wpływ na swoje życie. 

To tylko od ciebie zależy, co zrobisz z tymi odpowiedziami. Nawet jeśli wolisz oszukiwać się, że jest inaczej.

Print Friendly, PDF & Email

47
Dodaj komentarz

avatar
100000
21 Comment threads
26 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
27 Comment authors
AluZbuntowanaqwertyKamil Dyluśentropysphere Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Pogromca Kompleksów
Gość
Pogromca Kompleksów

Jakiś czas temu wbiłam sobie do głowy, że chcę pracować w biurze, najlepiej w marketingu i że to mi przyniesie satysfakcję, poczucie sukcesu i wyniesie mnie na ogólnie rozumiane wyżyny społeczne.
Okazja „spełnienia” w końcu się nadarzyła…Ale co z tego, skoro po kilku miesiącach narastającego znudzenia za biurkiem nie marzyłam już o niczym innym, tylko o rzuceniu tego w cholerę, nawet za cenę utraty zarobku i pożądanego wcześniej statusu pracownika biurowego. Kiedy później widziałam na Fb, że któraś z koleżanek pracuje w takiej, czy innej firmie na podobnym, lub wyższym stanowisku, przychodziło mi na myśl tylko: „Uff, a niech sobie pracuje! Ja bym tam umarła z nudów!”.

To tyle w temacie zazdroszczenia innym pracy.

Owner.org.pl
Gość
Owner.org.pl

Wiesz, duża część ludzi żyje, bo muszą. Idą w przeciwnym kierunku a z czasem coraz trudniej jest im zawrócić.
Jeśli jednak już to zrobisz, będzie to wymagać sporo czasu by wejsc w stan zero(wyjsc z matrixa) i budowania od „prawie” samego nowa tego co chciałeś/chcesz robić.

Piotr Kierus
Gość
Piotr Kierus

Fizyka kwantowa – temu zaprzecza.
Wszystko zależy od pozycji obserwatora.
A stan splątany – nawet Einstein nie potrafił roztrybić.

Volant
Gość
Volant

Możesz rozwinąć? Bo prawdę mówiąc nie widzę związku fizyki kwantowej z podejmowaniem decyzji lub gospodarką emocjonalną człowieka…

Mateusz Skrycki
Gość
Mateusz Skrycki

Kolega chyba lubi dowody. I twarde fakty ;)

Ostatnio również uczę się postrzegania życia przez pryzmat ‚fajnie, że ktoś ma lepiej, ale zastanów się dlaczego i czy to dla ciebie’. Im więcej wkładam, tym mam nawet nie większe, ale jakiekolwiek szanse na sukces. Bo nie robiąc nic on nie przyjdzie.

Owner.org.pl
Gość
Owner.org.pl

Cząsteczki zachowują się inaczej jak jest Obserwator.
Taka sama sytuacja zachodzi z ludzmi, którzy obserwując dostrzegają „duszę”.

Volant
Gość
Volant

Wciąż nie widzę związku z tekstem.

Owner.org.pl
Gość
Owner.org.pl

Myśl jest jak impuls, aktywowany podąża wyznaczoną drogą lub uruchamia własną, dlatego proszę o wyrozumiałość dla czytelników i mnie ;f

Jajo Faberge
Gość
Jajo Faberge

A ja widzę. :) prawo przyciągania i fizyka kwantowa. Volant, wytłumaczę Ci to na priv – bo tu za dużo by pisać. pozdrawiam

Volant
Gość
Volant

Łączyć prawo przyciągania i fizykę kwantową to jak otworzyć kierunek Astrologia i wróżenie na Harvardzie.

Piotr Kierus
Gość
Piotr Kierus

Fizyka kwantowa – to nie jest wróżenie. To nauka.
A że sam Einstein 100 lat temu już nie rozumiał efektu splątania
na odległość. W życiu jest wiele zagadek.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Stan_spl%C4%85tany

Volant
Gość
Volant

Wiem. Cisnę bekę z prawa przyciągania :D

Piotr Kierus
Gość
Piotr Kierus

Spoko!
Prawo przyciagania jest miedzy ludźmi.
Jedno ciało – przyciaga drugie ciało … i powstaje trzecie ciało!

madziowaa
Gość
madziowaa

Ja aktualnie jestem w kropce.
Od 3 miesięcy szukam pracy,bezskutecznie .
Cały okres studiów dziennych pracowałam na pełny etat i nagle okazuje się,że ten cały zapieprz był gówno warty.
Wmawiałam sobie, że ciężka praca połączona z nauką w końcu przyniesie mi jakieś korzyści, okazało się że niekoniecznie. Teraz jestem na etapie, co mogłam zrobić lepiej i mam już dość.
Życie niestety nie jest sprawiedliwe….

Rafal
Gość
Rafal

Wytrwałości, rozwiązanie pewnie przyjdzie samo szybciej niż Ci się wydaje. Natomiast chodzenie na rozmowy kwalifikacyjne to też jest bardzo cenna kompetencja, która buduje pewność siebie i umiejętność opowiadania o sobie – co brakuje przynajmniej 80% Naszej populacji. Nie bądź skromna i pamiętaj, że sky is the limit – zawsze możesz poszukać pracy nieco dalej (i nie mówię tu np. o UK)

madziowaa
Gość
madziowaa

Dziękuję za tak miły komentarz , mimo wszystko staram się jeszcze myśleć pozytywnie:) w chodzeniu na rozmowy rekrutacyjne czuję się ekspertką, zwłaszcza w obecnej sytuacji.
Najgorsze są chyba rekrutacje wieloetapowe, trwają bardzo długo i człowiek robi sobie nadzieję :)
Cóż, może warto zmienić miasto.

Paula Stadnik | Typewriterka
Gość
Paula Stadnik | Typewriterka

Zatkało mnie.
Po pierwsze – to tak dobry tekst.
Po drugie – to o mnie?? odpowiemy sobie.

Agnieszka Misiewicz
Gość
Agnieszka Misiewicz

Fenomenalny tekst ! Ten blog to jedne z mądrzejszych treści jakie można spotkać w internecie. Volant chcę Cię na maturze :D

ka
Gość
ka

klucz tej mądrości, którą tu znajdziesz, zawsze będzie tym, który nie trafia w standardy maturalne. to jak różnica między inteligencją intelektualną, a emocjonalną. i całe szczęście – wystarczy na dużo, dużo dłużej niż wynik maturalny.

Mariusz
Gość
Mariusz

Ja przez większość swojego czasu, od 16 roku życia starałem się osiągnąć jakiś sukces. Pisałem ale mi nic nie wychodziło. Z siłownią podobnie, bieganiem także. Nawet ze szkołą. Po pięciu latach obijania się o wszystkie tematy próbowałem odgadnąć co takiego dla mnie jest ważne podpatrując to u innych. Często w moich słowach można było usłyszeć:
„Kurcze, Volant pisze, ogarnia wszystko, ja też tak chce”. Potem starałem się małpować podejście do czasu, kiedy przypalały mi się obwody i byłem nie do życia. Super Hiper produktywny life style nie wypalił. Wstawanie o 5:30, nauka, praca nad sobą. Cały dzień, przez dwa miesiące. Po tym czasie musiałem odpocząć, oraz szukałem wciąż nowego wzorca. I kolejny raz to samo, tak za każdym razem do momentu kiedy łamałem się i praktycznie byłem nie do życia. Szukając ujścia w blogach. Ani razu mi nic nie wyszło. Każdy mój plan, nie ważne jaki by nie był ambitny, nie był dla mnie. Pozostawało złudne myślenie, że idę w zajebistą stronę i za kilka lat będę pławił się w luksusie. Prowadził high life w centrum.

Przez ten czas zapomniałem o odpoczynku, o uczuciach do rodziców, zadowolenia z tego co już posiadam, jakiejkolwiek radości z życia odmawiając sobie wszystkiego. Czułem się jak frajer. Pod milimetrową warstwą udowadniania ludziom że naprawdę ciężko pracuje ukrywał się kompleks. I brak wiary w swoje własne słowa, ponieważ za każdym razem mówiłem sobie: „I tak za dwa miesiące powiesz inaczej”.

Najgorszy był okres kiedy zacząłem zarabiać pieniądze i całkowicie poczułem się jak publiczny śmietnik, któremu można byłoby wmówić wszystko. Do tego wstydziłem się swoich zarobków. Wiele rzeczy przeczytałem na ten temat w internecie, ile to ludzie w moim wieku zarabiają. Imponowało mi to. I teraz też imponuję :) tylko że całkowicie inaczej podchodzę do tego. Wtedy 6000 tysięcy to taki standard dla młodocianego pracownika był dla mnie. I moja stawka 2500 była oznaką zmarnowanego życia. Teraz zaczynam dobijać do 3000 tysięcy i właściwie poczułem że mi to pasuje.

Nawet mieszkanie na wiosce, bardzo daleko od centrum i prawdziwych barów, galerii handlowych i tego „lepszego życia” było dla mnie ciężkie. Uważałem, że jestem dzieciaczkiem z wiochy, czułem się nawet gorzej. Gdy moje myślenie zaczynało mnie wytrącać z równowagi wchodziłem na internet, czytałem jak to jest być fajnie „pro kozakiem” i wszystko zaczynało się od nowa. Wtedy nawet blogi mi nie pomagały (a myślałem że pomogą. Pomimo że ty Volancie to napisałeś) i właściwie nie wiedziałem dlaczego. Przecież miałem świadomość co trzeba robić a pomimo to nie potrafiłem tego robić. Wstawałem rano, uczyłem się, ćwiczyłem itp. Po pewnym czasie stawało się to bardzo nienaturalne, czułem się jakbym robił coś wbrew w sobie. Jakby to wszystko nie należało do mnie. Ani marzeń ani niczego. Przez pięć lat próbowałem. Coraz bardziej z takiego frajera, robiłem się zgorzkniał, gdy rano otwierałem oczy czułem zwykłą gorycz. Że gdzieś tam jest ktoś taki jak Volant lub inny człowiek, który pracuje i osiąga cokolwiek a ja nie. Zganiałem na wszystko. Że to przez to że mieszkam z rodzicami, że byłem wychowywany paskiem, że to w szczególności przez rodziców, którzy mnie niczego nie nauczyli w „biznesie”. Że nawet są „głupi”. Że trafiłem na złych ludzi, dostałem najgorsze karty i zawsze będę statystą w swoim życiu. Potem pętla. Czytałem o takich ludziach jak udaje im się w końcu wybić. I to samo.

Ciężkie czasy. Czy mnie czegoś nauczyły? Wzbogaciły moją osobowość. Kierownik mi powiedział, że moje ambicie mi przysłaniają wszystko. Zbyt bardzo wszystkiego chce. Miał rację. Rodzice także. Nikomu nie wierzyłem. Każdy był dla mnie „szary”. Tragedia :)

Nie wiem czemu ale pewnego dnia powiedziałem. Poddaje się. Przeprosiłem wszystkich za swoje zachowanie. I zapytałem się samego siebie „zajmij się tym, na co masz wpływ, pogódź się kim jesteś i rób to co ty uważasz za słuszne.” Po kilku dniach zobaczyłem ile poświęcili moi rodzice aby mieć własny dom, dwa garaże i ludzi którzy sami chcą aby robił za pieniądze. Niemcy, Francuzi, Kierownicy oraz informatycy, którzy nie umieją założyć alarmów i zaprogramować. Mój Tato nie miał nic. Z domu dziecka swojego czasu, ciężkiej rodziny. Natomiast jego koledzy na odwrót. Domy, wspomagających rodziców we wszystkim, darmowe treningi, motory. A mój tato drzewo w lesie do podciągania. Jeszcze kilka lat temu był wstanie podnieść 160 kg (40lat) Nasłuchałem się wielu historii i głupio to mi się zrobiło.
W pracy także. Wiem, że mogę zarabiać 4000 tysiące(realnie). Więc czemu by nie. Zawsze to więcej niż 3000. Nawet teraz się lepiej czuje, nic mi nie ciąży na duszy. Nie ukrywam, że nie mam pomysłu i że to nie jest na zasadzie, że od teraz już wszystko będę wiedział. I że jest właściwie cud miód ! Dzięki volant i inne sraty pierdaty. Po prostu zrobiłem prawdziwi krok w stronę, aby być lepszym człowiekiem dla siebie i dla innych. Co daje się zauważyć, ponieważ dowiedziałem się, że teraz to fajnie jest ze mną wyjść na piwo. „Nie porusza tych swoich egzystencjalnych problemów całego świata”. Naprawdę miło takie coś usłyszeć.

Pozdrawiam :)

Paweł Zarębski
Gość
Paweł Zarębski

Ciekawa historia, o ambitnym człowieku, którego chęci padły na jałowy grunt. Niestety, z pustego, to i Salomon nie naleje.Taka jest prawda. Wszystkie wyjątki są wyjątkami, dlatego właśnie się o nich mówi. Ba ! Nawet książki się pisze o takich ludziach, którzy od pucybuta stali się milionerami. Pierwsza trudność, to Twoje pochodzenie. Urodziłeś się w takiej rodzinie, jakiej się urodziłeś i tam, gdzie inni na start dostają mieszkanie, edukację, nazwisko, kontakty, Ty dostałeś opowieści ojca, który miał w życiu bardzo ciężko i okazało się, że Ty te trudności odziedziczyłeś i to właściwie wszystko, co odziedziczyłeś. Rodzina przelała na Ciebie swoje niespełnione ambicje. Tylko same ambicje, jak sam zauważyłeś, to za mało. Bo po prostu spalasz się. Cała Twoja para, idzie w gwizdek, a nie w koła. W życiu, by odnieść sukces, oprócz zdrowia, są potrzebne pieniądze (dużo pieniędzy), wiedza, talent, trochę szczęścia i środowisko ludzi, wśród których nie będziesz się wstydził powiedzieć, ile zarabiasz. W Twoim przypadku, jeżeli odniesiesz sukces, bo nie jest powiedziane, że nie odniesiesz. To za tym sukcesem i wspomnisz tu moje słowa, pójdzie odklejenie się do środowiska w którym jesteś. Nie będziesz już tam pasował, oprócz tego pojawi się zawiść i zazdrość ludzka i doświadczysz jej od kolegów, którzy są „z tego samego podwórka”. Co do życia w wielkim mieście. Wielkie miasta niosą za sobą większe możliwości, ale też w większych miastach spotkać można wydawałoby się „ludzi sukcesu”, którzy opanowali znakomicie jedną umiejętność – mianowicie – zachowywanie pozorów. Także te wszystkie galerie, domy handlowe, edukacja, rozrywka, kultura, kawiarnie i restauracje są świetne, ale znowu to jest świat dla ludzi, którzy mają wiedzę, umiejętności, kontakty i pieniądze. Także pozdrawiam i życzę Ci, abyś trafił na taki grunt, gdzie Twoja cała praca nie da efektu w postaci mielenia kołami w błocie, ale życzę Ci, żeby był to równy twardy asfalt. Co do środowiska w którym jesteś. Ludzie w większości nie lubią tych, którzy naruszają „status quo”. Ale z drugiej strony, gdyby nie było tych, którym nie pasuje zastana rzeczywistość, to pewnie do dziś większość z nas, byłaby „niepisata, nieczytata”, robiłaby w pańskim polu, mieszkała w czworakach, srać chodziłaby za stodołę, a jedyną rozrywką byłaby wódka i msza w niedzielę. Pozdrawiam.

Volant
Gość
Volant

Cześć Mariusz! Dziękuję za komentarz.

Życie nie jest zero-jedynkowe w takim sensie, że nawet jeśli zrobisz wszystko, co należy to może nie przynieść rezultatów. Z tym trzeba się liczyć i pięknie pokazuje to książka „Czarny łabędź” Nassima Taleba (polecam!).

Też większość rzeczy nie przyszło mi łatwo. Gdybym wiedział ile będzie mnie kosztowało znalezienie się w miejscu, w którym jestem to nie wiem czy podjąłbym się tego drugi raz. I teraz jest już coraz łatwiej, ale to nie zmienia tego, że pierwsze pieniądze na pisaniu zarobiłem po sześciu latach regularnego pisania i zapisaniu kilkuset stron (w tym dwóch niewydanych powieści, kilkudziesięciu opowiadań i jeszcze większej ilości artykułów).

Podejmowałem się wielu projektów, z których wychodził mi co piąty, a nawet kiedy już wychodził to z opóźnieniami.

Przez lata prawie nikt we mnie nie wierzył i wielokrotnie było tak, że kiedy inni szli na imprezę ja pracowałem. Mam świadomość, że mimo to, mogło się okazać, ze oni mieli rację.

Zanim stwierdziłem, że są rzeczy, do których się nadaję i z którymi się dobrze czuję sprawdziłem kilkadziesiąt innych opcji, które zwyczajnie nie były dla mnie.

Taka selekcja to naturalny proces. Podobnie jak to, że nigdy nie ma się gwarancji sukcesu i tylko można zwiększyć swoje szanse na to, że się go odniesie (do tego służy praca nad swoimi celami, komunikatywnością i zdobywanie kompetencji), a wszystko sprowadza się do tego, żeby pracować w obrębie swojej strefy wpływów.

Jeszcze raz dziękuję za komentarz. Powodzenia we wszystkim!

t2t
Gość
t2t

Świetny tekst Michał – ciekawe spojrzenie na porównanie naszych wyborów z wyborami innych pod kątem potencjalnych poświęceń z naszej/ich strony. Lubię poświęcenie i godzę się na ciężką pracę jeżeli idzie to w parze z moimi wartościami :)

A co do historii, bardzo ładnie Łona ją ujał: https://www.youtube.com/watch?v=tHu1Tn8rpM0

Thomas Kristofersson
Gość
Thomas Kristofersson

Autor wyczerpał temat :)

Lenta
Gość
Lenta

„…według jakiego kryterium oceniasz swoje bogactwo. Przyjaciółmi, dolarami, wspomnieniami, uśmiechami…”
Twoje inspirujące posty zawsze poprawiają i humor i dodają energii. Szacun, Volant. Niepokoi mnie za to jedna idea…
Wybór kryterium oceny. Nie zgodzę się, że można porównać w jakikolwiek sposób bogactwo dolarowe i bogactwo przyjaciół…
Pozwól, że pokuszę się o dodanie zakończenia Twojej przypowieści o meksykańskim rybaku…
Amerykanin mówi …
– Potem możesz przejść na emeryturę, przeprowadzić się do małej rybackiej wioski nad brzegiem morza długo spać, trochę wędkować, bawić się z dziećmi, spędzać z żoną sjestę, a wieczorami wychodzić do miasta, by napić się wina i pograć na gitarze z przyjaciółmi…
A rybak na to…
Wolę tego nie odkładać… Wolę żyć t e r a ź n i e j s z o ś c i ą, a nie przyszłością, bo co jeśli … brzeg morza będzie ekologicznie zanieczyszczony, ból pleców nie pozwoli mi spać, dzieci zapomną mojego „dolarowego” imienia, żona wybierze Jezusa z przymusu (a o bzykanku zniszczonego stresem wraka nie wspomnę), a wieczorami będę przylepiony do wykresów trendów akcji mojej spółki, pijąc nie wino, tylko litry whiskey, a na gitarze przecież nie będę miał się kiedy nauczyć grać, a co najgorsze … na pewno nie będę wśród przyjaciół … bo zamiast ich szukać w życiu, szukałem „dolarów”, i byłbym sam jak palec, nie w wiosce z przyjaciółmi, tylko sam w swoim lambo, wyrzucając sobie co wieczór… Jak mogłem posłuchać jego pierdolonego Amerykańca! Znów nie żyjąc t e r a ź n i e j s z o ś c i ą , tylko do końca życia … przeszłością.
Pozdrawiam:)

entropysphere
Gość
entropysphere

Całe piękno sytuacji polega na tym, że poza tym co odziedziczamy jak wyglad, geny, rodzinę i zasoby – reszta decyzji należy do nas.

Ja już wybrałem
Gość
Ja już wybrałem

Rób to co lubisz i zapytaj sam siebie, jak możesz na tym zarobić :) dusza artysty i wykształcenie inżyniera, ciężkie decyzje i nieprzespane noce… opierając na mało opłacalnej pracy grafika w dość sporej hurtowni mogłem sobie pozwolić na kredyt i zakup frezarki cnc, chodź nigdy nie miałem styczności z takimi maszynami. Moje pochodzenie – gospodarstwo rolne 40km od krakowa – z poprzedniego „daleko do cywilizacji” teraz jest mi bardzo na rękę, bo np. nie mam sąsiadów, którzy będą dzwonić po policję, jak będę chciał maszynę włączyć po 22. Właśnie pracuję na etacie, a wieczorami projektuję, wycinam i składam najróżniejsze konstrukcje ze sklejki. po 4 miesiącach powiększyła mi się pracownia o następne 5 m2 :) Jedyne czego żałuję, to że zabrałem się za to tak późno – mam 26 lat. dorabiam sobie na razie, niedługo po remoncie założę działalność. żyjąc jako uczynny człowiek (na początku czułem się strasznie wykorzystywany) teraz ludzie pomagają mnie – mam zamówienia na zabawki mojej konstrukcji już za granicę :)
teraz jeszcze jeden myk – w tym samym czasie jak ja brałem kredyt na maszynę i kupiłem ją, kumpel za taki sam hajs kupił sobie świetną sportową brykę – i to za gotówkę! Kto komu powinien zazdrościć? ja jeżdżę autem 2 lata młodszym od siebie, z chęcią przesiadłbym się na coś nowego, sportowego, żeby i mnie ludzie zazdrościli…
Za to zazdroszczą mi mojego podejścia do życia, wyluzowania, pracowitości i ogólnie pomysłów pacząc na moje sklejkowe zabawki. A kumpel nie za bardzo ma jak zatankować swoją nową furę, bo ciężko mu znaleźć pracę na dłużej niż miesiąc…

Twój wybór kształtuje Twoje życie – ja pomimo małej ilości czasu wolnego wiem, że z każdym dniem jestem krok bliżej do życia, jakie sobie wybrałem. Wam też życzę podjęcia ZDROWEGO ryzyka, by żyć tak jak sobie wymarzycie :)
wystrarczy

Mariusz
Gość
Mariusz

Mi nadarzyła się okazja. Za kilka dni będę miał opcje kupna hyiundaia coupe. Bardzo zadbane. Na pierwszy rzut oka, na grafikę w internecie i zdjęcia najarałem się. Choć po czasie sam zauważyłem, że to tylko dla tego aby ludzie mnie dostrzegli. Zrezygnowałem i kupiłem zadbane clio za 1500 zł. Zero problemów, mały wydatek. Wcześniej miałem BMW. Władowałem 6 tysięcy. Masakryczny bezsens dla kogoś kto się wgl autami nie interesuje. Od momentu, w którym wymieniłem auto poczułem się jakby kłódka 5 kilowa z piersi wypadła.

Fajnie, że znalazłeś coś dla siebie i widzisz w tym przyszłość. Na pewno jest to fajne uczucie :)

Volant
Gość
Volant

Gratuluję i życzę Ci żeby dalej Twoja działalność rozwijała się w takim tempie :)

Marcinzapomnialem
Gość
Marcinzapomnialem

Niestety jako ludzie potrzebujemy wiele rzeczy, nawet te podstawowe jesli bedziemy realizować sami to długo to nie potrwa, gdyż człowiek umiera wewnątrz od monotonni. Dla typowego Kowalskiego praca jest jedynym wyjsciem by przezyc, a ze rynek jest jaki jest to trudno stwierdzic ze ktos wybral prace za minimalna krajowa, czy ktos wybral 24h pracy w zamian za przyszlosc wolna od pracy. Przypomina to bardziej przesuwanie czasu a nie wybor

Volant
Gość
Volant

Mam dwie uwagi do Twojego komentarza:

1) To, że wybrałeś dwie skrajne sytuacje nie znaczy, że nie ma innych. Założę się, że jeśli popatrzysz na swoich znajomych to znajdziesz całą masę innych opcji – dziewczynę, która zaczęła robić zdjęcia i teraz pracuje trzy dni w tygodniu zarabiając więcej, niż średnią krajową, młodego oficera w wojsku, gościa, który wyjechał do stolicy, pracuje w korporacji i to mu się podoba itd. Jeśli natomiast takich osób dookoła Ciebie nie ma to pomyśl o zmianie środowiska, bo to, że takich osób nie znasz, nie znaczy, że ich nie ma (tak jak to, ze ja piszę głównie o osobach z sukcesami nie znaczy, że wszyscy tacy są. Mam tą świadomość).

2) Napisałeś, że to właściwie nie jest wybór tylko przesuwanie czasu. I masz rację. Na tym polega teoria procesów przeciwstawnych. Wszyscy mamy taką samą pulę podstawowych zmiennych: czas, ryzyko, emocje, psychiczne koszty… To, co możemy zrobić to wybierać korzyści i równoważące je koszty. Bez względu na wybór wszyscy wychodzimy na zero.

Dlatego napisałem, że dobry wybór to ten, z którym czujemy się dobrze.

une fille volante
Gość
une fille volante

poczułam się jeszcze szczęśliwsza uświadamiając sobie, że ten tekst mnie nie dotyczy :)

Jajo Faberge
Gość
Jajo Faberge

Kto dobrnie do końca ten MISTRZ! :)

Kiedy po maturze przyjechałam do dużego miasta, byłam nim niebotycznie zachwycona, a jednocześnie trochę
przerażona. Nie wiedziałam jeszcze co mnie czeka. Wybrałam sobie niszowy zawód, ale uczyłam się w wymarzonej szkole. Pracowałam byle gdzie, aby tylko się utrzymać. Pamiętam jak za 33godz (!) pracy non-stop dostałam 230zł. Byłam zachwycona takim „szmalem”. Kiedy odebrałam dyplom ukończenia szkoły, wyszłam za bramę i polały się łzy. Dostałam prawie spazmów na ulicy, bo obiecano mi „złote góry”, a dostałam „figę z makiem”. Tak się traktuje przyjezdnych, my jesteśmy dla nich „słoikami”. Zrobiłam sobie rok przerwy, nie pracowałam w zawodzie, pracowałam gdzie mogłam, aby tylko zostać w dużym mieście. Gdy zarobiłam 1700zł netto czułam się jak milioner. Zdarzało się, że pracowałam 27dni w miesiącu. Potem poszłam do drugiej szkoły i rozwijałam swój zawód dalej. Jeśli można było zrobić coś za free i zdobyć jakąkolwiek praktykę – byłam pierwsza, aby w to wejść. Wszyscy w mojej szkole wiedzieli gdzie chce pracować po jej ukończeniu. I byłam
pewna, że prędzej czy później tam trafię, „może za 5lat?” – myślałam. Na ostatnim roku nauki rzuciłam stałą pracę, chcąc pracować już tylko w swoim zawodzie. Miałam kilka prac dorywczych. Żadna nie wypaliła. Kasa się kurczyła, a moje dochody zmniejszyły się trzykrotnie! Była panika. Zaczęłam się zastanawiać czy ja dobry zawód wybrałam, ale jakoś nie potrafiłam się poddać. Skończyłam szkołę, szukałam pracy. Robiłam za 50zł dniówki. Czasami idąc na rozmowę kwalifikacyjną myślałam „co ja tutaj robię”, odbijałam się tylko od drzwi. Nie dostawałam pracy nawet tam, gdzie moje kwalifikację przewyższały wymagania. Wtedy z jakimś przekonaniem powiedziałam do koleżanki: „nie dostaję pracy, bo szykuje mi nie coś lepszego”. Za 3 miesiące dostałam pracę w wymarzonym, prestiżowym miejscu. Musiałam założyć działalność, aby z nimi współpracować. Nigdy nie chciałam mieć własnej firmy, no ale trudno. Pracowałam tam rok, mimo że po 3 miesiącach już wiedziałam, że nie chce tam być. Tego wzajemnego podkopywania się nie mogłam znieść. Zła energia. Każdy tam czuł się „Panem” przez wielkie P. Pojechałam służbowo do Częstochowy. W kościele na Jasnej Górze były dwie skrzynki: „prośby” i „podziękowania”. Kręciłam się wokół nich jak trzmiel przy kwiatach. Właściwie to nie mam o co prosić, bo nie jest tak źle – pomyślałam. Wrzuciłam kartkę do skrzynki z napisem „podziękowania”, a na kartce napisałam: „Dziękuję za to jak jest”. I za miesiąc dostałam propozycję pracy w innym miejscu za trzy razy większe pieniądze! Pracowałam tam kilka lat, do momentu jak powiedzieli, że będą cięcia pensji, więc ja, że tnijcie, ale beze mnie. I za 4 dni złożyłam wymówienie. Miałam kredyt, więc ludzie pukali się w głowę, że unoszę się honorem, inni gratulowali mi odwagi. Ale ja wiedziałam, że jak większość mówi „białe”, a ja myślę „czarne” to trzeba zrobić „czarne”. Czy miałam plan B? Miałam plan B, C, D i E. Ale też mogło się nie udać, bo pamiętałam, że kiedyś już raz się nie udało. Były miesiące bardzo dobre i bardzo złe. Zdarzało się, że miałam do zapłacenia: kredyt, czynsz, prąd, gaz, ZUS, podatek dochodowy, podatek VAT, garaż, kablówkę, Internet, telefon i paliwo, a zarobiłam 2 tys zł brutto. To nawet nie wystarczało na rachunki, a gdzie życie? Ale wiedziałam, że to chwilowe i że trzeba to przetrwać, ale na pewno się nie poddawać! Tak naprawdę cieszyłam się z tego „doświadczenia”, bo gdy pojawiała się praca doceniało się ją jeszcze bardziej. Zarobki były sinusoidą, która nauczyła mnie oszczędzania na „chude miesiące”. Jak jest trudno to jest dobrze – myślałam. Jak jest trudno, to znaczy, że idziesz w dobrym kierunku. A jeśli Twoi znajomi mówią, że coś Ci się w życiu nie uda, to zmień znajomych. Jeśli życie rzuca Ci kłody pod nogi to znaczy, że dobrze wybrałeś, bo ono hartuje Cię i przygotowuje do jeszcze większych wyzwań. Wszystko wymaga cierpliwości, a pośpiech jest dobry przy łapaniu motyli. Nie ma dróg na skróty, bo inaczej nie docenisz tego co masz.

Dzisiaj nie odbieram telefonów, które dzwonią przed 10:00. Jak ktoś chce ze mną współpracować to proszę o maila na którego odpowiadam po kilku dniach, często odmawiam, ale nie ignoruje. Sama wybieram z kim chce pracować, ale jak już się podejmuję, to pracuje tak by jeden klient potem przyprowadził mi pięciu kolejnych. I przyprowadza – dziesięciu.

Bo tak na serio, to NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE. Pytanie tylko czego Ty chcesz. :)

ka
Gość
ka

jezu, jak ja uwielbiam między tymi wszystkimi twoimi zdaniami znajdować zawsze to jedno, które pojawia się w idealnym miejscu i czasie. staje się tym cicho, ale i dobitnie dzwoniącym w głowie dzwoneczkiem i zawsze zagra na moich najczulszych strunach.

Volant
Gość
Volant

Ależ mi miło!

Natalie Ponikowska
Gość
Natalie Ponikowska

Michale!
Zawsze czytam Twoje wpisy jadąc pociągiem na uczelnię, albo czekając aż chłopak wróci z pracy. Robię to dlatego, że jako jeden z małej ilości blogów poruszasz tematy związane z samoświadomością na wszystkich płaszczyznach życia, które są dla mnie istotne.
Czemu teraz dopiero mój pierwszy komentarz? Bo ten post dokładnie pokazuje moje życie odkąd skończyłam 19 lat. Zaczęło się od klubu Toastmasters, w którym nauczyłam się mówić. Początkowo pochłonięta byłam wyjazdami, konferencjami, poznawaniem ludzi, bardzo ciężką pracą nad moim warsztatem i pewnością siebie… W konsekwencji nie miałam czasu na zbudowanie relacji partnerskiej z kimkolwiek. Ale- byłam świadoma mojego wyboru. Przez 2 lata ciężkiej pracy w organizacji teraz jestem w czołówce najlepszych mówców TM w Polsce, a w sierpniu walczę o mistrzostwo Polski.
Świadomość dokonywania wyborów lub decyzja ich braku spowodowały, że jestem w miejscu, w którym jestem, z którego dziś piszę do Ciebie ten komentarz.
4 pytania, które zadałeś Czytelnikom wprawiły mnie w obłędny nastrój, bo widzę, jak bardzo blisko jestem mojego idealnego życia. Teraz mam świadomą relację z partnerem, gdzie oboje budujemy twarde fundamenty, studiuję prawo i czuję, że to moja pasja i że będę dobrym karnistą. Jestem świadoma swojego wyglądu, ale i pewności siebie, która nie wynika z długich nóg i uniesionego biustu, ale z pewności tego co umiem, wiem i wspomnień- ile pracy wymagało to, co mam dziś.
Właśnie Twój blog jest dla mnie ostoją refleksji nad tymi sferami życia, które poruszasz we wpisach. Nauczyłam się ostatnio, że można żyć jak się chce, nikt nie zabroni mi robić tego co chcę i jak chcę- nie można pozwolić by ktoś miał wpływ na nasze szczęście. Nie wyobrażam sobie stać nad grobem rodziców i narzekać, że w przeszłości kazali mi coś zrobić, co zaważyło negatywnie na moim dzisiejszym życiu. Kiedy czytam Twoje posty analizuję mocno swoje życie, spisuję na kartkę co jest teraz, a co chcę dalej by było. Możliwe, że mój życiowy cel osiągnę dopiero za 30 lat, ale wiem, że warto. Nie jestem typem dziewczyny, która leci na szkolenia typu „masz umysł biliardera” czy „masz moc by zrobić wszystko”, bo uważam, że nie potrzebuję motywacji do tego by żyć po swojemu. Dziękuję Ci za każdy wpis, który przeczytałam- o życiu, o związkach, o karierze… Do zobaczenia! Masz we mnie stałą czytelniczkę ;))

Volant
Gość
Volant

Kiedy zakładałem bloga chciałem mieć właśnie takich czytelników i takie czytelniczki jak Ty. Dziękuję.

airborn
Gość
airborn

Volant chce Ci coś powiedzieć. Odpowiedzi na pytania to: tak, nie, nic. Mój ojciec w moim wieku chciał zostać pilotem, niestety odpadł na badaniach i nie może latać. Cały czas interesował się lotnictwem, lecz nikomu tym się nie chwalił ani nie opowiadał oprócz mojej osoby, gdy jeździłem z nim w trasy jako dzieciak w wieku 5-14lat. Został kierowcą ciężarówki(z wykształcenia mechanik samochodowy). Zawsze wtedy rozmawialiśmy o samolotach. Zaraził mnie tą pasją. Bardzo pragnąłem zostać pilotem wtedy(i tak zostało mi do teraz), już w przedszkolu mówiłem że będę pilotem. Przyszedł czas gimnazjum, moje plany się rozmyły. Z tyłu głowy wiedziałem, że chce latać ale bałem się podjąć tego kroku i iść do OLL(ogólnokształcące liceum lotnicze w Dęblinie). Nie poszedłem tam, byłem zbyt niedojrzały by zrobić taki krok. Wybrałem technikum, przez 4 lata żałowałem że nie wybrałem OLL. Starałem się stłumić swój zły wybór i uczyć się obecnego zawodu najlepiej jak to możliwe(zawsze staram się być w czym dobry). Byłem najlepszym uczniem w klasie, z najlepszymi wynikami z egzaminów zawodowych(informatyka). Gdy nadszedł ostatni rok, zacząłem się ponownie poważnie zastanawiać nad sensem w swoim życiem i nad celem, ludzie nie widzą mnie nigdzie indziej niż w informatyce ale mnie zaczęło to nudzić. Wiem, że nie czułbym się z tym na 100% usatysfakcjonowany. Pracowałbym jak mój ojciec robiąc to co umie a nie to co chce. Postanowiłem podjąć decyzję idę do WSOSP(Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie). Ojciec mi w tym bardzo pomagał(chciał żeby mi się chociaż udało). Przeszedłem badania w Rejonowej Wojskowej Komisji Lekarskiej i poradni psychologicznej. Wstępnie jestem gotowy służyć w wojsku, ale jeszcze nie latać więc dostałem wezwanie na WIML (Wojskowy Instytut Medycyny Lotniczej). Badania trwały 5dni, każdego dnia ktoś odpadał. Udało mi się zaliczyć każdego lekarza na kategorie Z1A, nawet u psychologa (jest 5 kategorii Z1A -samoloty nadzwiekowe, Z1B- podzwiekowe, Z1C-transportowe i śmigłowce II – personel latający i III – ziemia). Wytrwałem do piątego dnia badań, już czułem że marzenie jest tak blisko zrealizowania. Gdyby ostatniego dnia badań po rezonansie głowy nie wyszło mi, że mam torbiela pajęczynówki i jest to wada rozwojowa z którą nic nie można zrobić i nigdy z nią nie będę mógł latać. Nawet na licencji na samoloty turystyczne. Straciłem cel i sens w życiu, dla wszystkich z was czytających jestem tylko człowiekiem takim jak sto tysięcy innych ludzi. Ludzi którzy nie odnaleźli celu w życiu lub go utracili. Boli myśl, że staję się takim samym szarym człowiekiem bez sensu istnienia, który będzie jak puzzel z innej kolekcji nigdy nie będzie pasował do obecnej, jakbyśmy go nie przyłożyli i jak bardzo się starali a stara kolekcja puzzli już dawno poszła na śmietnik. Musiałem to z siebie wyrzucić, bo nie mam komu o tym powiedzieć.

Volant
Gość
Volant

@disqus_nJWHCnsZOS:disqus Nie powiem Ci, że nic się nie stało, bo to nieprawda. Nie będę sugerował, że przesadzasz, ani przekonywał, że o tym nie zapomnisz.

Będę za to chciał żebyś pomyślał o jednej rzeczy… Jako ludzie mamy czasem tendencję do skupiania się na bardzo wyraźnej, konkretnej wizji. W ten sposób spotkasz osoby, które są przekonane, że to właśnie z tą i tylko tą osobą mogą być szczęśliwe, inwestują w związek cały swój czas i emocje, a kiedy on się sypie to czują się jakby stracili wszystko. Inni koncentrują się tak samo mocno na swoim biznesie. Tak mocno wierzą w jeden pomysł, że nie dopuszczają do siebie żadnych innych. Kiedy on wychodzi to czują się najszczęśliwsi na świecie, ale kiedy nie wychodzi to tracą wszystko.

Ten model myślenia opiera się na tym, że spośród tysięcy szans wybierasz tylko jedną szansę na szczęście. Zaletą tego sposobu myślenia jest determinacja do osiągnięcia sukcesu. Wadą jest to, że masz tylko jedną szansę, bo koncentrujesz się na jednej sprecyzowanej rzeczy.

Jest też drugi styl myślenia, w którym nie celuje się w konkretną rzecz, ale w kategorie rzeczy i działań oraz w to jak chcesz się czuć. W tym przypadku nie chcesz zdobyć konkretną Katarzynę Nowak, ale być z dziewczyną, która ma określone cechy. Jeśli chcesz założyć firmę to nie koncentrujesz się na tym, że musi być to bezglutenowa piekarnia na ulicy Wołodyjowskiej 14, ale na tym, że chcesz mieć firmę, która będzie dostarczała klientom najlepsze produkty i w której chcesz zarządzać ludźmi i budować jej spójny wizerunek. Możesz wtedy założyć piekarnię, ale kiedy ten pomysł nie wyjdzie, to wciąż masz otwarte drzwi, bo możesz założyć siłownię, zakład fryzjerski albo drukarnię, w których będziesz realizował się tak samo, jak w tej piekarni, bo będziesz robił te same rzeczy.

Widzisz różnicę?

Istotne w tym jest to, że ludzie zwykle realizują swoje potrzeby w jeden sposób, do którego się przyzwyczaili i nie widzą, że jest to tylko jeden ze sposobów. Być może dotyczy to też Ciebie. Zastanów się jakie swoje potrzeby chciałeś realizować będąc pilotem. Jak chciałeś się czuć? Co osiągnąć? Służyć ojczyźnie, zarabiać pieniądze określonej wielkości, czuć adrenalinę albo coś całkiem innego? Jeśli się przyjrzysz to zauważysz, że te cele można osiągnąć też robiąc inne rzeczy. Można też robić coś podobnego. Na tej samej zasadzie sportowcy, którzy odnieśli kontuzję i nie osiągną już swoich celów, zostają trenerami i pomagają innym w osiągnięciu tego, czego nie osiągną sami. CEO Pixara też nie robi tego, o czym marzył. Chciał być animatorem, ale okazało się, że nie ma do tego talentu, więc zaczął robić coś pokrewnego – prowadzić firmę zajmującą się animacją komputerową.

Wierzę w to, że wszyscy ludzie nadają się i mogą spełniać się w więcej, niż jednym zawodzie, funkcji i roli. Życzę Ci, żebyś też to kiedyś zobaczył i zauważył, że jedne zamknięte drzwi nie oznaczają, że zamknięte są wszystkie inne.

airborn
Gość
airborn

Volant dziękuje Ci, że poświęciłeś swój czas by przeczytać mój komentarz i by mi na niego obszernie odpowiedzieć z wiedzą i doświadczeniem jakie posiadasz. Jestem świadomy, że ten czas i tą energie mogłeś spożytkować lepiej, a moja wiadomość mogła utknąć w czeluściach internetu nigdy nie będąc zauważona. Nie zyskałeś na tym nic, nic oprócz mojej sympatii i wdzięczności za pomoc i miłe słowa – to Ci się nie spienięży, ale gesty życzliwości zostają w pamięci innych ludzi i dają w pewnym sensie nieśmiertelność. Czytałem to po kilka razy o różnych porach dnia i może nie wpadł mi pomysł na nową rzecz którą chce na 100% robić w życiu i która dawałby mi tyle satysfakcji, ale dało mi to dużo do myślenia i wyciągnąłem wnioski które były mi potrzebne. Kilka zdań trafiło nawet we mnie tak jak to napisała w komentarzu jedna z Twoich czytelniczek:
” jezu, jak ja uwielbiam między tymi wszystkimi twoimi zdaniami znajdować zawsze to jedno, które pojawia się w idealnym miejscu i czasie. staje się tym cicho, ale i dobitnie dzwoniącym w głowie dzwoneczkiem i zawsze zagra na moich najczulszych strunach.”
Będę do tego jeszcze wracał. Wierzę, że kiedyś będę mógł się jakoś odwdzięczyć Tobie Volant. Życzę Ci wszystkiego co najlepsze w życiu. Pozdrawiam.

„Niepowodzenie może złamać tylko tego, kto dał się zwieść powodzeniu” ~Seneka

Volant
Gość
Volant

Nie muszę nic zyskiwać, żeby pomagać tak, jak umiem. Najbardziej ucieszy mnie jeśli kiedyś się dowiem, że zajmujesz się czymś, w czym się spełniasz, a jestem pewny, że tak będzie. Jeszcze raz życzę Ci wszystkiego najlepszego!

Piotr Kierus
Gość
Piotr Kierus

Bo w życiu trzeba być elastycznym.
Małe dziecko też płacze jak sie przewróci.
Ale czy długo???
Nie.
Wstaje i biegnie dalej!!!

Gregory Beaver
Gość
Gregory Beaver

Miałem dość podobne plany, niestety wada wzroku zamknęła skutecznie ku temu drogę.
Nie myślałem może o czymś takim jak Skydiving lub bardziej jego rozbudowana formę Extreme Skydiving ??
Może nie jest to samo co latanie ale zapewne namiastką…no cóż dobre i to ;)
pzdr.

Kamil Dyluś
Gość
Kamil Dyluś

W życiu zawsze masz wybór a ten post pięknie się do tego odnosi :)

qwerty
Gość
qwerty
Zbuntowana
Gość
Zbuntowana

„Nie ma tu wyborów lepszych i gorszych tak długo, jak długo żyjesz życiem, które sobie wybierasz” i tej maksymy trzymam się. Nie muszę być bogata , mieć własną firmę , pisać książki czy podróżować aby być kimś bo ja jestem kimś, kimś wyjątkowym nawet gdy inni mogą mnie uważać za szara masę wegetującą to i tak nie znajdą takiego samego drugiego człowieka jak ja. Dla mnie każdy człowiek jest wyjątkowy bo odcieni szarości jest bardzo wiele tylko oko ludzkie nie wszystkie wyłapuje.Nie osiągnęłam w życiu jakiś wielkich sukcesów choć patrząc na mój start to inni zostali w tyle. Jestem kim jestem, mam to co mam i jeżeli będę chcieć więcej to zacznę działać.

„Skacząc pierwszy raz ze spadochronem jesteś przerażony, ale kiedy znów dotkniesz ziemi poczujesz euforię, która zrównoważy wcześniejszy strach”

Za pierwszym razem nigdy nie boisz się tak bardzo jak za drugim, trzecim i kolejnym następnym razem aż do momentu przełamania strachu, mnie za 7 razem strach złamał.

Alu
Gość
Alu

Volancie;), dziękuję za tego bloga. Od jakiegoś czasu czytam dosyć systematycznie, niektóre tematy po kilka razy, żeby „nauczyć się ich na pamięć” i z sukcesem wdrożyć w życie. Skutek: wybieram i żyję coraz bardziej świadomie. Zawodowo idę w swoim kierunku, nie jestem typem business woman ale myślę o własnej działalności i małymi krokami zbliżam się do niej. Mam odwagę podejmować ryzyko. Zakończyłam toksyczny, wyniszczający związek. I jest rysa. Bo mimo sukcesów różnego rodzaju, samotność jest koszmarna. Nie da się jej odciąć, choćby miało się milion zajęć, pasji. Tak więc moja prawa strona kartki to właściwie jeden punkt. Ale ważny. Dla mnie najważniejszy. W praktyce chyba jednak nieosiągalny, przecież kobieta po 40tce ma większe szanse na to, że spadnie jej na głowę cegła w drewnianym kościele, niż, że znajdzie normalnego faceta, o miłości nie wspominając nawet. I co w takiej sytuacji? Czy zatem żyję tak, jak chcę i czy faktycznie odpowiedź na Twoje pytania dała rozwiązanie…? Czy następny tekst może być o amnezji i wymazaniu z podświadomości potrzeby bliskości drugiego człowieka?:). Pozdrawiam